Dodaj do ulubionych

czytam wlasnie.....

30.03.04, 20:57
Girl with a Pearl Earring (Dziewczynka z perlowym kolczykiem) Tracy
Chevalier.. Fikcyjna opowiesc o sluzacej, ktora Vermeer namalowal na obrazie
pod tym samym tytulem.

Piekny jezyk, wyczucie epoki (1664-65), i psychologiczne "perelki". Polecam --
byla przetlumaczona na wiele jezykow, dla nieangielskojezycznych.

Dziwne dla mnie, pierwszy raz czytam cos, co sie dzieje w Delft - gdzie
kiedys mieszkalam pol roku. I dziwne, ze male holenderskie miasteczko jest
opisane tak dokladnie, ze wiem wszystko: ktory kanal, ktora sciana rynku,
ktora ulica, kosciol...

Tak czy owak, nowy watek zakladam bo a) do starego z cycatami mi nie pasuje
(nie bede cycowac ;))), b) starego watku o ksiazkach za Chiny ludowe nie moge
znalezc; i c) jako watek do rekomandacji dobrych rzeczy do czytania.

Te ksiazke calym sercem polecam.

Jutka :)
Obserwuj wątek
    • a.polonia Re: czytam wlasnie..... 30.03.04, 21:29
      hm, a juz chcialam obejrzec film (ze scarlett johansson), nie wiedzialam, ze to
      na podstawie ksiazki, wstyd! :)
      No to najpierw przeczytam ksiazke w takim razie, hm, pewnie za jakies 3 lata,
      no, chyba, ze w wakacje bede miala wiecej czasu :)
      Pozdrawiam
      Pola_zagrzebana_w_lekturach_szkolnych
      • jutka1 Re: czytam wlasnie..... 30.03.04, 22:02
        Polu, a ja nawet nie wiedzialam, ze film nakrecili....
        Przeczytaj najpierw ksiazke, warto!!
        • a.polonia Re: czytam wlasnie..... 30.03.04, 22:49
          Przeczytam jutus, taka mam maniere, ze najpierw czytam, pozniej ogladam :)
          Efekty sa rozne, np. na pierwszej czesci "Lord of the Rings" zasnelam...juz na
          samym poczatku filmu :)
    • waldek.usa Re: Zobacz to, tysiace ksiazek na necie, darmo 30.03.04, 21:46
      promo.net/pg/index.html
    • swiatlo Analfabetyzm pokonany 30.03.04, 23:21
      Stwierdzam że przeczytałem ten wpis Jutki z zadowoleniem. Oznacza on to, że są
      jednak ludzie na świecie którzy czytają książki. To dobrze.
      Nawet po wielu latach nieczytania zupełnie niczego co na papierze, teraz i ja
      nagle dołączyłem się do elitarnego klubu czytaczy słowa drukowanego. Czytam
      mianowicie książkę o historii Mallorego i Irvine na Mount Everest.
      I o dziwo okazało się że nie zapomniałem jak się czyta.
      Przyznaję jednak że zapomniałem pisać. Stałem się niepiśmienny. Komputery
      spowodowały że nawet zaadresowanie koperty stało się dla mnie wysiłkiem ponad
      moje możliwości fizyczno-psychiczne. Z zadowoleniem więc przerzuciłem się na
      komputerowe adresowanie.
      Problemem są jednak kartki świąteczne. Ta męczarnia raz do roku powoduje moją
      depresję na długie miesiące. To istna tortura. Czy ktoś wie jak rozwiązać ten
      problem?
      • swiatlo acha... 30.03.04, 23:23
        Dodam jeszcze że tak się oduczyłem pisać, że jak już coś napiszę, to sam nie
        jestem w stanie tego potem odczytać. Problemem na przykład są tutaj listy
        zakupów. Piszę na skrawku co trzeba kupić, idę do sklepu, a w sklepie nie wiem
        co napisałem.
        • ani-ta Re: acha... 30.03.04, 23:26
          idz do apteki! tam wzystko odczytaja;))) farmaceuci koncza secjalne kursy
          odszyfrowywania bazgrolow!!!;))
          a.;)
      • a.polonia Re: Analfabetyzm pokonany 30.03.04, 23:34
        dobre, ja tez strasznie bazgrole, ale baaardzo lubie pisac, czasem zdarzy mi
        sie napisac list tradycyjny! ;-)
        i czytac tez umiem, a co!
        Pozdrawiam
        P.
        • moore_ash Re: Analfabetyzm pokonany 31.03.04, 20:34


          > dobre, ja tez strasznie bazgrole, ale baaardzo lubie pisac, czasem zdarzy mi
          > sie napisac list tradycyjny! ;-)
          Ty bazgrolisz????
          to co ja mam napisac???:)

          pozdr.
          tb
      • ertes Re: Analfabetyzm pokonany 31.03.04, 02:47
        www.bbc.co.uk/history/exploration/everest/features/everest2000/index.shtml
        • swiatlo Re: Analfabetyzm pokonany 31.03.04, 04:49
          ertes napisał:

          > www.bbc.co.uk/history/exploration/everest/features/everest2000/index.shtml

          Ertesie, dzięki za link. Ja z tą historią jestem na bieżąco. Najbardziej
          bieżącą stroną jest www.everestnews.com. To oni wysłali tam ekspedycję, która
          właśnie teraz włazi na Flankę Północną aby znaleźć Irvine.
          Jeśli chodzi o Mallory/Irvine to jest sporo książek na ten temat i mam nadzieję
          je wszystkie przeczytać.
          W ogóle jakbym miał jakieś 40 tys dolców na zbyciu to sam bym na tą górę się
          spróbował wdrapać. Ale tak czy inaczej wybierzemy się niedługo z żoną do Tybetu
          na nasze 25-letnie honeymoon.
          • ertes Re: Analfabetyzm pokonany 31.03.04, 06:30
            Sledzilem kilka lat temu z zainteresowaniem poszukiwania Irvine i Mallore'go.
            Sklaniam sie ku tej niewielkiej grupce ktora uwaza ze oni jednak weszli na szczyt.
            Zreszta weszli czy nie to na pewno to czego dokonali jest niesamowite.
            Porownujac do dzisiejszych czasow oni w zasadzie nie mieli zadnego sprzetu a
            ubrania dzis nie nadawalyby sie na zwykla zime.
            • swiatlo Re: Analfabetyzm pokonany 31.03.04, 07:44
              Ja jak jeżdżę na narty to jestem lepiej ubrany niż Mallory był na Evereście.

              Ja też jak czytam, to wydaje mi się że wszystkie dowody wskazują że weszli, a
              potem spadli podczas nocnego schodzenia. Najbardziej przekonującym dowodem jest
              ten, którego nie ma, czyli brak fotografi żony Mallorego, której nie znaleźli
              podczas przeszukiwania jego ciała. Jego córka mówiła potem, że jej matka, czyli
              żona Mallorego, opowiadała jej że Mallory miał jej fotografię zawsze przy sobie
              i mówił, że zostawi ją na szczycie Everestu. Ponieważ fotografii tej nie
              znaleziono przy jego ciele, więc chyba jest tylko jedno wytłumaczenie.
              Oczywiście fotografia ta mogła być w tej części ubrania, która się zupełnie
              zniszczyła, ale trudno sobie wyobrazić aby ktoś przechowywał fotografię żony na
              plecach. Chyba że w tylniej kieszeni spodni która to część też wywietrzała, co
              widać dobrze na zdjęciu.

              Reinhold Messner uważa jednak że nie weszli. Zamówiłem właśnie jego książkę na
              ten temat którą zamierzam przeczytać jak tylko nadejdzie.
          • lalka_01 Re: Analfabetyzm pokonany 31.03.04, 13:40
            A czytales ksiazke Krakauera o tych, ktorzy z Hallowi i Fischerowi zaplacili i
            probowali wejsc (1996 r.)? Niektorzy nawet zeszli...
            Ksiazka absolutnie wstrzasajaca, i na dodatek swietnie napisana.
            • ertes Re: Analfabetyzm pokonany 31.03.04, 17:08
              Tak to jest jak sie pchaja tam ci co maja na zbyciu 40k.
              Tyle ze tamten rok byl szczegolnie tragiczny.
              Ksiazka ma tytul "Into thin air".

              A Reinhold Messner to taka sobie niezbyt pozytywna postac wsrod wspinaczy. Ale
              roznie mowia...
              • swiatlo Re: Analfabetyzm pokonany 31.03.04, 19:57
                ertes napisał:

                > A Reinhold Messner to taka sobie niezbyt pozytywna postac wsrod wspinaczy. Ale
                > roznie mowia...

                Ale wszedł samotnie bez tlenu ścianą północną, trawersując Drugi Uskok do
                Wielkiego Kuluaru.
                Mówił on potem, że nie ma mowy aby Mallory pokonał Uskok bez nowoczesnego
                sprzętu, i na tym opierał teorię że Mallory nie wszedł na szczyt.
                Jednak Politz ostatnio udowodnił że jest możliwe że Mallory pokonał Uskok. W
                tym celu nawet pojechał do Szkocji tam, gdzie Mallory dokonywał swoich
                pierwszych wypraw skałkowych. I okazało się że kryteria jakie stosujemy obecnie
                zupełnie nie stosują się do warunków, technik i uwarunkowań psychicznych jakie
                panowały na początku XX wieku. Na przykład Mallory wchodził na skały zupełnie
                bez sprzętu w miejscach, których obecnie nikt nie jest w stanie pokonać bez
                nowoczesnego uprzyrządowania i technik. A Mallory to pokonywał zupełnie sam,
                staroświeckimi niestandardowymi technikami i bez sprzętu.
                Poza tym Drugi Uskok można sobie znacznie ułatwić stając sobie nawzajem na
                ramionach, tak jak to zrobili Chińczycy w 1960. Teraz używa się super sprzętu,
                a tymczasem 100 lat temu niestandardowe techniki, jak właśnie stawanie sobie na
                barkach, były nie mniej skuteczne.

                Poza tym Messner powie i zrobi wszystko aby spowodować wokół siebie wrzenie.
                Taki to on jest.
      • jutka1 Re: Analfabetyzm pokonany 31.03.04, 07:45
        Swiatelko, ja jesli mam okresy (krotkie) nieczytania, to tylko wtedy kiedy nie
        mam czasu, jestem zbyt zmeczona zeby sie skupic, albo akurat nie mam nic na
        podoredziu... to ostatnie nie zdarzylo mi sie od dlugiego czasu, wrecz
        przeciwnie, moja kupka ksiazek czekajacych na przeczytanie wcale sie nie
        zmniejsza. Wina podrozy do PL i Moskwy, skad zawsze cos przywoze... Oraz wina
        najjasnieszego foruma oczywiscie ;)))))))))

        Poniewaz przyszla wiosna, zostalo mi przykazane przeczytanie (po raz setny
        chyba) Mistrza i Malgorzaty. Co uczynie :)

        Ciesze sie, ze do czytania wrociles. :))))))))
        • lucja7 Re: naturalne swiatlo Delft 31.03.04, 10:36
        • lucja7 Re: naturalne swiatlo Delft 31.03.04, 10:44
          Bylam w Delft w maju dwa lata temu, zabralam rodzine na tydzien. Najbardziej co
          mnie tam uderzylo to zlote swiatlo tego miejskiego pejzazu. I sama juz nie wiem
          czy Delft oglada sie przez pryzmat znanych 17to wiecznych obrazow czy tez
          rzeczywiscie tak to wyglada.A Vermeera ubostwiam. No i Delft piekne.
          Petuniu, czytalas 11 minut Coelho?
          Bibises.
          lucja7.
          • jutka1 Re: swiatlo Delft - i dygresja impresjonistyczna 31.03.04, 11:29
            lucja7 napisała:

            > Bylam w Delft w maju dwa lata temu, zabralam rodzine na tydzien. Najbardziej
            co mnie tam uderzylo to zlote swiatlo tego miejskiego pejzazu. I sama juz nie
            wiem czy Delft oglada sie przez pryzmat znanych 17to wiecznych obrazow czy tez
            > rzeczywiscie tak to wyglada. A Vermeera ubostwiam. No i Delft piekne.
            *********
            Rzeczywiscie takie momenty bywaja - jak nie pada :)

            Dygresja: siedzialam kiedys wieczorem w jednej z kafejek nad kanalem i
            patrzylam przez okno. Byla sobota, ciemno i bardzo mglisto - swiatlo latarni
            ulicznych jakby z trudem sie przez te biala wate mgly przedzieralo, i wygladaly
            one jak zoltawe kule, zupelnie nie jak swiatlo elektryczne. Nagle przed kafejka
            przy moscie przystanela para mlodych ludzi, najwyrazniej w drodze na jakis bal,
            bo ubrani wieczorowo mimo bardzo mlodego wieku. NIGDY nie zapomne tej
            dziewczyny: dluga ciemnozielona atlasowa suknia w stylu klasycystycznym,
            ciemnozielone kamienie na szyi i w kolczykach, biala skora i dlugie
            miedzianorude wlosy spiete w wysoki kok, z ktorego wymykaly sie pasemka jeszcze
            bardziej krecace sie od wilgoci.

            Poczulam sie jakby mnie ktos przeniosl pareset lat wstecz. Naprawde odjelo mi
            mowe.

            > Petuniu, czytalas 11 minut Coelho?
            ********
            Nie czytalam. Rozumiem, ze polecasz? To sobie nabede w PL :))))

            bisous,
            J. :)
            • moore_ash Re: swiatlo Delft - i dygresja impresjonistyczna 31.03.04, 20:41
              jutka1 napisała:

              >
              > Rzeczywiscie takie momenty bywaja - jak nie pada :)


              a to zadkosc:)
              chociaz od trzech dni mamy slonce.
              a wracajac do delft to wczoraj byl pogrzeb i prawdopodobnie bylo tam cholernie
              tloczno. podejrzewam, ze ta pogoda to tez tylko na pogrzeb zeby sie kwiaty
              trzymaly a jutro wszystko znow szlag trafi...
              ale badzmy dobrej mysli....

              pozdr.
              tb

              p.s. a ja czytam... dzieci z bullerbyn:)
            • pani-i-toto syndrom taty zatacza coraz szersze kregi 01.04.04, 15:22
              na najswiebliwszym forum, zagarniajac pod siebie coraz to nowe ofiary, trup sie
              sciele gesto, bede lekarzem...
              bede pisarzem...
              ask not for whom the bell tolls...

              s
              t
              o
              k
              r
              o
              t
              k
              a
              • pani-i-toto i nie mowcie mi ze to nie pisarstwo 01.04.04, 15:24
                tylko jakas psiamac scena. Scena to jest w teatrze albo malzenska, a to jest
                pisanie, nie widze inaczej. st
                ok!
                rotka
    • pani-i-toto ja nic nie czytam, ani wlasnie ani wcale 31.03.04, 22:26
      a jesli juz to czytam tylko to co sama napisze. Ewentualnie to co juz kiedys
      czytalam. Jak inni pisza to mnie wkurwia. Wkurwia mnie tez jak inni czytaja i
      pisza o tym ze czytaja. st
      ok
      rotka
      • jutka1 Re: ja nic nie czytam, ani wlasnie ani wcale 31.03.04, 22:42
        pani-i-toto napisała:

        > a jesli juz to czytam tylko to co sama napisze. Ewentualnie to co juz kiedys
        > czytalam. Jak inni pisza to mnie wkurwia. Wkurwia mnie tez jak inni czytaja i
        > pisza o tym ze czytaja. st
        > ok
        > rotka
        *************
        I miedzy innymi dlatego wlasnie obralam Cie swego czasu za Idolke. :)) Nie ma
        odwrotu ani zwrotu, jestes skazana i przy tym za zbrodnie niepopelnione, ktore
        sa po-twarza i osz-czerstwem (grahamkiem). ;)))))))

        PS. Tez lubie czytac co piszesz!

        Twoj szczerze oddany grafomanski korespondent jeszcze poki co paryski ;))))))))
        • starypierdola ja nic nie ... 01.04.04, 16:04
          Nie martw sie Jutka! Z wlasnego doswiadczenia wiem ze staszym ludziom dobrze
          robi jak od casu do czasu cos ciekawego przeczytaja...
          SP
          • jutka1 Re: ja nic nie ... 01.04.04, 16:08
            starypierdola napisał:

            > Nie martw sie Jutka! Z wlasnego doswiadczenia wiem ze staszym ludziom dobrze
            > robi jak od casu do czasu cos ciekawego przeczytaja...
            ********
            O zesz ty kurdebalans!
            Starszym ludziom????? To o mnie niby???? HEHEHEHEHEHEHEHEHEHE

            I niczym sie nie martwie... nie mam "drzewka" wiec nie wiem pod kim sie
            wpisales, ale bez wzgledu na wzglad, nie martwie sie, naprawde... :)))))))))
        • emre_baran curizalanie niezrozumiale oczywistosci. 02.04.04, 12:10
          Poczytywanie beletrystyczne jest nie tylko strata czasu ale i kuriozum, zamiast
          czytac czyjes spisane omamy o wiele lepiej nie czytac tylko sie urznac, skwasic,
          zgwalcicsamo czy zakopac po glowe w kopcu szczegolnie cuchnacego blota i miec
          SWOJE WLASNE OMAMY.
    • sabba wbrew wsztkiemu co on nim mowia 02.04.04, 13:19
      lubie Coehlo, nawet jak jest pompatyczny i miejscami kiczowaty oraz powiela
      schematy. Lubie i koniec, bo schamety i pompatycznosc u niegie ladnie i
      interesujaco wyglada, dlategfo polecam Jutce 11 Minut. Ale jeszce bardziej
      polecam wszytkim Coeetze. Przeczytalam Schande, Warten auf Barbaren i Leben und
      Zeit Michale K. (nie znam tytulow angielskich ani polskich). POlecam glownie
      dwie ostatnie wymienione pozycje. POwiem szczerze ksiazki sa siegajace glebi
      (mojej) i dosyc smutne. Ale niech mnie licho, bardzo mnie uspokajaja.
      • xurek Schande - do Sabby 02.04.04, 14:20
        Przeczytalam jak dotad tylko ta i nie mam chwilowo ochoty na wiecej, bo zbyt
        przygnebialajce i rownoczesnie wkurzajace. Czy inne tez tak pelne
        sa „beznadziei“?

        Teraz czytam H. Mankell “das Auge des Leoparden” i znow taki marazm :)). Cheba
        sobie kupie Rosamunde Pilcher na te Martynike :)).

        Xurek
        • sabba Re: Schande - do Sabby 02.04.04, 14:49
          niestety optymistycznych ksiazek on raczej nie pisze. wg mnie Warten auf die
          Barbaren jest ciekawsze niz Schande ale jak cie zmogl przy Schande to watpie
          zeby ci sie cos innego jego autorstwa podobalo.
          Hhehe, Pilcher nigdy nie czytalam, moze chyba tylko jakis film na knawie jej
          ksiazki ogladalam. MOze trzeba by bylo przeczytac coby sobie samemu zdanie
          wyrobic:) Ale na Martynike polecam bardziej Kaminera "Russendisko". NIe trzeba
          czytac jednym ciageim, mozna wracac w wolnych chwilach, jest smieszne, nic
          specjalnego ale poczytac warto. No i lektura wakacyjna, sama nie czytalam ale
          slyszalam ze podobno smieszna i mila w czytaniu to jest....e...musze sobie tytul
          przypomniec. ale cos z wzazanego z urokiem posiadania wlsokeij rodziny....autora
          tez nie znam:)
          • sabba Xurek 02.04.04, 14:57
            znalazlam ta ksiazke:
            www.buecher.de/verteiler.asp?Publica_ID=KNO-14122462521140147226&zz=3558&Artikelnummer=000001360475&sh=buch&site=artikel.asp&suchbereich=
            Weiler , Jan
            Maria, ihm schmeckt`s nicht!
    • jutka1 Siri Hustvedt: What I Loved 02.06.04, 17:05
      Pisalam o tej ksiazce wstepnie gdzies tam obok, ale nie umiem znalezc bom
      glab. :(((

      Im bardziej sie wglebiam, tym bardziej mi sie podoba. Akcja sie rozwija wolno,
      jesli to mozna nazwac akcja
      • tortugo Re: Siri Hustvedt: What I Loved 02.06.04, 17:44
        mysle, ze to bardzo niesubiektywne odczucie autora, ale uchwytujace sprawe
        jakby tylko w abstrakcie. i dlatego wlasnie sklania do refleksji... bo czy
        taka awed separatedness... without the physical minutiae of another person...
        moze "istniec" miedzy kochankami do tego stopnia, zeby to mogla byc prawdziwa
        milosc?

        ~:O:=o
        • jutka1 Re: Siri Hustvedt: What I Loved 02.06.04, 17:51
          tortugo napisał:

          > bo czy taka awed separatedness... without the physical minutiae of another
          person... moze "istniec" miedzy kochankami do tego stopnia, zeby to mogla byc
          prawdziwa milosc?
          *********
          No wlasnie, narrator twierdzi, ze zeby utrzymac prawdziwa milosc, trzeba
          zachowac odrebnosc (separateness). W ksiazce to jest opisane w kontekscie
          mieszkania (lub nie) razem, czynnosci codziennych grajacych na nerwach drugiemu
          po jakims czasie, zbyt energiczne mycie zebow, brudne skarpetki, zbyt
          szybkie/zbyt wolne jedzenie przy stole itepe itede.

          Z drugiej strony, mozna powiedziec, ze jesli sie naprawde kocha to skarpety,
          kalesony i porozrzucane ponczochy nie graja roli. Ch.g.w.
          • tortugo Re: Siri Hustvedt: What I Loved 02.06.04, 18:11
            no chyba wlasnie na tym sprawa polega, zeby potrafic pokochac i te kalesony i
            ponczochy tez (jednym sposobem jest fetyszyzm, ale ja sie do tych szczesciarzy
            nie zaliczam, dla mnie to praca ;)
    • ani-ta spisuje tytul i autora:PP 02.06.04, 19:25
      poki ksiazki jeszcze nie oddalam:PPP
      "jestem nudziarą" Monika Szwaja

      uprzedzam... ksiazeczka latwa, mila i przyjemna... taka na jeden wieczor:)
      IQ sie przy jej pomocy nie podniesie... ale humor mozna poprawic;)

      a.:)
    • clairejoanna Re: Lalka 04.06.04, 14:22
      Po prostu piekne! A Pamietnik Subiekta!- zasmiewam sie na smierc! I jak dobzrze
      pokazuje arystokracje- tak, jakbym czytalal o Polonii Osloanskiej, i
      Monchainskiej, i w ogole o Polonii :-)

      Pozdrowienia,

      CJ

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka