sherlock_holmes
28.12.04, 11:24
Jakby natchniony naszymi niedawnymi postami, red. Iwaszkiewicz w dzisiejszym felietonie poruszył temat dobrej polskiej produkcji:
www.rzeczpospolita.pl/dodatki/auto_041228/auto_a_5.html
Felieton na Nowy Rok powinien być optymistyczny, więc podajemy, że autobus polskiej produkcji Solaris przejeżdża w ciągu miesiąca około 25 tys. km, czyli prawie tysiąc kilometrów dziennie. Taka jest norma. Piętnaście godzin w ruchu na dobę. Samoloty mają podobną normę; aby się amortyzować, muszą latać 18 godzin na dobę.
Adam Kruszyński z Ełku, właściciel firmy Trans-Export, twierdzi, że w solarisie nic się nie psuje, chociaż jest polskiej produkcji. To jest właśnie największe zdziwienie polskiej motoryzacji. Kiedyś marzeniem był włoski pasek do chłodnicy, bo polski się nie nadawał, a teraz nadają się autobusy. Solaris zbudowany został na podwoziu i z silnikiem DAF - ale konstrukcja nadwozia jest całkowicie polska. Berlin zamówił 260 takich autobusów, co jest ewenementem na rynku europejskim. Polski autobus z Bolechowa wygrał z mercedesami.
Piszemy o sprawie, bo często sukcesy polskiej, a nie importowanej motoryzacji przechodzą bokiem i są prawie niezauważalne. Polska motoryzacja notuje tymczasem coraz więcej własnych, autentycznych sukcesów. To się rozwija.
W niewielkiej wiosce między Milanówkiem a Błoniem ma swoje hale firma Zbigniewa Łagutki Auto-Adepta, która zajmuje się adaptacją różnych pojazdów na potrzeby wojska. Powstają tu nowoczesne karetki pogotowia, samochody dla straży pożarnej, a także pojazdy o charakterze ściśle wojskowym. Na wystawie przemysłu zbrojeniowego w Kielcach pojazdy z tej wioski pod Milanówkiem otrzymały wysoką ocenę.
Solaris i Auto-Adepta to tylko dwa przykłady. Coraz więcej polskich firm zdobywa uznanie na świecie. Polacy lubią samochody i potrafią produkować wszystko, co jest z nimi związane. Działają fabryki, produkujemy silniki, skrzynie biegów. Gdyby nie dziurawe drogi i przepisy, fabryk tych byłoby więcej.
Tyle byłoby optymizmu na Nowy Rok. Kraj żyje teraz wyłącznie aferami, ale o dobrych sprawach też warto przypomnieć (chociaż raz na rok), aby tymi aferami nie dać się zwariować.
Jerzy Iwaszkiewicz