chris-joe
01.03.18, 00:47
Dawnymi czasy chodzilismy do kina. Lata minely od kiedy bylem w kinie raz ostatni. Duze ekrany domowe o duzej rozdzielczosci, komfort wlasnego lozka z sorbetem o smaku mango, od lat zastepuja mi wyprawe pod wielki ekran, kolejki, popcorn, cale to zamieszanie; niekiedy ekscytujace, czesto meczace. Czasem za tym tesknie, ale jednak nie na tyle, by wreszcie znow sie do kina wybrac.
Niekiedy tez tesknie za dawna moja vancouverska ferajna z czasow kina, gdy co ktorys tam wtorek (tansze bilety) sie do nickelodeonu wybieralismy. I -zwykle solo- moje wycieczki do malych kin studyjnych, na filmy 'z innych stron', mniej komercyjne (co czesto znaczylo: niekoniecznie amerykanskie, z podpisami ;) )
Do Oscarow wracajac: Od lat juz ni Oscarow nie ogladalem, ni sledzilem filmy don nominowane. W tym roku, diabli wiedza skad, to sie zmienilo. Obejrzalem kilka.
Mnie poruszyl, a wlasciwie zaniepokoil, szwedzki "The Square".
Bardzo mnie zaintrygowal "Phantom Thread".
Natomiast uwiodl mnie calkiem "Call Me By Your Name".
Macie swoje typy?