Dodaj do ulubionych

O pierdulach... - Odc. 11

11.05.07, 21:48
Tamten odcinek sie juz przelal, wiec zakladam nowy informujac niniejszym, ze
zmoglo mnie ogolne zmeczenie.
Taka pierdula piatkowa.
:-)
Obserwuj wątek
      • iwannabesedated help! 12.05.07, 16:15
        A ja przeżywam atak pasożytów!!! Po pierwsze primo pies mi się zapchlił. A u
        weteryniarza wynikła gorsząca awantura, bo zwykle i tak mnie trafia jak człek
        przyjdzie z psem na ten przykład ze złamaną łapą lub strupem na tyłku, a tu
        nawet psa nie obejrzą tylko od razu nachalnie zaczynają wciskać specjalistyczne
        karmy, co to je weci, zamiast leczyć zwierzęta, akwizytują. No więc jak
        przyszłam po preparat na pchły a baba nuże mnie pod ścianą stawiać co pies je, i
        nosem kręcić, i sztorcować i tę bardzo drogą karmę mnie wpychać, to ja kurwa nie
        strzymałam i mnie się ulało lub też wydżyzdło, suma sumarum, preparatu nie kupiłam.
        No a na dokładke świerk mi pod oknem zaatakowały jakieś inne straszne pasożyty,
        całe gałęzie oblepione czymś co wygląda jak bardzo duże mszyce, a po tym chodzą
        takie żuki - obleśność!!! Zaraz w poniedziałek muszę lecieć do admu żeby mi to
        paskudztwo wyrugowali, mam nadzieję że drzewo przetrwa, niemniej ogródek mam
        zgłowy na conajmniej tydzień, bo jak spryskają to nie będzie można wchodzić, bo
        ja oraz pies jesteśmy alergiczni, i zaraz by pewnie popuchły rapcie oraz mordy
        czyco.
        Fiute z takim czymś.
        • kan_z_oz Re: help! 12.05.07, 16:32
          Bycie alergicznym jest chyba też normalnym stanem w mnie?.

          Nigdy nie miałam żadnych alergii aż do tego roku. Nie miałam alergii to mało
          powiedziane - byłam odporna jak byk na pchły, pluskwy(swędzi), karaluchy oraz
          wszystko co pełza, gryzie itp. Zdychało na mój widok...i co? W tym roku po raz
          pierwszy w moim życiu bedąc na wakacjach letnich wykąpałam się w wannnie
          hotelowego pokoju i dostałam 'Trush'. Nowy rok spedziłam na obiegiwaniu aptek
          by uspokoić swędzenie miejsca intymnego oraz inne sensacje.
          Jak do cholorey można dostać coś tak 'upierdliwego'i nieprzyjemnego od kąpieli?
          Pozostanie to dla mnie tajemnicą na zawsze.
          Pamiętam czasy gdy kąpałam się w zagrożym epidemiologicznie zbiorniku wodnym w
          Polsce i było Ok. Nie raz, nie dwa tylko regulanie i bakterie zdychały.

          Ostanio musieliśmy się wyprowadzić z hotelu w środku nocy, bo zaczęłam puchnąć
          w tempie zastraszającym.
          Kurz i wilgoć mnie załatwiły.
          Jakby była speluna to bym nie narzekała - 'zabytkowy budynek' i roślinność za
          oknem.

          Pies mój zawsze do alergicznych należał - jej się poprawiło, za to mnie strzela
          ile wlezie i kiedy przyjdzie.
          Węszę podstęp ale nie wiem jeszcze dokładnie kogo winić?
          Przyjdzie się więc chyba przyzwyczaić?

          Kan
          • iwannabesedated Re: help! 12.05.07, 16:58
            Na discovery pokazali, że albo alergie albo robaki. Jak ludzie mieli robactwo to
            nie mieli alergii, i jeden doktor sobie sam w sobie hoduje robaki i się w ten
            sposób z alergii wyleczył i teraz leczy innych. Albo rybka albo grzybka, że tak
            powiem, a co to tego ostatniego to bierz prewencyjnie wyciąg z pestek
            grapefruita w kapsułkach - no chyba że masz alergię na to - ja też mam uczulenie
            na wszelakie pleśni i grzyby ścienne, piwniczne i cielesne i ten grapefruit mi
            pomaga.
    • ewa553 kawa 14.05.07, 08:36
      kawa odgrywa w moim zyciu naprawde wielka role. Moze dlatego tez Wlochy -
      ojczyzna najpyszniejszych kaw - sa mi takie bliskie:)))) Kawa pozwala mi rano
      dobudzic sie i nabrac checi zycia. No i wlasnie zepsula mi sie maszyna do kawy
      i - zeby bylo ciekawiej, stalo sie to w dniu, kiedy mialam odwiedziny -
      forumowe zreszta. No wiec poszlam kupic nowa. Wybor wprost nieziemski. Po
      dlugim wybieraniu, rozmyslaniu, porownywaniu wybralam nowa maszyne. Niestety,
      kawa z tej maszyny nie smakuje tak jak dawniej, nawet jak dosypie wiecej kawy
      to smakuje "sikowato". Poszlam wiec po druga. Teraz mam kawe mocna jak
      siekiera, niezaleznie od tego ile kawy wsypie. Cholera, to tak jak z facetami:
      jak sie mialo kiedys ideala, to zaden inny potem nie "smakuje". Nie ma nic
      gorszego jak porownywanie, prawda?ßß
      • kielbie_we_lbie_30 Re: kawa 14.05.07, 09:17
        Bez kawy rano ani rusz. Kupilam espresso machinen na jesieni i codziennie rano
        wielkie cappucino musi byc...nie wyobrazam sobie inaczej no i fakt...teraz
        jakies tam byle jakie kawy nie pasuja.
        Co do facetow to jeszcze mam pewnie szanse hahaha bo eksio idealem nie byl,
        przynajmniej dla mnie bo niezly chop z niego i moglby napewno byc idealem dla
        innej czego mu z calego serca zycze.
        Jeno...kto mi bedzie wtedy przy aucie pomagal? I odwozil, przywozil z lotniska?
        Hmmm...
        • iwannabesedated kaaaaawaaaa.... 14.05.07, 12:39
          Może już pisałam, ale w sławnym rumchającym ekspresie odkryłam niedawno funkcję
          spieniania mleka i teraz piję rano z miodem i pianką mleczną (pół na pół
          skondensowane mleko i zywkłe). Boska boskość, a co do eksów to kurtyna na tę
          podłogę co to pod nią ich truchła schowałam. A teraz idę pisać o kompoście.
        • maja92 Re: kawa 14.05.07, 15:37
          Kawy uwielbiam zapach, ale jeszcze nie nauczylam sie pic i smak mi buzke
          wykreca w niestosowna minke...
          A co do facetow... nie mam porownania...ciagle ten niby "ideal" a o reszte
          jeszcze sie nie zatroszczylam...
    • jutka1 Re: O pierdulach... - Odc. 11 16.05.07, 09:20
      Dzisiaj oddaje sie babskim pierdulom, czyli daje sobie zrobic paznokcie i lekko
      rozjasniam wlosy na lato. :-)
      Od jutra do niedzieli bede z doskoku, bo na konferencji wyjazdowej.
      Takie tam pierduly. :-)))
          • iwannabesedated Re: O pierdulach... - Odc. 11 19.05.07, 11:34
            Pogoda zaiste się stała cudna, zasiałam resztę nasion i mi rosną :) Za to
            wczoraj do drugiej w nocy czytałam wielce fascynującą książkę, po czym dostałam
            globusa i nie mogłam zasnąć do szóstej. A jak już zasnęłam to mi się śniło że
            jestem agentem 007 i wypluwam szkło do umywalki po czym sobie czyszczę język
            szczotką. Co gorsza mam jeszcze jedną wielce fascynującą książkę i obawiam że
            dzisiaj też dupex z cipexem ze spania.
            • jutka1 Re: O pierdulach... - Odc. 11 21.05.07, 11:05
              Przyslij tytuly. Dawno juz nie dostalam od lektury globusa, a lubie to uczucie,
              nie powiem. :-)))

              W ramach dzisiejszych pierdul, za godzine przyjedzie Nowy.
              Zrobie zdjecie i zapodam.
              Ciekawe, jak Daisy na niego zareaguje. Mam nadzieje, ze go nie znienawidzi, tfu,
              na psa, znaczy kota, urok!
              :-D
              • iwannabesedated Alarm!!! 21.05.07, 22:37
                Pyton się nie odzywa, pewnie go pożarł nowy kot, to pewnie w ogóle nie był kot,
                tylko tygryzł czyco, a może tylko nogę odgryzł, co tu robić, co tu robić?
                • jutka1 Re: Alarm!!! 21.05.07, 22:44
                  Jezde, jezde. :-)

                  Tygryzl jest przecudny, ale bidok siedzi w sypialni pod meblem. Mruczy jak cholera.
                  A nie bylo mnie, bo mnie kumpel rolnik zgarnal spod sklepu i zaciagnal do nich
                  na ognisko. Oj. :-)))
    • jutka1 Re: O pierdulach... - Odc. 11 24.05.07, 09:43
      Wrocil upal, po jednym dniu ochlodzenia. Niestety, wczoraj tylko zbieralo sie na
      burze - w koncu nie spadla ani kropla deszczu.
      Po poludniu kosze do skutku.
      Przedtem poczytam na tarasie.
      Aha, mam nowa antene do netu, dzieki czemu zwiekszyla sie predkosc. :-)))

      Takie tam wioskowe pierduly...

      Milego dnia :-)
    • jutka1 Re: O pierdulach... - Odc. 11 28.05.07, 17:55
      Melduje sie.
      Ciagle zaleguje.
      Jutro chirurg osadzi - gipsowac, czy nie.
      Ale teraz to pikus - mialam zla nowine o stanie zdrowia znajomego, waznego dla
      mnie zawodowo, i skrecone kolano to betka. :-(((

      Pozdrawiam, J.
          • jutka1 Re: O pierdulach... - Odc. 11 30.05.07, 08:32
            Tak, tak. Plackowi nasze stanowcze 3 X NIE. :-D
            Od wczorajszego wieczora chodze podpierajac sie tylko jedna kula. Wczoraj tez po
            raz pierwszy od 4 dni obejrzalam film. Jest gites.
            Czlowiek duzo sie moze nauczyc przy takich kontuzjach. Np. rozbierac na czynniki
            pierwsze kazda czynnosc, tak zeby wiedziec co idzie przed czym, i jak cos
            zrobic, zeby bylo najbardziej ergonomicznie. Ciekawe doswiadczenie w sumie. :-)

            Koty sie juz polubily. Dzieki Niebiosom. :-)

            I to by bylo na tyle w ramach pierdul wioskowych. Milego dnia. :-)
                • a.polonia Re: Juutkaaa.... 30.05.07, 09:37
                  Ano zrozumiale, tym bardziej, ze pewnie musialabys sie czolgac z aparatem pod
                  lozko :P, czy w inny kat (sory, nie czytalam jeszcze jak to u Ciebie bylo, u
                  nas Teska trzy dni siedziala za sofa, a pozniej sie wcisnela za kaloryfer :P)

                  Ech, u nas dopiero od niedawna widac, ze sie jednak lubia, tzn. przynajmniej
                  daja sobie nawzajemy wylizywac lepetyny ;))
                  • jutka1 Re: Juutkaaa.... 30.05.07, 09:54
                    Tutaj to trwalo krocej: mlodego przywiezli w zeszly poniedzialek, do srody
                    siedzial w mojej sypialni (we wtorek Daisy malo go nie zabila, kiedy chcialam go
                    wypuscic), potem byla walka, w czwartek mialam wypadek, w sobote polizala go w
                    ucho, w niedziele lizala go po karku, a teraz juz razem biegaja, spia, bawia
                    sie. Tyle, ze Daisy ciagle mu pokazuje kto tu rzadzi. Ale to normalne. :-)
                    • a.polonia Re: Juutkaaa.... 30.05.07, 12:33
                      aaaa, no to faktycznie poszlo blyskawicznie :))))
                      Walka o hierarchie, u nas wygrala Teska, mimo, ze zawitala u nas pozniej, no
                      coz, kobita z charakterem :)

                      > Tutaj to trwalo krocej: mlodego przywiezli w zeszly poniedzialek, do srody
                      > siedzial w mojej sypialni (we wtorek Daisy malo go nie zabila, kiedy chcialam
                      g
                      > o
                      > wypuscic), potem byla walka, w czwartek mialam wypadek, w sobote polizala go w
                      > ucho, w niedziele lizala go po karku, a teraz juz razem biegaja, spia, bawia
                      > sie. Tyle, ze Daisy ciagle mu pokazuje kto tu rzadzi. Ale to normalne. :-)
                      >
    • jutka1 Re: O pierdulach... - Odc. 11 07.06.07, 10:28
      Swieci slonce. Nareszcie bede mogla posiedziec w ogrodzie.
      Moge juz chodzic bez kuli. Wprawdzie staram sie te nowa umiejetnosc ;-) dozowac,
      ale dobrze wiedziec, ze moge. Mala rzecz, a cieszy.

      Takie tam pierduly rekonwalescentki. :-)))
          • lucja7 Re: O pierdulach... - Odc. 11 07.06.07, 11:21
            Gdy mozesz sie opierac na jednej nodze, to ona przenosi caly twoj ciezar, czyli
            zalozmy twoje cale 60kg.
            I teraz chodzi o to by na dwu wagach ustawionych obok siebie stanac w ten
            sposob by noga chora przenosila np 1kg a zdrowa 59. "Zanotuj" sobie w twojej
            pamieci i pamieci nogi z jaka sila mozesz na nia naciskac chodzac np miedzy
            poreczami rownoleglymi albo jedna kula. Itd, np na wagach 2-58 kg, zapamietac,
            3-57, do 30-30kg na kazdej nodze, w tempie opracowanym przez reedukatora.

            :-)
              • asia.sthm Re: O pierdulach... - Odc. 11 07.06.07, 13:43
                Jutko, ciumaski za sprawna rehabilitacje.
                Moje dziecko rozwalilo sobie oba wiazadla przy kolanie w lutym, na poczatku
                maja dopiero dal sie przegonic pieszo po Warszawie i potem po Krakowie...no ale
                on sportowiec i goi sie wszystko jak na psie.
                A ty trzymaj sie wesolo, lepiej sie goi.
                  • iwannabesedated Laska 07.06.07, 17:21
                    Laskę należy trzymać w tej ręce, którą jest poręczniej prać po łbach zakutych,
                    ewentualnie walić tą lagą w stół lub bar by przywołać zbezecnioną obsługę do
                    porządku.
                    Lecząc ostatnio przypadłość gardlano oskrzelową co mnie znienacka i zdradziecko
                    pod osłoną pogody majowej dopadła, wyczytałam iż moje ulubione pacaneum czyli
                    Amol - bardzo skuteczne jest przy skręceniach, zwichnięciach, ścięgnien
                    nadciągnięciach , naderwaniach i torebek stawowych zapaleniach. Śmierzy ból,
                    łagodzi opuchlizny oraz reneneruje, uzdrawia i chyba też pierdoli nie
                    przerywając snu (ale o tym już nie piszą, bo to receptura karmelitów, a jak
                    wiadomo w tych kręgach o pierdoleniu się nie mówi). Więc rekomenduję Tobie
                    Pytonku, okłady - ręcznik zmoczyć gorącą wodą, pokropić Amolem, zawinąć odnóże,
                    i potem jeszcze odnóże zawinąć w ręcznik suchy i niech się tam tak marynuje i do
                    siebie dochodzi. Skuteczne są też okłady z kota lub młodych bicepsów, ale tutaj
                    już potrzeba współpracy ze strony osób trzecich, co nie zawsze jest łatwe, a
                    czasem nie warta skórka za wyprawkę :(
                    • jutka1 Re: Laska 07.06.07, 19:31
                      Laske bede trzymac w prawicy. Piekna metafora nespa.

                      Amol nabede jutro. Bede sie pod nim gzic i miedlic, i czekac na zmilowanie
                      niebianskie lub ludzkie, whichever comes first.

                      PS. Poopalalam sie 2 godziny dzisiaj. :-D
    • ewa553 Co za upaly! U Was tez? 10.06.07, 18:03
      Wczoraj 30 stopni i wreszcie o 17-tej burza nad burzami. Siedzialam w domku
      ogrodkowym probujac czytac, ale tak naprawde balam sie, tak trzepalo.
      Dzis zero ochlodzenia. A urodzinowa kolezanka zaprosila nas na urodzinowy
      piknik w pobliskie gorki. Bylo cudnie, piknik z widokiem na Heidelberg (z
      gory). Gdyby nie te nieszczesne 31 stopni.... Uff, a lato sie jeszcze nie
      zaczelo....
    • ewa553 apropos rozmiaru usztywniacza 13.06.07, 19:15
      to dostalamdzis maila:
      Kobieta ze swoim drugim mężem spotykają jej pierwszego. Były mówi do aktualnego
      (z przekąsem):
      - No i jak smakuje używany towar?
      Aktualny spokojnie odpowiada:
      - Pierwsze 5 cm rzeczywiście używane, ale reszta - nóweczka !!!
    • jutka1 Re: O pierdulach... - Odc. 11 16.06.07, 11:28
      Pogoda sie popsula, jest pochmurno i wietrznie. Mam sporo prasy do
      "przerobienia", wiec taka pogoda jest mi nawet na reke.
      Poza tym luz-blues. :-)
      A jutro dwa turnusy gosci z daleka - ale kazdy turnus tylko na chwile, na kawe,
      na godzinke.
      Koniec pierdul. :-)
        • chris-joe Re: O pierdulach... - Odc. 11 17.06.07, 01:55
          Sie pytac nie bede cos ty wyprawiala przez 4+ godziny na kolanach w ogrodzie...
          Przeciez mialas sie oddawac rekonwalescencji!

          Dla przyczynienia smetnosci dodam, ze i mi czasem kolana dokuczaja. Jutka, are
          we getting old(er)?! :(
          • jutka1 Re: O pierdulach... - Odc. 11 17.06.07, 09:52
            Nie bylam "w ogrodzie na kolanach", tylko siedzialam w normalnej pozycji, bez
            usztywniacza, przez 4+ godz. Normalnie siedze z noga wyciagnieta, w pozycji
            naprawde siedzacej spedzam godzine-dwie (kiedy np. ogladam TV) i wracam do
            pozycji "ja na sofie, lewa noga wyciagnieta na fotelu".
            :-)))
                • iwannabesedated Re: O pierdulach... - Odc. 11 17.06.07, 15:20
                  Pytuniu, nacieraj kopytko Amolem. I ten ciepły okład. Pomaga jak złoto. Co do
                  bólów różnych, to nie koniecznie sprawa starości, tylko czasem jest to sprawa
                  klimatu.
                  W dziecięctwie moim wiośnianym spędzonym w mieście mglistym i zawszepolskim
                  Stettin, gdzieś tak ok. 10 roku życia zaczęłam mieć autentyczny reumatyzm!
                  Darcie w kościach w okolicy piszczeli i kolan. Serio! No ale to nikogo nie
                  dziwiło bo w Szczecinie wszyscy mają reumatyzm włacznie z psami. Tylko kotom to
                  nie robi. Ale koty - wiadomo - mało co im robi cokolwiek.
                  W każdym razie, po wyprowadzce i przeżyciu lat kilku tu i tam reumatyzm
                  przeszedł jak ręką odjął. Co prawda popadłam w inne choroby, ale to już inna
                  historia.
                  • jutka1 Re: O pierdulach... - Odc. 11 17.06.07, 19:04
                    Stokrotko, stosuje wszystko, co sie da, a od przyszlego tygodnia dojdzie masc z
                    korzenia zywokostu houm-mejd. Bedzie u mnie zielarz - znajomy kumpeli - i pokaze
                    mi gdzie na terenie rosnie zywokost, jak sie wykopuje korzenie, i co sie dalej z
                    nim robi, zeby wyszla masc.
                    Zywokost jest podobno rewelacyjny. Sprawdz w guglu.

                    Przynajmniej mam poczucie, ze cos robie, inaczej moj poziom irytacji na
                    zaistniala sytuacje by wzrosl niepomiernie. A tak, jestem tylko troche
                    poirytowana, i juz zniecierpliwiona. Chce na rower. Chce prowadzic samochod.
                    Chce biegac po schodach i wlaZic na lipe. Kurnia.
    • luiza-w-ogrodzie Leje, pada, wieje, pizdzi i dni sa krotkie 18.06.07, 03:25
      Wiem, ze deszcze sa potrzebne, ale przez te pogode jestesmy z Buszmenem
      uwiezieni w miescie. W buszu jest zbyt mokro (koryta rzeki przekraczane sucha
      stopa sa szalejacymi wirami, obsuwaja sie gliniaste i piaskowcowe zbocza) i
      zbyt wietrznie (wielkie drzewa zrzucaja konary albo i same sie klada). Ze
      zimno, to pestka, od tego sa porzdne spiwory i namiot, ale ta wilgoc...

      I do tego nawet gdy nie pada, po pracy mam moze pol godzinki na prace ogrodowe,
      bo potem sie sciemnia. Odkrylam, ze polowa szescsetmetrowego trawnika jest
      przerosnieta chwastami, ktore mozna tylko recznie wydlubac. No to dlubie w
      mokrej ziemi i przeliczam ilosc chwastow na roboczogodziny. K...wa. Jak bym nie
      przeliczala, wychodzi mi ze zanim skoncze, juz bede miala za plecami ze 100m2
      nowych chwastow.

      Czekam na pierwsze objawy reumatyzmu probujac sie przed nimi ratowac kominkiem
      Luiza-w-Ogrodzie
      .¸¸><((((º>¸¸.·´¯`·.¸¸><((((º>
      Australia-uzyteczne linki
      • lucja7 Buszmen,Leje, pada, wieje, pizdzi i dni sa krotkie 18.06.07, 11:19
        Czyli wszystko odwrotnie: slonce, lekki od czasu do czasu powiew wiatru, i
        przyjemne, dlugie dnie.
        Chwasty, dlubanie palcami w mokrej gliniastej ziemi, reumatyzm, ogrodowe
        roboczogodziny, zgroza.
        Ach jak przyjemnie siedziec na tarasie kawiarni i ciagnac powoli zimna
        lemoniade wysysajac dziurki slomka w kawalkach lodu.
        Odwagi Luiza i dbaj o zdrowie ;-)))))))

        A co do Buszmena; jest we Francji miasteczko tak sie nazywajace i wymawiajace,
        a piszace Bouchemaine ktore, jak nazwa wskazuje, znajduje sie u ujscia Maine do
        Loary. Rezydencyjne miasteczko w okolicach Angers, gdzie mozna zjesc pyszne
        wegorze w jednej z licznych retauracji polozonych nad brzegiem rzeki.

        Jesli o mnie chodzi, jestem pesymistka i mysle ze do wlasnego ogrodu nie
        dojrzeje. A to od czasow kiedy wichura zerwala dach mojej chalupie wiejskiej
        (na poczatku lat 90tych)i kiedy sobie powiedzialam: juz nigdy wiecej.
        • luiza-w-ogrodzie Lucjo 18.06.07, 12:31
          lucja7 napisała:

          > Czyli wszystko odwrotnie: slonce, lekki od czasu do czasu powiew wiatru, i
          > przyjemne, dlugie dnie.

          No to tak, jak jest u nas normalnie zima, z wyjatkiem tych dlugich dni, bo
          slonce zachodzi za kwadrans piata w najkrotszy dzien roku. Te deszcze krzyzuja
          mi szyki, odzwyczailam sie od ich istnienia, nie tak, jak Wy w Europie.

          > Chwasty, dlubanie palcami w mokrej gliniastej ziemi, reumatyzm, ogrodowe
          > roboczogodziny, zgroza.

          Zara, jakiemi palcami, dlubie sie specjalna waska lopatka. Roboczogodziny to
          jednostka planowania czasu pracy - nie mow, ze sama ich nie uzywasz :o) Co do
          reumatyzmu, spokojne ruchy - mam kominek, zelazko i Buszmena.

          > Ach jak przyjemnie siedziec na tarasie kawiarni i ciagnac powoli zimna
          > lemoniade wysysajac dziurki slomka w kawalkach lodu.

          Blee, nie cierpie napojow z lodem nawet latem, kiedy robie lemoniade z cytryn
          swiezo dostarczonych z ogrodu kolezanki. Przepijam do Ciebie recznie rolowana marokanska herbata.

          > Odwagi Luiza i dbaj o zdrowie ;-)))))))

          Dbam jak wyzej...

          > A co do Buszmena; jest we Francji miasteczko tak sie nazywajace i
          wymawiajace, a piszace Bouchemaine ktore, jak nazwa wskazuje, znajduje sie u
          ujscia Maine do Loary. Rezydencyjne miasteczko w okolicach Angers, gdzie mozna
          zjesc pyszne wegorze w jednej z licznych retauracji polozonych nad brzegiem
          rzeki.

          Hm, Buszmen pracowal kilka lat we Francji...

          > Jesli o mnie chodzi, jestem pesymistka i mysle ze do wlasnego ogrodu nie
          > dojrzeje. A to od czasow kiedy wichura zerwala dach mojej chalupie wiejskiej
          > (na poczatku lat 90tych)i kiedy sobie powiedzialam: juz nigdy wiecej.

          Ee, zaraz pesymizm - ty jestes miejskie zyjatko, co bys zrobila z ogrodem???

          Pozdrawiam i lece sie grzac zelazkiem :o)
          Luiza-w-Ogrodzie
          .¸¸><((((º>¸¸.·´¯`·.¸¸><((((º>
          Australia-uzyteczne linki
          • lucja7 Re: Lucjo 18.06.07, 15:44
            Na marokanska herbate moge sie chetnie zgodzic, nawet recznie rolowana.
            Co ja moglabym zrobic z ogrodem?
            Np najac marokanskiego ogrodnika, ale byloby to mozliwe gdzies daleko, na
            poludniu tego kraju, albo wrecz na drugim brzegu morza Srodziemnego. I nie
            teraz. I zeby wpadac 2, 3 razy w roku, popijac, niech ci bedzie, herbate z
            pianka.

            ;-)))

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka