swiatlo
08.10.04, 02:11
Wiem że C-J go lubił w swoim czasie.
Ja tylko przypomnę taką historyjkę z mojego własnego życia.
Było to we wczesnych latach osiemdziesiątych, zdaje się albo późną zimą albo
wczesną wiosną. Szedłem sobie na tyłach Liceum Hoffmanowej na Śródmieściu w
kierunku PKiN. Nie pamiętam ulicy, tam gdzie zdaje się jest wieżowiec LOT-u.
Stał tam kiosk Ruchu w którym akurat kupiłem gazetę. Patrzę, a tu idzie jakiś
dziwak ulicą. Ubrany w niesłychanie wyświechtany płaszcz z pod którego widać
było szare spodnie od piżamy i zwykłe kapcie domowe. Błoto było na ulicy jak
cholera, a ten w kapciach.
Patrzę, a to przecież sam Kałużyński z telewizji.
I taki zdaje się był przez całe życie. Abnegat w sposobie bycia i w wyglądzie.
Jeden z niewielu idealistów dziwaków w skomercjalizowanym świecie gdzie
wszystko jest do kupienia. On nie.
Ciekawy artykuł na jego temat, właśnie jak go pamiętam:
polityka.onet.pl/artykul.asp?DB=162&ITEM=1192313&MP=1