chris-joe
17.07.05, 08:24
Zdarzyl mi sie wizytor. Naslal mi go moj bliski przyjaciel z Vancouver
(Madziar zreszta), ktory byl sie z nim zaprzyjaznil tamze (w Vancouver, nie w
Madziarii).
Wizytor jest w osobie 28.letniego Japonczyka o imieniu Kazu, ktory wlasnie
spedzil rok w Van. uczac sie angielskiego tamze (w Vancouver, nie w Anglii),
po czym zapragnal rozszerzyc swe jezykowe horyzonta o francuski w QC
(wybaczcie, jesli sie wlasnie zakrztusilem).
Kazu zagoscil u nas przez tydzien, ktory to czas spedzil na poszukiwaniu
bardziej permanentnego lokum, ktore wlasnie znalazl i sie od nas dwa dni temu
wyprowadzil.
Ale Kazu jest przylepa -mila, przyjazna, pokojowa, zagubiona, niepewna siebie
przylepa- i tak naprawde chyba u nas pozostal.
Czyli wyprowadzil sie, ale zadzwonil natychmiast, dzis wpadl na obiad (ktory
gotowac zaczalem ja, on dokonczyl), troche posprzatal obejscie, zajal sie
glodnym Brazem, gdy ten wrocil wlasnie z roboty, dal mi sie wyciagnac do
knajpy (gdzie nic nie pil, mimo ze stawialem! ale sie tlumaczyl tym,ze juz sie
upil dozgonnie tymi czterema piwami ktore strawil na mym Wschodnim Balkonie w
czasie ogladania coweekendowego pokazu ogni sztucznych). A ze ostatnie metro
przegapil spi wlasnie na kanapie w lywyn'rumie, bo pokoj goscinny napowrot po
jego wyprowadzce przerobilem na internet-cafe.
Kazu ugotowal miso-supe na deser. A gotowanie to spowodowalo, ze chcialem
poczatkowo umiescic ten tekscik na watku jutki pt. "Pytania kulinarne" (jako
zadne pytanie zreszta; bo mimo, ze do watku owego jeszcze nie zajrzalem, nie
wierze by ktokolwiek pytal tam o kulinaria:)
Poniewaz jednak tekscik sie rozrosl umiescilem go tu, czyli w miejscu osobnym,
czyli tym wlasnie, czyli tu-tu, czyli wlasnie tutaj gdzie czytacie to co w tej
chwili czytacie, jesli to czytacie.
No wiec Kazu gotowal miso, a ja sie gapilem.
Kazu nie nalal poprostu wody do garnka, lecz nim ja nalal odmierzyl ja trzema
miseczkami (bo jest nas trzech).
Kazu nie wrzucil na-oko do tejze wody zaczynu miso. On zanurzyl lyzke wazowa
w wodzie, do lyzki wazowej dodal miso-zaczyn, w tejze lyzce wazowej zaczyn
rozbeltal mieszadlem (whisk?), tak rozbeltany zaczyn z woda wymieszal, wode
posmakowal, operacje w lyzce wazowej powtorzyl trzykrotnie, nim efekt go
zadowolil.
Dokladnie te sama operacje powtorzyl z rybim bulionem. Wowczas dopiero dodal
zdzbla algi oraz kostki tofu.
Misosupa byla wysmienita; i jest nadal, gdy robie ja sam bez odmierzania wody
miseczkami oraz udzialu lyzki wazowej.
Kazu (z miso, czy bez) stal sie chyba czescia rodziny. Dziwne, bo przyjaciel
Madziar z Vancouver zapewnial mnie, ze tak sie stanie (kwilac niemal z
tesknoty za Kazu przez telefon), a ja z niego sobie w cichosci wewnetrznego
glosu drwilem.
I prosze sobie 2+2 nie dodawac, bo wyjdzie wam 5, tak jak i mi wychodzi, bo
wcale nie o to -by bylo do rymu czestochowskiego- chodzi. Wrecz przeciwnie.
Acha! Jesli chodzi o kompetycje miedzynarodowa fajerwerkow, to poki co
stawiam na Argentyne, mimo ze dzis Czesi bardzo ladnie sie zachowali.
(Do galernikow: zamieszczam wlasnie krotkie widelo z grande-finale
zeszlotygodniowego popisu Hiszpanow)
Dziekuje za uwage.