Dodaj do ulubionych

Ale głupek był ze mnie

09.12.04, 12:56
Właśnie sobie przeczytałem moje wspominki z czasów początków bycia samodzielnym kierowcą duzego fiata i włos mi się zjerzył na głowie ( przypomniałem sobie jeszcze parę innych rzeczy). Jaki ten człowiek głupi jednak. Już rozumiem, dlaczego młodzi kierowcy mają droższe OC ( chociaż wciąż uważam za niesprawiedliwość - młody kierowca powinien być młody stażem a nie młody wiekiem, bo ja teraz mam prawko 7 rok i jeszcze się łapię, a moja bratowa jak zrobiła to od razu miała >26 lat i nigdy nie płaciła wyższego...

Przyznajcie się, żeby mnie troszkę pocieszyć, jakie wy robiliście głupoty za młodu?
Obserwuj wątek
    • undercover_brother Re: Ale głupek był ze mnie 09.12.04, 14:40
      Ze mnie tez (nadal jest :) ). Ale np. jazda o 3 w nocy szutrowa droga z predkoscia 90 km/h, gdzie normalnie jezdzi sie w granicach 20 km/h, to niezapomniane wrazenia :). Tylko ciiii, bo mi Mejson w leb strzeli :).
      • lexus400 Re: Ale głupek był ze mnie 09.12.04, 15:03
        .....o moich wyczynach na A4 było już głośno na forum, że nie wspomnę o
        ściganiu się z policyjnym cywilnym Mondeo 3.0 z wideoradarem na drodze do
        Bielska Białej z prędkością dochodzącą do 190/h.
        Pzdr.
    • lexus400 Re: Ale głupek był ze mnie 09.12.04, 15:04
      ...zapomniałem dodać, że ze mnie też był głupek:))
      Pzdr.
      • krakus.mp Re: Ale głupek był ze mnie 12.12.04, 18:23
        lexus400 napisał:

        > ...zapomniałem dodać, że ze mnie też był głupek:))
        > Pzdr.

        Wychodzi na to,że je przez cały czas jestem głupi.
        Dlaczego? Dlatego, że codziennie mam jakieś wyczyny na swoim koncie.
        Jazda z nadmierną szybkością to u mnie norma.Czasem wyprzedzanie na podwójnej
        ciągłej się przytrafi. Ale to nic.
        Jazda podczas niedawnej ,piątkowej, śnieżnej burzy, z szybkością prawie sto
        kilometrów na godzinę, przy bardzo ograniczonej widoczności.To dopiero
        wyczyn.:)))))
        Ech.Człowiek im starszy,tym głupszy.
        Pzdr.
      • typson Re: Ale głupek był ze mnie 14.12.04, 00:24
        - bo jezdzilem maluchem 120
        - kiedys drinkniety wyprzedzilem (jeszcze sunny) z prawej strony kolege, pasem
        rozbiegowym, przy predkosci ponad 150, byla to skrzyzowanie ostrobramskiej i
        Fieldorfa, w strone centrum
        - zabilbym czlowieka na pasach - jechalem prawym pasem w strone zoliboza kolo
        hali mirowskiej. Byla noc i padalo (sygnalizacja wylaczona). Na srodkowym pasie
        byl zuk, ktory zaslanial mi wszystko na lewo. Nie wpadlem na to, ze ktos moze
        przebiegac przez jezdnie. I przebiegal - tak by zdazyc przed zukiem. On tez nie
        wpadl na to ze ja moge byc za zukiem. Nie wiem jak go ominalem, bo hamowac sie
        nie dalo a predkosc kole 100 byla
        - kilka mniejszych grzeszkow, o ktorych pamietam.

        Dzieki nim jezdze coraz wolniej. Albo moze jezdze tak szybko jak kiedys, tylko
        zadziej
    • niknejm Re: Ale głupek był ze mnie 09.12.04, 15:22
      Zachrzaniałem 190km/h po drodze Warszawa-Białystok (bynajmniej nie dwupasmówka).
      Dziw, że żyję...

      Pzdr
      Niknejm
      • wo_bi Re: Ale głupek był ze mnie 09.12.04, 16:08
        niknejm napisał:

        > Dziw, że żyję...
        >

        A inni w tym czasie wspoluzytkownicy drogi?? ;))

        Pozdrawiam
        Wobi
        • niknejm Re: Ale głupek był ze mnie 10.12.04, 10:19
          wo_bi napisał:

          > A inni w tym czasie wspoluzytkownicy drogi?? ;))

          Nic się nie stało. Wszyscy zdrowi ;-)

          Pzdr
          Niknejm
    • wo_bi bo ja wiem.... 09.12.04, 16:17
      - hmm jezdzenie bez prawajazdy - bo go jeszcze nie posiadalem...
      - wyprzedzanie zapakowana po brzegi Thalia w gorach (zakrety, gorsza widocznosc,
      itp). Na pokladzie, ze mna 5 osob, do tego bagaznik upchany do granic
      mozliwosci. Pierwsze wyprzedanie udalo sie za trzecim podejsciem, pozniej juz
      sie opamietalem... Wolalem wolniej, ale bez nerwow jechac (a na tylnim siedzeniu
      mialem dodatkowo jeszcze panikare bojaca sie jezdzic samochodami).
      - takich predkosci jak Wy nie mialem na liczniku, swoja droga, nie wiem ile
      Thalia pojedzie... Nie korci mnie jednak to, aby sprawdzic... Jednak pokonywanie
      odcinka drogi z ograniczeniem hmm 50 lub 60 km/h (w tej chwili nie pamietam) z
      predkoscia 150 km/h nie zasluguje na pochwale...

      Wiecej nie pamietam, moze i dobrze. Jednak wyciagam wnioski ze swoich czynow...
      i juz nie jedze bez prawa jazdy ;))) A co zrobilem je ;)

      Pozdrawiam
      Wobi
      • tomek854 KGB pracuje... 26.12.04, 01:09
        Patrzcie co znalazłem forum humorum w wątku "czego robić nie należy" :D

        Re: Czego robić nie należy... ?
        wo_bi 02.09.2004 23:28 + odpowiedz
        (...)
        -> prowadzic samochod w wieku niepelnooletnosci, bez posiadania prawa jazdy i
        wierzyc, ze we wsi zabitej dechami nie moga stac dwa policyjne radiowozy w
        poprzek ulicy, robiace blokade, bo nad jeziorem dzien wczesniej skradzono ponton
        (...)
        jak cos sobie jeszcze przypomne... :) to sie pochwale ;)
        Pozdrawiam
        Wobi
        • tomek854 Re: KGB pracuje... 26.12.04, 13:51
          to jest bardzo fajny watek - swoje wyczyny tez znalazlem, co juz zapomnialem, ze je opisalem:

          Re: Czego robić nie należy... ?
          tomek854 02.09.2004 01:36 + odpowiedz


          Z samochodowych:

          NIe należy oferować się do pomocy koleżance która nie może odpalić malucha ani umie "być odpalana na pych". Po udanym
          odpaleniu pchanego przez dwóch kumpli i koleżankę malucha może się okazać, że jesteśmy na niego za duzi, noga klinuje się na
          gazie, a do lewarka biegów nie można się dostać. Dodatkowo będąc nietrzeżwym na pomysł wciśnięcia sprzęgła i wyłączenia
          zapłonu może się wpaść dopiero przeleciawszy w poprzek przez ruchliwą dwupasmówkę (wylot na warszawę - nawet o 2 w nocy jest
          tam dużo tirów) - doświadczenie własne

          NIe należy odbierać telefonu komórkowego dzwobniącego prywatnego jeżeli ze służbowego pisze się właśnie smsa do szefa, na
          kolanach ma się rozłożoną mapę i do tego prowadzi się nawet najmniejszą furgonetkę z prędkością ok. 100 km/h ruchliwą drogą
          krajową w zimie ( Doświadczenie własne - bez konsekwencji. Utraconej nagrody Darwina nie żałuję)

          Nie należy rozkładać całej mapy polski na przedniej szybie dacii w czasie jazdy - nie mieści się, a jadąc 70 km/h nawet
          chwila nie patrzenia na drogę wystarczy ( kolega - skończył w rowie)

          NIe należy ćwiczyś poślizgów kontrolowanych na drodze ograniczonej murkiem, gdyż mogą okazać się one kontrolowane przez
          prawa fizyki a nie przez nas
          (brat)

          Cofając furgonetkę bez tylnej szyby patrząc jedynie w lusterka nie należy zapominać że zaparkowało się tyłem do latarni (
          jakiś facet )

          Nie należy zatrzymywać się gwałtownie po autostopowiczów na autostradzie a potem cofać na awaryjnych ok. 300 m ( to ja
          łapałem stopa - na szczęście wziął mnie kto inny)

          Hmmm. Moze jezcze coś mi się przypomni.

          Aha: nie należy wkurzywszy sie na dwa tiry wyprzedzajace na zakpiance kiedy wreszcie skoncza wyprzedzac je, pokazywac fuck
          off przez szyberdach i hamowac z zamiarem natychmiastowego przyspeszenia nawet jak sie ma tuningowane bmw. Konczy sie to
          wepchnieciem do rowu przez pierwszego tira, przejechaniem calym 40 tonowym zestawem po bmw jak po mostku przez row i
          wywaleniem sie drugiego tira na to, co z bmw zostalo :( Widzialem zdjecia...
        • wo_bi Re: KGB pracuje... 26.12.04, 14:45
          tomek854 napisał:

          > Patrzcie co znalazłem forum humorum w wątku "czego robić nie należy" :D
          >
          > Re: Czego robić nie należy... ?
          > wo_bi 02.09.2004 23:28 + odpowiedz
          > (...)
          > -> prowadzic samochod w wieku niepelnooletnosci, bez posiadania prawa jazdy
          > i
          > wierzyc, ze we wsi zabitej dechami nie moga stac dwa policyjne radiowozy w
          > poprzek ulicy, robiace blokade, bo nad jeziorem dzien wczesniej skradzono
          ponto
          > n

          Hehe, nawet nie pamietalem, ze cos takiego napisalem, tam na forum. :)

          Historyjka ta dziala sie w wakacje. Bylem nad jeziorem. Wiocha doslownie zabita
          dechami. Ani sklepu, nic... Co prawda technika i tutaj zaczynala docierac...
          Dojazd droga asfaltowa... ;) Byla dosyc kreta, malo uczeszczana, w lesie. Jak
          zawsze przy takich okazjach ojciec dawal mi kierownice w moje rece. I tak byl
          tym razem. Wsiadlem, jedziemy spokojnie... Po przejechaniu wiekszego odcinka
          drogi... wyjezdzam zza zakretu, a tu dwa radiowozy ustawione w poprzek!
          Zdebialem, dalem po hamulcach. Nie zastanawiajac sie dlugo, wsteczny i pedal
          gazu do podlogi... (nie umialem jeszcze na recznym zawraca, haa nadal nie
          umiem... ;) ). Zdarzylem schowac sie za zakretem, znowu po hamulcach i dawaj
          zamieniac sie miejscami... Na szczescie ojciec wyczol moje intencje... Na
          szczescie radiowozami tak niefortunnie staneli, ze zajelo im troche czasu zanim
          wywineli. ;)) Do tego stopnia, ze udalo sie nam zapiac nawet pasy. Podjechali
          na sygnale. Tak wiec, wbrew pozorom zaczynajaca sie ciekawie historyjka
          skonczyla sie tak sobie... Bez poscigu itp. Co prawda ojca i wnetrze samochodu
          przemaglowali dooookladnie. Pruszkow, itp. ;) Mysle, ze sie mogli zorientowac,
          ze ojciec nie prowadzil, roznica wzrostu widoczna byla znacznie, nawet z
          odlegosci 50 metrow (z tej odleglosci zobaczylem policjantow, a oni nas).
          Ogolenie historyjka fajna do opowiadania. A za 2 tygodnie po tym incydencie
          poszedlem na kurs prawa jazdy. :)

          Pozdrawiam
          Wobi
          • tomek854 Re: KGB pracuje... 26.12.04, 15:18
            Hehe, ja o moim tez nie pamietalem :)

            A historyjka skonczyla sie dobrze w gruncie rzeczy - kolezanka ledwo wyprosila o to, zeby jej nie podali na kolegium w takiej sytuacji... aLe jej dziadek dostal 500 zl mandatu...
    • sherlock_holmes Re: Ale głupek był ze mnie 10.12.04, 09:50
      No cóż, chyba każdy po zrobieniu PJ był pewnien, że jest mistrzem kierownicy i Hołek mu może buty czyścić :)
      Kiedyś (miałem prawko pół roku) przejechałem maluchem zakręt przy 80km/h - później gdy już trochę pojeździłem, sprawdziłem czy to możliwe i przy 50km/h czułem, że koła zaraz oderwą się od ziemi :) Dodam tylko, że to późniejsze testowanie wykonałem prawie nowym maluchem, z twardszymi amortyzatorami, oponami w idealnym stanie i zawieszeniem w idealnym stanie...
    • mejson.e Chwalipięty... 10.12.04, 11:48
      Einstein nie wymyślił teorii względności zaraz po urodzeniu...

      Jak większość kierowców nie miałem dobrych wzorców i uczyłem się na błędach.
      Z obecnej perspektywy niewątpliwą głupotą było:
      -jazda Ładą, Skodą z prędkościami 120-140/h po normalnych, jednojezdniowych
      drogach, także po Trasie Łazienkowskiej, Toruńskiej itp.,
      -j.w. ale maluchem 130/h,
      -jazda po zabudowanych 70-80/h
      Najgorsze, że uważałem to wtedy za normalną, spokojną jazdę i ani mi w głowie
      nie zaświtało, że jeżdżę niebezpiecznie.

      Poza tym:
      -jazda z Warszawy do Krakowa - "gierkówką" by było szybciej - i osiąganie na na
      niej 170/h,
      -rozkręcanie Skody Favorit do 160/h na autostradzie,
      -1800 km non stop z przerwami na tankowanie i 3 godziny drzemki na promie,
      -itd...

      Tak więc idiotycznych postępków nie brakuje, ważne by wyciągać wnioski nie tylko
      ze swoich błędów...

      A jak tam z dzwonami, obcierkami czy poważnymi wypadkami, koledzy Automobilowicze?
      Ja miałem dwa dzwony - jeden z gapiostwa (nieustąpienie pierwszeństwa), drugi z
      braku doświadczenia (sucho, +5" i lód za zakrętem).
      Miałem też dwie obcierki podczas ruszania ze skrzyżowania.

      Szlag trafił aureolę...

      Pozdrawiam,
      Mejson
      --
      "Ruch jest przyczyną wszelkiego życia."
      (Leonardo Da Vinci)
      • sherlock_holmes Re: Chwalipięty... 10.12.04, 12:06
        mejson.e napisał:

        > -j.w. ale maluchem 130/h,

        Ja miałem raz w mieście 120 maluchem, ale o 2 w nocy na pustkowiu :) A na trasie z Jędrzejowa do Krakowa maluchem 140, później do wymiany simmering w skrzyni biegów, bo się przypalił :)


        > -rozkręcanie Skody Favorit do 160/h na autostradzie,

        Phi, ja miałem w 5 osób 170km/h Skodą :)))))))

        > -1800 km non stop z przerwami na tankowanie i 3 godziny drzemki na promie,
        > -itd...

        Nie, tutaj to byłem bardziej rozważny. Choć raz jechałem po nieprzespanej nocy i w pewnym momencie na długiej prostej ogarnęło mnie takie "otępienie" = brak reakcji na bodźce zewnętrzne. Od tamtej pory wiem, że ciepełko w samochodzie bardzo rozleniwia...

        > A jak tam z dzwonami, obcierkami czy poważnymi wypadkami, koledzy Automobilowic
        > ze?

        Wypadków, odpukać nie mam na koncie.
        Stłuczki:
        - w wieku 13 lat postanowiłem przeparkować samochód na parkingu i poznałem twardość zderzaka starego Poloneza - błotnik taty samochodu nie wytrzymał kontaktu :(
        - w dniu odebrania Pjawa Jazdy (24 grudnia!) spadł śnieg, a ja chciałem skręcić tak jak rajdowcy - pięknym "bokiem". Przedni napęd zrobił swoje i walnąłem przednią felga o krawężnik. Felga, wahacz i półoś do wyrzucenia. Chwała mechanikowi, który w wigilię się uporał z "awarią"
        - 3 miesiące PJ - 17-letnim maluchem na mokrej drodze zaparkowałem w bagażniku taksówki :)
        - potem już większy spokój, nie licząc tego, że mi biznesłumen przestawiła samochód, bo nie zauważyła znaku stop i wydzwoniła w tył :(
        O drobiazgach - tzn. lekkie puknięcie, bo gość nie wyhamował albo sie mu cofnęło na skrzyżowaniu, nie piszę, bo zakończyły się bez uszczerbku dla zderzaka.
        • niknejm Re: Chwalipięty... 10.12.04, 13:26
          Z poważniejszych stuknięć tylko dwa. Raz gość zjeżdżając z ronda ściął łuk i
          zdrowo wydzwonił mi w bok maluszka (obaj jechaliśmy z tej samej ulucy,
          skręcaliśmy w ten sam zjazd - niejako 'na wprost', tyle, że ja środkowym pasem,
          a on lewym).

          Raz gość jadący lewym pasem zagapił się, że zaraz skręca w prawo, depnął po
          hamulcach i dość raptownie zmienił pas na prawy, bez kierunkowskazu. Zepchnął
          mnie do rowu, jechałem pasem prawym, to była dwupasmówka.

          Drobnych stłuczek (typu panienka robiąca sobie makijaz w lusterku, i lądująca z
          małą prędkością na tyłku mojego malucha - nie zauważyła mnie, stojącego w
          korku) nie wspomnę, bo kończyły sie najwyżej rysą lub drobnym pęknięciem
          zderzaka.

          Pzdr
          Niknejm
          • tomek854 Re: Chwalipięty... 10.12.04, 15:54
            E, to ja nie jestem taki zły!
            Jedna stłuczka z nie mojej winy - opisywałem ją tutaj.
            Dwa razy z premedytacją przejechałem po ludziach, którzy mi się wpychali - żaden z nas się nawet nie zatrzymał.
            Ze dwa razy postawiło mnie bokiem dużym fiatem - beż żadnych strat.
            Raz wyleciałem w buraki - ale to przez koleżankę, bp jechaliśmy do niej do domu bocznymi drogami i ja jechałem powoli a ona mówi "możesz spokojnie jechać stówę, tu będzie tylko jeden niebezpieczny zakręt". I kiedy zatrzymałem się parę metrów od szosy w polu buraków ciszę przerażenia panującą w moim samochodzie przerwał głos tejże koleżanki "to właśnie ten zakręt"

            No i ostatnio postawienie seiceta bokeim - też bez strat.

            Po za tym 3 razy wjechano mi w tyłek w zimie. W tym raz kolega "jedź pierwszy, bo ty nie masz zimowych opon a ja mam" zrobił bum na pierwszym skrzyżowaniu.
      • undercover_brother Re: Chwalipięty... 11.12.04, 04:07
        Jesli chodzi o dzwony itp, ti lista wyglada tak:
        - najbardziej brzemienny w skutki byl przypadek obtarcia drzwi i zderzaka jakiemus panu na parkingu. Wyjezdzalem na wstecznym skrecajac w lewo. Kola od razu skrecilem sobie na maksa, bo obok bylo wolne miejsce. W tak zwanym miedzyczasie na parking wjechal koles czerwona Cordoba. Widzialem go, ale nie widzialem, ze ma zamiar zaparkowac wlasnie na tym wolnym miejscu obok mnie. Nalozylo sie na siebie moje rozgladanie i to, ze dosc szybko wpakowal sie na to miejsce - po prostu go nie zauwazylem. No i przejechalem mu przednim zderzakiem po LT drzwiach i zderzaku. Wezwani na miejsce zdarzenia policjanici dopieprzyli mi 200 (!) zlotych mandatu (na poczatku chcieli walnac 300!) i 6 (!!!) punktow karnych. Gdybym wzial na maske kogos na pasach, to nie dostalbym wiele wiecej. Straty w spzecie: gosc mial ryse bez najmniejszego nawet wgniota, a ja stluczony kierunkowskaz.
        - wyjezdzalem kiedys od siebie z placu i wiatr przymknal mi brame - pieprznalem w nia zderzakiem - pekl plastikowy naroznik zderzaka
        - stalem na podporzadkowanej ulicy za Fiatarri. Chcialem skrecic w prawo. On chcial jechac prosto. Widzac mnie za soba, podjechal troche do przodu zebym mogl sie zmiescic i nie czekac az on bedzie mial wolna droge. Probujac sie za nim przecisnac zahaczylem do zderzakiem. Spadl mi plastikowy naroznik. Wyszedlem, podnioslem, zalozylem, gosc nawet nie wysiadl z auta - rozjechalismy sie w swoje strony usmiechnieci.
        - postawilem kiedys samochod pod polibuda w Cz-wie. Bylo bardzo ciasno - waska uliczka, z jednej strony blaszane ogrodzenie terenu budowy, z drugiej na skos poparkowane auta. Po powrocie zastalem auto tak przystawione, ze nie moglem wykrecic na ta uliczke. Tzn. moglbym, ale musialbym sie cofnac i pojechac do przodu na swoim miejscu ze dwa razy. Nie chcialo mi sie, to cofnalem tak, ze przywalilem zderzakiem w ogrodzenie przesuwajac je nieco i wyginajac - wtedy moglem juz wyjechac :).
      • wo_bi Re: Chwalipięty... 11.12.04, 12:04
        mejson.e napisał:

        No to Panie i Panowie, co do wymienianych przez Was predkosci wykonywanych w
        roznych okolicznosciach przyrody nie moge sie "pochwalic"... Predkosci
        nieprzepisowe ale mniejsze...

        > -1800 km non stop z przerwami na tankowanie i 3 godziny drzemki na promie,
        > -itd...

        Moze nie 1800 km a 400km z jednym postojem... Ale po kilku nocach nieprzespanych
        to byl idiotyczny pomysl. Jechalem popoludniu. Mialem mozliwosc normalnego
        noclegu w lozku i tu juz z dlugim snem i rano wyjechac wyspanym i wypoczetym,
        ale nieeee, spieszylo mi sie do domu. Nie obylo sie bez RedBulli po drodze.


        > A jak tam z dzwonami, obcierkami czy poważnymi wypadkami, koledzy Automobilowicy?

        Z mojej winy stluczki 2 parkingowe - nieuga, gapiostwo. Poza tym chyba 2
        stlucczki, tez parkinogwe z nie mojej winy. Wszystko blachostki, wiec tak na
        prawde nie ma o mowic.

        Duza stluczka (bo przy malych predkosciach). Przez krotki czas jezdzilem
        Trabantem 1.1 :-D .Dziadek niedzielny Maluszkiem nie zauwazyl (a mial znak
        informujacy, ze jest na podporzadkowanej i wielki nak STOP), ze to on musi mi
        ustapic no i wielka dziura w Trabancie (cale drzwi do wymiany). Po tym
        sprzedalem Trabanta. Szkoda mojego zycia! A zdarzenie pod samym komisariatem
        policji. :)

        A jeszcze jedno zdarzenie z samych poczatkow posiadania PJ. Uwazam do tej pory,
        ze byla obopolna wina. Wyjezdzalem z podporzadkowanej. Miejsce to oznaczone
        znakami, ze to skrzyzowanie itp. Wyjezdzalem w lewo. Samochod z mojej lewej
        strony skrecal w moja ulice w prawo, z prawej nic, to wyjezdzam. Okazalo sie, ze
        za skrecajacym samochodem byl jeszcze inny, ktory postanowil, na skrzyzowaniu
        wyprzedzic... Skonczylo sie na obtarciu sie zderzakiem o zderzak, ja tylnim
        tamten przednim. Gowniarz bylem to nic sie nawet nie stawialem, facet pogadl
        pogadal, ja pokora pelna... i rozeszlismy sie. Ale cale zdarzenie nauczylo mnie
        jednego, nie ufaj innym na drodze!!! Bo nie musi kazdy jechac zgodnie z
        przepisami!!!

        Pozdrawiam
    • frax1 Re: Ale głupek był ze mnie 10.12.04, 17:30
      Ja sie sam czasem zadziwiam swoją głupotą... ale cóż takie życie ;) Jest tego
      dużo i nie będę pisał bo jest mi głupio ;)
      Pozdrawiam
    • strongwaz Re: Ale głupek był ze mnie 12.12.04, 13:48
      TAaaa,
      ja tez pamiętam moje 110 po łące prowadząc natasze pod wpływem większej ilości
      C2h5ooH (czy jakoś tak) plus pięc razy piwko,albo 120km/h w zakręcie w którym
      teraz nyssanem jade 90-100 i mam "ciepło",nie zapomne jednak jak nie moglem
      trafic do stacyjki wracając z wesela(drzwi jakos otworzylem),ale pomyslalem
      przez chwile i chwyciłem prawą reką lewą reke i trafilem(stacyjka była po lewej
      stronie<<hhhmmmm o k...a to był klasyk...
      Ale juz od 3 lat się opamiętałem, a odkąd jeżdze bardziej cywilizowanym
      samochodem to już w ogóle....
      Młodośc ma swoje prawa(jednak nigdy nie miałem stłuczki ani wypadku ,raz tylko
      nie chciało mi sie bramy otwierac(klodke znalazlem daleko w krzakach)i poddala
      sie bardzo latwo(nawet nie wrzucałem wstecznego,zeby sie rozpędzic:))))
      pzdr
      • krakus.mp Re: Ale głupek był ze mnie 12.12.04, 18:29
        Jeszcze dodam testową jazdę Subaru Imprezą.
        240 km/h po obwodnicy Krakowa (w dwie strony, przez prawie godzinę).
        Ot, taki sobie wyczyn.Nic specjalnego, bo wcześniej popylałem tą Imprezą ponad
        150 kilosów na godz. wkoło Balic, zwyczajną,lokalną drogą z dużą ilością
        zakrętów.
        Pzdr.
    • truskava Re: Ale głupek był ze mnie 12.12.04, 21:25

      1.
      Spadł śnieg. Popołudniowa zmiana w pracy (14-22 w serwisie). Spory zamknięty
      parking, na którym stało kilka samochodów. Pomyślałem, że poćwiczę poślizgi
      a'la Hołowczyc. 10-cio letnią LADA 2107, trochę dziadowskie opony no i
      skończyło się lekką stłuczką z zaparkowanym samochodem. U mnie lewy przedni
      błotnik do klepania i malowania, u poszkodowanego prawie żadnych uszkodzeń
      (VOLVO 244). Dobrze, że to nie było autko klienta.

      2.
      Rano jechałem do pracy (tą samą LADĄ), wlokłem się za jakimś dostawczym
      Mercedesem (coś typu 208 czy 308). Gość jechał ze 40 km/h. Wziąłem się za
      wyprzedzanie, a ten sk....syn zaczął przyspieszać. Ciągle jechałem szybciej, a
      ten baran przyspieszał coraz bardziej. Wtedy zachowałem się jak burak - zamiast
      odpuścić, nacierałem dalej. Samochody z naprzeciwka zbliżały się nieubłaganie.
      Były a tyle blisko, że musiałem wjechać przed tego merca gwałtownym skrętem
      kierownicy. A że było ślisko (po porannej mżawce), manewr był gwałtowny,
      więc "postawiło mnie bokiem" po czym zaczęło się dachowanie. Na szczęscie
      nikomu nic się nie stało (było nas dwóch). Merc zatrzymał się na moment, po
      czym odjechał, nim dobrze wygramololiśmy się z resztek samochodu. Autko
      oczywiście na szmelc (kupił je jakiś cwaniaczek, z tych co skupują rozbitki -
      500 zł)

      3.
      Wracałem do domu po nocnej zmianie w pracy. Ja jadę do domciu, większość ludzi
      do pracy. Sznurek autek rozpędza się po starcie ze skrzyżowania (szczególnie,
      że z 3 pasów robi się 1). Zaraz za skrzyżowaniem jest mała uliczka w prawo. No
      i jakiś złotówa uparł się, że skręci w tą uliczkę, tyle że bez kierunkowskazu.
      Za nim Almera - wyhamowała, za Almerą ja - nie wyhamowałem. U mnie do wymiany:
      zderzak, błotnik, atrapa, reflektor i do lakierowania pokrywa silnika. W
      Almerze tylny zderzak, lampa, pokrywa bagażnika.


      Więcej grzechów nie pamiętam. Wszystkie powyższe wypadki mojego buractwa miały
      miejsce kilka lat temu i zdarzyły się w ciągu jednego roku. Od tamtej pory
      zrobiłem około 100 000 km i jak na razie bez podobnych przygód. i oby tak
      dalej...

      Pozdr@wiam

      TRUSKAVA



      Powyższy tekst jest sprzed ponad 2 lat i pochodzi z forum AUTO-MOTO,
      ( forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=20&w=2940970&a=2942364 ).

      Od tamtej pory zmieniło się tyle, że doszło kolejne 70-80 tyś km
      za kółkiem (a dokładniej za różnymi kółkami).

      Udało mi się jeszcze:
      1. Jadąc w korku zepsułem kierunkowskaz w VOLVO S70.
      2. Wyjeżdżając na jezdnię z chodnika wgniotłem lewy przedni błotnik
      w VW Passacie (zapomniałem, że stoje bliźutko znaku i cofając
      za mocno skręciłem kierownicą).

      Oba powyższe nieszczęścia dotyczyły aut firmowych.


      Dla odmiany inni kierowcy niewiele złego mi uczynili:

      1. Kiedyś przytarł mi lewy tylny błotnik szczaw rozprowadzający Pizze
      po mieście (takim skuterem z kuferkiem i to własnie tym kuferkiem
      zahaczył) - Poszkodowane auto to właśnie ww. Passat.

      2. Na początku tego roku (w styczniu) dostałem strzała w tył
      (koleś zagapił sie w korku), poszkodowana Carisma father'a.

      3. Niecały miesiąc temu znowu zaliczyłem bombę od tylca,
      tym razem dostałem we własne Uno.
    • mrzagi01 Re: Ale głupek był ze mnie 13.12.04, 15:24
      no dobra, to teraz ja...
      once upon a time in the west....:)
      bylo lato. zajechal do mnie z daleka kumpel ze szkolnej lawy, no wiec
      przystapilismy do konsumpcji domowych likworow- wina owocowego i wisniowki...
      nad ranem- cos kolo 5-tej postanowilismy zwienczyc udany wieczor spozyciem
      ostatniej butelki na lonie natury. mieszkalem wtedy na poczatku takiej ok 2
      km "drogi do nikad", gdzie sporadycznie zapuszczaly sie tylko parki na
      bzykanie. no to wsiedlismy w kredensa i pojechalismy w pola. na koncu drogi
      bylo dzikie wysypisko i m in. lezala taka dupna rozbita w pajeczynke szyba od
      ciezarowki czy autobusu, no i oczywiscie musialem sie na ta szybe wyglebic i
      pochlastalem sobie dlonie lokcie no i troche ryja. a potem odbilo mi ze z
      powrotem chce jechac na dachu fiata- co tez uczynilem. wrocilismy do domu. rano
      moja kobieta gdzies miala pojechac, wyszla do samochodu i zobaczyla bezowego
      fiata upackanego krwawymi plamami. strasznie sie wk... zaczela wypytywac kolege
      cosmy narozrabiali, a ten w pijackim widzie napieprzyl glupot z ktorych
      wynikalo ze bujalismy sie cala noc po miescie. wiec ona pomyslala ze kogos
      zesmy zmasakrowali tym samochodem, wiec sie zrobilo pieklo. sprawe odkrecilem,
      ale mialem baaardzo cichy tydzien.

      a dla odmiany zima....
      musialem pewnego popoludnia polezec pod uazem (sprzeglo czy cos tam mi padlo)
      jako ze mroz byl okrutny rozgrzewalem sie przy pracy buteleczka
      rumu "tuzemskeho". po paru godzinach pracy bylem deczko upaprany, ale robota
      skonczona i trzeba bylo sprawdzic czy dziala. wsiadlem, zapuscilem motor,
      wsteczny, gaz, ruszylo.... i opor... jeszcze raz wsteczny gaz i opor.... i
      jeszcze tak pare razy... co jest?! ano to- "zapomnialo mi sie" otworzyc drzwi
      do garazu, no i je sobie wypychalem uazem.... no i musialem je (drzwi) sobie na
      wiosne wymienic.....
      • mejson.e Słowacki rum, radzieckie auto i polskie drzwi... 13.12.04, 20:52
        mrzagi01 napisał:


        > musialem pewnego popoludnia polezec pod uazem (sprzeglo czy cos tam mi padlo)
        > jako ze mroz byl okrutny rozgrzewalem sie przy pracy buteleczka
        > rumu "tuzemskeho". po paru godzinach pracy bylem deczko upaprany, ale robota
        > skonczona i trzeba bylo sprawdzic czy dziala. wsiadlem, zapuscilem motor,
        > wsteczny, gaz, ruszylo.... i opor... jeszcze raz wsteczny gaz i opor.... i
        > jeszcze tak pare razy... co jest?! ano to- "zapomnialo mi sie" otworzyc drzwi
        > do garazu, no i je sobie wypychalem uazem.... no i musialem je (drzwi) sobie
        na wiosne wymienic.....

        Dobre :)))
      • dwiesciepompka Re: Ale głupek był ze mnie 13.12.04, 22:02
        Z wyjeżdżaniem z garażu tez miałem przygodę.Zmęczony grzebaniem przy "czymśtam"
        u kolegi w garażu, wyjeżdżałem tyłem.Tylko zapomnialem zamknąć drzwi od
        kierowcy i mimo oporu (czyli zahaczenia o rózne przedmioty pod ścianą)
        próbowałem twardo wyjechać.Mam uroczo zagięty róg drzwi i lekko potrubowany
        słupek tychże drzwi.
        Co jeszcze:
        Ostatnio na śniegu wchodzilem w zakręt na ręcznym i coś się nie
        powiodło.Wylądowałem w sposób kontrolowany w zaspie przy przystanku.Na swoje
        usprawiedliwienie dodam,ze była to niska prędkość, samochodów w pobliżu nie
        było i niemalże wszystko było pod kontrolą.Ogólnie na śniegu mam tendencję do
        bycia głupim, choć mam nadzieję, że mi już przeszła.
        Raz na 2-ce toczyłem się pod górkę do skrzyżowania z drogą nadrzędną.W jakimś
        dołku u szczytu przyblokowało mój "rozpęd" i samochód zgasł na środku ulicy
        nadrzędnej...Zdezorientowany odpalilem i ruszalem dalej na 2..bez
        powodzenia.Potem nie chcial chwile zapalić.Zbliżające się z boku światła, które
        nie wiedzą co robisz i wcale nie chcą Cie wymijać to niefajna rzecz.
        O rekordach osób w samochodzie z czasów licealnych litościowie nie będę się
        rozpisywał.Tylko krótko 11os.-opel ascona i jeździł.
    • art_0 Re: Ale głupek był ze mnie 27.12.04, 11:24
      Czytam, czytam i nie moge uwierzyc ze to sa prawdziwe historie. Przeciez ludzie
      sa odpowiedzialni, mysla za kierownica. Ja na przyklad, to zawsze jezdze
      prawidlowo.
      Blysnelo, huknele - grom z jasnego nieba! I glos:
      - Arturze, a nie pamietasz jak co piatek jezdziles nocami na dyskoteki z
      Czestochowy do Katowic. Spora czesc dystansu pokonywales bez swiatel (tylko na
      awaryjnych), prawda? A zeby oczy sie nie przyzwyczaily za bardzo do ciemnosci,
      pamietasz jak blyskaliscie z kumplami fleszem w samochodzie? A twoje wyprawy z
      Czestochowy na wakacje (Wladyslawowo, Zakopane). Cala wasza czworka byla ledwo
      w stanie ustac na nogach, a w srodku mieliscie tak zakopcone (nie tylko
      papierosami) ze z tylnej kanapy ledwo widac bylo glowe kierowcy.....Gdyby nie
      moja ciagla interwencja, to...."

      Fakt, tak wlasnie bylo....A co do stluczek/wypadkow, to byly trzy. Jedna w
      wieku lat 16tu gdy Wartburgiem wuja postanowilem trenowac poslizgi na
      oblodzonej drodze - row nie byl gleboki :) Druga byla dwa lata temu - stuknalem
      w tyl Vito (ale predkosc byla rzedu 5-10 km/h). Trzecia rok temu w Warszawie na
      Smiglowca - jechalem "ciut" za szybko. Troche mnie wynioslo, kontra, przod na
      wlasciwym pasie, ale ten kufer. Kufer zostal na pasie dla drugiego kierunku.
      Otarl sie o najdezdzajacego z drugiej strony Lublina, auto gwaltownie obrocilo
      i znalazlem sie w rowie. Ale cale szczescie straty byly niewielkie.

      pozdrawiam

      Art

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka