maria421
01.10.04, 09:37
czyli kobieta pracujaca zadnej pracy sie nie boi.
Zaczelo sie od dylematu jak urzadzic mieszkanko corki znajdujace sie o 140 km
od miejsca zamieszkania? Sposobem najprostszym wydawalo sie wziac do reki
katalog "Otto Versand" i wybrac z niego pare mebli- kanape, co by jako kanapa
i jako lozko sluzyla (czyli tzw. wersalke, nieodlaczny element wystroju
rodzimych M3 czy M4), stol, 4 krzesla, biurko, regal na ksiazki.
I czy moze byc proststy sposob na kupno czegokolwiek w XXI wieku niz
internet, ktory w minute po zlozeniu zamowienia daje juz jego potwierdzenie?
No wiec wczoraj byl dzien dostawy. Zapakowalysmy do samochodu skrzynke z
narzedziami, wiertarke i wszystko co nam sie wdawalo, ze sie przydac moze i
pojechalysmy do Giessen. Meble zostaly dostarczone nawet punktualnie, ale bez
biurka i bez regalu. Nic to, zabralysmy sie za rozpakowywanie i montowanie.
I tu zaczela sie zabawa. Najpierw trzeba bylo odczytac z instrukcji
obrazkowych co do czego ma pasowac i jaka srubka ma byc polaczone. Mowie Wam,
ten, kto rozszyfrowal heliogryfy mial bardzo latwe zadanie...
Montaz pierwszego krzesla zajal nam okolo dwoch godzin, i odbywal sie w
akompaniamencie naszych krzykow rozpaczy ktore z biegiem czasu przechodzily w
okrzyki triumfu. Rezultat dwoch godzin roboty jest taki, ze jedno krzeslo
stoi i nawet mozna na nim usiasc...
Po zlozeniu jednago krzesla wpadlysmy na pomysl, ze latwiej by nam sie
robilo, gdyby byl stol, na ktorym mozna byloby cokolwiek oprzec, wiec
porzucilysmy pozostale 3 krzesla i zaczelysmy montowac stol. I taki
skomplikowany stol, co sie rozklada. Oblizalysmy ranne po skladaniu krzesla
palce, uzbroilysmy sie w srubokrety i ruszylysmy do ataku.
No i co? Myslicie, ze nie dalysmy rady? Ha! To nas nie znacie!
Stol stoi! I jaki ladny...
No i tak zrobil sie wieczor i czas powrotu. Jutro musimy tam wrocic i
montowac reszte. Narazie mam tylko dwa palce w plastrach, jak bedzie jutro,
nie wiem. Ale zapal nam dopisuje.