Dodaj do ulubionych

Uwaga: Plusy i minusy

06.06.05, 15:35
posiadania dochodzacego/ cej.
moze zaczne od swojej oceny: wygoda z osoaba dochodzaca jest wlasnie samo
dochodzenie a nie wieczne platanie sie po chalupie i zawracanie dupy.
taki to nie narobi balaganu w szafie,nie kopnie kota lub psa w dupe.
Nie jest wybredny w jedzeniu i nie powtarza ciagle:znowu te cholerne
makarony!
Nie ma znaczenia czy podobaja mu sie tapety lub dywan.
nie trzeba konsultowac kazdego kupna majtek lub krzesla
jak nie opuszcza klape w sraczu i nie zakreca pasty do zebow to mozna go
olac bo i tak nie jest codziennie.
Nie trzeba prac jego ciuchow.Najwyzej mozna nakazac rozbieranie sie zaraz u
drzwi.
kolezankom mozna zawsze przedstawic takiego typa ,jak go zastana w
domu ,jako hydraulika lub elektryka albo tego pana od pralki.
taki to przyjdzie i pojdzie i nawet nie zauwazy koloru szlafroka,nie mowiac o
nowej sexi bieliznie ,ktora sie otrzymalo w prezencie od innego
dochodzacego.
jedna z niewatpliwych zalet dochodzacego jest niezaleznosc finansowa i
swoboda dyspozycji.Wydaje sie pieniadze na co sie chce a nie na raty za
samochod lub nowe wedki. itd itp
Minusem dochodzacego jest: 1.przyzwyczajenie 2.jak sie znudzi co z tym robic
3.Mozna stracic kolezanke ,ktorej sie to cudo odstapilo czyli tzw syndrom
uzywanego samochodu :))
Obserwuj wątek
    • basia553 Re: Uwaga: Plusy i minusy 06.06.05, 17:23
      Donie, przeciez od lat to glosze (choc nie zawsze sie tego trzymam).
      Nie rozumiem minusöw: jakie przyzwyczajenie? A jak sie pozbyc? Latwiej, jak
      stalego:)))))))
    • bird_man Re: Uwaga: Plusy i to jakie !!! 06.06.05, 21:18
      Drogi Donie, tylko PLUSY !!
      Dochodzaca:
      1. nie pyta sie glupio "o czym myslisz" ?
      2. nie ma pretensji typu: "dlaczego ze mna nie rozmawiasz" ?
      3. nie czepia sie ze wydaje moje pieniadze na nowy komputer i Porsche Boxter S
      4. jest mloda, ma sprezyste cialo i gladka skore
      5. robi to co od niej wymagam i za co place
      6. jest tansza w utrzymaniu
      7. moge spokojnie i przyjemnie spedzic dzien wg moich wyobrazen po wspolnym
      sniadaniu..
      8.
      9.
      10.
      ......
      1000. wie, ze jak mi sie nie spodoba to jej powiem "ciao kotku" i sobie wezme
      inna.....
      Jak widzisz sa SAME ZALETY !!
      pozdrawiam
      ptaszek
      • don2 Re: Uwaga: Plusy i to jakie !!! 06.06.05, 21:31
        Acha,ty masz na mysli " dochodzaca pomoc domowa " to inna para kaloszy.fakt jak
        placisz to kontrakt obowiazuje i nie ma o czym gadac :)))
        • bird_man Re: Uwaga: Plusy i to jakie !!! 06.06.05, 21:37
          moja "dochodzaca pomoc domowa" jest momentalnie 23-letnia egzotyczna studentka
          z jeszcze bardzej egzotycznego azjatycznego kraju, ktorej to udzielam
          korepetycji w niemieckim,angielskim i francuzkim.
          pozdrawiam
          ptaszek
    • szfedka Re: Uwaga: Plusy i minusy 06.06.05, 22:20
      a po diabla jaki dochodzacy, czy dojezdzajacy czy na stale...
      na pohybel z nimi...
      • don2 Re: Uwaga: Plusy i minusy 06.06.05, 22:20
        szfedka :))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))
        ))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))
        )))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))
        • kan_z_oz Re: Uwaga: Plusy i minusy 07.06.05, 08:26
          Wybierajac miedzy opcja Dona i Ptaszka - wolalabym kontraktora niz
          dochodzacego. Zadnych uprzedzen do dochodzacego, tylko sprawa gustu.

          Pozdrawiam
          • xurek Naprawde tak myslicie? 07.06.05, 11:16
            Chyba jakas niedzisiejsza jestem, bo zdecydowanie preferowalam i nadal czynie
            model staly.
            Ale nie bede pisac dlaczego, bo az mi samej glupio takie staroswieckie
            sentymenty w eter puszczac :)))

            Xurek
            • jan.kran Re: Naprawde tak myslicie? 07.06.05, 12:52
              Xurku, przecież i tak nikt nie napisze co preferuje...
              Lepiej napuszyć piórka lub zapalić cygaro i opowiadac co ślina na klawiature
              przyniesie :-))))))))
              Kran ( w przyciasnym szlafroczku )
              • don2 Re: Naprawde tak myslicie? 07.06.05, 13:19
                Obojetnie Kranie co tylko bys nie preferowala to pozostaje to tylko w Twoich
                marzeniach.Normalna kobieta,lub mezczyzna nie zyje w celibacie,wmawiajac sobie
                ,ze tak samemu sie chce !!! Prawda Ptaszku ? Musza byc tego przyczyny jak np
                Wiezienie ,choroba (i to tylko oslabiajaca :) ) Albo prezencja odstraszajaca
                plec przeciwna.najczesciej to ostatnie :)))))))))))))))))))))))
                A teraz zapale fajke i bede napawal sie swoim brakiem PP i swoim okrucienstwem
                • szfedka Don, nie wiesz? 07.06.05, 13:51
                  don2 napisał:

                  > Obojetnie Kranie co tylko bys nie preferowala to pozostaje to tylko w Twoich
                  > marzeniach.Normalna kobieta,lub mezczyzna nie zyje w celibacie,wmawiajac
                  sobie
                  > ,ze tak samemu sie chce !!! Prawda Ptaszku ? Musza byc tego przyczyny jak np
                  > Wiezienie ,choroba (i to tylko oslabiajaca :) ) Albo prezencja odstraszajaca
                  > plec przeciwna.najczesciej to ostatnie :)))))))))))))))))))))))
                  > A teraz zapale fajke i bede napawal sie swoim brakiem PP i swoim
                  okrucienstwem



                  To sie nazywa freelance ;-)
              • lalka_01 Re: Naprawde tak myslicie? 07.06.05, 13:39
                Reasumujac - Kranie musisz miec chlopa, bo jak go nie masz tos stara, glupia i
                brzydka. Swiat sie wprawdzie od czasow naszych babc zmienil, ale nie wszyscy
                ludzie jak widac razem z nim.
                • don2 Re: Naprawde tak myslicie? 07.06.05, 14:12
                  Reasumujac - Kranie musisz miec chlopa, bo jak go nie masz tos stara, glupia i
                  brzydka. Swiat sie wprawdzie od czasow naszych babc zmienil, ale nie wszyscy
                  ludzie jak widac razem z nim

                  Swiat nie zmienil sie od czasow naszych praprapraprapra babc i dziadkow.O
                  glupocie ,to mozna tylko mowic autorki wpisu !!
                  natura tak nas stworzyla i wszystko inne to zawracanie dupy.Asceza i celibaty
                  sa zarezerwowane dla duchownych,swietych itp.
                  Normalny czlowiek,zyje normalnie ! tzn ma partnera/ke.O szczegolnych powodach
                  do zycia solo nie wspomne,bo to temat nie majacy nic wspolnego z tym o czym
                  dyskutujemy.
                  • don2 Re: Naprawde tak myslicie? 07.06.05, 14:20
                    Aktualnie pale Tilbury-cherry cream.Zupelnie przyzwoity,kupuje go w
                    PL,produkcja niemiecka.Ulubione cygara niestety niedostepne sa w moim kaczym
                    dolku.Co do Porsche,to dawno temu posiadalem wspanialy ex. super 90 cabrio z
                    roku 1958.niestety powodowany glupota zamienilem na inne auto.Dzis bym bym
                    wzbudzal sensacje na spotkaniach Porsche.Ale Ptaszku z autami jak z
                    babami,kiedys mielismy sportowe ,na starosc mamy solidne combi lub wygodna
                    szeroka limuzyne:))Pozdrawiam
                  • xurek Re: Naprawde tak myslicie? 07.06.05, 14:22
                    Tak sie watek „rozbudowal“, ze zaczelam sie zastanawiac „na powaznie“ (nie bez
                    znaczenia jest przy tym fakt, ze pracowac zupelnie mi sie nie chce :)).

                    Wole partnera stalego bo:
                    - zawsze jest do kogo gebe otworzyc
                    - zawsze jest ktos do wywiercenia dziury, wkrecenia nowej zarowki itd
                    - zawsze jest z kim pojechac na urlop badz spedzic weekend
                    - ma sie majac dzieci wiecej wolnego czasu, niz bedac z nimi solo i
                    latwiej je wychowywac w dwojke
                    - jest sie z kim wspolnie zestarzec
                    - ma sie partnera sexualnego „bez szukania“
                    - to mile uczucie, bycia kochanym i potrzebnym
                    - ma sie kogos, kogo problemy naprawde obchodza i pomaga je rozwiazac
                    - jest na kogo zlozyc chociazby kawalek odpowiedzialnosci „za zycie“
                    - nie cierpie klasc sie i budzic „w pustym lozku“.

                    Patner dochodzacy bylby dla mnie dopiero wtedy „lepsza alternatywa“, kiedy
                    przestalabym wierzyc w mozliwosc „dluzszej niz na chwile“ milosci i przyjazni i
                    serdecznego stosunku do siebie na wzajem.

                    Brak partnera dla mnie osobiscie to ostatnia i najmniej atrakcyjna mozliwosc,
                    bo nie lubie zyc sama.

                    Xurek
                    • ani-ta Re: Naprawde tak myslicie? 07.06.05, 14:38
                      i ja sie pod xurkiem podpisuje wszystkimi konczynami:)
                      ale fakt...
                      innego rozwiazania nie znam:P
                      i poznac nie zamierzam:P
                    • bird_man Re: Naprawde tak myslicie? naprawde 07.06.05, 14:38
                      xurek napisała:

                      > Tak sie watek „rozbudowal“, ze zaczelam sie zastanawiac „na p
                      > owaznie“ (nie bez
                      > znaczenia jest przy tym fakt, ze pracowac zupelnie mi sie nie chce :)).
                      >
                      > Wole partnera stalego bo:
                      > - zawsze jest do kogo gebe otworzyc

                      1. nie odczuwam potrzeby gadania dla gadania ani plotkowania

                      > - zawsze jest ktos do wywiercenia dziury, wkrecenia nowej zarowki itd
                      2. potrafie to robic sam lepiej od jakiejkolwiek "pomocy domowej"

                      > - zawsze jest z kim pojechac na urlop badz spedzic weekend
                      3. urlop z kims to horror - nawet w urlopie jestes niewolnikiem

                      > - ma sie majac dzieci wiecej wolnego czasu, niz bedac z nimi solo i
                      > latwiej je wychowywac w dwojke
                      4. nie dotyczy

                      > - jest sie z kim wspolnie zestarzec
                      5. Sama mysl o tym przyprawia mnie o dreszcze.. jak bede czul, ze moj czas
                      nadszedl to sobie sam wybiore czas i miejsce na odejscie..
                      > - ma sie partnera sexualnego „bez szukania“
                      6. Nie musisz specjalnie szukac jak cie na to stac (jakbys tego nie
                      interpretowala) - miliony kobiet stoja do dyspozycji
                      > - to mile uczucie, bycia kochanym i potrzebnym
                      6. masz racje, milym uczuciem jest rowniez poranny prysznic po udanej nocy i
                      swiadomosc, ze nastepne 2-3 dni mam spokoj i moge palic swoja fajke kiedy i
                      gdzie chce..
                      > - ma sie kogos, kogo problemy naprawde obchodza i pomaga je rozwiazac

                      7. moje problemy rozwiazuje zawsze sam i nie potrzebuje nikogo do pomocy.

                      > - jest na kogo zlozyc chociazby kawalek odpowiedzialnosci „za zycie“

                      8. Nie dotyczy - potrafie ponosic konsekwencje za moje postepowanie i jestem
                      odpowiedzialny az nadto.
                      > - nie cierpie klasc sie i budzic „w pustym lozku“.

                      9. Uwielbiam to uczucie - czasami z innych powodow godze sie na dzielenie go z
                      inna osoba.

                      > Patner dochodzacy bylby dla mnie dopiero wtedy „lepsza alternatywa“
                      > , kiedy
                      > przestalabym wierzyc w mozliwosc „dluzszej niz na chwile“ milosci i
                      > przyjazni i
                      > serdecznego stosunku do siebie na wzajem.
                      10. w przyjazn wierze, ale z przyjaciolmi nie sypiam. Wiare w swietego mikolaja
                      stracilem juz dawno.
                      > Brak partnera dla mnie osobiscie to ostatnia i najmniej atrakcyjna mozliwosc,
                      > bo nie lubie zyc sama.
                      11. To jest najlepsza mozliwosc jezeli chcesz BYC WOLNYM CZLOWIEKIEM
                      Nie kazdy nim chce byc i ja to akceptuje

                      pozdrawiam
                      ptaszek
                      • xurek Re: Naprawde tak myslicie? naprawde 07.06.05, 15:29
                        1. nie odczuwam potrzeby gadania dla gadania ani plotkowania

                        Ja tez nie. Ale odczuwam potrzebe podzielenia sie refleksjami z dnia,
                        porozmawiania o zajmujacych mnie tematach. I cieszy mnie, ze nie zawsze w tym
                        celu musze sie z kims gdzies umowic, czasem moge po prostu zrobic to „bez
                        wysilku“ w domu.

                        2. potrafie to robic sam lepiej od jakiejkolwiek "pomocy domowej"
                        Ja nie potrafie a zadna „platna pomoc“ nie zrobi np. mebli dla dziecka
                        dokladnie takich jak sobie wymazylam(lismy) wkladajac w to tyle serca. Mnie
                        cieszy takie „budowanie gniazdka pospolu“ jak rowniez, ze ktos mnie w czyms
                        wyreczy, nawet jezeli to umiem a po prostu mi sie nie chce.

                        3. urlop z kims to horror - nawet w urlopie jestes niewolnikiem

                        Niekoniecznie. Urlop z dzieckiem i bez partnera to jest dopiero horror! Poza
                        tym minal mi ten wiek, kiedy wolalam (i jezdzilam) sama. Teraz nie chce mi sie
                        wciaz musiec poznawac nowych ludzi, jezeli chce miec towarzystwo. Poza tym
                        mozliwosc wspolnego urlopu nie oznacza koniecznosci - wciaz jeszcze mozna tez
                        samemu, jezeli sie chce.

                        4. nie dotyczy

                        Ale moze mimo wszystko masz jakies zdanie co do tego punktu?

                        5. Sama mysl o tym przyprawia mnie o dreszcze.. jak bede czul, ze moj czas
                        nadszedl to sobie sam wybiore czas i miejsce na odejscie..

                        A ja marze sobie o takiej samej laweczce przed domem, na ktorej moi ponad 80-
                        letni dziadkowie spedzali razem milczace godziny. I o tym, zeby kiedys robiac
                        trzesascymi sie rekami wspolne sniadanie moc usmiechac sie do wspolnych
                        wspomniec. I z wzajemoscia widziec w tym pomarszczonym staruszku cien tego
                        faceta, ktorego poznalam 40 badz wiecej lat wczesniej.

                        6. Nie musisz specjalnie szukac jak cie na to stac (jakbys tego nie
                        interpretowala) - miliony kobiet stoja do dyspozycji

                        Kobiety mnie nie interesuja a mezczyzn „do dyspozycji bez wizji dodatkowych
                        korzysci“ bedzie z wiekiem coraz mniej. Seks bez uczuc mnie malo interesuje a
                        kupowanie iluzji (czyli udawanego uczucia) uwazam za ponizajace.

                        6. masz racje, milym uczuciem jest rowniez poranny prysznic po udanej nocy i
                        swiadomosc, ze nastepne 2-3 dni mam spokoj i moge palic swoja fajke kiedy i
                        gdzie chce..

                        Z mojego punktu widzenia te uczucia nie sa porownywalne. Co nie znaczy, ze
                        uczucie „robienia co i kiedy sie chce“ nie jest mile. Ja jednak moge tylko
                        wtedy punktualnie je docenic, jezeli mam od czego sie „oderwac na chwile“.


                        7. moje problemy rozwiazuje zawsze sam i nie potrzebuje nikogo do pomocy.

                        Ja tez nie potrzebuje, ale rozwiazuje mi sie je znacznie latwiej i przyjemniej,
                        jezeli kogos one naprawde obchodza.


                        8. Nie dotyczy - potrafie ponosic konsekwencje za moje postepowanie i jestem
                        odpowiedzialny az nadto.

                        Kazdy ponosi konsekwencje sam. Ale dla mnie latwiej je „ponosic w grupie“ (np.
                        za wychowanie dziecka i jego rezultaty), nawet jezeli ja ponosze swoje a ktos
                        inny jego.

                        9. Uwielbiam to uczucie - czasami z innych powodow godze sie na dzielenie go z
                        inna osoba.

                        Kwestia gustu i byc moze wzorcow z dziecinstwa.

                        10. w przyjazn wierze, ale z przyjaciolmi nie sypiam. Wiare w swietego mikolaja
                        stracilem juz dawno.

                        Maz / zona rowniez moga i nawet powinni byc przyjacielem. Tym jednym/na, z
                        ktora/ym sie sypia. Ja tez nie wierze w Sw. Mikolaja, ale wciaz jeszcze wierze
                        w uczciwe i szczere uczucie i zwiazek, w ktorym moza czuc sie „geborgen“.

                        11. To jest najlepsza mozliwosc jezeli chcesz BYC WOLNYM CZLOWIEKIEM
                        Nie kazdy nim chce byc i ja to akceptuje

                        Mysle, ze kazdy ma swoja definicje tego, co jest najlepsze i jezeli wybierze
                        zgodnie z wlasna osobowoscia, to jest to z pewnoscia subiektywnie najlepsze
                        rozwiazanie. Co do tezy braku partnera jako warunku koniecznego do bycia wolnym
                        zupelnie sie nie zgadzam. Wolnosc kazdy ma (albo nie) w sobie i nie trzeba
                        koniecznie odgrodzic sie murem, by poczuc sie wolnym. Wolnosc za murem sama z
                        siebie nie jest juz wolna. Kompromisy, ugody i branie partnera pod uwage to
                        rowniez WOLNE wybory a nie przez kogos narzucone niewolnictwo. Przynajmniej w
                        zachodnich spoleczenstwach.

                        Xurek
                        • don2 Re: Naprawde tak myslicie? naprawde 07.06.05, 16:21
                          I o tym, zeby kiedys robiac
                          trzesascymi sie rekami wspolne sniadanie moc usmiechac sie do wspolnych
                          wspomniec. I z wzajemoscia widziec w tym pomarszczonym staruszku cien tego
                          faceta, ktorego poznalam 40 badz wiecej lat wczesniej.


                          i zeby tak cieplo robilo sie na sercu ! czesto to dlatego ,ze cycek wpada do
                          filizanki z kawa :))))))))))))))
                          • xurek problem dawno rozwiazany 07.06.05, 16:59
                            cos chyba na bakier jestes z technologia nowoczesnych biustonoszy :))).

                            Xurek
                            • don2 Re: problem dawno rozwiazany 07.06.05, 17:24
                              sniadanie i juz w biustonoszu ? :)))))))))))))))))))
                              • xurek Re: problem dawno rozwiazany 08.06.05, 10:09
                                Oczywiscie ze w biustonoszu jak rowniez sztucznych zebach. Jakies granice
                                przyzwoitosci nawet wsrod staruszkow w dlugoletnim zwiazku powinny zostac
                                zachowane :))

                                Z drugiej strony, to jezeli biust mi wpadnie do filizanki w obecnosci
                                posiadanego juz od 50 lat meza, mozna bedzie sie posmiac. Gdyby to samo zdazylo
                                sie w obecnosci nowo nabytego mlodego kochanka nikomu chyba nie bylo by do
                                smiechu :))

                                Xurek
                        • bird_man Re: Xurek 07.06.05, 20:29
                          xurek napisała:
                          Nie bede zabieral glosu na temat twojej riposty - po prostu jestesmy najlepszym
                          dowodem na niemozliwosc zasadniczego porozumienia sie pomiedzy (jak ja to
                          uwazam) KOBIETA i MEZCZYZNA. Tzn. kobieta inteligentna, wiedzaca czego od zycia
                          chce, samodzielna intelektualnie i zyciowo - przeciwienstwem "kury domowej" i
                          glupiej gesi (Ciebie za taka na przyklad uwazam) oraz Mezczyzna o podobnych
                          wlasciwosciach za jakiego sibie uwazam. Byc moze nalezaloby otworzyc osobny
                          watek w tym celu - sadze, ze byloby to polem do ciekawej dyskusji. Chcalbym
                          odniesc sie do jednej czesci Twego postu (cytuje)
                          > Mysle, ze kazdy ma swoja definicje tego, co jest najlepsze i jezeli wybierze
                          > zgodnie z wlasna osobowoscia, to jest to z pewnoscia subiektywnie najlepsze
                          > rozwiazanie. Co do tezy braku partnera jako warunku koniecznego do bycia
                          wolnym zupelnie sie nie zgadzam. Wolnosc kazdy ma (albo nie) w sobie i nie
                          trzeba koniecznie odgrodzic sie murem, by poczuc sie wolnym. Wolnosc za murem
                          sama z siebie nie jest juz wolna. Kompromisy, ugody i branie partnera pod uwage
                          to rowniez WOLNE wybory a nie przez kogos narzucone niewolnictwo. Przynajmniej
                          w zachodnich spoleczenstwach.

                          Na tym wlasnie polega problem - wolnosc sie ma w sobie albo jej sie nie ma i
                          nonsensem jest Twoje twierdzenie o odgrodzeniu sie murem, aby ja osiagnac.
                          Wolnosc tak jak ty ja deklarujesz to jest czysta teoria, wolnosc ksiazkowa,
                          wolnosc folozofow nie korelujaca z zyciem realnym. Kompromisy, ugody i branie
                          partnera pod uwage nigdy nie sa wolnym wyborem lecz wlasnie narzuconym nam
                          przez spoleczenstwo, religie, normy obyczajowe lub prawo Przymusy i nie maja
                          nic wspolnego z wolnym wyborem. To jest wybor miedzy powieszeniem lub krzeslem
                          elektrycznym dla skazanego na smierc. W momencie gdy je musisz akceptowac
                          przestajesz byc wolny i to niezaleznie czy akceptujesz je w pracy, w domu czy w
                          spoleczenstwie. Nie cytuj mi prosze ze "wolnosc konczy si tam gdzie zaczyna sie
                          niewolnosc innego" lub innych rzeczy bo jestem w temacie obeznany i mam swoje
                          zdanie. Popatrz na siebie i popatrz na swiat bez rozowych okularow: ile jest
                          malzenstw w ktorych partnerzy sa rownorzedni i rownouprawnieni, malzenstw
                          harmonicznych bez szantazow, podatepow, klamstw, oszustw i tajemnic przed
                          partnerem (juz nie wspominam o uczuciach po pierwszym dziecku i 10 latach
                          malzenstwa) Skad sie biora te miliony zrozpaczonych mezczyzn i kobiet na
                          swiecie szukajacych w milionach forow pomocy, rady i wsparcia. Przeciez tak
                          naprawde to sa wlasnie tematy ktorymi dorosli ludzie zyja..
                          Ile znasz ludzi po 40-e ktorzy peowadza takie same dyskusje (tematycznie) jakie
                          prowadzili w burznych i wspanialych czasach studenckich gdzie piniadze nie
                          odgrywaly roli, a liczyl sie tylko swiat?
                          Ile znasz ludzi pojrzalych ktorzy maja udane zycie seksualne? I prosze nie mow
                          mi, ze sa tacy - ja to wiem. Problemem jest tylko drobny fakt, ze tacy sa
                          bardzo drobna mniejszoscia, wyksztalcona, inteligentna i dobrze sytuowana.
                          Porownaj sobie sytuacje rodzinna oraz mozliwosci rozwoju dzieci w rodzinie
                          roberta kennedy z 9-giem dzieci i rodziny z 9 dziecmi na polskiej wsi...
                          Xurku, jestes osoba inteligentna i enie dyskusje z Toba, ale wybacz to co
                          piszesz jest zwykla demagogia i "doginaniem" sobie filozofii jak ja to nazywam.
                          Ty byc moze nazywasz to "stawianiem celow zyciowych" - roznicy miedzy nami
                          polega na tym, ze ja naprawde nie mam iluzji i moge spokojnie spac, a ty byc
                          moze poplakujesz po nocach (lub bedziesz - czego ci nie zycze) bo wiesz ze TEN
                          TWOJ SWIAT nie bedzie na stale funkcjonowal.
                          A wizja staruszkow siedzacych na laweczce przed domkiem zostala zastapiona
                          domem starcow gdzie obca ci osoba myje cie i podciera ci pupe.
                          To ja juz wole droge Hemingwaya..
                          pozdrawiam
                          ptaszek

                          >
                          • don2 Re: Ptaszku 07.06.05, 21:14
                            Pozwole sobie wejsc z moim prymitywnym spojrzeniem na "sprawe " Zycie jako takie
                            w oczach " solidnych" mieszczan mialem bardzo burzliwe.I najlepiej poslugiwac
                            sie znanym osobiscie przykladem.Otoz jednym z aspektow byc zawiazanym na stale
                            (nazwijmy to tak) z kims ,jest odpowiedzialnosc.I to w szerokim slowa znaczeniu.
                            Nie wszyscy sa mentalnie i z natury swojej ,do tego zdolni.To co zaczelo sie
                            wesolo i z przytulaniem,zamienia sie w szare codzienne zycie.zyjac z kims w
                            jakims stalym zwiazku wpadasz w kierat codziennych spraw,kompromisow i
                            zobowiazan.I zaczyna sie to od pojecia MUSISZ ,gdyz taka jest konstrukcja .A
                            wiec musisz przychodzic do domu z pracy,musisz uczestniczyc w domowych
                            rutynach,jak sa dzieci ,musisz rozwiazywac najdziwniejsze problemy,od
                            niesypiania po nocach do wozenia pociech do szkoly,na pozaszkolne zajecia.nie
                            zawsze zona zdazy z wszystkim.Baba tez nie kon i ma prawo sie zmeczyc.caly twoj
                            swiat jest podporzadkowany rodzinie.Koniec z piwkiem ,kiedy chcesz ,koniec z
                            tylko wlasnymi decyzjami o finansach itp.dochodza do tego takie przykre sprawy
                            jak wiernosc :) mimo uplywu czasu traktowanie zony jako kobiety.I setki takich
                            komponentow sprawiajacych czasami uczucie zakucia w kajdany.Nie wspominam o
                            jasnych stronach malzenstwa jak uprasowane koszule,uprane i ulozone na polce.
                            regularne jedzonko itp.Oczywiscie i uczucie i wspolnota.To wszystko moze nie
                            odpowiadac komus ,kto nie che miec tego calego kramu na glowie i cieszyc sie
                            swoboda.Mozna to nazwac egoizmem.Kazdy ma swoj sposob na zycie.takie siedzenie
                            na laweczce i przygotowanie sniadania trzesacymi sie rekami,ten pomarszczony maz
                            itp.To taka optymistyczna bajka i nadzieja na spokojne i bezpieczne zycie na
                            starosc.Czego kazdemu zycze,zamiast nudnego domu starcow,gdzie jakas
                            zaswirowana baba w rodzaju Krana ma zameczac i zamienic koniec zycia w
                            koszmar,swoim debilnym gadaniem:))Ja ciebie rozumie ,gdyz sam odczulem
                            roznice ,gdy opadly peta malzenstwa:)) Niech zyje wolnosc !!! Ale na starosc
                            nie jest glupio miec u boku jakas zwawa i wesola kobietke.Owszem i ja moge
                            pochwalic sie relacja z duuuzo mlodsza kobieta.I szczerze powiem-nigdy wiecej!
                            Ale to temat na inny watek:)Pozdrawiam Arriba Libertad !!!
                            • bird_man Re: Donie 07.06.05, 21:26
                              Donie,
                              widzisz, my sie rozumiemy.. moze to sprawa wieku, moze doswiadczen zyciowych.
                              Nie ma sensu dyskutowac na temat odpowiedzialnosci bo w moim przekonaniu musi
                              ta odpowiedzialnosc na sie bie przejac i ja to cale moje zycie robilem
                              (reasumujac sam sie dziwie, zw zawsze sie do tego rwalem jak idiota i jak inni
                              sie chowali w kaciku, ja sie pchalem na pierwsza linie - naiwniak)
                              Moje szczescie dzisiejsze polega na tym, ze dzisiaj moja odpowiedzialnosc mam
                              naprawde z MOJEGO WYBORU i jezeli cos podejmuje to wiem dlaczego i po co. To
                              nazywam wolnascia, nawet jezeli sie komus mojstyl zycia nie podoba.
                              Co mi przeszkadza (raczej mnie rozbawia niz przeszkadza) to zamykanie oczu na
                              realna rzeczywistosc zycia przez wielu ludzi i upiekszania sobie wlasnego
                              swiata, jednym slowem zycie w swiecie iluzji..
                              Ale kazdemu jak mu najlepiej.. niech sobie zyja, na misjonowanie dla lepszego
                              swiata szkoda mis czasu i nerwow.
                              Zyjemy w najlepszym (na razie) ze swiatow bo mamy - przynajmniej ci ktorzy sa
                              do tego w stanie- mozliwosc wyboru. Ja z tych mozliwosci korzystam, Ty rowniez
                              jak sadze i to jest dobrze..
                              z sympatycznym pozdrowieniem
                              ptaszek
                          • xurek Birdman, 08.06.05, 10:07
                            czytajac Twoja pierwsza odpowiedz rowniez przyszlo mi do glowy, czy aby nasze
                            rozne podejscie nie jest uwarunkowane roznica plci, po dluzszym zastanowieniu
                            odrzucilam jednak te teze, gdyz istnieja rowniez mezczyzni zdecydowanie wolacy
                            zycie w dlugim zwiazku jak i kobiety, wybierajace wolne zycie w pojedynke. Byc
                            moze wiecej jest takich kobiet jak ja i takich mezczyzn jak Ty, ale nie jest to
                            regula.

                            Nadal obstaje przy swoim, ze wolnosc jest rowniez wolnoscia wyboru ograniczen,
                            ktore to wybrane bez przymusu wcale nie ciaza. Jak sam wspomniales, zycie w
                            spoleczenstwie samo w sobie wymaga samoograniczen, dlaczego wiec te zwiazane z
                            praca badz spedzaniem czasu wolnego mialyby byc lepsze badz mniej ciazace niz
                            te wyplywajace ze stalego zwiazku?

                            Zgadzam sie, ze wiele malzenstw bardziej wegetuje niz zyje i ze gdyby byli w
                            stanie wyzwolic sie z nieudanego zwiazku przynajmniej przez czas pewien zyliby
                            lepiej. Pytanie tylko, jak dlugo? Znam rownie wiele sfrustrowanych singli i
                            dlatego nie wydaje mi sie, ze zwiazek badz jego brak sa przyczyna
                            tego “otumanienia”. Znacznie bardziej wydaje mi sie, ze przychodzi ono u wielu
                            ludzi niejako “z wiekiem” bedac rezultatem sumy niezrealizowanych marzen,
                            mentalnego rozleniwienia, rozczarowania swiatem i soba itp itd. Znam rownie
                            malo ludzi po 40-ce prowadzacych te same dyskusje co za mlodych lat i majacych
                            rownie udane zycie seksualne wsrod malzenstw co wsrod singli.

                            Ja mam za soba 3 dlugie (5, 3, 10 lat) zwiazki, obecny trwa od 6-ciu. Zaden z
                            nich nie byl nieudany, zaden mnie nie zniewolil i kazdy skonczyl sie spokojnym
                            rozstaniem w momencie, kiedy zaczynal przeradzac sie w to, co Ty opisujesz. Byc
                            moze jestem wyjatkiem spotykajacym wyjatkowych facetow, tym niemniej moje
                            doswiadczenia tylko utwierdzily mnie w przekonaniu, iz dlugotrwaly udany
                            zwiazek jest mozliwy i przynajmniej dla mnie stanowi optymalne ramy zyciowe.
                            Zdaje sobie sprawe, iz model “az do starczej laweczki przed domem” jest trudnym
                            do osiagniecia idealem, tym niemniej jest dla mnie czyms, do czego warto dazyc
                            i co byc moze sie uda. Nie za cene niewolnictwa i wegetacji, ale moze sie udac
                            rowniez i bez tego. Szanse sa byc moze niewielkie, ale sa.

                            Nie wiem jakie sa Twoje doswiadczenia, ale nic z tego co opisales nie bylo
                            trescia zadnego z moich zwiazkow. Ani klamstwa, ani szantaze, ani majace
                            znaczenie tajemice (jakies kazdy ma i miec powinien). Nie jest to tez codzienna
                            nuda pozbawiona wszelkich wzlotow i przyjemnosci. Nie szukajac daleko opis
                            wczorajszego dnia: praca, po pracy z mezem i Piranha na zebranie w nowym
                            przedszkolu zakonczone lampka wina w pobliskiej knajpie z Behemotem i jego
                            coreczka. O 9-tej bylismy w domu, maly zasnal po drodze. Potem ogladnelam film,
                            maz zrobil kolacje, zjedlismy wspolnie, on udal sie do znajomego, ja poczytalam
                            sobie ksiazke. O 11-tej wrocil, zaczela sie rozmowa o nowym przedzszkolu, jego
                            szkole, Jacksonie i najblizszym wystepie tanecznym meza. Przy okazji pokazal mi
                            swoj outfit na ten wystep wiec poprosilam, by pokazal tez co bedzie tanczyl, z
                            tego zrobila sie dance session do 1-szej w nocy zakonczona seksem. Czym az tak
                            bardzo rozni sie takie zycie od Twojego?

                            I mam pytanie: jezeli Twoim zdaniem jedyna “recepta na szczesliwosc” jest zycie
                            singla, to w jaki sposob, w jakiej konstelacji i przez kogo wychowywane maja
                            byc przyszle pokolenia (tylko prosze nie mow mi, ze mienie dzieci to tez model
                            nie majacy przyszlosci)?

                            Co zas do rozowych okularow, ktorych moim zdaniem nie nalezy mylic z
                            zaklamaniem i wciskaniem sobie samemu ciemnoty (to nazywam klapkami na oczach)
                            to i owszem, posiadam wrodzone i patrze na WSZYSTKO przez te okulary. Rowniez
                            na otwarcie wlasnej firmy, ktore bez tej “wrodzonej naiwnosci i wiary w cuda”
                            nie byloby mozliwe a jednak sie udalo. I to mimo iz wiekszosc zakladanych
                            malych firm plajtuje po 2-3 latach (ze szwajcarskich statystyk wziete). Rozowe
                            okulary to jak okulary sloneczne w lecie – swiat nie staje sie przez nie inny,
                            patrzy sie tylko wygodniej i kolory sa ladniejsze :).

                            Co do poplakiwania w nocy to i owszem, tez mi sie zdarza. Powody bywaja rozne,
                            moze byc nim maz, choroba mojego taty, “wychowawcza plajta” z moim dzieckiem,
                            klotnia w pracy z Behemotem. Dlaczego wiec “powod maz” mialby byc jakosciowo
                            inny?

                            Xurek
                            • don2 Re: Birdman, 08.06.05, 10:36
                              Ja mam za soba 3 dlugie (5, 3, 10 lat) zwiazki, obecny trwa od 6-ciu. Zaden z
                              nich nie byl nieudany, zaden mnie nie zniewolil i kazdy skonczyl sie spokojnym
                              rozstaniem w momencie, kiedy zaczynal przeradzac sie w to, co Ty opisujesz.


                              fascynujaca logika !!! pozazdroscic mozna.wszystkie zwiazki byly udane tylko
                              sie konczyly po jakims czasie.to jak ten facet ,ktory jest okazem urody meskiej
                              tyle ,ze garbaty.A teraz Xurku ,dlugo i skomplikowanie udowodnij ,ze nawet
                              zwiazek ,ktory sie rozpada mozna nazwac udanym.Pewnie dlatego ,.ze sie
                              rozlecial.:)))) to tak sie ma do twojej laweczki i trzesacego sniadania jak
                              fisharmonia do dupy.
                              • xurek Re: Birdman, 08.06.05, 11:13
                                Nie trzeba dlugo i skomplikowanie. Wystarczy krokto i prosto. Jezeli zwiazek w
                                okresie jego trwania dawal uczucie satysfakcji, rozwijania sie, bycia
                                zadowolonym a na dodatek przyczynil sie do dojrzenia, rozszerzenia horyzontow i
                                wzbogacil o wiele niezapomnianych wrazeni i zakonczyl sie dokladnie wtedy,
                                kiedy zaczal stwarzac wiecej problemow niz dawac radosci i to w taki sposob, ze
                                oboje z (ex) partnerow szybko prestali miec do siebie zal i nadal uwazaja, iz
                                zycie w zwiazku jest satysfakcjonujaca forma zycia i w takich nastepnych
                                dlugotrwalych zwiazkach zyja, to byl na calej swej przestrzeni udany. Gdyby
                                udalo sie go bylo utrzymac w takiej formie przez cale zycie bylby IDEALNY. I
                                jak juz napisalam w poscie, do ktorego sie odnosisz, bardzo chcialabym osiagnac
                                ten cel, ale nie za cene jego nieosiagniecia (czyli laweczki wypelnionej
                                nienawiscia i zgorzknieniem) i szkoda, ze sie udalo sie “za pierwszym razem”,
                                co nie znaczy, ze nie uda sie np. teraz.

                                A teraz bez ironii i poblazliwego tonu powiedz mi prosze, co w tym rozumowaniu
                                jest nielogicznego tudziez w ktorym momencie ten zwiazek byl nie udany? W tym,
                                w ktorym sie rozpadl? Co w tym nieduanego, jezeli dalsze zycie, na ktore
                                zwiazek ten (lacznie ze swoim rozpadem) mial wplyw przebiega nadal pozytywnie i
                                w „rozowych okularach“? I do dla OBU stron?

                                PS: moj pierwszy dlugi zwiazek zaczal sie, jak mialam 17 lat. Biorac pod uwage,
                                ze zaczal sie zanim zaczelismy byc doroslymi osobami to chyba i tak dlugo
                                trwal. Ten moj “pierwszy ex” jest jednym z najlepszych przyjaciol, spedzamy u
                                siebie do dzisiaj rodzinne wakacje, nasi partnerzy sie lubia, nasze dzieci
                                rowniez i wciaz jeszcze mamy te “wspolne nocne godziny wspomnien z usmiechem”.
                                CO w tym zwiazku i kiedy bylo nieudanego? Poprosze o konkretna wypowiedz a nie
                                ironiczne wymigiwanie sie.

                                Xurek
              • bird_man Re: Naprawde tak myslicie? 07.06.05, 13:57
                jan.kran napisała:

                > Xurku, przecież i tak nikt nie napisze co preferuje...
                > Lepiej napuszyć piórka lub zapalić cygaro i opowiadac co ślina na klawiature
                > przyniesie :-))))))))
                > Kran ( w przyciasnym szlafroczku )
                ++++++++++++++++++
                kranie, pozwolisz, ze usmiechne sie tylko pod nosem i zostane przy swoim.
                ja nie pusze piorek jak to ujelas, ja w przeciwienstwie do ciebie korzystajac z
                anonimowosci forum (co prawda kilka osob zna mnie osobiscie) pisze po prostu
                prawde, niezaleznie czy to sie komus podoba czy nie.Oceny "moralne" MOJEGO zycia
                wisza mi kalafiorem..
                PS. kiedys jak nie bylem jeszcze samotny i szczesliwy jezdzilem passatem -
                teraz jezdze porschem - i zapewniam ci - to jest to! Ale nie mam najmniejszych
                zludzen, ze potrafisz jako kiebieta w przyciasnym szlafroku zrozumiec to
                odczucie. Jak widzisz sama dochodzaca "pomoc domowa" jest naprawde tansza !!
                pozdrawiam
                ptaszek tez palacy fajke (Ampfora red)
    • basia553 Do palaczy fajki: 07.06.05, 14:58
      najlepszy tyton to Indian Summer. Szczegölnie dla mnie, palacej biernie, czyli
      wachajacej (wonchajoncej)
      Do jednego palacza: jak sie baba - nawet nienajgorsza, nienajstarsza i w
      seksownym szlafroczku - raz na facecie natnie to sobie na dluzszy czas powie:
      lepiej nic, jak byle co, oby tylko jeknac sobie przy orgazmie. "Nic" jest
      lepsze od takiego orgazmu.
      PS mam duzo czasu na myslenie bo wlasnie skacze miedzy sprzatana piwnica a
      kompem, na ktörym zaczailam sie w ebay na pjenknom komode! Trzymajcie kciuki!
      • ani-ta Re: Do palaczy fajki: 07.06.05, 15:22
        dawaj linka do tej komody!

        a jak zobaczysz pjenkny bufet - debowy (dembowy!) nie dluzszy niz 1,50m,
        szafeczkami, szufladkami itp. - koniecznie bez polysku! to daj znac!
        mam ochote "dogracic" troche moje mieszkanko:) tzn. pozbede sie dwoch
        grzmotow... na rzecz bufetu:) lustro pjenkne krysztalowe nad bufet juz
        mam!!!!!!!!!
        • basia553 Re: Do palaczy fajki: 07.06.05, 15:29
          Wysylam Ci na GW link do szafki/komödki. Ale kupowac musisz w polskim ebay bo
          Ci nikt mebli nie przesle!
          • ani-ta Re: Do palaczy fajki: 07.06.05, 15:38
            ten twoj link jest trefny basiu:( nie dziala nawet po recznym zlozeniu:(
            moze sama fotke? jako jpg?:)

            co ty! ja jeszcze zwariowalam! transport by mnie finansowo ZABIL!:)
            • basia553 Re: Do palaczy fajki: 07.06.05, 15:55
              wyslalam teraz na skrzynke GW i dziala. Idz i podziwiaj:))) Kicz
              nieprawdopodobny, ale zachcialo mi sie
              • ani-ta Re: Do palaczy fajki: 07.06.05, 16:51
                gdzie ty ja postawisz?!:)))))
                masz cos w tym stylu w domu?:)

                chyba, ze te porzadki w piwnicy to wlasnie akurat pod szafeczke sa szykowane?:)
                • basia553 Re: Do palaczy fajki: 07.06.05, 19:57
                  nic takiego nie mam.,Anita. Na tym dowcip polega. Bylam sfrustrowana, a jak
                  zobaczylam ta szafke to mnie smiech ogarnal i pomyslalam, ze to bedzie hit, jak
                  ja postawie w przedpokoju zamiast stale krytykowanej przez siostre szafki na
                  buty. Siostra nazywa ja budka telefoniczna. Poniewaz w przedpokoju sa tylko
                  zabudowane biale szafki i biale sciany, to da sie wytrzymac, a ubaw bedzie.
                  Do znalezienia jeszcze weselszej komödki:)))))
      • don2 Re: Do palaczy fajki: 07.06.05, 15:28
        najlepsze jakie palilem bylo kilka gatunkow Dunhill,tez ich tu nie ma:(
        Nie podejmuje sie oceniac gradacji orgazmow.Czy tylko jekniecie wystarczy,czy
        wrzask na cala okolice,gryzienie poduszki lub partnera,drapanie do
        krwi ,lub "mala smierc" Wszystko pewnie zniose tylko nie ciaganie za
        wlosy.kazda ma swoje specyficzne sygnaly.Mimo wszystko orgazm jaki by nie byl
        jest lepszy od braku jego.A ze ,osiagniecie orgazmu nie jest konieczne z pomoca
        partnera,to ten problem nie jest az tak wielki :))
    • jutka1 Re: Uwaga: Plusy i minusy 08.06.05, 02:11
      Bezwiednie napisales moj drugi odcinek blaskow i cieni, tylko ja chcialam
      o dlugotrwalych zwiazkach :-)

      Tak sobie czytam, tak sobie mysle, i nie wiem.
      I to, i to ma plusy.

      Najtrudniejsze sa relacje z dochodzacym na odleglosc wieksza niz 200 km.
      • kan_z_oz Kurdebalans 08.06.05, 03:32
        dziekuje Jutus za powrot do tematu.
        Watek i tak squrwiony wiec poprosze Cie Basiu o zdjecie tej komody.

        Xurek - nie pisalam tutaj o tym co ja preferuje gdyz inne bylo pytanie Dona.
        Jesli juz jest na wszyskie tematy to oto moje 'wynurzenia'.
        Naleze do grupy konserwatywnej pod tym wzgledem. Preferuje zdecydowanie jednego
        partnera i staly zwiazek. Jest mi obojetne czy ten zwiazek jest uswiecony
        oficjalnym urzedowym potwierdzeniem, czy nie. Zgadzam sie z Ptakiem, ze ogromna
        ilosc zwiazkow malzenskich zyje w cichej desperacji. Nie mozna zyc wedlug
        stereotypu i udawac, ze akurat tak samo sie zlozylo, ze moje marzenia i cele
        zyciowe sa takie same jak Kowalskiego. Nie zgadzam sie jednak z utozsamianiem
        pojec; malzenstwo i milosc. Malzenstwo w sensie instytucji wypaczylo,
        narzucilo, ograniczylo, okroilo i w rezultacie zabilo esencje swojego
        istnienia - milosc. Nie mozna miec oczekiwan od drugiej osoby i w tym samym
        czasie twierdzic, ze sie kocha. Jesli kochasz kogos to bezwarunkowo; za to, ze
        jest, istnieje. Krotko mowiac; jesli kocham mojego 'gorala', to nie tylko wtedy
        gdy dobrze zarabia i nie 'bredzi'. Jesli kocham - to w kazdej sytuacji
        zyciowej. Nie sadze, aby to bylo ograniczeniem mojej wolnosci. Jesli jest - to
        jest to wybor swiadomy.
        Mysle, ze jest prosty sposob aby sprawdzic; zawsze zadaje sobie pytanie; jesli
        mialabym nieograniczony wybor - czy bylabym z tym facetem?
        Mysle, ze jesli po takim pytaniu osoba jest wciaz na liscie 5-ciu, w gronie
        Brad Pitt, Tom Cruze itp - to jest Ok.
        Zdecydowanie mam na nosie 'rozowe okulary'. Nie sluza mi one jednak do
        spostrzegania znieksztalconej rzeczywistosci. Sa one mi potrzebne do 'cwiczenia
        cierpliwosci'. Cierpliwosci probowania od nowa i od nowa, wtedy gdy sie na moim
        goralu zawodze. Wiem, wiem - napisalam, ze prawdziwa milosc nie oczekuje -
        tylko, ze ja nie jestem swieta wiec mimo wszystko oczekuje. Ile razy probowalam?
        wiecej niz przecietna i bede tyle razy ile jest potrzebne, czyli nieskonczonosc.
        Ptaku - nie zrezygnowalabym z tego wszystkiego. Widze ta laweczke - jestesmy
        tak samo pikni jak teraz (duchowo oczywiscie i tylko sami dla siebie). Seks
        zastapiony trzymaniem raczek.

        Kan
        • szfedka Re: Kurdebalans 08.06.05, 11:14
          kan_z_oz napisała:


          > Ptaku - nie zrezygnowalabym z tego wszystkiego. Widze ta laweczke - jestesmy
          > tak samo pikni jak teraz (duchowo oczywiscie i tylko sami dla siebie). Seks
          > zastapiony trzymaniem raczek.
          >

          Kan, ino pozazdroscic jesli bedziesz siedziec z goralem na laweczce trzymajac
          sie za raczki. Niestety wiekszosc moze sobie chwalic jesli z malzonkem/ka beda
          siedzieli na tej samej laweczce.
          Byc z kims dlatego aby miec kogos obok jest dla mnie bezsensowne.
          Od samotnosci w pojedynke jest gorsza samotnosc we dwoje.
      • xurek skoro temat Ci podprowadzono :)) 08.06.05, 11:54
        to napisz tutaj troche szerzej. Jakie Twoim zdaniem kazde rozwiazanie ma plusy
        i minusy?

        Xurek
        • don2 Re: skoro temat Ci podprowadzono :)) 08.06.05, 12:33
          Xurku ,ja jestem tylko swyklym idiota na poziomie nizszym od twojego syna.I nie
          mam pojecia jak to napisac ,by osoba tak inteligentna jak Ty zrozumiala.jako
          prostak i prymityw uwazam ze :
          ZWIAZEK KTORY TRWA ,JEST UDANY a ZWIAZEK KTORY SIE ROZLECIAL BYL NIEUDANY,
          BO GDYBY BYL UDANY TO BY SIE NIE R O Z L E C I A L
          I zadne opowiesci jak bylo w nim wspaniale nie maja tu nic do rzeczy.
          I nie ma tu nic do rzeczy ,ze sa nieudane zwiazki ,ktore sie nie rozlatuja.
          Ja pisze o Twojej definicji UDANEGO ,KTORY SIE NIE UDAL :))))))
          A przyczyny sa niewazne. I osobiscie uwazam ,za kuriozum ( zreszta dosc czeste)
          gdy po rozwodzie strony zostaja wielkimi przyjaciolmi i naraz im sie
          doskonale rozmawia,znajduja przyjemnosc w obcowaniu itp.
          TO PO JAKA CHOLERE SIE ROZWODZILI ???????????????? Mozna NIE BYC SOBIE WROGIEM
          a nawet powinno sie pozostac w normalnych ludzkich stosunkach.Ale nie
          przesadzajmy z ta przyjaznia itp,gdyz caly rozwod zakrawa na farse.Nie
          wspominajac o samopoczuciu ew.nowego partnera/ki
          • xurek do Dona 08.06.05, 12:50
            „ZWIAZEK KTORY TRWA ,JEST UDANY a ZWIAZEK KTORY SIE ROZLECIAL BYL NIEUDANY, BO
            GDYBY BYL UDANY TO BY SIE NIE R O Z L E C I A L”

            Niekoniecznie prawda. Ja na ten przyklad nie chcialam w wieku 22 lat ani wyjsc
            za maz, ani miec dzieci, ani zadnej innej “malej stabilizacji” a moj chlopak o
            niczym innym nie marzyl. Na dodatek on widzial swoja przyszlosc w Polsce i nie
            widzial jej nigdzie indziej (tak pozostalo do dzisiaj) a mnie siedzenie w
            jednym miejscu parzylo w tylek. Tego wszystkiego dowiedzielismy sie sami o
            sobie w takcie pierwszych lat studiow. Poza tym wszystko bylo tak jak przedtem,
            ale gdzie istniala jakakolwiek wspolna przyszlosc? Co jest rownoczesnie
            odpowiedzia na Twoje:

            “TO PO JAKA CHOLERE SIE ROZWODZILI ????????????????”

            “Ale nie przesadzajmy z ta przyjaznia itp,gdyz caly rozwod zakrawa na farse.Nie
            wspominajac o samopoczuciu ew.nowego partnera/ki”

            My jestesmy “para ze szkoly”, teraz pozostalismy “dobrymi kumplami ze szkoly”.
            Zapewniam Cie, ze naszym partnerom nasza znajomosc w niczym nie przeszkadza. Ex
            jest zonaty z ta sama zona od 16-tu lat, ich najstarszy syn ma 15, mnie
            spotykaja raz w roku, gdzie tutaj miejsce na jakiekolwiek “zle samopoczucie”?
            Moj maz znal tego “exa” zanim jeszcze bylismy razem i wiele razy sie przekonal,
            ze nie ma najmniejszego powodu do zlego samopoczucia.

            “Ja pisze o Twojej definicji UDANEGO ,KTORY SIE NIE UDAL :))))))”

            Don, ty nie chcesz zrozumiec tego, co pisze, wiec dalsza dyskusja nie ma sensu.
            Wychodzac z Twojego punktu widzenia zycie nigdy nie moze byc udane, bo zawsze
            konczy sie smiercia.

            Xurek
            • don2 Re: do Dona 08.06.05, 13:13
              Don, ty nie chcesz zrozumiec tego, co pisze, wiec dalsza dyskusja nie ma sensu.
              >
              > Wychodzac z Twojego punktu widzenia zycie nigdy nie moze byc udane, bo zawsze
              > konczy sie smiercia

              ja bardzo chce ,tylko nie moge pojac,widocznie jestem zbyt prymitywny.
              PS Xurku pisz konkretnie: kumpel ,czy przyjaciel? i po takim czasie oraz
              spotykajac sie raz w roku ( dopuscmy) to jest zaden przyklad.W tym przypadku to
              nie ma o czym mowic.jestes szczesliwa ,tak rok po roku spotykac sie i ciagle
              wspominac to samo :))
              I jezeli ty za szczescie w zyciu uwazasz iles tam nieudanych malzenstw,to
              faktycznie udane zycie.Pogratulowac tylko pozostaje.To jak kaczka ,co po niej
              woda lekko splywa. Oczywiscie ja wiem i slyszalem to milion razy,ze kazde
              kolejne malzenstwo to nauka i w nastepnym pomny bledow sie je unika.W co tak
              wierze jak w sw.Mikolaja.sam mam za soba rozwody i uwazam to za najwieksze
              kleski w moim zyciu,nie zastanawiajac sie kto zawinil.Kazdy rozwod to katastrofa
              i bez sladu nie pozostaje.Nie mowiac o materialnej stronie tego :))))))))
              Nawet jak uwazamy ,ze to bylo najlepsze wyjscie z sytuacji nie do zniesienia.
              To i tak pozostaje uczucie,ze moglismy albo temu zapobiec albo te
              przeswiadczenie ,ze bylismy naiwnymi durniami,co wcale nie polepsza
              samopoczucia.
              • xurek Re: do Dona 08.06.05, 13:36
                Rozwod mam za soba tylko jeden, bo nigdy nie bylam fanka zamazpojscia. Moze
                stad ta roznica w postrzeganiu swiata :)?

                Chyba przyjaciel, ale ja nie lubie specjalnie tego slowa. Spotykamy sie rzadko,
                poniewaz na te odleglosc nie da sie czesciej, ale oprocz wspomnien dzielimy sie
                tez terazniejszoscia i pomagamy sobie na wzajem, jezeli zajdzie taka potrzeba.
                Ten Ex byl mi niesamowicie pomocny w pogodzeniu mojej rodziny z faktem mojego
                zamazpojscia za Afrykanczyka. Ja pomagam na ile moge w jego trudnych stosunkach
                z synem.

                “I jezeli ty za szczescie w zyciu uwazasz iles tam nieudanych malzenstw,to
                faktycznie udane zycie.Pogratulowac tylko pozostaje.To jak kaczka ,co po niej
                woda lekko splywa.”

                To Twoje przeinaczanie sensu moich wypowiedzi bardzo utrudnia dyskusje. Nie
                uwazam tego za szczescie, nie jest to jednak “koniec swiata”. Nie splywa tez po
                mnie jak woda po gesi, ale nie pozostawia “osadu tragedii” na dlugie lata.

                “Kazdy rozwod to katastrofa i bez sladu nie pozostaje.Nie mowiac o materialnej
                stronie tego :))))))))”

                Mozna w nim widziec koniec, i wtedy to moze i katastrofa, mozna tez widziec
                nowy poczatek, i wtedy tragiczny czas jest w miare krotki. Poczucie, ze mozna
                bylo temu zapobiec pozostaje rowniez u mnie przez dlugi czas i szczegolnie po
                moim ostatnim zwiazku i jedynym malzenstwie bardzo mi ciazylo (juz chociazby z
                racji 10 zmarnowanych lat z perspektywy wspolnej laweczki :)), ja staram sie
                nie myslec o tym w kategoriach czyjejkolwiek winy i przynajmniej mnie to
                pomaga.

                Ta dyskusja stacza sie na zupelnie inny tor, czyli „jak przezywamy rozstania i
                jak nas to zmienia“, co jest zupelnie czyms innym, niz preferowanie zwiazku
                badz pozostania samotnym. Moje dotychczasowe doswiadczenia doprowadzily mnie do
                opinii, ze zwiazek jest rozwiazaniem lepszym i mozliwym. Mimo tych rozstan,
                ktore z perspektywy czasu nie zmienily rowniez mojego pozytywnego obrazu 90%
                czasu spedzonego w tych zwiazkach. Widocznie slady, ktore pozostawily na mnie
                moje rozstania sa inne niz Twoje. Moich ex-parnterow rowniez, gdyz tak jak ja
                zyja w innych dlugich zwiazkach (no jeden nie, ale dla niego wlasnie sie
                okazalo w naszym zwiazku, ze zwiazek to w ogole pomylka – on ma koncept na
                zycie jak Birdman :)).

                Xurek
                • don2 Re: do Dona 08.06.05, 13:46
                  formalny slub nie ma istotnego znaczenia.Lata w zwiazku obojetnie jakim sie
                  licza
                • don2 Re: do Dona 08.06.05, 14:03
                  Rozwod mam za soba tylko jeden, bo nigdy nie bylam fanka zamazpojscia. Moze
                  > stad ta roznica w postrzeganiu swiata :)?

                  jakie ma znaczenie papierek slubny? liczy sie czas w zwiazku.
                  PS i ja bylem "fartuszkiem" mojej przyjaciolki ,ktora zakochala sie w
                  Afrykanczyku z Mali.Rodzice wymogli na mnie przysiege ,ze ich rozdziele:))
                  a rok byl 1964.facet studiowal medycyne.W rozwiazaniu sytuacji pomoglo
                  ukonczenie studiow i absolutny zakaz slubu wydany przez jego rodzicow !
                  I szczescie w nieszczesciu.Kaaba zostal glownym lekarzem armii Mali (ojciec
                  byl ministrem rolnictwa)Wg relacji jego brata obecnie lekarza we Francji,w
                  czasie przewrotu rebelianci zamordowali cala rodzine,zone Kaaby zgwalcila cala
                  banda potem ja zabili i Kaabe jak brat mi relacjonowal,zywcem pokroili na
                  kawalki upiekli na ogniu i zjedli.Czyli Hanka miala szczescie.Przypomnialas mi
                  ten przypadek.
                  • xurek Re: do Dona 08.06.05, 14:13
                    Z tym zjedzeniem to az mi sie wierzyc nie chce. No alle Bokassa tez ponoc
                    zjadal. A co stalo sie z Hanka?

                    Xurek
                    • don2 Re: do Dona 08.06.05, 14:33

                      Hanka wyszla za Niemca,ktory okazal sie straszliwie skapy i nawet jej nie
                      dawal do reki ,tego dodatku co na nia dostawal.I ktoregos dnia Hanka ( a juz
                      miala staly pobyt) poslala go do dupy i pojechala do Hamburga.Tam pracowala
                      jako fryzjerka.Po jakims czasie dokazala,ze ma alergie na chemie i dostala rente
                      ( Niemcy dobrzy )teraz zyje okrakiem w PL i D.
                      musieli go zjesc,innaczej jego brat nie opowiadal by takich historii.
                      A znowu siostra,ktora studiowala prawo we Francji,miala pecha ,bo pojechala w
                      odwiedziny wlasnie gdy wybuchly zamieszki.I wlasnie tam ja zabili.nie wiem czy
                      zgwalcili ,ale piekna to nie byla.Pozostal wlasnie tylko ten jeden brat.
                      --------------------------------------
        • jutka1 Re: skoro temat Ci podprowadzono :)) 08.06.05, 12:39
          To do mnie?
          Temat mialam: blaski i cienie dlugotrwalych zwiazkow.
          Jak przemyslalam dzis, to nawet nie jest druga strona tematu Dona: dochodzacy(-a)
          a mieszkajacy(-a) na stale nie do konca styka sie z moim tematem.

          Wiecej na temat dochodzenia napisze troszke pozniej, choc z drugiej strony
          plusy i minusy zostaly juz w watku wyliczone...

          Do Basi prosba o skopiowanie swojego wpisu, jednego z pierwszych tutaj, o
          dochodzacym, ktory prasowac nie umial. Bardzo sie wtedy obsmialam :-)
          • xurek tak, do Ciebie :) 08.06.05, 12:56
            "Jak przemyslalam dzis, to nawet nie jest druga strona tematu Dona: dochodzacy>
            a mieszkajacy(-a) na stale nie do konca styka sie z moim tematem."

            Zgadza sie, to jest inny temat. Wie co, dorzucisz do Twojego watku czy temat na
            razie "umarl"?. Mnie wydaje sie byc interesujacy.

            Xurek
            • jutka1 Re: tak, do Ciebie :) 08.06.05, 12:58
              Dorzuce dzisiaj
    • basia553 do Jutki 08.06.05, 13:06
      nic nie bede kopiowac. za ten wontek o dochodzacych dostalam wtedy w de od
      lalki:)))))))))
      • jutka1 Re: do Jutki 08.06.05, 13:12
        ale ode mnie dostalas szapoba :-)))
      • lalka_01 Re: do Jutki 08.06.05, 15:06
        pamietliwa, kurka wodna, jestes ;-)
        • don2 Re: do Xurka 08.06.05, 16:44


          Przeczytaj komentowany artykuł »
          b_e_h_e_m_o_t 08.06.2005 16:22 + odpowiedz


          ryba ma nikłą szansę uciec jesli jest atakowwana z powietrza.


          to kolezanka ,tez pisuje na polskich forach ? :???????????????????
          • xurek dementuje :))) 08.06.05, 17:02
            to nie jest MOJ Behemot :)). Niniejszym zawiadamiam, ze znajomosc Polskiego
            mojego Behemota nie wystarczy na ani jedno pisemne zdanie. A Behemot to bardzo
            popularne imie :))

            Xurek
            • don2 Re: dementuje :))) 08.06.05, 17:16
              A wiesz co to znaczy po rusku te imie?
              • xurek nooo, teeegooo 08.06.05, 18:12
                nie znaczy kicia :))))? Co znaczy? Nie wiem.

                Xurek
              • jan.kran Re: dementuje :))) 08.06.05, 18:40
                don2 napisał:

                > A wiesz co to znaczy po rusku te imie?
                Behemot nie pochodzi z ruskiego ani z rosyjskiego tylko z całkiem innego...
                Kran rzadki językowo.
                • don2 Re: dementuje :))) 08.06.05, 18:55
                  wymawiane w niechlujnej prowincjonalnej mowie-hipopotam.Ucz sie filologu ,ucz.
                  • jan.kran Re: dementuje :))) 08.06.05, 19:04
                    Po hebrajsku , z którego to słowo pochodzi znaczy w pierwszym znaczeniu
                    hipopotam: בהמות.

                    Ma tez szereg innych znaczeń.
                    Mogłabym tu napisac krótki wykład na temat tego słowa , jego symboliki w
                    mitologii i znaczeniu w literaturze.
                    Ale wolę poswięcić czas na coś innego niz dyskutowanie z Tobą.
                    Kran.
                    • don2 Re: dementuje :))) 08.06.05, 19:13
                      Pytanie bylo po rusku a nie pochodzenie.filolog tez w odroznieniu od ciebie ma
                      pochodzenie,bo tobie juz sie pomieszalo :))))
                      • don2 Re: dementuje :))) 08.06.05, 19:16

                        Ale wolę poswięcić czas na coś innego niz dyskutowanie z Tobą.
                        Kran.

                        spokojnie ,sracze nie zajac nie uciekna
                  • jutka1 Re: dementuje :))) 08.06.05, 19:17
                    Don, jak ktos nie zna rosyjskiego, to i twojego pytania nie zrozumie.
                    Jeno okazji nie przepusci coby sie pomondrowac na temat innego jezyka, ktorego
                    nie zna.

                    ps. Nie "niechlujna prowincjonalna mowa", ale akcent z Dniepropietrowska :-)))
                  • jutka1 ABC tzw. wiedzy 08.06.05, 19:31
                    Don, to bardzo proste. Idziesz do googla. Wpisujesz behemot.
                    Wyskakuja linki, wiekszosc po angielsku to odpada.
                    Idziesz na str. 2. Widzisz Wikipedia po niemiecku. I juz mozesz sie pochwalic.
                    de.wikipedia.org/wiki/Behemot
                    Proste jak drut, a jakie wrazenie, co nie? :-)
                    • don2 Re: ABC tzw. wiedzy 08.06.05, 20:35
                      Mozna i tak zdobywac wiedze,nic strasznego ,potem rozwijac temat ,az Ph.D. sie
                      zostaje :)))
                      • jan.kran Re: ABC tzw. wiedzy 08.06.05, 20:46
                        don2 napisał:

                        > Mozna i tak zdobywac wiedze,nic strasznego ,potem rozwijac temat ,az Ph.D. sie
                        > zostaje :)))
                        Gugle i Wikipedia to takie badziewie, że nawet na egzamin maturalny nie
                        wystarczy:-PPPPPP
                        Kran
                      • jutka1 Re: ABC tzw. wiedzy -- tak, tak 08.06.05, 21:06
                        mozna zostac Ph.D. ....................................................
                        mozna zostac lekarzem............................................
                        mozna leczyc ludzi....................................................
                        mozna sobie samemu wymyslic gramatyke angielska..............................

                        wszystko kurna mozna!

                        mozna natenprzykladproszeszanownegopana
                        polac sie domestosem
                        bzyknac wozna
                        dac sie bzyknac kelnerowi
                        nie nauczyc sie pisac poprawnie
                        pojsc do cerkwi albo meczetu albo innej tfu synagogi, albo pojsc POPATRZEC na
                        Gay Pride Parade bo ma sie jednego znajomego Ruska/Muzulmana/Zyda/Geja
                        tym samym udowodnic swoja tolerancje

                        WSZYSTKO kurna mozna!
                        swiat jest pelen mozliwosci!!!
                        kocham swiat
                        jutro zaczne eksplorowac...................................................

                        ps. tesknie za tatka..........................................................
                        • don2 Re: ABC tzw. wiedzy -- tak, tak 08.06.05, 21:11
                          kupie se dmuchany materac i se bede dmuchal,a jutro to se kupie kartofle i se
                          obiore.Ja i tak wiem swoje !!
                  • xurek oooops :)))) 09.06.05, 09:42
                    dobrze, ze Behemot nie wie, ze jest Behemotem :))))))

                    Xurek
                    • basia553 Re: oooops :)))) 09.06.05, 15:43
                      alez Xurku, ona jest przeciez nie TYM tylko TAMTYM Behemotem!
                      • don2 Re: oooops :)))) 09.06.05, 15:59
                        Wokalista irlandzkiego zespołu U2, Bono, zaapelował w czwartek w siedzibie
                        Komisji Europejskiej w Brukseli o podwojenie w najbliższych 10 latach środków
                        na pomoc dla najbiedniejszych krajów świata.

                        malo ! ja posylam majla do maryli Rodowicz ,by pojechala i zazadala wiecej !
    • basia553 Donie!!!!! Co Ty wypisujesz? 08.06.05, 19:24
      cycat z Dona:
      Hanka wyszla za Niemca,ktory okazal sie straszliwie skapy i nawet jej nie
      dawal do reki .
      • bird_man Re: Donie!!!!! Co Ty wypisujesz? 08.06.05, 19:31
        Basiu jestes genialna
        :-))))))))))))))))))))))))))))))))))
        ptaszek
        • don2 Re: Donie!!!!! Co Ty wypisujesz? 08.06.05, 20:33
          phi ja tez wyrywam z kontekstu i mam wesolo :)))))))))))))))))))
          Ja na ciebie Basia zapoluje !!

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka