Po nastepnym dzisiejszym incydencie (corka M okreslila mnie jako ... (bardzo
brzydko wiec nie pisze), poprosilam ja zeby opuscila MOJ pokoj. Moj M to
slyszal i probowal jakos ta nieprzyjemna atmoswere rozprosic, upominajac
corke, ze tak nie ladnie (jak do 5-cio letniego dziecka), to mnie
zbulwersowalo. Mojej corce tez sie oberwalo od corki mojego M, zostala
zwyzywana, gdyz stanela po mojej stronie, gdyz nie mogla juz tego zniesc.
Po tym wszystkim co dla nich robilam, oznajmilam im wszystkim, ze od dzisiaj
obiadu dla nich nie gotuje, MC-Donals jest za rogiem, nie sprzatam po nich i
nie piore, no i odbieranie ze szkoly (jak mojemu M cos wyjdzie) nie wchodzi w
rachube, niech sie ojciec i matka martwia.
Moj M stanol jak sparalizowany, zapytal; "przez takie glupie gadanie malolaty,
robisz rewolucje?" nosz kuwa, naprawde rece mi opadly.
Obiad zrobilam ale dla mnie, mojego syna i corki rano (nalezalo tylko odgrzac,
tak jak oznajmilam). Moj M poszedl ze swoimi dziecmi do luna parku, a ja z
moimi dziecmi poszlismy do ogrodu na drugim koncu parceli, zeby miec spokoj w
nauce i przygotowywaniu do egzaminow.
Zaburczalo nam w brzuchach wiec postanowilismy zkonsumowac obiad ugotowany
dzisiaj rano, wchodzimy do kuchni i jak myslicie, co zastalismy?.....
W kacie jadalnym na stole talerze z resztkami NASZEGO obiadu, garnki w zlewie
nie umyte, krzesla porozstawiane (nie lubie tego), zabawki na srodku pokoju i
obok brudnych talerzy, a dzieci na czele z moim M na drugim pietrze graja w
gre komputerowa.
Moj M nie wziol mnie na serio z tym obiadem i myslal, ze juz jestesmy po
obiedzie i to sa "resztki" dla nich, tak sie tlumaczyli (nawet sie kuwa nie
zapytal).
Niestety ukaralam siebie za ten egoizm, gdyz to ja z moimi dziecmi zmuszeni
bylismy isc "na miasto" cos zjesc.
Jeszcze raz powtorzylam, ze nie bede gotowac jego dzieciom, jezeli nie umieja
sie zachowac w stosunku do mnie (nie mowiac o innych osobach), moj M
stwierdzil; "no nie wiem, jezeli mamy zyc razem, to niestety MUSISZ

((((((((
Serce mnie zabolalo tym stwierdzeniem, cos we mnie peklo, ale jeszcze nie wiem
co......stracil cos w moich oczach.....kuwa a bylo tak fajnie ...., ale wtedy,
gdy dbalam o jego dzieci, jak zastrajkowalam to jestm beeeee.....
Ale ja z mojego postanowienia nie zrezygnuje, niech sie dzieje co chce, dosyc
wycierania moja osoba geby

biore na moja kape dni ciche z moim M, niech sie
fuka do woli, nawet jakby mialo to doprowadzic do rozkladu naszego pozycia. Ja
krowie z pod ogona nie wypadlam.
Ps
Na takie moje zachowanie wplynol pewien incydent zwiazany z moimi przyszlymi
tesciami, ale to na osobny watek
A moze myslicie, ze zle postapilam? moze mialam znowu po niesfornym zachowaniu
dzieci mojego M im dalej uslugiwac?