Dodaj do ulubionych

IDZIE NOWE

26.02.21, 09:29
watek na temat co naszym zdaniem "na stale" zmieni ta pandemia i jak sie na to zapatrujemy.
Obserwuj wątek
    • xurek wpisy Ani i Ertesa z Pierdol 26.02.21, 09:31
      ANIA:

      Xurku, takie twoje same chodzenie do biura to chyba bardziej przygnebiajace niz siedzenie w domu sad ghost town sad

      Ja czasami jak ide - moze raz w miesiacu - to tylko jak po ogien - na chwileczke - i spadam szybciorem. Nasza kompania pozwolila ludziom wziasc caly sprzet do domu - tzn komputery, laptopy - monitory - krzesla. Kazdy dostal $500 zeby mogl sobie jeszcze dokupic w domu do home office co tam sobie potrzebowal - biurko, czy co - wiec warunki do pracy kazdy ma jak w pracy. A do tego - przenosimy sie, wynajeli biuro dwa razy mniejsze, ludzie juz nigdy nie maja pracowac full time z biura - tylko w systemie hybryd - po pare dni w miesiacu, wiec miejsca pracy beda share..No IDZIE NOWE>
      Musze powiedziec, ze w sumie mi to pasuje - najgorsza bolaczka dla mnie byly dojazdy, stanie w korkach - koszty transportu, parkowania - no a dodatkowo ile to spalin sie zaooszczdzi dla naszej planety, jak tak wszyscy zaczna pracowac? mniejszy ruch na drogach? Jeden wielki plus.
      Takie pracowanie jak teraz to tez nie dla mnie - tylko online - o nie. Ale bycie codziennie w office - to juz przezytek. Taki slave train. Zeby manager pilnowal swoich pracownikow - a tu sie okazuje, ze pracownikom mozna ufac, pracuja zdalnie z domu sumiennie, praca wykonana na czas - a bezowocny czas marnowany na pogaduszki w lunch room, lub zmarnowany na siedznie w traffic mozna wykorzystac w domu, z rodzina.

      ERTES

      Ja pracuje z domu od stycznia.
      Podejrzewam ze to potrwa do lipca przynajmniej az wiekszosc z nas sie zaszczepi. Moja firma kwalifikuje sie na essential wiec szczepienia sie otworza, tak mysle, w marcu.
      U nas podobnie wszyscy wzieli swoje laptopy, monitory, krzesla itp itd do domu. Nakupowalismy dodatkowego sprzetu. Ludzie sie rozjechali po stanach, mamy pracownikow w Oregon, Texas, Arizona.
      Natomiast ja jako ze w zeszlym roku mielismy wykupione bilety na wakacje na Hawajach w maju zeby nie ich nie stracic wiec i korzystajac z bardzo niskich cen biletow znow zabukowalem wyjazd. Nawet moj mlody nie straci szkoly bo moze robic online.
      Jedyny problem to trzeba zrobic test na 72 godziny przed wylotem. Konieczne, niemniej jednak upierdliwe, no i kosztowne: $115/test/osoba.

      Ja szczerze mowiac wole jednak byc w office. U mnie w domu za duzo ludzi. Mlody chodzi do szkoly full time i wraca o 2:30pm ale moja zona pracuje, starszy syn ma szkole tylko online, no i mieszka z nami tesciowa ktora mimo 78 lat ma energii tyle co 20 latka: gotuje, sprzata, biega na spacery, pierze. To mnie sie tyle niechce. A przeciez miesiac temu przeszla covid.
      Ale sklanialbym sie do 2-3 w tygodniu office.

      ANIA

      Zalezy kto co robi - sa takie roles, ktore wymagaja stalej collaboracji, dyskusji - nad rozwiazaniami, pozycje ktore sa kreatywne etc - i wymagaja rozmow i spotkan w zespole. Moja praca tego nie wymaga - ba- ja moglabym rownie dobrze pracowac na bezludnej wyspie. Musze sie trzymac terminow i tyle.
      Z domu pracuje od marca zeszlego roku - za pare dni bedzie rocznica! a zapowiada sie do konca 2021..

      No i jeszcze roznie to ludzie osobowosciowo znosza - jedni gorzej jedni lepiej. Jakbym miala w domu male dzieci tobym zwiewwla jak najdalej! Wspolczuje rodzicom z dziecmi w wieku szkolnym..Nie dosc ze trzeba samemu pracowac, to jeszcze pilnowac - l odrabiac druga prace za nauczycili. Normalna orka.

      Ja tego nie mam, to mi w domu wygodnie.
      • kan_z_oz Re: wpisy Ani i Ertesa z Pierdol 26.02.21, 11:29
        Ja nie pracuje w biurze od lat. Nie pracuje tez w szkole, bo zakonczylo sie to dla mnie powaznym uszkoszeniem fizjologicznym. Na czesc psychologiczna nie bylam sobie w stanie pozwolic. Jestem wiec samo-zatyrudiona od lat.
        Podobnie Pan maz.
        Kovid nie zmienil nic w naszym obecnym zyciu.

        Okolicznosci kryzysu 2007, ktore nas doprowadzily do obecnego stanu byly natomiast niesamowicie wredne, nie sprawiedliwe. Rozumiem, ze sa to okolicznosci z ktora boryka sie czesc forumowiczow. Liczac ogolnie na co?

        Wredne czasy? Tak.
        Jak przetrwac...??? Osobny watek.
        Uwazam, ze jak przertwac jest warte wiecej niz wszystkie inne watki na tym forum.
          • xurek Re: wpisy Ani i Ertesa z Pierdol 26.02.21, 18:06
            Sposob pracy juz ulegl i nadal ulega bardzo powaznym zmianom, z wielu z nich oraz ich stkutow nie zdajemy sobie jeszcze sprawy.

            Wartosc przestrzeni biurowej i mieszkalnej juz ulega i nadal ulegac bedzie wielkiemu przewartosciowaniu. Przestrzen biurowa „klasyczna” traci na wartosci, bardzo wiele firm szuka mniejszych powierzchni nastawiajac sie na takie rozwiazania, jak opisywala Ania. Rowniez moja agencja nosi sie z takim zamiarem, ale poniewaz nasza umowa wynajmu wazna jest jeszcze trzy lata to management bedzie mogl skorzystac z doswiadczen innych firm przed podjeciem decyzji.

            Rowniez wartosc powierzchni mieszkalnych ulega przetasowaniu. Home office stawia zupelnie inne wyzwania niz praca w biurze: odlegosc od miejsca pracy oraz centrow wielkomiejskich staje sie drugorzedna, wielkosc powierzchni mieszkalnej i „rekreacyjnej” staje sie znacznie istotniejsza.

            Jako ze regularnie sledze rynek nieruchomosci w mojej okolicy, co juz teraz widze wplyw. W mojej wsi „nagle” zostaly sprzedane wszystkie nieruchomosci, ktore nie sprzedawaly sie od lat oraz powstaja na peryferiach 4 male osiedla (kazde po kilka blokow) – fenomen na wsi prawie ze nieznany.

            Ludzie, ktorzy kupuja te nieruchomosci oraz wprowadza sie do tych mieszkan w wiekszosc beda ludzmi, ktorzy w „starym swiecie” nie wybraliby zycia na prowincji, beda wiec „inni”, niz profil ludnosci zamieszkujacej wies teraz. Przybedzie „nagle” dzieci, ktore „zatlocza” w pierwszej fali nasza ospala szkole przynoszac ze soba zupelnie inne impulsy.

            To wszystko bedzie mialo wplyw na „codziennosc” mojej wsi. Jaki? Nie wiem. Ale nie lubie zmian, ktore nie nastepuja „ewolucyjnie”, tylko „rewolucyjnie”, bo zazwyczaj nie sa zmianami na lepsze.
        • xurek Re: wpisy Ani i Ertesa z Pierdol 26.02.21, 17:54
          Kovid nie zmienil nic w naszym obecnym zyciu.

          czytajac Twoje wypowiedzi od czasu wybuchu pandemii mam wrazenie, ze rowniez w Twoim zyciu kowid zmienil wiele. Twoj biznes raz dzialal raz nie wplywajac na Twoja rowowage, nie moglas spedzic Swiat z synem, temat pandemii, jej przyczyn, skutkow oraz obchodzenia sie z nia j bardzo Cie zajmuje, sposob spedzania przez Ciebie urlopow ulega zmianie, zdecydowane polepszenie sie Twojej sytuacji materialnej to rowniez zmiana.

          Uwazam, ze jak przertwac jest warte wiecej niz wszystkie inne watki na tym forum.

          Spojrzenie na "wartosc przetrwania" jest bardzo indywidualne. Dla mnie przetrwanie w kazdych warunkach i za kazda cene ma bardzo mala wartosc. Za to wolnosc i jakosc zycia bardzo duza. Ten temat zaprzata glownie moje zrozpaczone mysli, jak dotad bez zadnego optymistycznego rezultatu.
      • xurek Re: wpisy Ani i Ertesa z Pierdol 26.02.21, 17:20
        Xurku, takie twoje same chodzenie do biura to chyba bardziej przygnebiajace niz siedzenie w domu sad ghost town sad

        I tak i nie. Z jednej strony masz racje, jest to w duzej mierze "ghost office", z drugiej pelne jest wspomnien lepszych czasow dodajacych otuchy no i zdazyc sie w nim moga niespodzianki, ktore w domu napewno sie nie zdaza. np. wczoraj pod koniec dnia zmontowala sie ekipa z 5 ludzi oraz dwoch przez teams i zrobilismy sobie mala impreze. ludzie z zupelnie innych zespolow niz moj, nieoczekiwana konstelacja z nowym silnym punktem wspolnym: negatywnym podejsciem do kowidowych restrykcji i wewnetrznym (oraz czesciowo manifestowanym) buntem przeciwko "pandemicznym poczynaniom".

        plus podroz w dwie strony, droga z prowincji do duzego miasta, obserwacja zmian.

        Ale bycie codziennie w office - to juz przezytek. Taki slave train. Zeby manager pilnowal swoich pracownikow - a tu sie okazuje, ze pracownikom mozna ufac, pracuja zdalnie z domu sumiennie, praca wykonana na czas - a bezowocny czas marnowany na pogaduszki w lunch room, lub zmarnowany na siedznie w traffic mozna wykorzystac w domu, z rodzina.

        Zalezy kto co robi - sa takie roles, ktore wymagaja stalej collaboracji, dyskusji - nad rozwiazaniami, pozycje ktore sa kreatywne etc - i wymagaja rozmow i spotkan w zespole. Moja praca tego nie wymaga - ba- ja moglabym rownie dobrze pracowac na bezludnej wyspie. Musze sie trzymac terminow i tyle.


        W mojej pracy nigdy nie bylo takiego „pilnowania niewolnikow”, zawsze byla wolnoamerykanka co do sposobu i czasu pracy oraz wygladu, ale pracy przewaznie bylo duzo i rownie duzo przeroznych przepychanek i starc. Ale byly rowniez imprezy, burze mysli dodajace energii i fantazji, konczace sie nieraz o 3 nad ranem na schodach przed agencja rozmowami na prywatne i intymne tematy.

        Work-life balance byl dla mnie zawsze bardzo wazny, od ponad 20-tu lat pracuje 80% majac zawsze 3dniowy weekend, od tyluz co najmniej jeden dzien z home office, przez ostatnie 5 lat nawet dwa. Zrezygnowalam rowniez z mozliwosci zrobienia duzej kariery zadowalajac sie srednim managementem, poniewaz nie chcialam stac sie niewolnikiem owej.

        W takiej rownowadze czulam sie idealnie: mialam spokoj i odosobnienie jak rowniez interakcje, wymiane, inspiracje. Tego wszystkiego zostalam pozbawiona przez lockdowny, z ktorymi absolutnie sie nie zgadzam i uwazam za sabotaz na spoleczenstwie, wiec tym trudniej je znosze. Czuje, jak z kazdym dniem jalowieje, bledne, pasywnieje, jak umiera szybkosc i blyskotliwosc mojego umyslu, jak trace wigor, entuzjazm i ciekawosc zycia. Zdaje sobie sprawe, ze bede musiala znalezc jakas nowa droge, ktora bede mogla podazyc z zadowoleniem, ale na razie jej nie widze, kazdy scenraiusz „Nowego”, ktory przychodzi mi do glowy jest blada i smutna kopia swiata, ktory chyba bezpowrotnie stracilam.
      • xurek Re: wpisy Ani i Ertesa z Pierdol 26.02.21, 17:38
        Ja szczerze mowiac wole jednak byc w office. U mnie w domu za duzo ludzi. Mlody chodzi do szkoly full time i wraca o 2:30pm ale moja zona pracuje, starszy syn ma szkole tylko online, no i mieszka z nami tesciowa ktora mimo 78 lat ma energii tyle co 20 latka: gotuje, sprzata, biega na spacery, pierze. To mnie sie tyle niechce. A przeciez miesiac temu przeszla covid. Ale sklanialbym sie do 2-3 w tygodniu office.

        Zostales przymusem wrzucony w swiat, ktorego sam dla siebie nie wybrales, wiec to przeszkadza. Twoja zona pracuje z domu z wyboru, tesciowa najwyrazniej jest gospodynia domowa z pasja, wiec czuja sie dobrze w kontekscie, w ktorym sie znajduja. Tak zyje z wyboru wielu ludzi a inni o tym marzyli, ale sytuacje zyciowe zmuszaly ich do pracy poza domem, wiec teraz mogac w nim zostac sie ciesza.

        Inni ludzie potrzebuja „zmiany scenerii”, by moc dobrze funkcjonowac: chca byc w domu z rodzina, ale chca rowniez byc w miejscu pracy albo uprawiac hobby z zupelnie innymi osobami albo spedzac czesc czasu w samotnosci. Te wybory przestaly istniec i dla mnie jest to tragiczne.

        Ja naleze do ludzi, kotrych przymusowe zamkniecie w jednym miejscu, obojetnie jak ponetne i piekne to miejsce jest, doprowadza do emocjonalnego i intelektualnego rozpadu. Nawet nie zdawalam sobie sprawy z tego, do jakiego stopnia.

        Moj umysl jest rownie zarloczny co bezradny w szukaniu sobie strawy. Zmieniajac miejsca, zadania, otoczenie, ludzi dostarczalam sobie wciaz nowych impulsow, trzymajacych mnie w dobrej mentalnej kondycji. Bedac zdana tylko na siebie i wirtualny swiat, ktory nie dostarcza zadnych pasywnych impulsow, gasne i czuje sie okropnie. Nie jestem osoba, ktora szpera w necie bez zadnego konkretnego celu w ramach rozrywki, nie jestem osoba, ktora potrafi pochlaniac z zainteresowaniem duze ilosci filmowej fikcji. Wszystkiemu co robie, musi przyswiecac jakis realny cel a realne cele w zyciu okrojonym z wiekszosci bodzcow sa coraz rzadsze.

        Pierszy lockdown znioslam calkiem dobrze, majac absolutna wiare zarowno w slusznosc postepowania rzadu jak rowniez w czasowe ograniczenie tego fenomenu i powrot do normalosci. W ciagu ostatnich miesiecy stracilam jedno i drugie calkowicie. Znajduje sie w zalobie. Zalobie za lepszym (dla mnie) swiatem, ktory nie wroci oraz strata wiary w to, ze prawda i dobro wiekszosci maja jeszcze jakakolwiek racje bytu.
    • xurek Pop_Up_Life 26.02.21, 18:24
      To jeden ze scenariuszy, ktory przyszedl mi do glowy i ktory nawet dla mnie ma w sobie pozytywy :).

      Tutaj juz zaczela sie fala „kowidowych plajt”. Centra miast „zdobi” coraz wiecej opuszczonych lokali, zarowno sklepow jak i restauracji oraz klubow, a jest to dopiero poczatek. Rownoczesnie rosnie poczucie niestabilnosci a tym samym niechec to jakichkolwiek dlugoterminowych inwestycji.

      Moim zdaniem zostana one zastapione „pop-up” – biznesem. Juz teraz zaczynaja powstawac „pop-up-shops”, moim zdaniem dolacza do nich rowniez restauracje i kluby, nastawione na „event – catering & entertainment” a nie na stabilnosc miejsca i klienteli.

      To moze ozywic i dodac koloru zdychajacym centrom miast, poniewaz podniesie ciekawosc ludzi tym, „co nowego w miescie”. Moim zdaniem nastapi rowniez dywersyfikacja: zarowno profis jak i zupelni amatorzy w ramach realizacji jakiegos hobby beda mogli pozwolic sobie na taka dzialalnosc.

      Zastanawianie sie nad takim pop-up life to jedna z moich ulubionych intelektualnych rozrywek ostatnich czasow. Biorac pod uwage niedogodnosc oraz ograniczenia w podrozowaniu, urlob spedzony na prowadzeniu takiego pop-up shopu z garstka znajomych przez np. dwa tygodnie wydaje mi sie byc bardzo pociagajaca alternatywa. Rownoczesnie taki pop-up moglby stworzyc „cel zycia” przez pozostala czesc roku w postaci kreowania „towaru”.
      • kan_z_oz Re: Pop_Up_Life 27.02.21, 01:44
        Xurku, covida traktuje sam samo jak cyklony, powodzie, wichury, braki pradu z powodu padajacej infrastruktury lub z powodu wszystkich innych wymienionych wyzej. Sa to rzeczy, ktore sie dzieja i nie mam na nie zadnego wplywu oprocz znalezienia sie w wygodnym otoczeniu, czyli 'jak przetrwac' dziejace sie zmiany tutaj odbywajace sie juz lat bez uszkodzenia sobie glowy rozmyslaniami. Covid tylko dolozyl.

        Wies sie zaludnila. Korki juz normalnie takie jak na wybrzezu. Wybrzeze tak zatloczone jak czesci sydnejskie i tylko centrum Brisbane w dni powszechne wciaz pustawe co jest przeciwienstwem tego co bylo rok temu. Tak pozostanie.
        Pozostana butelki do dezynfekowania rak w sklepach. Paski na podlodze aby trzymac odleglosci. Mnie to pasuje, bo nienawidzialm jak mi ktos 'wisial'za plecami w kolejce lub wcinal sie przed gdy bylo 50 cm miedzy mna i nastepna osoba.
        Centrum opustoszalo ale zapelnily sie wszystkie miejsca na peryferiach. Nigdy nie widzialam takiego tlumu jak obecnie w resturacjach na mojej wsi. Trudno wieczorem przejechac, czyli powazna zmiana. Uwazam za uciazliwe ale pozyteczne dla regionalnej Australii, gdzie trudno bylo przetrwac z powodu braku ludzi. Miasta za to sie dusily nadmiarem.
        Ruch na autostradzie natomiast gorszy niz przed kovidem. Wszyscy tylko w samochodach bo z transportu nikt nie chce korzystac.

        Wyrzucilam wszystkie air b&b oprocz jednego, jako zmiana kovidowa. Nie przyjme tez nastepnego jako klienta i nie dlatego, ze sie boje, tylko mozliwy klopot gdyby zjawil sie ktos kto mial kontakt jest tak duzy, ze nie chce mi sie. Nie chce mi sie tez odwolywac i zmieniac dni, gdy zdarzaja sie tutaj okresowe zamkniecia na 3 czy 5 dni. Glownie Brisbane lub poludnia od Brisbane. To byla ta czesc mojego biznesu, ktora natychmiastowo padla.

        Padlo sporo miejsc z jedzeniem i tez obserwuje zjawisko 'pop ups'. Dobre oraz ustabilizowane przetrwaly. Przetrwaly tez te, ktore sprzedawaly jedzenie na wynos oraz roznego rodzaju dodatkowe domowe wyroby lub posilki mrozone. Uwazam za pozytywne efekt, ktory usunal duzo z kiepskim jedzeniem.

        Nie wrocimy juz calkowicie do robienia zakupow w sklepach. Nawet moja wies wrocila do dostaw domowch. Zaludnily sie tez male sklepy jak rzeznik, ktory przed kovidem ledwie dyszal. Obydwa sie rozbudowaly. Powiekszyl sie tez sklep z jedzeniem organicznym.

        Mamy zamiar zaczac znowu podrozowac w glab mojego stanu. Zawsze lubilam przyrode. Lubilam tez kempowanie tylko jakos nam sie nie chcialo. Kovid tez to zmienil. Wymienilimy samochod. Zrobilismy kurs jazdy terenowej. Czekamy na kosztorys aby wyposazyc w konieczny sprzet i bedzie fuu w droge. Praktycznie nie znam glebi tego stanu. Jest gdzie pojezdzic i nie ma potrzeby sie gimnastykowac kovidem bo jest to calkowite odludzie. Pewnie bedzie wypelnione takimi jak my. Festiwal w Birdsville - miasto 1600km w glab ladu na pustyni - bilety w cenie 617AUD/osobe wyprzedane na 3 dniowa impreze w lipcu. Renesans bezludzia. Klapa czesci komercjalnej o wielkiej powierzchni, czesci apartamentowcow oraz hoteli. Szalenstwo cenowe. Nic do kupna lub wynajmu z powodu smiesznego oprocentowania i ukrytej inflacji.

        Firma Pana meza nie ma zamiaru wrocic do starego modelu. Nie wroca tez do niego klienci. Bedzie jakis hybryd docelowo. Czas pokaze jaki.
        • xurek Re: Pop_Up_Life 27.02.21, 09:52
          Xurku, covida traktuje sam samo jak cyklony, powodzie, wichury, braki pradu z powodu padajacej infrastruktury lub z powodu wszystkich innych wymienionych wyzej. Sa to rzeczy, ktore sie dzieja i nie mam na nie zadnego wplywu oprocz znalezienia sie w wygodnym otoczeniu, czyli 'jak przetrwac' dziejace sie zmiany tutaj odbywajace sie juz lat bez uszkodzenia sobie glowy rozmyslaniami. Covid tylko dolozyl.

          rozumiem, o tym nie pomyslalam, ze potencjalne katastrofy moga nalezec do codziennosci, bo w Europie tak nie jest.

          Nie wrocimy juz calkowicie do robienia zakupow w sklepach. Nawet moja wies wrocila do dostaw domowch. Zaludnily sie tez male sklepy jak rzeznik, ktory przed kovidem ledwie dyszal. Obydwa sie rozbudowaly. Powiekszyl sie tez sklep z jedzeniem organicznym.


          bardzo pozytywny trend, ale nie obserwuje go u nas. wrecz przeciwnie, mam wrazenie ze te male padaja a duza sieciowka to wykorzystuje ograniczajac z braku konkurencji asortyment. ludzie kupuja tez znacznie wiecej online z dostawa do domu a mniej chodza do sklepow. wszystkie targi sa na razie albo niedozwolone albo im sie nie oplaca (nie wiem, bo przepisy wciaz sie zmieniaja), ale mysle, ze tak nie zostanie i ze jak targi znow powroca, to sieciowka rowniez ponownie rozszerzy asortyment. co pewnie pozostanie to to kupowanie online. ja sie z pewnoscia na to nie przestawie, poniewaz haptyczny kontakt z kupowanym obiektem jest dla mnie kluczowy. ale moze sie okazac, ze zostane zmuszona, bo wiele towarow bedzie tylko i wylacznie do nabycia online.
          • luiza-w-ogrodzie Jaka piękna katastrofa :) 27.02.21, 10:07
            xurek napisała:
            ]
            > rozumiem, o tym nie pomyslalam, ze potencjalne katastrofy moga nalezec do codziennosci, bo w Europie tak nie jest.

            **jeszcze nie jest aż tak ale już się zaczyna**

            Australia jako płaski, niemal bezrzeczny i slabo zalesiony kontynent jest pierwszym obszarem na którym od kilkunastu lat świetnie widać pogłębiające się skutki i skalę globalnego ocieplenia. Jest źle i będzie gorzej.

            Im bardziej na północ Australii tym bardziej tropikalny klimat z cyklonami, powodziami, porą deszczową i suchą oraz chorobami powodowanymi orzez pierwotniaki roznoszone orzez komary (jak malaria).

            Im bardziej w głąb lądu tym bardziej sucho, katastrofalnie gorąco i więcej jadowitych węży i pająków.

            COVID to przy tym pikuś, te miastowe ludzie to się tym przejmują jakby to było nie wiadomo co 😁

            Luiza-w-Ogrodzie
            Mówił Kon Fu Tse: Chcesz być szczęśliwy kilka chwil? Upij się. Kilka lat? Ożeń się. Całe życie? Załóż ogród...
    • luiza-w-ogrodzie Komu nowe, temu nowe :) 27.02.21, 03:17
      Xurek, ekstra watek a Twoje komentarze sa bardzo interesujace i szczegolowe.

      To jak odbieramy zmiany spowodowane przez COVID zalezy od (oczywista oczywistosc alert!) naszej sytuacji domowej, rodzaju pracy i potrzeb psychologicznych czy spolecznych. W moim przypadku zmiany byly niewielkie, wiekszosc z nich na lepsze.

      Dla mnie najbardziej zmienilo sie to ze nie polecialam do Mamy tego lata oraz ze moj fitnesklub byl zamkniety i przez kilka miesiecy nie widywalam sie twarza w twarz ze znajomymi. No i oczywiscie przejscie na prace przez Internet. W sumie bardzo dobrze na tym wyszlam, odpoczelam od corocznych podrozy do Polski, nauczylam sie duzo o pracy online, robieniu filmow (co zawsze odkladalam "na pozniej"), nie musze jezdzic po calym Sydney na warsztaty a ogrod, porzadnie dogladniety tego lata (plus deszczowy rok), pieknie owocuje i cieszy oko.

      Pytasz jakie dlugotrwale zmiany pozostana na stale po COVID? Pewnie takie jak opisane przez innych. W Australii mysle ze bedzie tak:

      * Procedury higieniczne: dezynfekujace zele, utrzymywanie odleglosci w restauracjach, kosciolach i innych miejscach gdzie pod dachem zbieraja sie ludzie. Co prawda w moim stanie od prawie 50 dni nie bylo ani jednego nowego przypadku, ale kazdy pasazer przybywajacy z zagranicy podnosi ryzyko pojawienia sie nowych ognisk zakazenia, wiec nalezy byc czujnym ;)
      * W duzych firmach prowadzacych dzialalnosc nieprodukcyjna (jak pisaly tu osoby tak pracujace), bedzie promowana praca z domu a w biurach "hot desks" dla redukcji wydatkow na utrzymanie przestrzeni biurowej.
      * Wymog przedstawiania wyniku badan na obecnosc wirusa/swiadectw szczepienia przed lotami miedzynarodowymi tez pewnie zostanie.
      * Zakupy przez internet z dostawa do domu wliczajac kupowanie potraw na wynos, zostana bo sa wygodne.
      * Zredukowana baza turystyczna i restauracyjna; ostaly sie te, ktore po przetrwaniu najciezszego okresu calkowitego zamkniecia (wowczas rzad placil specjalne zasilki na podtrzymanie biznesow) potrafily sie odnalezc w wirtualnym swiecie i ograniczeniach spowowodanych pandemia. W Australii kwitnie lokalna turystyka, szczegolnie male hotele, kempingi, domki do wynajecia. Wielkie hotele nastawione na turystow zagranicznych, konferencje i zjazdy firmowe slabo sie maja, jak i akademiki, swiecace pustkami.
      * Mniej pracownikow sezonowych i zagranicznych studentow to mniej rak do pracy w kiepsko platnych sektorach takich jak gastronomia oraz rolnictwo - szczegolnie zbieranie owocow i warzyw (takich, ktore musza byc zbierane czy sortowane recznie). To sie przelozylo na wyzsze ceny warzyw i owocow.
      * Decentralizacja pracy, rozrywki, opustoszenie centrow miast, co pociagnie za soba dalsze bankructwo sklepow, restauracji i lokali rozrywkowych obslugujacych osoby pracujace w City.
      * Niekorzystne zmiany polityczne, przepisy ograniczajace wolnosc obywateli a takze zwiekszajace sile bogatych konserwatywnych mediow, wprowadzone w czasie pandemii, ktore pozostana w mocy i po niej.
      * Medyczne teleporady, latwiejszy dostep do lekarzy przez internet (np wystawianie skierowan, recepty nie wymagaja skladania wizyty i daja lekarzom wiecej czasu na pacjentow potrzebujacych pomocy)
      ...i duzo, duzo innych specyficznych dla Australii, jak zasilki dla bezrobotnych, sprawa finansowania uniwersytetow i szkol etc etc

      Pozdrawiam, jak zawsze zanurzona w ogrodzie, projektach spolecznosciowych i protestach antyrzadowych.

      Luiza-w-Ogrodzie
      Mówił Kon Fu Tse: Chcesz być szczęśliwy kilka chwil? Upij się. Kilka lat? Ożeń się. Całe życie? Załóż ogród...
      • kan_z_oz Re: Komu nowe, temu nowe :) 27.02.21, 05:48
        Czyli ogolnie sie zgadzamy do tego jak to wplynelo na Australie.
        Styl zycia czyli komfort i wygody sa bardzo indywidualne i zroznicowane.

        Dla nas zawsze bylo wazne jedzenie. Ubrania mniej i nie twierdze, ze nie powinny byc lub ktos powinien zrezygnowac.
        Przed kovidem zamontowalismy zamrazerke w piwnicy oraz polki na przetwory aby nie musiec jezdzic gdy nam nie pasuje lub restauracje sa zajete. Kuchnia tez zostala wyposazona w sprzet. Moge wiec gotowac ile chce i co chce co uprawiamy przetwarzajac wieczorami jako czesc socjalna. To akurat lubimy. Kuchnie calego swiata -prawie.

        Lubimy tez wysilek fizyczny - jka przystalo na dwojke wf-stow z zamilowania. Ogrod dostarcza wysilku, Pan maz uzupelnia zajeciami karate, na ktore nie bylo mowy w Sydney ze wzgledu dystanse, prace itp. W sytuacji kovida sie tylko polepszylo. Specjalisci nie chca walesajacych sie sprzedawcow. Nie ma dodatkowych konferencji firmowych i nikt na nie nie czeka. Ludzie ogolnie ciesza sie zyciem domowym oraz nagla dostawa czasu na uprawianie czasu z rodzina, gdzie przed nie bylo zadnej mozliwosci.

        Mamy czas no to; krewetki z BBQ.
      • xurek Re: Komu nowe, temu nowe :) 27.02.21, 09:57
        Niekorzystne zmiany polityczne, przepisy ograniczajace wolnosc obywateli a takze zwiekszajace sile bogatych konserwatywnych mediow, wprowadzone w czasie pandemii, ktore pozostana w mocy i po niej.

        oraz sile platform socjanych i internetowych typu google tudziez koncernow wysylkowych (amazon & co). temat rzeka, jak dla mnie jeden z bardziej niepokojacych aspektow obecnych i nadchodzacych zmian. rozpisze sie jak znajde wystarczajaco czasu. moze napiszecie cos na temat wyniku walki australijskiego rzadu z facebookiem i googlem?
        • kan_z_oz Re: Komu nowe, temu nowe :) 27.02.21, 10:19
          Google utlukl ustawe. Zostal zmuszony. Bedzie placil w Australii, UK oraz US za wiadomosci gazetom oraz stacjom TV. Porozumienia sa prywatne. Na ta sama droge wszedl FB i musial sie wycofac z blokady medialnej. Chodzi oczywscie aby zaczac ich traktowac jako biznesy, ktore musza placic podatki od dzialalnosci. AU podjela pierwszy krok. Za Trumpa nie bylo szans.

          Reszta oczywiscie podazy. Obydwa przegraly.
        • luiza-w-ogrodzie Jestem zalamana nowa ustawa o mediach 28.02.21, 00:04
          xurek napisała:

          > oraz sile platform socjanych i internetowych typu google tudziez koncernow wysylkowych (amazon & co). temat rzeka, jak dla mnie jeden z bardziej niepokojacych aspektow obecnych i nadchodzacych zmian. rozpisze sie jak znajde wystarczajac o czasu. moze napiszecie cos na temat wyniku walki australijskiego rzadu z facebookiem i googlem?

          To nie byla walka rzadu z FB i Google, tylko proba wyciagniecia od nich pieniedzy na wielkie koncerny medialne, takie jak konserwatywna, prawicowa News Corporation Ruperta Murdocha, w ktorego kieszeni siedzi rzad federalny i wiele organizacji politycznych.

          Niestety udalo sie, FB i Google poddaly sie nowo uchwalonej ustawie, w mysl ktorej beda placic organizacjom medialnym za wiadomosci, ktore te dwie platformy beda u siebie publikowac. Oczywiscie nie beda kupowac wiadomosci od malych, lokalnych i niezaleznych mediow. Oczywiscie te pieniadze nie przyczynia sie do rozwoju dziennikarstwa. Przeplyw pieniedzy bedzie od jednych miliarderow do drugich, News Corp sie wzmocni, male gazety i portale upadna. Bo o to wlasnie chodzilo.

          Do tego koncerny medialne beda mialy dostep do zmian w algorytmach FB i Google, co zwiekszy szanse popularyzacji skrajnie prawicowych idei i wspierania obecnego rzadu. W zamian FB i Google beda mialy dostep do danych osobowych zbieranych przez tradycyjne media.

          A mozna bylo po prostu opodatkowac FB i Google i wzmocnic prawa chroniace prywatnosc.
          Jestem zalamana.

          Komentarz w pigulce w jak zawsze nieocenionym The Juice Media, ich satyryczne filmiki budza we mnie gorzki smiech i chec mordu... zaczyna sie od obrazu komentatorki na tle panstwowego godla w ktorym glowy emu i kangura sa zastapione kamerami a jej pierwszym slowom o premierze Australii towarzyszy zdjecie Ruperta Murdocha, potem jest tylko jeszcze lepiej, to znaczy gorzej

          • kan_z_oz Re: Jestem zalamana nowa ustawa o mediach 28.02.21, 07:23
            Oczywiscie, ze najbardziej skorzystaly media Ruperta, co przy obecnym rzadzie AU jest jasne. Skorzystaly tez ABC oraz the guardian. Zgoda, ze opodatkowanie jest najlepszym rozwiazaniem ale widze to optymistycznie jako pierwszy krok kruszenia wielkosci oraz hegemonii gigantow.

            EU chce od ww dokladnie ile placa oraz gdzie w ceglach a nie calosciowo. Ile placa za biznes na Wyspach Dziewiczych a ile w Australii lub Szwajcarii. UK stoi troche oscia w gardle do wymagan i mysle, ze polegnie.
            Kovid to wymiotl (zle/dobrze inna kwestia), bo wszystkie budzety krajowe bardzo ostro nadwyrezone i napiete.

            Do tej pory nie bylo mowy tutaj aby ktos postawil sie Googlowi czy FB w kraju, ktory stanowi 0.9% ich dochodow lub mniej.
            • kan_z_oz Re: Jestem zalamana nowa ustawa o mediach 28.02.21, 07:38
              Media Ruperta cierpia na ogromny rozdzwiek miedzy starym gangsterem (jesll kogos ta nazwa obraza to sugeruje przeczytanie kilku ksiazek sprzed lat 20-tu w temat wojny o 'turf' ze starym Packerem w Sydney).
              Najmlodszy syn sie odcial i zrezygnowal z udzialu w zarzadzie po skandalicznym produkowaniu falszywych informacji na temat pozarow w Australii w gazetach ojca. Sredni syn strategicznie siedzio cicho. Stary w ktoryms momencie zejdzie bo 90+ to oznacza. Skonczy sie hegemonia. Tak skonczylo sie tutaj imperium Packerow oraz Fairfaxow.

              Wiadomo tez co obsadzaja; The Fox, The Australian, troche wplywu na SMH.
              Wiecej pieniedzy dla edytorow oznacza wiecej dziennikarstwa 'investigative style', ktorego jeden Rupert nie obejmie. Wiecej arykulow typu Panama papers wiodace do aresztowania kryminalistow.

              To uwazam za pozytywny ale bardzo maly krok.
          • ertes Re: Jestem zalamana nowa ustawa o mediach 01.03.21, 23:40
            Dzieki Luzia za przyblizenie a wlsciwie wyjasnienie FB vs rzad.
            Oczywiscie to co czytalem to walka z FB po to zeby dofinasowac mniejsza media... czyli bullshit.

            Czego jednak nie rozumiem to tej paniki ze raptem ludzie nie maja dostepu do news, do stron rzadowych, pogody.
            Przeciez to chyba niemozliwe zeby w Australii wszystko przechodzilo przez facebook. Czy moze zwykly zjadacz chleba, niekoniecznie w AU, ma tak wyprany mozg ze wszystko musi byc na facebook???
    • luiza-w-ogrodzie Ertes, 1/3 Amerykanów używa FB dla wiadomości 02.03.21, 04:51
      Tu jest identycznie jak w USA. 1/3 Amerykanów i Australijczyków używa FB jako główne źródło wiadomości. Skoro nie wiesz nawet co sie dzieje w USA, moze unikaj komentarzy na temat Australii?

      techcrunch.com/2021/01/12/study-finds-around-one-third-of-americans-regularly-get-their-news-from-facebook/
      Luiza-w-Ogrodzie

      Despite all our accomplishments we owe our existence to a six-inch layer of topsoil and the fact it rains.
    • xurek Value Chain 02.03.21, 10:00
      Nie znam polskiego odpowiednika, bede wdzieczna, jesli ktos podpowie.

      Obserwuje w czasie mojego ekonomicznie swiadomego zycia, jak bardzo zysk oddala sie od realnych tworcow wartosci i jak bardzo wydluzaja sie lancuchy od producenta do koncowego nabywcy. Eksponencjalny wzrost roli socjalnych mediow i «wirtualnego stylu zycia» niesamowicie przyspieszyl ten proces.

      Producent dobr materialnych, szczegolnie jezeli nie jest rezydentem pierwszego swiata, otrzymuje ochlapy z wartosci, ktora za jego produkt placi konsument. Przed powstaniem wielkich wirtualnych dystrybutorow typu amazon, alibaba & Co utrata wartosci wracajacej do producenta spowodowana byla glownie konkurencja i speklujacjami gieldowymi na wydluzajaczych sie siezkach dystrybucyjnych. Globalni wirtualni dystrybutorzy, tacy jak amazon czy alibaba, stworzyli nowy silny instrument w postaci «dystrybucyjnego szantazu» polegajacego na eliminacji innych drog dystrybucyjnych i dyktat cen oraz prowizji (eliminacji w rozny sposob: wykupienie badz doprowadzenie do zaniechania dzialnosci).

      Producent tresci kulturowo – informacyjnej skonfrontowany jest zas z takim rozdrobnieniem i zawoalowaniem dystrybucji poprzez media socjalne, ze trudno mu sie zorientowac i przestawiac wystarczajaco szybko na wciaz zmieniajace sie potencjalne zrodla dochodu. Droga klasyczna (piosenkarz placony za powielanie jego utworow, dziennikarz zatrudniony «na etacie» badz placony rzetelnie za artykuly) itd itp. przestala praktycznie istniec, pojawily sie za to nowe mozliwosci w postaci roznych rodzajow kompbinacji wirtualnej popularnosci i gotowosci do uzycia jej w szeroko rozumianych celach reklamowych.

      Taki rozwoj gospodarczy faworyzuje specyficzny rodzaj «gospodarczej osobowosci i postawy», najtrafniej chyba opisuje ja slowo «spekulant». Spekulanci sa zwyciezcami tych zmian i dysponuja coraz wieksza finansowa moca a co za tym idzie coraz wiekszym gospodarczo – politycznym wplywem.

      Zwyciezcy tej przemiany opreuja na zupelnie nowym polu, w ktorym jest wiecej prawnych i podatkowych dziur niz w szwajcarskim serze, w ich naturze lezy zas wykorzystywanie owych dziur tylko i wylacznie dla wlasnej korzysci, czesto gesto bez wzgledu na spoleczne konsekwencje.

      Ci zas, ktorzy powinni sie zajac regulacja procesow dla dobra spoleczenstwa (czyli prawodawstwo i administracja rzadowa) sa w 90% wypdadkow, z racji wieku oraz profilu zawodowego oddaleni o lata swetlne od wiedzy potrzebnej do zrozumienia i skutecznego dzialania na tym polu.

      Jestesmy na poczatku tych przemian, ktore zachodza w kosmicznym tempie. Nie potrafie sobie wyobrazic, do czego doprowadza i czy w ogole sa w stanie doprowadzic do jakiejs nowej stabilizacji, czy tez «wieczny kociol szybko nastepujacych zmian» stanie sie nowa rzeczywistoscia.

      Zbudowac czy zburzyc przemyslowa potege jest znacznie trudniej dzieje sie znacznie wolniej, niz zbudowac badz zburzyc wirtualne imperium. Pieniadze schowane w skarpecie przeliczyc i zdac sobie sprawe z posiadanej wartosci potrafi kazdy, zdac sobie sprawe, pojac i madrze gospodarzyc wirtualna waluta bedzie w stanie niewielu. Wszystko to doprowadza do destabilizacji trwalych struktur i gospodarki podobnej do poruszania sie po ruchomych piaskach.

      W rozmowach z Mlodym i jego rowiesnikami (okolo 20-latki w wiekszosci gleboko siedzace w wirtualnym swiecie) obserwuje szokujace przesuniecie wartosci: klasyczna droga wyksztalcenia przestaje miec dla nich sens, bo nie prowadzi w wyraznie definiowalny sposob ani do materialnych korzysci ani do spolecznego uznania. Zaangazowanie w «lokalna» polityke danego regionu badz nawet panstwa rowniez przestaje miec sens, poniewaz globalne wirtualne manipulacje jej kierunkiem i wynikiem maja wieksza moc sprawcza niz lokalne pomysly. Solidarnosc czy odpowiedzialanosc spoleczna to abstrakcja. Rasizm, regionalizm, seksizm, patriotyzm rowniez.

      Zdaje sobie sprawe, ze ten segment nie stanowi dzisiaj wiekszosci mlodziezy, ale jest z racji sposobu zycia ta warstwa, ktora najprawdopodobniej bedzie miala najwiekszy wplyw na ksztaltowanie nowej rzeczywistosci.
      Ludzie, dla ktorych LOL, Frontnite, Pokemon & Co tudziez Bitcoin, Snapchat I TikTok sa bardziej realne niz upieczenie chleba badz wychodowanie rozsliny z ziarna beda najprowdopodobniej rzadzili siwatem. I bedzie ich coraz mniejsza garstka, rzadzaca coraz wieksza masa, o ktorej potrzebach i bolaczkach nie beda mieli i nie beda chcieli miec pojecia.

      Czy bedzie to lepszy czy gorszy siwat? Mysle, ze nie bedzie w nim wojen, ze cele osiagane beda nie przemoca, ale manipulacja. A Fortuny toczyc sie beda jeszcze szybszym kolem.
      • kan_z_oz Re: Value Chain 02.03.21, 10:36
        Xurku, temat rzeka. Dlatego lubie moja wies. Chlop majacy krowy/buflo/owce/kury sprzedaje mieso bezposrednio do rzeznika. To samo z serami, wyrobami, warzywami, owocami. Jest lokalny zegarmistrz, kowal, facet naprawiajcy antyczne meble. Sa produceni kawy, roznych wyrobow, wlaczajac odziezowe, chemiczne, kosmetyki itp. Nie ma posrednikow bo ci zabija biznes czyli produkcje malych biznesow, zapewniajaca dostep ludzi do swietnej jakosci produktu w kompetycyjnej cenie.

        Gowniny produkt pozostaje tym gdzie tak kompetycja zostala zabita. Po zawyzonych zreszta cenach. Smutne.
      • akawill Re: Value Chain 02.03.21, 21:59
        Tak, ciekawe sprawy. Robi się to wszystko bardziej... hałaśliwe. Mam nadzieję, że ciągle wartość będzie można odseparować od hałasu. Pewne zjawiska występują od dłuższego czasu. Te koszulki szyte w Bangladeszu za $1 i sprzedawane w dobrych sklepach za $100. Ciągle można robić te same gwoździe i sprzedawać temu samemu od lat lokalnemu odbiorcy. Albo przerzucić się na inne unikalne śrubki do jakiegoś "hiteku" w innym kraju. Wiedza (rozeznanie) jest też wartością. Przewidywanie przyszłości (z jakimś tam prawdopodobieństwem) za 5 lat oraz 20 lat, ma również wartość.
      • ertes Re: Value Chain 03.03.21, 02:56
        Ja pamiętam jak mono rodzice, dziadkowie narzekali na młodzież czyli nas. Że nic nie robimy, siedzimy na klatkach, ławkach. Palimy papierosy, długie włosy, słuchamy beznadziejnej muzyki.
        Co to będzie z tym światem jak oni dorosną.
        Zniszczą, rozwalą...

        Czy aby historia się nie powtarza?
        Idzie nowe co nie znaczy że starsi muszą to rozumieć.
        • kan_z_oz Re: Value Chain 03.03.21, 08:20
          Bardzo nie na temat. Nikt nie narzeka tutaj jak rodzice to robili na 'mlodych'. Obecnie narzekaja mlodzi ludzie na brak pracy, mozliwosci znalezienia zatrudnienia nawet po ukonczeniu dobrej uczelni. Ludzie z doswiadczeniem na brak tej samje pracy.
          Producenci na brak rynkow zbytu lub braku mozliwosci produkcji bo sa wykanczani przez anty-kompetycjne duze firmy, ktore dostaja czesto dofinasowania z budzetu po to by wykupic i wykonczyc konkurencje, czesto po nielegalnie zanizonych cenach.
          Swiat sie nieco zmienil. Dziadki 'pieprzace' na temat nowej genaracji to zupelnie inny temat.
          • ania_2000 Re: Value Chain 05.03.21, 01:28
            Kan - oczywiscie ze na temat.

            Temat jest tak szeroki, ze kazdy moze na niego spojrzec z innego punktu widzenia. I szerokosci geograficznej. I wieku i doswiadczenia. Nie rzucaj sie od razu na przedmowce.

            Ja odnosze wrazenie ze nowe pokolenie - bedzie bardzo A-spoleczne. Nie w sensie, nieuprzejme, niegrzeczne - tylko bardzo zdane na samo sobie - wychowane zza ekranu, zza maseczki - z odleglosci, w malych grupach rowiesnikow, lub same. Jak sie to przelozy na psychike czlowieka doroslego? Podtykany mu jest wirtualny swiat - w ktorym coraz sie bardziej zanuza.
            Covid to chyba bardzo przyspieszyl. Moja mala obserwacja z mojej dzielnicy - sasiedzi. Jest troche bardzo mlodych rodzin, - duzo jest bezdzietnych. BtW - dzieci w moim pokoleniu pojawialy sie w okolicach 20-25 - teraz, gruuubo po 35,. Sasiedzi - zamawiaja wszystko do domu, nie wychodza prawie wogole. No dla mnie szok. Jak mozna tak zyc? Mlodzi ludzie - nawet spozywcze im przywoza. Albo gotowe boxy z polsurowacmi na obiady. To jedna obserwacja.
            Druga - odnosze wrazenie, ze zaczynamy sie przyzwyczajac to tej naszej Covidowej rzeczywistosci - nikt chyba juz nie chce zeby wrocilo STARE zycie - dzieciaki w szkole non stop. Praca w office - dojazdy. ( ja mowie oczywiscie o takiej "swojej" sytuacji, gdzie jest praca w office).
            Brakuje - mi bardzo mozliwosci podrozowania dalszego - ale sobie to odbijam podrozowniem lokalnym. Mam szczescie, ze mieszkam w atrakcyjnym pod tym wzgledem stanie.
            Inne rzeczy coraz bardziej zachodza w niepamiec - koncerty, mecze sportowe - ba! knajpy.. jakos powoli przestaje mnie do tego ciagnac.

            Mysle, ze Mlodzi - wychowani teraz - nieznajacy tych "naszych" rozrywek i sposobu spedzania czasu, nie beda nawet tesknic za tym za czym my tesknimy. Dla nich nich swiat musi miec WiFi ! :)
            • minniemouse Re: Value Chain 05.03.21, 02:45
              ania_2000 napisała:
              . Moja mala obserwacja z mojej dzielnicy - sasiedzi. Jest troche bardzo mlodych rodzin, - duzo jest bezdzietnych. BtW - dzieci w moim pokoleniu pojawialy sie w okolicach 20-25 - teraz, gruuubo po 35,. Sasiedzi - zamawiaja wszystko do domu, nie wychodza prawie wogole. No dla mnie szok. Jak mozna tak zyc? Mlodzi ludzie - nawet spozywcze im przywoza. Albo gotowe boxy z polsurowacmi na obiady. To jedna obserwacja.

              Aniu, ale oni zawsze tacy byli czy od pandemii? bo nie żebym zaraz koniecznie jakaś anty-opiniowa była, ale przecież trudno sie dziwić, z drugiej strony, ze ktoś teraz prawie nie wychodzi i co sie da zamawia do domu.

              a tak OT to twoja uwaga na temat WIFI przypomniała mi któraś z książek Vonneguta, (czytałam ja ze 45 lat temu wiec niewiele pamiętam poza tym ze świetna była, polecam zresztą i ojca i syna (lol, joke, lol, jako ze raz się pisze Kurt Vonnegut raz Kurt Vonnegut Jr a to ta sama osoba) gdzie najpierw przechodnie zniszczyli robota a potem go naprawili 😄 To chyba byl Breakfast of Champions or Goodbye Blue Monday. Vonnegut był znakomitym, sardonicznym pisarzem.
              OnT - z moich uobserwacji wynika, ludziom trudno zrezygnować z postępu. choćby on i podstępem był.

              Minnie
              • xurek Re: Value Chain 05.03.21, 08:27
                OnT - z moich uobserwacji wynika, ludziom trudno zrezygnować z postępu. choćby on i podstępem był.


                Bardzo trafna obserwacja, zapamietam sobie to porownanie postep = podstep, bo bardzo czesto sie zgadza.

                Ludzie daza przede wszystkim do zaspokojenia sowich instynktownych potrzeb, rzadko mysla dlugodystansowo i zastanawiaja sie nad dlugodystansowymi skutkami. I chyba jest nasz glowny problem.
            • xurek Re: Value Chain 05.03.21, 08:25
              Ja odnosze wrazenie ze nowe pokolenie - bedzie bardzo A-spoleczne. Nie w sensie, nieuprzejme, niegrzeczne - tylko bardzo zdane na samo sobie - wychowane zza ekranu, zza maseczki - z odleglosci, w malych grupach rowiesnikow, lub same. Jak sie to przelozy na psychike czlowieka doroslego? Podtykany mu jest wirtualny swiat - w ktorym coraz sie bardziej zanuza.

              dokladnie to samo napisalam wyzej, zupelnie sie zgadzam. i nie mam pojecia jak ta generacja pokieruje swiatem.
                • xurek Re: Value Chain 06.03.21, 10:57
                  Disageree z czym? Przeciez i ja i Ania napisalyslym, ze nie wiemy, jak ta generacja pokieruje swiatem :).

                  Ale bardzo sie uciesze, jezeli bedziesz mial racje, bo idealny swiat to chyba to, do czego kazdy z nas dazy?
                  • kan_z_oz Re: Value Chain 06.03.21, 12:09
                    Nowa generacja zafunduje rewolucje i wykopie stary system. Nie bedzie to spokojna zmiana, chociaz nie musi byc na drodze wojny. Na tym bedzie polegalo pokierowanie swiatem - zabranie emerytur oraz ukradzinych pieniedzy starym...haha

                    A jak na serio ktos mysli to przebiegnie? Trzymanie sie za rece i spiewanie 'we are the world, we are the children'? Please. Rozejrzyjcie sie co sie dzieje dookola swiata w upadajacych demokracjach jak Hong Kong. Wyksztalceni ludzi na ulicach ryzykujacy 10 lat wiezienia za demonstracje.
                    • xurek Re: Value Chain 07.03.21, 18:26
                      Na tym bedzie polegalo pokierowanie swiatem - zabranie emerytur oraz ukradzinych pieniedzy starym...haha

                      Uwazasz to naprawde za zabawne? Wiekszosc "starych" rzetelnie przez cale lata pracowala na te emerytury, ci, ktorzy kradna to margines.
              • minniemouse Re: Value Chain 07.03.21, 02:48
                xurek napisała:
                wychowane zza ekranu, zza maseczki - z odleglosci, w malych grupach rowiesnikow, lub same. Jak sie to przelozy na psychike czlowieka doroslego? Podtykany mu jest wirtualny swiat - w ktorym coraz sie bardziej zanuza.
                > dokladnie to samo napisalam wyzej, zupelnie sie zgadzam. i nie mam pojecia jak ta generacja pokieruje swiatem.


                prawie każde pokolenie tak mówi o następnym. niedawno oglądałam kawałek programu "The Sixties" - wtedy tez był bardzo duzy przeskok miedzy generacjami. Hippisi, anti-establishment, rewolucja seksualna, kulturalna, dążenie do myślenia pacyfistycznego zamiast wojen, eksperymenty z LSD i marijuana, przełomowa nowa muzyka rock, itd, itd, itd.
                tez wtedy rozpaczano " co młodzi ze światem zrobią".

                Minnie
                • maria421 Re: Value Chain 07.03.21, 11:24
                  Kazda epoka ma swoje " O tempora! O mores!" , kazde pokolenie rodzicow narzeka na mlodziez zapominajac ze kilka dekad wczesniej sami byli mlodzieza.

                  Poniewaz temat z przewidywan trwalych skutkow wywolanych pandemia przeszedl na rozwazania bardziej ogolne, to powiem ze jakkolwiek "nie wszystko co nowe jest postepem", to zeby w ogole postep mogl zaistniej potrzebne jest NOWE. Nawet jezeli po jakims czasie okaze sie ze to nowe nie bylo wcale takie dobre, ze trzeba je naprawic, zastapic nowym NOWYM, to tylko w ten sposob ludzkosc moze sie rozwijac.

                  Ja jestem otwarta na nowe ktore kielkuje, rosnie a ja mam czas zeby sie przyjrzec co z tego wyrosnie. Nie jestem otwarta na zadne rewolucyjne, odgornie narzucane eksperymenty.
                • xurek Konflikt Generacji na temat "lepszosci" 07.03.21, 14:19
                  To prawda, ze prawie kazde pokolenie ma obawy co do tego, w jaki spsob to nastepne przejmie paleczke i dokad poprowadzi swiat. Moim zdaniem obawy uzasadnione, gdyz rozwoj ludzkosci z pokolenia na pokolenie przyjmuje coraz to bardziej niepokojacy kierunek. Osobiscie nie widze tego pokolenia, ktore naprawde poprawilo losy czlowieczenstwa. Pokolenia przejmujace paleczke po wielkich wojnach moze najbardziej, ale jest to chyba spowodowane ich doswiadczeniami i stanem, w ktorym znajduja swiat a nie jakas wyjatkowa "lepszoscia".

                  Najwieksze problemy, z ktorymi ludza cywilizacja boryka sie od 7 tysiecy lat to glod, wojny i choroby. W tym dlugim okresie czasu, mimo niewyobrazalnego postepu technichnego nie udalo sie ludzkosci wyelimonowac zadnego z nich: cale polacie ziemi nadal cierpia na glod, kied rownoczesnie w innych obszarach wyrzuca sie dobra zywnosc do smieci, wojny jak byly tak sa, tylko bron, ktorej uzywamy jest nieporownywalnie efektywniejsza, wiec zabija szybciej i wiecej, zlikwidowalismy wiele chorob zbierajacych bogate zniwo (dzuma, ospa itd) i stworzylismy nowe z nie miejszym poglowiem trupa (cukrzyca, nowotwory, miazdzyca itd).

                  Co z cala pewnoscia uleglo optymalizacji to wygoda i dlugosc zycia, ale nie jestem pewna, czy jest ona warta ceny, ktora za nia placimy my i cala planeta. Wygodne zycie czesto doprowadza do fizycznej ulomnosci i psychicznych depresji badz innych chorob, zasoby konieczne do stworzenia tej wygody zniszczyly wiekszosc pierwotnych ekosystemow Ziemi, znacznie dluzsze zycie niekoniecznie jest zyciem szczesliwszym, gdyz bezcelowa wegetacja w domach starosci, nawet jezeli bardzo wygodnych, jest dla wielu psychiczna katorga.

                  Jak juz kilka razy napisalam, NIE WIEM; dokad poprowadzi nas nastepna generacja - moja opinia nie wartosciuje, gdyz uwazam, ze generacja ta, aczkolwiek inna, bo inaczej wychowana, nie bedzie ani lepsza ani gorsza od naszej i wielu poprzedzajacych.
    • xurek Postep czy Podstep? 07.03.21, 14:55
      Co to jest postep?

      Postep rozumiany jako unowoczesnienie. W tym rozumiemiu postep ogranicza sie do technologicznego rozwoju i z cala pewnoscia jest ogromny na przestrzeni cywilizacyjnego rozwoju.

      Postep rozumiany jako rozwoj intelektu. W tym rozumieniu postep to zarowno technologiczny rozwoj jak i zwiekszenie „racjonalnosci” i „efektywnosci” spolecznych struktur. W tym rozumieniu postep nie jest juz tak jedonznaczny: ludzkosc wyzwolila sie z wielu irracjonalnych i spolecznie szkodliwych struktur takich jak np. niewolnictwo, uswiadamia sobie szkodliwosc innych i usiluje je poprawic (ucisk kobiet, razism, nietolerancja seksualna i religijna), rownoczesnie tworzy nowe, rownie szkodliwe (coraz wiekszy przepasc miedzy pierwszym / drugim / trzecim swiatem).

      Postep rozumiany jako poprawa jakosci zycia. W tym rozumieniu postep ma pewnie tyle definicji ile ludzi, ktorzy sie nad nim zastanawiaja. Dla mnie wymiarem jakosci zycia jest „stopien szczescia badz zadowolenia”. Czym go zmierzyc? Jakoscia snu? Poczuciem wlasnej wartosci? Poczuciem spolecznej przynaleznosci? Poczuciem bezpieczenstwa? Stopniem fizycznego badz psychicznego zdrowia?

      Dla mnie osobiscie najlepszym wymiernikiem jakosci zycia jest poczucie wewnetrznej rownowagi, uczucie bycia w harmonii ze samym soba, poczucie bycia jednostka wartosciowa i zdolna do samodzielnego zycia. Uczucie to ksztaltowane jest przez wiele bodzcow wychodzacych z szeroko rozumianego wychowania (rodzina, otoczenie, przekazy) oraz otaczajacego nas swiata. Moim zdaniem coraz trudniej w naszym „postepujacym” swiecie osiagnac te wewnetrzna harmonie. Wychowanie kladzie coraz mniejszy nacisk na nauczenie nas „zrozumienia siebie i samoregulacji” a swiat zewnetrzny coraz bardziej natarczywie bombarduje nas „modnymi” badz „slusznymi” modelami zycia pozostawiajac coraz mniejszy margines na bycie soba. Wieczny i wciaz rosnacy pospiech i zgielk sa tak glosne i absorbujace, iz bardzo trudno wsluchac sie w glos wlasnej, czesto zbolalej, duszy.

      I tak sobie mysle, co mi z technicznego i spolecznego postepu, jezeli w glebi duszy czuje sie niespelniona, nie na wlasciwym miejscu, mam poczucie, ze czegos mi brakuje, atakuja mnie stany depresyjne, nie moge spac bez wspomagaczy i zupelnie nie umiem sobie pomoc, bo nikt mnie nigdy nie nauczyl jak. Dla mnie jest to postep nie warty swojej ceny. Z tego, co widze wokol mnie, bardzo wielu ludzi tak odczuwa i bardzo niewielu zdaje sobie sprawe z tego, ze mogloby byc zupelnie inaczej, gdybysmy inaczej definiowali postep i gdzie indziej widzieli jego punkt ciezkosci.

      Ale niestety jedno jest tak stale w tym naszym postepie jak gwiazda polarna: ludzkosc jeszcze nigdy nie zrezygnowala z wyekslpoatowania do ostatniej komorki kazdej zwiekszajacej wygode i latwa rozrywke technicznej innowacji, obojetnie jak wysoka byla jej dlugoterminowa spoleczno-emocjonalna cena.
      • maria421 Re: Postep czy Podstep? 07.03.21, 15:56
        Postep technologiczny i cywilizacyjny ma wiele wspolnego z poziomem zycia, ale ma niewiele wspolnego z indywidualnym odczuciem szczescia, szczegolnie jezeli czlowiek przestaje doceniac to, co ma i uznaje to za oczywiste i mu przynalezne.

        Indywidualne szczescie jest niemozliwe bez wewnetrznej rownowagi, o ktorej Xurek wspomina, a ta sie zaczyna od docenienia tego co jest tak w nas, jak i wokol nas. Rownowagi ktora daje pewnosc stania na obu nogach, co jest pozycja obronna wobec zewnetrznych zawirowan i nie pozwoli poddac sie mijajacym trendom zwanym "postepem".

        Postep to jest to co nam ulepsza zycie, ale tez cos, co nas ulepsza. To, co nas ulepsza to nie jest postep technologiczny lecz duchowy. To z potrzeby ludzkego ducha, z potrzeby poczucia sprawiedliwosci powstaly systemy w ktorych prawo jest dla czlowieka, a nie czlowiek dla prawa. Systemy w ktorych to czlowiek, przez samo bycie czlowiekiem, jest podmiotem. To jest postep ktory kreuje nasza swiadomosc, choc zdaje sobie sprawe z tego, ze jest to kruche dobro o ktore nalezy ciagle dbac.
        • akawill Re: Postep czy Podstep? 08.03.21, 16:52
          No właśnie.

          Mam taki dziwny obraz siebie kiedyś w innej ale realnej rzeczywistości jako niebieskookiego blondasa w Galicji przed chałupą przed którą prawie cały czas jest błoto i koło której nigdy nie będzie konia :) Proste i ciekawe życie, bez zbytnich ambicji, do jakichś czterdziestu paru lat. Nie wiem do końca czy to na temat...

          Niewątpliwie jest postęp. Są statystyki. Długość życia, śmiertelność noworodków, liczba ofiar zbrojnych konfliktów itp itd. Moim zdaniem to jest coś bardzo realnego. Własne odbieranie tej rzeczywistości jest już mniej realne i tylko punktem w statystykach.

          Ja traktuję postęp jako zmniejszenie różnych barier. Chciałbym, aby był pokój, uniwersalny dochód (jakaś minimalna danina od globalnego rządu) oraz minimum opieki zdrowotnej. A przede wszystim wolność, do robienia czego się chce, jak się chce i gdzie się chce, w jakichś tam ramach społecznych.

          Xurek, czytając Cię zastanawiam się w jakim stopniu akceptacja jest ważna.
          • xurek Re: Postep czy Podstep? 08.03.21, 21:55
            Mam taki dziwny obraz siebie kiedyś w innej ale realnej rzeczywistości jako niebieskookiego blondasa w Galicji przed chałupą przed którą prawie cały czas jest błoto i koło której nigdy nie będzie konia smile Proste i ciekawe życie, bez zbytnich ambicji, do jakichś czterdziestu paru lat. Nie wiem do końca czy to na temat...

            Temat tak szeroki, ze wszystko jest na temat. Ten obraz, ktory roztoczyles, coraz rzadziej dotyczy dzisiaj "blondasow", ale wciaz jeszcze calej rzeczy populacji ludzkiej, mam wrazenie, ze rzesza ta znow zaczyna sie powiekszac. Trzeba tylko zmeinic koloryt i moze konia na lodke a bloto na smietnisko plywajace po wodzie. Albo jakies wyzyny Kurdystanu itd.

            Xurek, czytając Cię zastanawiam się w jakim stopniu akceptacja jest ważna.

            Zbyt enigmatyczne, nie bardzo rozumiem. Moze rozwiniesz? Akceptacja czego przez kogo i jak to odnosi sie do mnie?
              • xurek Re: Postep czy Podstep? 09.03.21, 10:56
                Mysle, ze powinien imie nieco przestylizowac, np. na "Eingman" :) :) :)

                Moja mama, lat 85, zapominajaca coraz czesciej coraz wiecej powiedziala, ze ma na drugie i trzecie Dementia Antica :)
                • akawill Re: Postep czy Podstep? 09.03.21, 16:06
                  Ależ ja chcę być enigmatyczny. Enigma jest sexy a w moim wieku to ważne; niewiele mam innych atutów więc łapię się czego można!

                  Xurek, napisałaś:
                  "I tak sobie mysle, co mi z technicznego i spolecznego postepu, jezeli w glebi duszy czuje sie niespelniona, nie na wlasciwym miejscu, mam poczucie, ze czegos mi brakuje, atakuja mnie stany depresyjne, nie moge spac bez wspomagaczy i zupelnie nie umiem sobie pomoc, bo nikt mnie nigdy nie nauczyl jak."

                  Gdy ja tak mam to wiąże się to ze sprzeciwem przeciwko czemuś tam lub komuś tam. I antidotum jest akceptacja. Ja może nie chcę wziąć, albo nie potrafię, ale to antidotum istnieje. Z drugiej strony taka skłonność do sprzeciwu to trochę jak rak... piszę o sobie.

                  Ale zostawiając samopsychoanalizę na boku i pisząc na temat, wydaje mi się że taki sprzeciw jest jednych z dwóch głównych motywatorów postępu. Nie akceptujemy tego błota przed chałupą. Drugim jest zysk. Czy jeszcze coś innego?

                  Idąc dalej... więc postęp jest, bo chyba musi być. O motywacjach beknąłem powyżej. A co jest celem? O tym chyba Xurek myślałaś w tym cytacie powyżej. No chyba szczęście, prawda? Różni ludzie różnie to szczęście postrzegają i percepcja ludzka też się zmienia z czasem.

                  Może wiecie że Bhutan jest najszczęsliwszym krajem.
                  Tu jest jeden z artykułów na temat
                  Ten punkt 2 trochę mnie zadziwia. Oby im się nie popsuło.
                  • maria421 Re: Postep czy Podstep? 09.03.21, 16:15
                    akawill napisał:

                    > Ale zostawiając samopsychoanalizę na boku i pisząc na temat, wydaje mi się że t
                    > aki sprzeciw jest jednych z dwóch głównych motywatorów postępu. Nie akceptujem
                    > y tego błota przed chałupą. Drugim jest zysk. Czy jeszcze coś innego?

                    Ciekawosc i potrzeba- matka wynalazku.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka