swiatlo
10.03.06, 18:07
.. że byłem młody. No że miałem jakieś dwadzieścia lat i wszystko zaczynałem.
Całe życie jeszcze było przede mną, wszystko było nowe, nieznane, nieskalane
i naiwne.
Potem się obudziłem i przez moment, przez ten krótki moment kiedy jeszcze
świeży sen pozostawia emocjonalny krótkotrwały ślad, przez ten moment
zrozumiałem jak śmieszne i nieistotne są te moje "dojrzałe" obsesje, te
wszystkie uprzedzenia, strachy, jak strasznie małostkowy staje się człowiek z
wiekiem. Jak obsesyjna i skarlała staje się jego świadomość z upływem wieku.
Przez ten krótki moment nagle zrozumiałem istotę tego co jest naprawdę ważne
w życiu - otwartość, łaknienie nowego, ciekawość, pragnienie miłości.
Ale jak ślad pozostawiony na mokrym gruncie powoli zanika, tak samo zaczyna
już nieuchronnie umierać to wrażenie tamtej chwili.
Znowu człowiek zaczyna wracać do "dojrzałego" świata - zgorzknienie, ironia,
drętwota...