sherlock_holmes
27.06.05, 12:58
Austriacka żandarmeria zatrzymała w nocy z soboty na niedzielę Polaka, jadącego pod prąd na autostradzie w Karyntii.
Na szczęście nie doszło do żadnego wypadku, ale zachowanie polskiego kierowcy, jak je relacjonują austriaccy żandarmi, budzi grozę.
50-letni robotnik z Polski pomylił zjazdy z autostrady A2, a kiedy się w tym zorientował, zawrócił i ruszył pod prąd. Specjalne urządzenie, mające zabezpieczać austriackie autostrady przed takim sytuacjami, przecięło opony w samochodzie Polaka, ale ten, niezrażony, kontynuował jazdę pod prąd na samych felgach, tyle że po pasie awaryjnym.
Po interwencji żandarmów samochód Polaka załadowano na lawetę i odwieziono na parking, a od kierowcy pobrano kaucję w związku z perspektywą wysokiej grzywny.
motoryzacja.interia.pl/news?inf=639372
Za coś takiego nie powinno byc grzywny, ale więzienie, do tego obowiązkowe badania psychiatryczne...
Zresztą - daleko nie trzeba szukać. W niedziele rano widziałem wielce usmiechniętego pana z wytapirowaną żoneczką, którzy w Krakowie radośnie wyjechali z parkingu Tandety po prąd - na jezdnię z 3 poasami, gdzie co bardziej ambitni jadą nawet i 120km/h...
Czasem mam wrażenie, że jedynym kodeksem, który zabraniałby skrętu itp jest ...beton. Kiedy wystawi sie metrową zaporę z betonu, nikt nie łamie znaków zakazu. W każdej innej sytuacji trafi się samobójca-psychopata, dla którego nie ma rzeczy niemozliwych...