18.12.07, 16:35
Napisałam do Was drogie macochy z prośbą o radę w radzeniu sobie z
moim partnerem. Pisałam wówczas, że nie jestem nawet informowana o
tym kiedy i na ile bedzie on zabierał swoje dziecko, jestem stawiana
przed faktami. Spróbowałam zastosować kilka waszych, moim zdaniem
bardzo dobrych rad, a najbardziej taką o konsekwencji. Niestety
sytuacja nie wygląda na lepszą. Po pierwsze dziecko, które dawniej
było u nas co drugi weekend, ostatnio w każdy weekend - teraz jest
prawie przez cały roboczy tydzień. Ja nadal nie wiem kiedy bedzie,
kiedy zostanie na noc, etc. Przychodzę z pracy i dowiaduję się...
ale też nie zawsze od razu, np. myślę, że go odwiezie do mamy a on w
zamian za to wysyła go do kąpieli. Konsekwentnie proszę o te
informacje bo wiąże się to również z moją możliwością wyjścia z domu
lub z jakimikolwiek planami. I tu zaczyna się nie rozmowa ale
wzajemne pretensje. Bo ja się niby czepiam i właściwie o co mi
chodzi. W końcu idę obrażona do drugiego pokoju a oni realizują się -
grają, oglądają, rozmawiają.
Czuję się jak potwór, bo on jest dla mnie bardzo dobry, kochany.
Oczekuje tylko akceptacji jego relacji z dzieckiem jaka by ona nie
była. A ja oczekuję informacji, której on: Nie chce? Nie pamięta?
Nie potrafi? mi dać. Z tak błahego na pozór powodu ciągle się nie
odzywamy, a ja nie śpię i wegetuję zamiast żyć.
Obserwuj wątek
    • barbara001 Re: kryzys 18.12.07, 17:22
      No to chyba nie jest aż taki kochany.

      Mam wrażenie, że Twój M oczekując tylko akceptacji jego relacji z dzieckiem
      zakłada, ze masz się nie wtrącać i godzić na wszystko co on sobie względem tego
      dziecka postanowi. Poczynając od nie informowania Ciebie kiedy, gdzie i na jak
      długo a kończąc zapewne na terminach i miejscu wakacji czy wielkości prezentu
      gwiazdkowego dla dziecka.
      A że to dziecko jak widać to cały (lub prawie cały )jego świat to ja marnie to
      widzę. Widać temat jest dla niego drażliwy skoro nie potrafi mówić o tym tylko
      od razu kieruje się na przerzucanie pretensjami. Jeśli facet zakłada nowy dom, z
      kobietą, którą kocha to ona jest dla niego tak samo ważna jak dziecko, tak
      powinno być w normalnym, rokującym związku. A u Ciebie tak chyba nie jest, niestety.
    • konstancja16 Re: kryzys 18.12.07, 17:50
      przejrzalam Twoj poprzedni watek i mam wrazenie, ze Twoj NM nie
      widzi zadnego problemu. z jego punktu to chyba wyglada tak:
      bierzesz faceta z dziecmi czyli bierzesz i faceta i dzieci. i
      pewnie sie dziwi, ze sie nie cieszysz, ze mu sie udaje tworzyc taka
      fajna rodzinke dla dzieci. i moze nawet ma zal, ze nie chcesz byc
      nowa mamusia? przeciez dzieci sie ciesza, ze jedziesz z nimi na
      wycieczke, polubily Cie, a Ty nie za bardzo..... chcesz limitow. a
      on by chcial dzieci bez limitow, jak najwiecej bo to jego dzieci i
      jest caly zachwycony, ze tak dobrze sie u Was czuja, ze siedza
      dluzej niz zaplanowane. big happy family, to czego chcial dla
      swoich dzieci. tylko nie zauwazyl, ze Ty nie jestes ani happy ani
      family w tym wszystkim....

      delikatna sytuacja, bo Twoj facet jest miedzy mlotem a kowadlem,
      miedzy miloscia i zobowiazaniami wobec dzieci i uczuciem do Ciebie i
      Waszym zwiazkiem. a to sie w sposob nieunikniony przeplata....
      jesli on nie chce zrozumiec Twojego punktu widzenia to czarno
      widze. jesli Ty jednak nie czujesz sie szczesliwa w tym ukladzie to
      musisz probowac rozmawiac. moze jakas mediacja rodzinna, psycholog
      w ostatecznosci? moze z jego punktu widzenia masz fanaberie i nie
      chcesz zaakceptowac jego dzieci, ale to Twoje zycie, nie powinnas
      pakowac sie w uklad, w ktorym Twoje oczekiwania i potrzeby sa
      klasyfikowane jako 'fanaberie'. chyba Wasze wizje wspolnego
      mieszkania byly troche inne.... a wyszlo to dopiero w praniu.


      jestem w troche podobnej sytuacji, tez mi sie wydaje, ze mamy 'za
      duzo' dziecka w naszym zyciu. miewam wyrzuty sumienia (bo przeciez
      biedne, niewinne dziecko) ale tez walcze o swoje. tak, pakujac sie
      w zwiazek z facetem z dzieckiem wiedzialam ze biore i faceta i
      dziecko. ale on, dzieciaty facet, pakujac sie w zwiazek ze stara
      panna (bezdzietna) tez zdawal sobie sprawe, ze nie bede druga
      mamuska dla jego syna. wiedzial, ze nie przepadam za dziecmi i nie
      mam pojecia jak 'to' sie obsluguje. powoli sie ucze, czasem jest
      nawet fajnie, a przynajmniej ciekawie. trudne to, na szczescie duzo
      rozmawiamy o tym, o przyszlosci, o uczuciach (takze tych
      negatywnych, ktore bywaja) i wzajemnych zalach, ktore tez sie
      zdarzaja. i szukamy rozwiazan z zalozeniem, ze chcemy ciagnac
      razem. ale dobra komunikacja i dotrzymywanie slowa to
      podstawa.
    • coccolona Re: kryzys 19.12.07, 08:27
      Na Twoim miejscu postawilabym sprawe na ostrzu noza - wyprowadzilabym sie (do
      mamy, kolezanki, czy gdzie indziej), zeby dac facetowi do zrozumienia, jak
      bardzo obecnosc dzieciaka mnie drazni. I wrocilabym dopiero po wspolnym
      ustaleniu regul z partnerem. Bylby to rowniez niezly test na sprawdzenie, ile
      tak naprawde dla niego znacze.
      Jezeli liczyloby sie dla niego wylacznie dziecko, to uciekalabym od tego typa!
    • zielnaa Re: kryzys 19.12.07, 09:56
      > Czuję się jak potwór, bo on jest dla mnie bardzo dobry, kochany.
      > Oczekuje tylko akceptacji jego relacji z dzieckiem jaka by ona nie
      > była.

      mam pytanie: na czym polega to, że on jest dla Ciebie taki dobry i
      kochany? I kiedy to ma miejsce, skoro Wasz wspólny czas wyglada tak,
      jak opisałaś? On nie wymaga TYLKO akceptacji, ale AŻ akceptacji.
      Póki on nie rozumie, jak wiele od Ciebie oczekuje sytuacja będzie
      wyglądała tak, jak teraz, niestety. Czy nie uważasz, że powinnaś
      wymagać CHOCIAŻ/AŻ szacunku dla siebie?
      a.
    • kicia031 Re: kryzys 19.12.07, 10:10
      Mysle, ze rodzicowi trudno jest zrozumiec fakt, ze przebywanie z
      jego dzieckiem moze nie byc dla kogos najwiekszym szczesciem,
      radoscia i przyjemnoscia. Z cala pewnoscia ja jako matka nie bylabym
      w stanie tego zrozumiec wink)
      Twoj partner traktuje obecnosc jego dziecka u was w domu jako cos
      oczywistego, co ja akurat rozumiem, dom rodzica powinien byc zawsze
      otwarty dla dziecka. Choc byly tu opisywane takie kuriozalne
      przypadki, kiedy to forumowiczka zachorowala na zapalenie pluc i
      musiala isc do szpitala, a ojciec odmowil zajecia sie z tym czasie
      dzieckiem. Wolalabys miec takiego faceta?

      Ja rozumiem, ze cie cos takiego moze irytowac. Ale sprobuj spojrzec
      na to z innej strony: zastajac macocha, musisz liczyc sie z tym, ze
      zostaniesz macocha calodobowa - rozne moga byc powody. I co wtedy
      zrobisz, wypiszesz sie z ukladu? Oczywiscie, masz do tego prawo, ale
      chodzi mi o to, ze takie pytania beda sie pojawiac. Czy obecnosc
      jego syba ci przeszkadza az tak bardzo? Bo atedy chyba po prostu nie
      ma sensu w to brnac, bo zadne z waszej trojki nie zazna szczescia w
      tym ukladzie.
    • kicia031 Re: kryzys 19.12.07, 12:52
      > wiesz, kicia, nawet DLA MNIE ustawiczne przebywanie z MOIM
      dzieckiem
      > nie jest największym szczęściem i przyjemnością. Byłabym co
      najmniej
      > mocno zszokowana, gdyby stanowiło radochę dla kogoś obcego. Chyba
      > jestem toksyczna...


      No ustawiczne to nie - ale przeciez wiekszosc z nas pracuje, ma tez
      inne obowiazki, generalnie ja mam poczucie ze spedzam ze swoimi
      dziecmi raczej za malo czasu niz za duzo. Co nie znaczy, ze czasami
      nie mam ochoty ich gdzies sprzedac. generalnie jednak uwazam, ze
      jesli rodzic nie czerpie frajdy z przebywania z dziecmi, to moze
      decyzja o rodzicielstwie byla jednak jakims tam bledem.

      > I tak jak napisałam - nie rokuje to najlepiej, wg mnie ta
      > nieumiejętność dogadania się świadczy o braku dojrzałości do
      > związku. Nie bez powodu poprzednie związki "cudownie dobrych"
      > facetów się rozpadły. Pewnie też mieli problem z partnerstwem,
      choć
      > zapewne w innych aspektach życia.

      Nie moge sie bardziej zgodzic - przerabiam to na wlasnej skorze -
      zle co z tego? Rozstac sie? Pracowac nad zwiazkiem? trudna decyzja,
      i kazdy wybor wlasciwie nie jest tym optymalnym.

      > Dziewczyna zdecydowała się na bycie z facetem. Z FACETEM, a nie
      jego
      > dziećmi. Podejmując decyzję brała pod uwagę okoliczności - tzn. że
      > dzieci mieszkają z matką. Teraz ten układ ulega zmianie - bez jej
      > zgody, bez brania jej pod uwagę jako uczestnika.

      Ale taki uklad zawsze moze sie zmienic na calodobowy, jesli ktos sie
      z tym nie liczy, to nie powinien w to wchodzic.
    • clarence1 Re: kryzys 19.12.07, 16:37
      Tak właśnie się czuję, jak piąte koło u wozu. Z samym dzieckiem
      dogaduję się bez problemu. Rozmawiamy, żartujemy, czasami robimy coś
      razem.
      Ale oni razem stanowią odrębny świat, do którego mam wrażenie, że
      niechętnie wpuszczają kogokolwiek. No chyba, że całkiem im się
      podporządkuje, a nie ma na to za wielu chętnych.
      Dawniej, gdy ich spotkania były rzadsze, sytuacja była do
      zaakceptowania. Teraz czuję się zbędna.
      • ajmj Re: kryzys 20.12.07, 16:47
        clarence1 napisała:

        > Tak właśnie się czuję, jak piąte koło u wozu. Z samym dzieckiem
        > dogaduję się bez problemu. Rozmawiamy, żartujemy, czasami robimy
        coś
        > razem.
        > Ale oni razem stanowią odrębny świat, do którego mam wrażenie, że
        > niechętnie wpuszczają kogokolwiek. No chyba, że całkiem im się
        > podporządkuje, a nie ma na to za wielu chętnych.
        > Dawniej, gdy ich spotkania były rzadsze, sytuacja była do
        > zaakceptowania. Teraz czuję się zbędna.

        I tu jest pies pogrzebany. Nie chodzi Ci o sam fakt istnienia
        dziecka i związana z tym odpowiedzialnośc i obowiązki, ale to, ze
        czujesz sie niepotrzebna i lekceważona. Czułabym sie identycznie. W
        normalnym związku dziecko nie jest i nie powinno być na pierwszym
        miejscu. Miejsce jesli juz to równorzedne. Moim zdaniem też w
        normalnym związku to najpierw ustalenia sprawy z mężem/zoną, potem
        powiadamia się o decyzji dzieci -nie odwrotnie. Ustalenia z
        maloletniem dzieckiem i partner czy zona/mąz ma sie dostosowywac.
        Paranoja.
    • braktalentu Re: kryzys 20.12.07, 12:29
      Myślę, że kicia ma dużo racji (a ja nie często zgadzam się z kicią-
      smile. Facet ma z dzieckiem normalny, zdrowy układ. Taki jak tata
      powinien mieć. Z drugiej strony partnerka ojca, to nie nowa mama i
      tu określenie "nowa rodzinka" może wprowadzać w błąd. Oczywiście
      biorąc faceta z odzysku należało wziąć również pod uwagę fakt
      Jego "dzieciowatości", ale jak rozumiem nie tu leży pies pogrzebany.
      Problem dotyczy głównie przepływu informacji. "Zdziś będzie u nas
      cały tydzień" - dzięki temy możesz sobie zaplanować kosmetyczkę,
      fryzjera i ploty, bo nie masz ochoty spędzać tygodnia ze
      Zdzisiem. "Zdziś nocuje u mamy" - wiesz, że warto wyciągnąć bardzo
      małe majtki-smile))).
      Ja bym się upierała jednak, przy staranniejszym planowaniu pobytów
      malucha. Nie chodzi tu kalendarz wizyt na najbliższy rok, ale
      informacja z trzydniowym wyprzedzeniem byłaby jak najbardziej na
      miejscu. I o ile wyprowadzkę do mamy uważam za lekką przesadę, to
      namówiłabym chłopa na zaplanowanie tygodnia w niedzielę i
      nalegałabym na jego konsekwentne realizowanie. Przy czym, jeżeli
      przez cały tydzień zaplanowany jest "Zdziś", to ja planuję kilka
      godzin poza domem, a odbijam to sobie tydzień później, pamiętająć,
      że nie potrzebuję towarzystwa mężczyzny tak bardzo jak syn
      towarzystwa ojca, więc rozliczenie "godzina za godzinę" nie jest
      priorytetem.
      Ale długie zdanie na koniec mi wyszło-smile
    • kicia031 Re: kryzys 20.12.07, 14:24
      Decyzję podejmuje się na bazie "tu i teraz", a
      > nie hipotetycznego rozwoju sytuacji, szczególnie jeśli ten rozwój
      ma
      > znikome prawdopodobieństwo zaistnienia. Do czego niby mają
      prowadzić
      > dywagacje na temat tego, że kiedyś "może" trzeba się będzie zająć
      > jego dziećmi, matką, babcią, że sam może zachorować i stać się
      > ciężarem itd, itp - na tej zasadzie, to generalnie należałoby
      unikać
      > wszelkich związków, bo zawsze coś się może wydarzyć.

      Te wszystkie rzeczy, ktore wymieniasz, sa jak najbardziej
      prawdopodobne, niektore wrecz pewne (zajecie sie starszymi
      rodzicami, dla przykladu). Wchodzac w powazny zwiazek, czy
      malzenstwo mamy obowiazek sie z tym liczyc, jakto sobie wyobrazasz -
      cos sie dziej, to zegnaj gienia, swiat sie zmienia?

      Nie musi sie wydarzac nic tragicznego, by zostac macocha calodobowa -
      dziecko moze po prostu chciec zamieszkac z ojcem, albo decyzja taka
      moze wynikac ze zobowiazan matki, mozliwosci edukacyjnych itp. I co,
      wtedy mowie swojemu partnerowi: sorry, stary, godzilam sie na
      twojego syna 2 razy w tygodniu, na codzien to ja wysiadam, skladam
      papiery rozwodowe?

      W moim domu rodzinnym bylo jasne, ze bierze sie partnera ze
      wszystkimi zobowiazaniemi (choc moi rodzice bardzo sie nameczyli
      zajmujac obiema babciami, ktore ciezko i dlugo chorowaly), ale
      zawsze sie wspierali. I takie wartosci mi tez wpoili.

      Co nie zmienia faktu, ze komunikacja w zwiazku Clarence szwankuje.
    • chalsia Re: kryzys 20.12.07, 23:22
      ja się zgadzam z Kicią, że decydując się na taki związek już na
      starcie trzeba brać pod uwagę opcję potencjalną bycia całodobówką.
      To podobne jest do wejścia w związek z osobą, która ma jakąś chorobę
      chroniczna np. cukrzyca, nadćiśnienie itp - decydujemy się wtedy
      również na to, że będziemy z ta osoba gdyby jej się pogorszyło, a
      nie, że się rozstaniemy jak ten ktoś będzie wymagał dużej dozy
      opieki i pomocy.
      • clarence1 Re: kryzys 21.12.07, 13:45
        chyba zostałam przez część z Was źle zrozumiana. Nie uchylam się od
        opowiedzialności, od opieki. Ja tylko nie zgadam się na miejsce na
        drugim planie. Często rozmawiałam z moim partnerem o tym, że być
        może kiedyś jego dziecko zamieszka razem z nami i nigdy nie miałam
        nic przeciwko temu. Teraz jednak, gdy już PRAWIE u nas mieszka
        obawiam się, że zostałabym skazana na wieczną walkę o swoją pozycję.
        Zleży mi tylko na tym żeby była to pozycja równoznaczna.
        Myślę, że to zupełnie co innego opiekować się kimś niż być
        zepchniętym przez tę osobę na marginalną pozycję.
        Kilku rzeczy związanych z troszczeniem się o dziecko mojego partnera
        zaprzestałam, np gotowania obiadów. Bardzo lubię gotować i robię to
        dobrze ale dziecko mojego faceta za każdym razem wybrzydzało, że mu
        nie smakuje, że mama, tata, babcia robią to lepiej. Więc teraz
        LEPIEJ GOTUJE TATA. Chyba obaj nie są z takiego obrotu sytuacji do
        końca zadowoleni, bo gdy raz na jakiś czas, gdy jest młody coś
        ugotuję, to nagle stało się to bardzo dobre.
        Opiekując się kimś potrzebujemy jakiegoś rodzaju satysfakcji
        chociażby przed samym sobą, że robimy coś co nas w naszych własnych
        oczach nobilituje. Gdy tak się nie dzieje czujemy się wykorzystywani.

        Dziękuję Wam wszystkim, Wasze wypowiedzi są dla mnie bardzo cenne.
        Czytam je i myśle sobie, że teraz nie jestem sama z moimi myślami i
        że znalazłam osoby które takie problemy doskonale rozumieją.
        Życze Wam wszystkim Wesołych Świąt!
        • kicia031 Re: kryzys 21.12.07, 14:21
          Teraz rozumiem o co ci chodzilo - rzeczywiscie zrozumialam, ze ciazy
          i to, ze dziecko jest u was tak czesto, ze nie macie czasu na nic
          innego. Ale to, ze jest dziecko - obojetnie, czy wspolne, czy
          jednego z partnerow, nie powinno oznaczac, ze ignorujemy partnera,
          czy dajemy mu odczuc ze nie jest wazny.

          To jest destrukcyjne dla kazdego zwiazku!
          • ajmj Re: kryzys 21.12.07, 15:49
            Kiciu wreszcie po tylu postachwinkWesołych Światsmile
            • kicia031 Re: kryzys 21.12.07, 16:33
              > Kiciu wreszcie po tylu postachwinkWesołych Światsmile


              Nadal uwazam, ze to, co napisalam jest relewantne do tej sytuacji -
              bo Clarence jest de facto rodzajem nieoficjanej macochy calodobowej
              z dzieckiem bywajacym u Exi.

              Pierwszy post dotyczyl braku informacji o tym, ze dziecko zostaje -
              ja tez bym sie w takiej sytuacji nie poczuwala do jakiegos
              specjalnego informowania partnera o tym.

              Natomiast kiedy dochodzi do rywalizacji o czas i uczucia, to juz
              sytuacja jest niezdrowa. Niestety, zdarza sie tak, ze jak dasz
              palec, to zjedza ci cala reke. Ale to problem ogolnoludzki, nie
              tylko macoszy.
    • elakuz Re: kryzys 21.12.07, 06:45
      Dziewczyny
      mam wrazenie czytajac np. Kicie czy Chalsie, ze ich zdaniem Khaldum
      powinna sie przystosowac do tej sytuacji, bo "wiedzialy galy, co
      braly" Moim zdaniem tez wiazac sie z partnerem z przeszlosccia
      nalezy zalozyc, ze musi poswiecic czas i pieniadze dzieciom z
      poprzedniego zwiazku a nawet bedzie musial zajac sie uch opieka
      ale....czy mezczyzna nie powinien o to zapytac drugiej zony,
      porozmawiac o tym?. Nie wierze, ze gdyby maz Khaldum przedstawil jej
      swoje racje i nowy plan ich zycia, nie zgodzilaby sie. Problem moim
      zdaniem tkwi w tym, ze maz Khaldum nie liczy sie z jej zdaniem, z
      jej czasem... z nia. Khaldum ma prawo sie buntowac, nie jest meblem
      w domu, z ktorego korzysta on i jego dziecko. Facet nie rozumie, ze
      ma nowa rodzine, ktora powinna byc dla niego rownie wazna, jak
      ta "stara", bo malo jest kobiet, ktore zgodza sie na taki uklad.
      Pozdrawiam i zycze wesolych swiat wszystkim macoszkomwink
      Marta

      "Miłość to triumf wyobraźni nad inteligencja"
      • elakuz Re: kryzys 21.12.07, 06:47
        Clarence przepraszam ze nazwanie cie Khaldum. Czytalam jej post i
        pomylilam imie ale nie sprawewink
        Tak to jest, jak sie pisze bez wypicia kawy.
      • jayin Re: kryzys 22.12.07, 00:48
        ...mi bardziej odpowiadana politycznie frakcja Burzy smile
        trochę bardziej skrajna niż tylko "widziałaś, co brałaś, ale trzeba o tym rozmawiać".

        "(...) Decyzję podejmuje się na bazie "tu i teraz", a nie hipotetycznego rozwoju sytuacji, szczególnie jeśli ten rozwój ma
        znikome prawdopodobieństwo zaistnienia. Do czego niby mają prowadzić
        dywagacje na temat tego, że kiedyś "może" trzeba się będzie zająć
        jego dziećmi, matką, babcią, że sam może zachorować i stać się
        ciężarem itd, itp - na tej zasadzie, to generalnie należałoby unikać
        wszelkich związków, bo zawsze coś się może wydarzyć."

        amen.
        • braktalentu Re: kryzys 22.12.07, 12:52
          Tu i teraz to ludzie pobierają się z młodymi, atrakcyjnymi i
          zdrowymi partnerami. I przysięgają przed ołtarzem, że się nie
          opuszczą aż do śmierci. Nie do czasu aż przestaną się kochać, do
          czasu aż babcia Krysia nie zachoruje i nie zwali się nam na głowę i
          również nie do czasu aż Twoje dzieci z nami nie zamieszkają.
          Związek to poważne zobowiązanie. Związek z dzieciatym partnerem to
          jeszcze poważniejsze zobowiązanie, bo wymaga jeszcze większej
          elastyczności i poważniejszych kompromisów. Osoby, które decydują
          się na bycie razem, na podstawie "tu i teraz" i nie biorą pod uwagę
          tego, że trzeba się będzie zająć teściową, babcią, dziećmi,
          schorowanym partnerem faktynie powinny unikać wszelkich związków.
          Przy tak lekkim podejściu do zobowiązań jakie niesie ze sobą ZWIĄZEK
          najlpiej uprzedać partnera, że jest się z nim tylko póki jest
          dobrze, a potem to się zobaczy. To pomoże uniknąć rozczarowań
          drugiej strony, a przecież takie "bycie sobie razem" też może dać
          sporo szczęśćia. Co kto lubi.
          Postawa życiowa, która pozwala mi założyć, że w chwili próby
          zachowam się nieelegancko,lub jak to się teraz modnie nazywa wykażę
          się "zdrowym egoizmem" jest dla mnie rodzajem tchórzostwa. A Balladę
          o trzęsących się portkach zna każdy.
    • coccolona Re: kryzys 21.12.07, 13:55
      Chalsia nie jest macocha, wiec nie powinna w niektorych sprawach w ogole glosu
      zabierac, bo bladego pojecia nawet nie ma.
      • braktalentu Re: kryzys 21.12.07, 20:03
        Coccolona nie jest meteorologiem, więc o pogodzie nie ma bladego
        pojęcia i nie powinna wogóle się na ten temat wypowiadać. Coccolona
        nie jest również matką. Czy wogóle ma blade pojęcia o dzieciach
        jakichkolwiek - pasierbach na ten przykład?
    • kicia031 Re: kryzys 21.12.07, 14:18
      Jest wiele powodow dla ktorych warto kopnac chlopa w dupe. Ale opcji
      calodobowego macochowania albo opieki nad rodzicami, rodzenstwem,
      czy co tam sobie Frania zyczy do takich powodow nie zaliczam.

      U nas taka opcja byla rozwazana na powaznie, wiec tak, moge
      powiedziec, ze jestem na to gotowa. To czesc ukladu miedzy nami.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka