11.05.05, 22:02
Zaczęło się zaraz po wyjeździe z firmy - wyjechałem prawie godzinę wcześniej,
by odebrać syna z zajęć.

Na dwujezdniowym odcinku 7-ki masakra - polonez próbowł skręcić w lewo na
skrzyżowaniu i podłożył się czołowe pod gnającego mercedesa.
Kawałki samochodów dookoła, tłumy przy każdym z samochodów, kierowcy nie
odpięci od foteli.
Karetka właśnie przyjechała, mam nadzieję, ze zdążyła.

Pogoda piekna, słoneczko, sucha droga odświeżona przed godziną deszczem - skąd
ta tragedia?

Przez następny kilometr kilku kierowców walczy z lewakiem uparcie jadącym
dziewięćdziesiątką lewym pasem, ja go powoli wyprzedziłem prawym - jechałem
dopuszczalną setką, towarzystwo uparło się przeganiać go z lewego pasa i
przegrali - kilometr dalej skręcił w lewo.

Zakorkowane rondo przy Popularnej - normalka, przewidzialem te 10 minut stania.

Trasa Toruńska z początku O.K. aż do Broniewskiego, gdzie stanęła, a ja z nią.
Przez 15 minut przesunąłem się o 10 metrów, przez następne 40 - kilometr.
Totalnie sparaliżowane wszystkie trzy pasy i pas awaryjny - cwaniaki
przemykające bokiem skutecznie go zatkały.
No i stało się - skomlenie karetki przebijającej się awaryjnym wyzwoliło we
mnie pierwszy wybuch wściekłości.
Przebiłem się do lewego krawężnika, wdrapałem tam Pandę, wściekłym klaksonem
zgoniłem z jezdni poprzednika, większość kierowców próbowała coś zrobić
zgrzytając zderzakami, fartuchami przeciwbłotnymi i tłumikami po wysokich
krawężnikach, bo ci blokujący pas awaryjny nie mieli miejsca ani pomysłu, jak
zjechać.
Karetka, na szczęście mała - Partner - przecisnęła się odginając wielu
lusterka, a ja dalej stałem mając mur z aut po lewej stronie i mur z idiotów
po prawej stronie.

Syn już od pół godziny czekał na mnie na chodniku, a przede mną ciągle korek.

Gdy doczołgałem się do zjazdu na Wisłostradę i widziałem totalnie zamrożony
most Grota Roweckiego, zjechałem i ruszyłem do mostu Świętokrzyskiego mijając
stojące auta na mostach Gdańskim i Śląsko-Dąbrowskim.

Spieszyłem się bardzo, ale mogłem tylko zagryźć zęby i czekać.
I uważać - gdy ruszyłem z zielonego, wtedy z prawej strony, na ewidentnym
czerwonym ruszyły samochody, jeden, drugi, trzeci. Trzeciemu zatrzymałem się
centymetr od drzwi i uwiesiłem się na klaksonie. Popatrzył na mie drwiąco i
dostojnie pojechał prosto - nie był to żaden z uwięzionych skręcających w lewo.

Przeleciałem przez prawie pusty most i wkrótce utknąłem pod wiaduktem, którego
obydwa pasy zablokowały samochody skręcające w lewo - przez zamknięty przejazd
kolejowy - a chcący jechać w prawo, na pustą jezdnię, musieli stać pokornie za
"lewymi" - dobre kilka minut, póki nie przejechał pociąg. Żeby było
śmieszniej, kilometr dalej jest przejazd nad torami, nowym widuktem, ale komu
by się chciało kombinpwać, lepiej i taniej wyłączyć silnik i postać przed
szlabanem - czasami ponad 10 minut.

Przede mną jeszcze 20 km mniejszych i większych zatorów...
Dojeżdżałem do celu z trzęsącymi się rękami, wściekłym wyrazem twarzy i
przekrwionymi oczami.

Przez dwie i pół godziny obcowania z egoizmem i głupotą, stałem się potworem -
wściekłym na wszystkich wokół, zdenerwowanym do granic wytrzymałości debilem,
którego cienka linia dzieliła od tragedii.

Czy tacy musimy nieuchronnie stać się wszyscy?

Wściekłymi, niebezpiecznymi zwierzętami wśród innych wściekłych?

Walnąłbym sobie lufę, ale nie mam a szukać na zewnatrz nie zamierzam...

Pozdrawiam,
Mejson
--
Automobil
Forum pozytywnie zakręconych automaniaków.
Obserwuj wątek
    • kolowr Re: Upadek - tiaaaa.... jeden dzionek zły? ;) 11.05.05, 22:27
      teraz wyobraż sobie, ze ja przeżywam to niemal co dzień, taką głupotę i
      bezmyślnośc 3/4 kierowców....
      deadline - przeciętnie 16.00, a do zrobienia 300-400 km i średnio 7-8 klientów
      do odwiedzenia.

      i niech mi ktoś teraz zarzuci, ze klocki wymieniam co 15 tys.
      • mejson.e Re: Upadek - tiaaaa.... jeden dzionek zły? ;) 11.05.05, 22:40
        kolowr napisał:

        "teraz wyobraż sobie, ze ja przeżywam to niemal co dzień, taką głupotę i
        bezmyślnośc 3/4 kierowców....
        deadline - przeciętnie 16.00, a do zrobienia 300-400 km i średnio 7-8 klientów
        do odwiedzenia."

        Ja też nie urwałem się z ksieżyca - mam to na codzień - ale dzisiaj po prostu
        miarka się przebrała.

        Gdyby nie obraz mojego nastoletniego syna włóczącego się o zmierzchu po
        zakazanej dzielnicy, przeżyłbym to spokojnie - dobrze wiem, że szarpanie niczego
        nie zmieni - przestawiłbym radio na jazz albo klasykę i spokojnie przebrnął
        przez korek.

        "i niech mi ktoś teraz zarzuci, ze klocki wymieniam co 15 tys."

        Szarpanie się w takich warunkach da ci na odcinku 300-400 km parę minut a
        czasami nawet i tyle nie.

        Tą samą trasę w podobnych wrunkach pokonywałem "dynamicznie" i normalnie -
        przepisowo i płynnie.

        Różnicy w czasie przejazdu nie zauważyłem.
        60 km ze stolicą pośrodku nie daje szans na skuteczne pogonienie.

        Udało się tylko w nocy, gdy było pusto.

        Pozdrawiam,
        Mejson
        --
        Automobil
        Forum pozytywnie zakręconych automaniaków.
    • typson Re: Upadek 11.05.05, 23:10
      ja na szczescie mam teraz w miare blisko do pracy. Ale tak czy inaczej zawsze w
      pracy staram sie wyrabiac takie uklady, by moc przychodzic np na 10 i wychodzic
      o 18 lub 19. I wtedy dojazdy/powroty staja sie znosne
    • sherlock_holmes Re: Upadek 12.05.05, 09:27
      Ja już myślałem nawet żeby tak wykombinować: jechać gdzieś możliwie daleko samochodem, a w newralgicznym punkcie przesiąść się na rower :)
      Na szczęście do pracy wyjeżdżam 10min wcześniej i mam luźniej na drodze. Gorzej z powrotem :(
      PS. Bezmysloność, tępota i chamstwo chyba najgorzej robią na poziom agresji na drodze :( Gdyby każdy myślał, wszystkim jeździłoby się przyjemniej, bezpoeiczniej i ...znacznie szybciej.
    • pap10 Re: Upadek 12.05.05, 09:30
      Bywaly takie dni ze zostawalem w pracy 2 godziny dluzej tylko po to zeby sie
      rozladowaly korki, bo przyjemniej byc w pracy i pic kawke przez 2 godziny niz
      te 2 godziny wkurzac sie w korkach...
    • rapid130 Re: Upadek 12.05.05, 10:37
      vs. "Upadek" to jest jeden z moich ulubionych filmów.

      Mejson, przyjedź odstresować się do Poznania. ;-)

      Tutaj też sobie trochę w korkach postoisz, ale przynajmniej towarzystwo jest
      zrównoważone psychicznie, jeździ inteligentnie, przewidywalnie, sprawnie, trabi
      bardzo rzadko (i nie dlatego, że ktoś nanosekundę przysnął przy zmianie
      świateł). I do tego pełny Wersal przy ułatwianiu trudnych manewrów.
      Nawet taryfiarze jeżdżą trochę lepiej niż gdzie indziej.
      Świry też są - jak wszędzie - ale statystycznie ich odsetek jest bardzo mały.

      P.S. Z Trójmiasta, Szczecina, Wrocławia (np.) i Śląska mam podobne wrażenia.

      Zwłaszcza u Ślązaków, mając rejestrację z mocno odległego województwa, zawsze
      mogłem liczyć na wyrozumiałość np. w sytuacji - dolatuję do końca pustego
      prawego pasa i późnawe oznakowanie poziome wskazuje, że muszę jednak jak
      wszyscy stanąć na sąsiednim pasie. W 200-metrowej kolejce, którą właśnie
      ominąłem.

      A stolica? No cóż - elegancko mówiąc - jest specyficzna.
      • mejson.e Re: Upadek 13.05.05, 00:43
        rapid130 napisał:

        "vs. "Upadek" to jest jeden z moich ulubionych filmów."

        Mój też!

        "Mejson, przyjedź odstresować się do Poznania. ;-)

        Tutaj też sobie trochę w korkach postoisz, ale przynajmniej towarzystwo jest
        zrównoważone psychicznie, jeździ inteligentnie, przewidywalnie, sprawnie, trabi
        bardzo rzadko (i nie dlatego, że ktoś nanosekundę przysnął przy zmianie
        świateł). I do tego pełny Wersal przy ułatwianiu trudnych manewrów.
        Nawet taryfiarze jeżdżą trochę lepiej niż gdzie indziej.
        Świry też są - jak wszędzie - ale statystycznie ich odsetek jest bardzo mały.

        P.S. Z Trójmiasta, Szczecina, Wrocławia (np.) i Śląska mam podobne wrażenia.

        Zwłaszcza u Ślązaków, mając rejestrację z mocno odległego województwa, zawsze
        mogłem liczyć na wyrozumiałość np. w sytuacji - dolatuję do końca pustego
        prawego pasa i późnawe oznakowanie poziome wskazuje, że muszę jednak jak
        wszyscy stanąć na sąsiednim pasie. W 200-metrowej kolejce, którą właśnie
        ominąłem.

        A stolica? No cóż - elegancko mówiąc - jest specyficzna."

        Dzięki za zaproszenie, sprawdzę!

        Co do kultury i ułatwiania sobie życia, to wcale Warszawa nie jest taka najgorsza.
        Najbardziej niemiłe wspomnienia mam z ... Krakowa, gdzie prowincjalny styl jazdy
        spowodowany jest pewnie przez dużą ilość kierowców właśnie z prowincji
        podkrakowskiej.

        Gdańsk wspomiam miło, ustępowali mi miejsca, ale byłem tam dużym dostawczym
        samochodem, więc respekt budziłem więksy niż w Pandzie;-)

        Podobało też mi się Zachodniopomorskie, Dolnosląskie i Lubuskie - poza okolicami
        "dwójki".

        Pozdrawiam,
        Mejson
        --
        Automobil
        Forum pozytywnie zakręconych automaniaków.
        • jaki71 Re: Upadek 13.05.05, 01:08
          mejson.e napisał:

          > Co do kultury i ułatwiania sobie życia, to wcale Warszawa nie jest taka
          >najgorsza.

          Ile razy bylem w Warszawie nigdy nie mialem problemow z jazda. Fajnie sie
          jezdzi. Ale tez nigdy nie trafilem na prawdziwe korki.

          > Najbardziej niemiłe wspomnienia mam z ... Krakowa, gdzie prowincjalny styl jazd
          > y
          > spowodowany jest pewnie przez dużą ilość kierowców właśnie z prowincji
          > podkrakowskiej.

          EEEEEtam przesadzasz. Przez ponad 10 lat zycia w Krakowie mialem samochod z obca
          rejestracja i jakos wszyscy mnie wpuszczali. Przez ostatnie 5 mam na krakowskich
          numerach i tez ze zmiana pasa nie mam zadnych problemow. Moze dlatego ze
          "prowincjaly" (jak ich nazywasz) na "delikatny" nacisk na blotnik zawsze
          ustapia?? Ale zauwazylem faja zaleznosc w zachowaniu u niewpuszczajacych. Jesli
          z kolkiem siedzi facet to widac w jwgo oczach ze z zawisci cie nie wpusci. jesli
          to jest kobieta to wszystko bedzie robic zeby udawac ze cie nie widzi i dlatego
          nie chce ustapic ci miejsca. Kiedys mialem w korku dluga dyskusje z kobitka co
          stojac w korku i widzac mnie jadacego z przewiazki miedzy pasami i migajacego
          migaczem ze chce sie przedostac przez 3 pasy i skrecic w bok dojechala tak zeby
          mnie zablokowac. Na nic rozmowa i tlumaczenie ze w ruchu ulicznym czasami trzeba
          pomyslec o innych a nie tylko o sobie...
          Ale z tych prowincjalow najgorsi sa nowobogaccy prymitywi z Mydlnik.

          > Gdańsk wspomiam miło, ustępowali mi miejsca, ale byłem tam dużym dostawczym
          > samochodem, więc respekt budziłem więksy niż w Pandzie;-)

          3-miasto zawsze wspominam zle niezalaznie czy jade na plw. Helski w lecie czy
          sluzbowo poza sezonem. Tam sa zawsze korki, nawet jak jedzie 3 samochody na
          krzyz. dwa pasy to jada (tubylcy) grzecznie 50 jeden kolo drugiego tak zeby
          lamiacego przepisy nauczyc przepisow. Bialej goraczki dostaje! Tam sie nikomu
          nigdzie nie spieszy. Ale dlaczego?? Moze sa przez to mniej zestresowani? Albo
          odwrotnie stresow nie odreagowuja na ulicy?? Dziwni jacys sa ci ludzie :o

          > Podobało też mi się Zachodniopomorskie, Dolnosląskie i Lubuskie - poza okolicam
          > i
          > "dwójki".

          Ladnie tam i pusto ale drogi tragiczne tam sa: waskie takie, pokrecone midzy
          jeziorami (polodowcowymi??) i obrosniete drzewami prawie po samym asfalcie.
          • pap10 Re: Upadek 13.05.05, 07:57
            Hm, rano sie ludziom w 3-city spieszy :)
            Codziennie przelatujue Morska z Redy do wlotu na obwodnice w Chyloni (Gdynia) i
            2-pasmowka jade jakies 100-110 ciagle, nie dlatego ze szaleje i wyprzedzam
            wszystkich, po prostu staram sie nie blokowac kolumny samochodow w jakiej
            jade :) Kolumna ta zwalnia do okolo 60 km na samym poczatku Gdyni bo czesto
            stoja tam Policmajstry i susza po czym szybciutko wraca do swojej naturalnej
            predkosci...

            Ale ogolnie w 3-city kultura jazdy (wiadomo, wyjatki zawsze moga sie trafic)
            naprawde jest ok. Ostatnio zauwazylem ze nawet ludzie sie wpuszczaja na zamek
            przy zwezeniach - raz lewy raz prawy, coraz lepiej sie jezdzi :)

            Pozdrowka,
            Pap :)
        • typson Re: Upadek 13.05.05, 01:23
          >> "vs. "Upadek" to jest jeden z moich ulubionych filmów."
          >
          > Mój też!

          czy chodzi o ten upadek z Douglasem czy o inny?

          > A stolica? No cóż - elegancko mówiąc - jest specyficzna."
          >
          > Dzięki za zaproszenie, sprawdzę!
          >
          > Co do kultury i ułatwiania sobie życia, to wcale Warszawa nie jest taka najgors
          > za.
          > Najbardziej niemiłe wspomnienia mam z ... Krakowa, gdzie prowincjalny styl jazd
          > y
          > spowodowany jest pewnie przez dużą ilość kierowców właśnie z prowincji
          > podkrakowskiej.

          no wlasnie - jak to w duzych miastach bywa - mase jest przyjezdnych. W wawie za
          chlebem co bardziej ambitni panosza sie po ulicach - jedni zbyt agresywnie a
          drudzy niewidomi jakby byli sami (az sie dziwie, ze w jednym kawalku dojezdzaja
          do celu). Krakow to duze miasto a na wschod juz jest niewiele. Centrum
          poludniowego wschodu. Centrum tetni predkim zyciem a przyjezdni jak z
          "przystanku alaska". Ot i caly problem
          • lobuzek1 Re: Upadek 13.05.05, 17:54
            Ja codziennie jeżdżę na trasie Tarnów - Bochnia i czasem to mam po prostu dość.
            Choć dzisiaj nad podziw fajnie się jechało.
            • sherlock_holmes Re: Upadek 13.05.05, 18:41
              Jesli mam byc szczery, rzygam tą trasą. Najgorszy jest odcinek Dębno-Bochnia (a już Brzesko-Bochnia na pewno) - gdzie pobocza są szerokie tak bardzo, że aż PH-wcom prostują się fałdy mózgowe - czyli zapier... ile koni pod maską :(
              Kiedy jadę z Krakowa do Nowego Sącza, najchętniej w ogóle nie wjeżdżam na "czwórkę". Ciekawe, że trasa od Brzeska do Sącza jest znacznie bezpeiczniejsza i spokojniejsza. Pewnie dlatego, że pobocza występują w szczątkowej formie...
              • lobuzek1 Re: Upadek 15.05.05, 13:22
                Ja osobiście mam dość gdy jadę na odcinku Bochnia-Brzesko. Po prostu dramat,
                szczególnie w Rzezawie.
      • kierowiec1 Falling Down 13.05.05, 18:03
        rapid130 napisał:

        > vs. "Upadek" to jest jeden z moich ulubionych filmów.

        Ozesz... Teraz dopiero zrozumialem tytul watku. Falling Down!

        > A stolica? No cóż - elegancko mówiąc - jest specyficzna.

        W rzeczy samej, bardzo politycznie powiedziane :-)

        POzdr.

        K.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka