Znowu marudze,ale trudno odczuwam potrzebe a do domu kilometry i "przyjaciele
sa daleko ode mnie".Napisalam wczoraj tego posta,ze jest lepiej,bo Eksia
znalazla faceta i sie juz nie wtraca.Ale to nie dla mnie jest lepiej,co
najwyzej dla mojego M.Ja sie wcale nie czuje lepiej ani nawet dobrze.Wrecz
przeciwnie.Za tydzien wracam do domu do rodzicow, niby na wakacje, ale
szykuje sie zostac na dluzej, poszukac pracy, poukladac wszystko, przemyslec.
Pewnie przeczytam pod tym postem moralizatorki w stylu " a nie mowilam", ale
trudno.Czlowiek uczy sie na swoich doswiadczeniach.To nie mezczyzna dla
mnie.Zbyt duza roznica wieku daje o sobie znac,w lozku i poza nim.Dzieci tez
mi przeszkadzaja,ja nie jestem gotowa na dzieci i dlatego ich nie mam i
wnajbl czasie miec nie zamierzam.Myslalam, ze czyjes dzieci to cos
innego....ale nie jak sie mieszka razem

Gdybym nie sprobowala z nim
zamieszkac to by sie i tak skonczylo,bo zwiazek na odleglosc to glupota.Nie
jestem zalamana,wrecz sie ciesze na powrot.Czy ja jestem nienormalna??Chyba
go po prostu nie kocham,co mnie zatem popchnelo w jego ramiona??nie prosze
nawet o rady,bo co tu radzic,ale jakis komentarz by sie przydal.jestem taka
rozbita