Dodaj do ulubionych

Na Hebrydach byłem.

19.05.15, 01:51
Po latach, tym razem jako turysta. I co tu dużo mówić, jakże tam jest zajebiście...

Z ciekawostek:

1. Port Lotniczy Barra podczas odpływu:
https://scontent-lhr.xx.fbcdn.net/hphotos-xap1/v/t1.0-9/10929065_913934065294769_2864342106274621097_n.jpg?oh=3590de115318238775d114f0400a7259&oe=5603FB79

Port Lotniczy Barra podczas przypływu:
https://scontent-lhr.xx.fbcdn.net/hphotos-xfp1/v/t1.0-9/10407404_914512318570277_6623817539428839446_n.jpg?oh=4a6c9d78aa5ec3769d4ed58db653b70c&oe=560CD5E1

2. Spotkaliśmy faceta we własnoręcznie wykonanej konwersji na campera. Podstawą konwersji był... Ford Fiesta. O, taki: https://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/thumb/3/3e/Ford_Fiesta_Mk2_Maroon.jpg/800px-Ford_Fiesta_Mk2_Maroon.jpg

Po prawej siedzi kierowca. Po lewej - na całej długości auta leżanka. Pod nią zbiornik na wodę z pompą i zlewem, obok palnik kuchenki. I teraz najlepsze - tam, gdzie normalnie za kierowcą siedziałby pasażer tylnej kanapy - przenośna toaleta. Oczywiście dodatkowy akumulator, ogrzewanie, wszystko... Facet do dużych nie należał (pewnie miał ze 165 cm wzrostu) ale i tak szacun. Z jego opowieści wynika, że konwersję rozpoczął w 1991 roku i ciągle udoskonala. W aucie spędza po kilka miesięcy w roku, jest rencistą. Opowiadał nam, że podczas najgorszych sztormów tej zimy zwiedzał daleką północ Szkocji, udało mu się NIE WYJŚĆ z tego auta przez cztery dni...

Troche hardkor, ale z drugiej strony nie da się odmówić logiki jego argumentom: pewnie, że chciałbym prawdziwego kampera, ale jak mam do wyboru jeździć po świecie tym, a siedzieć w domu i zbierać na kampera to odpowiedź jest oczywista...

3. Wyspa Lewis. Trafiliśmy tam w Niedzielę, czyli Szabat. Można by tam filmy postapokaliptyczne kręcić - poza okolicą południa, gdzie w każdym mijanym kościele ("klasztorów dziewięć i gdzie niegdzie domki") cały parking, większy niż te pod lokalnymi sklepami, zawalony do cna, ludzie siedzą w domach. Przez cały dzień spotkaliśmy wóz straży pożarnej, jakiegoś farmera jadącego do owiec, radiowóz policyjny oraz faceta spacerującego z psem. Poza tym kilka aut z turystami. Ani jednego pieszego na ulicach. Wszystkie puby, sklepy, informacja turystyczna, stacja benzynowa, restauracja, sklep z pamiątkami - wszystko zamknięte. Nawet lokalna stacja radiowa - która podobno tam jest - nie nadawała.

Co więcej, okazało się, że to nie są bajki. Tam faktycznie na szabat zapinają huśtawki na kłódkę, żeby się dzieci nie huśtały. Terlikowski mógłby tam na korepetycje jeździć...

No, a podsumowując - Szkocja jest piękna, ale Hebrydy to jest po prostu inny świat. Gorąco polecam (byliśmy tam ze znajomymi, których namawialiśmy od kilku lat, już kombinują jakby tam jachtem popływać :) :) )

https://scontent-lhr.xx.fbcdn.net/hphotos-xpt1/v/t1.0-9/11014826_918076318213877_4897388694056172322_n.jpg?oh=8db048b298b1951250051801f3bb60f9&oe=55C62BEA
Obserwuj wątek
    • edek40 Re: Na Hebrydach byłem. 19.05.15, 13:50
      > Po latach, tym razem jako turysta. I co tu dużo mówić, jakże tam jest zajebiście...

      Bo polnoc defaultowo jest zajebista.

      Zazdroszcze.

      > t, już kombinują jakby tam jachtem popływać :) :) )

      Chyba wlasnym ;)

      Bo jak wyczarteruja i beda mieli ograniczenie do wiatru 6oB (31 mph), to moga wiele nie poplywac.
      • tomek854 Re: Na Hebrydach byłem. 19.05.15, 17:40
        Powaznie? Bo mi kazali padać sprawę, wiec googlam, w t&c nic nie ma... A ja się na tym nie znam, możesz coś poradzić?

        Im właśnie chodzi o to, żeby się coś działo bo zwykle jeżdżą do Grecji i im nudno tam...
        • edek40 Re: Na Hebrydach byłem. 19.05.15, 19:11
          > Powaznie? Bo mi kazali padać sprawę, wiec googlam, w t&c nic nie ma... A ja s
          > ię na tym nie znam, możesz coś poradzić?

          Zupelnie nie znam tych rejonow zeglarsko (a niezeglarsko tylko z obsliniania monitora).

          Wiem zas, ze firmy czarterowe (raczej slusznie) przewiduja umiarkowane kompetencje skipperow i stad ograniczenie wiatrowe. Do tego dochodza ograniczenia rejonow plywania. To z reszta wymogi firm ubezpieczeniowych. Gdy plywalem w Chorwacji, chcialem zrobic krotki wypad przez Adriatyk do Wloch. Koszt dokupienia ubezpieczenia opieral sie o koszt czarteru naszej lodki. Sporej, bo 42 stopowej.

          W zeszlym roku mielismy niebywaly fart pozyczyc jacht od Polaka, mieszkajacego w Hiszpanii. Z uwagi na to, ze korzysta z niej glownie sam, mial pelne ubezpieczenie. Dzieki temu moglismy wyjsc na Atlantyk, zahaczyc o Afryke (geograficznie, bo Ceuta to UE) oraz dostac solidnie w dupsko, jak w Ciesninie dowialo nam 11oB.

          Jezeli Twoi znajomi maja chec poszlajac sie po takich miejscach, najlepiej chyba bedzie szukac nie czarteru, a koi. Ludziska oglaszaja sie, ze maja wolne miejsca na rejsy. Mozna tez poszukac czarteru ze skipperem. To droga impreza, ale i rejon zeglugi wyjatkowo niegoscinny. Doswiadczenie greckie raczej sie nie przyda. Tu mamy calkowicie inne wyzwania, lacznie z wyziebieniem oraz jego wplywem na chorobe morska. Dobrych pare razy dostalem w dupe na Baltyku, rowniez pozna jesienia, ale o ile nie widze wiekszych przeszkod w skipperowaniu na poludniu, to tu.... Chyba dalbym rade, ale z doswiadczona zaloga. Doswiadczona w zbieraniu w dupe.
    • sven_b Re: Na Hebrydach byłem. 19.05.15, 23:07
      No to teraz krok dalej, na Islandię. Polecam kierunek. Wymagający (również latem), ale przy odpowiednim przygotowaniu piękny i hipnotyzujący. Jest okazja podejrzeć zjawiska geologiczne i pojąć nasze miejsce w procesie powstania Ziemi. Sprawa o tyle wygodna i ciekawa, że 20km za rogatkami Reykjaviku jesteś właściwie na Marsie. Wspaniałe miejsce, by zatrzymac się po środku niczego, otworzyć drzwi i wypuścić dzieciaka właśnie uwolnionego po ciężkim roku szkolnym:) Jak już się wybiega, wykrzyczy i zachrypnie możemy trzasnąć piękną wyprawo-prelekcję z mocą tematów - od procesów wulkaniczych i ruchów tektonicznych po zagadnienia klimatyczne, przystosowanie człowieka i alternatywne źródła energii. Teren w wielu miejscach pluje, świszczy albo robi blup-blup:) Odezwał się wulkan Bardarabunga i zaistniało ryzyko erupcji subglacjalnej. Część dróg mogła znaleźć się na trasie potencjalnego zejścia wód roztopowych. Z tego powodu zmodyfikowałem swoją trasę.

      Wyspę można ugryźć na 2 sposoby. Łatwym, wzdłuż drogi krajowej nr 1 albo trudniejszym, przez interior. To był pierwszy test wyprawowy mojej setki więc zachowawczo podróżowałem pół na pół. W obu przypadkach wrażeń długo się nie zapomni.

      W razie czego służę wszelkimi tipami.

      oi57.tinypic.com/xqmeys.jpg
      oi58.tinypic.com/dq0thc.jpg
      oi58.tinypic.com/wlwqk2.jpg
      oi58.tinypic.com/2055gtf.jpg
      oi62.tinypic.com/ke90nm.jpg
      oi57.tinypic.com/sxdh6e.jpg
      oi59.tinypic.com/30mo4dd.jpg
      oi58.tinypic.com/x10pyh.jpg
      oi59.tinypic.com/1426ivl.jpg

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka