18.11.09, 18:30
Cześć.
chcę sie pożalićuncertain
denerwuje mnie że mój nm nie ROZUMIE że mi momentami jest kiepsko w
tej sytuacji (nie moje dziecko, kontakty z byłą itp.) i że czasami
chciałabym żeby ze mną o tym pogadał, "pocieszył" dodał otuchy no
nie wiem.
chociażby żebym czuła zrozumienie...
natomiast on działa na zasadzie że JA WIEM jaka jest sytuacja i
koniec.
nic nie trzeba o tym mówić nic dodawać.
a przecież są coraz to nowe sytuacje.
różne sytuacje że musimy zmienic plany...albo on systematycznie
przedłuża czas brania dziecka ostatnio 5 dni w tyg...chociaż de
facto jego rodzice zajmują się tym dzieckiem, dochodza do tego nasze
problemy logistyczne bo nie mieszkamy razem i mamy kawałek do siebie
więć takie zmiany wizyt czasem na ostatnią chwilę robią zamieszanie..

sytuacje dla mnie czasem stresujące....

nie wiem czy powinnam bardziej elastycznie podchodzić do tego czy
jednak nie wyolbrzymim że potrzebuje wsparcia.


Obserwuj wątek
    • konstancja16 Re: temat. 18.11.09, 19:00
      hm. no to chyba normalne. faceci tak z reguly maja, ze nie lubia
      klepac po proznicy. ja osobiscie to lubie u nich i tez tak mam. no
      bo gadac mozna o roznych problemach, ktore mozna jakos rozwiazac. a
      takie narzekanie dla samego narzekania to niczemu nie sluzy....

      chyba ze masz jakies konkretne, konstruktywne propozycje. ja taka
      mialam: raz w miesiacu dziecko spedzi weekend z mama, a my go
      spedzimy jak bezdzietna mloda para. pojdziemy na 'dorosla' impreze,
      do teatru, wyjedziemy i zarzniemy sie na rowerach (nie zatrzymujac
      sie co kawalek w celu ogladania mrowek i innych robali). to
      konkret, do zalatwienia albo przynajmniej do negocjacji. ale takie
      zrzedzenie: kochanie, jest mi smutno i czuje sie samotna, bo ty masz
      dziecko to chyba nie ma szans powodzenia.

      owszem o uczuciach i emocjach tez czasem mozna: kocham cie.
      wkurzyles mnie, bo sie umowilismy i ja czekalam wystawiona do
      wiatru. czulam sie niefajnie jak przy moich znajomych nabijales sie
      ze mnie, bo przypalilam wode na herbate. ale wszystko z jakims
      konkretem. no, moze z wyjatkiem tego 'kocham cie' od czasu do
      czasu. to moze byc bez konkretow, nawet facet powinnien sie
      przelamac i to nie tylko w lozku wink

      generalnie, mysle ze troche przesadzasz i brakuje tu KONKRETU o
      ktorym chcesz rozmawiac. jak do pozalenia sie tak ogolnie to chyba
      lepsze forum 'macochy'. tu sie Toba zaopiekujemy i dokopiemy
      adekwatnie.
      • chalsia Re: temat. 18.11.09, 19:18
        zgadzam sie z Konstancją
      • rybkka24 Re: temat. 18.11.09, 19:45
        taaak, bo ja taka zaniedbana się czuję ::
        i niedokochana ::ojjjj.
        no ok.
        forum do pocieszenia i przesłania pozytywnych fluidów....

        konkrety są ale w życiu codziennym się rozpapkowują.
        dzięki za odp..
      • blondgirl Re: temat. 19.11.09, 08:09
        konstancja16 napisała:
        >
        > chyba ze masz jakies konkretne, konstruktywne propozycje. ja taka
        > mialam: raz w miesiacu dziecko spedzi weekend z mama, a my go
        > spedzimy jak bezdzietna mloda para. pojdziemy na 'dorosla' impreze, > do
        teatru, wyjedziemy i zarzniemy sie na rowerach (nie zatrzymujac > sie co kawalek
        w celu ogladania mrowek i innych robali). to > konkret, do zalatwienia albo
        przynajmniej do negocjacji.

        Na taką propozycję ja usłyszałam, że jak on odmówi Synowi, że nie może do nas
        przyjechać.
        Młody na ogół jest na weekend i na ogół nie informuje, że nie zamierza
        przyjechać - po prostu nie odbiera tel. od ojca w weekend, więc ciężko coś
        takiego zaplanować.
        • konstancja16 Re: temat. 19.11.09, 18:19

          powiem szczerze, ze nie wyobrazam sobie sytuacji, zeby dzieciak nie
          odbieral telefonu.

          tak mnie nauczono, zeby dotrzymywac slowa i mowic o roznych sprawach
          otwarcie. jak nie moge gdzies przyjsc albo mam sie spoznic to
          staram sie o tym uprzedzac. nie lubie marnowac czasu i staram sie
          nie narazac na to innych. celowe nieodbieranie telefonu jest dla
          mnie szczytem chamstwa i tchorzostwa. mam nadzieje, ze nie dojdzie
          do takich sytuacji z Malym, bo nie recze za siebie.

          tatulek toleruje takie zachowania?

          ja rozumiem, ze ukochane dziecko, ale dziecko trzeba nauczyc
          szacunku do innych, IMHO. juz widze jak taki mlody czlowiek nie
          bedzie odbieral telefonu w pracy, bo nie uporal sie z robota, nie
          odpowiade na telefon przyjaciela w potrzebie bo akurat mu sie nie
          bedzie chcialo itede. piekna perspektywa, nie ma co.
          • blondgirl Re: temat. 20.11.09, 07:40
            Nie musisz mi tego mówić. Ja mam podobne zdanie do Twojego i również takimi
            zasadami kieruję się w swoim życiu.
            Tłumaczyłam NM, a on niby Młodemu, ale generalnie nadal jest to samo...

            Kiedyś była taka sytuacja, że ojciec nie mógł dodzwonić się do syna przez ponad
            tydzień. A to telefon był wyłączony, a to nikt nie odbierał. Synek oddzwonił
            dopiero jak zbliżał się Dzień Dziecka. Wytłumaczenie? Telefon zostawił u babci.
            No i ok, ale babcia pracuje niedaleko jego miejsca zamieszkania (tak że nawet w
            drodze do lub ze szkoły może wstąpić nie nadrabiając zbytni drogi) i.... z
            babcia pracuje razem jego mama.

            Ale ja się już tym nie przejmuję. Wszelkie rozmowy nt. Młodego urywam, bo szkoda
            mi strzępić język po próżnicy. Nie ja zbiorę owoce.
          • kicia031 odbieranie telefonu 20.11.09, 09:42
            celowe nieodbieranie telefonu jest dla
            > mnie szczytem chamstwa i tchorzostwa.

            A ja mam na sprawe zupelnie inny poglad. rezerwuje sobie i
            przyznaje innym prawo do niebycia niewolnikiem telefonu. Nie widze
            powodu dla ktorego ja mialabym rzucac wszystko dlatego,z e ktos
            akurat do mnie zadzwonil. Mam prawo byc zajeta, np lektura, albo
            kapiela i mam prawo nie chciec rozmawiac z kowalskim akurat dzis,
            albo w ogole.
            • chalsia Re: odbieranie telefonu 20.11.09, 15:32
              > A ja mam na sprawe zupelnie inny poglad. rezerwuje sobie i
              > przyznaje innym prawo do niebycia niewolnikiem telefonu. Nie widze
              > powodu dla ktorego ja mialabym rzucac wszystko dlatego,z e ktos
              > akurat do mnie zadzwonil. Mam prawo byc zajeta, np lektura, albo
              > kapiela i mam prawo nie chciec rozmawiac z kowalskim akurat dzis,
              > albo w ogole.

              całkowicie zgadzam się z Kicią.
              Odbieram, gdy chcę (= nie jestem czymś innym zajęta, nie musze wyskakiwać w tym
              celu z wanny, nie mam akurat zdołowanego nastroju, itp). Tym bardziej, ze żyjemy
              w dobie poczty głosowej. Jak ktoś ma sprawę, a ja nie odbieram, to zostawia
              wiadomość. I dopiero nie oddzwonienie mogłabym uznać za chamstwo czy ( w
              określonych sytuacjach) tchórzostwo.
              • kicia031 Re: odbieranie telefonu 20.11.09, 16:31
                I dopiero nie oddzwonienie mogłabym uznać za chamstwo czy ( w
                > określonych sytuacjach) tchórzostwo.

                hmm, a ja rezerwuje sobie rowniez prawo nieoddzwaniania. oczywisxcie
                licze siei z tym, ze ktos do mnie nie oddzwoni i nie jest to dla
                mnie problemem.
                • konstancja16 Re: odbieranie telefonu 20.11.09, 18:52

                  chyba sie nie zrozumialysmy, drogie panie. w opisanej sytuacji
                  dzieciak nie odbiera od ojca telefonu w momencie kiedy - jak
                  rozumiem - nie jest dograna sprawa czy sie spedza razem weekend czy
                  nie. niech sobie nie odbiera, ale nie pusci esemesa: 'kochany tato,
                  w ten weekend mam inne plany, zdzwonimy sie za tydzien'.
                  albo 'mozemy pojsc do kina w niedziele po poludniu?'.

                  nieodbieranie, z premedytacja, od bliskiej osoby, ktora czeka na
                  potwierdzenie i na dodatek od tego potwierdzienia uzaleznia swoje
                  plany na weekend to JEST CHAMSTWO.
                  • konstancja16 Re: odbieranie telefonu 20.11.09, 18:56
                    i to nie ma nic wspolnego z 'niewolnictwem' telefonowym. jak nie
                    chce gadac to niech sie poumawia na pol roku naprzod. ale nie
                    trzyma ojca na wiecznym 'stand by'. nie mowie o sytuacjach
                    awaryjnych tylko o 'maniu' w d. planow i cennego czasu wolnego
                    innych.
                  • chalsia Re: odbieranie telefonu 20.11.09, 23:00
                    > nieodbieranie, z premedytacja, od bliskiej osoby, ktora czeka na
                    > potwierdzenie i na dodatek od tego potwierdzienia uzaleznia swoje
                    > plany na weekend to JEST CHAMSTWO.
                    >

                    zgadzam się
    • edw-ina Re: temat. 18.11.09, 19:16
      Rybko,
      przede wszystkim jeśli sądzisz, że masz problem, to znaczy, że go
      masz i tyle. Kaliber problemu to już inna rzecz.
      Nie pierwszy raz piszesz o problemach z porozumieniem ze swoim
      partnerem, o różnych potrzebach i możliwościach, czyli temat nie
      jest nowy, nowy jest jedynie kolejny aspekt problemu.
      Przypuszczam, że ta rozmowa jest Ci potrzebna, by poczuć, że twój NM
      ma jedno, a nie dwa życia. Nie wiem, czy dobrze to wyjaśniłam.
      Chodzi mi o to, że kiedy on rozmawia z ex, zajmuje się dzieckiem
      itd. to jedna część jego życia, a bycie z tobą druga część.
      Ja potrzebowałam takiego "pocieszania". Przez to, że faceci z natury
      nie są szczególnie wygadani, momentami czułam się jakby mój M
      prowadził dwa różne życia. I wkurzało mnie to.Teraz jest to już dość
      dawno za mną, ale dość dobrze pamiętam te sytuacje.
      Druga sprawa to brak możliwości zorganizowania waszego życia we
      dwoje. Rady Konstancji w tym względzie były bardzo fajne.
      Regularny "dorosły weekend" pewnie by wam dobrze zrobił smile
    • tamaryszek04 Re: temat. 18.11.09, 19:38
      Bardzo dobrze Cię rozumiem. Znam z autopsji. Człowieka aż rozsadza w środku, a
      facet nie widzi problemu. Ponieważ sama mam takie problemy, wiem jedno, gdybym
      mogła zacząć od początku zarysowałabym ostro granice z uwzględnieniem własnych
      potrzeb, bo z czasem jest o to coraz trudniej.
      • annjen Re: temat. 18.11.09, 20:45
        och, jak dobrze że Was przeczytałam... bo od wczoraj biję się z myślami, czy to
        tylko mój facet nie nadaje się do rozwiązywania problemów (poprzez ich
        obgadywanie naturalnie), czy to ja przesadzam. kurczę, zero empatii, na wszelkie
        moje podejścia z histerią włącznie jedna reakcja: "nie rozumiem, o co ci chodzi"smile
        • edw-ina Re: temat. 18.11.09, 21:03
          Annjen, czy ja się mylę, czy też twój mąż jest ogólnie dość chłodnym
          i zdystansowanym człowiekiem? Bo kiedy czytam Twoje posty o nim, to
          zwykle taki obraz mi się buduje.
          • annjen Re: temat. 18.11.09, 21:28
            masz rację, niedawno psycholog stwierdziła, że dawno nie spotkała takiego
            introwertyka. na szczęście z wyrażaniem czułości wobec mnie nie ma problemu. no
            i teraz przerabiam temat starań o dziecko. on się owszem stara razem ze mną, ale
            za chorobę nie chce o tym gadać. rozumiem, że miał trudne przejścia (jedno
            dziecko stracił), ale mnie też nie jest łatwo. terapia niby działa, ale ryzyko
            jest spore... poza tym chciałabym już wziąć ślub kościelny (możemy!!!), a on
            zostawia mi wszystkie sprawy związane z wyborem kościoła, terminu... wczoraj
            zdałam sobie sprawę, ze to wygląda, jakby tylko mnie zależałosmile no, wygadałam się!
            • edw-ina Re: temat. 18.11.09, 21:53
              Dużo spadło ci na głowę. I rozumiem, że chcesz to dzielić z mężem,
              bo jak inaczej?
              Nie wiem czy to pomoże (przy staraniach o dziecko raczej mało
              wskazane), ale na niektórych działa butelka czegoś mocniejszego. Po
              kilku głębszych jakoś łatwiej im ubrać myśli w słowa i szybciej
              reagują na kobiece rozterki. Tylko, że to jest rozwiązanie doraźne i
              raczej jednorazowe.
              Walczyłam z M o rozmowy nt. naszych "problemów rodzicielskich"
              (czyli braku wspólnego rodzicielstwa) przez jakieś dwa lata.
              Momentami otwierał się, później ponownie zachowywał się, jakby
              słyszał o problemie w audycji radiowej, aż wreszcie unormowało się
              to. W jego przypadku po wielu przemyśleniach, o których dowiedziałam
              się całkiem niedawno. Może twój mąż jest również na etapie
              przemyśleń?
              • annjen Re: temat. 18.11.09, 22:28
                jakiś czas temu, kiedy musiałam podjąć decyzję o terapii, wymusiłam na nim
                rozmowę, podczas której się zdeklarował, że on jako facet nie ma tego parcia na
                dziecko, że zależy mu przede wszystkim na mnie, ale że będzie się cieszył, jeśli
                ono będzie. wiem, ze uwielbia dzieciaki, ale boi się moich stresów,
                rozczarowania, gdyby coś było nie tak, tym bardziej, że już kiedyś przez to
                przeszedł. wczoraj natomiast powiedziałam mu, że lekarz twierdzi, iż w tej
                chwili jest ogromna szansa, że się uda i dlatego chciałabym wziąć ten ślub
                kościelny w miarę szybko, żeby mieć wszystko podomykane jak należy. o ślubie
                zresztą już wcześniej rozmawialiśmy. a on wypalił, że go zaskoczyłam, że on nie
                wiedział itd. no to mnie trafiło. gdy poprosiłam o wyjaśnienie, czego nie
                wiedział, stwierdził, że chce spać i tyle było rozmowy. kurczę, czy porozumienie
                z facetem musi być takie trudne? dziś siedzi u siebie, zadzwonił tylko
                kontrolnie, by spytać, co z Młodym...
                • annjen Re: temat. 18.11.09, 22:29
                  zapomniałam dodać, że nawet po stosunkowo niewielkiej ilości alkoholu
                  natychmiast zasypiasmile
                  • edw-ina Re: temat. 19.11.09, 13:49
                    Annjen, miałam Ci wczoraj odpisać, ale senność okrutna mnie zmogła wink
                    Rozumiem, że Twój M może obawiać się Twojego rozczarowania, strachu związanych z ciążą. Mi w tym względzie mój M też kilka razy zaszedł za skórę ostro. Aż coś się w nim przełamało. I łzy ocierał, kiedy pop raz kolejny pojawiała się na teście jedna kreseczka, choć wszystko już miało być tak pięknie i wreszcie sam zaczął szukać specjalistów, czytać artykuły, szukać luk. Po czasie dowiedziałam się, że strasznie się bał. Tego, że niezależnie od faktu jakby się starał, mogłoby się zdarzyć, że kolejne dziecko, pod autorstwem którego się podpisze nie będzie miało pełnej rodziny, tego, czy po latach przerwy da sobie radę jako ojciec, ile to zmieni w naszym życiu, związku. Jeśli Twój mąż jest czuły wobec Ciebie i zdaje sobie sprawę, jakie ważne jest dla Ciebie bycie matką, to już wykonał pierwszy krok. Pewnie chciałabyś więcej (nie dziwię się), ale nie od razu Rzym zbudowano. A choć tak powoli, to trzyma się lepiej niż budowane w pośpiechu PRL-owskie bloki. Głowa do góry!
                    • annjen Re: temat. 19.11.09, 18:36
                      dzięki za wsparciesmile ja już się chyba przyzwyczaiłam, że z tym moim nie zawsze
                      daje się dogadać. najważniejsze, że nie robi nic pochopnie i nieprzemyślanie, a
                      kiedy się "zacina", wiem, że muszę po prostu przeczekać. no i obserwuję
                      pozytywny objaw - powoli, bo powoli, ale zwykle daje się "urobić"...
            • tamaryszek04 Re: temat. 18.11.09, 23:14
              annjen napisała:

              > masz rację, niedawno psycholog stwierdziła, że dawno nie spotkała takiego
              > introwertyka. na szczęście z wyrażaniem czułości wobec mnie nie ma problemu. no
              > i teraz przerabiam temat starań o dziecko. on się owszem stara razem ze mną, al
              > e
              > za chorobę nie chce o tym gadać. rozumiem, że miał trudne przejścia (jedno
              > dziecko stracił), ale mnie też nie jest łatwo. terapia niby działa, ale ryzyko
              > jest spore... poza tym chciałabym już wziąć ślub kościelny (możemy!!!), a on
              > zostawia mi wszystkie sprawy związane z wyborem kościoła, terminu... wczoraj
              > zdałam sobie sprawę, ze to wygląda, jakby tylko mnie zależałosmile no, wygadałam s
              > ię!
              annjen, Ty piszesz o swoim mężu, czy moim??? smile
              • annjen Re: temat. 18.11.09, 23:27
                o swoim, ale krzepiący jest fakt, że nie odbiega od normysmile bo ja mam cały czas
                obawę, by nie współuzależnić się w toksycznym związku...
    • nsc23 Re: temat. 18.11.09, 22:43
      Rybka,
      ja mialam rozne jazdy z moim Grubsonem ze 2 lata temu - bylo wlasnie tak, ze on
      mial swoje zycie, ktore go stresowalo, ale mnie w nie nie wtajemniczal. Ja
      mialam swoje problemy (glownie sesja, a ja w sesji jestem potworem nie
      czlowiekiem) i tak sobie zylismy obok siebie. W koncu jak wybuchlo, to
      posadzilam go na tylku, wyryczalam sie, powiedzialam, co czuje i jak sie czuje.
      Powiedzialam mu tez, ze rozumiem, ze nie wszystkie problemy da sie rozwiazac i
      nie oczekuje od niego cudow, ale czasem miloby mi bylo, gdyby po prostu pogadal
      ze mna, zapytal jak tam, tak bez okazji - zeby troche we mnie pozytywnej energii
      wladowal, nawet jak sam jest zestresowany i zeby zdal sobie sprawe, ze po mnie
      jego stresy nie splywaja jak po kaczce, ale ze staram sie tez go jakos na duchu
      wesprzec.
      Od tego czasu jest ok, czesto mu mowie, ze czuje sie tak czy smak, widze, ze on
      czasem uwaza te moje paranoje za nieuzasadnione i moze troche glupie wink ale
      potrafi mnie poglaskac i powiedziec, ze bedzie dobrze - nie ignoruje, nie wkurza
      sie, ze nie moze nic na to poradzic i w zasadzie o co mi chodzi, tylko reaguje
      tak, jak mu powiedzialam, ze potrzebuje, zeby zareagowal.
      Mi bardzo w naszych rozmowach pomaga fakt, ze porozumiewamy sie po angielsku -
      ja wiem, ze to dziwne, ale po polsku jakos ciezej zebrac mi sie na taka do bolu
      szczerosc.
      • 333a13 Re: temat. 18.11.09, 23:47
        Niestety nikt nie powiedział, że życie u boku mężczyzny - ojca nie naszego
        dziecka będzie łatwe smile
        Też mam często masę negatywnych emocji związanych z Exią i Młodym mimo tego, że
        nic mi nigdy w życiu złego nie zrobili...
        Mój NM oczywiście też raczej nie rozumie dlaczego... bo to wszystko jest
        przecież dla niego takie "naturalne"...
        Oczywiście w kilku rozmowach uświadomiłam mu, że dla mnie to już takie
        "naturalne" nie jest itp.
        Dlatego też ustaliliśmy, że kwestie z Exią np. przez tel. załatwia gdy mnie nie
        ma lub tego nie słyszę, bo mnie to najzwyczajniej w świecie wyprowadza z równowagi.
        Jak przyjeżdża Młody lub NM do niego jedzie to ja głupia mam mieszane uczucia, z
        jednej strony cieszę się, że chłopaki się zobaczą a z drugiej strony mam
        poczucie jakiejś pustki i krzywdy... Raczej racjonalne to nie jest, trudne do
        opanowania i w moim przypadku objawia się ogólnym rozdrażnieniem...
        Dlatego też zawsze NM tłumaczę, że po prostu trudno mi panować w niektórych
        momentach nad emocjami, które są zupełnie nielogiczne. Wyjaśniliśmy sobie, że
        nie wściekam się na niego czy Młodego, ale raczej na sytuację...
        Wypracowaliśmy też pewien kompromis:
        - bierzemy ślub i zamieszkamy razem, więc nawet jak Młody będzie u nas to nie
        będę na bocznym torze (mieszkamy z NM w różnych miejscowościach)
        - mam specjalne traktowanie w "gorszych momentach", NM stara się być mega miły i
        kochany, dostaję jakieś fajne sms-y itp.
        - jeśli jest taka możliwość to spędzamy jakoś fajnie czas we trójkę.
        Dla faceta, to też nie jest raczej komfortowa sytuacja, bo musi niejednokrotnie
        wybierać między dwoma kochanymi osobami.
        Dlatego też proponuję szczerą rozmowę z NM o Waszych sprawach i uczuciach.
        Może też wpadniecie na pomysł kompromisu...
        Poza tym facet nie musi wcale do końca rozumieć co właśnie czujesz... On ma po
        prostu wiedzieć, że w takich chwilach potrzebujesz by cię przytulił, albo
        powiedział, że wie że Ci ciężko...
        Tak mi się przynajmniej wydaje... u nas się to sprawdza...
        Może i jestem egoistyczna, może czasami przesadzam, może i nie powinnam czuć
        tego co czuję, ale jeśli nie potrafię tego zmienić to staram się to jakoś
        "oswoić", bo poprzez negatywne emocje i niedopowiedzenia rodzą się konflikty i
        kłótnie...
        Życzę powodzenia smile
    • kicia031 tak sie zastanawiam 19.11.09, 09:50
      co by bylo gdybym musiala mojego chlopa ciagla dopieszczac w zwiazku
      z faktem, ze posiadam dziecko. I gdyby ciagle byl z tym jakis
      problem.

      I dochodze do wniosku, ze musialabym go kopnac w dupe. Kocham
      dzieci, ale do doroslych zachowujacych sie jak dzieci nie mam
      cierpliwosci.

      • liz-beauty Re: tak sie zastanawiam 19.11.09, 10:18
        Jestes w zupelnie innej sytuacji. Obydwoje macie swoje dzieci i jedno wspolne.
        Autorka watku jest bezdzietna panna. Zeby sie dobrze dzialo w ich zwiazku,
        partner musi znalezc czas tylko dla niej. Ja np zaprotestowalam przeciwko
        spedzaniu kazdej wolnej chwili w towarzystwie dorastajacego chlopaka - nagle sie
        okazalo, ze da sie wyjechac tylko we dwoje na weekend czy na tydzien.
        • kicia031 Re: tak sie zastanawiam 19.11.09, 10:44
          Ale bylam tez w zwiazku z bezdzietnym kawalerem i tez nie musialam
          dopieszcac go jak niemowlecia. A i tak go pognalam wink)
          • liz-beauty Re: tak sie zastanawiam 19.11.09, 11:51
            No, ja tez bylam w takim zwiazku i pewnie wiekszosc z nas. Ale co to ma
            wspolnego z macochowaniem?
            • kicia031 Re: tak sie zastanawiam 19.11.09, 12:33
              To ma wspolnego, ze on byl ojczymem dla mojego syna.

              Wejscie w zwiazek z ososba, ktora ma juz dzieci pociaga za soba
              pewne koszty, ale ma tez pewne plusy. kto nie umie sobie z tym
              radzic, powinien poszukac innego partnera, a nie jeczec na forum, ze
              on nie tak sie zachowuje...


              Przyznam szczerze, ze w ogole tego nie rozumiem - jest 2 ludzi, nie
              mieskajacych ze soba, czyli w mojej terminologii w raczej luznym
              zwiazku. On nie zaspokaja jej potrzeb emocjonalnych. A ona, zamiast
              sie pozegnac z panem, placze na forum, ze on nie zaspokaja...
              • nsc23 Re: tak sie zastanawiam 19.11.09, 12:49
                Kicia,
                sytuacja w ktorej kobieta ma dziecko, a facet nie, jest zupelnie inna niz jak
                jest odwrotnie - faceci z reguly zachowuja sie i reaguja inaczej niz kobiety.
                Poza tym niektorzy maja potrzebe pojeczenia sobie troche i tyle - moze nie sa to
                niedogdnosci na tyle duze, zeby przesadzac o kopnieciu faceta, a pomarudzic
                lepiej tu niz facetowi do ucha - tu moze znajdzie sie nawet ktos, kto pomoze i
                doradzi co zmienic i jak zmienic.
                • kicia031 Re: tak sie zastanawiam 19.11.09, 13:18
                  ale rybka marudzi bez przerwy, ze facet jej nie dopieszcza...

                  Kiedy czlowiek juz wsiaknie w zwiazek- mieszka razem, ma dzieci, co
                  nie daj boze slub albo tylko kredyt - warto sie zastanawiac nad
                  naprawa zwiqzku i powaznie nad nim pracowac.

                  Ale kiedy te wiezi nie sa zbyt bliskie i widac, ze styl i tryb zycia
                  obu stron zupelnie do siebie nie przystaje, to nie rozumiem, po co
                  sie meczyc? Jesli nie zaczela sie jeszcze codziennosc w postaci
                  wspolnego mieszkania, a jedna ze stron juz czuje sie niedopiesczona,
                  to co bedzie kiedy trzeba sie bedzie mierzyc z proza zycia?
                  Przyswajanie sobie partnera tylko po to, by wiecznie na neigo
                  narzekac i probowac go przerobic na kogos innego niz jest nie tylko
                  strata czasu, ale wrecz jakims zaburzeniem psychicznym.
                  • edw-ina Re: tak sie zastanawiam 19.11.09, 13:32
                    Widocznie Rybka ma taką potrzebę i tyle. Zakochała się dziewczyna w facecie, prowadzą inne życia, mają inne podejścia i próbują coś tam sobie właściwego wypracować. A fakt, że Rybka ma inne problemy niż macoszka, która ma dziecię i faceta na co dzień, to nie znaczy, że te problemy są nieistotne.
                    Przypomnij sobie, że kiedy byłyśmy nastolatkami, to fakt, że jakiś chłopak spojrzał krzywo, a koleżanka obgadała były w naszym rozumieniu problemami porównywalnymi z wyścigiem zbrojeń i efektem cieplarnianym razem wziętymi. Rybka, która jest na takim a nie innym etapie swego życia i związku potrzebuje "dopieszczenia", tak jak kobieta, która mieszka ze swoim facetem potrzebuje czuć, że może z nim dzielić obowiązki domowe. I fakt niewywiązywania się danej osoby z tego zawsze jest irytujący i na swój sposób męczący.

                    Przyswajanie sobie partnera tylko po to, by wiecznie na neigo
                    > narzekac i probowac go przerobic na kogos innego niz jest nie tylko
                    > strata czasu, ale wrecz jakims zaburzeniem psychicznym.

                    - przesada. Każda babka czasami ponarzeka na swego faceta. Każda ma go czasami powyżej uszu, choćby był księciem z bajki. I żadnym zaburzeniem psychicznym to nie jest. Nie jest nim również fakt, że próbujemy zmienić w partnerze cechy, które wybitnie nam przeszkadzają. Tylko nie nazywamy tego "zmianą", ale "rozmową" i "potrzebą porozumienia". Ale w sumie na to samo wychodzi.
                    • chalsia Re: tak sie zastanawiam 19.11.09, 14:17
                      edw-ina napisała:

                      > Widocznie Rybka ma taką potrzebę i tyle. Zakochała się dziewczyna w facecie, pr
                      > owadzą inne życia, mają inne podejścia i próbują coś tam sobie właściwego wypra
                      > cować. A fakt, że Rybka ma inne problemy niż macoszka, która ma dziecię i facet
                      > a na co dzień, to nie znaczy, że te problemy są nieistotne.
                      > Przypomnij sobie, że kiedy byłyśmy nastolatkami, to fakt

                      Rybka NIE jest nastolatką.
                      IMHO boi się byc sama i uporczywie trzyma się idei związku z tym mężczyzną,
                      mimo, iż nie zaspokaja on (związek) jej potrzeb. A na dodatek de facto są ze
                      sobą na dochodne, i wiadomo, że problemy przybiorą na sile w momencie wspólnego
                      zamieszkania.
                      • edw-ina Re: tak sie zastanawiam 19.11.09, 14:23
                        Chalsia, ja dałam tylko przykład, że w różnych momentach życia różne sprawy są
                        dla nas problemami. Nie twierdzę, że Rybka jest nastolatką. Tylko bronię jej
                        prawa do powiedzenia, że dla niej problemem jest coś, co może dla innej macoszki
                        z tego forum problemem najmniejszym nie jest. Ale dla niej jest i jak musi się
                        wyżalić, to niech się wyżala. Czasami każdy musi.
                  • nsc23 Re: tak sie zastanawiam 19.11.09, 13:33
                    E tam zaraz przerabiac. Jak widac Rybka ma problem z jedna cecha jej faceta i
                    probuje z tym walczyc. Szuka sposobow jak do faceta dotrzec i jej nie wychodzi.
                    Chyba od niej zalezy, kiedy dojdzie do wniosku, ze trudno, niech juz bedzie
                    taki, albo do wniosku, ze ona go jednak nie chce?
                    • kicia031 Re: tak sie zastanawiam 19.11.09, 13:55
                      Rybka nie ma problemu z jedna cecha ctylko z jednym faktem - facet
                      ma dziecko. To nie jest cos, co mozna zmienic, ani cos, z powodu
                      czego facet powinien sie wiecznie plaszczyc, kajac i tlumaczyc.

                      Przypominam - choc nie sledze watkow rybki, ale tak bez glebszego
                      poszukiwania - ze w tym zwiazku jest problem niedopieszczenia,
                      problem widzenia rol kobiety i mezczyzny nie tylko przez rodzine
                      wybranka, ale i przez niego samego, i problem rywalizacji partnerki
                      z malym dzieckiem o uwage mezczyzny.

                      jak dla mnia dosc, by sie ewakuowac, a nie jeczec, jak mi zle.
                • blondgirl Re: tak sie zastanawiam 20.11.09, 08:42
                  Ale czy nie wynika to z faktu różnego podejścia do tematu faceta-ojca i
                  kobiety-matki. Ojcowie moim zdaniem mają tendencję do zwalania całego
                  "obowiązku" związanego z dzieckiem na partnerkę, próbują wszelkim kosztem
                  zrekompensować dziecku "niedogodności" wynikającego z rozwodu itd., itp.
                  Natomiast matki raczej starają się broń boże nie obarczać partnera, nie wymagają
                  miłości czy poświęcenia z ich strony.
                  A i faceci, którzy mają partnerki-matki inaczej pewnie podchodzą do tematu, bo
                  zapewne rzadziej mają takie dylematy moralne jak my.

                  Przynajmniej ja zauważyłam to w kilku znanych mi związkach. Nawet u nas. Uważam,
                  że Ex jest bardzo dobrą matką - kocha, ale i wymaga. W domu Młody ma swoje
                  obowiązki i nigdy nie narzeka do nas z tego powodu. Nauka jest na pierwszym
                  miejscu, a mama skrupulatnie rozlicza z ocen, sprawdza zeszyty itp., nie pozwala
                  na zbyt długie przesiadywanie przed komputerem itp. Natomiast, tata stosuje
                  wychowanie na zasadzie "rób co chcesz" i na co masz ochotę. Zero wymagań,
                  obowiązków, lekcje byleby były w ogóle zrobione - jak, kiedy i w jaki sposób to
                  nie gra roli (jego rodzice nie pędzili do nauki, to i on nie będzie zmuszał do
                  nauki). Tata nigdy nic nie potrzebuje ani nie chce od syna.

                  Podobna sytuacja jest u mojej znajomej, że ona wychowuje (i stara się nie
                  obarczać tym pratnera) a tata "hoduje".
                  • blondgirl Re: tak sie zastanawiam 20.11.09, 08:46
                    W domu Młody ma swoje
                    > obowiązki i nigdy nie narzeka do nas z tego powodu.

                    Ba, nawet z tego powodu mimo, że ma taką możliwość nie chce się przenieść do nas
                    na stałe. Mieszkamy kilka km od centrum, ale prawie spod domu odchodzi autobus,
                    który jedzie prosto pod jego szkołę. Z naszej okolicy, co wiemy od Młodego, ma
                    też w szkole (chyba i w klasie) kilku kolegów. Czyli o czymś to świadczy, a
                    czego mój NM albo nie widzi, albo boi się dostrzec.
              • ataner30 Re: tak sie zastanawiam 19.11.09, 13:14
                Kicia to jakie twoim zdaniem tematy powinny sie pojawiac na forum "macochy"?
                I po co wogole jest to forum, jak uwazasz?

                Pytam dlatego ze skoro twoim zdaniem kobieta decydujaca sie na zwiazek z
                dzieciatym facetem nie powinna miec zadnych problemow z tym zwiazanym to po co
                forum w takim razie? Po to zeby puszczac w net opowiesci jakie to wspaniale i
                cudowne zycie mamy?
              • liz-beauty Re: tak sie zastanawiam 19.11.09, 14:07
                Czyli rozumiem, ze mieszkaliscie razem i tworzyliscie rodzine z tym bezdzietnym
                kawalerem. No i jesli to ma miec cos wspolnego z macochowaniem, to ten
                bezdzietny kawaler tu by sie musial wypowiedziec, albo Ty musialabys wiecej o
                tym napisac, a nie tylko, ze go "pognalas" bez wzgledu na potrzebe dopieszczania
                czy jej brak.
                • 333a13 Re: tak sie zastanawiam 20.11.09, 08:13
                  A ja tak sobie myślę, że każdy człowiek/związek jest inny... każdy
                  ma swoje potrzeby i tzw. "definicję szczęścia". Tak więc nie nam
                  oceniać co komu jest potrzebne, ile uwagi w związku potrzebuje Kicia
                  czy Rybka, nie ma też co porównywać sytuacji i układów danych osób.
                  Skoro Rybka czuje się tak a nie inaczej, to z partnerem powinna
                  sobie wypracować jakieś sposoby na uzdrowienie sytuacji. Oczywiście
                  m.in. na tym forum może w jakiś sposób zweryfikować to co czuje i
                  jak ma postąpić, ale nie ma co oceniać czy powinna czuć to co czuje
                  i czy "nadaje" się do tego związku.
              • karolana Re: tak sie zastanawiam 20.11.09, 14:00
                kicia031 napisała:
                > Wejscie w zwiazek z ososba, ktora ma juz dzieci pociaga za soba
                > pewne koszty, ale ma tez pewne plusy

                A to mnie zaciekawiło. Tak bez złośliwości - jakie plusy dla osoby bezdzietnej
                ma fakt posiadania dziecka przez partnera/partnerkę?? Bo ja jakoś plusów nie
                widzę uncertain I jest to coś, z czym muszę się pogodzić, a nie coś, z czego jestem
                zadowolona. Abstrahując od moich uczuć wobec dzieci mm, uważam, że byłoby mnie
                osobiście o wiele lepiej, gdyby On tych dzieci nie posiadał. Ale może mam klapki
                na oczach i czegoś nie widzę?
                • nsc23 Re: tak sie zastanawiam 20.11.09, 16:19
                  Dla mnie najwiekszym plusem jezeli chodzi o posiadanie dzieci przez Grubego jest
                  to, ze wiem, ze nie brzydzi sie zmienic pieluchy, widze jakim jest ojcem, jak
                  sie nasze mlode urodza, to nie bedzie mial wymowek, tylko bedzie im tylko
                  podcieral wink
                • kicia031 Re: tak sie zastanawiam 20.11.09, 16:38
                  No oczywiste plusy dla kazdego - mozna naocznie sie przekonac, zanim
                  sie z panem rozmnozysz, jakim jest ojcem, ocenic jego podejscie do
                  dzieci, zdolnosc do wykonywania obowiazkow okolodzieciowych itp. No
                  i wiesz, ze facet jest plodny, co jest wazna informacja.

                  Dla mnie osobiscie dodatkowy plus jest taki, ze jako jedynaczka
                  chcialam - ja sama i zeby moje dzieci mialy - duza rodzine. I ciesze
                  sie, ze moj starszy syn ma 5 rodzenstwa, a mlodszy dwoje. Dbam o to,
                  by moje dzieci budowaly wiezi z przyrodnim rodzenstwem. A ja mnie
                  musialam w tym celu urodzic 6 dzieci, czemu pewnie bym fizycznie i
                  organizacyjnie niepodolala.

                  Ponadto, mala daje mi wielka frajde obcowania z dzieckiem, ktorego
                  nie muse wychowywac, wrecz przeciwnie, moge ja demoralizowac z
                  czystym sumieniem, gdy malujemy sobie wspolnie pazury na wsciekla
                  czerwien, czy robimy odlotowe makijaze.
                  • nsc23 Re: tak sie zastanawiam 20.11.09, 17:07
                    Z ta plodnoscia to sie zagalopowalas - nie wiesz, czy facet jest plodny, tylko
                    czy byl plodny wtedy. To sie u facetow zmienia i to calkiem mocno.
                  • karolana Re: tak sie zastanawiam 20.11.09, 17:48
                    > No oczywiste plusy dla kazdego - mozna naocznie sie przekonac, zanim
                    > sie z panem rozmnozysz, jakim jest ojcem, ocenic jego podejscie do
                    > dzieci, zdolnosc do wykonywania obowiazkow okolodzieciowych itp. No
                    > i wiesz, ze facet jest plodny, co jest wazna informacja.

                    Dla KAŻDEGO jest oczywiste?? Hmmmm
                    A jeśli ten KAŻDY nie ma i nie może mieć dzieci?
                    To jakby i tę jego domniemaną płodność i kontekst wspólnego rodzicielstwa możemy
                    sobie darować, prawda? Więc co wtedy zostaje? Jaki widzisz to, co dla Ciebie
                    oczywiste wcale dla KAŻDEGO takie oczywiste nie jest.
                    • karolana Re: tak sie zastanawiam 20.11.09, 17:50
                      "oczywiste" - oczywiście o "oczywiste plusy" chodziło smile
                      • konstancja16 Re: tak sie zastanawiam 20.11.09, 19:06

                        no, musze sie zgodzic z Karolana. w wiekszosci przypadkow, fakt
                        posiadania dzieci przez partnera, dla bezdzietnego jest sporym
                        minusem. dodatkowy obowiazek, obciazenie i generalnie cos co nas
                        dzieli.

                        oczywiscie, pozostaje kwestia zaakceptowania tego i 'wyliczenia' na
                        ile inne rozne plusy przewazaja nad tym ewidentnym minusem. nie
                        mowiac juz o tym, ze idealow nie ma, kazdy ma jakies minusy, czasem
                        bezdzietni miewaja 'gorsze'.

                        ja uwazam, ze moje zycie z NM jest na tyle fajne, ze plusy
                        przewazaja nad naszymi roznymi minusami i drobnymi zastrzezeniami
                        jakie do siebie mozemy miec. wiec dziecko pozostaje logistycznie
                        wkomponowac w nasze zycie i tyle. ale plusem to na pewno nie jest.
                        • karolana Re: tak sie zastanawiam 20.11.09, 21:50
                          konstancja16 napisała:

                          > ja uwazam, ze moje zycie z NM jest na tyle fajne, ze plusy
                          > przewazaja nad naszymi roznymi minusami i drobnymi zastrzezeniami
                          > jakie do siebie mozemy miec. wiec dziecko pozostaje logistycznie
                          > wkomponowac w nasze zycie i tyle. ale plusem to na pewno nie jest.

                          Mam dokładnie tak samo smile
                    • kicia031 Re: tak sie zastanawiam 20.11.09, 20:13
                      moja kolezanka cierpiaca na nieprzyjemna chorobe wrodzona podjela decyzje, z3e
                      nie bedzie ryzykowac przekazania dzieciom swojej dolegliwosci - po dlugich
                      poszukiwaniach znalazla wdowca z dwojka malych chlopcow i tworza juz od wielu
                      lat szczesliwe stadlo...
                      • konstancja16 Re: tak sie zastanawiam 20.11.09, 20:21

                        swietny przyklad, ale nie jest to jednak typowa sytuacja przecietnej
                        macochy.
                        • kicia031 Re: tak sie zastanawiam 20.11.09, 20:59
                          Mozna tez uznac, ze dziecko partnera moze wzbogacic zycie kobiety, ktora dzieci
                          wlasnych mic nie chce badz nie moze. Lub ze facet majacy juz dzieci nie bedzie
                          zfrustrowany w bezdzietnym zwiazku, i nie porzuci takiej partnerki, bo zaspokoi
                          swoja potrzebe ojcostwa.

                          ja np swiadomie szukalam faceta z dzieckiem z poprzedniego zwiazku. Taki mialam
                          pomysl na rodzine.
                          • 333a13 Re: tak sie zastanawiam 20.11.09, 21:09
                            Przykład wdowca z dziećmi to raczej nic innego jak przykład zakamuflowanej
                            "adopcji". Posiadanie potomstwa (swojego czy nie) w tym przypadku jest świadomą
                            decyzją kobiety, bo dąży ona do posiadania dzieci.
                            A w przypadku większości "macoch" im zależy na danym facecie a jego dziecko
                            muszą po prostu tolerować...
                          • karolana Re: tak sie zastanawiam 20.11.09, 22:03
                            kicia031 napisała:

                            > Mozna tez uznac, ze dziecko partnera moze wzbogacic zycie kobiety, ktora dzieci
                            > wlasnych mic nie chce badz nie moze.

                            No cóż, to nie do końca tak. To zawsze są CUDZE dzieci, a "wzbogacenie" zależy
                            od tego jakie są relacje pomiędzy dziećmi faceta a macochą. Ja na ten przykład z
                            mam takie, jakich nie ma ich własna matka, Młodzi przyjęli mnie całym sercem, a
                            ja Ich. Ale już moja znajoma nie ma tak malinowo sad Jednak pomimo wszystko,
                            pomimo relacji na linii Młodzi - ja, ciężko jest żyć z myślą, że człowiek,
                            którego kocham dzieli z inną kobietą coś, czego nigdy nie będzie dzielił ze mną
                            crying że inna dała Mu coś, czego ja nie dam, nie poznam, że dzieli nas cała masa
                            doświadczeń...

                            > Lub ze facet majacy juz dzieci nie bedzie
                            > zfrustrowany w bezdzietnym zwiazku, i nie porzuci takiej partnerki, bo zaspokoi
                            > swoja potrzebe ojcostwa.

                            A to już jest cholernie instrumentalne podejście do tematu i powiem Ci, że jest
                            to najgorszy koszmar dla kobiety, która nie może mieć dziecka - przekonanie, że
                            facet jest z nią dlatego, że już ma dzieci, ze gdyby ich nie było, nie chciałby
                            z nią być... To potwierdzenie jej ułomności i wybrakowania sad Chciałabyś żyć z
                            czymś takim???


                            > ja np swiadomie szukalam faceta z dzieckiem z poprzedniego zwiazku. Taki mialam
                            > pomysl na rodzine.

                            Tak, TY, bo TY masz swoje dzieci i, jak wynika z tego, nie chciałaś ich więcej
                            rodzić, więc TOBIE nie robi to było na rękę. Ale generalizowanie pt. KAŻDY jest
                            naprawdę sporą przesadą.

                            pozdrawiam
                            • kicia031 Re: tak sie zastanawiam 21.11.09, 21:56
                              Tak, TY, bo TY masz swoje dzieci i, jak wynika z tego, nie chciałaś ich więcej
                              > rodzić, więc TOBIE nie robi to było na rękę. Ale generalizowanie pt. KAŻDY jest
                              > naprawdę sporą przesadą.

                              NO coz, moze zle sie wyrazilam. Bardzo bym chciala miec jeszcze dzieci i moze
                              wbrew rozsadkowi sie zdecyduje na jeszcze jedno - choc nie zacheca do tego stan
                              zdrowia ani uwarunkowania ekonomiczne. W poprzedniej ciady przez 4 miesiace
                              musialam sobie codziennie robic zastrzyki, by uniknac zagrazajacych zyciu
                              powiklan...


                              A co do instrumentalnego traktowania partnera - moze jestem cyniczna, ale jesli
                              mam jakis cel zyciowy - np posiadanie dzieci - to nie wybiore partnera z ktorym
                              ex definitio tego celu nie bede mogla osiagnac. Zycie jest wystarczajaco trudne
                              - nie ma sensu go jeszcze sobie dodatkowo utrudniac...
                              • karolana Re: tak sie zastanawiam 21.11.09, 23:25
                                > A co do instrumentalnego traktowania partnera - moze jestem cyniczna, ale jesli
                                > mam jakis cel zyciowy - np posiadanie dzieci - to nie wybiore partnera z ktorym
                                > ex definitio tego celu nie bede mogla osiagnac. Zycie jest wystarczajaco trudne
                                > - nie ma sensu go jeszcze sobie dodatkowo utrudniac...

                                No więc to jest właśnie instrumentalne traktowanie człowieka.
                                Może oburza mnie to dlatego, że zostałam w ten sposób potraktowana przez ex
                                męża, który stwierdził, że bezpłodna żona jest dla niego nieodpowiednia, bo chce
                                się rozmnożyć? Jeśli widzisz w człowieku nie jego wartość jako człowieka, ale
                                to, Twój wybór. Mam tylko nadzieję, że nigdy nie znajdziesz się po drugiej
                                stronie, bo to cholernie boli sad
                                • kicia031 Re: tak sie zastanawiam 22.11.09, 18:54
                                  Bywalam i ja traktowana instrumentalnie...
                                  Moim zdaniem jest zasadnicza roznica miedzy sytuacja, kiedy wiadomo,
                                  ze partner nie moze / nie chce miec dzieci juz przed wejsciem w
                                  zwiazek, a sytuacja, kiedy sprawa okazuje sie po jakims czasie. Nie
                                  weszla bym w zwiazek z czlowiekiem, ktory nie moze miec dzieci, bo
                                  moim celem bylo zalozenie z tymze partnerem roddziny , czyli
                                  posiadanie dzieci.

                                  Natomiast gdyby sie okazalo, ze niestety tak wlasnie jest po jakims
                                  czasie, to oczekiwalabym wspopracy w rozwiazanu problemu (nasienie
                                  dawcy, adopcja) i gdyby takiej wspolpracy nie byloby, odeszlabym.

                                  Jak widzisz, mam troche podejscia kompromisowego,ale oczekuje od
                                  swojego mezczyzny wspolpracy wink)
                                  • karolana Re: tak sie zastanawiam 22.11.09, 20:34
                                    Cóż, każdy ma swoje priorytety. Skoro jest Ci z takim podejściem dobrze, mnie
                                    nic do tego smile
                                • chalsia Re: tak sie zastanawiam 23.11.09, 00:18
                                  > No więc to jest właśnie instrumentalne traktowanie człowieka.
                                  > Może oburza mnie to dlatego, że zostałam w ten sposób potraktowana przez ex
                                  > męża, który stwierdził, że bezpłodna żona jest dla niego nieodpowiednia, bo chc
                                  > e
                                  > się rozmnożyć? Jeśli widzisz w człowieku nie jego wartość jako człowieka, ale
                                  > to, Twój wybór. Mam tylko nadzieję, że nigdy nie znajdziesz się po drugiej
                                  > stronie, bo to cholernie boli sad

                                  moj - wtedy jeszcze- maż, w jakims momencie (juz po wielu latach zwiazku) jasno
                                  postawił sprawę - że jeśli nie zdecyduje się W KONCU na wspólne z nim dziecko,
                                  to on będzie musial przemyslec sens dalszego wspólnego bycia razem.
                                  Owszem zabolało, jednak przyznalam mu do takich uczuc i potrzeb prawo. Tak samo
                                  jak przyznaje sie kobietom prawo do realizowania swojego instynktu
                                  macierzynskiego i odejście od mężczyzny, który uniemożliwia im tegoż spełnienie.

                                  W zwiazku z powyzszym podzielam pogląd Kici i NIE zgadzam się, by było to
                                  instrumentalne traktowanie człowieka.
                      • karolana Re: tak sie zastanawiam 20.11.09, 21:54
                        kicia031 napisała:

                        > moja kolezanka cierpiaca na nieprzyjemna chorobe wrodzona podjela decyzje, z3e
                        > nie bedzie ryzykowac przekazania dzieciom swojej dolegliwosci - po dlugich
                        > poszukiwaniach znalazla wdowca z dwojka malych chlopcow i tworza juz od wielu
                        > lat szczesliwe stadlo...

                        To nie jest to samo, bo w tle nie kołacze się matka biologiczna dzieci, z którą
                        ma się kontakt. Zgadzam się ze stwierdzeniem, że jest to "krypto-adopcja"
                        Poza tym osoby nie mogące posiadać własnego dziecka najczęściej wcale nie są
                        takie skore do mierzenia się z posiadaniem dzieci przez partnera. Bo zawsze jest
                        pewna bariera w doświadczeniach. On ma dzieci, ja nie, nie jestem w stanie
                        zrozumieć jak to jest być rodzicem, on nie wie co to znaczy borykać się z
                        niemożnością posiadania potomstwa. Dwa światy sad To cholernie trudne sad
                    • nangaparbat3 Re: tak sie zastanawiam 21.11.09, 23:20
                      Jeśli ten kazdy nie ma i nie moze czy nie chce miec dzieci, to albo musi sie
                      zwiazac z kimś, kto tez dzieci nie chce, albo z kimś, kto już je sobie wytworzyl
                      wczesniej. Tutaj wlasnie widze oczywisty plus - juz ma dzieci, ja ich miec nie
                      bedę, ale to nie stanowi (wielkiego) problemu.
                • ataner30 Re: tak sie zastanawiam 20.11.09, 21:05
                  > A to mnie zaciekawiło. Tak bez złośliwości - jakie plusy dla osoby bezdzietnej
                  > ma fakt posiadania dziecka przez partnera/partnerkę?? Bo ja jakoś plusów nie
                  > widzę uncertain

                  Plusy jakies tam sa. Ja uczciwie musze przyznac ze fakt posiadania dziecka przez
                  mojego M. docenilam i to ogromnie w pierwszych dniach po urodzeniu naszej corki.
                  Matko !!! Jak sobie przypomne mine poloznej gdy zobaczyla "w akcji" mojego M.
                  przy opiece nad noworodkiem podczas gdy ja po porodzie nie bylam w stanie
                  podniesc sie z lozka ... smile No i potem w domu przez te pierwsze dni/miesiace. Ja
                  nie mialam wogole doswiadczenia przy takich malych dzieciach a spokoj i
                  doswiadczenie mojego M. bardzo sie wtedy przydaly. Przy pierwszej kapieli bym
                  prawdopodobnie zemdlala. No i ogolnie wlasciwie kazda rzecz po raz pierwszy
                  robil M. a nie ja.
                  To jedyne plusy jakie widze, ale mysle ze i bez jego doswiadczenia dalibysmy
                  rade, w koncu tak wiele ludzi ma pierwsze dziecko zupelnie bez doswiadczenia.
                  Cala reszta ktora wymienila kicia mnie nie dotyczy. Nigdy w zyciu nie widzialam
                  pasierba na oczy i nie mam pojecia jakim ojcem jest on dla swojego syna. Zreszta
                  nigdy tego nie bralam pod uwage przy planowaniu wspolnego potomstwa, nie mialo
                  to dla mnie znaczenia. Po prostu staralam sie poznac go jako czlowieka i patrzec
                  jako na ojca moich dzieci poprzez pryzmat tego jakim jest czlowiekiem a nie
                  jakim ojcem (zreszta nawet gdybym chciala tak na to patrzec to nie mialam nigdy
                  okazji). Podobnie fakt ze moja corka ma przyrodniego brata tez nie byl przez
                  mnie brany pod uwage w kontekscie tego ze bedzie miala rodzenstwo ktorego ja nie
                  musialam urodzic.
                  Chociaz, nie... pare lat temu gdy jeszcze bylam pelna idealow i nadziei to
                  cieszylam sie ze moje przyszle dziecko bedzie mialo gotowego juz starszego
                  brata. Ale to bylo dawno, zycie pozniej zweryfikowalo te nadzieje i pozniej gdy
                  juz sie staralismy o dziecko wogole sobie tym glowy nie zaprzatalam.

                  O minusach moglabym pisac duzo dluzej niz o plusach. Ale mysle ze minusy sa duzo
                  bardziej oczywiste dla wszyskich macoch, wiec sobie daruje wink
                  • kicia031 Re: tak sie zastanawiam 20.11.09, 21:19
                    Chociaz, nie... pare lat temu gdy jeszcze bylam pelna idealow i nadziei to
                    > cieszylam sie ze moje przyszle dziecko bedzie mialo gotowego juz starszego
                    > brata. Ale to bylo dawno, zycie pozniej zweryfikowalo te nadzieje

                    Tak wlasnie myslalam od dawna, ze gorycz przez ciebie przemawia.
                    i
                    • tamaryszek04 Re: tak sie zastanawiam 20.11.09, 21:50
                      Jak sobie przypomnę kiedy poznałam tego mojego aniołka, to pamiętam, że
                      posiadanie przez niego dzieci i to, jaki był opiekuńczy w stosunku do nich,
                      podziałało mi na jakieś pierwotne instynkty, że oto prawdziwy samiec. Silny i
                      płodny i jaki zaradny, że tak sobie z tą gromadką radzi. Same plusy. Dzisiaj
                      wiem, że samiec to on jest na pewno. Płodny też, choć nie ze mną. Ale z tą siłą
                      to już lekkie przegięcie. No ale zaradny to okazał się aż za bardzo. Znalazł
                      mnie. He he...
                    • ataner30 Re: tak sie zastanawiam 21.11.09, 10:12
                      > Tak wlasnie myslalam od dawna, ze gorycz przez ciebie przemawia.

                      nieee, no kicia przeceniasz chyba role mojego pasierba. To ze on nie istnieje w
                      moim i mojej corki zyciu nie powoduje u mnie absolutnie zadnej goryczy.
                      Naprawde w pewnym sensie jest to bardzo wygodne. Naprawde duzo fajniej jest
                      spedziac czas robiac inne rzeczy niz spedzac go z nie swoim dzieckiem.
                      Przynajmniej ja tak uwazam. A to ze nie spelnily sie moje nadzieje co do tego ze
                      moja corka moglaby miec starszego brata????? No przeciez to zadna tragedia. Ja
                      tez nie mam starszego brata i zyje smile Ale zeby od razu gorycz.... raczej nie.
      • balladynka Re: tak sie zastanawiam 20.11.09, 23:09
        Dopieszczać i wypominać bez przerwy jasne że nie ma sensu bo trudno,
        żeby facet pokutował za fakt, że ma dzieci. Nie wróży to najlepiej
        takiemu związkowi i na pewno nie świadczy o miłości takiej partnerki
        do pana, jeśli mu ciągle wbija z tego powodu szpile czy to wypomina.
        Jest też infantylne i tu masz rację.
        Ale
        Myślę, że nieco pokory ze strony osób wnoszących (jednak) bagaż do
        związku by nie zaszkodziło, bo cud miód i orzeszki to to nie jest.
        Moje dziecko jest cudne i kochane dla mnie ale po latach
        macochowania zdaję sobie sprawę, że jakbym się rozstała z M i
        szukała następcy, to ofiarując mu w pakiecie moją córkę, eksa,
        zobowiązania i wszystkie związane z tym komplikacje rarytasów mu nie
        zapewniam i musi mnie bardzo kochać skoro jest takim kamikadze, że
        się na to wszystko pisze. Niestety większości takich rodziców wydaje
        się, że ich dziecko to mały Jezusek, eks to taki lokalny koloryt zaś
        partner powinien klaskać z radości uszami, że może w tym wszystkim
        uczestniczyć.
        I o te minimum pokory i zrozumienia mam wrażenie rybce chodzi.
        • karolana Re: tak sie zastanawiam 21.11.09, 00:18
          balladynka napisała:

          zdaję sobie sprawę, że jakbym się rozstała z M i
          > szukała następcy, to ofiarując mu w pakiecie moją córkę, eksa,
          > zobowiązania i wszystkie związane z tym komplikacje rarytasów mu nie
          > zapewniam i musi mnie bardzo kochać skoro jest takim kamikadze, że
          > się na to wszystko pisze.

          No więc właśnie. Niestety, przy dziecku z pierwszego związku ciągle w tle
          (czasem nawet na pierwszym planie uncertain) pojawia się ex. I jeszcze o ile z
          obecnością dziecka można się pogodzić, o tyle z obecnością ex już nie tak do
          końca. Ja mam ex męża, ale ponieważ dziecka brak, kontaktów żadnych nie ma.
          Człowiek był, człowieka nie ma. Czasem jakieś świadectwa jego bytności w postaci
          nazwiska w zapomnianych papierach czy jakiejś historii rodzinnej, ale nie ma
          stałej, fizycznej obecności w naszym życiu. Ex mm w naszym życiu uczestniczy z
          wielką energią. Widać ją w dzieciach, które są do niej bardzo podobne, są
          kontakty związane z wychowaniem dzieci, w niektórych przypadkach jest ingerencja
          byłej żony w życie MOJEGO męża w postaci telefonów, spotkań, ciągania po sądach,
          itp. To nie jest coś, co łatwo się znosi.
          Osoba posiadająca dzieci sama ma tego typu akcje, więc łatwiej jej się w tym
          poruszać. Osoba bezdzietna często nie rozumie i nie akceptuje ciągłego istnienia
          ex w życiu partnera/partnerki.
          Człowiek, który nie ma dzieci, wnosi w nowy związek całego siebie. Osoba
          posiadająca dzieci daje z siebie tylko pewną część. Reszta jest dla dzieci, dla
          ex... To nie jest proste, miłe ani łatwe. Jest poczucie zagrożenia, czasem
          poczucie "gorszości". I jeśli mimo wszystko jest się z tym człowiekiem, to
          świadczy o sile uczucia. I fajnie byłoby, gdyby ta osoba doceniła trud włożony w
          dzielenie z nią codzienności.
          --
          "Mysle ze bez mezczyzn zycie kobiety bylo by o wiele trudniejsze,
          jesli nie niemozliwe." Waldi na FF
    • rybkka24 Re: temat. 20.11.09, 23:31
      kicia twoje wpisy w klimacie a ja mam dziecko pogoniłam jednego, teraz mam drugiego z dzieckiem chyba podświadomie go przeciągnęłam i mam taką duużą rodzinkę i jest super poza tym widzę tu tyle plusów...są zbędne.

      zakochałam się w człowieku nie jego przeszłości, która momentami mnie frustruje, jak zauważyła tu jedna z forumowiczek te forum m.in. po to tutaj jest żeby sobie popisać, więc skoro cie irytuje nie wiem nie potrafisz zrozumieć itp. przejdź dalej.

      dostałam tu ciekawe i konstruktywne odpowiedzi za które dziękuję i które jakoś tak naładowały mnie pozytywną energią.
      nie wszystkie wpisy były super kolorowe ale
      kici wyjątkowo złośliwe i czarno-białe::

      miłej nocysmile
      • kicia031 Re: temat. 21.11.09, 21:51
        Nie tobie decydowac o tym, czuje wpisy sa zbedne. To, ze ty nie potrafisz
        pokierowac sensownie swoim zyciem, tylko brniesz w meczenstwo pod tytulem tam mi
        z nim zle, ale w tym tkwie, i nie potrafisz skorzystac z madrosci innych to nie
        znaczy, ze ci inni nie maja prawa wyrazac swojego zdania. Nie probuj kneblowac
        tych, ktorzy sie z toba nie zgadzaja, bo to nie miejsce po temu.
      • nangaparbat3 Re: temat. 21.11.09, 23:10
        rybkka24 napisała:


        > zakochałam się w człowieku nie jego przeszłości,
        >

        A czym jest człowiek, jesli nie swoja przeszlością?

        Poza tym - dziecko nie jest przeszłością, jak długo zyje.
    • rybkka24 Re: temat. 20.11.09, 23:36
      szok jak dużo wpisów, myślałam że zastanę kilka...
      dowiedziałam się chyba wszystkiego co mogłam/chciałam a nawet nie chciałam.
      więc kończę wątek jeżeli tak można.

      pzdr.
    • ojczymc Re: temat. 21.11.09, 06:54
      Witam.Kończysz rybkka24 wątek ale pozwolę dorzucic swoje "3 grosze"
      smile)byś miała pogląd na sprawę z męskiej strony... smile)Związki macoch nie
      należą do najłatwiejszych,trzeba dużo samozaparcia,cierpliwości itp,itd
      Podstawą by nie zwariować jest jednak ASERTYWNOŚC!!!Tak więc gdy jest
      konieczność w/g Ciebie,"stawiaj na swoim" jak coś jest nie po Twojej
      myśli.Pozdrawiam gorąco wszystkie macoszki i nielicznych ojczymów!
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka