marekatlanta71
03.01.06, 23:53
Wczoraj mialem "przyjemnosc" jazdy w naprawde trudnych warunkach. Bylo to tak:
jedziemy wczoraj autostrada I-75 na polnoc a przed nami widac najbardziej
niesamowita burze - pioruny wala stale - jak jeden konczy to drugi zaczyna.
Niektore takie ze az mi sie "Wojna Swiatow" z Cruisem przypomniala. Ale nic,
jedziemy dalej. Nagle ostry deszcz, wszyscy zwalniaja, jedziemy coraz wolniej
i jest coraz ciemnie, tylko pioruny slychac blisko. W koncu cala autostrada
sie zatrzymuje bo widocznosc zero a wiatr i deszcz rzucaja tak samochodem ze
trudno jechac. Wiec stajemy, stoje moze 2 metry za samochodem a ledwo jego
swiatla widze. I wtedy sie zaczelo - wiatr najpierw a potem grad - najpierw
maly a potem rozmiarow dorodnych orzechow laskowych. Tak czekalem kiedy mi
szybe wywali... Na szczescie po kilku minutach zrobilo sie lepiej i autostrada
sie ruszyla. Pojechalismy jakies 2-3 km i nastapila pelna powtorka, tym razem
z jeszcze wiekszym gradem. Juz sie zastanawialem czy warto dzwonic do
ubezpieczenia (bo bylem pewien ze po takim gradzie pojazd bedzie do kasacji),
ale sie przejasnilo i pojechalem dalej. Oczywiscie pelno stluczek - gradu
nasypalo tyle ze zimowki by sie przydaly. Ale dotarlem do domu, zrobilem
ogledziny samochodu i na pierwszy rzut oka nic nie widac - wyraznie Pontiac
jest z twardej blachy zrobiony....
Aha - dzis w TV mowili ze wlasnie w tamtych okolicach wlasnie w czasie kiedy
jechalem szlo tornado - mozliwe ze to jakies resztki mnie dotknely, bo wiatr
byl niesamowity.