prawdziwystarywiarus
22.03.06, 09:48
Nie jestem szczególniejszym fanem P1, ale mój pogląd całą na sprawę - a do poglądow takich, jakie
tylko mi się podobają, mam pełne prawo - jest taki: wystawienie tam na widok publiczny twoich
dawniejszych tekstów, niedwuznacznie sugerujących alkoholizm i poważne problemy
psychologiczne, nie tylko dużo wnosi do tego Forum, ale jest wręcz nieodzowne dla zrozumienia co
tam się obecnie dzieje.
Dzieje sie tyle, że dla swojej prywatnej satysfakcji wyrżnęłaś w pień - niewielką, ale zawsze -
enklawę wolnego słowa w języku polskim w internecie, w której - niekoniecznie codziennie, ale
przynajmniej od czasu do czasu - coś ciekawego się działo. Dzięki tobie już się nie dzieje, boś w
swojej nieskończonej mądrości uznała że to takie nieładne, fe i fuj, i że w ogóle na P1 jest
karygodnie, ponieważ jest inaczej niż sobie ciotka Ula wyobraźa dobre maniery.
Netykieta, jak świetnie wiesz, to jest drobna część tego, coś nawyrabiała. Twoja własna nietolerancja,
bigoteria, kompleksy, prywatne zaszłości i idiosynkrazje składają się na pozostałe 97%.
Nie mam pojęcia, dlaczego ewidentnie denerwuje cię istnienie w świecie innych miejsc spotkań niż
polski salonik drobnomieszczański: taki, gdzie starannie wymawiane "ę" i "ą" słychać wszędzie, stoi
ciepły smrodek i kanapa, na której goście wzajemnie spijają sobie z dzióbków, a herbatkę pije się
odstawiając mały paluszek z długim paznokciem od filiżanki w (błędnym) przekonaniu że to szczyt
elegancji.
Nie mam zamiaru dochodzić dlaczego, jeśli ktoś zamiast w salonie woli rozmawiać w kuchni, pod
budka z piwem, czy zgoła w burdelu, to cocia Ula zaraz musi mieć na to alergiczne reakcje i nie
spocznie póki nie rozpędzi takiego zgromadzenia. Twoja sprawa i lekarzy. Mało ci było P2?
Ubolewam, że GazWyb bezkrytycznie (...a może i nie tak znowu bezkrytycznie...) dała ci do ręki
brzytwę, z której entuzjastycznie zrobiłaś użytek. Coraz bardziej popularna jest - jak widać również
w Polsce - politycznie poprawna szkoła myślenia, według której internet jest niebezpieczny, więc
należy go posprzątać, uładzić, uczesać, dogłupić i pokolorować tak, żeby można tam było o każdej
porze dnia i nocy wpuszczać bez obawy i bez opieki każde pięcioletnie dziecko i każdą
menopauzalną ciotkę. Czyli zejście do najniższego wspólnego mianownika. Ty dość entuzjastycznie
schodzisz do takiego parteru, nieprawdaż?
Protestujesz, że ktoś ci teraz stawia do oczu twoje własne słowa sprzed kilku lat? Dobre sobie. Kiedy
wycinałaś wpisy innych pod pretekstem braku odpowiedzialności za słowo, wtedy było dobrze, co?
Natomiast z odpowiedzialnością za własne słowo jest u ciebie jakby nieco gorzej, nieprawdaż? Jak
Ula kogoś deptać, to dobrze, ale jak ktoś się Uli nie chcieć nadstawiać albo Ulę nadepnąć, to bardzo
niedobrze?
Nie wiedziałaś, że w sieci z definicji nigdy nic nie ginie? Nie rozśmieszaj mnie. Przez Wayback
Machine każdy może obejrzeć strony sieciowe, których autorzy dawno nie żyją, ich ISP dawno
zbankrutowali, komputery dawno fizycznie nie istnieją, a tacy jak ty naiwnie myślą, że cała
informacja która byla, a jej nie ma, to bez śladu rozpłynęła się w entropii. Nic bardziej błędnego.
Skarbie, wszystko co wchodzi w sieć, do ostatniego naciśnięcia klawisza, jest zawsze gdzieś, przez
kogoś, dla jakichś celów archiwizowane. Prywatnie albo instytucjonalnie. Niektóre z takich archiwów
są publiczne.
Jak myślisz, w jaki sposób udaje się nam czasem cytować w oczy napuszonym politykierom, z
dokładnością do ostatniej kropki i przecinka, co mówili pięć albo dziesięć lat temu, z jednoczesnym
wykluczeniem jakiejkolwiek możliwości wyparcia się przez nich własnych słów?
Od momentu, kiedy zdecydowałaś dać całemu światu możliwość czytania opisów intymnych
szmerów swojej jaźni, masz takie same szanse na utrzymanie tego w dyskrecji, jak Kagan na
zatajenie swojej historii procesowej. Jest bez znaczenia, czy w jaźni ci szemrało dwa, pięć, czy
dwadzieścia lat temu. Trzeba było myśleć o swojej prywatności wtedy, kiedy była pora na to, nie
teraz. Teraz, twoje pijackie wyznania może czytać kto zechce - praktycznie do końca świata.
Choćbyś miała wykupić 100% akcji Agory i fizycznie zniszczyć jej serwery, jest za późno. Nie masz
żadnej kontroli nad tym, co napisałaś, i nigdy nie bedziesz miała, bo kopie rozlazły się po świecie. W
tym sensie, osiągnęłaś nieśmiertelność. Niech ci to będzie nauką, że siadanie po pijanemu do
komputera jest prawie tak samo niebezpieczne, jak siadanie po pijanemu za kierownicą.
Sieć nie rządzi się prawidłami dobrego smaku cioci Uli, i bardzo dobrze. Zresztą kto niby, kiedy i w
jaki sposób cię mianował arbitrem dobrego smaku? I jaka jest jedynie słuszna definicja dobrego
smaku?
Polecam znany cytacik biblijny: "Nie sądźcie, byście nie byli sądzeni".