Dodaj do ulubionych

Jak tu życ?

27.03.06, 07:39
Witam wszystkich

chcialabym was prosic o opinie i rady na temat mojego zycia. Sama juz nie
wiem, co o tym wszystkim myslec sad

Mam trzydziesci parę lat, piecioletnia corke i meza - rozwodnika. Poznalismy
sie rok po jego rozwodzie. Moj maz ma corke z pierwszego malzesntwa. Corke, o
ktorej zapomnial sad Po kolei:
Kiedy sie rozstal ze swoja pierwsza zona, wyjechal do innego miasta. Kontakty
z corka byly wtedy utrudniane przez jego jeszcze żonę (przynajmniej tak mi
mowil, nie jestem pewna, czy mozna mu wierzyc...) Mowil, ze nie pozwalala mu
zabierac coreczki na weekendy, ze czasem kiedy dzwonil w przedzien
planowanego przyjazdu do dziecka mowila, ze ma inne plany i ich nie zmieni.
Od dluzszego czasu maz nie widzial corki. Od wielu miesiecy nawet do niej nie
dzwonil. A ja z tego powodu stracilam caly szacunek do niego. Powoli trace
tez milosc. Nie rozumiem, po prostu nie rozumiem, jak on mogl wykreslic corke
ze swojego zycia. Patrze na niego i zastanawiam sie, jak to mozliwe, ze
czlowiek, ktorego pokochalam codziennie krzywdzi swoje dziecko. Dla naszej
corki jest fantastycznym ojcem. ciekawe tylko czy o niej tez by tak szybko
zapomnial.
Kiedy probuje z nim o tym rozmawiac, wscieka sie. Wciaz upiera sie, ze nie
moze spotykac sie z corka, bo mu byla zona zabrania. Tylko ja wiem, ze to
nieprawda, ze to po prostu wygodny parawan, za ktorym sie schowal. Kiedys
wrocil do domu i triumfalnie obwiescil, ze dzwonil do malej, a była nie
pozwolila mu z nia rozmawiac. Sprawdzilam pozniej jego komorke - nie bylo
takiego polaczenia.
Kiedy rozmawialam z moja przyjaciolka na ten temat, stwierdzila, ze
niepotrzebnie ornie problem, bo przeciez to nie moje dziekco porzucil, dla
mojego jest swietnym ojcem. Tylko to troche tak, jakbym zyla z seryjnym
gwalcicielem i cieszyla sie, ze to nie mnie gwalci.
Nie wiem, co mam robic. Kazdego dnia mysle o tamtej dziewczynce. Kazdego dnia
przekonuje sie, ze zwiazalam sie z czlowiekiem, dla ktorego rodzina,
obowiazki to tylko puste slowa.
Czy jest wsrod was ktos, czyj maz tez tak postepuje? I jak sobie radzicie?
Prosze o pomoc.
Obserwuj wątek
    • m-m-m Re: Jak tu życ? 27.03.06, 08:23
      Prowokacja, czy co?
      • chalsia Re: Jak tu życ? 27.03.06, 11:06
        A czemu tam myślisz? A jeśli nawet, to celem jest poznanie opinii innych osób.
        Chalsia
    • mangolda Re: Jak tu życ? 27.03.06, 12:17
      Relacje twojego M. z byłą rodziną to nie Twój ból głowy.
      Ciesz się, że u wasz wszystko się dobrze układa.
      • karrolina1 Re: Jak tu życ? 27.03.06, 13:15
        Dziecko to nie jest "byla rodzina".
        • kalamarnica3 Re: Jak tu życ? 27.03.06, 13:22
          No wlasnie, to nie jest, a przynajmniej nie powinna byc "była" rodzina, była to
          co najzwyzej zona, ale przeciez nie dziecko.
          To nie jest zadna prowokacja, wiem ze trudno uwierzyc ze ojciec moze nie
          interesowac sie starszym dzieckiem a jednoczesnie byc dobrym ojcem dla
          mlodszefo. Zaczynam odczuwac coraz wieksza, nie wiem jak to nazwac, pogarde?
          dla mojego meza. Kiedy patrze jak bawi sie z nasza corka zastanawiam sie,
          dlaczego zapomnial o starszej, przeciez ona tez kiedys byla jego ukochana
          coreczka. Coraz czesciej zastanawiam sie nad rozstaniem, bo nie potrafie juz
          bcy z kims, kto tak postepuje i nie stara sie naprawic tego. Tylko wtedy tez
          pewnie zerwie kontakt z nasza corka, bo przeciez nie jest ona w zaden
          sposob "lepsza" od tamtej i pewnie jego postepowanie bedzie takie same.
          • mikawi Re: Jak tu życ? 27.03.06, 13:47
            a próbowałaś rozmawiać o tym z mężem? dowiedzieć się z czego wynika takie
            postępowanie? powiedzieć o swoim zdaniu w tej kwestii, że trudno Ci to
            zaakceptować?
          • tarzynka Re: Jak tu życ? 27.03.06, 14:16
            Tak jak radzi mikawi, dobrze by było porozmawiać. Tyle, że starać się nie
            oceniać. Nawet "pozytywnie" nastawionie do kontaktów ojca z dziećmi eksie
            potrafią mocno utrudnić życie i sprawić, że tatuś musi mieć skórę hipopotama po
            której spływa to, co o nim sądzą (o czym go informują na bieżąco) i wykazać się
            nielada zmysłem organizacyjnym i stanowczością, aby te kontakty trwały i były
            satysfakcjonujące. To wcale nie bywa łatwe, dużo łatwiej , gdy ma się wsparcie
            kogoś życzliwego. Nie mówiąc już o sytuacji, gdy eksia utrudnia jak może i
            nastawia dziecko przeciwko tacie. MOże Twój M. po prostu nie poradził sobie z
            problemem, uznał , że lepiej będzie, jak się wycofa. A teraz upłynęło sporo
            czasu i nie wie jak odnowić kontakty. Po prostu się ich boi. Nie wiem, czy tak
            jest, ale myślę, że warto mu powiedzieć, że dobrze by było, żeby nawiązał ze
            starszą córką kontakt, mimo że to trudne. Ale nie z pozycji: jaki Ty jesteś
            ojciec, że zostawiłeś dziecko, tylko raczej: wiem, że to trudne, może mogę Ci
            jakoś pomóc. Może łatwiej mu będzie napisać list niż zadzwonić? No i może dać mu
            trochę czasu z przespaniem się z tą myślą. Szczególnie, że te kontakty wcale
            niekoniecznie będą łatwe i przyjemne. Przynajmniej na początku.
            • kleo1 Re: Jak tu życ? 27.03.06, 14:19
              nie wiadomo jak ajest relacja ze strony dziecka, może nienawidziojca? może
              nawrzesczało że go nienawidzi i nie chce znać? męzczyźni sa równie wrażliwi jak
              kobiety tylko o tym nie mówią, może stało sie coś co do tego doprowadziło? nie
              wiesz tego... no chyba, że wiesz...


              pozdrawiam
              • karrolina1 Re: Jak tu życ? 27.03.06, 14:27
                > nie wiadomo jak ajest relacja ze strony dziecka, może nienawidziojca? może
                > nawrzesczało że go nienawidzi i nie chce znać?

                I to mialoby usprawiedliwiac zerwanie kontaktow?
                • kleo1 Re: Jak tu życ? 27.03.06, 14:32
                  nie mówię że to usparwiedliwa, matko jedyna, mówie, że nie tylko utrudniannie
                  kontaktów ze strony ex ale równiez nastawienie dziecka, więc to może nie byc
                  takie proste
    • jula55 Re: Jak tu życ? 27.03.06, 19:58
      A placi alimenty?
      • exiara Re: Jak tu życ? 27.03.06, 20:47
        Mój eks kiedy związał sie ze mną miał córkę w pierwszego małżeństwa. Po
        rozstaniu praktyczne przestał sie z nia kontaktowac. Po naszym rozstaniu zerwał
        kontakty z naszym synkiem. Teraz ma kolejne dziecko z kolejna zona. Jeżeli sie
        rozstana małego spotka pewnie taki sam los. On kocha swoje dzieci tylko tak
        dlugo jak kocha ich matki. Potem ma kolejne dziecko z kolejna kobieta. Taki typ
        tylko dzieci szkoda.
    • kalamarnica3 Re: Jak tu życ? 28.03.06, 08:55
      Oczywiscie placi alimenty, od zawsze. NAtomiast trudno mi powiedziec, jaki jest
      stosunek jego starszej corki do ojca - nie spotyka sie z nia, to i nie ma
      okazji stwierdzic, jaki on jest.
      Probowalam wiele razy rozmawiac z mezem na ten temat. Za kazdym razem unosi
      sie, denerwuje, zaczyna na mnie krzyczec. Jak mu zaproponowalam, zeby pojechal
      do corki w ostatnie Boze narodzenie, to zaczal wyciagac jakas historie sprzed
      dwoch lat, ze wtedy byla zona wyjechala na swieta i nie mogl spotkac sie z
      corka. Wyglada to tak, jakby szukal usprawiedliwienia dla swojego postepowania.
      Ja go nie znajduje, stad coraz czestsze spiecia miedzy nami.
      dziekuje za wszystkie wypowiedzi
      • jula55 Re: Jak tu życ? 28.03.06, 12:20
        Czyli nie jest tak, ze zupelnie nie wywiazuje sie ze swoich obowiazkow
        wychowawczych i nie ponosi zadnej odpowiedzialnosci. Moim zdaniem zbyt surowo go
        oceniasz.
        • kalamarnica3 Re: Jak tu życ? 28.03.06, 12:26
          W jaki sposob wywiazuje sie z obowiazkow wychowawczych? Tym, ze zrobil pare lat
          temu stale zlecenie z konta na alimenty zasadzone przez sąd?
          Nie wiem, czy go oceniam surowo czy nie. Mam juz jednak dosc zycia z zaklamanym
          czlowiekiem ktory slowo rodzina rozumie tak jak mu akurat wygodnie.
          • lilith76 Re: Jak tu życ? 28.03.06, 13:46
            Mam juz jednak dosc zycia z zaklamanym
            >
            > czlowiekiem ktory slowo rodzina rozumie tak jak mu akurat wygodnie.

            czy te przemyślenia to nie przejaw jakiegoś poważniejszego kryzysu
            małżeńskiego? dodatkowy pretekst?
            • kalamarnica3 Re: Jak tu życ? 28.03.06, 13:51
              Kryzys jest, owszem, z powodu tych przemyslen. Nie jest tak, ze szukam powodu
              zeby sie do mojego męza przyczepic. To raczej odwrotnie, to znaczy obserwujac
              jego zachowanie doszlam do takich wnioskow. Na poczatku kiedy sie poznalismy i
              pozniej pobralismy bylo w porzadku, on odwiedzal corke (to fakt, ze rzadko, ale
              zawsze cos), w miare czesto do niej dzwonil. Pozniej jakby mu sie odechcialo,
              czepial sie kazdego pretekstu, zeby nie dzwonic i nie jezdzic (bo pewnie maja
              inne plany, bo pewnie juz spi, bo pewnie maja gosci). On zupelnie nie widzi
              tego, ze robi zle. Wg niego wszystko jest w porzadku.
          • tarzynka Re: Jak tu życ? 28.03.06, 14:02
            Kałamarnico, ja jednego nie rozumiem. Czy Ty chcesz dalej z tym człowiekiem
            tworzyć rodzinę, czy jego wina nieutrzymywania kontaktów z dzieckiem go po
            prostu skreśla i chcesz się z nim rozstać?
            Rozumiem, że strasznie Cię denerwuje, że ojciec nie próbuje utrzymywać kontaktów
            ze starszą córką. Napisałaś, że on twierdzi, że była żona mu zabrania, a Ty
            wiesz, że tak nie jest. Tylko z tego, że raz Ci powiedział, że dzwonił, a nie
            było w jego komórce śladu? Na czym jeszcze opierasz to przekonanie? Co do rozmów
            z dziećmi przez telefon: mój nex ma naprawdę dobre kontakty ze swoimi młodymi,
            jest ważny w ich życiu, spędza z nimi całkiem sporo czasu i totalnie nie umie,
            nie lubi rozmawiać przez telefon. Twierdzi, że są strasznie trudne i mało
            wnoszące. Z rozmowami na żywo nie ma żadnych problemów. Jestem w stanie sobie
            wyobrazić, że telefoniczne rozmowy z dawno niewidzianym dzieckiem mogą być bez
            sensu. Dużo lepsze by były spotkania, można by na nich zaproponować córce coś
            interesującego.
            W naszej kulturze dziecko jest postrzegane jako własność matki. To się zmienia
            na szczęście, ale często pokutuje. Mężczyźni często nie mają wzorców ojców,
            którzy zajmują się dziećmi. W małżeństwie kontakty te ułatwia żona, poza tym
            łatwiej jest, gdy mieszka się na codzień z dzieckiem. Gdy związek się rozpada,
            to oprócz trudności typu, jak w ogóle spędzać z maluchem czas, dochodzi walka z
            byłą żoną, która uzurpuje sobie prawa do stanowienia, co tacie wolno, a co nie.
            Ludzie różnie reagują, niektórzy w takiej sytuacji walczą, inni się zamykają,
            uciekają od problemu, udają, że ich nie dotyczy. Płacą, więc jest ok. Co
            oczywiście ich nie usprawiedliwia. To, że facet nie potrafi z Tobą o tym
            rozmawiać, też mnie za bardzo nie dziwi. Pewnie sam czuje, że to problem, nie
            jest mu z tym wygodnie, ale sobie gdzieś ułożył, uklepał, a Ty to wyciągasz.
            Czuje się atakowany, zmuszany do czegoś, co jest bardzo trudne to i krzyczy. A
            może on rzeczywiście próbuje i jest odrzucany? I jest to jego porażka, ciężko
            się do niej przyznawać. Jesteś pewna, że czuje się z tym komfortowo, a nie jest
            to to, co go tak boli, że chce o tym zapomnieć? Minęło parę lat, nie wiadomo co
            matka dziecku wsączyła do głowy. Nie piszesz, ile ono ma lat, może niedługo samo
            będzie chciało znaleźć kontakt z ojcem i stosunki się odnowią. Tak też bywa.
            Z tego, co piszesz, to też się nakręcasz. Porównanie życia z mężem do życia z
            seryjnym gwałcicielem było delikatnie mówiąc przekoloryzowane. Pewnie, że
            nieutrzymywanie kontatków z córką jest złe, ale to nie znaczy, że należy
            człowieka skreślić. No dobra, rozstaniesz się z nim i będziesz szukać potknięć
            przy kontaktach z Twoim dzieckiem, bo to przecież zły człowiek. Gwarantuję Ci,
            że znajdziesz. Zawsze można znaleźć. Chociażby dlatego, że każdy z nas robi błędy.
            Piszesz, że masz już dość życia z zakłamanym człowiekiem. To może jest coś
            jeszcze, co Ci przeszkadza i szukasz usprawiedliwienia, żeby się rozstać? Cóż,
            rozwód jest zawsze traumą, dla rozwodzących się również, ogromną dla dzieci. Na
            pewno chcesz do niego dążyć? A może warto się jednak dogadać, jeśli nie umiecie
            sami, to poszukać pomocy na zewnątrz.
          • jula55 Re: Jak tu życ? 28.03.06, 15:55
            > W jaki sposob wywiazuje sie z obowiazkow wychowawczych? Tym, ze zrobil pare lat
            >
            > temu stale zlecenie z konta na alimenty zasadzone przez sąd?

            Wg mnie to juz duzo. Niektorzy nawet tego nie robia. Dzieki temu masz gwarancje,
            ze w razie waszego rozstania twoje dziecko takze bedzie regularnie dostawalo
            alimenty od taty.

            To nie ty powinnas martwic sie o kontakty z tamtym dzieckiem. Jesli byla zona
            (czyli teoretycznie osoba najbardziej zainteresowana dobrem dziecka) je
            skutecznie utrudnia i zniecheca ojca, widocznie nie zalezy jej na tym, zeby
            dziecko mialo ojca - tym bardziej tobie nie powinno na tym zalezec. Mysl o
            waszym dziecku i waszej rodzinie i nie pozwol, zeby zniszczyla ja jego
            przeszlosc i konflikty z eksia.
    • lilith76 Re: Jak tu życ? 28.03.06, 11:06
      niewiele ci pomogę. sama znam next, której partner zerwał kontakty i relacje
      finansowe z dzieckiem z porzedniego małżeństwa. ona sobie odpuściła i odcięła
      się o tego. wie, że w razie porażki zostanie z dziećmi sama, choć teraz ojciec
      szaleje za nimi.
    • e_r_i_n Re: Jak tu życ? 28.03.06, 14:09
      Jestem w troche podobnej sytuacji (tyle, ze spotkania sa, rzadko, ale jednak).
      No i nie wynika to z niecheci mojego meza - raczej napietrzenia roznych powodow
      (po czesci po stronie mojego meza, po czesc po stronie eks zony).
      Wiem, ze moglby robic wiecej, zeby sie spotykac, ale tez rozumiem jego
      zachowanie - ogolnie rzecz biorac faceci tak maja, ze jak im sie wmawia, ze cos
      robia/czegos nie robia, wbrew prawdzie, to w koncu zaczynaja 'spelniac
      oczekiwania'. Nie usprawiedliwieniam tego zachowania, wiem, ze jemu tez dobrze
      nie jest, ale nie uwazam, ze zasluguje na totalne potepienie.
      Wolalabym, zeby moj maz mial taki kontakt z synem z pierwszego malzenstwa, jak
      z naszym. Ale fakt, ze tak nie jest, nie sprawi, ze zafunduje swojemu dziecku
      rozbita rodzine. DLA MNIE to nie jest odpowiedni powod.
      Był czas, ze przejmowalam sie sytuacja, myslalam, jak ja naprawic. Ale od kiedy
      zrozumialam, ze NIC w tej kwestii ode mnie nie zalezy, odpuscilam. Nie moj
      problem, ja meza "rozliczam" z obowiazkow wobec naszego dziecka. A te wypelnia
      wzorowo.
      • jula55 Re: Jak tu życ? 28.03.06, 16:01
        > Wiem, ze moglby robic wiecej, zeby sie spotykac, ale tez rozumiem jego
        > zachowanie - ogolnie rzecz biorac faceci tak maja, ze jak im sie wmawia, ze cos
        >
        > robia/czegos nie robia, wbrew prawdzie, to w koncu zaczynaja 'spelniac
        > oczekiwania'.

        Bardzo madrze to napisalas erin. Ja tez wychodze z zalozenia, ze dobra partnerka
        powinna wspierac i rozumiec swojego mezczyzne, a nie suszyc mu glowe o cos, co
        zupelnie jej nie dotyczy. Mysle, ze takie podejscie sprawia, ze zwiazek ma
        wieksze szanse przetrwania i w efekcie nie trzeba sie martwic, jak mezczyzna
        potraktuje nasze dziecko po ewentualnym rozstaniu, bo takie rozstanie jest malo
        prawdopodobne. Moj maz wprawdzie placi alimenty i spotyka sie z pasierbica, ale
        np. teraz ani mysle czepiac sie go, ze troche te kontakty ograniczyl, bo wiem,
        ze to wynik zawodu, jaki corka sprawila mu swoja pazernoscia.
        • tarzynka Re: Jak tu życ? 28.03.06, 16:07

          > Ja tez wychodze z zalozenia, ze dobra partnerka
          > powinna wspierac i rozumiec swojego mezczyzne, a nie suszyc mu glowe o cos, co
          > zupelnie jej nie dotyczy.
          Podpisuję się pod tym obiema rękami. Oczywiście dobry partner podobnie wink. ]

          >Moj maz wprawdzie placi alimenty i spotyka sie z pasierbica, ale
          > np. teraz ani mysle czepiac sie go, ze troche te kontakty ograniczyl, bo wiem,
          > ze to wynik zawodu, jaki corka sprawila mu swoja pazernoscia.
          Też bym tak robiła. Bardzo łatwo jest oceniać stojąc z boku. Myślę, że wtrącanie
          się w takim momencie więcej bruździ i utrudnia, niż dobrego ze sobą niesie.
          • an-da Re: Jak tu życ? 31.03.06, 12:38
            nie rozumiem waszego podejścia, jeżeli u mnie facet jest ok, to znaczy że jest
            ok.
            Dla mnie odwrotnie, sprawdzam czy facet jest OK na wszystkich swoich polach, a
            wtedy i dla mnie jest ok.
            czy można żyć z kimś i nie oceniać go jako człowieka w ogóle?
            jak można żyć z kimś i nie móc na niego liczyć, nie mieć zaufania (a oceniamy
            to nie tylko zachowań w stosunku do nas, ale i do innych
            dla mnie generalnie dorosły, który krzywdzi dziecko jest pomyłką natury, nie
            chciałabym być z kimś takim

            wiem, niepolitycznie, ale w sytuacji autorki wątku, chyba sama szukałabym
            kontaktu z ex i córką M, jeżeli się tym tak przejmuje, co dla mnie jest
            zupełnie normalne, to sama powinna coś z tym zrobić
            1. rozmowy z mężem nie skutkują, to że tak się wkurza oznacza, że jednak jest
            to dla nie go bolesne, a to że nic nie robi oznacza, że go w jakiś sposób
            przerosło
            2. szukam kontaktu sama i albo się przekonuję, że te kontakty są rzeczywiście
            niemożliwe albo staję się powoli mediatorem między mężem a dzieckiem

            uczucia po prostu są i ignorowanie ich niczego nie naprawi
            • e_r_i_n Re: Jak tu życ? 31.03.06, 12:43
              an-da napisała:

              > nie rozumiem waszego podejścia, jeżeli u mnie facet jest ok, to znaczy że
              > jest ok.

              Ja tak nie napisalam. Wiem, ze gdzies tam jest nie ok, ale nie bedzie to dla
              mnie powod do zafundowania mojemu dziecku rozbitej rodziny (jesli innych
              grzechow nie ma).

              > wiem, niepolitycznie, ale w sytuacji autorki wątku, chyba sama szukałabym
              > kontaktu z ex i córką M, jeżeli się tym tak przejmuje, co dla mnie jest
              > zupełnie normalne, to sama powinna coś z tym zrobić

              I co w takim kontakcie zrobisz? Nakazesz zmiane zachowania? Sila faceta
              zawieziesz na spotkanie?

              > 1. rozmowy z mężem nie skutkują, to że tak się wkurza oznacza, że jednak jest
              > to dla nie go bolesne, a to że nic nie robi oznacza, że go w jakiś sposób
              > przerosło

              Pewnie dlatego jest bolesne, ze nie jest czlowiekiem bez serca. I dokladnie,
              albo sytuacja go przerosla, albo doszedl do wniosku, ze dosc udawania, ze pada,
              jak pluja w twarz. I taka rezygnacja rzadko kiedy wiaze sie z ulga.

              > 2. szukam kontaktu sama i albo się przekonuję, że te kontakty są rzeczywiście
              > niemożliwe albo staję się powoli mediatorem między mężem a dzieckiem

              A jesli juz te etapy przeszlismy i nadal nie ma efektu? Wtedy chyba jedyny
              sposob to odizolowac sie od sprawy i miec swiety spokoj.
              • an-da Re: Jak tu życ? 31.03.06, 13:32
                po wyczerpaniu wszystkich dróg można się tylko pogodzić z rzeczywistością

                ale za parę lat można sondę wypuścić, dziecko dorasta, zaczyna samo decydować
                • m-m-m Re: Jak tu życ? 31.03.06, 14:48
                  ale za parę lat można sondę wypuścić


                  Po co????
                • e_r_i_n Re: Jak tu życ? 31.03.06, 14:55
                  Jesli dziecko bedzie samo decydowac i bedzie chcialo spotkania, to sonda w
                  wykonaniu macochy jest zbedna.
                  Generalnie (z doswiadczenia!) uwazam, ze macocha W OGÓLE nie powinna byc strona
                  w sprawach dotyczacych bylej zony i dziecka. Tzn. powinna wspierac meza,
                  natomiast w ogóle nie kontaktowac sie z eks zona, nie wychylac z propozycjami
                  itd.
                  • m-m-m Re: Jak tu życ? 31.03.06, 14:58
                    Generalnie (z doswiadczenia!) uwazam, ze macocha W OGÓLE nie powinna byc strona
                    w sprawach dotyczacych bylej zony i dziecka. Tzn. powinna wspierac meza,
                    natomiast w ogóle nie kontaktowac sie z eks zona, nie wychylac z propozycjami
                    itd.


                    Jak najbardziej popieram.
            • m-m-m Re: Jak tu życ? 31.03.06, 13:17
              chyba sama szukałabym
              > kontaktu z ex i córką M, jeżeli się tym tak przejmuje, co dla mnie jest
              > zupełnie normalne, to sama powinna coś z tym zrobić



              Obawiam się, ze nadgorliwość jest gorsza od faszyzmu.
              • an-da Re: Jak tu życ? 31.03.06, 13:30
                uwewnętrznione wyrzuty sumienia też do niczego dobrego nie prowadzą

                tu nie ma jedynej dobrej drogi, tu moim zdaniem trzeba próbować być w zgodzie
                ze sobą wszystkimi możliwymi drogami, bo rodzicem jest się całe życie, a ona
                jest z tym facetem
                jak tu już zostało powiedziane, jest się po ze sobą, żeby się wspierać, jeżeli
                on sobie nie daje rady, no to wspierałabym go na dobrej drodze
                • m-m-m Re: Jak tu życ? 31.03.06, 14:48
                  jest się po ze sobą, żeby się wspierać, jeżeli
                  > on sobie nie daje rady, no to wspierałabym go na dobrej drodze



                  Nie znamy motywów tego pana czemu z dzieckiem się nie kontaktuje, poza tym aby
                  kogoś wspierać to trzeba być pewnym, że on tego wsparcia potrzebuje faktycznie,
                  a nie, że nam się wydaje, że on potrzebuje.
                  Na razie nie podał argumentów czemu jest taka sytuacja, reaguje irytacją na
                  próby wyjasnienia sytuacji, a irytacja to na pewno nie okazywanie potrzeby
                  wsparcia. To takie uszczęśliwianie kogoś na siłę.
            • kasia_kasia13 Re: Jak tu życ? 31.03.06, 16:42
              2. szukam kontaktu sama i albo się przekonuję, że te kontakty są rzeczywiście
              niemożliwe albo staję się powoli mediatorem między mężem a dzieckiem

              Jako pasierbica Ci powiem, ze to bardzo, ale to bardzo zly pomysl.
              • luna67 Re: Jak tu życ? 31.03.06, 18:54
                nareszcie odezwala sie osoba kompetentna, ktora cos na ten temat moze powiedziec.

                • m-m-m Re: Jak tu życ? 03.04.06, 08:29
                  Tak nieśmiało pragnę napomknąć, że też jestem byłą pasierbicą (dziś macochą
                  całodobową) i też mam owe KOMPETENCJE...
        • e_r_i_n Re: Jak tu życ? 28.03.06, 16:21
          jula55 napisała:

          > Ja tez wychodze z zalozenia, ze dobra partnerka powinna wspierac i rozumiec
          > swojego mezczyzne, a nie suszyc mu glowe o cos, co zupelnie jej nie dotyczy.

          Oczywiscie, ze tak. Szkoda, ze nie dla wszystkich jest to zrozumiale.
          Wspieranie nie znaczy tez totalnego akceptowania (ja wyrazilam swoje zdanie na
          temat czestotliwosci spotkan). Ale zobaczylam, ze moj maz zna swoja byłą zone
          lepiej niz ja ludzi ogolnie (bo zawsze myslalam, ze spokojna rozmowa wszystko
          sie zalatwi smile) i ze moje zdanie/opinia nie zawsze musza byc prawdziwe, wiec
          jemu pozostawilam decyzje. Jednoczesnie nie widze powodu, dla ktorego ten temat
          mialby byc punktem spornym w naszym malzenstwie. Bo tak jak napisalam - MNIE
          interesuje kontakt na linii ojciec - Wiktor.

          > Mysle, ze takie podejscie sprawia, ze zwiazek ma wieksze szanse przetrwania i
          > w efekcie nie trzeba sie martwic, jak mezczyzna potraktuje nasze dziecko po
          > ewentualnym rozstaniu, bo takie rozstanie jest malo prawdopodobne.

          Po pierwsze mysle (juz to napisalam), ze tego typu powod (przy ogolnie udanym
          zwiazku) nie jest wystarczajacym powodem do rozstania. Kiedys wyczytalam, ze
          pare osob 'nie mogloby by byc z facetem, ktory...' - ale jesli sie juz jest, ma
          sie dziecko, to tego typu argumenty traca wartosc.
          Po drugie - przynajmniej w moim wypadki sytuacja jaka jest (mowie o sprawie
          kontaktow) nie jest skutkiem wypaczonego charakteru/niedojrzalosci/braku
          kontaktow z dzieckiem zakorzanionego w glowie itd, tylko zwiazkiem przyczynowo -
          skutkowym. Jak sie wyeliminuje przyczyne (a wiem, ze pewne zachowania pewnych
          osob nie bylyby moim udzialem), nie bedzie skutku.
          • jula55 Re: Jak tu życ? 28.03.06, 16:34
            > Po drugie - przynajmniej w moim wypadki sytuacja jaka jest (mowie o sprawie
            > kontaktow) nie jest skutkiem wypaczonego charakteru/niedojrzalosci/braku
            > kontaktow z dzieckiem zakorzanionego w glowie itd, tylko zwiazkiem przyczynowo
            > -
            > skutkowym. Jak sie wyeliminuje przyczyne (a wiem, ze pewne zachowania pewnych
            > osob nie bylyby moim udzialem), nie bedzie skutku.

            Niektorzy niestety zapominaja, jak wiele zalezy od zachowania matki dziecka.
            Najlatwiej jest wszystko zwalic na faceta.

            Ciezko mi zrozumiec takie utrudnianie kontaktow i proby (czasami skuteczne)
            zniechecenia ojca do kontaktow, bo wiem, ze w takim przypadku ze swojej strony
            zrobilabym wszystko, zeby takie kontakty byly i odbywaly sie bezproblemowo.
            Zrobilabym to glownie dla moich dzieci.
            • e_r_i_n Re: Jak tu życ? 28.03.06, 16:35
              jula55 napisała:

              > Niektorzy niestety zapominaja, jak wiele zalezy od zachowania matki dziecka.
              > Najlatwiej jest wszystko zwalic na faceta.

              Wiesz, facet pownien zniesc wszystko, jesli dziecko kocha. Jak w koncu
              przestaje udawac, ze deszcz pada, jak na niego pluja, to znaczy, ze nie ma
              milosci.
              • mangolda Re: Jak tu życ? 28.03.06, 19:32
                > Wiesz, facet pownien zniesc wszystko, jesli dziecko kocha. Jak w koncu
                > przestaje udawac, ze deszcz pada, jak na niego pluja, to znaczy, ze nie ma
                > milosci

                a czy kobieta powinna znieść wszystko tylko dlatego, że kocha faceta?
                bez przesady, są jakieś granice.

                spójrzcie na to z pozytywnej strony; macie normlane rodziny, bez żadnych
                weekendowych spędów dzieciarni
                exsia bez przeszkód może ułożyć sobie życie z nowym partnerem, nikt nie będzie z
                nim rywalizował o uczucia dziecka
                plusówn jest więcej, niz minusów
                największym minusem są jednak wysokie alimenty wink
                • e_r_i_n Re: Jak tu życ? 28.03.06, 23:07
                  mangolda napisała:

                  > spójrzcie na to z pozytywnej strony; macie normlane rodziny, bez żadnych
                  > weekendowych spędów dzieciarni

                  Ja, tak jak napisalam, mam co jakis czas wizyty pasierba w domu.
                  O uczucia dziecka raczej nikt nie rywalizuje.

                  > największym minusem są jednak wysokie alimenty wink

                  Nie zauwazylam.
                  • jayin Re: Jak tu życ? 29.03.06, 10:50
                    ...Mangolda trochę prowokuje smile
                    • e_r_i_n Re: Jak tu życ? 29.03.06, 11:10
                      Tak, zauwazylam. Chyba po to tylko na forum jest - bo o niej nic nie wiemy.
    • luna67 Re: Akceptacja albo.......... 29.03.06, 13:36
      Czesc kalamarnica!

      Napisz mi prosze dlaczego nie wlaczylas sie zaraz na poczadku jak poznalas meza,
      do zmagan o utrzymanie kontaktu ojca z jego corka, czy mu w tym pomagalas i
      podpieralaz w tych zmaganiach? jezeli tobie tak bardzo na tym zalezalo i zalezy?
      a moze dopiero teraz zdajesz sobie z tego sprawe, bo twoj zwiazek sie kruszy, i
      widzisz siebie i twoja corke w podobnej sytuacji?
      Nie masz pojecia jak niektore byle EX moga byc perwersyjne, jak moga nastawic
      dziecko negatywnie do ojca. Wierz mi, ze twoj maz cierpi z tego powodu, a moze
      teraz mniej niz na poczatku rozstania z corka, bo ma was i ma dla kogo zyc i
      sie poswiecac.
      Po zmaganiach stracil nadzieje i dal sobie spokuj, moze nie nalezy do ludzi
      ktorzy walcza do ostatniego. Skad wiesz czy byla EX nie zyje z kims innym, ktory
      jest dobrym ojczymem, a twoj maz boi sie byc tym gorszym, boi sie porownania,
      mezyczyzni jezeli konkuruja ze soba to musza byc pewni ze sa lepsi, nie znosza
      poraszki, moze boi sie, ze nie ma szans byc dobrym ojcem, gdyz matka dziecka
      nastawila negatywnie dziecko.
      Porozmawiaj z mezem spokojnie (jak bedzie mial dobry humor), nie rob wyrzutow,
      nie pytaj dlaczego o nia nie walczy to nie ma sensu, jezeli dalej chce miec
      kontakt z corka, powiedz mu ze ty mu w tym pomozesz. A mianowicie; zapytaj sie
      go czy masz zrobic termin u adwokata na ktory z mezem pojdziesz na porade, gdysz
      ojciec ktory placi alimenty ma prawo do widywania dziecka, co dwa tygodnie na
      caly wekend, jezeli matka dziecka utrudnia widywania moze dojsc do utraty
      alimentow ze strony ojca (dobry adwokat zrobi wszystko).
      Nie posadzaj tez pochopnie twojego meza o klamstwo, moze telefonowal ale nie z
      komorki, moze z pracy? albo "zmazal" polaczenie bo sie zdenerwowal, ja tak robiewink
      Jezeli sie dowiesz z rozmowy ze nie chce miec kontaktu bo....., niestety albo
      zaakceptujesz jego postanowienie, albo zatruwajac mu zycie wymowkami zatrujesz
      siebie i doprowadzisz do rozbicia malzenstwa (jezeli jest to jedyna przyczyna
      twojej niecheci do niego).
      A jezeli dalej nie mozesz sie pogodzic z dokonanego przez twojego meza wyboru,
      to wyobraz sobie odwrotna sytuacje kiedy towj maz ma co dwutygodniowy kontakt z
      dzieckiem (piatek, sobota, niedziela), nie zakladajac rozowych okularow, co by
      bylo gdyby; przeczytaj wypowiedzi macoch ktore maja z tym problemy, zauwaz
      egoistychnie "pozytywy" jakie masz ty i twoja corka, czytajac wypowiedzi innych
      macoch, niektore chcialy by byc w takiej sytuacji, gdyz pasierb jest
      niewychowany, ojciec poswieca wiecej czasu z "bylymi dziecmi" niz ze wspolnym
      dzieckiem, za duzo prezentow, pasierb jest zazdrosny o twoja corke (albo
      odwrotnie) itd. itp.
      Moj partner ma dwujke z poprzedniego zwiazku (6 i 10 lat), sa wzloty i upadki
      jak u kazdej takiej rodziny, napisze tylko, ze stracilam dziecko po kopnieciu
      malego mnie w brzuch jak chcialam mu ubrac buty (byla to do tego ciaza
      zagrozona), i co dwa tygodnie (odwiedziny dzieci) jestem konfrontowana z utrata
      mojego dzieckasad(((
      • kalamarnica3 Re: Akceptacja albo.......... 29.03.06, 14:20
        Jak sie poznalismy, to on sie z corka spotykal. Rzadko, bo rzadko (mniej wiecej
        raz w miesiacu) ale jednak. Jezdzil do niej albo przywozil ja do nas na
        weekend.
        Piszesz o "zmaganiach", ale on sie nie musial z niczym zmagac. Tzn ja tak
        uwazam, bo on nie - przy rozmowach o jego corce zawsze wyciaga, jak jego byla
        zona nawrzeszczala kiedys na niego, kiedy nie dotrzymal danej corce obietnicy
        wspolnego wyjazdu albo jak (juz o tym pisalam) nie chciala zmienic planow,
        kiedy chcial sie spotkac z corka.
        Z tego co wiem, eks nie jest z nikim zwiazana, chociaz moze to sie zmienilo.
        Ale gdyby nawet byla, gdyby corka mojego meza miala ojczyma, to przeciez nie
        zwalnai go to z bycia jej ojcem, prawda?
        Nie potrafie zobaczyc dobrych stron w tym, ze on sie z corka nie spotyka. Po
        prostu nie potrafie. Nie umiem przekonac sama siebie, ze to nie jest moja
        sprawa bo nie chodzi o moje dziecko. Moze wynika to z tego, ze moj brat jest po
        rozwodzie a jego kontakty z synkiem wygladaja zupelnie inaczej. On rzeczywsicie
        o nie walczyl w sadzie, jego zona wyjechala na drugi koniec Polski, bo myslala
        ze on niebedzie przez to sie widywal z synem. Teraz co dwa tygodnie moj brat
        jedzie w srodku nocy prawie 500km zeby spedzic jeden dzien z synem.
        Kiedy moj maz spotykal sie jeszcze z corka, nie bylo widac zadnych oznak
        negatywnego nastawiania przez matke. Czasem zamienilysmy nawet pare slow przez
        telefon, jak dzwonila zapytac o dziewczynke, przekazywala jej jakies drobne
        upominki dla przyrodniej siostry.\ itd.
        W dodatku moja corka ostatnio zaczela dopytywac sie o swoja starsza siostre.
        Moj maz wtedy zaczal jej mowic, ze wyjechala "daleko" i nie moze sie z nia
        spotkac. Pozniej zmienial temat.
        chyba nie bede juz mogla tu zagladac, bo wraca ze zwolnienia moja
        wspolpracownica, z ktorej komputera korzystalam. Moze kiedys uda mi sie tu
        zajrzec. W kazdym razie dziekuje wam, nie wiem tylko jeszcze, jaka decyzje
        podejme.
        • tarzynka Re: Akceptacja albo.......... 29.03.06, 14:39
          Tak sobie pomyślałam, żeby może urządzić młodszej imieniny/urodziny i zaprosić
          starszą? Może to by coś zmieniło?
          W sumie niezależnie od tego, jakie mam relacje z pasierbami, jestem przekonana,
          że dobrze jest utrzymać ich kontakt z ich przyrodnią siostrą a moją córką. Nawet
          wbrew ich ojcu.
          Życzę Kałamarnico mądrych decyzji.
      • chalsia Re: Akceptacja albo.......... 29.03.06, 14:22
        > kontakt z corka, powiedz mu ze ty mu w tym pomozesz. A mianowicie; zapytaj sie
        > go czy masz zrobic termin u adwokata na ktory z mezem pojdziesz na porade,
        gdys
        > z
        > ojciec ktory placi alimenty ma prawo do widywania dziecka, co dwa tygodnie na
        > caly wekend, jezeli matka dziecka utrudnia widywania moze dojsc do utraty
        > alimentow ze strony ojca (dobry adwokat zrobi wszystko).

        Luna, nie pisz bzdur.
        Kontakty z dzieckiem nie są W OGÓLE uzależnione od kwestii płacenia alimentów.
        Nawet jeśli matka utrudnia kontakty, to nie ma podstawy prawnej do zniesienia
        alimentów. Nawet najlepszy adwokat nic tu nie zdziała.
        Chalsia
        • mikawi Re: Akceptacja albo.......... 29.03.06, 14:36
          chalsia ma rację - jedno z drugim nie ma NIC wspólnego - alimenty nie są
          formą "zapłaty" za możliwość kontaktów z dzieckiem. Ojciec ma OBOWIĄZEK płacić
          alimenty (i powinien o tym pamiętać) i ma PRAWO do kontaktów z dzieckiem (o tym
          powinna pamiętać matka dziecka).
          • chalsia Re: Akceptacja albo.......... 29.03.06, 14:50
            > chalsia ma rację - jedno z drugim nie ma NIC wspólnego - alimenty nie są
            > formą "zapłaty" za możliwość kontaktów z dzieckiem. Ojciec ma OBOWIĄZEK
            płacić
            > alimenty (i powinien o tym pamiętać) i ma PRAWO do kontaktów z dzieckiem (o
            tym
            >
            > powinna pamiętać matka dziecka).

            Jedna mała zmiana: Ojciec ma OBOWIĄZEK płacić alimenty i ma PRAWO i OBOWIĄZEK
            do kontaktowania się z dzieckiem.

            Chalsia
            • mikawi Re: Akceptacja albo.......... 29.03.06, 15:18
              jasne, moja wypowiedź dotycząca prawa do kontaktów odnosiła się do matek, które
              próbują grać z facetem na zasadzie - "zapłać za cośtam to pozwolę ci na kontakt
              z dzieckiem". A ojciec ma prawo do tych kontaktów i w żaden sposób nie powinno
              to być uzależnione od alimentów, jak nie płaci to się idzie do komornika a nie
              zakazuje spotkań z dzieckiem.
              Tak samo jak brak kontaktów nie jest powodem do obcięcia alimentów czy
              zaprzestania ich płacenia, bo o tym decyduje sąd. Tyle tylko, że skuteczność
              egzekucji alimentów i kontaktów z dzieckiem jest różna sad(((
        • luna67 Re: Akceptacja albo.......... 29.03.06, 14:37
          chalsia,

          przepraszam ale myslalam, ze w Polsce sa takie same prawa jak w Niemczech, u
          mojego tak bylo.
    • m-jak-magi Re: Jak tu życ? 04.05.06, 20:36
      doskonale rozumiem cie. w koncu dziecko to dziecko i teoretycznie z punktu
      wiodzenia twojego meza obie corki powinny byc traktowane tak samo - obie sa
      jego. wiem ze to budzi duze watpliwosci jak czlowiek ktory jest dobrym ojcem
      dla jednego dziecka - nie potrafi byc nawet przyzwoitym dla drugiego. ktos
      kiedys mi powiedzial - byl to mezczyzna - ze faect kocha dziecko kobiety ktora
      kocha. wiem ze to komunal i jesli nie polprawda to cwircprawda ale cos byc moze
      w tym stwierdzeniu jest.
      zanim sytuacja stanie sie i dla ciebie i dla twojego meza nie do znienisienia (
      a podejrzewam ze nie poddajesz sie i drazysz temat ) mysle ze powinnas powaznie
      zastanowic sie jaki ta napieta sytuacja ma wplyw na twoje dziecko. byc moze
      troszczac sie o tamta corke - nieswiadomie krzywdzisz swoja wlasna. nie wiem
      jak przebiegaja wasze rozmowy ale jesli np padaja stwierdzenia ze jest np zlym
      ojcem itd itd - pomysl co wtedy twoje wlane dziecko czuje i przezywa.
      wiem ze jest to bardzo dla ciebie trudne - rozumiem twoja postawe i nie dziwie
      sie jej. radze ci jedynie zachowanie zdrowego rozsadku i przemyslenie jak ta
      cala sytuacja odbija sie na waszymm wspolnym dziecku.
      moge ci jedynie powiedziec tyle ze jesli dziewczynka ma dobra matke to ona
      odpowiednio zadba o jej samppoczucie i w odpowiedni sposob wyjasni corce
      dlaczego tata nie ma dla niej czasu. w przyrodzie nic nie ginie i pewnie kiedys
      twoj maz odczuje konsekwencje sowjej postawy ( nie zostanie zaproszony na slub,
      nie pozna wnukow itd ) to przyjdzie z czasem.
      powiedz sobie ze skoro tak duzo zrobilas i nie odnioslas zadnych oczekiwanych
      efektow to nic nie zrobisz. zadbaj o swoje dziecko skoro jest dobrym ojcem.
      sowjej corce przypominaj ze ma siostre ktora mieszka daleko, moze jak dorosnie
      bedzie chciala ja poznac i zapanuja normalne relacje miedzy siostrami. to mysle
      bedzie dla twojego meza najwiejszka kara kiedy dwie dziewczynki "porozumieja
      sie ponad podzialami" a podzialem okaze sie ich wlasny ojciec.
      daj sobie troche czasu i ostudz napieta sytuacje.
      pozdrawiam cie goraco.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka