sofija_biala
07.11.11, 16:14
Sytuaja teraz wygląda tak:
Dzieci mojego M, odkąd urodziło się nasze wspólne dziecko, całkowicie odmówiły kontaktów z ojcem, z trudem udeje się je namówić na rozmowę, spotkania odbywają się wyłącznie w domu matki, przy jej obecności.
Najmłodszy, wczesniej uwielbiał do nas przyjeżdżać, dobrze się czuł, po narodzianch juniora sam chętnie pomagał w pielęgnacji, a ojciec na głowie stawał, żeby młody nie poczuł się odsunięty na bok ze względu na noworodka.
I nagle ciach - koniec przyjazdów, młody zaczyna chorowanie za każdym razem, gdy ma jechać z ojcem do nas, potem w ogóle nie chce z nim rozmawiać, chowa się itp.
Starsze notorycznie powtarzają, że ojcec im się narzuca, a oni nie mają ochoty na kontakt z nim.
Mój chłop jeździ do dzieci nadal, choćby i a kwdrans. Widzą się 3-4 razy w tygodniu, chyba że ex "zapomni" mu powiedzieć, że w danym dniu ich nie ma.