Dodaj do ulubionych

Zła macocha

12.06.09, 23:48
Witam Was po latachsmile
Może pamiętają mnie najstarsze góralki a może nie.... Parę postów
kiedyś tu napisałam.

Przypomnę, że byłam macochą weekendową a teraz emerytowaną chyba,
bo Młody stary już jest,

trzydziestka mu stuknęła! Stosunki dobre, serdeczne, z naszą Małą
(Małą? matura za rok)

żyją bardzo dobrze i tylko tak dalej...
Ale o tym może kiedy indziej.
Przez całe lata zapatrzona w swoją macoszą martyrologię
zapominałam, że mój M (monsz) też

posiada macochę a i ojczyma nawet. Różnie u niego z tym bywało,
zwłaszcza stosunki z

ojczymem w przeszłości dalekiej niezbyt dobre, z czasem poprawiły
się mocno.
Natomiast z macochą zawsze było na dystans, chłodno a nawet zimno.
Wydaje mi się, że M.

podświadomie winił ją za nienajlepsze kontakty ze swoim ojcem - tzn
kontakty niby były ale

teść nigdy nie zajmował się swoim synem, podrzucał go babci,
dorastającego chłopaka wysyłał

z babcią na wakacje a M. podziwiał go skrycie i marzył o tym, żeby
ojciec wreszcie zwrócił

na niego uwagę. Żona teścia dzieci własnych nie miała, nie umiała i
może wcale nie chciała

okazać pasierbowi więcej serdeczności. Moim zdaniem M. winił ją
niesłusznie, bo ona nie

miała złego wpływu na stosunek teścia do syna - jej to po prostu
zwisało.
Tak czy owak, M. nigdy za nią nie przepadał i zawsze przepowiadał,
że jak jego ojciec

znajdzie się w potrzebie, to ona mu nie pomoże ani się nim nie
zajmie tylko wystraszy się i

na wszelki wypadek ucieknie...

Dwa lata temu okazało się, że teść ma raka...
Macocha, tak jak M. przypuszczał, w pierwszej chwili wpadła w
histerię ale potem dzielnie

zajęła się mężem. M. trochę jej w tym pomagał i niewątpliwie te
chwile ich zbliżyły do

siebie. Te chwile i dość szybka, po ledwo kilku miesiącach, śmierć
teścia.
Okazało się, że teść oczywiście nie zostawił testamentu. W takiej
sytuacji dziedziczą po

równo dzieci (sztuk 1 w tym przypadku) i żona. Aha,
napisałam "oczywiście" bo z moich

osobistych obserwacji wynika, ze mało kto to robi. Ja sama zresztą
obiecuję sobie, że lada

dzień, lada chwila - tylko nigdy czasu na to nie ma.
Mieszkanie należało do macochy - odziedziczone po jej rodzicach.
Ale teść też parę lat

wcześniej otrzymał spadek - kawalerkę w znakomitym miejscu w
Warszawie i trochę pieniędzy.

Jeszcze zanim dowiedział się, że jest chory ustnie zadysponował tym
wszystkim w ten sposób,

że chciałby zostawić kawalerkę swojemu jedynemu synowi (mojemu M.
znaczy) natomiast

pieniądze podzielić tak, że żona miała dostać ustaloną kwotę a syn
to co zostanie z reszty.

Ile wynosił spadek nie wiem ale kiedy o tym mówił twierdził, że ma
ok 300 tys i chciałby,

żeby żona dostała 200 a syn - ile zostanie. Nie wiadomo było wtedy
ile zostanie, bo kiedy

teść dostał spadek zaczął żyć wygodnie, żeby nie powiedzieć
rozrzutnie, wydając znacznie

więcej niż wynosiła jego emerytura.
Chyba dużo już nie zdążył wydać przed śmiercią. Z drugiej strony
wiecie, jak to z

funduszami było....
Jeszcze przed pogrzebem macocha zapowiedziała, ze oczywiście
mieszkanie po teściu dla syna

nie podlega dyskusji, natomiast pieniądze też tak naprawdę NIE są
jej potrzebne bo sporo

zarabia i ma własne oszczędności i ona podzieli je odwrotnie tzn ok
2/3 dla niego a dla

niej reszta.
Wybrała nawet część pieniędzy ze wspólnego małżeńskiego konta (do
czego podobno miała w tym

momencie prawo), żeby nie wchodziło do oficjalnej "masy" spadkowej
i przyniosła mojemu M. w

torebce.
Po zakończeniu sprawy o nabycie spadku zgodnie podreptali do
notariusza, gdzie przepisała

na M. "swoją" połowę mieszkania teścia.
No i mamy teraz serdeczną przyjaciółkę, z którą odwiedzamy się
systematycznie i umawiamy na

kolacyjki. M. w rozmowach ze mną nie wraca pamięcią do czasów,
kiedy jej nie lubił a ja

chowam gdzieś wrodzoną wredotę i też mu nie wypominam.
Punkt widzenia zależy od punktu siedzenia? Ale czy tylko to?
Pewnie mu głupio, że przez te wszystkie lata źle ją oceniał. A może
to ona się zmieniła? Na

pewno jesteśmy głównym ogniwem łączącym ją z rodziną zmarłego męża -
reszta się wykrusza

powoli ze starości albo ma swoje sprawy.

Pozdrawiam Was wszystkie
W.

PS. Macocha jak wspominałam dzieci nie ma, z najbliższej rodziny ma
tylko dużo starszą

siostrę i siostrzenicę, która hula gdzieś po świecie i na razie
nigdzie osiąść nie chce.

Dzieci (siostrzenica) pewnie też nie będzie miała, bo już wiek nie
ten....
A macocha nauczona doświadczeniem spisała testament. Wiemy, jakiej
jest treści, bo się nas

radziła jak to zrobić - spisała testament własnoręczny, nie u
notariusza. Mieszkanie

zapisała siostrzenicy, wszystkie oszczędności mojemu M...

Obserwuj wątek
    • capa_negra witaj 13.06.09, 18:34
      pouczajaca historia...

      Myśle, że wbrew pozorom macocha twojego męza jest do was poprostu
      przywiązana i w tej chwili " robicie " za najbliższa rodzinę..

      Najstarsze góralki jak najbardziej cie pamietaja bo sa najstarsze
      smile), ale same niewiele tu pisza..no chyba ze sie objawi jakas inna
      stara góralka smile)
      • wipsania Re: witaj 15.06.09, 01:36
        Dzięki, Capa. Miło mi Cię widzieć....smile)))
        Tak, też mam takie odczucie, że jesteśmy dla niej jednymi z
        najbliższych ale wciąż "chodzi za mną" drugi aspekt tej historii.
        To że mój M. bywał czasami dla swojej macochy niemiły,
        niesympatyczny czy niesprawiedliwy - wiem to przede wszystkim z
        jego opowiadań o przeróżnych zdarzeniach, które oceniałam często
        inaczej niż on sam - było przede wszystkim spowodowane tym, że miał
        żal do ojca, którego jednocześnie w młodości strasznie podziwiał i
        tęsknił ze jego uczuciami i zainteresowaniem. Łatwiej było dokopać
        macosze niż ojcu, który np. mógł się obrazić i jeszcze bardziej
        ochłodzić kontakty.
        I chociaż sama takich akurat doświadczeń na szczęście nie miałam -
        Młody był złotym dzieckiem a może za mądrym, żeby taką projekcję
        stosować albo też usatysfakcjonowany był wielkością czy jakością
        zainteresowania swojego ojca - to myślę sobie, że czasem kiedy
        macocha cierpi z powodu tego, jak się do niej pasierbowie odnoszą,
        może powinna przyjrzeć się szanownemu tatusiowi i dać mu kopa, żeby
        rzetelnie zajął się swoim dzieckiem (dziećmi) z korzyścią dla
        wszystkich.
        • capa_negra Re: witaj 15.06.09, 09:58
          Różnie to w zyciu bywa.

          Macocha była najłatwiejszym celem wiec obrywała.
          Z mojego punktu widzenia rozumiem jej postawe przed smiercią męza -
          tez tak mam - poprostu olewam i nie wnikam w kontakty ojciec-
          dorosłe dzieci szczególnie, że od czasu gdy "dzieci" ( 30 letnie)
          połapały sie, ze juz wszystko co było do wyciagniecia wyciagły
          wiec kontakty są prawie żadne.
          Kiedys starałam sie - teraz już nie chce mi sie chciec.

          Natomiast i tu chylę czoła przed macochą twojego męza nie sądze, aby
          mnie było stac na taki gest.
          No cóz, ale jak na rasową macoche przystało pewnie jestem
          małostkowa, mściwa i brak mi empatii.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka