boreus
13.11.03, 22:53
Parę dni temu przeczytałem w "Atlantic" artykuł Jonathana
Rauch'a pt. "The forgotten millions". Podtytuł tego artykułu
brzmi "Communism is the deadliest fantasy in human history
(but does anyone care?)"
Z grubsza rzecz biorąc, autor argumentuje, że komunizm uśmiercił
60-100mln ludzi (historycy nie są tu zgodni), o rząd wielkości
więcej niż faszyzm. Te "ciała leżą pośród nas, niezauważone,
a są wszędzie" - pisze Rauch, a jednak jakimś sposobem jesteśmy
w stanie jakoś łatwiej rozgrzeszyć komunizm niż faszyzm. O tych
milionach mówi się rzadko i niechętnie - albo wcale.
Dlaczego tak jest? Wydaje mi się, że hasła, które marksizm
propagował (pomijając oczywiście rozbieżność teorii i praktyki)
są tak pociągające dla ludzkiego "psyche", że wielu ludziom
trudno się z nimi rozstać, nawet w obliczy faktów. Natomiast
ideologia faszyzmu była raczej odpychająca, szczególnie dla
intelektualistów - stąd ta różnica w percepcji.
Czy ktoś jest chętny podzielić się własnymi przemyśleniami
w tej sprawie?