clarence1
18.12.07, 16:35
Napisałam do Was drogie macochy z prośbą o radę w radzeniu sobie z
moim partnerem. Pisałam wówczas, że nie jestem nawet informowana o
tym kiedy i na ile bedzie on zabierał swoje dziecko, jestem stawiana
przed faktami. Spróbowałam zastosować kilka waszych, moim zdaniem
bardzo dobrych rad, a najbardziej taką o konsekwencji. Niestety
sytuacja nie wygląda na lepszą. Po pierwsze dziecko, które dawniej
było u nas co drugi weekend, ostatnio w każdy weekend - teraz jest
prawie przez cały roboczy tydzień. Ja nadal nie wiem kiedy bedzie,
kiedy zostanie na noc, etc. Przychodzę z pracy i dowiaduję się...
ale też nie zawsze od razu, np. myślę, że go odwiezie do mamy a on w
zamian za to wysyła go do kąpieli. Konsekwentnie proszę o te
informacje bo wiąże się to również z moją możliwością wyjścia z domu
lub z jakimikolwiek planami. I tu zaczyna się nie rozmowa ale
wzajemne pretensje. Bo ja się niby czepiam i właściwie o co mi
chodzi. W końcu idę obrażona do drugiego pokoju a oni realizują się -
grają, oglądają, rozmawiają.
Czuję się jak potwór, bo on jest dla mnie bardzo dobry, kochany.
Oczekuje tylko akceptacji jego relacji z dzieckiem jaka by ona nie
była. A ja oczekuję informacji, której on: Nie chce? Nie pamięta?
Nie potrafi? mi dać. Z tak błahego na pozór powodu ciągle się nie
odzywamy, a ja nie śpię i wegetuję zamiast żyć.