Dodaj do ulubionych

Moje "twardzielstwo", czy slusznie?

17.06.07, 17:50
Po nastepnym dzisiejszym incydencie (corka M okreslila mnie jako ... (bardzo
brzydko wiec nie pisze), poprosilam ja zeby opuscila MOJ pokoj. Moj M to
slyszal i probowal jakos ta nieprzyjemna atmoswere rozprosic, upominajac
corke, ze tak nie ladnie (jak do 5-cio letniego dziecka), to mnie
zbulwersowalo. Mojej corce tez sie oberwalo od corki mojego M, zostala
zwyzywana, gdyz stanela po mojej stronie, gdyz nie mogla juz tego zniesc.

Po tym wszystkim co dla nich robilam, oznajmilam im wszystkim, ze od dzisiaj
obiadu dla nich nie gotuje, MC-Donals jest za rogiem, nie sprzatam po nich i
nie piore, no i odbieranie ze szkoly (jak mojemu M cos wyjdzie) nie wchodzi w
rachube, niech sie ojciec i matka martwia.
Moj M stanol jak sparalizowany, zapytal; "przez takie glupie gadanie malolaty,
robisz rewolucje?" nosz kuwa, naprawde rece mi opadly.

Obiad zrobilam ale dla mnie, mojego syna i corki rano (nalezalo tylko odgrzac,
tak jak oznajmilam). Moj M poszedl ze swoimi dziecmi do luna parku, a ja z
moimi dziecmi poszlismy do ogrodu na drugim koncu parceli, zeby miec spokoj w
nauce i przygotowywaniu do egzaminow.

Zaburczalo nam w brzuchach wiec postanowilismy zkonsumowac obiad ugotowany
dzisiaj rano, wchodzimy do kuchni i jak myslicie, co zastalismy?.....

W kacie jadalnym na stole talerze z resztkami NASZEGO obiadu, garnki w zlewie
nie umyte, krzesla porozstawiane (nie lubie tego), zabawki na srodku pokoju i
obok brudnych talerzy, a dzieci na czele z moim M na drugim pietrze graja w
gre komputerowa.

Moj M nie wziol mnie na serio z tym obiadem i myslal, ze juz jestesmy po
obiedzie i to sa "resztki" dla nich, tak sie tlumaczyli (nawet sie kuwa nie
zapytal).
Niestety ukaralam siebie za ten egoizm, gdyz to ja z moimi dziecmi zmuszeni
bylismy isc "na miasto" cos zjesc.

Jeszcze raz powtorzylam, ze nie bede gotowac jego dzieciom, jezeli nie umieja
sie zachowac w stosunku do mnie (nie mowiac o innych osobach), moj M
stwierdzil; "no nie wiem, jezeli mamy zyc razem, to niestety MUSISZsad((((((((

Serce mnie zabolalo tym stwierdzeniem, cos we mnie peklo, ale jeszcze nie wiem
co......stracil cos w moich oczach.....kuwa a bylo tak fajnie ...., ale wtedy,
gdy dbalam o jego dzieci, jak zastrajkowalam to jestm beeeee.....

Ale ja z mojego postanowienia nie zrezygnuje, niech sie dzieje co chce, dosyc
wycierania moja osoba gebysmile biore na moja kape dni ciche z moim M, niech sie
fuka do woli, nawet jakby mialo to doprowadzic do rozkladu naszego pozycia. Ja
krowie z pod ogona nie wypadlam.

Ps
Na takie moje zachowanie wplynol pewien incydent zwiazany z moimi przyszlymi
tesciami, ale to na osobny wateksad

A moze myslicie, ze zle postapilam? moze mialam znowu po niesfornym zachowaniu
dzieci mojego M im dalej uslugiwac?




Obserwuj wątek
    • natasza39 Re: Moje "twardzielstwo", czy slusznie? 17.06.07, 18:09
      luna67 napisała:
      > A moze myslicie, ze zle postapilam? moze mialam znowu po niesfornym zachowaniu
      > dzieci mojego M im dalej uslugiwac?

      Zrobiłaś dobrze, bez dwóch zdań!
      Trochę za późno, stąd zdziwienie "rewolucją".
      Luna, kochana, czy Ty oby napewno przemyslałaś na 100% decyzje o prokreacji z
      Twoim M?
      Teraz tylko konsekwencja działania. Jak powiedziałaś A musisz powiedzieć teraz B
      i konsekwentnie nie robić tego co zapowiedziałaś.
      Boszszzzz, kiedy ten Twój M weźmie się za wychowanie tych dzieci?
      Przeciez to się w przyszłości odbije również na nim!
      • luna67 Re: Moje "twardzielstwo", czy slusznie? 17.06.07, 19:04
        Nataszo, pytasz kiedy moj M zajmie sie wychowaniem dzieci, ja sie pytam od lat
        mojego M i dostaje odpowiec; "przeciez to sa male dzieci (12/9 lat!!!).
        Maly robil do pieluchy do lat 6-7, mala tez, gdyz byli za leniwi (rodzice)
        nauczyc go/ja do nocniczka, gdyz bylo to wedlug nich stresujace dla dziecka.
        No olalam to, ale wyobraz sobie (ja glupia), ze na mnie spoczywalo wymienianie
        materacow (ze wzgledu na swat w ich pokoju).

        W wieku lat 9 maly nie umnie umyc zebow ani sie ubrac, moj M nie ma
        wytchnienia, opetany nadskakiwaniem i obslugiwaniem dzieci zapomina o mnie o
        pomocy w pracy domowej. Nie masz pojecia jak zaczelo mnie to od pewnego czasu
        wnerwiac, przypominajac sobie moje dzieci co w tym wieku umialy.

        Tolerowalam ten stan przez 5 lat, myslalam, ze w miare wieku sie zmieni, i sie
        przekalkulowalam, nic sie nie zmienilo wrecz przeciwnie, jak sa wieksze jest
        wiecej skakania wokol nich. Mam juz serdecznie dosyc, stalo sie to meczace (np.
        nie splukiwanie "drugiego dania" w ubikacji, borowanie w nosie w czasie
        wspolnego obiadu i "wcinane" tegosad(bleeeee, brrrrrrr)), apetyt mi i mojej
        corce wtedy przechodzi.


        • natasza39 Re: Moje "twardzielstwo", czy slusznie? 17.06.07, 19:21
          Z tego co piszesz ani Twój M, ani jego ex nie są wydolni wychowawczo.
          Nie dziwie sie teraz, że te dzieci są jakie są.
          One nie są wychowane, one są "uchowane". Może i głodne nie chodzą, ale że tak
          powiem, jak jeść to już im rodzice nie powiedzieli.

          Nocnik. Mój Boze! Moje dziecko jak siedziało na nocniku, czytałam mu bajki,
          bawiłam się z nim wtedy. Uwielbiał siedzieć na nocniku. Zero stresu! On go sam
          przynosił. A siedział na nim czasem godzinami, bo miał chroniczne zatwardzenia,
          które często lewatywami się kończyły, bo biedaczek się męczył.
          Lenistwo rodziców w poswięceniu czasu na nauczenie dziecka w pewnym momencie
          okreslonych czynnosci, skutkuje dodatkowa praca w póxniejszym okresie.
          Tzw. "bezstresowe wychowanie" to czesto nic innego jak lenistwo rodziców.
          Dla "swiętego spokoju" odpuszczaja pewne rzeczy, bo się im nie chce dziecka nauczyć.
          A potem nie powiedza przecież: "Moje dziecko wali kupy do pampersa,. bo mi się
          go nie chce nauczyć robić tego do nocnika"
          O wile lepsza dla imagu jest teoria o bezstresowym wychowaniu.

          • luna67 Re: Moje "twardzielstwo", czy slusznie? 17.06.07, 20:08
            Moze dlatego nie umieja wychowac dzieci, gdyz byli w gronie towarzystwa i
            rodzinnego pierwszymi rodzicami i nie mieli zielonego pojecia o wychowaniu
            (przykladu).
            Naszym znajomym (wiek 38-40 lat) rodza sie dopiero pierwsze dzieci!!!

            Wlasnie moj M i Exa byli zdania wychowania dzieci "bezstresowo" tzn. stresowo
            dla otoczenia, i niestety to otoczenie ponosi teraz konsekwencje (na czele z
            dziadkami i mna)sad
            Ja tak samo jak ty (3-ka dzieci), nie posadzilam dziecka bez "zaopatrzenia" w
            mile zabawy, nie raz moj najstarszy syn nie chcial zejsc z nocniczka (po robociesmile)
    • luna67 Re: Ach i jeszcze jedno....... 17.06.07, 18:40
      Moj M nie dotrzymuje obietnicy zawartej kilka lat temu, a mianowicie, nie ma
      spotkan z Exiami (jego)/ Exem (moim), jezeli nie jestesmy przy tym obecni (moze
      smieszne, ale wyszlo to z jego inicjatywy, na co sie zgodzilam, bo nie mialam
      nic do straceniasmile).

      Wczoraj przez przypadek (corka M mnie o tym powiadomila), moj M z Exia byli na
      szkolnej imprezie razem (wczoraj), i spedzili ze soba caly czas (jej maz
      zajmowal sie w domu ich dzieckiem). Moj M po drarzeniu dziury w brzuchu to
      potwierdzil.
      Powiewa mi to jak choragiewka, ale chodzi o to, ze ja nawet nie chodzilam na
      wywiadowki do moich dzieci jak moj Ex zakomunikowal, ze tez idzie (zeby
      dotrzymac obietnicy).
      Swieta rodzinne spedzamy razem z moim Exem (urodziny, zdanie egzaminow,
      prawojazdy naszych dzieci), ale moj M jest przy tym obecny.

      Ja o tej szkolnej imprezie dowiedzialam sie w ten sam dzien i bylam
      poinformowana, ze moj M idzie sam, jak juz mialam dzien zaplanowany (odwiedziny
      mojej Ex-tesciowej,(moj M przyznal sie, ze wiedzial duzo wczesniej o obecnosci
      Exi na tej szkolnej imprezie).

      Wierzcie mi, nie jestem zazdrosna (bo bym napisala), osoba sporu (Exia) nie moze
      sobie intelektualnie, wygladowo, charakterowo kolo mnie stanac, chodzi tylko o
      zawarta umowe z moim M.

      Czuje sie naprawde nie swojo, nie zrozumiana, wykorzystana,
      wyrolowana,.........jestem w tej chwili naprawde nieszczesliwa, chce mi sie plakac.

      Powiadomilam mojego M, ze jak on w ten sposob ze mna postepuje, to ja jednak
      wezme propozycje mojego Exa na serio i pojde z nim do tego Kinawink
      (ale nie wiem, czy bylo by to madre)

      Rozmawialam z moja Ex-tesciowa na ten temat bardzo powaznie i obie doszlismy do
      wniosku biorac przyklady ze srodowiska, ze:; w malzenstwie, najpierw licza sie
      rodzice, a pozniej dzieci, a jezeli jest to rodzina pachwork, i najpierw dzieci
      z pierwszego malzenstwa sie licza a pozniej partnersad i to nie prowadzi do
      szczescia, wrecz przeciwniesad((
      Podtrzymala mnie na duchu i przyznala mi racje w wielu sprawach (a jest to
      bardzo zyciowo madra kobieta).
      • natasza39 Re: Ach i jeszcze jedno....... 17.06.07, 19:07
        luna67 napisała:
        > Czuje sie naprawde nie swojo, nie zrozumiana, wykorzystana,
        > wyrolowana,.........jestem w tej chwili naprawde nieszczesliwa, chce mi sie
        plakac.


        Doskonale Cię rozumiem!
        Chyba nie ma nic gorszego, niż nagłe odkrycie, ze ukochana osoba jest w stosunku
        do nas nieuczciwa. jeśli umawiamy się wspólnie, że coś będziemy robili tak, a
        nie inaczej i nagle druga osoba wymagając od nas ustalonego postępowania, robi
        cos zgoła innego, to może człowieka naprawdę trafić szlag.
        Czasem to niby bzdura, ale nie chodzi o to "co", nie o to "jak", ale ze
        "w ogóle" cos się wydarzyło. Coś co ustaliliśmy, że wydarzyć się nie może.
        A robienie tego w tajemnicy, z myślą, że się nie wyda, boli dodatkowo.
        Słusznie Cię to boli i wymaga ta sprawa wyjaśnienia. Nie daj się spławić
        tekstem, że "nic się nie stało", albo pytaniem "jesteś zazdrosna?"
        Wszak nie o to chodzi, chodzi o to, ze każdy związek powinien mieć swoje
        ustalenia, których dotrzymują obie strony. Na tym właśnie opiera się wspólne
        zaufanie.
        Mnie to by tez bolało jak diabli!


        >
        > Powiadomilam mojego M, ze jak on w ten sposob ze mna postepuje, to ja jednak
        > wezme propozycje mojego Exa na serio i pojde z nim do tego Kinawink
        > (ale nie wiem, czy bylo by to madre)

        No nie było mądre, bo sama dałaś teraz swojemu facetowi, niechcący wskazówkę, ze
        cała sprawę obróci w kierunku zazdrości.
        jeśli sama zaproponowałaś formę "zemsty" za nieuczciwość jako "randkę" z exem,
        to potwierdziłaś tylko, ze owe uroczystości w szkole tez traktujesz jako randkę
        exi z M.

        A co do kolejności i kryterium ważności w naszym życiu poszczególnych członków
        rodziny....
        Najprościej to można powiedzieć tak:
        Nie ta baba to inna, nie ten chłop to inny, ale matkę i ojca ma się tylko
        jednych, a dzieci ma się na sercu do końca życia.
        I chociaż nie wiem jak bolałaby ta prawda, to tak po prostu jest.
        Parszywy jest ten ptak który sra we własne gniazdo, a rodzic który przedkłada
        partnera nad dobro własnych dzieci nic wart nie jest jako człowiek. jeśli
        potrafi poświecić własne dzieci dla związku, to nie poświęci się dla partnera
        kiedy nadejdzie czas próby.
        Nie tolerowałabym faceta przy swoim ramieniu, który nie tolerowałby mojego dziecka.
        Ale nie ma to nic wspólnego ze ślepą miłością.
        Trzeba dostrzec wady własnych dzieci i trzeba umieć pogodzić potrzeby partnera i
        potrzeby własnych dzieci.

        I tak mi, cholera jasna wyszło, ze okropnie trudno jest to wszytko pogodzić.
        Trzeba strasznie dużo kompromisów w zyciu, a w takich związkach to juz w
        szczególnosci!
        • luna67 Re: Ach i jeszcze jedno....... 17.06.07, 20:24
          wiesz mi nataszo39, moj M wie o tym na 100%, ze nie jestem zazdrosna, bo nie ma
          o kogo (on sie za nia wstydzi, nie tylko za wyglad, ale tez za inteligencje
          kamienia)

          Luna67 napisala:
          ">wezme propozycje mojego Exa na serio i pojde z nim do tego Kinawink
          > > (ale nie wiem, czy bylo by to madre)"

          Natasza39 napisala:
          "No nie było mądre, bo sama dałaś teraz > swojemu facetowi, niechcący
          >wskazówkę, ze cała sprawę obróci w kierunku zazdrości.

          Powiadomilam go o tym, zeby wiedzial jak po fakcie dokonynym boli (nie
          dotrzymanie obietnicy). On jest typem czlowieka; dopoki nie dotkne nie uwierze i
          nie bede przekonanym.

          Uwielbiam to powiedzenie: "> Parszywy jest ten ptak który sra we własne
          gniazdo". Jezeli ten kto sra wie gdzie jego gniazdo to ok.smile Widocznie nasze
          gniazdo jest jak kloakasmile
    • mrs_ka Re: Moje "twardzielstwo", czy slusznie? 17.06.07, 20:06
      Luna, brawo!
      Nie będzie Ci łatwo, ale postąpiłaś słusznie.

      a.
      • luna67 Re: Moje "twardzielstwo", czy slusznie? 17.06.07, 20:26
        Wiem, ze nie bedzie latwo mrs_ka, na to sie nastawiam. Bedzie sporo szumu, i juz
        teraz zaopatrzylam sie w pancerzsmile
    • pom Re: Moje "twardzielstwo", czy slusznie? 17.06.07, 20:40
      Luna, postąpiłaś w jedyny możliwy sposób.
      Szacunek od własnych dzieci dla partnera - rzecz fundalmentalna!

      Obecnie z moim M mamy różnie, krok do przodu, dwa do tyłu, ale wiem, że akcja
      nazwania mnie przez pasierbów w niewybredny sposób, czy też czynienie
      złośliwości - to kosmos.

      Luna, jeśli Twój M jest mądrym facetem, którego stać na autorefleksję i do tego
      Cię kocha - będzie dobrze. A jeśli nie... tak jak napisałaś - krowie spod ogona
      nie wypadłaś.
      • luna67 Re: Moje "twardzielstwo", czy slusznie? 17.06.07, 20:46
        pom napisała:
        > Luna, jeśli Twój M jest mądrym facetem, którego stać na autorefleksję i do tego
        > Cię kocha - będzie dobrze.

        Po tym wszystkim, juz niczego nie jestem pewnasad dla mnie licza sie czyny a nie
        slowa.
        • pom Re: Moje "twardzielstwo", czy slusznie? 17.06.07, 20:58
          Wiesz, dla niego nowa Ty to bardzo duża jakościowa zmiana.
          Dotychczas byłaś dobra, opiekuńcza, współczująca, wyrozumiała... lata całe to
          trwało. W przeciągu kilku tygodni jest inaczej i on tego po pierwsze nie
          pojmuje, po drugie na to się nie godzi.
          Tekst, że MUSISZ gotować, żeby być razem z nim świadczy dobitnie o tym, że jemu
          się wydaje, że jesteś na tyle miękka, że po takim dictum ulegniesz i będziesz
          nadal obsługiwać dzieciom i ponosić konsekwencje indolencji wychowawczej ich ojca.
          Być może wcześniej miał sygnały, że najpierw się zarzekasz a potem odpuszczasz.
          Co zrobi w ostateczności Twój facet jest wielką niewiadomą, zważywszy nie tylko
          na stosunek do Twojej osoby ale także na opór przed zmianą siebie w stosunku do
          własnych dzieci. Finał tego wszystkiego będzie tego wypadkową.
    • anastazjapotocka Re: Moje "twardzielstwo", czy slusznie? 17.06.07, 22:17
      Czasami zastanawiam się, co jeszcze musi się przytafić kobiecie, ile jeszcze
      upokorzeń musi ona przełknąć, aby wreszcie przejrzeć na oczy.

      Pasierby jak pasierby, Lunie trafiły się właśnie takie.
      Pytanie, ile jeszcze gotowa jesteś znieść?

      Jesteś bystra i inteligentna - co z Tobą Luna jest nie tak, że pozwalasz się
      tak podle traktować obcym dziecim i nieczułemu facetowi?
      Cokolwiek jego dzieci Ci zrobią złego, jakiekolwiek złe i niedobre słowo Ci
      powiedzą - dla niego "to nic"!
      Czekasz może Luno, aż Ci pasierbica trutki na szczury do zupy nasypie? Albo
      Twojej córce?
      Ile jeszcze jesteś gotowa znieść, zanim zrozumiesz, że pozwalasz się nad sobą
      znęcać?

      I ty jeszcze chcesz takiemu facetowi rodzić dziecko?
      Czegoś tu nie rozumiem.
      Miłość powinna przynosić kobiecie szczęście, poczucie spełnienia i
      bezpieczeństwa, radość i zespolenie.
      Taka miłość to miłość dobra.
      Miłość przynosząca zawód, strach, stres, poczucie krzywdy i upodlenia,
      wyniszczenie i wypalenie, poczucie bezsilności - to miłość zła.

      Sama sobie odpowiedz, kim jesteś i czego od życia oczekujesz. Czy warto do
      końca życia być z kimś, kto pozwala Cię ranić, poniżać, ośmieszać.
      Jak się z tym czujesz, Luno?
      I w imię czego pozwalasz na coś takiego?
      Dlaczego pozwalasz po sobie deptać?

      Lepiej skromnie żyć, wszystko zacząć od początku, niż żyć w takiej grozie.
      A co będzie z Tobą, jeśli będziesz dłużej chora, niezdolna do pracy?
      Czy ten Twój wybranek zajmie się Tobą, zaopiekuje?
      Czy pozbędzie się Ciebie jak wielu pseudoludzi - starego, bezbronnego,
      niepotrzebnego psa? Może nawet wywiezie Cię do lasu i przywiąże do drzewa?

      Luna, może wreszcie włączysz rozum, albo choćby swój instynkt samozachowawczy.

      Nie warto żyć z facetem, który nie jest gotowy i zwyczajnie nie chce dla Ciebie
      umrzeć. Zrobisz, jak zechcesz. Ja nie potrafiłabym żyć w takiej atmosferze.
      • nangaparbat3 oj, Nastusia 17.06.07, 22:26
        niedługo chyba zaczniesz wieszczyć, w taki trans wpadłaś-
    • nangaparbat3 Luna, to nie tak 17.06.07, 22:47
      Pasierbica nie ma prawa odzywać sie do Ciebie w taki sposób nie dlatego, ze
      cokolwiek dla niej robisz, ale dlatego, ze tak nie wolno sie odzywać nigdy do
      nikogo, a zwlaszcza do osoby od siebie starszej.
      Usługiwac całemu licznemu towarzystwu nie powinnas, i dzieci (czyjekolwiek by
      nie były) powinny miec swoje obowiazki i uczestniczyc w praniu, sprzataniu i
      gotowaniu. Podobnie powinien w tym uczestniczyc M.
      I to by trzeba wspolnie obgadać, najlepiej najpierw Ty z M, a potem, jak on sie
      da przekonać, Wy oboje ze wszystkimi dziećmi.
      Zauwazyłam, ze najlepiej sprawdzaja sie obowiazki, które dzieci (nastoletnie)
      wykonuja w wybranym przez siebie czasie - nie czuja sie wtedy "popychane".

      Co do dzieci M, to faktycznie, są nieźle pokręcone. Ale na pewno nie z powodu
      lenistwa rodziców siedmiolatek robi w pieluchy - to nie ma nic do rzeczy.
      Dzieci Twojego M są przede wszystkim bardzo nieszczęśliwe, a dopiero potem -
      nieznosne. Wydaje mi się, ze powinny chodzic do psychologa, najprawdopodobniej
      z całą rodziną (cokolwiek to w tym wypadku znaczy).
      Wyrzucenie pasierbicy z pokoju, z podkresleniem MOJEGO, jest zrozumiałe, acz
      mało skuteczne - ona powinna wiedzieć, że tak się nie wolno odzywać niezależnie
      od tego, czyja własnością jest pokój, w którym to robi.
      • natasza39 Re: Luna, to nie tak 17.06.07, 23:06
        nangaparbat3 napisała:
        >Ale na pewno nie z powodu
        > lenistwa rodziców siedmiolatek robi w pieluchy - to nie ma nic do rzeczy.

        Siedmiolatek wali kupy w pieluch tylko z dwóch powodów:
        1. Jest chory, ma jakieś zaburzenia gastryczno-jelitowe, czyli pech niezależny
        od rodziców.
        2. Nikt nie nauczył go, ze kupę robi się do nocnika, a w tym wieku to już nawet
        do toalety, czyli nie nauczyli go RODZICE. I trudno to wytłumaczyć czymś innym
        niz lenistwem tychże!
        Przyczyna wymieniona w pkt 2 jest o tyle prawdopodobna, że luna nic nie
        wspomina, że dzieci są chore.

        Stresem, nerwicą mozna tłumaczyć ewentualne moczenia nocne, a nie walenie kupy w
        majty w tym wieku.


        > Wyrzucenie pasierbicy z pokoju, z podkresleniem MOJEGO, jest zrozumiałe, acz
        > mało skuteczne - ona powinna wiedzieć, że tak się nie wolno odzywać niezależnie
        >
        > od tego, czyja własnością jest pokój, w którym to robi.

        Wydaje mi się, że akurat nie na podkreśleniu, tego, że zdarzenie miało miejsce
        akurat w pokoju luny polegała jej reakcja.
        Gdyby zdarzyła się ta sytuacja w salonie, kuchni, czy jadalni, fakt obrażenia
        starszego przez dziecko tez byłby tak samo potraktowany.
        Po prostu powiedziałaby "wyjdź!".
        A niby jak miała zareagować.
        I tak budzi mój podziw, ze nie trzepnęła gówniary w łeb!
        Chamstwo własnych dzieci, jakoś łatwiej zwalczać.
        Chamskie zachowania obcych dzieci nie wiadomo jak.
        Akurat to w jakim pokoju się to wydarzyło jest bez znaczenia.
        • nangaparbat3 Re: Luna, to nie tak 17.06.07, 23:47
          Natasza, napisałam to, bo Luna podkresliła z MOJEGO pokoju.
          Co do robienia w pieluchy czegokolwiek przez siedmiolatka (i jego siostrę,
          sprawdzilam), bedę sie upierac przy stwierdzeniu, ze z uczeniem czy jego
          brakiem to sie nie wiąże. Sama jestem leniwą matką i po tygodniu "wysadzania"
          bezskutecznego i czytania bajek siedzącej na nocniku odpusciłam, a dziecko i
          tak sie nauczyło, i to na czas. Oprocz tego poronionego tygodnia (skutek
          nacisków całej ekipy babc) - zero wysiłku ze strony rodziców. Bezstresowo.
          • natasza39 Re: Luna, to nie tak 18.06.07, 00:31
            nangaparbat3 napisała:
            Sama jestem leniwą matką i po tygodniu "wysadzania"
            > bezskutecznego i czytania bajek siedzącej na nocniku odpusciłam, a dziecko i
            > tak sie nauczyło, i to na czas. Oprocz tego poronionego tygodnia (skutek
            > nacisków całej ekipy babc) - zero wysiłku ze strony rodziców. Bezstresowo.

            Tobie się akurat udało. Może masz wyjątkowe dziecko?
            Moja bratanica, tez się praktycznie sama nauczyła, bez ceregieli typu czytanie,
            czy zabawianie.
            Mam znajoma, która uzywała środków drastycznyc, ale bardzo skutecznych. Jak jej
            trzylatek walił w spodnie, to po prostu musiał de brudne gatki prac sam w misce.
            Oczywiście nie za bardzo mu to "pranie" wychodziło, ale po jakiś dwóch czy
            trzech praniach własnoręcznych biegał sam do kibelka w podskokach.
            Tym niemniej nie wiem nanga, czy zgodziłabys się prac gatki córki do 7-go roku
            zycia, gdyby jednak ta nadal robiła to w portki i nie nauczyła się tego sama.
            Raczej watpię, abys na to przystała.
            • mrs_ka Re: Luna, to nie tak 18.06.07, 01:25

              Przychylę się do zdania Nangi. U nas ani pranie majtek nie pomogło, ani żadna
              metoda drastyczna czy łagodna. Wiem, co mówię, bo akurat z problemem
              odpieluszania przeżywaliśmy dramat, jednym ze skutków była natychmiastowa zmiana
              przedszkola.
              Problem się rozwiązał, kiedy rozwiązała się sprawa poczucia bezpieczeństwa
              mojego syna.
              Twoja silna wiara, Nataszo, w rozwiazania czysto behawioralne jest obiektywnie
              rzecz biorąc dość zawodna, bo różne zachowania mają różne przyczyny. I choć
              wszystko da się strywializować, to nie zawsze ma to sens.
              Nie wnikam (bo za mało mam danych) co stoi za takim stanem rzeczy u dzieci
              Niemęża Luny. Równie dobrze mogą być to inne wzorce kulturowe i przyzwolenie na
              późny trening czystości (w Polsce na ogół pilnuje się tej daty granicznej
              trzeciego roku życia, acz widziałam pięcioletnie Niemki biegające z pieluchami).
              Mogą być to też- jak sugeruje Nanga- przyczyny natury psychologicznej związane
              własnie z brakiem bezpieczeństwa.
              Natomiast "nieułożenie" dziecka, czyli niezsocjalizowanie go (nieuprzejme teksty
              do dziadków i macochy, świadome łamanie zasad itd.) zawsze się z czymś wiąże i
              nigdy nie wystepuje jako sztuka dla sztuki, raczej jest sygnałem
              nieprawidłowości, które w rodzinie wystąpiły wcześniej.
              Jedną z takich częstych przyczyn jest porozwodowe rozbicie odpowiedzialności
              rodziców: matka scedowuje odpowiedzialność na ojca, ten na matkę. W rezultacie
              oboje są rodzicami od nagradzania i głasków, ale nie ma kto wyciągać
              konsekwencji i egzekwować zasad.

              Z drugiej jednak strony skupienie się na samej korekcie behawioralnej zachowania
              (co m.in Ty proponujesz, Nataszo) do niczego w gruncie rzeczy nie doprowadzi. Bo
              jeśli już dochodzi do ekscesów typu spuszczanie pierścionków to nie jest to
              wynik nieprawidłowych matryc reakcji fafa rafa, ale jakaś widzialna postać
              buntu, ktory z czegoś się wziął i przeciwko czemuś/komuś jest skierowany. I
              wtedy nalezy popracować nad znalezieniem przyczyny tego buntu i jakąś sensowną
              formą wyrażania swojego sprzeciwu, a nie nad tym, aby nie spuszczać pierścionków
              do kibla. Bo jeśli nawet załatwi się sprawę pierścionka to tydzień później na
              dywan zostanie wylane wino.
              Chodzi mi wyłacznie o skupieniu się na przyczynie, a nie środkach wyrazu. Bo te
              ostatnie mogą być przeróżne i tu dziecku nigdy fantazji nie zabraknie.

              To, o czym piszę, to oczywiście problem rodziców. Nie zawsze jednak go widzą.
              Nie bardzo rozumiem uklad Luny- to znaczy że co, że partner oczekuje od Niej
              współwychowywania? Bo na to z jednej strony wygląda. Z drugiej jednak strony w
              tym "wychowywaniu" nie mieści się karanie, udzielanie niemiłej informacji
              zwrotnej, wyciąganie konsekwencji itd. Pasierbowie mają status świętych krów, a
              Luna "musi" to zaakceptować.

              Moim zdaniem dobrze byłoby iść do terapeuty z tego również względu, że ludzie
              sobie tak świetnie potrafia zracjonalizować różne sytuacje, że facet Luny
              prawdopodobnie nawet nie czuje absurdu tego układu. Bo nikt tez pewnie mu nie
              przedstawił tego w formie brutalnych faktów.
              Z tego, co tu pisze Luna wynika, że facet jest w pewnym sensie kompletnie
              odrealniony: oto stworzyl fajną wielką rodzinę, obarcza swoimi dziećmi
              partnerkę, nie daje tej partnerce żadnych przywilejów wychowawczych, nie
              zapewnia jej szacunku ze strony dzieci, ale szafa gra.
              I kiedy uklad zaczyna chwiać się w posadach to racjonalne jest opieprzenie za
              ten stan rzeczy partnerkę, przy czym od razu jest nawet stawiana diagnoza: układ
              się pieprzy, bo Luna się nie wywiązuje z rzekomych obowiązków i się "stawia". A
              nie np. dlatego, bo wspaniała zrekonstruowana rodzina jest jednym wielkim
              chaosem i tata dzieci się nie zatroszczył o to, aby ująć ją w jakieś ramy dla
              wygody własnej, Luny oraz dzieci obu stron.

              Moim zdaniem związek może jak najbardziej rokować itd. tym niemniej trzeba
              przeformułować jego zasady i podwaliny. Co jest czyim obowiązkiem, co jest czyim
              prawem, jaki jest status Luny, jaki jest status Jej partnera? Na jakich zasadach
              goszczą w ich domu dzieci? Co wchodzi w zakres obowiązków dzieci?
              W sumie dość proste sprawy, kiedy się o nich tak pisze, ale "w praniu" i
              codzienności to właśnie o tych prostych sprawach najczęściej się zapomina.

              a.
            • chalsia Re: Luna, to nie tak 18.06.07, 01:40
              > Tobie się akurat udało. Może masz wyjątkowe dziecko?
              > Moja bratanica, tez się praktycznie sama nauczyła, bez ceregieli typu
              czytanie,
              > czy zabawianie.

              jest dużo takich dzieci (moje też bez zabawiania i czytania) i jak Nanga i
              Merska piszą - starania rodziców niekoniecznie przynoszą oczekiwany efekt.
              Tak więc do 2 podanych przez Ciebie powodów należy dopisać ten trzeci - powody
              psychologiczne.
              Tym bardziej, że w książkach o rozwoju dzieci piszą, że bez względu na wpływ
              rodziców/domowników/rodziny i tak dzieci samoistnie wyjdą z pieluch najpóźniej
              w okolicach pójścia do szkoły. Więc może to nie lenistwo rodziców a ich
              świadomość, że nie ma się co z koniem kopać i nerwy tracić, skoro i tak
              dzieciaki się odpieluszą ?
              Chalsia
      • reksia Re: Luna, to nie tak 18.06.07, 08:55
        nie rozumiem czemu co niektóre panie i z tego co widze Exie właśnie, które nie
        pełniły nigdy roli macochy tak pieknie tłumaczą zachowania psierbów.Piłka jest
        krótka.

        To Exia i M są odpowiedzialni za wychowanie swych "pociech" i macocha może
        sobie darować zastanawianie się nad tym czy "tak lub inaczej" rozwiązać jeden
        czy drugi "cudzy" problem. Bo problem złego wychowania "słodkich pysiorków" to
        problem ich rodziców.

        Macocha ma prawo nie tracić czasu na myślenie o pasierbach.Pasierby mają
        własnych rodziców.Macocha ma wręcz obowiazek zająć sie własnymi często
        najbardziej niemymi i zagubionymi w tym wszystkim dziećmi.

        Bo dzieci macochy zazwyczaj dużo częsciej milczą ze wzgledu na strach przed
        rozpadem drugiej rodziny i zranieniem matki niż roszczeniowe pasierby, które
        jeśli juz zjawią sie u ojca, to siłą rzeczy po to by z niego czerpać.

        Ostatnio rozmawiałam własnie z moim synem o tym co czuł gdy zjawiali sie u nas
        synowie M i okazało sie że mój mały czuł się często od nich wówczas
        odsuwany.Jak piąte koło u wozu.

        W sumie reakcja naturalna, ale mnie zdziwiło jedno.Większośc trudnych sytuacji
        o których mówił mój mały działo sie w momentach kiedy mnie nie było przy nich.

        Płakałam jak bóbr kiedy zdałam sobie ile ukrywają moje dzieci w sobie, po to
        bym ja mogła być szczęśliwa i by chodź przez jakiś czas można było żyć
        bezpiecznie.

        Bo obecność mężczyzny w domu i rodzina, nawet ta "łatana", często dla wielu
        dzieci takie bezpieczeństwo oznacza.

        Dzieci macoch zazwyczaj tłamszą w sobie wiekszą ilość trudnych emocji niż
        skupiający na sobie uwagę podczas pobytu u ojca pasierby. Często przy "pilnych
        staraniach" matek pasierbów, które intensywnie zabiegają by to własnie tylko
        wokół ich dzieci toczył sie spór i tym samym wzrastało zainteresowanie i
        skupiała się troska.
        • mrs_ka Re: Luna, to nie tak 18.06.07, 09:23
          Nie wiem, czy piłka jest krótka, ale na pewno zgodzę się z Tobą, Reksiu, w tym,
          że wychowywanie dzieci jest obowiązkiem ich rodziców. Tu chyba nie ma żadnych
          watpliwości.
          Jednocześnie uważam, że warto zadawać sobie pytania o przyczyny różnych zjawisk,
          bo po pierwsze jest to tak zwyczajnie poznawczo ciekawe, po drugie zawsze warto
          rozwijać w sobie takie narzędzia jak empatia czy umiejetność spokojnej syntezy,
          bo tak w ogóle to się przydaje w życiusmile
          Życzliwa macocha (czy w ogóle człowiek) nie musi przecież być nieasertywną
          ciapą, prawda? Rozumieć nie znaczy zaakceptować i pokochać. Ale może np. znaczyć
          lepszą pomoc M. w jego problemach wychowawczych, co finalnie może przełożyć się
          też na lepszą jakość naszej wspólnej relacji.
          PO prostu warto się z własnym meżem przyjaźnić i go wspierać. Sądzę, że w taki
          czy inny sposób każda z nas stawia to sobie za cel.

          Co do mechanizmów, które opisujesz u własnych dzieci- faktycznie rozdziera to serce.
          Uwazam jednak, że każda radykalizacja jest groźna. Tak jak nie można zapomnieć o
          potrzebach własnych dzieci, tak równie głupie wydaje mi się powiedzenie "to nie
          moje bachory, mam to w dupie, niech ich ojciec się o nie martwi".
          Potrzebne jest wyważenie.
          Pokazuję, jak mogą wyglądać pewne sytuacje i ich przyczyny ze strony pasierbów,
          co nie jest ani atakiem macoch, ani- broń Boże!- atakiem Luny.
          Pewne sprawy są, jakie są i mają swoją genezę. Nieudolność wychowawcza zawsze
          jakoś tam wylezie. Nie trzeba akceptować bezkrytycznie jej skutków, aby próbowac
          o nich porozmawiac, prawda? Rozmowa ogolnie nie boli przecieżwink

          a.



          • reksia Re: Luna, to nie tak 18.06.07, 09:33
            mrs_ka napisała:


            > Jednocześnie uważam, że warto zadawać sobie pytania o przyczyny różnych
            zjawisk
            > ,
            > bo po pierwsze jest to tak zwyczajnie poznawczo ciekawe, po drugie zawsze
            warto
            > rozwijać w sobie takie narzędzia jak empatia czy umiejetność spokojnej
            syntezy,
            > bo tak w ogóle to się przydaje w życiusmile
            > Życzliwa macocha (czy w ogóle człowiek) nie musi przecież być nieasertywną
            > ciapą, prawda? Rozumieć nie znaczy zaakceptować i pokochać. Ale może np.
            znaczy
            > ć
            > lepszą pomoc M. w jego problemach wychowawczych, co finalnie może przełożyć
            się
            > też na lepszą jakość naszej wspólnej relacji.


            i tu się w pełni z Tobą zgadzam i podpisuje pod powyższym postem w całości.
        • nangaparbat3 Reksiu, 18.06.07, 22:25

        • nangaparbat3 Reksiu 18.06.07, 22:51
          Oczywiscie, ze rodzice są odpowiedzialni za wychowanie.
          Ale niezaleznie od tego wpływ na to, jakie dziecko jest, jak się zachowuje, ma
          kazdy, kto sie z nim kontaktuje. Zdarza sie nawet, ze obca, przypadkowa osoba
          moze swoim postępowaniem czy słowami wplynać na całe zycie dziecka czy w ogóle
          innej osoby.
          Poza tym - zachowanie sie dzieci trzeba zwyczajnie korygowac na bieżąco - w
          końcu jeśli nawet zupelnie obce dziecko robi cos głupiego, złego czy
          niebezpiecznego, zdarza nam sie reagować.
          Jeśli chodzi o pasierbów, Luny to są one w wyjatkowo niekorzystnej sytuacji -
          doswiadczyły zycia w nieudanej rodzinie, rozpadu tej rodziny, potem ich mama
          wyszła za maż i ma nowe dziecko (dzieci?) z ich ojczymem. I to wszystko w ciągu
          kilku lat. Mnie ich zwyczajnie szkoda.

          I rzeczywiscie, nie pełniłam nigdy roli macochy, za to całkiem często pełnie
          rolę, dla której język polski (i nie wiem, czy jakikolwiek inny) nie ma nawet
          słowa - opiekuje się córeczką exa i next, dla mnie - siotrą mojej córki.
          Jestem dumna, ze next gotowa jest mi ja powierzać - a i ja bez najmniejszych
          oporów powierzam jej moje dziecko.
          a ex narzeka na nas obie wink
          • m-m-m Re: Reksiu 19.06.07, 08:58
            Jeśli chodzi o pasierbów, Luny to są one w wyjatkowo niekorzystnej sytuacji -
            doswiadczyły zycia w nieudanej rodzinie, rozpadu tej rodziny, potem ich mama
            wyszła za maż i ma nowe dziecko (dzieci?) z ich ojczymem. I to wszystko w ciągu
            kilku lat. Mnie ich zwyczajnie szkoda


            Czy to oznacza, że ich matka nie pownna ułożyć sobie życia na nowo z nowym
            partnerem by poprawić dzieciom z poprzedniego związku "sytuację" ? Czy może
            powinna bardziej zajmować się ich wychowaniem wraz z ich ojcem nie mieszając do
            tego nowych partnerów?
            • luna67 Re: Reksiu 19.06.07, 10:23
              M-m-m, pasierbowie nie doswiadczyly zycia w nieudanej rodzinie, najmlodszy mial
              ok. 6 miechow (prawdopodobnie syn kochanka, gdyz testy genetyczne zaprzeczyly
              ojcostwo mojego M), a corka 2,5 latka, jak wyprowadzila sie do tegoz wlasnie
              kochanka. Moj M jest raczej bardzo spokojnym czlowiekiem i nigdy nie robil
              awantur, rozstanie przebiegalo lagodnie, gdyz moj M na wszystko sie godzil.

              Jak sie pakowala, to nawet jej pomagal (o zgrozo, tego chyba nie zrozumie do
              konca zycia). Bedac juz z kochankiem podala go o wysokie alimenty, ktore placil
              bez mrugniecia okiem. Wedlug prawa jej nie przyslugiwaly.
              Obdarla go z ostatniej koszuli (wina mojego M, gdyz nie potrafil sie bronic, a
              moze nie chcial? nie wiem i nie wnikam), on glupek zgadzal sie na wszystko, bo;
              "robil to dla dzieci"

              To ona byla w zwiazku z mezczyzna, klamala przed sadem, ze zyje sama, kochanka
              formalnie wymeldowala z mieszkania, zeby otrzymywac dla siebie alimenty (a zyli
              w dalszym ciagu ze soba pod jednym dachem), syna podzucila mojemu M, chociaz
              mogla przypuszczac, ze to nie jego, zeby otrzymywac tez na niego alimenty, a
              jego kazdy nowy zwiazek perfidnie niszczyla (w jaki sposob? to temat na nowy
              watek).

              Nie rozumie m-m-m skad masz te informacje? nigdy tego nie napisalam.
              • m-m-m Re: Reksiu 19.06.07, 10:41
                Luna, to był cytat z nangaparbat3, ja się do tego odniosłam, to ona napisała co
                nastepuje:

                Jeśli chodzi o pasierbów, Luny to są one w wyjatkowo niekorzystnej sytuacji -
                doswiadczyły zycia w nieudanej rodzinie, rozpadu tej rodziny, potem ich mama
                wyszła za maż i ma nowe dziecko (dzieci?) z ich ojczymem. I to wszystko w ciągu
                kilku lat. Mnie ich zwyczajnie szkoda


                I teraz moje zdanie na ww. cytat: ja nie uważam by Twoi pasierbowie Luna byli
                pokrzywdzeni. Ich rodzice maja pełne prawo założyć nowe rodziny z tym, że mają
                obowiązek wychowywać dzieci z byłego związku i to nie kosztem swoich nowych
                partnerów.

                Mnie nie musisz się tłumaczyć jak bardzo czujesz się fatanie w tej sytuacji. Ja
                bardzo Ci współczuję i dopinguję do walki z M. by wreszcie zaczął swoje dzieci
                wychowywać, bo nikt tego za niego nie zrobi i Ty nie masz żadnego wobec jego
                dzieci obowiązku, a cokolwiek dla tych dzieci robisz, to jest prezetnt dla M.,
                an ie coś co mu się należy.
                • luna67 Re: Reksiu 19.06.07, 11:07
                  Teraz doczytalamsmile Brakuje cudzyslowiasmile to dlatego odebralam to zdanie jako
                  twoja wypowiedz.

                  Nie, one nie sa pokrzywdzone, moim zdaniem maja lepiej niz niektore dzieci z
                  "normalnych " rodzin, nie mowiac o podwojnych wakacjach i o podwojnych domachsmile
                  Nie wiem, czy moj M zachowywalby sie w ten sposob, jezeli rodzinka by sie nie
                  rozpadla, czy spelnialby kazde ich zyczenie, i wychowywal bezstresowo.
                  • natasza39 Re: Reksiu 19.06.07, 11:45
                    luna67 napisała:
                    > Nie, one nie sa pokrzywdzone, moim zdaniem maja lepiej niz niektore dzieci z
                    > "normalnych " rodzin, nie mowiac o podwojnych wakacjach i o podwojnych
                    domach:-

                    To jest wogóle ciekawe wytłumaczenie wszystkich chamskich czy wrecz
                    patologicznych zachowań dzieci i ludzi potem dorosłych.
                    A niby dziecko "pełnej" rodziny, gdzie matka z ojcem stanowia rodzinę jako
                    wspólny adres i nazwisko, ale żrą się, awanturuja i nienawidzą ma lepiej niż
                    dziecko rodziców rozwiedzionych?
                    Moim zdaniem gówno prawda!
                    A tłumaczenie "trudnym dzieciństwem" zwalniać ma od odpowiedzialności za
                    zachowanie niby dokąd?
                    Do 20-stki, czy może do 30-stki?
                    A może do końca życia człowiek ma prawo być chamem i gnojem, bo
                    miał "traumatyczne" przezycia?


                    > Nie wiem, czy moj M zachowywalby sie w ten sposob, jezeli rodzinka by sie nie
                    > rozpadla, czy spelnialby kazde ich zyczenie, i wychowywal bezstresowo.

                    To zalezy z jaką byłby kobietą. Jesli z ex, pewnie dzieci nadal
                    byłyby "uchowywane". W 99%-ach ojcowie przyjmuja standarty wychowawcze matek.
    • reksia Re: Moje "twardzielstwo", czy slusznie? 18.06.07, 08:22
      Luna tak trzymaj!!! i nie daj się!!!.Niech Twoje dzieci uczą sie od Ciebie jak
      walczyc o siebie.

      I tego życzę wszystkim macoszkom-nie zapominajcie o własnych dzieciach w tym
      wszystkim i nie zapominajcie sobie!
      Dzieci macoch nie dość że często dzwigają spory koszt rozpadu własnej rodziny,
      muszą nie wiadomo czemu dzwigać jeszcze koszt rozpadu rodziny ojczyma o
      nietaktownych zachowaniach członków rodziny ojczyma nie wspomnę.

      Luna pozdrawiam gorąco!
      • jayin Re: Moje "twardzielstwo", czy slusznie? 18.06.07, 09:09
        Słusznie.

        Tylko teraz trzeba się zająć "ukierunkowaniem" i ustabilizowaniem nowego trendu domowego smile Trzym się ciepło i powodzenia.
      • anastazjapotocka Re: Moje "twardzielstwo", czy slusznie? 18.06.07, 09:21
        Jestem tego samego zdania, co Reksia.
        Guzik mnie obchodzą kupy i chamstwo pasierbów Luny. Guzik mnie obchodzi, z
        czego to chamstwo i brak panowania nad własną fizjologią wynikają.
        Ja osobiście widzę tu jeden i najważniejszy problem: faceta Luny. Bo to facet,
        a nie mężczyzna. Facet, który zrekonstruował chory układ, stworzył jakiegoś
        koślawego potwora i oczekuje od Luny, że ona z tego paskudztwa zrobi niebiańską
        piękność. Nie da się. Ten facet - przypominam - kiedyś wpakował Lunę w
        podpisywanie intercyz, w czym uczestniczyli - niby poza nim - jego rodzice.
        Intercyza to nic złego. To tylko takie pokazanie kobiecie jej miejsca w szeregu.
        Miejsca daleko ZA jego dziećmi.

        Luna ma córkę.
        Mnie ciekawi, czy Luna, jako troskliwa matka chciałaby dla swojej córki takiego
        układu, w jakim sama obecnie tkwi.
        Żeby to jej córka sprzątała te kupy, nurkowała do kibelka po swój pierścionek,
        szorowała dywany, bo "ups... soczek się wylał". A facio nic.
        Zupełnie, kompletnie nic.
        Niech go szlag.
        • pom Re: Moje "twardzielstwo", czy slusznie? 18.06.07, 10:13
          A mi te zmieniane, zasikane materace nie dają spokoju.
    • mamaika Re: Moje "twardzielstwo", czy slusznie? 18.06.07, 10:28
      Wiesz Luna bardzo dobrze . Ja na początku skakałam ale szybko mi przeszło. I
      jestem zdania,że błędem jest skakanie przy pasierbach , ba najczęściej
      wszystkim wokół się wydaje że to wręcz obowiązek i powinność macochy. A gówno
      prawda mówiąc krótko. U mnie w tej chwili jasne jest,że muszą po sobie zmywać,
      muszą odkurzać, obiady jedzą w szkole, a w sobotę czy w niedzielę czesto gotuje
      chłop bo jak twierdzę nie zamierzam się wkurzać. Żadna nie pozwoliła sobie na
      wyzwiska pod moim adresem , ale przypuszczam że u mnie nie skończyło by się na
      wyjdz z pokoju i że mój M zwyczajnie by którąś trzasnął . Wybacz ale reakcja
      Twojego M jak dla mnie śmieszna , i rozumiem że dzieciaczki zabrał do lunaparku
      w ramach kary . Mnie by chyba furia pogoniła do zrobienia takiej awantury,że
      cała okolica by słyszała. I uświadom chłopu,że do cholery nic nie musisz. NIC.
      Do diabła cięzkiego nie daj się traktować na zasadzie bezpłatnej
      opiekunki ,sprzątaczki i kucharki i nie daj się cholera tłamsić .
      • m-m-m Re: Moje "twardzielstwo", czy slusznie? 18.06.07, 10:52
        Do diabła cięzkiego nie daj się traktować na zasadzie bezpłatnej
        opiekunki ,sprzątaczki i kucharki i nie daj się cholera tłamsić


        Tak jest!!
        A od siebie jeszcze dodam, że choć przywyczaiłaś go do swojej uległości tyle
        lat to nigdy nie jest za późno by to zmienić.
        Co to znaczy, że Ty cokolwiek MUSISZ wobec jego dzieci?
        Nic nie musisz. Nie ulegaj szantażom i nie ustępuj mu ani na krok.
        Ma sam wokół swoich dzieci chodzić, bo to jego dzieci.
        A jak mu się nie podoba to nich spada. Płakać po nim nie będziesz.
    • triss_m7 Re: Moje "twardzielstwo", czy slusznie? 18.06.07, 11:07
      I dobrze zrobilas Luna!
      A Twoj chlop delikatnie mowiac "przegial".
      Nie masz obowiazku nadstawiac sie jego dzieciakom, nie masz obowiazku znosic
      jego slepoty w tym wypadku. Rozumiem, kocha swoje dzieci ale to nie moze byc
      rownoznaczne z akceptacja "poniewierania" przez nie Ciebie.
      Trzymaj sie Luna, jestes madra, silna kobieta. To Twoj chlop ma zdecydowanie
      wiecej do stracenia. Pewnie, ze przykre ale trzeba sie szanowac.
      Powodzenia.
    • luna67 Re: Moje "twardzielstwo", czy slusznie? 18.06.07, 22:41
      Dziekuje dziewczyny, przepraszam, ze sie za czesto nie melduje, mam bardzo duzo
      pracy.
      W domu cisza przed burza, dzisiaj bylam razem na wywiadowce u mojego syna razem
      z Ex, moj M az sie gotuje ale wie, ze nie ma mi prawa nic powiedziec.

      To nie byla zemsta z mojej strony, ja probuje mojemu M uzmyslowic i przyblizyc
      jak sie czlowiek czuje w sytuacji niedotrzymania slowa (pomimo, ze po jego
      incydencie czulam sie zwolniona z zawartej umowy), moze to przywroci go do
      poziomu. Zaczol mi nagle nadskakiwac, ale tym razem nie bedzie skutkowalo, oj
      bardzo dlugosmile Jest mi wstyd, ze uciekam do takich srodkow, ale juz sama nie
      wiem co mam zrobicsad
      I co jeszcze, ciotka mojego M, zaraz na poczatku naszego zwiazku, na boku mi
      powiedziala:" daj Boze, zeby dzieci waszego zwiazku nie spiepszyly, juz jedna
      uciekla, on jest troche zaslepiony dziecmi, ale moze przy tobie mu to minie".
      Chcialam skomentowac, ze nie ma zlych dzieci, sa tylko zli rodzice, ale ugryzlam
      sie w jezyk, pomyslalam; ona chyba nie lubi dzieci.
      Teraz zrozumialam przekaz jej slowsad

      Tak sie zastanawiam, czy wogole dzieci sa w stnie zniszczyc stabilny zwiazek.
      Chyba tak, jak ojciec jest zaslepiony, ma na wszystkie wybryki swoich dzieci
      "usprawiedliwienie", nie ma zielonego pojecia o wychowaniu, itd., czyli czekam
      na zachod naszej miloscisad((
      • m-m-m Re: Moje "twardzielstwo", czy slusznie? 19.06.07, 08:54
        Tak sie zastanawiam, czy wogole dzieci sa w stnie zniszczyc stabilny zwiazek.
        Chyba tak, jak ojciec jest zaslepiony,



        Jeśli ojciec jest zaślepiony dziećmi to nie jest to stabilny związek, bo nie
        łapie on równowagi.
        • luna67 Re: Moje "twardzielstwo", czy slusznie? 19.06.07, 09:58
          Masz racje m-m-m, bzdury pisze z tego wszystkiego, mam nadzieje, ze wpracy nic
          takiego nie palne. Jestem zmeczona i czekam z utesknieniem na urlop.
          • m-m-m Re: Moje "twardzielstwo", czy slusznie? 19.06.07, 10:43
            Mam nadzieję, że to będzie urlop bez jego dzieci, bo inaczej wykorkujesz.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka