maja92
19.08.04, 11:07
Kranie, Basiu - co by nie scurwiac Klubu....
Sprawa wyglada tak: gdy mialam 18 lat dostalam od Dziadka domek letniskowy
(zawsze chciala go moja Mama - po Jej smierci, Dziadek dal go mnie).
Uklad jest taki: dopoki zyje Babcia (a ma juz 84 lata) nic sie nie zmienia -
cala rodzina moze z niego korzystac. Prawda jest, ze najwiecej w domku
przebywa moja Babcia, mojej Mamy siostra i jej dzieci.
Ja place rachunek za grunt i gdy cos sie stanie na dzialce, a oni mieli
placic za wode i prad - bo to ich koszty.
Okazalo sie na miejscu, ze pieniadze na farby i malarza w tamtym roku
dostali, ale czemu miejsce wyglada gorzej niz siedem lat temu, hm?
Prad odciety, bo rachunek nie regulowany od dwuch lat i inne takie, ze plakac
sie chce. Przez pare dni mieszkalismy u tesciow, pozniej na kwaterze.
Musialam organizowac budowlancow ( bo tynk podopadal i niepielegnowane
korzenie od brzozy rozwalily schody) elektryka - by zorganizowac prad i chyba
piec razy bylam w gminnej Energetyce, by poplacic kary, zorganizowac
inspektora i tym podobne.
Przy okazji jeszcze to wyszlo i tamto.
Na moja uwage, ze obiecali sie zajmowac miejscem, tym bardziej, ze z niego
korzystaja i mieszkajac w okolicznych Chojnicach jest im latwiej o
zorganizowanie fachowcow (za ktorych zaplace), dostalam odpowiedz od meza
kuzynki - przeciez skosilem trawe!!!!
Przerejestrowalam wszystkie rachunki na siebie. Bede zbierala pieniadze, by
cos zrobic z tym domkiem. Pomilcze jeszcze troche - a pozniej wymienie zamki
i tyle z domku w Charzykowych rodzina zobaczy...
Remi plakal - nie chcial w naszym domku spac, bo sie bal, ze sie zawali -
musielismy wyniesc sie do tesciow, bo nasza dzialka stala sie terenem budowy.
Pozyczylam od mojego Taty jego Peugeot'a 307 - by sie moc szybciej poruszac
po okolicy. Boze!!! To bylo najgorsze doswiadczenie na drodze jakie
kiedykolwiek mialam!!!
1.Po drugiej stronie kierownica - nie bylo najgorzej - pol dnia i sie
przyzwyczailam.
2.Drogi o pomste do nieba - wcale sie juz nie dziwie, ze Tatuskowi w rocznym
samochodzie wszystkie plastyki poodpadaly - nasze czteroletnie Audi pewnie by
sie cale rozlecialo na tych dziurach. To nawet w zapyzialej Irlandii drogi sa
lepsze niz krajowka pomiedzy W-wa a Bydgoszcza!!!
3. Szalency w "maluchach" - jade 100 na godzine - ledwo utrzymuje kierownice
w rekach by prosto na tych wybojach jechac, a tu wariat maluszkiem mnie
wymija i wskakuje spowrotem na pas zupelnie pod moja maska!!! - Zawal serca
na miejscu. Schudlam 4 kilo tylko z nerwow za kierownica:-)))
Inna sprawa, ze wszedzie musielismy placic: zabrac rodzine do caffee, do
restauracji, bilet tutaj, bilet tam.
Odwiedzic tego i tamtego - o polski koniak kupiliscie, a ja myslalem, ze
przywieziecie jakis alkohol z Irlandii. - Przywiezlismy, ale dalismy
rodzicom, a wiecej nie mozna bylo. - No co wy, mnie nie przywiezliscie??? i
takie inne gadki.
Cale tylko szczescie, ze dzieci nieswiadome siedzialy caly dzien w jeziorze,
bo chociaz slonca nie bylo za duzo to i tak przy temperaturze 28'C nam bylo
goraco!!! A i tak ktos sie do nich przyczepil, wy wypierd... z tego kraju, bo
mowia po angielsku. Polska woda, dla polskich dzieci! Dzieki Bogu tesciu
zareagowal szybko i w podobnym tonie, bo ja stalam jak wryta i bez slow...
Na pewno nie bede sie juz tak cieszyc na nasze nastepne wakacje w Polsce, jak
na te. Podekscytowanie nie bylo warte zlamanego grosza.
Jest jeden plus - Remi sie przelamal i zacza mowic po polsku. Najpierw bylo
tylko "tak" i "nie". Pozniej przyszlo "usiadz", "herbata" i troche wiecej. A
pod koniec wakacji powiedzial nieskomplikowane zdanie. I bedac juz drugi
tydzien w domu, Remi ciagle sie stara;-)))
Po krotce, tym narzekajacym tonem, Tajlandia (jak wspomnial Don) bylaby
lepszym wyjsciem: slonce gwarantowane, byczenie sie na plazy tez - a
pieniedzy by wiecej w kieszeni zostalo!!! I czlowiek by byl mniej umeczony:-
)))