Jestem wsciekla, zla i chce mi sie plakac

((((
Dzisiaj o godzine 19 zawiozlam mojego M do szpitala, prawdopodobnie atak
wyrostka robaczkowego. Pojechalam do domu po rzeczy jak: szczoteczka do zebow,
szlafrok, pidzama itd., przyjechalam do szpitala po 20 godzinie chcac wreczyc
osobiscie rzeczy mojemu M i ulozyc w szafce, no i dac mu na dobranoc buziaka
(nie moze wstawac).
I wiecie co mnie spotkalo???? nie puscili mnie na oddzial!!!!!!, kazali oddac
torbe z rzeczami, gdyz nie jestem oficjalnie jego zona

(( gdyz po 20
godzinie sa tylko puszczani blizcy tzn. zona, dzieci, rodzice. O Boze jestem z
moim M juz 4 lata ale nie mialam nigdy potrzeby uwidaczniac to na papierze ,
rozryczalam sie......., czy wiecie jak ja sie czulam? jego rodzice mogli wejsc
a ja nie???? I jeszcze dobil mnie docinek matki mojego M: " widzisz, a tyle
razy tobie mowilam, ze zycie na kocia lape nie poplaca"
Nie moge zasnac i caly czas mysle, moze wziazc ten slub? ale jak ja mam to
wszystko odkrecic, gdyz moj M oswiadczal sie juz 3 x, a ja mu za kazdym razem
powtarzalam, ze nie teraz, przyjdzie czas, wiec ten temat stal sie dla nas
tabu. Dodam, ze jestem osoba ktora ostatnia podejmie temat slubu, nie wiem,
ale boje sie czegos, sama nie wiem czego. (Kocham mojego M do szalenstwa!!!!!!)