Dodaj do ulubionych

święte krowy

10.02.11, 11:16
Pytanie: czy nie macie czasami wrażenia, że wasi partnerzy/partnerki wykorzystują czasami posiadanie dzieci, by niejako zamknąć wam usta? Bo ja czasami mam wrażenie, że koronnym argumentem M w sprzeczce ze mną, dotyczącej czegokolwiek związanego z nim i z chłopakami, jest stwierdzenie, że ja się buntuję, bo to chodzi o jego dzieci. Czy jeżeli ktoś posiada dzieci, to znaczy, że nie można już mu zwracać uwagi? Czy wasi partnerzy również wykorzystują ten pseudoargument? Czy wkurza to was podobnie jak mnie?
Niedawno M tak mnie tym argumentem rozsierdził, że musiałam wyjść, bo obawiałam się, że wytłukę pół zastawy. Tuż przed jego wyjazdem z chłopakami na ferie zapytałam w jaki hotelu konkretnie będą, to może wpadnę pod koniec tygodnia. Po czym dowiedziałam się, że raczej nie wpadnę, bo zabiera ich 700 km od domu. Wcześniej słowa o tym nie słyszałam, raczej sugerował, że będzie szukał czegoś w promieniu do 100-150 km. Na pytanie, czy nie sądzi, że takie rzeczy powinien uzgadniać również ze mną, a przynajmniej poinformować mnie o planach w momencie, gdy się pojawiają, a nie są tuż przed zrealizowaniem, to stwierdził, że przecież mówił mi, że wyjeżdża, więc jaka to różnica gdzie. Poza tym zachowuję się tak, bo to chodzi o jego chłopaków, gdyby powód wyjazdu był inny, to bym się nie obruszała. Hm, zasugerowałam mu, że następnym razem wyjeżdzając powiem mu, że jadę do rodziny, a w którym miejscu tego świata ta rodzina jest to już przecież żadna różnica.
Wkurzyłam się maksymalnie i powiedziałam M, że przy takim jego zachowaniu powinnam powiedzieć, że nie zgadzam się na jego wyjazd, skoro jestem informowana w ostatnim niemal momencie gdzie jedzie a nie zrobię tego tylko dlatego, że to chłopaków bym ukarała, a nie jego.
Obserwuj wątek
    • erillzw Re: święte krowy 10.02.11, 12:00
      Nie.
      Ale pamietajac Twoj ostatni watek edwino to akurat w ustach twojego partnera taki argument nie jest dla mnie zaskoczeniem.
      Mnie bardziej dziwi to, ze on planuje jakis wyjazd poczym nawet nie mowi gdzie, co myslisz, no nic to TY sie musisz "wpraszac" na ten wyjazd by sie dowiedziec, ze de facto jestes niechciana i jeszcze ze to daleko...
      Szok...
      No nie wyobrazam sobie takiej sytuacji w Nas...
      • edw-ina Re: święte krowy 10.02.11, 12:13
        odnośnie wpraszania - nigdy z nimi nie jeżdżę na ferie, bo zwyczajnie nie lubię sportów zimowych i wyjazdy w tym terminie nie mają dla mnie żadnego - poza czysto estetycznym - uroku. Za to czasami, jak miałam wolną chwilę, to wpadałam do nich np. na obiad - oczywiście, jeśli miejsce zakwaterowania nie było wyjątkowo oddalone.
      • nangaparbat3 Erillzw 23.02.11, 21:55
        Przepraszam, nie na temat bedzie, ale to zjawisko fascynuje mnie od jakiegoś czasu, a może coś mi rozjaśnisz: dlaczego napisalaś "Nas" wielką literą?
    • ajeje Re: święte krowy 10.02.11, 12:44
      M miał raz takie wejście. Jego syn miał problemy przed maturą i on ze swoją matką finansowali mu korepetycje. Przy którymś jego przeżywaniu różnych problemów związanych z tymi korepetycjami (synuś sam się umawiał z korepetytorem, nie przychodził na spotkania z ojcem a potem w ostatniej chwili mówił że on nie ma pieniędzy na następna lekcję, niechętnie zdawał relację z lekcji itp.) poinformowałam by nie zawracał mi tym głowy i nie ważył się dostosowywać naszych planów do problemów komunikacyjnych z synem, ja mu radziłam jak to najrozsądniej poukładać a jak zrobił po swojemu to niech się martwi sam. Gdy usłyszałam że to jego syn i on tak nie może tym nie żyć i nie pomagać mu na każdym kroku a to nie moje dzieci więc mnie to drażni. Poinformowałam go że ja nie mam dzieci, że brał sobie za żonę bezdzietną bez planów prokreacyjnych i ma obowiązek to uszanować. Ja mu ani w kontaktach ani w pomocy dzieciom nie przeszkadzam więc jego obowiązkiem jest ustawić to tak by dzieci mu w kontaktach ze mną nie przeszkadzały. Nie wiem czy to trafiło czy po prostu tylko stresy związane ze szkołą syna powodowały tego typu zatargi ale skończyło się.
      Ale ja mam wrażenie ze Twój M ma bardzo szerokie pojęcie wolności. Chciałby być z Tobą ale być wolnym jak singiel. On w ogóle, mam wrażenie, podejmuje decyzje rzutujące na Was dwoje bez liczenia się z Twoją osobą. Synowie są tylko wygodną wymówką.
      A tak w ogóle czy próbowałaś odwrócić argument? Co zrobiłby gdybyś zasugerowała że wyjeżdża tak daleko bo chce Cię izolować od swoich dzieci, nie chce byś przyjechała i z nimi zobaczyła i zaczęła się zastanawiać dlaczego?
      • edw-ina Re: święte krowy 10.02.11, 12:56
        Ale ja mam wrażenie ze Twój M ma bardzo szerokie pojęcie wolności. Chciałby być
        > z Tobą ale być wolnym jak singiel.

        - też mam takie wrażenie. Chciałby mieć wszystko: kochającą żonę, fajny dom, super układy z chłopakami, dobrze prosperującą firmę i jeszcze masę czasu na własne potrzeby. I żeby nikt mu pod żadnym pozorem nie mówił, że coś robi źle.
        • konstancja16 Re: święte krowy 10.02.11, 13:04
          w sumie to ja to rozumiem. ja tez bym chciala byc zdrowa, piekna, inteligentna, bogata i zeby mi nikt nie mowil co i jak robic. i zebym nie musiala rano wstawac.

          czemu nie? a moze to Ty usilujesz narzucic jakies rygory, ktore sa zupelnie niepotrzebne? (nie zakladam, ze tak jest, ale probuje tylko odwrocic sytuacje i zastanowic sie jak to moze wygladac od drugiej strony)
          • edw-ina Re: święte krowy 10.02.11, 13:16
            ja bez wątpienia nie jestem w tym momencie najłatwiejszą partnerką. Czy wprowadzam rygor? nie wiem, chyba próbuję nieco ustawić ten związek tak, bym była w nim również na swoich zasadach.
            Poza tym zastanawia mnie jedna rzecz - M widział mój poprzedni związek i był pod jego wrażeniem. Włącznie z tym, w jaki sposób się rozstaliśmy. Strasznie mu się podobało, że ja z moim ex byliśmy przyjaciółmi. Też tak chciał, ale nie dał mi na to szansy. Bo jakoś miał i ma kłopoty z pojęciem, że przyjaźń nie polega na akceptowaniu wszystkiego.
    • tully.makker Re: święte krowy 10.02.11, 12:49
      Akurat w sprawach dotyczacych dzieci zadne z nas sie tak nie zachowuje, choc mamy swoje za uszami w mnostwie innych dziedzin. Dotyczy to takze mojego zahcowania - ja nie robie mu problemowczy wymowek w sprawie spotkan z corka, choc np nie pojmuje, dlaczego 16 latka nie moze sama przyjechac pociagiem, tylko trzeba po nia jechac, i to nie zawsze, a tylko wtedy, kiedy jest cos dom roboty w domu ;-P

      Ale robota nie zajac i poczeka, az chlop wroci .
      • konstancja16 Re: święte krowy 10.02.11, 12:58
        Hm. Jakos sobie nie wyobrazam zeby NM wyjezdzal gdzies (czy to sam czy z dzieckiem) i nie poinformowal mnie dokad sie wybiera. Nie z obowiazku tylko jakos naturalnie by to wyszlo przy planowaniu wyjazdu. Przynajmniej do tej pory zawsze wychodzilo. Ja tez mu opowiadam dokad sie wybieram (co i tak nie gwarantuje, ze nie bedzie mial napadu chorobliwej zazdrosci, ale to zupelnie odrebny problem)

        On sam z reguly usiluje planowac tak, zebysmy spedzali czas jak “big happy family” i to raczej ja ich usiluje wypchnac gdzies samych od czasu do czasu. Ze zmiennym szczesciem i z regularnymi doniesieniam gdzie sa, co jedza, kiedy wroca i podobnymi informacjami, ktorych brak bynajmniej nie spedzalby mi snu z powiek wink
        • edw-ina Re: święte krowy 10.02.11, 13:05
          wiesz, on mi ponoć nie powiedział, bo wybrał miejsce akurat kiedy się kłóciliśmy i przecież ja nie chciałam z nim rozmawiać. Jakoś nie docierało, że on nie ma mnie poinformować, tylko ze mną ustalić. nie reagował na to, do chwili gdy wściekła wsiadłam do samochodu i stwierdziłam, że jadę spotkać się z przyjaciółmi. Jakimi? No przyjaciółmi, to mu przecież powinno wystarczyć.
          • konstancja16 Re: święte krowy 10.02.11, 13:12
            Aj aj. Przedszkole. Nic Ci nie powiedzial, bo chcialas z nim rozmawiac. Mogl Ci karteczke napisac albo maila wyslac.

            Nie wiem jak powazna byla Wasza klotnia, ale przypomnialy mi sie dwie sytuacje kiedy sie nie poinformowalismy nawzajem o planach roznych podrozy zagranicznych. Raz, kiedy ta podroz byla dla dwojga i byla niespodzianka urodzinowa. Drugi raz wlasnie jak przez chwile sie rozstalismy. Przez miesiac czy dwa nie mieszkalismy razem. Mam nadzieje, ze ta druga sytuacja sie nie powtorzy.
            • edw-ina Re: święte krowy 10.02.11, 15:54
              Ja do tej pory nie poinformowałam M tylko o jedny wyjściu - właśnie tym "z przyjaciółmi", gdy mnie wkurzył. Ja jestem otwarta i po prostu mówię - z kim rozmawiam na skypie, dlaczego trzecią godzinę gadam przez telefon, bo mój przyjaciel ma doła i chociaż myli ksywki moich znajomych, to ja mu po prostu mówię otwarcie, bo wychodzę z założenia, że tak jest zwyczajnie łatwiej.
              Pierwszy raz wyszła akcja, że dowiedziałam się w taki sposób. Przynajmniej taką mam nadzieję, że po raz pierwszy. Może jestem zbyt łatwowierna, bo ja faktycznie z natury uznaję, że ludzie mają dobre intencje. chciałabym, żeby ten związek właśnie wyglądał normalnie, bez akcji "moje ego".
              Ja mam wieczne wyrzuty sumienia, że czegoś chcę. Bo przecież nie należy nikomu ograniczać wolności, bo trzeba uszanować zobowiązania, bo trzeba dawać sobie samemu radę, itd. itd. I tak mi się zbiera jedno po drugim, po trzecim, aż szklanka się przepełnia. M twierdzi, że ja się czepiam naszej przeszłości, że powinnam odpuścić sobie wcześniejsze problemy, bo przecież on już wiele zmienił, a ja ciągle nie mogę zapomnieć. Fakt, nie mogę, bo ja widzę zmiany, ale jakoś często pachną mi one świeżą warstwą farby na tym samym starym płocie.
              • tully.makker Re: święte krowy 11.02.11, 11:23
                Ja jestem otwarta i po prostu mówię - z kim rozmaw
                > iam na skypie, dlaczego trzecią godzinę gadam przez telefon, bo mój przyjaciel
                > ma doła i chociaż myli ksywki moich znajomych, to ja mu po prostu mówię otwarci
                > e, bo wychodzę z założenia, że tak jest zwyczajnie łatwiej.

                I tu tkwi twoj blad. Z angielska - jestes taken for granted.
                Dajesz wiecej niz dostajesz. A wiekszosc facetow wcale tego nie lubi - lubia zasluzyc na to, co dostaja. Nie mowiac juz o tym, ze po daniu tego, o co on moze wcale by nie poprosil masz pretensje, ze on ci sie nie rewanzuje.
                • edw-ina Re: święte krowy 11.02.11, 18:56
                  Nie mowiac juz o tym, ze po daniu tego, o co on moze
                  > wcale by nie poprosil masz pretensje, ze on ci sie nie rewanzuje.

                  hm, ja się może mylę, ale dla mnie otwartość jest jedynym lekiem na jego szaleństwo. Tj. - jest między nami ładnych parę lat różnicy, nie jestem miss, ale na brak męskiego zainteresowania nigdy nie narzekałam, a przy okazji jestem otwarta wobec ludzi. By móc funkcjonować bez większych ataków zazdrości i mieć możliwość rozmawiania/spotykania się z przyjaciółmi (szczególnie tymi odmiennej płci) po prostu wolę mówić kim ci ludzie są, skąd się znamy itp. Dodatkowo przez wiele lat obracałam się w środowisku dość hermetycznym i takim, wokół którego narosło wiele bzdurnych legend. M z tego środowiska nie pochodzi (co dla mnie stanowi plus), ale ma pewne poczucie niższości i czasami, kiedy np. coś wypije, wymsknie mu się, że uważa, że któregoś dnia rzucę go dla kogoś z tych znajomych.
                  Może dlatego wolę, aby jak to określiłaś: bierze mnie za pewnik, niż użerać się o swoje życie, a tym bardziej z niego rezygnować. Zrezygnowałam z tak wielu rzeczy, że z kolejnej nie dam rady. I faktycznie jeśli będę postawiona między wyborem oni a on, to już chyba tym razem wybiorę tych mitycznych "onych".
                  • tully.makker Re: święte krowy 12.02.11, 10:50
                    Ale zazdrosc - umiarkowana - u partnera jest zjawiskiem poztywnym. Przy czym wazne jest oczywiscie by nie mial podstaw watpic w TWOJE zasady moralne, ale zeby jednoczesnie mial swiadomosc, ze masz inne opcje. Trudna i delikatna sztuka, ale sadze, ze warto probowac - nie warto za to byc kobieta ze stali, co to ze wszystkim da sobie rade, przekima sie sama w domu bez dzwi i w ogole konie mozna z nia krasc.
                    • edw-ina Re: święte krowy 12.02.11, 11:09
                      masz rację, powinnam przestać być babą ze stali, bo coś, co miało być na chwilę stało się czymś oczywistym i stałym. I on przywykł, a ja mam żal.
                      Odnośnie zazdrości jest ona niestety dość daleko posunięta. we mnie wątpić raczej nie musi, ale w sytuacjach jak teraz, kiedy oddalamy się od siebie, a mi jest coraz trudniej się do niego przełamać, ma baaardzo duże wątpliwości i ogarnia go ewidentny lęk.
                      • tully.makker Re: święte krowy 12.02.11, 13:03
                        ogarni
                        > a go ewidentny lęk.

                        I to - w umiarze - jest dobre i zdrowe dla zwiazku. Nie musisz go chronic przed wszystkim, nie jestes jego matka, a on jest doroslym facetem, ktory musi wie nauczyc, ze za dobre zachowanie przychodzi nagroda redukujaca lek, a za zle placi sie jego wzrostem.
          • tully.makker Re: święte krowy 11.02.11, 11:19
            Jakoś nie docierało, że on nie ma
            > mnie poinformować, tylko ze mną ustalić.

            ????????????
            A dlaczego on ma z toba ustalac, gdzie jedzie z dziecmi, kiedy ty nie chcesz z nimi jechac? Powiem szczerze, nie rozumiem. U nas, jesli ja jade sama z dziecmi, to po prostu decyduje gdzie pojade i komunikuje chlopu - po co mam z nim ustalac, skoro on i tak bedzie wpadal tylko w weekendy?
            • edw-ina Re: święte krowy 11.02.11, 18:36
              A dlaczego on ma z toba ustalac, gdzie jedzie z dziecmi, kiedy ty nie chcesz z
              > nimi jechac?

              dlatego, że:
              - podjął decyzję wyprowadzenia się za miasto razem ze mną i ponoszenia przyjemnych i smutnych konsekwencji tego faktu, a nie notorycznego wylogowywania się z układu i uznania, że przecież jakoś będzie, bo ja sobie poradzę
              - podjął decyzję, by założyć firmę, która w tym momencie wymaga jego większej obecności niż mailowej; firmy, którą w tej chwili zajmuję się przede wszystkim ja i zaczynam czuć się jak czyjś pracownik
              - uznał, że zwyczajnie nie musi mi tego mówić, bo w końcu jaka to różnica, bez wzięcia pod uwagę własnych solennych obietnic.
              Gdybym mogła mu ufać, nie musiałby ustalać, wystarczyłoby, aby powiedział jaki ma pomysł i ewentualnie wysłuchał co ja o tym myślę. Ale skoro ma to gdzieć, to musi ustalać.
              • tully.makker Re: święte krowy 12.02.11, 10:56
                Edwina, mnie nie przekonuje twoja argumentacja w kwestii ustalania. Do licha ciezkiego, ON wyjezdza z dziecmi, jak rozumiem uprawiac sporty zimowe, o ktorych ty nie masz pojecia - ob wybiera likalizacje wyjazdu.
                Ze powinien z wyprzedzenim poinformowac to oczywiscie zupelnie inna para kaloszy i zadne historie o klotniach tego nie usprawiedliwiaja.

                Ja moze mam inne podejscie, ze wzgledu na ciagle yjazdy chlopa odleglosci jakos mi sie nie jawia jako b. wielki rpoblem, ba, potrafie jak mi przyjdzie fantazja ulanska wskoczy w piatek wieczorem po pracy w samochod z dzieciakami i pojecha 550 km na weekend. generalnie twojemu mezowi troche wspolczuje, ze gdyby cios sie wydarzylo, to bedzie musla gnac 700km, ale w koncu sam sobie wybral ten los - to bedzie za 10 gdzoen, a nie za 4, ale tyle chyba dasz rade?

                W ogle sobie bym chetnie z toba pogadala, bo mam wrazenie, ze macie podobne problemy co my, choc moze neico inaczej sie manifestujace, ale ja wierze, ze mozna sobie z nimi proadzic, choc czasami trzeba zmienic sposob swojego dzialania.
                • edw-ina Re: święte krowy 12.02.11, 11:14
                  Odnośnie argumentacji - jestem na niego wkurzona za całą masę różnych spraw i choć z rzadka ma to miejsce - nie do końca mam ochotę kierować się logiką. Zawsze jestem tak cholernie logiczna, wyrozumiała i szanująca, że już mi się nie chce.
                  I pewnie to się zmieni, prawdopodobnie niestety wrócę do stanu wyrozumiałości, bo jest dla mnie naturalny, ale nie jestem tego w stanie zrobić teraz. Teraz mam ochotę iść na wojnę.
                  • tully.makker Re: święte krowy 12.02.11, 13:17
                    pewnie to się zmieni, prawdopodobnie niestety wrócę do stanu wyrozumiałości,
                    > bo jest dla mnie naturalny, ale nie jestem tego w stanie zrobić teraz. Teraz ma
                    > m ochotę iść na wojnę

                    No coz, moze lubicie silne wrazenia i spokojne, zrownowazone pozycie nie jest dla was. Jesli tak, to zapomnij o tym, co tu pisze.

                    Jesli jednak chcesz spokoju i trwalego stanu poszanowania twoich oczekiwan, to musisz niestety pracowac nad tym NA STALE. To niestey tak jak z dzieckiem albo z psem - zeby facet ddobrze dzialal, musi wiedziec, jakie sa twoje zasady i oczekiwania - najlepiej od pierwszego dnia znajomosci, ale jak to zaniedbalas, to nigdy nie ejst za pozno, by podjac ten wysilek, wiem to z doswiadczenia. jesli raz mu na cos pozwalalsz, albo nie interweniujesz, a innym razem robisz o to pieklo, to jedyny wniosek, jaki moze chlopu przyjsc do glowy jest ze ozenil sie z niezrownowazona histeryczka, a wysilac sie nie ma co, bo i tak nie wiadomo, kiedy i za co dostanie wpierdol.
                    Kluczem do sukcesu, czy przy wychowaniu dziec, czy mezczyzn, jest pewna sekwencja stanow i dzialan: przede wszystkim samoswiadomosc - czego oczekuje? Co jest dla mnie wazne? Gdzie moge odpuscic, a gdzie zadna miara nie, bo bede nieszczesliwa? Koeljeny punkt, ze trzeba wybrac faceta zgodnie ze swoimi oczekiwaniami, milosiernie odpuscmy, bo w tym wyopadku za pozno na to ;-P. Ale warto miec swiadomosc, kogo sie wybralo, i jakie gatunkowe ograniczenia sie z tym wiaza. Kot nie bedzie szczekac, chocbys byla nie wiem jak samoswiadoma i konsekwentna.
                    No i trzeci - trzeba egzekwowac realizacje swoich oczekiwan zawsze i wszedzie, nie odpuszczajac na wet na ten jeden raz - bo facet wlasnie ten jeden raz zapamieta.

                    IMHO, najgorsze co moze byc dla zwiazku, to odpuszczac a potem miec pretensje, ze facet z tego odpuszczenia skorzystal. Nikt nie chce byc z klocaca sie jedza, dlatego okazje do klotni lepiej przewidywac zawczasu im zapobiegac w milej atmosferze. jesli facet ma sie starac, to musi czuc ze warto, ze jest z kims wspanialym, wyjatkowym i ze utrata tej osoby bylaby najwieksza tragedia jego zycia.
                    To tak kurde jak z tymi wasyzmi dziecmi - mleko sie rozlalo, nawet jeli on zmeinil zdanie.
                    • edw-ina Re: święte krowy 12.02.11, 13:40
                      Jesli jednak chcesz spokoju i trwalego stanu poszanowania twoich oczekiwan, to
                      > musisz niestety pracowac nad tym NA STALE.

                      - teoretycznie o tym wiem. Ba, nawet praktycznie o tym wiem, bo to są te same zasady, co przy wychowywaniu np. psów. konsekwencja.
                      Ale. - moja asertywność kończy się na punkcie, w którym odnoszę wrażenie, że coś komuś narzucam. Nie znoszę, kiedy coś mi się narzuca, więc boję się jak ognia stanu, w którym ja bym miała to zrobić komuś. Nie chcę być kobietą nakazującą, bo wierzę, że człowiek potrzebuje wolności i samostanowienia.
                      Czy jestem histeryczką? Nie wiem. Raczej dobrze daję sobie radę z sytuacjami stresującymi, za to faktycznie lepiej jest nie wyprowadzać mnie z równowagi, bo mam dość waleczny charakter.

                      No i trzeci - trzeba egzekwowac realizacje swoich oczekiwan zawsze i wszedzie,
                      > nie odpuszczajac na wet na ten jeden raz - bo facet wlasnie ten jeden raz zapam
                      > ieta - mogę tylko powiedzieć, że masz rację i ja o tym ponownie teoretycznie wiem, a praktycznie wciąż głupio wierzę, że ludzie myślą i analizują.

                      Nikt nie chce byc z klocaca sie jedza,
                      > dlatego okazje do klotni lepiej przewidywac zawczasu im zapobiegac w milej atm
                      > osferze. - mój mąż przewidując kłótnie unika tematu. udaje, że go po prostu nie ma. Tak, jak przy okazji ostatniego wyjazdu. Obawiał się, że mogę się wkurzyć, kiedy mi powie na co się zdecydował, więc wolał nie mówić w ogóle czym wywołał oczywiście dużo większą sprzeczkę niż ta, której próbował uniknąć.
                      • tully.makker Re: święte krowy 14.02.11, 17:21
                        Ale. - moja asertywność kończy się na punkcie, w którym odnoszę wrażenie, że co
                        > ś komuś narzucam. Nie znoszę, kiedy coś mi się narzuca, więc boję się jak ognia
                        > stanu, w którym ja bym miała to zrobić komuś. Nie chcę być kobietą nakazującą,
                        > bo wierzę, że człowiek potrzebuje wolności i samostanowienia.

                        Ale miedzy narzucaniem komus czegos, a odwrotna sytuacja - kiedy tobie jest cos narzucane, sa chyba jeszce opcje posrednie? Ja zreszta nie o narzucaniu mowie, tylko zeby partner chcial sam robic tak, zebys ty byla szczesliwa. Nie osiaga sie tego awanturami, bo nikt nie chce robic dobrze awanturnikowi, czy awanturnicy. jesli jestes mila, partner ma cos wartosciowego do stracenia, a zachowujac niezaleznosc i jasnosc co do swoich oczekiwan, uswiadamiamy go, ze ta strata moze byc calkiem realna...

                        Wiesz, moj chlop potrafi sie zachowaywac absolutnie dransko. W czasach naszego kryzysu postepowal po prostu skondalicznie - a teraz naprawde sie bardzo stara. Tak jak na poczatku. oczywiscie, to nie bedzie trwalo wiecznie, przed nami pewnie niejed trudny okres, ale ja chyba juz wiem, jak postepowac, by nie rezygnowac z siebie, a jednoczesnie dawac mu motywacje do staran...
        • ajeje Re: święte krowy 10.02.11, 13:09
          M nie wyjeżdża sam z dziećmi (już mają własne życie) ale często widuje się z nimi. Przed każdym spotkaniem wiem gdzie będą i mogę choćby zaplanować „jak widzicie się w centrum to wracając kupisz tusz do drukarki w Media Markt”. Gdy wpadnie mu do głowy jakaś zmiana planów (np. pojadą razem do jego rodziców) to ja o tym jestem natychmiast informowana, mimo ze tak właściwie nie musi mnie interesować co robi sam ze swoimi dziećmi ale dla niego jestem najbliższą osobą i uważa że powinnam wiedzieć gdzie jest.
    • kittykitty Re: święte krowy 10.02.11, 20:27
      Nie wiem czy bezwzględnie powinien z Tobą ustalać / uzgadniać, że wyjeżdża tak daleko, ale napewno powinien Cię o tym poinformować - 700 km to niebagatelna odległość, gdyby się coś stało Tobie lub w domu, nie ma szans by wrócił w ciągu 2-3 godz. i Ty powinnaś o tym wiedzieć wcześniej, żeby wiedzieć na ile możesz na niego liczyć w razie czego.
      Wydaje mi się, że uzgadnianie tego typu spraw nie zawsze jest konieczne - jeśli nie ma jakiegoś zagrożenia bądź problemów, to trudno mi sobie wyobrazić dlaczego zależy Ci by o tym współdecydować, chyba że dla zasady.

      A argumenty typu "tak się zachowujesz, bo chodzi o moje dzieci" jest dość często stosowany - taki tani, prosty chwyt poniżej pasa, który często działa, bo łatwo wbija w poczucie winy.

      Mój mąż nie używa takich argumentów, ale ostatnio zarzucił mi, ze nie uzgadniam z nim wydatków na mojego syna. Odparłam, że nie ma problemu, zacznę uzgadniać w momencie, gdy on zacznie uzgadniać ze mną wydatki (poza alimentami) na swoją córkę.
      • edw-ina Re: święte krowy 10.02.11, 20:42
        Wydaje mi się, że uzgadnianie tego typu spraw nie zawsze jest konieczne - jeśli
        > nie ma jakiegoś zagrożenia bądź problemów, to trudno mi sobie wyobrazić dlacze
        > go zależy Ci by o tym współdecydować, chyba że dla zasady.

        - to nie kwestia, że muszę współdecydować, choć odległy wyjazd dość ostro kłóci się z jego deklaracjami, że gdyby coś się działo złego, to on wróci najszybciej, jak będzie mógł. Poza tym wspominałam w poprzednim wątku - okazało się, że od razu po feriach ma wyjazd służbowy, za kolejną granicę i nawet nie zajedzie do domu. Więc do tzw. jasnej anielki, skoro wyjazdy się przedłużają mógłby znaleźć coś bliżej, by jednak w razie czego mieć szansę przybyć.
        poza tym stawianie kogoś przed faktem dokonanym jest dla mnie w związku nieakceptowalne.
        • kittykitty Re: święte krowy 10.02.11, 21:35
          Zajrzałam do Twojego poprzedniego wątku - ok. rozumiem. Wg mnie Twój facet ma bardzo komfortowe poczucie, że może sobie organizować życie tak jak jemu jest wygodnie, bo w pełni może liczyć na Ciebie. Chyba trochę za mało dba o to, byście oboje mieli taki komfort...
          • 333a13 Re: święte krowy 11.02.11, 10:10
            Mój M nigdy nie posługuje się podobnymi argumentami... Wyjazdy, wydatki na Młodego itd ze mną konsultuje lub jeśli to drobnostki tylko mnie o nich informuje. To zwykle ja jestem bardziej rozżutna jeśli chodzi o jego dziecko i raczej go motywuję do większego zaangażowania. Jeśli chodzi o spędzanie wolnego czasu to u nas jest jak u Konstancji, M najchętniej spędzałby czas we trójkę (Młody chyba też), więc to raczej ja dążę do tego by się gdzieś w dwójkę sami wybrali. Nigdy nie wyjeżdżamy na ferie/wakacje osobno, nie mamy potrzeby jakiejś separacji czy "odpoczynku" od siebie. Fakt, przebywanie z Młodym 24h mnie męczy, ale zwykle M zapewnia mi kilka chwil samotności bym mogła odetchnąć, więc ogólnie wyjazdy organizowane są tak by wszyscy byli zadowoleni. Mój M niezależnie od tego czy jest z Młodym czy bez zawsze mnie informuje gdzie się wybiera, tak by w razie W wiadomo było gdzie go szukać... Tak się zastanawiam, dlaczego Twój facet izoluje Cię od dzieci??? Ja na początku znajomości z M także nie spotykałam Młodego, bo nie chcieliśmy wikłać dziecka w jakieś nowe układy, które nie wiadomo jak się skończą... U Was chyba ten etap macie za sobą??? Wygodny ten Twój mężczyzna, non stop w drodze, bez zobowiązań, Pan swego losu, a na sam koniec wraca do ciepłego przytulnego gniazdka... Żyć i nie umierać.
            • edw-ina Re: święte krowy 11.02.11, 19:04
              Tak się zastanawiam, dlaczego Twój facet izo
              > luje Cię od dzieci???
              - prawdopodobnie częściowo dlatego, że ja chciałam się izolować. Tj. przez szereg lat sprzeczaliśmy się o własne dzieci, a raczej o to, że ja chcę a on nie chce. Ja odchodziłam, on mnie nakłaniał do powrotu itd, itd. To doprowadziło do sytuacji, gdy ja po prostu nie miałam ochoty patrzeć na M jako na ojca. Egoistyczne, ale prawdziwe.
              - poza tym dzieci M nie mówią po polsku, a choć ja władam poza rodzimym jeszcze kilkoma językami, tak się zdarzyło, że jego dzieci w żadnym z nich się nie porozumiewają. To jest jednym z powodów, dla których nie mam ochoty na wspólne wyjazdy, bo jak można się porozumiewać przez M przez kilka wieczorów z rzędu, między basenem a kolacją, to sytuacja, w której przez dłuższy czasa jesteśmy razem jest męcząca, bo albo oni rozmawiają, albo my. Czy chcemy czy nie, podział zachodzi.
              • konstancja16 Re: święte krowy 12.02.11, 09:42
                wiesz co, Edw-ino?

                ja mysle, ze ten bajer z jezykami to wymowka.

                nie wiem jakim jezykiem mowia chlopcy - jakos mi sie kojarzylo, ze sa w Anglii, ale nie wierze, ze mowisz kilkoma jezykami a przeciw najprostszemu i najpowszechniejszemu sie oflagowalas i jestes na nie. a jesli mowia innym to tez trudno mi lyknac ze dzisiejsze nastolatki (nawet greckie, bulgarskie czy francuskie, bez obrazy) nie opanowaly podstaw angielskiego. na poziomie grzecznosciowej komunikacji na poczatek. i ze przez pare lat (ile?) zadna strona sie nie postarala, zeby mozliwy byl jakis kontakt.

                jak poznalam Malego mial 2 i pol roku i moja znajomosc "ich" jezyka dopiero sie rozkrecala. ale sie staralam. rozumiec i nawiazywac jakis tam kontakt. po pieciu latach kontaktow operujemy "naszym" grypsem, zartujac i poslugujac sie gra slow. fakt, ze kontakt regularny, a ja na dodatek i tak potrzebowalam "ich" jezyka. ale moja Mama w ogole nie ma wspolnego jezyka z Malym, widuja sie przy okazji swiat. a dogaduja sie jak zloto, jak jestesmy w Polsce. rece, rozmowki, zeszyt do rysowania i dobre checi. a z czasem i Maly zaczyna lapac po polsku, znacznie lepiej niz jego tatus. wiem, z malym dzieckiem latwiej, ale chyba jakies checi trzeba uruchomic po obu stronach w kazdym przypadku.

                mysle, ze unikalas kontaktow z chlopakami Twojego M oczekujac ze on w koncu zrozumie, ze Ty chcesz mnie wlasne dzieci. i jakie to wazne dla Ciebie. ze zrozumie ze kontakty z jego chlopakami moga bolec, nie majac perspektywy, planu na wlasne potomstwo. i to chyba zrozumiale, tylko Ty nie chcialas tego wyartykulowac, a on nie zgadl. tylko przyjal do wiadomosci ze nie chcesz sie kolegowac z jego dzieciakami i szlus. organizuja sie inaczej, niezaleznie od Ciebie.

                a Ty, unoszac sie duma, nie chcialas tlumaczyc jak krowie jak na rowie...

                przesadzam?
                • edw-ina Re: święte krowy 12.02.11, 10:57
                  trochę przesadzasz
                  po polsku mówią z trudem zdania w stylu: daj mi kanapkę. Niestety ich poziom znajomości angielskiego jest bardziej niż niezadowalający jak na ich wiek i wiem, że mieli z nim problemy w szkole.


                  Mama w ogole nie ma wspolnego jezyka z Malym, widuja sie prz
                  > y okazji swiat. a dogaduja sie jak zloto, jak jestesmy w Polsce. rece, rozmowk
                  > i, zeszyt do rysowania i dobre checi. a z czasem
                  - to są nastolatkowie, których nie interesuje wspólne pokolorowanie książeczek.Są na etapie życia, w którym w ogóle niechętnie rozmawia się z dorosłymi, a jeśli trzeba się przy okazji postarać, to tym bardziej nie ma to sensu. Również starałam się rozmawiać, szukać sposobu na kontakt, kiedy są w domu przecież nie mijamy się w drzwiach. I nie pisałam, że on nie istnieje. Jedynie, że funkcjonowanie w ten sposób, który sprawdza się przez kilka dni, jest męczące na dłuższą metę.

                  ze Ty chcesz mnie wlasne dzieci. i jakie to wazne dla Ciebie. ze zrozu
                  > mie ze kontakty z jego chlopakami moga bolec, nie majac perspektywy, planu na w
                  > lasne potomstwo. i to chyba zrozumiale, tylko Ty nie chcialas tego wyartykulow
                  > ac, a on nie zgadl. - akurat powiedziałam to M otwarcie, bez czekania, aż się domyśli. Teraz M twierdzi, że żałuje własnej niechęci i że mnie nią skrzywdził. Ale mleko się rozlało.
                • edw-ina jeszcze odnośnie języków 12.02.11, 13:02
                  Dla mnie szokujący był i nadal jest fakt, że dzieci, które mają oboje rodziców Polaków, mają mówiących po polsku dziadków itd. nie znają polskiego. Kiedy pierwszy raz spotkałam chłopaków wręcz nie mogłam w to uwierzyć. Mam sporo kuzynów, którzy porozjeżdżali się po świecie, ale ich dzieci a nawet wnuki mówią po polsku - lepiej, gorzej, ale mówią. U M to było pierwsze pokolenie wychowywane poza granicami kraju i już to zostało zaniedbane.
                  Próbowałam z nimi rozmawiać po angielsku, wyjątkowo prostym słownictwem, krókimi zdaniami - często kończyło się to tym, że podstawowe słowa musiałam im pokazywać w słowniku. Oni praktycznie nie byli w stanie powiedzieć czegokolwiek, poza: tak, nie, nie wiem. Wyobraź sobie ile zajmowało powiedzenie najprostszej rzeczy, o jakiś bardziej skomplikowanych rozmowach, tworzących relacje nie wspominając, naturalnej wymianie zdań między domownikami również.
                  Ich edukacja na niemal każdym polu została okropnie zaniedbana. O ile wiem co roku jest problem z promocją do kolejnej klasy. Przeraża mnie to. W moim domu zawsze przykładano wielką wagę do edukacji i takie nastawienie jak widzę jest dla mnie całkowicie niezrozumiałe. Mówiłam M o moich różnych obserwacjach, sugerowałam co mógłby z tym zrobić, ale ja sobie, on sobie.
                  • tully.makker Re: jeszcze odnośnie języków 12.02.11, 13:22
                    Ich edukacja na niemal każdym polu została okropnie zaniedbana. O ile wiem co r
                    > oku jest problem z promocją do kolejnej klasy. Przeraża mnie to. W moim domu za
                    > wsze przykładano wielką wagę do edukacji i takie nastawienie jak widzę jest dla
                    > mnie całkowicie niezrozumiałe. Mówiłam M o moich różnych obserwacjach, sugerow
                    > ałam co mógłby z tym zrobić, ale ja sobie, on sobie.

                    Witaj w klubie, ja juz odpuscilam temat, po tym, jak mloda chciala kilka lat temu, by jej zfinasowac lekcje tenisa. Wtracilam wtedy, ze moze wazniejszy, albo co najmniej rownie wazny byly angielski, bo nie miescilo mi sie w glowie, ze dziecko 12 letnie po ponoc 6 latach nauki w szkole nie znac zni jednego slowa w tym jezyku, a mialam porownanie mojego syna, ktory mimo ze nie jakis gwiazdor naukowy, w tym wieku juz czytal ksiazki po angielsku. Na to mloda oswiadczyla, ze jak ma byc angielski, to ona juz nie chce tenisa, byle tylko uniknac nauki jezyka. No to szczeka mi opadla i juz sie nie wtracam.

                  • konstancja16 Re: jeszcze odnośnie języków 12.02.11, 17:11
                    Hehe.

                    Piszac „ksiazeczka do rysowania”, nie mialam na mysli ksiazeczki do malowania tylko kajecik, w ktorym obrazowo mozna wyrazic swoje mysli. Taki kajecik woze ze sobe w podroze zamorskie gdzie nie zawsze mozna spotkac kogos kto zna angielski. Albo jakikolwiek jezyk europejski.

                    Jasne, ze z nastolatkami gorzej, ale czy oni juz byli nastolatkami jak sie poznaliscie? I ile lat tak trwacie zadowalajac sie rozmowa o kanapkach, yes, no? No, oczywiscie, Twoj facet tez dal ciala na calym froncie nie zadbawszy o jezyk polski. Ze wzgledu na Ciebie, ze wzgledu na dziadkow, ze wzgledu na cokolwiek co sie moze wydarzyc w przyszlosci (czyz nie pisalas kiedys, ze powstal pomysl przefalncowania chlopakow do Polski. Nastolatkow, bez jezyka? W sytuacji kiedy mieli wszystkie atuty, zeby lyknac troche za mlodu?)
                    • edw-ina Re: jeszcze odnośnie języków 12.02.11, 17:53
                      odnośnie książeczki, wybacz - zrozumiałam to całkiem inaczej.

                      Poznałam chłopaków po dwóch latach naszego związku. Starszy miał 10 lat, młodszy dwa mniej. To było z 6 lat temu. M był bardzo zdziwiony, że nie mówią po polsku, bo przecież kiedy rozstawał się z ex to starszy trochę mówił. Jakoś umknęło mu, że miał wtedy z 5 lat i sporo w jego życiu mogło się zmienić.
                      I tak, pomysł sprowadzenia ich tutaj pojawia się co jakiś czas, kiedy M opadają wyrzuty sumienia. Na pytania jak sobie wyobraża szkołę twierdzi, że jakoś to będzie. Ja już nie wnikam, niech robi co chce. Po prostu wiem, że jeśli spróbuje mnie w to wmanewrować w ramach mojego durnego poczucia obowiązku, to się wyloguję z tego związku, bo nie będę brać na swoje barki kolejnych spraw M.
                      A jak długo trwamy zadowalając się yes-no? dość długo, bo nie widujemy się wyjątkowo często, poza tym ja mam silne przekonanie, że oni potrzebują przede wszystkim ojca, więc staram się im nie przeszkadzać. Tak jak pisałam - zawsze coś razem porobimy, kiedy są, ale to przede wszystkim M się nimi zajmuje i z nimi przebywa.

    • shedir1 Re: święte krowy 12.02.11, 09:27
      Tak.
      Mój mąż jak już mu brakuje argumentów to zawsze wyskakuje z tekstem bO TO DLA DZIECKA albo BO DZIECKO mimo że można coś załatwić inaczej i dziecko nie ucierpi. Ale on to chyba z domu wyniusł bo on od swojej matki też cały czas tak słyszy. Wystarczy że coś nie jest po myśli teściowej jak ma być z dzieckiem i zaraz ten sam tekst. Ja mu już ostatnio powiedziałam że ten tekst przestał już na mnie działać bo w każdej głupiej sprawie z nim wyskakuje.
    • jowita771 Re: święte krowy 12.02.11, 11:11
      Nigdy nie mieliśmy różnicy zdań w temacie jego dziecka. Jak byłam w ciąży rozmawiałam z mężem i doszliśmy do wniosku, że tworzymy wspólny front, jeśli chodzi o wychowanie i to również dotyczy mojej pasierbicy.
      Raz jeden mąż miał wrażenie, że się izoluję, bo zostawiłam go sam na sam z jego córką i zapytał, o co chodzi. Wytłumaczyłam mu, że jego córka powinna uczestniczyć w naszym życiu rodzinnym, ale potrzebuje też relacji z ojcem, tylko z ojcem. Zrozumiał, przytaknął, chyba o tym wcześniej nie pomyślał.
      Mąż liczy się z moim zdaniem, jeśli chodzi o jego kontakty ze starszą córką, ale to dlatego, że ja mam niegłupie poglądy w tym temacie i doświadczenie w roli pasierbicy. Jak rozważamy coś, to potrafię mu tez wytłumaczyć podejście eksi i stanąć po jej stronie, jeśli uważam, że ma rację w jakiejś sprawie.
    • filetta Re: święte krowy 21.02.11, 08:31
      Jeśli wyjeżdżasz z partnerem i jego dziećmi, to miejsce pobytu ustalacie razem. Jesli uprzedzasz partnera, że go odwiedzisz w czasie wyjazdu, to juz nie koniecznie musi ustalac z Toba miejsce pobytu jego i dzieci. Gdybyś mu szepnęła słówko, żeby tak ustalał, żebyś mogła się z nim zobaczyć w kazdej własciwie chwili, a on mimo to wyjechał jak najdalej tylko mozna, to rozumiem, masz prawo się wkurzyć. Jesli natomiast oczekujesz, że bedzie z Tobą ustalał, gdzie pojedzie, pomimo, że nie zamierzasz mu towarzyszyć, to juz przegięłaś. Sama z sibie izolujesz się od niego i dzieci w trakcie ferii, a później masz pretensje,że cie nie uwzględniają w swoich planach. No wybacz, nie masz dwunastu lat. Zresztą 700 km to jeszcze nie koniec świata, można przejechać i zostac na weekend, a nie tylko na obiad. Jak się chce mozna wszystko. Mozna także tylko tłuc talerze.
      Zastanowiłabym się nad słowami partnera. Buntujesz się, bo chodzi o jego dzieci. a może chodzi w ogóle o dzieci. O ile dobrze pamiętam, nie macie wspólnych, partner ich nie chciał. Pisałaś wcześniej o inseminacjach. Trudny to czas dla Ciebie, cała masa emocji. Nie przenosisz ich czasem na swój związek?
      • edw-ina Re: święte krowy 21.02.11, 13:01
        Filetta, wkurzyłam się przede wszystkim dlatego, że mój mąż po kolei strzelił kilka fajnych akcji. Począwszy od przedłużenia wyjazdu o kilka dni - o czym wiedział wcześniej, ale mi nie powiedział, przez pozostawienie mnie ze sprawami firmowymi, które leżą w jego zakresie obowiązków, po fakt, że wcześniej przekonywał mnie, że ma wyrzuty sumienia ze względu na parę wypadków, z którymi musiałam sobie radzić sama i z tego względu postara się być bliżej, po czym pojechał, gdzie pojechał.

        Zresztą 700 km
        > to jeszcze nie koniec świata, można przejechać i zostac na weekend, a nie tylko
        > na obiad. Jak się chce mozna wszystko.
        - przykro mi, ale nie mam tego komfortu, aby robić co chcę i kiedy chcę, jeśli tylko chcę. Podjęłam pewne decyzje z konsekwencjami których się godzę i nie życzę sobie jedynie dokładania mi kolejnych konsekwencji.

        Sama z sibie izoluje
        > sz się od niego i dzieci w trakcie ferii,
        - jeździsz zawsze wszędzie z mężam i jego pociechami? Nawet jeśli nie jest ci to na rękę, nie sprawia ci frajdy, a dodatkowo powoduje problemy natury logistycznej? Ja nie.

        Trudny to czas dla Ci
        > ebie, cała masa emocji. Nie przenosisz ich czasem na swój związek?
        - te emocje są nieodzowną częścią związku, bo z niego powstały.
        • tully.makker Re: święte krowy 22.02.11, 14:24
          Ja wiem, ze jestes wkurzona, ale sadze, ze filetta ma sporo racji. Bo sadze, ze przez wkurzenie obszczekujesz niewlasciwe drzewo. naprawde. nie tedy droga, by nauczyc chlopa odpowiedzialnosci.
          • edw-ina Re: święte krowy 22.02.11, 15:10
            mija mi wink
            jeśli komuś dostało się rykoszetem to strasznie mi przykro. całkowicie i kompletnie nie chciałam. Za wiele spraw mi na raz na głowę spadło, w zbyt wiele z nich był zaangażowany M i mi się w końcu ulało. A że on się wymiksował i wyjechał, więc musiałam to z Wami przegadać. Za co serdecznie dziękuję. W końcu musi być gorzej by mogło być lepiej.
            • tully.makker Re: święte krowy 22.02.11, 15:27
              Jak juz ci mija, to teraz wlasnie jest dobry moment zeby nie odpuszczac - inaczej za kilka miechow bedziesz pisac kolejny taki watek. Na bank. Praca nad wprowadzeniem zasad satysfakcjonujacego obie strony pozycia najlepiej wychodzi na zimno.
              • edw-ina Re: święte krowy 22.02.11, 16:08
                Staram się. przede wszystkim próbuję walczyć z własną obowiązkowością, dzięki której jestem łatwym celem. W sprawach firmowych rozgraniczyliśmy się bardzo i zagryzam zęby, żeby nie sprawdzać M, ale kiedy zdarzyła mu się wpadka (wynikła ze zwykłego lenistwa - nie doczytał czegoś) to po prostu stwierdziłam, że jego wpadka i jego koszt. Na jego różne "CHCĘ!" odpowiadam, że ja też bym chciała. Jakoś samoistnie dotarło do niego, że się od siebie mocno oddaliliśmy i bardzo stara się tę odległość zmniejszyć. Co z tego wyniknie - zobaczymy. I całkiem poważnie nie chciałabym kolejnego wątku, w którym wkurzam się, że mam chaotycznego i egoistycznego partnera. Ponoć tylko krowa nie zmienia poglądów, więc chcę wierzyć, że mniejsza dawka empatii coś zmieni.
                • konstancja16 Re: święte krowy 22.02.11, 16:18
                  no ale wytlumaczyla jak krowie na rowie co Ci nie lezy w tym ukladzie? i co jest dla Ciebie wazne? rozumiem, ze tzw "powaznych rozmow" juz mieliscie bez liku, ale moze jeszcze raz trzeba wypunktowac? faceci nie sa tacy madrzy i wrazliwi jak my, sam moze nie wyciagnac wnioskow. a chwilowe ochlodzenie stosunkow bvedzie ogrzewal od innej strony, az zmiekniesz i sie usmiechniessz. podczas gdy zasadnicze sprawy zostana bez zmian. chyba nie o to chodzi...
                  • edw-ina Re: święte krowy 22.02.11, 17:27
                    tak, po raz enty wyłożyłam tę kawę na ławę tak dokładnie, jak byłam w stanie. M miał moment zrywu ze swoimi "przecież wiesz, że muszę wyjeżdżać, jak do tego nie przywykniesz, to ten związek nie ma sensu itd, itd", ale szybko mu minęło. Przede wszystkim dlatego, że nie chciało mi się wchodzić na ten sam ton emocji i mówiłam jak zdarta płyta, że mi nie jego wyjazdy przeszkadzają, tylko przekonanie, że nie musi myśleć o nikim innym poza sobą. I że w takim razie ma na rzęsach stanąć, ale: zająć się bezpieczeństwem domu tak, bym czuła się pewnie będąc w nim i wracając do niego sama (mieliśmy ostatnio w okolicy kilka niemiłych przypadków, włamań z pobiciami itp), starać się reagować jak najszybciej na zmieniające się z różnych powodów plany i układać je tak, by w ostatnim momencie nie oznajmiać mi, że tak jakoś wyszło, bo zapomniał, nie zauważył, nie sądził itp. Nasze wspólne sprawy firmowe zostały podzielone i ja umyłam ręce od tych, które mnie nie dotyczą, a nawet chętnie coś dodatkowego zrzucam na M w ramach małej rekompensaty.
                    Tak, jak pisałam, zobaczymy co z tego wyjdzie.
                • tully.makker Re: święte krowy 22.02.11, 16:19
                  mniejsza dawka empatii coś zmieni.

                  To. co mu teraz dajesz i miejmy nadzieje, bedziesz dawac, to wieksza, a nie mniejsza dawka empatii. Czy empatyczny jest rodzic ktory swoja nadopiekunczoscia ogranicza rozwoj dziecka? Czy ten, ktory pocieszy gdy cos sie nie uda, ale tez powie sprobuj jeszcze raz? No i taka nadopiekunczosc to tez forma kontroli. takiej subtelnej, i dla twojego dobra... gowno prawda, sama wiesz.
                  • edw-ina Re: święte krowy 22.02.11, 17:38
                    wiesz, akurat moja empatia nieco się rozmija z nadopiekuńczością. nie wiem jak to wyjaśnić, więc dam przykład. Powiedzmy, że ustaliliśmy, że np. dwa weekedny w miesiącu każde z nas ma do swojej dyspozycji, a dwa kolejne spędzamy razem (wymiennie czy jakkolwiek, grunt, że jest dwa na dwa). M dwa weekedny jeździł z kumplami - motorami, rowerami, na zjazdy, zawody - obojętnie. I jest nasz weekend. Ale wtedy okazuje się, że jest jakiś kolejny zjazd, zlot, zawody i przecież koledzy jadą, M z nosem na kwintę, mi się przykro robi, bo wiem, że przecież to dla niego ważne. Wreszcie spakuję się, pojadę razem z nim, bo nie chcę by coś przeze mnie stracił i rozumiem, że jest to dla niego ważne (poza tym już widzę ten przyjemny wspólny weekend z facetem, który się prawie nie odzywa), zajmuję się sobą i myślę, że trzeba być wyrozumiałym, wykazywać się empatią itd. Tylko później zwykle za to dostaję po nosie, bo jeśli zapytam, który weekend będzie w takim razie dla nas, to dowiem się, że: a) przecież ten na wyjeździe to był nasz weekend, w końcu teoretycznie wyjechaliśmy razem, ewentualnie b) dowiem się, że ja go nigdy nie rozumiałam.
                    a wiesz co jest jeszcze gorsze? że ja o tym wiem, a wciąż się nabieram, bo ciągle cholera chcę się wczuć w pozycję tego drugiego człowieka, chociaż nie powinnam.
                    • konstancja16 Re: święte krowy 22.02.11, 21:04
                      dobre. gdybym Cie troche nie "znala" (choc tylko z postow i korespondencji) to bym sobie pomyslala, ze jestes jakas potwornie nudna baba i facet sie strasznie meczy jak "musi" spedzac z Toba weekend. smile)

                      pamietam taki powakacyjny artykul w GW gdzie jakis pan wyznawal, ze urlop byl okropny bo MUSIAL rozmawiac z zona.

                      coz, troche dziwny wydaje mi sie taki podzial wekendow, ktory wskazuje ze jedna strona musi "egzekwowac" wspolny czas. a jesli juz tak musi byc (z uwagi na rozliczne ekstremalne hobby jednej ze stron) to spodziwalabym sie ze w planowanie wspolnych weekendow wklada sie podobnie duzo energii. zeby bylo atrakcyjnie dla obu stron. moze jakis wyjatkowo nieszczesliwy przyklad wybralas, ale to wyglada jak odpracowywanie panszczyzny. z cala pewnoscia zatroszczylabym sie sama o atrakcyjne spedzanie czasu w weekendy: wybralabym sie z kolegami na zagle, na grzyby, na podgladanie ptakow czy na piwo do czech. jak chce niech dolaczy albo postara sie zorganizowac atrakcyjna alternatywe. a jak nie to bez lachy.

                      ja rozumiem ze nie wszystkie pasje trzeba dzielic, ale jak sie chce zyc tylko pasjami to trzzeba miec albo bardzo wyrozumialego partnera (typu zona marynarza) albo pozostac singlem.
                      • edw-ina Re: święte krowy 22.02.11, 21:17
                        na szczęście ja w te weekendy oddzielne nie siedzę patrząc w sufit, spokojnie smile I to nie jest tak, że płaczę w poduszkę, bo wyjeżdża. Przeciwnie, często te weekendy oddzielne sprawiały mi wielką frajdę, miałam swoje plany, spotkania czy zabierałam aparat i ruszałam w jakiś plener.
                        A z moim M i jego pomysłami na życie to był, bo już coraz mniej jest na szczęście, taki kłopot, że w pewnym momencie 3/4 jego kolegów to byli goście w wieku 19-25 lat. Bez zobowiązań, bez stałej pracy (o firmie nie wspominając), bez konieczności interesowanie się tym, gdzie i jak się mieszka, bo mamusia wciąż donosi świeże koszule, a tata wykupi doładowanie na komórkę wink I chociaż mi jest strasznie daleko do takiego stwierdzenia, że masz tyle i tyle lat więc ci czegoś nie wypada, to oczy mi wychodziły ze zdziwiania, kiedy musiałam mówić własnemu facetowi, że on i jego koledzy mają nieco inne życia i nieco inne zobowiazania, więc trudno, by spędzał np. 3/4 lata gdzieś w górach.
                        kurczę, ja jednak mam dziecko! Strasznie duże już! To pewnie ten Czarnobyl... wink
                    • tully.makker ło matko z corka 22.02.11, 21:26
                      Droga edwino, ja cie bardzo przepitraszam, ale to jest jakis horror. Zeby nie bylo, ze sie madrze - madrze sie, bo przez taki etap przeszlismy, a i lektury pomogly - ale - jak weekend razem moze byc ciezka katorga, ktora sie odwala z musu. KOchana, zaplanuj sobie 5 weekendow naprzod z roznymi znajomymi i atrakcjami i pozwol facetowi powalczyc o przywilej spedzenia czasu z toba!!!!!!!!!!!!!!!

                      O tym wlasnie pisze od poczatku - on cie take for granted, bo widzi, ze tobie zalezy, i ze cokolwiek on zrobi to ty lykniesz, byle tylko rzucil ci ochlap swojej uwagi. W tym kontekscie nie dziwi mnie jgo zazdrosc, bo chyba doskonale zdaje sobie sprawe, ze kazda normalna kobieta kopnelaby go w dupiszcze juz dawno z wielkim hukiem. Tak, jestes za dobra. I tak, z tego powodu facet, z ktorym mialabys sznase na szczesliwy zwiazek traktuje cie per noga.

                      Zareczm ci, ze weekedn na zlocie motocyklowym nie bedzie nawet w 1/10 dla niego rownie przyemny, gdy uslyszy od ciebie.: Alez jedz kochanie i baw sie dobrze, w sumie kombinowalam, jak sie wykrecic z tego weekendu razem, bo mam w planach to i to. Przyszly weekend - no kochanie, bardzo bym chciala, ale mialam miec wolny i juz sie umowilam z kazia, ze jedziemy do spa. No, to moze za 2 tygodnie, mam nadzieje, ze nic mi nie wypadnie.
                      Aha, i jak bedzie dzwonil ze zlotu, to nie zapomnij zostawic komorki w domu i wyjsc na caly dzien. Zareczam ci, ze to swietnie facetowi robi na glowe, a i tabie dobrze zrobi, gy po powrocie zobaczysz na wyswietlaczu 15 nieodebranych polaczen. Tylko naprawde ja zostaw w domu, bo inaczej zlamiesz sie i odbierzesz.
                      • edw-ina Re: ło matko z corka 23.02.11, 00:51
                        amplituda zachowań mojego męża waha się od bieguna do bieguna. Tj. potrafi zachować się jak dzieciak przed sklepem z zabawkami, by np. w chwili, gdy zmęczona wszystkim wsiadam w samochód i jadę w któreś z ukochanych miejsc, potrafił dogonić mnie w połowie drogi, rzucić wszystko i jeszcze stwierdzić, że zabookował miejsce w moim ulubionym hotelu. Trudno się funkcjonuje w takich skrajnościach.
                        Z drugiej strony widzę często, że nasze problemy wynikają ze skrajnie różnych środowisk. Wiem, że on przez długi okres życia funkcjonował pod dyktando. Mi natomiast - mimo jasno określonych granic - niczego nie narzucano. I on traktuje każde veto jako próbę zmuszenia go do czegoś, ja natomiast nie rozumiem samego pojęcia veto dla veto, bo mnie wychowano w przekonaniu, że mogę wszystko, tylko muszę umieć to rozsądnie uargumentować. I ja wiedząc o tym, że mogę uargumentować wszystko, co dla mnie ważne, staję przed ścianą człowieka, który pojmuje wolność osobistą jako pobłażanie własnym zachciankom w połączeniu z potrzebą akceptacji. I wierz mi - jakkolwiek jestem człowiekiem rozsądnym i logicznym - to często zwyczajnie nie wiem, co powiedzieć. Po prostu ja miałam to szczęście, że właściwe momenty życia przeżywałam we właściwej kolejności. A M przeżywa je w jakimś mało skoordynowanym chaosie.
                        • edw-ina i jeszcze jedno 23.02.11, 01:32
                          tak na wszelki wypadek, gdyby ktoś pomyślał, że nie mam własnych pasji - przeciwnie, mam kilka ciągnących się od znacznie dłuższego czasu niż pomysły M, dłużej nawet, niż nasz związek. Co więcej - nawet jestem ceniona w tych dziedzinach. Tylko dla mnie pasja/hobby nie mogą przesłonić życia. Są ważną częścią, ale wciąż nie taką, za którą oddaje się życie. Powiem więcej - wiem, że M jest o to na swój sposób zazdrosny, świadomy, że musiałby się skrajnie wysilić, by w pewnych tematach móc w ogóle wejść ze mną w dyskusję. I czasami mam wrażenie, że jego buńczuczne zachowanie wynika z przekonania, że musi mi coś udowodnić.
                          • konstancja16 e tam, gadanie 23.02.11, 11:07
                            ej, Edwina. usprawiedliwiasz faceta jak kazda glupio zakochana koza. coz, ktora z nas tego nie przechodzila w jakims momencie. niektore prze cale zycie. bo trudne dziecinstwo, bo taki charakter, bo koledzy. ale przeciez on kocha.

                            przeczytaj to sobie na zimno to wszystko co napisalas. przeciez sama tyle madrych rad udzililas na tym forum. tak nas traktuja jak sie pozwalamy traktowac. i to dotyczy wszystkich: mezow i narzeczonych, szefow, kolegow z pracy i z podworka. a nawet rodzicow (choiaz tu najtrudniej).

                            chcesz cos zmienic w tym ukladzie czy chcesz tylko wyzalic sie troche i wrocic do tego co zawsze?
                            • edw-ina Re: e tam, gadanie 23.02.11, 11:49
                              masz rację. I Ty i Tully i inne kobitki. I chcę coś zmienić, ale nieustannie wychodzi mi na to, że muszę zmienić przede wszystkim siebie. Czyli przestać pobłażać, a zacząć wymagać. bez nerwów i bez wyjątków.
                              cholera, naprawdę wychodzi mi na to, że szewc bez butów chodzi. czuję się jak własny dziadek - przedwojenny oficer. Poza domem twardziel, że strach się bać, a w domu zakładał kapcie i mówił "tak kochanie".
                              trzeba mnie postawić do pionu.
                              • 13monique_n Re: e tam, gadanie 23.02.11, 12:26
                                Czytałam i czytałam w milczeniu ten wątek smile Aż nie zdzierżyłam smile Edwina, Ty jesteś strasznie mądra babka i fajnie jest widzieć, jak doszłaś sobie do tych wniosków, które każda z nas w stosunku do innej widzi i łatwo formułuje, ale w stosunku do siebie to wychodzi mniej łatwo. Albo wcale.
                                I pozostaje mi życzyć Ci i trzymać kciuki, byś te wnioski przekuła w rzeczywistość. Sama łapiąc się na ewentualnej niekonsekwencji. I mówię to ja, która ciężko nad własną niekonsekwencją wobec chłopa oraz dzieci (własnych) pracuje big_grin

                                Może założymy grupę wsparcia? wink
                                • konstancja16 Re: e tam, gadanie 23.02.11, 15:29
                                  13monique_n napisała:
                                  > Może założymy grupę wsparcia? wink

                                  przeciez my jestesmy czyms na ksztalt grupy wsparcia, co nie? smile
                                  • edw-ina Re: e tam, gadanie 23.02.11, 16:21
                                    i to najlepszą jaką znam!
                                    Mam tylko jedną prośbę - nazwijmy się grupą wsparcia ssących kciuki i spotykajmy się w każdą środę w salonie przy sofie smile smile
                                    ps. to tekst z komedii "przedszkole u tatu", albo jakoś tak. Jak pierwszy raz usłyszałam "grupa wsparcia ssących kciuki" to się chyba oplułam ze śmiechu smile
                                    • 13monique_n Re: e tam, gadanie 24.02.11, 08:41
                                      Nazwa cudna!!! big_grin Też się oplułam ze śmiechu.

                                      A dlaczego "przy sofie w salonie"? Nie można "na" sofie? Usiąść na chwilę? Zwłaszcza, ze koleżanka Konstancja chodzi ze wspomaganiem wink
                                      • edw-ina Re: e tam, gadanie 24.02.11, 09:26
                                        można na sofie smile kłopot w tym, że te nasze sofy są mocno od siebie oddalone.
                                        • 13monique_n Re: e tam, gadanie 24.02.11, 14:27
                                          No, to pozostaje nam "mentalna" sofa. smile Konstancja czasem mi napisze dobre słowo wink Staram się odwdzięczać tym samym smile
    • nangaparbat3 Re: święte krowy 23.02.11, 21:53
      Może chciał być z chłopcami sam, "bez bab", a bał sie powiedzieć Ci o tym wprost.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka