Dodaj do ulubionych

Przeszłość

17.05.14, 20:24
Od dość dawna prześladuje mnie sen, gdzie mam jechać gdzieś, ale nie daję rady się spakować. Bo masę rzeczy mam. A jak mi się już zdaje, że wszystko spakowałam, to się zaraz przypomina jakaś cała szafa kolejną, zawartość której jest całkowicie niezbędne zapakować. W konsekwencji, w tych snach, wyruszyć się nigdzie nie udaje, lub też jestem spóźniona, i środek transportu mi zwiewa.

Mam wrażenie, że mój umysł, a głównie pamięć przedstawia sobą ten obraz właśnie nadmiaru rozdętego do wymiarów totalnej bezużyteczności. Jakieś wspomnienia, myśli, plany niezrealizowane, coś zaczęte i nieskończone, umiejętności nabyte niepotrzebnie, rzeczy cenne przykryte warstwą bezużytecznych, bezwartościowych lub wręcz szkodliwych.

Moja przyjaciółka ostatnio popadła w przykry nawyk wieszczenia na portalu społecznościowym. No cóż, mania jak mania, u przyjaciół się znosi lub znosiło różne rzeczy, zwykle to przechodzi lub łagodnieje, albo się człek przyzwyczaja. W każdym razie jedna z jej wieszczb, to żeby się starać zapamiętać tylko rzeczy piękne, a reszty nie.

Bo ja wiem? Gust się zmienia człeku, to co 20-stką będąc uznawałam za piękne, na przykład dziwne opięte spodnie w liście a do tego papuzi sweterek (na swoje usprawiedliwienie mogę powiedzieć to, że były to lata '80-te ubiegłego wieku) - teraz mnie się już takie nie wydają. Natomiast z pewnością mogę sobie wymazać z pamięci umiejętność stenografowania metodą Gregg'a nabytą w jakimś młodzieńczym opętaniu, i z dużym nakładem wysiłku. Bo to mi się z pewnością nie przyda... ale czy na pewno?

Albo taka znajoma, co sobie ubździła, że się ze mną zaprzyjaźni, bo jej to łechtało ego, a ja, kurwa mać, po latach kontaktowania się, dochodzę do wniosku, że ja jej nawet nie lubię - wyrzucić z telefonu i pamięci, czy nie wyrzucić?

Albo część rodziny co jest niby miła, ale ani nie można na nich liczyć, ani mnie nie bawią, nie inspirują, spotkania są drętwe i nudne, za to zaszłości z przeszłości - fujowe, ogromniaste i generalnie jedna wielka stajnia Augiasza - więc olać, odciąć i zapomnieć, czy też odgruzować i czyścić latami ten syf, bo w końcu jakaś to rodzina, no ale z trzeciej strony, do cholery na cholerę???

I tak dalej i w ten deseń. A życie, czy też ten środek transportu ucieka, a tam czekają nieodkryte kontynenty ekscytujących zdarzeń, i podróże do odbycia, i krwiste zachody słońca i ciepłe oceany pełne piratów, morskich stworów, skarbów do odkrycia, tam drepcze z niecierpliwości domagająca się zborsuczenia płatna obsługa na długich opalonych nogach zwieńczonych jędrnymi pośladkami....

Przeto się zgłaszam do foruma o wszczęcie dyskusji, co warto jest zachować w głowie i w życiu. A co bezwzględnie wypierdolić, w sensie pozbyć się, oczywiście. Co Wy byście ze swoich (pardon) żyć bezwzględnie zachowali, a czego byście się pozbyli?

Ot, taki wątek-srątek na zime majowe wieczory.
Obserwuj wątek
    • jutka1 Re: Przeszłość 17.05.14, 23:51
      Kjap, Stokrotku.
      Muszę przemyśleć, jak ująć w słowa.
      Tym bardziej, ze ostatnio prześladuje mnie sen o - klasyka - przeprowadzce, spóźnieniach na samoloty i wewogle...
    • luiza-w-ogrodzie Przeszłość? Tylko ta nadajaca sie na przyszlosc 18.05.14, 00:54
      Kwestie Stokrotki przerabialam ladnych pare lat temu i doszlam do wniosku, ze z przeszlosci pozostawiam sobie to, co mi sie przyda na przyszlosc. Ludzi, ktorzy mnie inspiruja, z ktorymi sie dobrze rozumiem i ktorzy daja mi do myslenia. Wspomnienia, ktore albo mnie podbudowuja, albo (mimo, ze paskudne) sa waznymi lekcjami, o ktorych nie moge zapomniec, aby moja przyszlosc ich nie powtarzala. Umiejetnosci nieuzywane same odchodza w niebyt, zatem nie zawracam sobie nimi glowy. Papiery, ksiazki, ciuchy z przeszlosci na stos, oprocz kilku symbolicznych. I tak dalej.

      Reszta to miedlenie w kolko rzeczy niekonstruktywnych i zabalaganianie sobie aury, karmy i ograniczonego miejsca w mozgu.

      Poza tym pobyt poza domem i przerozne rozmowy z przeroznymi osobami spowodowaly wrost powera i checi wyrzucania rzeczy na smietnik, do czego wezme sie zaraz po powrocie do domu.Czego i Wam zycze ;)

      Luiza-w-Ogrodzie
      Forum AUSTRALIA
      • blues28 Re: Przeszłość? Tylko ta nadajaca sie na przyszlo 18.05.14, 09:17
        Luizo, jak madrze to ujelas!
        Ale to trzeba umiec, do tego dorosnac (wiek metrykalny nie ma tu zadnego znaczenia), wyksztalcic asertywnosc, miec klarowna wizje przyszlosci.
        We mnie akurat duzo chomika i z trudem pozbywam sie balastów, a najtrudniej chyba ludzi, nawet wampiro-energetycznych, których nagle robi mi sie "szkoda".
        Niemniej ucze sie.
        • maria421 Re: Przeszłość? Tylko ta nadajaca sie na przyszlo 18.05.14, 10:13
          Im mniej przyszlosci przed nami, tym wazniejsza jest przeszlosc, a w niej wszystko co nas uformowalo, tak zle jak i dobre doswiadczenia.

          Z perspektywy czasu wiele rzeczy widac lepiej, tym bardziej jezeli pozwolimy zeby pewne szufladki naszej pamieci sie otworzyly i pokazaly nam to, co chcielismy w nich schowac, zeby pozwolily nam wyciagnac rzeczywisty , nie wyidealizowany bilans.

          Tak, czy inaczej, przeszlosci nie da sie odkrecic, zmienic, przezyc raz jeszcze. Wiec lepiej skupic sie na przyszlosci, co mi, zodiakalnemu Wodnikowi, zawsze lepiej wychodzi niz paplanie sie w przeszlosci.

          A bilans jest taki, jak u Piaff :

          www.youtube.com/watch?v=Q3Kvu6Kgp88
        • jutka1 Re: Przeszłość? Tylko ta nadajaca sie na przyszlo 18.05.14, 10:14
          Luiza to świetnie ujęła, zaiste.

          Też mam trochę jak Blues, bo mam chomika, ale od czasu do czasu przemagam wrodzone lenistwo i się pozbywam. Przypomniało mi sie, że w garażu, popowodziowo, zaleguje kosmos kartonów z papierami typu "pokifijutemito". Wezmę i spalę, we wtorek może.

          A w adremie jeszcze, to jeśli chodzi o ludzi, wspomnienia, i inne etcetery. Spory czas temu nauczyłam się oddalać/odcinać od toksycznych i wampirowatych. Obrona konieczna.
          Z niektórymi ludźmi po prostu drogi się rozeszły z powodów tzw. obiektywnych, bo i ja, i oni się zmieniliśmy. Ale mam tez przypadki, gdzie drogi się po latach zeszły z powrotem, więc nie ma reguł.

          Negatywnych wspomnień - niektóre wymazałam, jeśli uznałam je za nieprzydatne lub toksyczne dla mnie. Inne zostawiłam, ale nie pozwalam im na władzę nade mną, nie rozpamiętuję, nie rozgrzebuję. Po prostu są gdzieś tam, służą jako jakaś lekcja, i czasem się przydają, coby pewnych rzeczy nie powielać. Najgorsze w tej kategorii są wspomnienia trzyletniego mobbingu w pracy. Może dlatego ciągle nie jestem w stanie "pójść na etat" i pozostaję wolnym strzelcem, bo ciągle się to nie pogoiło.
    • iwannabesedated Re: Przeszłość 18.05.14, 21:58
      Ha! Serdeczne dzięki forumowi za odzew w tej sprawie, która w sumie jest dość prywatna, więc namolniakować o wyznania trochę jest może nie na miejscu, ale tym bardziej wdzięczność ogromna za to że się chcieliście podzielić.

      Wiecie co, otóż ja do niedawna też tak o sobie myślałam, że porządek mam, wszystko poukładane, panie na prawo, panowie na lewo, dla przyjaciół miłość dla wrogów buta... coś tam, coś tam, pała zakuta, temu miotła, temu ogarek, rano biała wieczorem dwie czerwone, jednym słowem byłam Miszcz... tyle, że kurwa ten sen podróżny, i to pakowanie bezustanne, i co rusz ten uciekający samolot, pociąg, no ale sen mara, a reszta gitara...

      I nagle, około południa pewnego dnia, Waszą Stokrotkę jebła konstatacja, że albo przestanie pierdolić bzdety, przyzna że żyje w samym środku okropnego burdla i się zabierze i to wszystko gówno posprząta, albo nigdy na żaden pociąg nie zdąży, i nie doczekają jej te przygody mórz i oceanów, obsługa się zborsuczy sama nawzajem, lub obwiśnie i postarzeje a zacne wino i trunki wywietrzeją.

      Ot co. W związku z tym, bo wydaniu stosownej ilości okrzyków bulwersacji i niedowiary, się wzięłam i zaczęłam ten burdel sprzątać. Dosłownie i w przenośni. Na razie jest strasznie, bo chcąc jedynie odświeżyć kuchnię okryto dziurę w ścianie lodówki przerdzewiałą niemal na wylot, tonę syfu za i pod, jakiś gruz, szkło, szlam, syf i zgrzytanie zębów. Oczekuję też dalszych atrakcji typu śmierdzące trupy wypadające z szaf, wypadające zęby, odbyty, włosy, i generalnie poruta i potwarz, a potem być może będzie lepiej. Chociaż i to także nie jest pewne.

      Suma sumarum, cieszę się, że pozostała poza mną treść foruma swoją czystością i klarownością dla mnię wzór niedościgniony stanowi swoim przykładem iluminując moją pokrętną ścieżkę, co obecnie raczej przypomina film Wajdy - kanał. I piszę to, proszę zważyć, jedynie odrobinę ironicznie, a tak generalnie to - całkiem poważnie :))

      Chyba najtrudniej mi z ludźmi idzie. Tak serio kontynuując rozmowę. Trudno mi kogoś tak po prostu odpisać sobie od rachunku. Choćby od lat powodował mi debety na koncie. W dużej mierze się mi udało, bo kiedyś mnie właściwie w dużej większości otaczali tacy właśnie ludzie, a teraz to jednak jest zdecydowana mniejszość...
      • iwannabesedated PS :) 18.05.14, 22:24
        w PiEsie linka Marysi, nawet nie otwierałam, ale przyjmuję że jest to "Je ne regrette rien", to ja uważam, że w sensie filozoficznym ten cały song się na śmietnik nadaje. Bo kurwa, na przykład ja, całej masy rzeczy żałuję. Żałuję i już. I bym zrobiła inaczej, gdybym mogła.

        Tak samo jak powtarzana do upadłego brednia, że z każdego chujowego doświadczenia płynie jakaś nauka, albo korzyść. Otóż nie, są rzeczy z których ani korzyść, ani nauka nie płynie. A międlenie ich w celu wydłubania jakiegokolwiek sensu, nauki lub korzyści mnie przynajmniej kosztowało dużo czasu, który obecnie uważam za zmarnowany. HA!

        :DDDD
        • maria421 Re: PS :) 19.05.14, 09:09
          Dorotko, oczywiscie to jest "Je ne regrette rien". Piaff oprocz tego, ze niczego nie zaluje, to gwizdze na przeszlosc, jest jej ona obojetna i zaczyna od zera. Dla mnie to jest taka auto- absolucja , wyzwolenie sie od tego co bylo. To jest bardzo optymistyczny hymn i ostatnio moje zyciowe motto.
          • blues28 Re: PS :) 19.05.14, 09:30
            Ja mysle, ze to jest stan troche idealny, wart by do niego dazyc, ale czy zawsze realny?
            No i bywaja w zyciu lekcje, których koszt jest tak wysoki, ze nauka plynaca z tych lekcji jest nieadekwatnie mala.
            Ja jeszcze sie nie pozbylam mojego chomictwa czy to ludzkiego czy to rzeczowego. Zylka "przydasiów" mocno we mnie tkwi jak i nierozsadne, ale i wlasciwe dla mojej osoby pochylanie sie nad wampirem. Tak mam i prawdopodobnie taka zemre.
            Nie jestem kolekcjonerem butów, a mam ich mase, przy czym uzywam najwyzej 10 par. Po cholere reszta? Skad tyle papierów (moja zmora), niszczarka stoi i trzebaby sie za to wziac, ale nie chce mi sie, nie mam czasu, beda lezec do nastepnej okazji.
            W swoim czasie przetrzebilam kasiazki (tylko i wylacznie malo chwalebne, do których nigdy bym nie wrócila, bzdety kupowane na lotniskach, etc..) i cala kolekcje filmów na VHS.
            A teraz ksiazki panosza sie wszedzie a kolekcja DVD zajela pólki VHS.
            Zatem opornie mi to idzie i feng-shui mialby duuuzo roboty w mojej przestrzeni.
            • maria421 Re: PS :) 19.05.14, 12:31
              blues28 napisała:

              > Ja mysle, ze to jest stan troche idealny, wart by do niego dazyc, ale czy zawsz
              > e realny?


              Bluesie, dzisjaj jadac samochodem myslalam o tym watku i przypomniala mi sie moja ciocia Teresa, a konkretnie ostatnie spotkanie z nia w 2009 roku. Miala wtedy 83 lata, czula sie swietnie i nic nie zapowiadalo ze to sa jej ostatnie miesiace.

              Ciocia , jak to starzy ludzie, glownie wspominala swoje dziecinstwo i mlodosc. I wielokrotnie powtarzala "Ja w zyciu spotkalam samych dobrych ludzi" .
              Czy to mozliwe? Czy mozliwe zeby ciocia zyla na jakiejs innej planecie po ktorej tylko anioly stapaja? Z pewnoscia nie. Ale to byla jej pamiec o przeszlosci, z ktorej na starosc zatrzymala tylko to, co dobre. I mysle ze bylo jej z tym bardzo dobrze.
              I tez bym tak kiedys chciala.
        • jutka1 Re: PS :) 19.05.14, 09:22
          No ale jak już sobie o tym dywagujemy - nikt przecież nie pisał, że jego (jej) matriks jest jedynie słuszny. :-))) Każdy ma inaczej, bo każdy ma inne doświadczenia, inne potrzeby i inne metody "radzenia sobie": z balastem, ze wspomnieniami, z ludźmi. Moje metody niekoniecznie sprawdzą się u Ciebie, i wicewersal. ;-)
      • xurek Re: Przeszłość 19.05.14, 11:45
        Oh, Stokrotko, jaki budujacy post. Dla mnie oczywiscie, bo wynika z niego, ze byc moze znajdujesz sie w bajzlu przynajmniej porownywalnym do mojego. Dziekuje wiec za slowa otuchy i rewanzuje sie rownie budujacym postem.

        Nie wiem gdzie zaczac, jak skonczyc i jak ustrukturyzowac, bo ponadprzecietny wieloplaszczyznowy talent organizacyjny, ktory normalnie posiadam, zupelnie mnie opuscil.
        No wiec napisze byleco i bylejak.

        Jezeli chodzi o przeszlos materialna (czyli fizyczno-namacalna) badz emocjonalna, to decyzja, co z nia zrobic (przynajmniej w moim przypadku) jest mnw. tak stabilna jak decyzja o tym, co na siebie wloze. Ta druga zalezy od pogody, ta pierwsza od tego, jak sie czlek wlasnie miewa. Leje deszcz, to ubierasz plaszc i zabierasz parasol, jak zar sie zacznie lac z nieba to moze ci nawet przyjsc do glowy, zeby obydwa wrzucic do najbizszego kosza na smieci, bo po co sie tym zbednym balastem obarczac (czasem czlekowi sie potrafi nawet ubzdurac, ze to slonce to juz zawsze bedzie swiecic).

        Dlateto zastanawianie sie nad tym, co z owym balastem generalnie zrobic posiada moim zdaniem co najwyzej wartosc umyslowej rozyrwki. Zrobi czlek to, co mu sie wydaje ze mu w danym momencie ulzy. Jezeli zas momentum zupelnie zmieni kierunek to albo bedzie zalowal albo sobie dobuduje ideologie, ze slusznie zrobil i sie z tego nauczyl i jest zadowolony. To, czy bedzie zalowal czy tez zamkie w pudelku pozytywnej ideologii zalezy wylacznie od wrodzonego charakteru, ewentualnie rodzaju zazywanych psychotropow, z tym ze wtedy nalezy zdecydowac sie na dozywotnie zazywanie owych badz uzbroic przeciw skutkom naglej i gwaltownej zmiany wlasnego charakteru i post-rewaloryzacji podjetych decyzji.

        Robienie porzadku czyli takie „odgruzowywanie terenu, na ktorym nowe piekne drzewo przygod i szczesliwosci wszelkiej ma wyrosnac” moze zas przyniesc skutki wrecz odwrotne. Bo moze sie okazac, ze pod warstwa 20 cm syfu, na ktorych drzewo co prawda rosnac nie chcialo, ale trawa i belejakie krzaczory owszem, nie znajduje sie zgodnie z przewidywaniem i oczekiwaniem tlusty czarnoziem, tylko lity bazalt albo inny zakuty beton, ktorego ruszyc ni huhu. Najgorzej, jak sie w zapale zdazylo juz wyp.... lic ten caly gruz i teraz bazaltu juz nawet nie ma czym zasypac. Mowie na bazie wlasnych najnowszych doswiadczen, w ktorych to wykalkulowalam, ze ciag szarad przerozych wprowadzi nas do raju a tymczasem wyladowalismy na kupie g...na.

        Jakas rada? Bojawiem? Mysle, ze trzeba bylo zapytac Piranhii, ktory to czyta ostatnio tony ponurych fantasy stories, ktore wszystkie koncza sie zle, jaki moze byc najgorszy skutek naszych poczynan i zastanowic, czy mamy sile temu stawic czola i najlepiej pozostac w starym bajzlu. Samemu bowiem takiego rozwoju wypadkow nie bylam w stanie wymyslic, bo brak mi tak wybujalej ponurej fantazji.

        Jezeli zas chodzi o problem rodziny badz znajomych co to wykorzystuja, na czleku wampirza badz zaprzegaja do wozu wlasnych interesow, to zupelnie wystarczy wyladowac na takiej kupie guana na czas wystarczajaco dlugi, by do nich dotarlo. Wtedy sami wparuja, sie zdematerializuja, przestana odpowiadac na telefony i maile i zupelnie ne beda mieli czasu. Problem wiec rozwiazuje sie niejako sam. By tak pozostalo nalezy pewnie pozostawic ich w wierze we wlasne niepowodzenia nawet gdyby sytuacja ulegla zmianie, ale nie mam na tym polu doswiadczen, bo jeszcze nie ulegla.

        Poza tym to k...skie slonce znow swieci i te masy idiotycznych baranow z idiotycznymi usmiechami na idiotycznych gebach wciaza wlaza mi w droge i wk...ja.

        Konczac tym optymistycznym akcentem zycze powodzenia w postanowionych przedsiewzieciach udajac sie rownoczesnie do zajec, ktore wg. mojego nowego planu maja poprawic sytuacje, ale moze sie okazac, ze ja pogorsza, chociaz pogorszenie nie zdaje sie byc mozliwe, co z kolei okazalo sie wnioskiem blednym juz dobre pare razy.

        Jezeli post jest niezrozumialy to prosze nie zadawac pytan, bo nie jestem w stanie na nie odpowiedziec.
    • luiza-w-ogrodzie Sprzatanie domu i duszy 19.05.14, 11:34
      Od czasu do czasu, glownie jesienia (jaka mamy wllasnie w AU) mam potrzebe pozbywania sie balastu. Podsumowuje ostatnie 12 miesiecy w mojej glowie, myslac o ludziach i wydarzeniach. Wpadam w szal na widok zagraconych przestrzeni, polek i szafek. Napiecie narasta, az w ramach przygotowan do przeciecia tego wrzodu zaczynam zbierac pudla i kartony na wyniesienie rzeczy do dobroczynnosci oraz do wypelnienia papierem z niszczarki (swietny na kompost!). Nastepna faza to orka przez "przydasie" i to co sie niechcacy, cichaczem rozsiadlo po domu (jako ten Jutkowy pizdiec, co podkralsja niezamietno) i satysfakcja wypelniania w/w kartonow.

      Takie sprzatanie cudownie rozjasnia glowe. Moze dlatego, ze zastanawiajac sie nad przeszloscia, przewracajac papiery, zdjecia itp jednoczesnie dokonuje z nia rozrachunku i odcinam niepotrzebne wypustki, odpadajaca kore, uschniete galezie, zwiedle kwiaty i przegnile korzenie. Precz ze zbutwialoscia, sekator w dlon!

      I z tym bojowym okrzykiem udaje sie do ogrodu syna i synowej, zeby zainstalowac kompostowniki, przerzucic betonowe plyty i rozgruzowac szopke z narzedziami.

      Pozdrawiam, zyczac oczyszczenia aury i tak dalej
      Luiza-w-Ogrodzie
      Forum AUSTRALIA
    • iwannabesedated Re: Przeszłość 20.05.14, 20:28
      Ależ mi właśnie chodziło o wymienienie się "matrixami", inaczej by żadnej rozmowy nie było gdyby się wszyscy zgodzili :)

      Jak zwykle zauroczyła mnie Marysia, która ze swoim typowym wdziękiem wydała dwa kompletnie sprzeczne oświadczenia. Jedno, że przeszłość jest kluczowa, ważna i im człek starszy, tym ogon twardszy, tfu... sory... im starszy tym przeszłość ważniejsza, a zaraz potem oznajmiła że jej motto to piosenka gdzie Piaf wyśpiewuje gwizdanie na przeszłość, która jej nie obchodzi.... Nikt zresztą nie powiedział, że nie można w tym samym czasie mieć i tak i tak.

      Co do regularnych czyszczeń stajen, to jestem jak najbardziej za, bo chyba większość ma manie przydasiową, chociaż próbuje nie mieć, i się zanim obejrzy to już cała sterta "niezbędności" zagraża spadnięciem na głowę... Mało tego, uważam, że moment kiedy nam się wydaje, że jesteśmy Miszcz i mamy wszystko pięknie posortowane, to jest ten moment kiedy należy wszystko do góry kołami wywrócić, lub... wykitować, czego ani sobie ani Wam nie życzę w najbliższym czasie, czyli przynajmniej przez lat 100.

      Za Xura trzymam kciuki i sekunduję w zmaganiach, dla mnie stanowisz bezustanną inspirację, mało tego. 10% tego co czynisz moim zdaniem wystarczyłoby dla inspiracji miasta całego ludzi, bynajmniej nie powiatowego, może nawet i nie wojewódzkiego tylko stołecznego :)
      • maria421 Re: Przeszłość 20.05.14, 21:30
        Nic sprzecznego, Dorotko, to tylko zwykle oddzielenie przeszlosci od terazniejszosci i przyszlosci.
    • iwannabesedated Re: Przeszłość 31.05.14, 20:27
      Do zachowania w pamięci na zawsze: wakacje z dzieciństwa. Dokładnie wszystkie, z wyjątkiem dwóch wyjazdów na jakieś kompletnie poronione kolonie :) A tak, to czy wyjazdy z rodzicami pod namiot, czy za granicę (do demoludów oczywiście) czy na wieś do babci, czy młodzieńcze już wypady na konie, czy w końcu siedzenie po prostu w domu zbijając bąki i żrąc czereśnie z własnego drzewa - najbościejsza boskość i tyle.
      • ewa553 Re: Przeszłość 01.06.14, 10:31
        Stokrotko, wspominanie dzieciecy<ch i mlodzienczych wakacji to moje ulubione zajecie. Poniewaz wech mam wyostrzony, to czesto wlasnie w lesie albo na lakach jakis zapach przywodzi mi na mysl wspomnienia. Nie jezdzilismy nigdzie za granice, ale nauzywalismy sie lesniczowek, Beskidow, wsi itd. bez liku. Morze tez bylo, szczegolnie ze moja matka chrzestna mieszkala w Gdyni, ale jednak najpiekniejsze byly lasy i rzeczki i ogromne pole do rozwijania fantazji. Dlatego jak w ostatni czwartek na wycieczce poczulam zapach dojrzewajacego zboza, to sie totalnie rozkleilam i przenioslam w myslach w tamte niezapomniane czasy... Ach, jak pieknie jest miec takie wspomnienia! Takze bitki z synami lesniczego, co walili mnie po nogach rabarbarem a ja ich pokrzywami. itd.itd. Moglabym tak godzinami. Oczywiscie duze miejsce w tych wspomnieniach ma moja siostra. W lesniczowce zbieralismy piora indykom, a opna robila nam indianskie pioropusze! Koncze, bo chyba moglabym napisac ksiazke:)
        • maria421 Ocalic od zapomnienia... 01.06.14, 13:30
          Niedziele z dziecinstwa, kiedy mama gotuje rosol na obiad, a tata wlacza radio bo gra orkiestra Dzierzanowskiego, bierze mnie na rece i ze mna tanczy.
          Zapach Swiat Bozego Narodzenia- czyli swiezo wypastowanej podlogi, swiezo upieczonego ciasta i przyniesionej z mrozu choinki.
          Widok mnozacych sie w kuchni sloikow z zapasami na zime- ogorki, kompoty, dzemy, soki.
          Smak szarlotki wypieku mojej mamy.

          Wielka Milosc!

          Pierwszy usmiech, pierwsze kroki, pierwsze zdania mojej corki.

          I jeszcze by sie znalazlo.
    • iwannabesedated Re: Przeszłość 05.06.14, 00:13
      Hah! Ponoć snucie wspominek z dziecięctwa oraz młodości to przypadłość babcina, tak to gminna mądrość głosi. A mnie się wydaje, że snucie wspominek wakacyjnych to jest generalnie ulubione hobby ludności, aczkolwiek w przypadku młodszych osobników, są to generalnie klechdy i bajdy erotyczno alkoholowe. Albo opowieści szkolne, studenckie, lub wtedy kiedy jeszcze było wojsko - to opowieści z wojska. Na forumie często chętnie wracamy do forumowych korzeni, i się okazuje, że każdy pamięta co innego. Czyli jest normalnie.

      Kontynuując, ja bym chętnie zachowała znajomość rosyjskiego alfabetu czyli bukw (czy bukwów), i w ogóle te szczątki znajomości rosyjskiej mowy, którą nam za komuny wbijano do głów opornych, bo się w końcu to mi okazuje bardzo fajny język i ma trafne różne określenia, oraz moje włosy, które co prawda już nie tej gęstości co kiedyś, ale nadal są fajne. Na głowie. Bo te na nogach to bym chętnie zostawiła bo je odczuwam jako zbędne. Gdybym też mogła w tym lub następnym życiu mieć bardziej spiczasto-sterczące cycki, to proszę, rozmiar może być taki jak jest. Chciałabym też dokonać jakiegoś barteringu, mianowicie chętnie zamienię znajomość ww. stenografii Greggiem na umiętność żeglowania, znajomość double entry accounting, na umiejętność tańczenia argentyńskiego tanga, mam też obraz ręcznie wykonany z palmowych liści i słomy i przywieziony z Afryki, i go chętnie zamienię na zestaw ręczników, koniecznie grafitowych, oraz dużą ilość rodziny która dobrze wychodzi na zdjęciach, to ich zamienię na jedną dobrą panią lub pana do sprzątania.

      Idę myśleć dalej, co by tu wyrzucić, co zachować, a co by wymienić...

      :D
      • jutka1 Re: Przeszłość 05.06.14, 10:42
        Fajny pomysł z tym barterem. :-) Muszę pomyśleć, co bym za co zbarterowała. :-)

        Co do wakacyjnych wspomnień, to pamiętam, że a) nie znosiłam rodzinnych wyjazdów pod namiot, a szczególnie jeśli wymagały długiej podróży; b) uwielbiałam jeździć na kolonie i obozy. Mam też wspomnienia zapachów wakacyjnych. Na przykład zapach Łagowa Lubuskiego: woda z jeziora, jakiś smar do konserwacji drewnianego pomostu, pomieszane z zapachem zieleni. Albo zapach z innych wakacji: słońce, lasek brzozowy, wysoka trawa i dzikie poziomki. Nabijaliśmy te poziomki na wąskie długie trawy jak korale, a potem leżeliśmy na plecach patrząc w niebo przez korony brzóz i objadając się poziomkami prosto z tych źdźbeł.
        • ewa553 Re: Przeszłość 05.06.14, 12:58
          mam bardzo wyczulony wech, wiec i ja pamietam mnostwo zapachow. Mam wiele zapachowych skojarzen. A takie lesne szaszlyki to mysmy na koloniach robili z jagod:)

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka