maria421
27.09.05, 12:57
5 lipca 1410 roku. Wstaje świt. W lesie budzi się polski obóz. Poranny
posiłek, modlitwa. Jagiełło staje przed namiotem, powiadomiony o przybyciu
posłów krzyżackich.
- Panie, Wielki Mistrz, Ulrik von Jungingen, proponuje, by zamiast toczyć tu,
krwawa, bitwę i stracić kwiat rycerstwa, wyznaczyć jednego z każdej ze stron.
Niech oni stoczą pojedynek, a który z nich zwycięży, tego strona uznana
zostanie za zwycięską w całej bitwie.
Po chwili namysłu Jagiełło się zgodził. Posłowie odjechali, a Jagiełło podążył
do namiotów rycerzy.
- Słuchaj, Zawisza, zamiast bitwy będzie pojedynek, pójdziesz walczyć o
wygraną bitwę?
- No, wiesz, Władek, pojutrze tak. No, może jutro... Ale dziś nie dam rady.
Rozumiesz, imprezka była, daliśmy czadu no i ... Po prostu nie dam rady...
Król udał się wiec do kolejnego rycerza:
- Powala, pójdziesz walczyć w pojedynku o wygraną bitwę?
- Sorki, Władek, wczoraj była imprezka u Zawiszy. Daliśmy czadu no i wiesz....
Pojutrze spoko, dziś nie dam po prostu rady....
Udał się wiec Jagiełło do kolejnego namiotu:
- Zbyszko, pójdziesz walczyć´ o wygraną bitwę?
- Królu złoty, nie dam rady. Była imprezka...·
- Tak, tak, wiem, u Zawiszy. Kto jeszcze tam był?
- No chyba wszyscy...
- Zwołaj wojska, niech się ustawią w szeregu pod lasem… Stanęło więc polskie
wojsko pod lasem, naprzeciw król.
- Słuchajcie, będzie pojedynek o wygraną bitwę. Czy ktoś z was jest w stanie
stanąć do niego?·
Siedzą rycerze w kulbakach, każdy łypie na drugiego, głowy pospuszczali. Nikt
nie chce...
Nagle słychać:
- Ja! Ja! Ja chcę!!! Ja pójdę!!!
Rozglądają się i widzą - stary dziad z brodą do pasa, ubrany w jakiś taki
jutowy worek, łachmany.
- Rany Boskie, nie ma nikogo innego???
No i nikogo innego nie było. Dali wiec dziadkowi długi, dwuręczny miecz. Idzie
dziadek przez pole, miecza nie dał rady dźwignąć, wiec ciągnie go za sobą....
Patrzą Polacy, a z przeciwnej strony wyjeżdża na koniu wielkim jak stodoła,
zakuty cały w lśniącą zbroję, wielki jak dąb rycerz.
Jagiełło chwyta się za głowę i jęczy, a Polacy wrzeszczą:
- Dziaaaadeeeeek!!! W nooooogiiiiii!!! W noooooogggiiiiiiiiiiiiiii!!!
Rycerz niemiecki jednak już ruszył, dopadł dziadka, który w ogóle nie
zamierzał uciekać, podniósł się tuman kurzu. Nic nie widać, tylko jakieś takie
jęki słychać. Po chwili wiatr oczyścił pole z pyłu. Patrzą Polacy, a tam koń
bez nóg, krzyżak bez nóg, a dziadek stoi i trzęsącą się ręką trzyma miecz na
gardle Niemca. I mówi:
- Masz szczęście, że krzyczeli "w nogi", bo bym ci łeb upierdolił