mumio145
18.09.07, 21:41
Kolega dzwonił zrozpaczony: chciał kupić alfę. 146. Upatrzył,
pojechał, przejechał się. Rocznik 95, grudzień. Baba chce 7000.
Kolega patrzy i widzi: lakier z odpryskami po kamieniach. Lewy tylny
błotnik wgięty. Zderzak porysowany. Obnizanie fotela nie działa. Sam
fotel mocno popruty. W silniku olej pod kreską. Kiedy był robiony
rozrząd? Nie wiadomo. Felgi pordzewiałe. Podsufitka czyms pocięta.
Opony do wymiany. Baba mówi, ze teraz jeździ córka, która dopiero co
zrobiła prawko (gdzieś się dziewczyna musi uczyć).
Kolega zaoferował 6000. Baba go wyśmiała (panie, dwieście złotych to
może obniżę, nie żartuj pan). powiedział, że sam rozrząd to sześć
paczek. Baba się pyta: a po co rozrząd?
Ogłoszenie wisi od miesiąca. Córka wciąz się uczy jeździć. Na czymś
musi.
Pytanie konkursowe: za ile baba sprzeda alfę?