Witam Was po latach

Może pamiętają mnie najstarsze góralki a może nie.... Parę postów
kiedyś tu napisałam.
Przypomnę, że byłam macochą weekendową a teraz emerytowaną chyba,
bo Młody stary już jest,
trzydziestka mu stuknęła! Stosunki dobre, serdeczne, z naszą Małą
(Małą? matura za rok)
żyją bardzo dobrze i tylko tak dalej...
Ale o tym może kiedy indziej.
Przez całe lata zapatrzona w swoją macoszą martyrologię
zapominałam, że mój M (monsz) też
posiada macochę a i ojczyma nawet. Różnie u niego z tym bywało,
zwłaszcza stosunki z
ojczymem w przeszłości dalekiej niezbyt dobre, z czasem poprawiły
się mocno.
Natomiast z macochą zawsze było na dystans, chłodno a nawet zimno.
Wydaje mi się, że M.
podświadomie winił ją za nienajlepsze kontakty ze swoim ojcem - tzn
kontakty niby były ale
teść nigdy nie zajmował się swoim synem, podrzucał go babci,
dorastającego chłopaka wysyłał
z babcią na wakacje a M. podziwiał go skrycie i marzył o tym, żeby
ojciec wreszcie zwrócił
na niego uwagę. Żona teścia dzieci własnych nie miała, nie umiała i
może wcale nie chciała
okazać pasierbowi więcej serdeczności. Moim zdaniem M. winił ją
niesłusznie, bo ona nie
miała złego wpływu na stosunek teścia do syna - jej to po prostu
zwisało.
Tak czy owak, M. nigdy za nią nie przepadał i zawsze przepowiadał,
że jak jego ojciec
znajdzie się w potrzebie, to ona mu nie pomoże ani się nim nie
zajmie tylko wystraszy się i
na wszelki wypadek ucieknie...
Dwa lata temu okazało się, że teść ma raka...
Macocha, tak jak M. przypuszczał, w pierwszej chwili wpadła w
histerię ale potem dzielnie
zajęła się mężem. M. trochę jej w tym pomagał i niewątpliwie te
chwile ich zbliżyły do
siebie. Te chwile i dość szybka, po ledwo kilku miesiącach, śmierć
teścia.
Okazało się, że teść oczywiście nie zostawił testamentu. W takiej
sytuacji dziedziczą po
równo dzieci (sztuk 1 w tym przypadku) i żona. Aha,
napisałam "oczywiście" bo z moich
osobistych obserwacji wynika, ze mało kto to robi. Ja sama zresztą
obiecuję sobie, że lada
dzień, lada chwila - tylko nigdy czasu na to nie ma.
Mieszkanie należało do macochy - odziedziczone po jej rodzicach.
Ale teść też parę lat
wcześniej otrzymał spadek - kawalerkę w znakomitym miejscu w
Warszawie i trochę pieniędzy.
Jeszcze zanim dowiedział się, że jest chory ustnie zadysponował tym
wszystkim w ten sposób,
że chciałby zostawić kawalerkę swojemu jedynemu synowi (mojemu M.
znaczy) natomiast
pieniądze podzielić tak, że żona miała dostać ustaloną kwotę a syn
to co zostanie z reszty.
Ile wynosił spadek nie wiem ale kiedy o tym mówił twierdził, że ma
ok 300 tys i chciałby,
żeby żona dostała 200 a syn - ile zostanie. Nie wiadomo było wtedy
ile zostanie, bo kiedy
teść dostał spadek zaczął żyć wygodnie, żeby nie powiedzieć
rozrzutnie, wydając znacznie
więcej niż wynosiła jego emerytura.
Chyba dużo już nie zdążył wydać przed śmiercią. Z drugiej strony
wiecie, jak to z
funduszami było....
Jeszcze przed pogrzebem macocha zapowiedziała, ze oczywiście
mieszkanie po teściu dla syna
nie podlega dyskusji, natomiast pieniądze też tak naprawdę NIE są
jej potrzebne bo sporo
zarabia i ma własne oszczędności i ona podzieli je odwrotnie tzn ok
2/3 dla niego a dla
niej reszta.
Wybrała nawet część pieniędzy ze wspólnego małżeńskiego konta (do
czego podobno miała w tym
momencie prawo), żeby nie wchodziło do oficjalnej "masy" spadkowej
i przyniosła mojemu M. w
torebce.
Po zakończeniu sprawy o nabycie spadku zgodnie podreptali do
notariusza, gdzie przepisała
na M. "swoją" połowę mieszkania teścia.
No i mamy teraz serdeczną przyjaciółkę, z którą odwiedzamy się
systematycznie i umawiamy na
kolacyjki. M. w rozmowach ze mną nie wraca pamięcią do czasów,
kiedy jej nie lubił a ja
chowam gdzieś wrodzoną wredotę i też mu nie wypominam.
Punkt widzenia zależy od punktu siedzenia? Ale czy tylko to?
Pewnie mu głupio, że przez te wszystkie lata źle ją oceniał. A może
to ona się zmieniła? Na
pewno jesteśmy głównym ogniwem łączącym ją z rodziną zmarłego męża -
reszta się wykrusza
powoli ze starości albo ma swoje sprawy.
Pozdrawiam Was wszystkie
W.
PS. Macocha jak wspominałam dzieci nie ma, z najbliższej rodziny ma
tylko dużo starszą
siostrę i siostrzenicę, która hula gdzieś po świecie i na razie
nigdzie osiąść nie chce.
Dzieci (siostrzenica) pewnie też nie będzie miała, bo już wiek nie
ten....
A macocha nauczona doświadczeniem spisała testament. Wiemy, jakiej
jest treści, bo się nas
radziła jak to zrobić - spisała testament własnoręczny, nie u
notariusza. Mieszkanie
zapisała siostrzenicy, wszystkie oszczędności mojemu M...