nemo205
13.10.13, 11:55
Witam, chyba mam trochę inną sytuację od Pań, które się udzielają na forum, jednak chciałabym się z tym podzielić i zasięgnąć opinii bardziej doświadczonych kobiet ode mnie. Mianowicie, rok temu poznałam pana. Od początku układało się bardzo dobrze, przyznał,że ma dziecko i jest po rozwodzie. Jednak po kilku spotkaniach postanowił wyjawić prawdę, że jednak tego rozwodu nie ma ale złożył pozew do sądu i czeka na termin rozprawy. Jakoś to przełknęłam. Jego i żonę dzieli 300 km od siebie, mieszkają w innych województwach. Jego małżeństwo rozpadło się praktycznie miesiąc po ślubie, a zostało zawarte z powodu jej ciąży. Córkę widuje co drugi tydzień kiedy musi tam jeździć. Wszystko było by ok, jednak nie jest. My również nie widujemy się często, co weekend i to nie cały, ponieważ ja w weekendy też pracuję i widzimy się wtedy tylko wieczorem w sobotę kiedy wraca od córki. Nas również dzieli 60 km - inne miejscowości.
Nie mam własnych dzieci, jestem po rozwodzie. Boli mnie to, kiedy on mi mówi,że córka jest najważniejszą osobą w jego życiu. Ze mną niby chce założyć rodzinę, kocha mnie itd. Jednak tego nie pokazuje. Ostatnio podejrzane dla mnie zrobiło się to,że do tej pory nie odbyła się ani jedna sprawa rozwodowa (przez rok czasu), kiedy go pytałam o co chodzi ucinał temat,zaczęłam więc węszyć. Okazało się,że żadnego pozwu w sądzie nie ma i nadal są małżeństwem na papierku. Zrobiłam mu awanturę, tłumaczył się,że nie stać go po prostu na taki wydatek bo płaci wysokie alimenty, co drugi tydzień jeździ do małej tyle km itd. Obiecał,że się tym zajmie jak i również tym,że chce rozszerzyć kontakty z córką czyli ją zabierać do siebie na weekendy. Wtedy prawie w ogóle nie będziemy się już widzieć, bo co to jest za związek kiedy para widuje się co dwa tyg na weekend. Nie mówił gdzie mnie widzi w tej sytuacji, jak to będzie wyglądać. Dla niego najważniejsza jest córka, nie ja. Powiedziałam,żeby najpierw ustabilizował sobie życie ze mną bo nie wiem na czym stoję. Co innego gdybyśmy mieszkali razem, wtedy nie miałabym nic przeciwko aby zabierał córkę. A w takiej sytuacji nie jestem pozytywnie nastawiona. Zwłaszcza kiedy on podkreśla,że ona jest najważniejsza. To gdzie ja jestem?