sherlock_holmes
18.05.04, 17:53
Pierwszy istruktor jechal zielona Micra KVO9050, mial niezaslonieta "elke" na dachu, rozmawial przez komorkei nie wlaczal kierunkowskazow w czasie jazdy.
Ale to pikus, bo przynajmniej nie uczyl kursanta zle jezdzic.
Natomiast to, co widizalem wczoraj, wola o pomste do nieba. Na jednym ze skrzyzowan kierowcy (kursanci) dwoch samochodow nauki jazdy popelnili przy "blogoslawienstwie" instruktorow taki sam, bardzo niebezpieczny blad. Otoz na skrzyzowaniu z 4 pasami pas prawy sluzy wylacznie do skretu w prawo. Na pasie drugim od prawej stal autobus, zaslaniajac praktycznie calkowicie widocznsc na skrzyzowanie, a przede wszystkim na przejscie dla pieszych. Dla skretu w prawo swiecila sie zielona strzalka, wiec najpierw przemknelo trzech kierowcow (oczywisice bez zatrzymywania sie), a potem dwie nauki jazdy. Kursanci zatrzymywali sie ok. 7-8m od przejscia dla pieszych, po czym ruszali i przejezdzali przez przejscie dla pieszych i skrzyzowanie bez zadnej widocznosci (bo calosc zaslanial autobus). Strach pomyslec co by bylo, gdyby akurat ktos przechodzil przez jezdnie - majac zielone swiatlo. Oczywisice ani jeden instruktor nie wytlumaczyl (pewnie sam nie pomyslal), ze obowiazek zatrzymania sie wynika z koniecznosci sprawdzenia czy nikt nie przechodzi przez jezdnie oraz czy nic nie jedzie droga poprzeczna. Bo zeby zobaczyc pieszego "ukrytego" za autobusem, kursant musialby miec alnbo peryskop, albo rentgen w oczach.
I potem tacy wlasnie niedouczeni kierowcy wyjezdzahja na droge i potracaja pieszych, nie zastanawiajac sie nawet gdzie zrobili blad...