Dodaj do ulubionych

tzw. wiernosc

06.02.04, 00:17
niedawno mialem dosc ciekawa rozmowe przy obiadku z dwoma parami mieszanymi,
slubnymi i dzieciatymi. Zeszlo, jak to zwykle przy proszonych obiadach, na
seks.
Uczciwie przyznalem sie, iz nie tak dawno mialem faze strasznego sie
kurwienia, obecnie sie ustatkowalem, jednak na mym partnerze wymusilem zgode
na wolnosc skokow w bok, i jego -rzecz jasna- obejmujaca. Z wolnosci tej
skorzystalem... no, ze dwa razy, juz dosc dawno. Wolnosc ta obowiazuje w
mysl clintonowskiej idei "don't ask, don't tell".


Obie pary wyrazily tym niejakie zainteresowanie, zaznaczajac jednak, iz w ich
przypadku takie igraszki nie wchodza w gre.
Panowie mowili, ze skad, ze nigdy, ze wogole, panie zas, w sposob bardziej
kategoryczny, ze a-b-s-o-l-u-t-n-i-e NIE!!!

Niedlugo po obiadku mialem rozmowy tejze ciag dalszy, z jednym z owych mezow,
sam na sam, przy tequili... Okazalo sie, ze swoboda taka nie tylko jest jego
marzeniem, ale i... jakby to powiedziec- rzeczywistoscia, utrzymywana w
sekrecie, rzecz jasna, pod grozba smierci i kalectwa.
Podobne skoki przydarzaja sie takze drugiemu ze wspomnianych mezow. Jakas
wizyta do "massage parlor", jakies dyskretne spotkanie "w delegacji".

Obydwaj panowie kochaja swe zony i rodziny na smierc i zycie. I miotaja sie
miedzy dwoma instynktami- mysliwego i domownika.

Z zadna z pan nie mialem rozmowy na temat ich wiernosci, domyslam sie jednak,
ze... zreszta, nie wiem czego sie domyslac.

Przyznam, ze bardzo wielu facetow przyznaje mi sie do marzen o "egzotycznych
masazach" itp. Wiekszosc tych wyznan odbywa sie jednak bez tequili, nie wiem
wiec ile z tych marzen zostaje ziszczonych.

Osobiscie, jak juz kiedys napomknalem, solidaryzuje sie z haslem seksklusa,
mowiacym, ze "men are not wired for monogamy".
To znaczy wielu jest, ale nie wiem, czy stanowia oni wiekszosc...

O kobietach nie wiem wiele, jesli chodzi o ta materie.

Pamietam jednak pewien film dokumentalny o kobietach po operacji zmiany plci,
wszystkie mowily, ze jeszcze przed operacja, w trakcie fazy faszerowania sie
meskimi hormonami, nagle zaczely facetow rozumiec: "acha! a wiec tak to
dziala?!". Nic im nie bylo w glowie, tylko pieprzenie sie...

Komentarze?

Obserwuj wątek
    • jutka1 Re: tzw. wiernosc 06.02.04, 00:38
      chris-joe napisał:

      > Komentarze?
      *********
      SiDzej, sweetums.... skomentuje jutro/dzisiaj bo wlasnie wpelzam pod
      koldre.... a temat zaiste arcyciekawy. Ino watpie, ile osob wyjdzie poza tzw.
      dywagacje teoretyczne.... i tysz piknie, bo w koncu nasze najjasniesze forum
      czyta pol wszechswiata, trolle wlaczajac, wiec....

      jedno tylko jako preludium (zna sie te wyrazy... ;)))) do jutrzejszego wpisu
      nadmienie. Prawda jest ze - statystycznie- mezczyznom latwiej jest pojsc na
      strone jak mawiala moja ciotka Alicja, niz kobietom. Ale elaboracje (zna sie
      te... ;)))) zrobie jutro.

      Bajfornau, Twoja przybrana siostra (Swiatlo, cicho ;))))))
      Jutka
    • luiza-w-ogrodzie Re: tzw. wiernosc 06.02.04, 01:04
      Moge mowic tylko za siebie (aczkolwiek z rozmow ze znajomymi zonatymi panami
      stwierdzam ze 85% chetnie by sobie skoczylo), wiec mowie: jak jestem z kims
      zwiazana to jestem tylko z nim a do innych facetow ciagnie mnie wylacznie
      teoretycznie (tzn popatrze sobie i pomysle "piekne posladki - a jakby tak
      uszczypnac?" albo "jakie mocarne ramiona, jakby taki zlapal... uuuuch"). Umowy
      takie jak opisane przez C-J sa dla mnie nie do przyjecia.

      Ale moj przypadek to jedno, a realia zycia to drugie. Wiekszosc ludzi
      zdradzala meza/zone, choc rzadko na podstawie umow, raczej po cichu.

      Pozdrawiam i wracam ze wzburzonych fal tego tematu w zacisze mojego biurka
      Luiza-w-Ogrodzie

      ><((((º>`·.¸¸.·´¯`·...¸><((((º>¸.
      .·´¯`·.. ><((((º>`·.¸¸.·´¯`·.¸.·´¯`·...¸><((((º>
    • swiatlo Pełna wolność 06.02.04, 02:07
      Otóż moje zdanie jest jak następuje: jest pełna wolność.
      Chcesz sie puszczać i zdradzać, proszę bardzo. W kodeksie państw cywilizowanych
      nie ma ani jednej wzmianki o cudzołóstwie i dochowaniu wierności małżeńskiej.
      Jeśli uważasz że skoki w bok, spacery do różnych "masażystek", w ogóle zresztą
      nie chodzi tylko o seks, ale o wiele innych tajnych nałogów, jak hazard, czy
      picie, czy w ogóle cokolwiek, jeśli uważasz że robienie tego wszystkiego za
      plecami rodziny jest warte ryzyka utraty dzieci, rodziny, żony, szczęścia
      osobistego, utraty tego wszystkiego co naprawdę jest dla ciebie najdroższe, to
      proszę bardzo.
      Droga wolna.
    • akawill Re: tzw. wiernosc 06.02.04, 02:59
      Zaiste ciekawy temat. Nie lubię definicji, ale tu aż się prosi o
      zdefiniowanie wierności. Z tym że nie ogólnie w stylu definicji Xurka, ale
      tak dla siebie nazwanie czym jest wierność, także wierność sobie. Odnośnie
      tego co obserwuję naokoło to nie mam za dużo do powiedzenia, mam konserwatywną
      konstatację że wierność jest dobra a niewierność jest niedobra i same z tą
      ostatnią kłopoty i krzywda, ale chodzi właśnie o tą definicję osobistą.
      Oczywiście, że jesteśmy wolni, także wolni do samemu sobie ograniczenia tej
      wolności. Tak też sobie myślę, że to wiring może i jest poligamiczne, ale
      maszynami to my nie jesteśmy.
      Siem pewnie jeszcze wypowiem.
      • jutka1 Re: tzw. wiernosc, definicje? 08.02.04, 10:49
        akawill napisał:

        > Zaiste ciekawy temat. Nie lubię definicji, ale tu aż się prosi o
        > zdefiniowanie wierności.
        *********
        ad rem w takim razie. definicje. co mamy na mysli w tym watku i w tej
        rozmowie?
        a) wiernosc/ zdrade seksualna li-tylko?
        b) zdrade emocjonalna? czy to zdrada jesli nie dochodzi do zdrady fizycznej?
        c) nielojalnosc plus a i b?
        d) a+b+c ???

        no i oczywiscie szerszy temat sie nasuwa: czy rzeczywiscie wspolczesni ludzie
        powinni sie kurczowo trzymac jednego zwiazku na cale zycie, nawet jesli
        milosci ani nawet przyjazni w tym zwiazku ze swieca szukac? czy rezygnowac z
        milosci i szczescia w imie jakichs tam kiedys podpisanych papierow?

        czy tez tzw. serial monogamy? czyli pare monogamicznych zwiazkow w ciagu zycia?

        chyba nie scurviam?

        Jutka - Pytajnik :)
        • chris-joe Re: tzw. wiernosc, definicje? 08.02.04, 11:19
          a mnie wkurza rozumienie zwiazku jako umowy o wlasnosci du...szy i ciala.
          Czyli w praktyce ciala tylko, bo dusza zawsze moze sie wymknac: "wiesz
          kochanie, taki/taka jestem rozkojarzony/a ostatnio. To pewnie zmeczenie."

          Czy para doroslych i dojrzalych ludzi funkcjonujaca w zdrowym, dojrzalym,
          partnerskim zwiazku nie potrafi zbagatelizowac czegos, co nawet w jezyku nie
          dorobilo sie terminu mniej dramatycznego niz "zdrada"? Przeciez to duperel,
          mniej istotny niz zgubienie klucza do mieszkania!

          • jutka1 Re: tzw. wiernosc, definicje? 08.02.04, 11:46
            chris-joe napisał:

            > a mnie wkurza rozumienie zwiazku jako umowy o wlasnosci du...szy i ciala.
            > Czyli w praktyce ciala tylko, bo dusza zawsze moze sie wymknac: "wiesz
            > kochanie, taki/taka jestem rozkojarzony/a ostatnio. To pewnie zmeczenie."
            >
            > Czy para doroslych i dojrzalych ludzi funkcjonujaca w zdrowym, dojrzalym,
            > partnerskim zwiazku nie potrafi zbagatelizowac czegos, co nawet w jezyku nie
            > dorobilo sie terminu mniej dramatycznego niz "zdrada"? Przeciez to duperel,
            > mniej istotny niz zgubienie klucza do mieszkania!
            *********
            rozumiem, ze odnosisz sie wyzej do aspektow fizycznych?.. no wlasnie,
            czy "zdrada dusza/sercem" z natury swej moze byc nazwana zdrada, czy jest to
            juz cos na innym poziomie, co skazuje poprzedni zwiazek na niebyt? czy nie?
            ciekawe aspekty, zaiste.

            koncze Twoje tornado... masz jeszcze? :)
            • chris-joe Re: tzw. wiernosc, definicje? 08.02.04, 11:54
              ciakawe, indeed. Mozemy tu sie teraz zabawiac debatujac na temat jak
              to "wysublimowalismy" dusze, a "zeszmacilismy" cialo.
              Ale to nudne i zgrane.
              Ja wolalbym, by malzonek skoczyl w krzak raz na kwartal i wrocil do domu pelen
              milosci i przywiazania, niz by nim/nia latami targaly watpliwosci/nielojalnosci
              duszne zwiazek korozja powolna zzerajace.
              • jutka1 Re: tzw. wiernosc, definicje? 08.02.04, 11:59
                chris-joe napisał:

                > ciakawe, indeed. Mozemy tu sie teraz zabawiac debatujac na temat jak
                > to "wysublimowalismy" dusze, a "zeszmacilismy" cialo.
                > Ale to nudne i zgrane.
                *********
                hehehe :))))))))))

                > Ja wolalbym, by malzonek skoczyl w krzak raz na kwartal i wrocil do domu
                pelen milosci i przywiazania, niz by nim/nia latami targaly
                watpliwosci/nielojalnosci duszne zwiazek korozja powolna zzerajace.
                *********
                adwokat diabla: chcesz wiedziec o tym skoku w krzak, czy wolisz dyskrecje?

                J.
                • chris-joe Re: tzw. wiernosc, definicje? 08.02.04, 12:06
                  kurcze, tornado stoi i sie poci na kredensie w watku nory dzonsowej!

                  Oczywiscie, ze nie chce wiedziec. Mowilem juz, za clintonem: don't ask don't
                  tell! Nie chce by mi kto kieszenie lustrowal, ja tez w jego visa statement
                  zagladac nie mam zamiaru. Wiem, ze chce tu byc, ze mna, i vice versa, a jakie
                  ksiazki czytamy, to nasza sprawa.

                  • jutka1 Re: tzw. wiernosc, definicje? 08.02.04, 12:09
                    chris-joe napisał:

                    > kurcze, tornado stoi i sie poci na kredensie w watku nory dzonsowej!
                    *********
                    pozniej zauwazylam.... dobre, nie powiem, a wrecz mniam mniam

                    > Oczywiscie, ze nie chce wiedziec. Mowilem juz, za clintonem: don't ask
                    don't tell! Nie chce by mi kto kieszenie lustrowal, ja tez w jego visa
                    statement zagladac nie mam zamiaru. Wiem, ze chce tu byc, ze mna, i vice
                    versa, a jakie ksiazki czytamy, to nasza sprawa.
                    **********
                    OK, noted :)

                    a u Ciebie juz po 6 rano.... :) Ty to masz kondycje sidzej ;)
                    >
    • pani-i-toto sk()()rwienie 08.02.04, 14:09
      Cala idea romantycznego zwiazku dwoch osob ulegla niestety skurwieniu poprzez
      cala mase naciskow i presji spolecznych, ograniczen formalnych, biurokracji,
      zeznan podatkowych, nakazow koscielnych, dzialek roznych na przyklad na
      cmentarzu, prowadzenia biznesu pod tytulem gospodarstwo domowe, hodowli
      potomstwa i tym podobnemu badziewiu ktore powoduje ze wiekszosc ludzi postrzega
      taki zwiazek dokladnie wsposob opisany przez Krisa czyli jako swoisty kontrakt.
      Czyli z gory ustalamy ty to ja to wolno to nie wolno tamto, a partnera do
      biznesu zwiazek dobieramy na zasadzie spelnienia ilus tam punktow z naszej
      listy oczekwian, czyli na przyklad: zgrabna dupa, dobre zarobki, umie gotowac,
      w rodzinie nie ma alkoholikow zajobow hazardzistow.
      Z kontraktowego punktu widzenia wiernosc jest jednym z punktow negocjacyjnych.
      Ewentualnia niewiernosc jest dopuszczalna o ile nie zagraza funkcjonowaniu
      firmy rodzina, jesli zagraza to jest niedopuszczalna a jezeli okresowa
      niewiernosc jest czynnikiem umozliwiajacym tej konstrukcji trwanie, to jest
      nawet mile widziana.

      dorotka
      • pani-i-toto jesli nie mowimy o kontraktach familijnych tylko o 08.02.04, 14:25
        milosci to sprawa wyglada inaczej. No ludzie nie sa "wired" do monogamii-
        zgoda, nie sa tez jako zwierzeta ssaki stadne "wired" ani do milosci ani do
        przyjazni, ani bezinteresownosci ani zadnych tzw. uczuc wyzszych. Uragajac
        niestety teoriom roznym sprowadzajacym ludzkosc do ssactwa i roznosicielstwa
        genow owe uczucia wyzsze sa, manifestuja sie i w twarz pluja roznym glosicielom
        teorematow gzicielsko fizjologicznych.
        W tym sensie poboczne bzykanie jawi sie jako bezcelowosc gdyz nic nam nie daje
        a uniemozliwia glebsze poznanie wybranej osoby, co jest zawsze ekscytujace,
        bolesne, podniecajace, upierdliwe, nigdy nieskonczone, no ogolnie perwersja i
        skandal i odbywa sie to cogorszahorrendum wielopoziomowo na poziomie umyslu,
        duszy i ciala, wiec o czym my tu kurwa mowimy? Solidne partnerstwo i
        porozumienie ale sie pierdole z kim innym, Krisie, pomieszalo sie Wam i lomocze.

        dorotka
        • akawill Re: jesli nie mowimy o kontraktach familijnych ty 08.02.04, 20:49
          pani-i-toto napisała:

          > W tym sensie poboczne bzykanie jawi sie jako bezcelowosc gdyz nic nam nie
          daje
          > a uniemozliwia glebsze poznanie wybranej osoby, co jest zawsze ekscytujace,
          > bolesne, podniecajace, upierdliwe, nigdy nieskonczone, no ogolnie perwersja i
          > skandal i odbywa sie to cogorszahorrendum wielopoziomowo na poziomie umyslu,
          > duszy i ciala, wiec o czym my tu kurwa mowimy? Solidne partnerstwo i
          > porozumienie ale sie pierdole z kim innym, Krisie, pomieszalo sie Wam i
          > lomocze.

          Pani, podoba mi się co piszeta.
          Jak se pójdę z fajną babką na kawę albo i wódkę to będzie to picie kawy albo
          wódki, jakkolwiek inni by to chcieli nazwać. Jakbym z tą babką poszedł do
          łóżka, to oprócz nazwania tego pójściem do łóżka całkiem śmiało można też to
          nazwać jakimś stawaniem się jednym albo śpiewem dusz, a to już poważna sprawa
          jeśli chodzi o tzw. wierność. A może to tylko kwestia percepcji? To znaczy że
          ludzie jednak odróżniają picie kawy albo i wódki od seksu?
        • luiza-w-ogrodzie Poboczne bzykanie jako bezcelowosc 08.02.04, 21:52
          pani-i-toto napisała:

          > W tym sensie poboczne bzykanie jawi sie jako bezcelowosc gdyz nic nam nie
          daje
          > a uniemozliwia glebsze poznanie wybranej osoby, co jest zawsze ekscytujace,
          > bolesne, podniecajace, upierdliwe, nigdy nieskonczone, no ogolnie perwersja
          i
          > skandal i odbywa sie to cogorszahorrendum wielopoziomowo na poziomie umyslu,
          > duszy i ciala, wiec o czym my tu kurwa mowimy? Solidne partnerstwo i
          > porozumienie ale sie pierdole z kim innym, Krisie, pomieszalo sie Wam i
          lomocze

          No wlasnie Dorotko, po cholere grzebac sie w cudzej poscieli jak we wlasnej
          jest tyle rzeczy do odkrycia. Nie mowiac juz o wielopoziomowosci umyslu i
          duszy. Zawsze wolalam dobrze poznawac mezczyzne, z ktorym jestem zwiazana niz
          skakac gdzies w objecia innego zeby sie dac dobrze wytargac. Sam seks jest
          nudny i mozna go miec z kazdym/kazda/kazdymi - no i co z tego?

          Pozdrawiam poniedzialkowo :o(((
          Luiza-w-Ogrodzie

          ><((((º>`·.¸¸.·´¯`·...¸><((((º>¸.
          .·´¯`·.. ><((((º>`·.¸¸.·´¯`·.¸.·´¯`·...¸><((((º>
          • pani-i-toto ten o zupie ten o dupie 09.02.04, 20:07
            chyba nastapilo jakies zero-zumienie, w swojej poscieli to mozna najwyzej
            roztocz znalezc, generalnie milosci szukanie to zawracanie dupy kijem czyli
            trud daremny. Im bardziej prosiaczek puchatka w poscieli (swojej lub cudzej)
            szukal tym bardziej go tam nie bylo.

            dorotka
    • maria421 Re: tzw. wiernosc 08.02.04, 17:54
      Wiernosc jest w milosci sprawa oczywista. Kocham jednego, wiec nie porzadam
      innego. Chce tez, zeby on nie porzadal zadnej innej. Milosc funkcjonuje na
      zasadzie wylacznosci.

      W zwiazkach bez milosci nie musi byc wiernosci (seksualnej), wystarczy
      lojalnosc.

    • xurek Re: tzw. wiernosc 09.02.04, 15:59
      Model taki jak C-J, z tym ze opatrzony dodatkowa klauzula „chce o tym wiedziec“
      mialam z moim Exem. Wymyslilismy go mnw. w drugim roku zwiazku na skutek
      dlugonocnych dyskusji spowodowanych brakiem innych problemow na temat “co
      bedzie, jak nam sie kiedys zachce”. Wiec zanim czekac az sie problem pojawi
      rozwiazalismy sytuacjie teoretyczna w sposob perfekcyjny. Po jakichs nastepnych
      dwoch latach ex wcielil model w koncu w czasie jakiegos urlopu w zycie, do
      dzisiaj nie jestem pewna, czy dlatego, ze mu sie zachcialo czy tez dlatego, iz
      sie bal, ze sie umowa bez wrpowadzania w zycie przeterminuje. Wcielil,
      powiedzial, obgadalismy temat, ja w cichosci ducha powiedzialam sobie, ze to
      chyba jest glupi model, ale slowo sie rzeklo, kobylka u plotu itd, wiec
      zmilczalam i przelknelam. A potem zaczela mnie dreczyc ta nierownowaga w
      umowie, poczulam sie jak glupia mazowiecka Pyza co to nie wie, do czego ma
      zdobycze cywilizacyjne wykorzystac. No wiec, by przestac sie wreszcie dreczyc,
      wykorzystalam. I tutaj sie okazalo, iz przynajmniej dla mnie, model byl jeszcze
      bardziej dupiasty niz myslalam. Bo mnie lannajtstendy nie interesuja, wiec
      przymierzanie bylo tak dlugie, ze jak juz sie stalo, to ten drugi facet nie
      oznaczal juz dla mnie li tylko obcego lozka i jednorazowego aktu, co powaznie
      skomplikowalo na czas jakis moje zycie zatruwajac rownoczesnie zycie tych dwoch
      facetow. Po owej “przygodzie” i wyrownanych szansach nikt z nas juz nie mowil o
      umowie i wiecej jej w zycie nie wcielil. Rozstalismy sie z zupelnie innych
      powodow i bez partnerow na boku i dobre pare lat pozniej.

      Teraz umowa jest staroswiecka i nie zostala ani spisana ani do konca
      zwerbalizowana. Ale kazdy wie o co chodzi i ze nie chodzi o skoki na boki, co
      nie znaczy, ze takowy od razu bylby powodem do rozstania, ale z pewnoscia
      powodem do powaznego sie obrazenia.

      Teraz, jak juz sie rozwinelam w kierunku chyba odwrotnym do C-J widze sprawe
      tak. Sa indywidua, ktore rzeczywiscie na jednym kwiatku dluzej nie usiedza, co
      w zasadzie bardzo szybko mozna poznac a czesto nawet nie trzeba, bo same to
      mowia. Wiec one do mnie nie pasuja i sie zwiazkowo nie zadaje. Inne indywidua
      tak jak ja sa monogamiczne w stopniu wystarczajacym, by byc w stanie sie tej
      linii, chwilowo nawet wbrew naturze, trzymac.
      Prawda jest tez, ze sie sex w dlugoletnim zwiazku nieco zuzywa – ale istnieja
      metody na to, by go znow ozywic i nie musi to byc inny partner.

      To wszystko zalezy od tego, czym dla kogo jest sex. Dla mnie tak dalece
      posunieta wymiana cielesna nie jest rodzajem wizyty u lekarza tylko najwiekszym
      mozliwym otwarciem sie w stosunku do innej osoby, bo nie tylko dotyczy
      calkowitego cielesnego, lecz rowniez dalekoidacego psychicznego obnazenia,
      jezeli cos z tego seksu sensownego mam miec. Tak dalece posunieta bliskosc z
      definicji nie moze byc czyms, co dziele z wieksza iloscia ludzi, gdyz w tym
      wypadku naprawde zasluguje na miano zdrady.

      Witam po weekendzie,

      Xurek
      • jutka1 Re: tzw. wiernosc -- no i Forum zastyglo 09.02.04, 17:00
        xurek napisała:

        > To wszystko zalezy od tego, czym dla kogo jest sex. Dla mnie tak dalece
        > posunieta wymiana cielesna nie jest rodzajem wizyty u lekarza tylko
        najwiekszym mozliwym otwarciem sie w stosunku do innej osoby, bo nie tylko
        dotyczy calkowitego cielesnego, lecz rowniez dalekoidacego psychicznego
        obnazenia, jezeli cos z tego seksu sensownego mam miec. Tak dalece posunieta
        bliskosc z definicji nie moze byc czyms, co dziele z wieksza iloscia ludzi,
        gdyz w tym wypadku naprawde zasluguje na miano zdrady.
        ********
        a przynajmniej ja, zastyglam, zamyslilam sie, podumalam.

        xurku, bull's eye. aczkolwiek przypuszczam, ze jest to - statystycznie -
        bardziej punkt widzenia kobiety niz mezczyzny. czyli znowu cytujac ciotke
        Alicje, panowie chadzaja na boki bo seks jest dla nich bardziej rzecza
        fizjologiczna i "ego trip". Zaznaczam: statystycznie rzecz biorac. Chociaz
        ciotka Alicja nie dopuszczala mysli ze istnieja wyjatki od tej reguly... no
        ale ciotka Alicja to temat na osobna historie.

        witaj po weekendzie xurku :)
        • ro-bert Re: tzw. wiernosc -- no i Forum zastyglo 09.02.04, 20:43
          jutka1 napisała:

          > panowie chadzaja na boki bo seks jest dla nich bardziej rzecza
          > fizjologiczna i "ego trip".

          Juz chcialem zaczac wrzeszczec...


          >Zaznaczam: statystycznie rzecz biorac.

          To juz lepiej:)


          >Chociaz ciotka Alicja nie dopuszczala mysli ze istnieja wyjatki od tej
          > reguly...


          Jesli jeszcze uda Ci sie ciotke Alicje przekonac, ze bladzi... to masz juz u
          mnie plusa ;)
          Kto to jest "ciotka Alicja"?
          • jutka1 Re: tzw. wiernosc -- robert -- sorry, scurviam 09.02.04, 23:26
            ro-bert napisał:

            > Kto to jest "ciotka Alicja"?
            *********
            ciotka Alicja to rodzinna instytucja. ma prawie 80 lat i wiedze na temat
            ludzkosci, ktora czasem poraza. wiedze typu, i tu nastepuje opowiesc
            przyjaciolki, wprawdzie z ciotka Alicja niezwiazana, ale oddaje ducha tejze.

            no wiec przyjaciolka miala babcie, i ta babcia byla glucha, i miala w uchu
            aparat sluchowy. tenze aparat czasem miala Babcia w uchu czasem nie, w
            zaleznosci od humoru i odleglosci Babci od aparatu. Pewnego dnia przyjaciolka
            spedzala dzien u Babci ze swoja ciotka. przyjaciolka z ciotka poszly do kuchni
            robic salatke, Babcia zostala w salonie i najwyrazniej nie miala aparatu
            sluchowego, bo co jakis czas krzyczala do kuchni: "cooo moowiiicieeee??????!!"

            w tej sytuacji przyjaciolka i jej ciotka zaczely rozprawiac o zdolnosciach
            seksualnych roznych osob, a w szczegolnosci o tym, ze "temu nie staje, tamtemu
            nie staje, a i owantemu tez nie staje". Babcia w miedzyczasie krzyczala z
            salonu: "cooo moowiiicieeee??????!!"

            upewnione, ze aparat sluchowy MUSIAL byc poza zasiegiem, przyjaciolka i jej
            ciotka kontynuowaly dyskusje, nie wiem ze szczegolami czy nie. i w pewnej
            chwili do kuchni wchodzi Babcia i mowi: "a w moich czasach wszystkim
            stawalo..."

            i tym optymistycznym akcentem,
            bzykam sie stad bo znowu scurvilam ...... ;)))))))))))
      • pani-i-toto to jest dzielenie wlosa na czworo, te kategorie 09.02.04, 20:16
        i subdywizje na indywidua mono i takie co nie usiedza lub mezczyzn siewcow
        nasienia i kobiety nosicielki gniazdotworcze. Brednie i belkot moi Panstwo.
        Wszyscy sie lubia pieprzyc. Duzo. I roznorodnie. I nikt nie moze usiedziec. A
        dlaczego niektorzy pomimo to usiaduja? Roznie. Ze strachu jedni, z rozsadku
        drudzy, a jeszcze innych milosc jebla torebka od batyckiego bez lep i jem sie
        pomieszalo. Niektorym nawet tak zostaje.

        dorotka
        • xurek Co w sumie na jedno wychodzi, 10.02.04, 10:11
          aczkolwiek niezupelnie sie zgadzam. Ludzie rozne som i niektore usiadaja ze
          zwyklej usiadania potrzeby. Ja na przyklad nie jem tych marsow i snickersow bo
          ich nie lubiem. A Behemot ich nie je, coby nie przytyl. Niby obie nie jemy, ale
          jednak tresc i jakosc i podtekst i feeling sa calkiem rozne, choc efekt koncowy
          niby taki sam.

          Xurek
    • swiatlo Pytania 09.02.04, 22:47
      Otóż trochę o moralności. Zadam pytania:
      Czy nie przekraczasz prędkości w mieście dlatego bo się boisz bycia złapanym
      przez policję, czy też dlatego bo nie chcesz narażać na niebezpieczeństwo
      siebie, twoich pasażerów oraz niewinnych przechodniów?
      Czy nie kradniesz w sklepie dlatego bo się boisz bycia złapanym i wszystkich
      tego konsekwencji, czy też dlatego że uważasz kradzież za obrzydliwą?
      Czy starasz się być dobrym człowiekiem bo boisz się piekła i surowej kary
      boskiej, czy też dlatego bo czujesz miłość i szacunek do ludzi?
      Czy nie zdradzasz żony tylko dlatego bo boisz się jej utraty, czy też dlatego
      bo ją kochasz i szanujesz?

      Dodatkowe pytanie do C-J:
      Jeśli się umówiłeś z partnerem/partnerką że masz prawo do skoków w bok, to
      jak możesz ją/jego kochać? A jeśli jej/jego nie kochasz, to dlaczego się z
      nią/nim związałeś?

      Następne pytanie: czy związek z innym człowiekiem jest więzieniem, czy
      realizacją potrzeby miłości?
      • chris-joe Re: Pytania 09.02.04, 23:20
        twoj post jest szalenie irytujacy, pretensjonalny i selfrighteous.
        Przesadzilbym jednak, gdybym napisal, ze innego sie spodziewalem.

        Zaklada on bowiem, ze jedyny prawdziwy rodzaj milosci, to milosc, jaka ty
        czujesz do swej malzonki.
        Ze jednyny akceptowalny sposob milosci tej wyrazania, to ten w jaki ty to
        robisz.
        Ze jedyna sluszna etyka malzenska, to ta, ktora ty wyznajesz.
        Ze jedynie sluszna "realizacja potrzeby milosci", to ta ktora ty realizujesz.
        Ze jedyne prawe podejscie do ludzkiej erotyki, to podejscie twoje.
        Ze jedyne sluszne rozwiazanie kwestii wspolzycia dwoch doroslych partnerow, to
        rozwiazanie, jakie ty odnalazles.

        Dream on, partner, and shhhh, don't wake up...
        • swiatlo ??? 09.02.04, 23:22
          chris-joe napisał:

          > twoj post jest szalenie irytujacy, pretensjonalny i selfrighteous.
          > Przesadzilbym jednak, gdybym napisal, ze innego sie spodziewalem.
          >
          > Zaklada on bowiem, ze jedyny prawdziwy rodzaj milosci, to milosc, jaka ty
          > czujesz do swej malzonki.
          > Ze jednyny akceptowalny sposob milosci tej wyrazania, to ten w jaki ty to
          > robisz.
          > Ze jedyna sluszna etyka malzenska, to ta, ktora ty wyznajesz.
          > Ze jedynie sluszna "realizacja potrzeby milosci", to ta ktora ty realizujesz.
          > Ze jedyne prawe podejscie do ludzkiej erotyki, to podejscie twoje.
          > Ze jedyne sluszne rozwiazanie kwestii wspolzycia dwoch doroslych partnerow,
          > to rozwiazanie, jakie ty odnalazles.
          >
          > Dream on, partner, and shhhh, don't wake up...

          Na co nadepnąłem że nagle wyzwoliłem taki wybuch?
          • chris-joe Re: ??? 09.02.04, 23:32
            przeczytaj:

            "Otóż trochę o moralności. Zadam pytania:
            Czy nie przekraczasz prędkości w mieście dlatego bo się boisz bycia złapanym
            przez policję, czy też dlatego bo nie chcesz narażać na niebezpieczeństwo
            siebie, twoich pasażerów oraz niewinnych przechodniów?
            Czy nie kradniesz w sklepie dlatego bo się boisz bycia złapanym i wszystkich
            tego konsekwencji, czy też dlatego że uważasz kradzież za obrzydliwą?
            Czy starasz się być dobrym człowiekiem bo boisz się piekła i surowej kary
            boskiej, czy też dlatego bo czujesz miłość i szacunek do ludzi?
            Czy nie zdradzasz żony tylko dlatego bo boisz się jej utraty, czy też dlatego
            bo ją kochasz i szanujesz?

            Dodatkowe pytanie do C-J:
            Jeśli się umówiłeś z partnerem/partnerką że masz prawo do skoków w bok, to
            jak możesz ją/jego kochać? A jeśli jej/jego nie kochasz, to dlaczego się z
            nią/nim związałeś?

            Następne pytanie: czy związek z innym człowiekiem jest więzieniem, czy
            realizacją potrzeby miłości?"
              • chris-joe Re: ??? 09.02.04, 23:45
                twoj post jest szalenie irytujacy, pretensjonalny i selfrighteous.
                Przesadzilbym jednak, gdybym napisal, ze innego sie spodziewalem.

                Zaklada on bowiem, ze jedyny prawdziwy rodzaj milosci, to milosc, jaka ty
                czujesz do swej malzonki.
                Ze jednyny akceptowalny sposob milosci tej wyrazania, to ten w jaki ty to
                robisz.
                Ze jedyna sluszna etyka malzenska, to ta, ktora ty wyznajesz.
                Ze jedynie sluszna "realizacja potrzeby milosci", to ta ktora ty realizujesz.
                Ze jedyne prawe podejscie do ludzkiej erotyki, to podejscie twoje.
                Ze jedyne sluszne rozwiazanie kwestii wspolzycia dwoch doroslych partnerow, to
                rozwiazanie, jakie ty odnalazles.

                Dream on, partner, and shhhh, don't wake up...
                • swiatlo Re: ??? 09.02.04, 23:53
                  chris-joe napisał:

                  > twoj post jest szalenie irytujacy, pretensjonalny i selfrighteous.
                  > Przesadzilbym jednak, gdybym napisal, ze innego sie spodziewalem.
                  >
                  > Zaklada on bowiem, ze jedyny prawdziwy rodzaj milosci, to milosc, jaka ty
                  > czujesz do swej malzonki.
                  > Ze jednyny akceptowalny sposob milosci tej wyrazania, to ten w jaki ty to
                  > robisz.
                  > Ze jedyna sluszna etyka malzenska, to ta, ktora ty wyznajesz.
                  > Ze jedynie sluszna "realizacja potrzeby milosci", to ta ktora ty realizujesz.
                  > Ze jedyne prawe podejscie do ludzkiej erotyki, to podejscie twoje.
                  > Ze jedyne sluszne rozwiazanie kwestii wspolzycia dwoch doroslych partnerow,
                  > to rozwiazanie, jakie ty odnalazles.
                  >
                  > Dream on, partner, and shhhh, don't wake up...

                  Na co nadepnąłem że nagle wyzwoliłem taki wybuch?
      • swiatlo Widzisz C-J... 10.02.04, 00:03
        Siedzimy na dwóch róznych krańcach nie tylko Ameryki, ale i modelu i sposobu
        życia.
        Zadałem więc ci pytania z ciekawości jak pewne aspekty wyglądają jak się patrzy
        na nie z twojego końca, a ty nie tylko mi nie odpowiedziałeś, ale mnie co
        więcej zrugałeś.
        Ech, możesz podać listę pytań które mogę zapytać bez ryzyka narażenia się na
        zruganie?
        • chris-joe Re: Widzisz C-J... 10.02.04, 00:46
          "Jeśli się umówiłeś z partnerem/partnerką że masz prawo do skoków w bok, to
          jak możesz ją/jego kochać? A jeśli jej/jego nie kochasz, to dlaczego się z
          nią/nim związałeś?"

          powyzsze, mimo sformuowania i zamykajacego znaku zapytania, pytaniem -z
          zamierzenia- nie jest.
          Ale odpowiem tak, jak "pytanie" na to zasluguje: twoje pytanie otworzylo mi
          oczy! Ja go rzeczywiscie nie kocham! A zwiazalem sie tylko z lenistwa i dla
          wygody. Luska spadla mi z oczu. Dziekuje swiatlo!!!

          • swiatlo A dobrze chciałem 10.02.04, 00:54
            chris-joe napisał:

            > Ale odpowiem tak, jak "pytanie" na to zasluguje: twoje pytanie otworzylo mi
            > oczy! Ja go rzeczywiscie nie kocham! A zwiazalem sie tylko z lenistwa i dla
            > wygody. Luska spadla mi z oczu. Dziekuje swiatlo!!!

            No właśnie sam teraz nie wiem czy dobrze uczyniłem uświadamiając ci to.
            Chciałem dobrze, w wyszło jak zawsze...
              • swiatlo Re: A dobrze chciałem 10.02.04, 01:20
                chris-joe napisał:

                > dobrze wyszlo, swiatlo! to prawda- czuje sie rozbity, ale znajde kosciol,
                > ktory mnie do kupy zlepi. Mam nawet jeden na oku: pentacostal.

                Pentacostal są bardzo dobre. Czy w tym twoim wymachuje się rękami i pokrzykuje
                w czasie serwisów?
                Czy tam się regularnie uzdrawia kaleki?
                • chris-joe Re: A dobrze chciałem 10.02.04, 01:38
                  tak, uzdrawiaja. Uzdrowili mojego znajomego w Vancouver, pare lat temu, ktory
                  wpadl w ich ramiona, gdy rozbila go diagnoza aidsa.
                  Zrobili mu ze lba taka zelatyne, ze nigdy juz nie spotkalem faceta tak pelnego
                  nienawisci do siebie i swych bylych przyjaciol i znajomych.
                  Podobno po paru latach wyrwal sie z ich kochajacych objec i rozpoczal jakies
                  sensowne terapie psycho- i inne. Mnie juz tam wowczas nie bylo.
    • swiatlo Jeszcze jedno... 10.02.04, 23:03
      Tak właściwie to mnie to nie obchodzi zupełnie jak para żyje.
      Niech sobie ma tyle partnerów i skoków i zdrad, i w ogóle wszelkich orgii na
      jakie mają ochotę. Who cares?!
      Jeden warunek: robisz to całkowicie na swój własny rachunek. Ty robisz co
      chcesz i sam ponosisz konsekwencje.
      Jednak jeśli już masz dziecko za które jesteś odpowiedzialny, to kończy się
      wszystko. Albo jesteś 100% w rodzinie, albo 100% poza rodziną. Albo in, albo
      out. You decide. Jeśli jesteś 1% out oraz 99% in, to znaczy że jesteś 100% out
      i nie ma tutaj wyjątków.
      I nie złościć ani pienić się na przemądrzałych moralistów ani księży, bo w tym
      wypadku mają oni całkowitą rację i ja jestem całkowicie z nimi.

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka