Dodaj do ulubionych

a jednak nie jest wcale dobrze

19.07.06, 02:04
Znowu marudze,ale trudno odczuwam potrzebe a do domu kilometry i "przyjaciele
sa daleko ode mnie".Napisalam wczoraj tego posta,ze jest lepiej,bo Eksia
znalazla faceta i sie juz nie wtraca.Ale to nie dla mnie jest lepiej,co
najwyzej dla mojego M.Ja sie wcale nie czuje lepiej ani nawet dobrze.Wrecz
przeciwnie.Za tydzien wracam do domu do rodzicow, niby na wakacje, ale
szykuje sie zostac na dluzej, poszukac pracy, poukladac wszystko, przemyslec.
Pewnie przeczytam pod tym postem moralizatorki w stylu " a nie mowilam", ale
trudno.Czlowiek uczy sie na swoich doswiadczeniach.To nie mezczyzna dla
mnie.Zbyt duza roznica wieku daje o sobie znac,w lozku i poza nim.Dzieci tez
mi przeszkadzaja,ja nie jestem gotowa na dzieci i dlatego ich nie mam i
wnajbl czasie miec nie zamierzam.Myslalam, ze czyjes dzieci to cos
innego....ale nie jak sie mieszka razemsad Gdybym nie sprobowala z nim
zamieszkac to by sie i tak skonczylo,bo zwiazek na odleglosc to glupota.Nie
jestem zalamana,wrecz sie ciesze na powrot.Czy ja jestem nienormalna??Chyba
go po prostu nie kocham,co mnie zatem popchnelo w jego ramiona??nie prosze
nawet o rady,bo co tu radzic,ale jakis komentarz by sie przydal.jestem taka
rozbita
Obserwuj wątek
    • bez44 Re: a jednak nie jest wcale dobrze 19.07.06, 06:32
      Myślę, że dobrze robisz. Wcale nie jest tak pieknie, zyć z dzieckiem M pod
      jednym dachem. Czasami nie jesteś w stanie się przemóc do niego - chociaż to na
      pewno zależy od jego charakteru i usposobienia. Ale zawsze trzeba liczyć się z
      lekceważeniem mniej lub bardziej ukrytym - a nie wiadomo, jak M będzie na to
      reagował. Jeśli dodatkowow nie kochasz M i nie czujesz, że to własnie ten, to
      nie warto się męczyć. A z tego co piszesz dojrzałaś do rozstania i na pewno
      spojrzenie z daleka na całość dobrze zrobi. Ja sama czasami myślę, że
      chętnie "wypisałbym się" z tego związku, ale mimo wszytsko jest mi dobrze,
      wiem, że jestem kochana przez M, mój syn jest zadowolony (chociaż kontakty z M
      nie są wcale różowe), a syn M może w końcu się wyprowadzi po studiach. Trzeba
      wierzyć, że będzie ok. Jak jest mi źle, to wyobrażam sobie słoneczną kulę,
      która mnie otacza i prawie zaraz jest dobrze. Trzymaj się !!!!
    • blondgirl Re: a jednak nie jest wcale dobrze 19.07.06, 08:03
      To smutne....

      Ale być może tak będzie lepiej dla was obojga.

      U mnie na szczęście powoli się "przejaśnia".
    • jayin Re: a jednak nie jest wcale dobrze 19.07.06, 08:48
      Niezależnie od tego jaka byłaby różnica wieku, czy byłby kawalerem i nie miał dzieci - to i tak jeśli nie byłoby między Wami (albo chocby tylko z twojej strony) czegoś specjalnego - to prędzej czy później taki związek/układ i tak by padł śmiercią naturalną.

      Miałaś jakiś pomysł na życie, wydawało ci się, że można spróbować, spróbowałaś, okazało się, że nie odpowiada ci taki stan życia. I OK. Przynajmniej nie musisz się zastanawiać "co by było, gdyby...":=) - jak w przypadku osób, które odchodzą od siebie, nie mając pewności do końca, czy mają rację i czy tego naprawdę chcą.

      Teraz masz znowu "czystą kartę" w perspektywie. Przemyśl sobie, myśl o sobie, i miej się na baczności - bo jak raz zaczęło się "przygodę" z Facetem Z Przeszłością, to potem jakoś ten typ faceta sam z siebie się pojawia obok w otoczeniu bliskim i łatwo wpaść w podobny układ ;>
      • geos Re: a jednak nie jest wcale dobrze 19.07.06, 09:24
        bo jak raz zaczęło się "przygodę" z Facetem Z Przeszło
        > ścią, to potem jakoś ten typ faceta sam z siebie się pojawia obok w otoczeniu b
        > liskim i łatwo wpaść w podobny układ ;>

        Przyznam szczerze że faktycznie cos w tym jest :o)))
        Na szczęście dla mnie ni narzekam na ten "przypadek" który sie do mnie
        przyczepił i pojął za zonę :o)

        NIe ma się co martwić, że cos sie skończyło. Każdy ma swój raj. Może ten nie był
        twój?
        Zgadzam sie z jayin, spróbowałaś nie powieodło sie. Masz szanse pójśc dalej.
        Życzę żeby sie udało
        Powodzenia
    • cofitofi Re: a jednak nie jest wcale dobrze 19.07.06, 09:18
      mądrze zrobiłaś , powodzenia na nowej drodze zycia.
      Po co sie pchać w taki problematyczny związek, jak mozna ułozyc sobie zycie bez
      całego tego bagazu exi, pasierbow i alimentów.
      • barbara001 Re: a jednak nie jest wcale dobrze 19.07.06, 10:00
        To, ze ciszysz się na powrót do domu to raczej normalne, tęsknota za rodzicami
        i te ulubione "stare śmieci". I może odległosc pomoże ci odnaleźć się w tej
        sytuacji. No i jaka decyzje bys nie podjeła to życie masz przed sobą i
        zobaczysz jak nie raz będzie ci fajnie.
    • mamaika Re: a jednak nie jest wcale dobrze 19.07.06, 10:16
      Po prostu trzymaj się cieplutko.
    • lykaena .... 19.07.06, 12:50
      Dzieki za wszystkie te slowa, ale mi wcale nie jest dobrze.Mam wyrzuty
      sumienia. Boje sie tez jak mu o tym powiedziec?? Ja naleze do osob raczej
      spokojnych i opanowanych,o naszych problemach z brakiem seksu i zainteresowania
      z jego strony rozmawialismy wiele razy,ale od jakiegos miesiaca nie bylo miedzy
      nami zadnej klotni.On mysli,ze ja jade do rodzicow,zalatwic sprawy,do
      przyjaciol,ale nie domysla sie ze ja nie chce wracac.Mysli,ze to
      takie "wakacje " od niego i z przyjaciolmi, bo wie,ze czulam sie tu bardzo
      bardzo samotna.Myslicie, ze ja za nim zatesknie??Jeszcze ok 2 mce temu
      czulma,ze go kocham,ze nam dobrze,nie mialam watpliwosci. Czyli wszystko
      zaczelo sie od zamieszkania razem...Moze ja nie nadaje sie do wspolnego zycia
      pod jednym dachem,moze wole takie zwiazki,kiedy sie dlugo na siebie teskni,jest
      tesknota,wielkie emocje??Moze jestem niedojrzala??Moje 2 poprzednie zwiazki
      byly z niemal rowiesnikami i bylo to takie spotykanie sie ze soba,zadne
      mieszkanie,zobowiazania ani nic.Potrzebowalam czas dla siebie to go mialam,2,3
      dni,tydzien ,ile bylo trzeba.A teraz jest to niemal niemozliwe i moze o to
      chodzi...
      • khaldum Re: .... 19.07.06, 12:55
        hmmm nic nie mów,

        pojedź i zobacz co bedziesz czuła

        człowiek docenia to co ma kiedy to traci, kiedy tego zabraknie

        a za tydzień, dwa przyjedź, zobacz co będziesz czuła i wtedy podejmij decyzję

        najważniejsze niewidzialne jest dla oczu ...

        3maj się
      • blondgirl Re: .... 19.07.06, 13:11
        Ile lat jest między wami różnicy?

        Myślę, że khaldum ma rację, bo dopiero jak się ochłonie i odseparuje na pewien
        czas od problemu, to można podjąć rozsądną decyzję.
        • miriam28 Re: .... 19.07.06, 14:22
          " Żegnając przyjaciela nie płacz,
          ponieważ jego nieobecność, ukaże Ci to ,
          co najbardziej w nim kochasz"

          Czas jest najlepszym lekarstwem, wyjedż, przemyśl wszystko, spotkaj z
          przyjaciółmi, zajmij sobą, moze z rodzicami porozmawiaj oni czesto mądrze
          doradzają i nie rób nic na siłę. Ja nikogo nie chciałam sluchać.... a szkoda.
        • lykaena Re: .... 19.07.06, 15:22
          Ja mam 23 on 36,a wiec to duzo...Obawiam sie,ze to na pewno o ta roznice wieku
          chodzi.Zrobie tak jak radzicie,tylko ze to nie zmieni faktu jego wieku,ani
          tego,ze ma dzieci.Bo przeciez jesli wroce to po miesiacu znowu moze byc to
          samo. A przede mna stoja teraz rozne wazne decyzje: podjecie pracy i
          rozpoczecie drugich studiow i musze zdecydowac tam czy tu..Teraz na pewno
          jade,wczoraj kupilam bilet, Mama sie strasznie ucieszyla,obiecala mi barszcz
          czerwony i ogorki kiszone,bo ja nawet za tym tesknie...
          • geos Re: .... 19.07.06, 16:08
            Mama sie strasznie ucieszyla,obiecala mi barszcz
            > czerwony i ogorki kiszone,bo ja nawet za tym tesknie...

            Wiesz co, kiedys cos takiego przezyłam
            czy ty przypadkiem nie czujesz sie bardzo samotna?
            • lykaena Re: .... 19.07.06, 16:29
              jestem strasznie samotna,jestem daleko,jego znajomi sa sympatyczni,polubili
              mnie,ale sa wszyscy malzenstwami i maja dzieci,albo "sa w ciazy",wiec spotykamy
              sie z nimi rzadko.Ja tu nie pracuje ani nie studiuje jeszcze,wiec nie mialam
              okazji nikogo sama poznac.Nie bede przeciez sama wychodzic na miasto i narazac
              sie na jakies podrywy,bo nie o to mi zupelnie chodzi,a wiec to jest samotnosc i
              to ogromna.
              • magdmaz Re: .... 19.07.06, 16:56
                lykaeno...
                Tak, to może być problem wieku. Jak dla mnie, to oboje jesteście stanowczo za
                młodzi.
                (Jestem w wieku Twojego faceta, a mój NM ma syna w Twoim wieku - różnica między
                nami jest większa niż między wami i wiesz - jest nam super. Mieszkamy razem już
                dwa lata. I różne rzeczy sprawiają nam kłopoty - nawyki, przyzwyczajenia,
                zasady. Tylko nie seks. Jest REWELACYJNY).
                Na macochowanie jesteś za młoda. Najpierw urodź i odchowaj swoje. To jest
                normalna kolejność, nie odwrotnie (narażę się wielu macoszkom tutaj).
                Jesteś potwornie samotna. Widzisz - ja mieszkam na takim zadupiu, że już się
                bardziej nie da. Nie mam tu praktycznie nikogo bliskiego - tylko ja i NM. To
                jest mój najbliższy przyjaciel - z resztą świata, rodziną, przyjaciółmi mam
                kontakt wyłącznie telefoniczny. Tylko że to mój naprawdę najbliższy przyjaciel
                i nie czuję się samotna.
                Może wasze relacje są inne.
                Lykaeno, jedź do Mamy. A decyzję - wracać, czy nie - podejmij bez pośpiechu,
                np. za jakieś 2-3 miesiące.
                Pozdrawiam,
                Magda
                • lykaena Magdo 19.07.06, 19:08
                  Nigdy nie pomyslalam o moim M(pisze M jak Mezczyzna bo chociaz jestesmy
                  narzeczenstwem to N brzmi dziwnie..)ze jest mlody i bardzo mnie tym rozbawilas,
                  ja mu ciagle powtarzam ze jest stary mowie do niego Dziadku,oczywiscie w
                  zartach.A co do mnie to masz oczywiscie racje jestem bardzo mloda,tylko ze
                  kiedy sie poznalismy gdy on pracowal w moim miescie(byl w delegacji)
                  wychodzilismy z moimi znajpmymi
                  to nie bylo po nim widac jego wieku.Pozniej mieszkal u mnie w domu,byl jakis
                  spokojniejszy,luzniejszy,ukladalo nam sie cudownie,a od momentu zamieszkania u
                  niego totalna kleska.
                  A co do dzieci to ja wogole o nich nie mysle,moze za 4,5 lat,teraz to by byla
                  porazka i wiezienie,nie chce nikogo urazic,ale po prostu ja tak czuje.I na
                  razie jestem w stanie zaakceptowac partnera,nawet troche sie dla niego
                  poswiecic,moze nawet zamieszkac razem.Ale nie jestem w stanie zaakceptowac
                  dzieci, glosnych,upierdliwych,rozpieszczonych,niegrzecznych.Przykro mi, moze to
                  egoizm.
                  Dzieki za rady i pozdrawiam serdecznie


                  ...Łagodny i bojaźliwy Prosiaczek czuje się niepotrzebny, gdy jego przyjaciele
                  mówią mu, że jest za mały, by pomagać przy miodowych żniwach...
                • m-m-m Re: .... 20.07.06, 10:19
                  Najpierw urodź i odchowaj swoje. To jest
                  normalna kolejność, nie odwrotnie (narażę się wielu macoszkom tutaj).


                  A niby dlaczego?
                  Ja nie uważam, że macocha z dzieckiem własnym jest lepszą macochą niż ta
                  bezdzietna. Dziecko własne zawsze inaczej się traktuje i wcale z tego tytułu
                  nie ma się więcej tolerancji dla dziecka cudzego. Wręcz dochodzą kolejne
                  kłopoty jak zaakceptują się zupełnie obce sobie dzieci nawet nie będące
                  rodzeństwem przyrodnim, anie tylko problemy na linii macocha-pasierb.
                  To tak jakby mowić, że najlepszymi nauczycielami są ludzie, którzy sami mają
                  dzieci. Akurat tak sie zlożyło, że moimi najlepszymi nauczycielkami były
                  ówczesne kobiety bezdzietne - były bardziej obiektywne i niezestresowane
                  problemami wychowawczymi z własnymi pociechami. Poza tym zawsze mialy dla
                  uczniów czas, a nie leciały na zlamanie karku do swoich własnych latorośli.
                  • agnese_1 Re: .... 20.07.06, 11:58
                    Zgadzam sie, ze tolerancji wiecej sie nie ma. Ale jak schodzi sie dwoje ludzi z
                    wlasnymi dziecmi ze wczesniejszych zwiazkow to sa oni na mniej wiecej
                    rownorzednej pozycji. Moze lepiej przez to sie rozumieja. Bo facetowi z
                    dzieckiem czasem trudniej zrozumiec, na ile ustepstw bezdzietna macocha musi
                    isc w zwiazku z nie swoim przeciez dzieckiem. A i bezdzietnej macosze tez moga
                    czasem z trudem przychodzic poswiecenia, ktore bylyby normalne, gdyby chodzilo
                    o jej wlasne dzieci.
                    • m-m-m Re: .... 20.07.06, 12:24
                      . A i bezdzietnej macosze tez moga
                      > czasem z trudem przychodzic poswiecenia, ktore bylyby normalne, gdyby
                      chodzilo
                      > o jej wlasne dzieci.


                      Ale jako macocha nie poświęci się tak dla cudzych dzieci jak matka bez wzgledu
                      na to, czy ma dzieci własne czy nie. Poświęci się SWOIM dzieciom, a nie
                      dzieciom faceta.
                      Może ewentualnie ze względu na swoje dzieci traktować dziecko faceta podobnie
                      jakby chciała by on traktowal jej dziecko. To tyle i aż tyle: robi to
                      interesownie w obronie swoich dzieci, a nie dlatego, że nagle ma przypływ uczuć
                      macierzyńskich do cudzych dzieci.
                      • poxywka Re: .... 20.07.06, 13:35
                        to czy robi to interesownie zalezy od tego jaki ma charakter smile
                        niektorzy potrafia dawac cos z siebie bez kija i marchewki
                        posiadanie wlasnego dziecka zmienia - nie wszystkich i nie tak samo, ale jest
                        takie prawdopodobienstwo; po pierwsze ma sie doswiadczenia , po drugie inny
                        poziom wrazliwosci; nie znaczy ze tylko osoby posiadajace dzieci je rozumieja i
                        kochaja - ale to ewidentnie wielu osobom pomaga

                        pozdrawiam
                        poxywka
                        • m-m-m Re: .... 20.07.06, 13:49
                          Nie sądzę, by posiadanie swojego potomstwa uwrażliwiało na cudze dzieci.
                          Własne potomstwo wręcz może zawęzić próbę widzenia pasierba i chęć poświęcenia
                          mu uwagi.
                          • tarzynka Re: .... 20.07.06, 14:01
                            > Nie sądzę, by posiadanie swojego potomstwa uwrażliwiało na cudze dzieci.
                            Pewnie nie, ale posiadanie własnego potomstwa pomaga zrozumieć oczekiwania
                            partnera do podziwiania choćby "skoków do wody przez 2 godziny". I łatwiej mu
                            wytłumaczyć, że niekoniecznie, on bowiem też zazwyczaj się nie zachwyca
                            "skokami" nie swoich dzieci. Posiadanie potomstwa przez partnera zaś, pomaga
                            zrezygnować ze zbytnich oczekiwań wobec jego zachowań w stosunku do własnych
                            dzieci z poprzedniego związku. Po prostu zmienia się punkt siedzenia więc i
                            widzenia.
                            Natomiast prawdą jest, że dochodzą inne problemy, chociażby jakieś poprawne
                            ułożenie kontaktów z dziećmi nowego partnera rodzica. Łatwe to wcale nie jest i
                            wymaga sporej delikatności, sprawiedliwości i konsekwencji ze strony dorosłych.
                            • m-m-m Re: .... 20.07.06, 14:13
                              ale posiadanie własnego potomstwa pomaga zrozumieć oczekiwania
                              > partnera do podziwiania choćby "skoków do wody przez 2 godziny

                              A po co tu rozumienie? Mnie się to raz zdarzyło, ale jak wtedy jeszcze niemąż
                              zauważył moje niedyskretne ziewnięcie z nudów to sam zapoponował szybsze
                              przewinięcie kasety smile)) To, że ja bym go zrozumiała, że on ma potrzebę
                              demonstrowania nudnych wyczynów swojego dziecka osobom postronnym to nie
                              oznacza, że nie ziewnęłabym tak samo z nudów.
                              • agnese_1 Re: .... 20.07.06, 14:18
                                To, że ja bym go zrozumiała, że on ma potrzebę
                                > demonstrowania nudnych wyczynów swojego dziecka osobom postronnym to nie
                                > oznacza, że nie ziewnęłabym tak samo z nudów.

                                Ale moze pozniej puscilabys mu video z wyczynami twojego wlasnego dziela wink
                                A tak to moglas tylko ziewnac...
                                • m-m-m Re: .... 20.07.06, 14:20
                                  A co by było gdyby to ja nie rozważam, bo taka sytuacja nie mogła mieć miejsca
                                  z przyczyn obiektywnych.
                              • tarzynka Re: .... 20.07.06, 14:56
                                > A po co tu rozumienie? Mnie się to raz zdarzyło, ale jak wtedy jeszcze niemąż
                                > zauważył moje niedyskretne ziewnięcie z nudów to sam zapoponował szybsze
                                > przewinięcie kasety smile))
                                te skoki to był skrót myślowy, chodziło mi o nadmierne oczekiwania rodzica wobec
                                nowego partnera dotyczących dzieci z poprzedniego związku. Łatwiej zrozumieć,
                                naprawdę, wiem z doświadczenia. Ale oczywiście możesz mieć inne zdanie.
                                Zresztą nigdzie nie napisałam, że w ostatecznym rozrachunku jest lepiej te
                                dzieci z poprzedniego związku mieć. Jest po prostu inaczej, gdy one są. Jedne
                                sprawy są łatwiejsze, inne wręcz dużo trudniejsze.
                          • judytak Re: .... 21.07.06, 00:04
                            nie uwrażliwia, ale pomaga przyjmować normalne zachowania dziecka jako
                            normalne, zamiast oczekiwać cudownej grzeczności i bezproblemowości :o)

                            pozdrawiam
                            Judyta
                            • lykaena Judyto.... 21.07.06, 02:06
                              Nie oczekiwalam tego,ale myslalam,ze moj M nie bedzie mnie traktowal jak
                              nianki..A niestety tak sie stalo.On niby chce miec dzieci jak najczescizj a jak
                              jest juz mu to umozliwione,bo jka mowie jego eks ma kogos, to jednak praca
                              wygrywa, a dziecmi musze zajac sie ja.Jest to dla mnie za trudne, nie potrafie
                              i nie chce.Mowilam mu o tym,a on ze to juz ostatni raz,ze on tylko na 2 godz
                              itd.A zrobilo sie godzin 10, dzieci placza.Wcale im sie nie dziwie,bo sa z kims
                              kogo ledwo znaja.Jego corka"wchodzi mi na glowe", wymusza kolejne lody,ciastka
                              itd. To nie do dzieci przeciez mam pretensje, bo nie jestem glupia,aby nie
                              wiedziec jakie sa dzieci i czego sie nalezy spodziewac.I wlasnie dlatego nie
                              chce miec jeszcze na razie wlasnych,a po zwiazku z mezczyzna z dziecmi nie
                              spodziewalam sie takiego egoizmu i nieodpowiedzialnosci.
    • lykaena Dziekuje wam wszystkim 19.07.06, 18:45
      Szkoda mi tylko ze bede musiala sie rozstac z tym forum bo bardzo je
      polubilam,wiec chyba nadal bede je poczytywac,bo pisac to juz nie bedzie o
      czym.....
      • jayin Re: Dziekuje wam wszystkim 19.07.06, 19:02
        lykaena napisała:

        > Szkoda mi tylko ze bede musiala sie rozstac z tym forum bo bardzo je
        > polubilam,wiec chyba nadal bede je poczytywac,bo pisac to juz nie bedzie o
        > czym.....

        nie mów hop...
        ...bo najczęściej wpada się w recydywę smile

        (tak jak jatongue_out suspicious)

        J.
        • agnese_1 Re: Dziekuje wam wszystkim 20.07.06, 09:30
          Wiecie co, z ta recydywa to chyba cos w tym jest.
          Ja wczesniej mialam 3 zwiazki z rozwiedzionymi i dzieciatymi, 2 co prawda
          przelotne ale moj poprzedni... Milosc mojego zycia, facet zonaty wczesniej 2
          razy (!), 2 dzieci... Po tym wszystkim stwierdzilam - nigdy wiecej dzieciatego.
          Gdy poznalam obecnego niemeza powiedzialam daj mi spokoj, nic z tego nie
          bedzie. Ale chodzil, chodzil, az wychodzil.
          Troche teraz tego zaluje bo tak jak ty Lykaeno mam ostatnio duze watpliwosci...
          A ty zrob tak jak dziewczyny radza, pojedz do rodzicow, spokojnie wszystko
          przemysl. Jesli nie czujesz sie dobrze w tym zwiazku to odpusc. Jestes jeszcze
          taka mloda...
          Powodzenia
          • anja07 Re: Dziekuje wam wszystkim 20.07.06, 21:23
            nie wyobrażam sobie macochować w wieku 23 lat...czas na dzieci i to jeszce
            cudze jest później....chyba że go kochasz.Ale ta miłość bedzie cie dużo
            kosztowała.Czy warto?Czy może lepiej pomyśleć o sobie i swoim rozwoju?Chyba to
            drugie...
            • lykaena ... 21.07.06, 02:01
              I chyba wlasnie go nie kocham
              • khaldum Re: ... 26.07.06, 19:13
                i jakie postanowienia?
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka