tomaszek874
25.06.07, 21:00
Jade Ci ja dzisiaj na egzamin, mam jeszcze trochę rezerwy czasowej [60 minut,
byłem na bielanach*, zmierzałem do rynku]. Patrzę na zegary - zatankuję. Jak
pomyślałem, tak zrobiłem. Zapłaciłem za gaz, wsiadam i.... nie chce jechać ;(
Kręci i nie zapala. Pierwszy raz mi coś takiego się zdarzyło. Nic to.
Proszę panów z gazowni coby mi pomogli zepchnąć auto na bok. Pomogli.
Czasu trochę mało, żeby gdybać czy zechce odpalić. Patrzę - a tu obok budki
stoi passat. Zupełnie jak ten co mi nie chce jechać. Znaczek na grylu (vr6)
sprawił, że pomyślałem 'fajnie, że się mój zepsuł'.
Mówię więc, co i jak, że na egzamin, że się pewnie spóźnię, i czy by nie
pożyczyli autka. Jako że często bywam na stacji to problemu nie było. Lecz cóż
to? Zamiast do vr6 prowadzi do golfa II:( Wsiadłem. Pojechałem.
Po egzaminie wracam, już na luzie, zauważam że bardzo przyjemnie jeździ.
Momentalnie pojawia się 50+Vat+akcyza na liczniku. Naprawdę przypadkiem, gaz
wciskałem jak w passacie.
Staję więc na światłach. Obok jakaś astra. Ruszam dynamicznie... i dynamicznie
staje. Na samiuśkim środku. Głupio mi trochę było, to zepchnąłem go na bok.
Kręcę i nie jadę... Podumałem nad losem. I olśnienie. Gaz się skończył, ale w
baku jeszcze mokro. Przełączyłem. Pojechałem.
Dojechałem więc na tą stacyjkę co to z niej Golfa zabrałem. Jeszcze na koniec
rzut oka na dowód. Moc: 66kW, 1,8 ccm. Czyli tak jak w passacie. Rocznik -
pełnoletni.
Wsiadłem w passata - odpalił od razu. Co mu było - nie wiem.
A egzamin zdałem.