07.07.04, 00:02
Dzis jadac przez miasto widzialem trzy powazne wypadki. Kolo dwoch
przejechalem dosc obojetnie, bo byla juz policja a rannych nie bylo lub
zabrano juz do szpitala. Trzeci wypadek wydazyl sie niemal na moich oczach.
Wyjechalem zza zakretu (W wolominie) i zobaczylem jakies pogiete cos na
drodze. Gdy zaczelo sie mocno dymic z silnika zrozumialem, ze przed momentem
wydazyl sie wypadek. Dalej stal Star, ktory wjechal w plot. Ten zniszczony
samochod to passat, stary, ten kanciasty jeszcze. Byl potwornie pogiety, dach
polamany, slupki popekane i wsuniete do kabiny. Pasazer mono pokrwawiony ale
przytomny. Kierowca byl nieprzytomny ale wyczulem puls i slyszalem ze
oddycha - charczal. Zaczeli sie zbiegac ludzie. Niektorzy przyniesli lomy.
Ktos gasnica zasypal silnik. Odlaczylismy akumulator. Kierowca powoli zaczal
odzyskiwac przytomnosc. Strasznie jeczal ale to byl dobry objaw. Slychac bylo
juz karetke. Zaczelismy wylamywac lewe drzwi. Bylo bardzo ciezko. Zamek nie
chcial puscic. Lekarze przyjechali ale nie mogli dostac sie do rannych. Po
dluzszej walce drzwi ustapily kosztem wielu pocietych dloni, w tym i moich.
Kierowca otrzymal kolnierz, jakies plyny dozylnie. Nie dalo sie go wyciagnac.
Lezal pogiety na siedzisku fotela, przygnieciony przez deske rozdzielcza i
kierownice. Jego polamane nogi lezaly zaplatane gdzies w gaszczu pedalow i
kawalkow deski. Nadjechala straz pozarna. Drzwi prawe dalej sie nie otworzyly
choc bylo juz blisko. Strazacy przystapili do pracy. Pojechalem do domu.
Nieco wolniej niz zwykle.

Gdy moj ojciec umieral, bylem jedynym, ktory staral sie otworzyc drzwi od
jego strony. Byla to sobota, godzina 17, okolice gdanska, na drodze 7 - wawa -
gdansk. Gapiow bylo kilka razy wiecej, byla juz policja. Nikt mi nie
pomagal. Policajnci powiedzieli, ze nie beda sie do tego dotykac, bo sie na
tym nie znaja. Lokalni wiesniacy kradni nasze rzeczy, ktore rozsypaly sie po
polu.

Dzis, siedem lat pozniej (wtedy byl 12 lipca) na ratunek rzucili sie wszyscy.
Ciesze sie ze moglem pomoc. Byc moze te kilka minut dzielacych odblokowanie
drzwi kierowcy i interwencje pogotowia a przyjazd strazy pozarnej uratowalo
komus zdrowie czy zycie. Czyzby przez te siedem lat az tyle sie zmienilo?
Chyba tak!! Chyba normalniejemy.

Chyba sie zapisze na kurs pierwszej pomocy

pozdrawiam
Obserwuj wątek
    • mejson.e5 Dzięki typson! 07.07.04, 00:17
      Nie było mnie cały dzień, wróciłem do Wołomina wieczorem.
      Nie słyszałem jeszcze o tym wypadku, ale pewnie jutro już się dowiem.

      To piękne, że ludzie pomagają w nieszczęsciu, że oprócz zwykłych gapiów są tacy,
      którzy kalecząc własne ręce i brudząc marynarki, ratują komuś życie.

      Oby to naprawdę była zmiana na lepsze naszego społeczeństwa.

      Dzięki, typson!

      Mejson
      • kompressor sadness 07.07.04, 01:42
        To co napisales wydawalo mi sie normalne...ze kierowcy pomagaja sobie w takich
        sytuacjach...tak jak ustepowanie miejsca karetce pogotowia, kiedys moze bedzie
        do nas pedzic albo kogos nam bliskiego...ale po tym co pozniej przeczytalem, o
        twoim ojcu ;( cholernie smutne...
        • typson Re: sadness 07.07.04, 02:08
          ech jo - jak mawial Krecik. Wbrew pozorom nie jest tak prosto walczyc o cudze
          zycie. Czlowiek ranny nieprzytomny, obcowanie ze smiercia. Dla wielu z nas
          takie widoki sa zupelnie obce. Dochodza pewnie jakies bariery psychologiczne,
          etc. Ogladamy kilkanascie czy nawet dziesiat zbrodni dziennie - w filmach
          wszyscy gina masowo, w "wiadomosciach" tez sie zdaza. A tu nagle dotykasz
          kogos, to zaczyna stygnac. I nie wiadomo co robic. Jesli z 20 gapiow przelamie
          sie jedna osoba, reszta sie tez udzieli, jesli nie, to jest problem
          • sherlock_holmes Re: sadness 07.07.04, 08:28
            Patrzac na gapiwo, stajacych bezmyslnie gdy ktos miera, czasem sie zastanawiam
            czy oni czerpia z tego satysfakcje ("hehe, jemu sie dzieje krzywda. dobrze mu
            tak!"), czy po prostu sytuacja ich przerasta. I obawiam sie, ze kierje nimi
            zwykla ciekawosc - umrze czy nie? przepraszam za brutalnosc, ale w koncu to nie
            jest film ani gra komputerowa, tylko zycie. Czasem mam wrazenie, ze wielu
            chetnie robiloby zaklady - przezyje czy nie.
            Temat hien cmentarnych (bo jak inaczej nazwac tych zwyrodnialcow, ktorzy
            okradaja ofiary?) to inna sprawa, co najgorsze - akceptowana przez ogol :(

            I przepraszam za brutalnosc ale dla mnie gapie sa wylacznie szkodliwi - bo albo
            przeszkadzaja w akcji ratnkowej, albo rozkradaja co sie da. Tych, ktorzy chca
            pomoc, jest kilka procent. Reszta nie moze sluzyc nawet jako swiadkowie - bo
            nie potrafia podac poprawnie nawet KOLORU samochodu (nie wierzycie? mojego ojca
            potracil czerwony samochod - zostal kawalek zderzaka w takim wlasnie kolorze.
            gapie pozwolili uciec sprawcy, do tego czesc twwierdzila, ze samochod byl
            zielony albo niebieski).

            Jedno co mnie pociesza - kiedys w Krakowie na rondzie kolo Geanta zapalil sie
            prawie nowy Polonez. Spolonal, ale obok niego lezalo kilkanascie gasnic. Czyli
            sa jeszcze ludzie gotowi poswiecic 20zl dla innego kierowcy. Tylko... czemu
            przy gaszeniu otwarli maske "na osciez" i nie odlaczyli przewodow od
            akumulatora? Przyczyna pozar bylo spiecie w instalacji elektrycznej...
            • wo_bi Re: sadness 07.07.04, 22:08
              sherlock_holmes napisał:

              > Patrzac na gapiwo, stajacych bezmyslnie gdy ktos miera, czasem sie
              zastanawiam
              > czy oni czerpia z tego satysfakcje ("hehe, jemu sie dzieje krzywda. dobrze mu
              > tak!"), czy po prostu sytuacja ich przerasta.

              Wydaje mi sie, ze tu przerasta sytuacja!!! Wlasnie to nie gra, to prawdziwa
              krew. A poza tym ludzie sie boja odpowiedzialnosci. Na szczescie nie wszyscy.
              Niektorzy pomagaja, potrafia ruszyc kilku gapiow do dzialania (czyt. typson).

              Pozdrawiam
              Wobi
              • remo29 Re: sadness 08.07.04, 11:23
                [...]
                > Wydaje mi sie, ze tu przerasta sytuacja!!! Wlasnie to nie gra, to prawdziwa
                > krew.

                Nie zgadzam się z tobą. Ludzie dalej patrzą na to jak na obrazki z TV. I będą zawsze tak patrzyli, dopóki nie będą odbierać tego innymi receptorami niż oczy i uszy. Kiedy zaboli złamana noga, kiedy czuje się żar ognia, kiedy czuje się swąd spalonej gumy, kiedy woda wlewa się do oczu, uszu, nosa - to jest sygnał, że to nie jest film, reportaż, gra.
                Media nas znieczuliły.
                • qrakki999 Re: sadness 08.07.04, 11:53
                  remo29 napisał:

                  > Media nas znieczuliły.

                  Q: To po pierwsze, a może raczej po drugie. Bo po pierwsze to jest znany juz od
                  bardzo dawna 'syndrom' (nie pamiętam dokładnej nazwy) ale powiedzmy 'braku
                  poczucia odpowiedzialności' albo 'rozmycia odpowiedzialności'.
                  Ilustruje to świetny przykład z pracy E.Aronsona "Człowiek istota społeczna'.
                  Mianowicie chyba w latach 50 - tych w któryms z amerykańskich miast miał
                  miejsce bardzo dramatyczny przypadek. W jednej z dzielnic w jakiejś uliczce
                  facet gwałcił a potem zamordował kobietę. Z raportu policji wynikało, że od
                  samego początku kiedy ofiara zaczeła wzywać pomocy, przyglądało się tej
                  sytuacji ok. 30 świadków, (mieszkańców, przechodniów, pracowników itp). Ani
                  jedna osoba nie zadzwoniła na policję!!!! Nie mówiąć już o zorganizowaniu
                  jakiejkolwiek pomocy typu 'kupą mości panowie'. Jak się potem okazało każdy z
                  ponad 30 świadków miał przeświadczenie, że ktoś juz zadzwonił i jeszcze jeden
                  telefon mógł ich narazić np. na śmieszność.

                  Pzdr i chciałbym wyrazić podziw dla założyciela wątku, zachował się normalnie
                  ale wykazał się zajebista odwagą.
                  Q

                  • wo_bi do Remo29 i Qrakki999 11.07.04, 01:30
                    Remo29 -->> nie do konca sie z Toba zgadzam. Z pewnoscia masz tu duzo racji.
                    Jednak wiem po sobie, po pewnych wlasnych zachowaniach... Ja nie potrzebuje
                    zapachu spalonej gumy, brudnego od krwi wlasnego ubrania. Dla mnie sam widok
                    juz mi uswiadamia co sie stalo... ze to nie zabawa, ani krecona do filmu scena.
                    I nie jestem jakis inny. Ogladam czasami dosc brutalne filmy. Jak do tej pory
                    potrafie rozroznic rzeczywistosc od fikcji. To co mnie nie rusza podczas seansu
                    powoduje duze emocje (nie wiem czy pozytywne czy nie w sensie dzialania) w
                    rzeczywistosci.
                    Moja matka, na przyklad przejezdzajac kolo wypadku, widzac np. buta na srodku
                    ulicy wpada w panike. W takich momentach na prawde trzeba na nia krzykanc (np.
                    gdy prowadzi samochod) i powiedziec stanowczym glosem co ma zrobic, chodzby
                    odjechac z tgo miejsca.

                    Qrakki999 -->> Kiedys gdzies czytalem o takim zachowaniu. Byly podane rady jak
                    sie powinno w takich sytuacjach wolac o pomoc, albo kazac cos zrobic. Wolanie
                    do tlumu nic nie pomoze. Kazdy bedzie sie ogladal na innych. Natomiast
                    zawolanie, np. "pan w zielonym swetrze..." pomaga. Trzeba zidentyfikowac osobe
                    do pomocy i dzialania. Juz nie moze byc anonimowy, on wie, ze o niego chodzi,
                    tak samo jak tlum patrzacy sie na niego.

                    Pozdrawiam
                    Wobi
    • dwiesciepompka Z wtorku 07.07.04, 21:40
      A w tym wypadku

      www.koziolek.lublin.pl/index2.php?op=news&id=31701&rid=1&did=2&dr=1
      uczestniczyla moja koleżanka.Na 3 dni przed obrona pracy magisterskiej straciła
      jedynke,uroczo.



      Swój zakres wiedzy z zakresu pierwszej pomocy oceniam jako dramatycznie
      niski.Wstyd.
    • wo_bi Re: Wypadek 07.07.04, 21:54
      typson napisał:

      > Chyba sie zapisze na kurs pierwszej pomocy
      >
      > pozdrawiam

      Jak to zrobisz, to daj znac, albo jesli bedziesz mial namiary. Tez chce to
      zrobic. I przyznam szczerze, ze jakas "zacheta" albo namowa kogos w koncu mnie
      do tego zdeprymuja. Chyba mozna nazwac to tylko lenistwem. ;)

      Hmm A moze na ten sam bym sie wybral kurs :)

      Pozdrawiam
      Wobi
      • typson Re: Wypadek - Kurs 08.07.04, 14:27
        lada moment wyjezdzam na wakacje ale po powrocie zainteresuje sie tematem i
        bede informowal na bierzaco. Go gdzie jak i za ile (w warszawie). Moze
        wybierzemy sie hurtem ;)
        • wo_bi Re: Wypadek - Kurs 11.07.04, 01:13
          typson napisał:

          > lada moment wyjezdzam na wakacje ale po powrocie zainteresuje sie tematem i
          > bede informowal na bierzaco. Go gdzie jak i za ile (w warszawie). Moze
          > wybierzemy sie hurtem ;)

          Ciekawy pomysl z tym hurtem. Z pewnoscia w ten sposob mogloby wiecej osob sie
          na to skusic. :)

          Pozdrawiam
          Wobi
    • sherlock_holmes Re: Wypadek 07.07.04, 22:18
      A ten wypadek wydarzyl sie dzisiaj:
      info.onet.pl/947187,11,item.html
      Kierowca autobusu turystycznego zabil na przejsciu dla pieszych dwie dziewczynki, 6- i 9-letnia. Moi rodzice przejezdzali 2 godziny temu tuz obok miejsca tragedii - palily sie znicze...
      W tym miejscu jest bardzo niebezpieczne skrzyzowanie - zginelo na nim co najmniej kilkanascie osob, a "zwyklych" stluczek juz nikt nie pamieta.
      Dokad kierowcy zawodfowi beda jezdzic jak psychopaci i dokad takie miejsca nie doczekaja sie zmiany organizacji? Z obu stron wypada sie zza zakretu, z boku wyjezdza co chwila jakis nabuzowany wiejski oszolom z pobliskiej knajpy, droga dziurawa i pofalowana jak tor doswiadczalny - ABS wariuje.
      To nie pierwsza tragedia - za niedlugo w tym miejscu braknie miejsca na nowe krzyze. I czemu do kurwy nedzy nikt wladny sie tym nie zainteresowal???!!!
      • kompressor Re: Wypadek 07.07.04, 22:54
        Kolejna tragedia...az sie ciesze ze nie mam aktualnie autka i jezdze MPK

        Ale warte uwagi sa komentarze tego newsa, czesc osob uwaza ze najwieksza wine
        ponosi ów kierwoca osobowki ktory puscil pieszych (czyli niby sprowokowal) na
        przejsciu...hmmm, co wy na to ?
        • sherlock_holmes Re: Wypadek 07.07.04, 22:59
          Mam napisac to, co mysle? Dobrze - niech sie pierdolna w leb.
          Przepraszam,ale jestem zdenerwowany glupota tych ludzi. Tym bardziej, ze kiedys ja zrobilem cos identycznego - tj. zatrzymalem sie przed przejsciem, a kierowca obok potracil dziecko, na szczescie niegroznie, bo wpadlo na bok, a nie przod samochodu. Gosc widzial z daleka samochod zatrzymujacy sie przy przejsciu, dodatkowo ostrzeglem go wciskajac swiatla stop juz stojac - i tak nic nie pomoglo. A potem dlugo sobie plulem w brode, ze gdybym sie nie zatrzymal, nie doszloby do wypadku.
          W taki sposob dochodzi sie do paranoi - zachowanie normalne czyni czlowieka winnym, a zapierdalajacy ch.j jest niewinny.

          Kierowca autobusu, ktory zabil te dzieci, juz jest w wiezieniu. I g... mnie obchodzi czy ma rodzine na utrzymaniu - przy odrobinie pecha to mogly byc jego dzieci!
          • mejson.e5 Zaufanie 08.07.04, 00:10
            Z tym wpuszczaniem dzieci na pasy, to trzeba naprawdę uważać!

            Dzieciaki widząc zatrzymujący się samochód, obdarzają jego kierowcę pełnym
            zaufaniem, że wie co robi i robi to dla ich dobra.
            Jeśli zatrzymamy się przed przejściem a z przeciwka jadący samochód jest już
            bardzo blisko, to może nie zdążyć się zatrzymać, szczególnie gdy jest to
            ciężarówka lub autobus.
            Dorosły nie wlazłby jej pod koła, ale ufne dzieci wbiegają czasem na jedznię, po
            śmierć.

            I choć większości takich wypadków by nie było, gdyby sprawcy jechali z
            przepisową prędkością, to nie zmniejsza to wyrzutów sumienia tego, który dzieci
            na pasy wpuścił. Doświadczony kierowca nie zaryzykuje ale uprzejmy niedzielny w
            dobrej wierze - tak.

            Kiedyś przytaczałem przykład skazanego kierowcy, który zatrzymał się i wpuścił
            na jezdnię dziecko poza przejściem. Omijający go nie miał pojęcia, że zza
            stojącego samochodu wybiegnie dziecko.

            Dlatego nie podzielam (jeszcze) w pełni Twojego oburzenia SH, bo nie znam
            wszystkich faktów - może autobus jechał z przepisową ale został zaskoczony przez
            wbiegające dzieci zbyt blisko przejścia?

            Co do opisanego przez Ciebie przypadku omijania przed przejściem, to w pełni się
            z Toba zgadzam. Sam czasem byłem bezradny,a raz gdy nie działała metoda
            błyskania światłami stopu, ostatnią energia zwalniającego samochodu zajechałem
            drogę omijającemu mnie palantowi, by nie potrącił dzieciaka na pasach.

            Mejson
            • sherlock_holmes Re: Zaufanie 08.07.04, 06:40
              Znam dokladnie skrzyzowanie, na ktorym doszlo do wypadku - jest to odcinek prostej o dl. ok. 150m, z obu stron zakonczony dosyc ostrymi zakretami i ograniczeniem predkosci do 40km/h. Jedyne, co moze ratowac kierowce autobusu, to ...ABS. Przy pneumatycznym zawieszeniu (jakie ma wiekszosc autobusow), zle znoszacym krotkie poprzeczne nierownosci kierowca mogl hamowac do upojenia, a podskakujace kola sprawily, ze ABS praktycznie zmniejsza do zera sile hamowania.

              Masz racje co do niedzielnych kierowcow, ktorzy potrafia spowodowac niebezpieczenstwo przez nieprzemyslane ustapienie pierwszenstwa - czy to pieszym, czy innym samochodom.
              W moim przypadku przepuszczalem nie tylko dziecko, ale grupe osob, ktore wyszly z kosciola po mszy. Bylo ich ok. 40 osob, wiec widoczni z daleka. W momencie, gdy ja zatrzymalem sie przed przejsciem, sprawca wypadku byl w odleglosci ok. 150m od przejscia, jechal 60-70km/h (z pomiaru drogi hamowania) i po prostu nie reagowal na zmieniajaca sie sytuacje. I na takich kierowcow sie wk...wiam. Ale od tamtej pory juz wiem, ze nie musze patrzec bezradnie - jest klakson, moge zatrabic i ostrzec przed psychopata na drodze
      • sherlock_holmes Re: Wypadek 09.07.04, 12:41
        Tak a propos kierowcow autobusow - wczoraj na Moscie Debnickim zepchnal mnie z
        drogi kierowca autobusou, ktory z predkoscia ok. 100km/h wyprzedzal inne
        samochody jadac po prad!!! Droga ma po dwa pasy, tyle ze wezsze niz normatywne,
        panu sie pewnie bardzo spieszylo i jechal sobie majac podwojna ciagla mniej
        wiecej w osi symetrii autobusu. Tego, ze mial na pokladzie 50 pasazerow,
        wspominac nie musze...
        Za cos takiego gosc powinien dozywotnio stracic uprawnienia, a PJ dostac z
        powrotem po badaniach psychiatrycznych (nie psychologicznych). Choc i tak
        podstawa jest nieuchronnosc kary...
    • mejson.e5 Fragmenty relacji z gazety 15.07.04, 20:13
      O wspomnianym wypadku napisały "Wieści Podwarszawskie"

      "...pędzący passat w ogóle nie hamował. (...)Kierowca dźwigu robił co mógł (...)
      cieżarówka wpadła na płot. Osobowy obracał się kilka razy(...)
      Na miejscu pojawiła sie grupa kilkunastu osób. To oni jako pierwsi próbowali
      uwolnić zaklezczonych kierowcę i pasażera. (...) poszkodowani trafili do
      wołomińskiego szpitala, gdzie stwierdzono nieznaczne obrażenia.
      Jedna z hipotez głosi, ze przyczyną wypadku był alkohol.

      Jest też zdjęcie Passata - jak rozdeptana puszka po piwie.

      Brawo, typson!
      Dzięki wam dwóch pijanych gnojków nie spaliło się, czy choćby zatruło dymem.
      Przeżyli też pewnie dlatego, że ciężarówka to dźwig Star, zawalidroga, nie
      przekraczajacy z reguły 40/h.


      Głupi to ma szczeście!

      Mejson
      • tomek854 A ja kiedys probowalem dobrac sie do zaklinowanych 19.07.04, 00:59
        ... drzwi kiedy bylem swiadkiem wypadku.

        Najbardziej wk... bylo to, ze pasazerka seicenta sporting ktore przez kierowce
        debila spowodowalo grozny wypadek byla dziewczyna dresiarza, ktory nie baczac
        na to, ze ja i dwoch smakoszy arizony spod wiejskiego sklepu probowalo dostac
        sie do jego lubej stal oparty reka o wrak ( jeszcze dymiacy) i rozmawial przez
        komorke "tatko, mialem stluczke pod Łebą, znajdź jakieś dojścia, bo głupio,
        zeby prawko zabrali".

        Tak się wkurwiłem, że się zgłosiłem na świadka i jeździłem potem na rozprawę do
        Lęborka ( z Wrocławia)
        • kompressor Re: A ja kiedys probowalem dobrac sie do zaklinow 19.07.04, 01:20
          tomek, nie chcialbym byc twoim wrogiem..;)

          A teraz pytanko, kto z reka na sercu przyzna sie czy umialby udzielic pierwszej
          pomocy ? ja co do siebie mam watpliwosci, przechodzilem kurs kilkukrotnie,
          zdajac prawko, na zeglarza etc ale prawde mwoiac zawachalbym sie gdybym mial
          wykonac resuscytacje...
          • tomek854 Re: A ja kiedys probowalem dobrac sie do zaklinow 19.07.04, 01:29
            kompressor napisał:

            > tomek, nie chcialbym byc twoim wrogiem..;)
            >

            E tam. ja nie mam wrogow chyba...

            Jakbys byl takim skurwysynem, to co innego :)


            > A teraz pytanko, kto z reka na sercu przyzna sie czy umialby udzielic
            pierwszej
            >
            > pomocy ? ja co do siebie mam watpliwosci, przechodzilem kurs kilkukrotnie,
            > zdajac prawko, na zeglarza etc ale prawde mwoiac zawachalbym sie gdybym mial
            > wykonac resuscytacje...

            Ja bym sie wogole nie wachal - poderznac komus gardlo? Brrrr....

            Mysmy sie w harcerstwie uczyli metody bodajze Holger-Nielsena sie nazywala -
            sztuczne oddychanie dla osob bez twarzy. Podobno przestarzala, ale wolalbym
            utratowac kogos w sposob przestarzaly niz cos zrobic zle...
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka