chris-joe
07.05.10, 13:54
Sie rozchorowal kilka tygodni temu, calkowity post, utrata wagi, ciezki
oddech, niemal zupelna hibernacja.
Wet zdiagnozowal cukrzyce. Wiec insulina w domu, pomiary cukru we krwi
glukometrem. Po tygodniu jednak uznalismy, ze poziom cukru jest niepokojaco w
normie. Wiec kolejny wet. Maxx zostal na noc w szpitalu, by go dobadac,
dokarmic kroplowka.
Wczoraj wet zadzwonila, ze nawet jesli jest cukrzyca, to nie ona jest glownym
problemem. Pojechalismy natychmiast, by pomoc w przeswietleniach roentgena-
Maxx obcym sie nie daje.
I tak na jaw wyszedl paskudny zaawansowany guz w plucach. Maxx coraz gorzej
oddycha. Zaproponowala natychmiastowe uspienie. My w szoku i w panice. W
sobote lecimy na tydzien do Meksyku, odwolac sie nie da, opieke w domu mozemy
mu zapewnic, lecz wet nastaje, ze Maxx moze nawet nie dozyc naszego powrotu,
ze moze sie zadusic, sie zameczyc.
Zabralismy go na noc do domu, by go jeszcze miec troche, by go dopiescic, sie
pozegnac.
Obydwaj nie poszlismy dzis do pracy, jestesmy zameczeni lkaniem, kot prawie
sie nie budzi.
Za godzine jedziemy do weta, po raz ostatni.