iwannabesedated
10.07.07, 23:09
Natchnęła mnie do rozważań, jak zwykle, wypowiedź czyjaś, że jeśli
pierdolniętość i nieszczęśliwość (vide Gombrowicz) mają przysporzyć dzieł tak
genialnych to tylko sobie takich pierdolniętych i nieszczęśliwych więcej życzyć.
We mnie takie myślenie wywołuje gwałtowny sprzeciw.
Z wielu powodów.
Po pierwsze primo, jest oznaką myślenia jednostka i jej osobiste szczęście
niczym, jeśli skorzysta kupa. To wsadzić mu w dupę kij, niech cierpi, niech
tworzy, a my w swoim ciepełku będziemy się tym napawać. Ohydne.
Po drugie primo, jest typowo polskim myśleniem przydającym wartość
cierpiętnictwu i cierpieniu. Moim zdaniem geniusze tworzyli nie z powodu, lecz
pomimo skorupy cierpiętnictwa= i pierdolniętości. Gdyby nie byli pierdolnięci
ich geniusz myślę dopiero by miał szansę się rozwinąć.
Geniusz nie wynika z pierdolniętości. Pierdolnietość niestety jest częstą
towarzyszką geniuszu, w myśl zasady że im bardziej skomplikowana struktura tym
częściej się pierdoli. Więc - cep - rzadko się pierdoli a jak się spierdoli to
każdy może naprawić. Kompy się pierdolą non stop i naprawić jest trudno a
czasem się nie da.
Trzecie tertio to odmawiam przyznawania rangi geniuszu tylko rzeczom trwałym.
Człowiek, który żyje jak ciepły wiatr, nic nie niszczy, nic nie tworzy, nic po
sobie nie zostawi, lecz wokół wszystko kwitnie, a on szczęśliwie sam płynie
lekko, łatwo i szczęśliwie to jest baj mi prawdziwy geniusz i tego bym życzyła
sobie oraz wszystkim.