Dodaj do ulubionych

OT Straszna decyzja :(

18.05.08, 15:49
Dzisiaj musieliśmy uśpić kota. W nocy wybiegł na ulicę i potrącił go samochód.
Paraliż, straszne cierpienie nie było wyboru. Ale jakoś wyjątkowo podle się
czuję, bo to ja się pod tym podpisałem.

W ogóle w życiu nie spodziewałem się, że tak to będę przeżywał - chociaż może
to dlatego, że był on tak niesamowicie ważny dla mojej M. Ale i ja go
polubiłem i on mnie, chociaż na początku mnie wkurzał, bo w życiu nie
widziałem takiego rozpieszczonego zwierzęcia...

Ja przepraszam, że marudzę, ale muszę się gdzieś wywnętrzyć bo w domu to
raczej ode mnie się oczekuje wsparcia a ja już ledwo zipię...

Na marginesie: trzech Szkockich chłopaczków w P207 go potrąciło i zachowali
się wybitnie pięknie: znaleźli kota, który uciekł w krzaki, przeczytali nasz
numer telefonu na jego obrózce, zadzwonili po nas, zadzwonili do ojca jednego
z nich, który zadzwonił (w środku nocy) do swojego weterynarza, który podał
numer całodobowego weterynarza, który jak nam strzelił cenę za wizytę (140
funtów + treatment) a mnie zatkało to nas wysłał (załatwiwszy wizytę i
wszystko) do charytatywnej przychodni zwierzęcej.

Chłopaki nie dość że nas tam zawieźli, to jeszcze wszyscy chcieli z nami iść,
co prawda ich nie wpuścili, ale sami poprosili, żebym im dał znać co i jak i
niechętnie pojechali, bo chcieli nas jeszcze odwieźć z powrotem.

Jestem naprawdę pod wielkim wrażeniem ich zachowania - tak powinno to zawsze
być w takich trudnych chwilach. Zawsze to jakaś pociecha...

A w domu pustka... :(
Obserwuj wątek
    • tomaszek874 Re: OT Straszna decyzja :( 18.05.08, 16:39
      Fatalna sprawa Tomek. Pamiętam mojego tate jak chodził struty po tym jak to on musiał jechać z naszym pierwszym psem żeby ją uśpić. Sunia oślepła, osłabła, nie mogła jeść - raczysko ją dobiło....
      Najgorsze jest że w takich przypadkach wszyscy zdajemy sobie sprawe że jest to właściwie jedyna i najlepsza decyzja. Bo dla stworzenia jest to, tak sobie myśle, niewyobrażalna męka żyć jak warzywo...
      Ale to i tak nie jest pocieszeniem, czy usprawiedliwieniem dla naszej psychiki... Trzeba się trzymać.
      A co do zachowania chłopaków to naprawde wzorowe. Jak mojego pierwszego psa potrącił F126p to kierowca nawet w lusterko nie spojrzał... Na szczęście skończyło się na złamanej łapie, a że pies był młody to szybko się wylizał i z tego.
      Trzymaj się, i uważaj przy następnym zwierzaku. Teraz mam takiego psa, że kojec dla niej przypomina klatke dla ptaków, tak skubana potrafi przełazić przez płot;)
      • tomek854 Re: OT Straszna decyzja :( 18.05.08, 17:13
        Ale to jeszcze, jakaś taka naturalna kolej rzeczy starość to co innego.

        A to młody kot był, przywieźliśmy go do Szkocji, dopiero co zaczynał się
        zadomawiać i bum :(
        • tomaszek874 Re: OT Straszna decyzja :( 18.05.08, 17:58
          To nie wiek, to choroba. Rak ją dopadł, niby też naturalne, ale bolało jak cholera. Tak jak pisze dr.vete, to członek rodziny jest więc ból podobny, czy to normalna kolej rzeczy, czy nie.
          A Sara taka stara nie była, miała 6, czy 7 lat. Jak na owczarka niemieckiego to nie tak znowu dużo.
    • dr.verte Re: OT Straszna decyzja :( 18.05.08, 17:44

      Współczuje. Raz zginął mi pies pod kołami samochodu , kierwoca nawet
      się nie zatrzymał. "Na szczęście" zginął od razu na miejscu. No cóż
      dla mnie to jak członek rodziny.
      • tomek854 Re: OT Straszna decyzja :( 18.05.08, 18:07
        Dla mojej dziewczyny to chyba dobrze, ze mogła się z nim pożegnać (był przytomny
        w lecznicy, poznawał nas i tak ją zaczepiał łapą jak zwykle) niż jakby go miała,
        za przeproszeniem, zeskrobywać :(

        Udało mi się porozmawiać z weterynarzem i przetrzymała go na morfinie do rana,
        mam nadzieję, że bardzo nie cierpiał, a M. dzięki temu była w stanie jakoś do
        tej myśli dojrzeć i się przygotować na to, co musiało nastąpić. Ale strasznie
        mnie to wszystko dużo kosztuje, teraz Magda wreszcie zasnęła, a ze mnie cały
        stres wypływa. Nie tylko za kotem płaczę, ale po prostu. Wiecie, jak ostatnio
        nam się działo - pracodawca, wypadek, kontuzje, rodzice w szpitalach, wszystko
        na raz. Znajomi nie mogą uwierzyć jakie fatum. I teraz już wyglądało wszystko,
        ze na prostą wychodzimy, to kurwa nie, się nie da :(
        • tomek854 Re: OT Straszna decyzja :( 18.05.08, 18:08
          To już jest dla mnie po prostu o jedną rzecz za dużo :(
          • tomaszek874 Re: OT Straszna decyzja :( 18.05.08, 18:22
            Trzeba spojrzeć też z drugiej strony. Może to była ostatnia rzecz z tych złych i teraz będzie już z górki?
            • tomek854 Re: OT Straszna decyzja :( 18.05.08, 18:43
              Za którymś razem to się już jakoś samych siebie nie udaje przekonać :(
              • tomaszek874 Re: OT Straszna decyzja :( 18.05.08, 18:47
                Wiem, ale od tego są takie miejsca jak to, żeby Ci inni naściemniali;)
                • tomek854 Re: OT Straszna decyzja :( 18.05.08, 19:03
                  Myślałem, ze to jest do dyskusji o motoryzacji ;-)

                  Ale ja zawsze się muszę wywnętrzyć jak mi źle. W sumie może i lepiej, niż jakbym
                  się wywnętrzał po pijaku?
                  • dr.verte Re: OT Straszna decyzja :( 18.05.08, 19:06

                    No albo jakbyś płacił komu po 100 złoty za godzinę ;-)
                    • tomek854 Re: OT Straszna decyzja :( 18.05.08, 19:07
                      Tak naprawdę, gdyby to był taki zdolniacha jak z kawału o moczeniu się w nocy,
                      to bym może nawet chętnie zapłacił. Byłoby łatwiej.
                    • tomaszek874 Re: OT Straszna decyzja :( 18.05.08, 19:09
                      W sumie to miałem nadzieje, że jednak zapłaci...
        • margotje Re: OT Straszna decyzja :( 24.05.08, 08:31
          tomek854 napisał:

          > Dla mojej dziewczyny to chyba dobrze, ze mogła się z nim pożegnać (był przytomn
          > y
          > w lecznicy, poznawał nas i tak ją zaczepiał łapą jak zwykle) niż jakby go miała
          > ,
          > za przeproszeniem, zeskrobywać :(
          >
          > Udało mi się porozmawiać z weterynarzem i przetrzymała go na morfinie do rana,
          > mam nadzieję, że bardzo nie cierpiał, a M. dzięki temu była w stanie jakoś do
          > tej myśli dojrzeć i się przygotować na to, co musiało nastąpić. Ale strasznie
          > mnie to wszystko dużo kosztuje, teraz Magda wreszcie zasnęła, a ze mnie cały
          > stres wypływa. Nie tylko za kotem płaczę, ale po prostu. Wiecie, jak ostatnio
          > nam się działo - pracodawca, wypadek, kontuzje, rodzice w szpitalach, wszystko
          > na raz. Znajomi nie mogą uwierzyć jakie fatum. I teraz już wyglądało wszystko,
          > ze na prostą wychodzimy, to kurwa nie, się nie da :(

          Tomku, to strasznie przykre i z głębi serca Wam współczuję.

          Wiedz jednak, ze po burzy zawsze(!) wychodzi słońce.
          Smutek przemija a the show must go on.....

          Trzymaj się.
    • sven_b Re: 18.05.08, 19:38
      Zobacz: img152.imageshack.us/my.php?image=kajtekzl4.jpg
      To był mój przyjaciel. Znalazłem go na pryzmie węgla przy osiedlowej kotłowni.
      Weterynarz obliczył go na dwutygodniaka i odrobaczył. Mieszkał z nami 7 lat, aż
      pewnego dnia wpadł pod auto. Był niesopojną duszą. Nosiło go. Wysuwał się z
      najciaśniej zapiętej obroży i to go zgubiło. Jak go zwał tak zwał, dla mnie to
      był Jassie James.
      Zduś to w sobie. Dasz radę.
      • tomek854 Re: 18.05.08, 21:30
        img294.imageshack.us/my.php?image=img6169qg2.jpg
        Nie myślałem, że będę tak przeżywać, ale to w końcu pierwszy raz kiedy taki
        członek najbliższej rodziny, z którym się żyło na co dzień, siedziało przy
        stole, czasem nawet spało, odszedł :(
        • emes-nju Re: 19.05.08, 09:47
          Piekny! Jakbym widzial mojego Gutka!

          Strasznie Ci wspolczuje. Rok temu moi staruszkowie uspili swojego kota, ktorego znalem od gowniarza, i ktorego wtedy osobiscie przez 3 miesiace leczylem z uporczywego zapalenia pluc (kosztowal dzieki temu wiecej niz dwa rasowe).

          Z tym kotem nie mieszkalem od wielu lat, a jednak strasznie to przezylem...

          PS Koty nie bywaja rozpieszczone - one sa glownymi lokatorami domu, w ktorym pozwalaja mieszkac dostarczycielom jedzenia.
          • dgr Re: 19.05.08, 10:50
            Słyszałem jakiś czas taki tekst, który bardzo dobrze oddaje charakter psów i kotów:
            Co "myśli" pies widząc swoich właścicieli, jak się nimi opiekują ?
            - Pewnie to muszą być Bogowie, gdyż dzięki nim mogę spokojnie i dostatnio żyć.
            A co myśli w takim momencie kot ?
            - Skoro tak się mną opiekują, to znaczy że muszę być Bogiem.

            Patrząc na mojego Lolka, odnoszę wrażenie, że tak jest naprawdę ;)
        • ecikp Re: 19.05.08, 13:35
          Doskonale Cię rozumiem i WIEM, że podjąłeś dobrą decyzję. Ja hoduję
          od kilku lat szynszyle (amatorsko: www.cztery-
          lapy.pl/modules.php?name=News&file=article&sid=583 ). W zeszłym roku
          jedna z moich ulubienic - Calka okazało się, że jest chora na raka.
          Mogłam ją uśpić, ale pomimo jej już ciężkiego stanu - nie umiałam
          podjąć tej decyzji. Śmierć jaką miała była najstraszniejsza ze
          wszystkich które do tej pory widziałam. Teraz wiem że taką decyzję
          TRZEBA podjąć żeby ten nasz mały członek rodziny nie cierpiał. Ale
          wiem jak bardzo ciężka jest ta decyzja ... Współczuję - śliczny
          był ...
    • iberia.pl Re: OT Straszna decyzja :( 20.05.08, 11:57
      Tomku-szczerze Wam wspolczuje.
      Ktos kto nie ma zwierzaka w domu nie wie jak to jest, dla niego to
      tylko kot czy pies, dla nas AŻ, bo dla nas to czlonek rodziny.

      Niestety nieszczescia chodza parami i jak sie wali to z kazdej
      strony...

      I jeszcze jedno:co WAs nie zabije to Was wzmocni, zycze i trzymam
      kciuki zeby teraz juz bylo z gorki, teraz MUSI BYC tylko lepiej.
    • rapid130 Re: OT Straszna decyzja :( 21.05.08, 21:05
      tomek854 napisał:

      > Dzisiaj musieliśmy uśpić kota. W nocy wybiegł na ulicę i potrącił
      > go samochód. (...)

      Trzymaj się i nie łam. :D Znamy to uczucie. :/

      Dawno temu mieliśmy podwórzowego mieszańca owczarka niemieckiego z
      czymś-tam-jeszcze-podobnie-dużym, takiego luzem latającego, bo
      nieszkodliwego dla otoczenia.

      Dino to był magik. Potrafił łazić po drabinach (!), miał świra na
      punkcie polnych kamieni. Bawił się nimi i nosił swój cały
      kilkunastoletni żywot, od czego miał starte zęby (sic!).

      Niestety, zrobił podobny błąd jak twój kot.
      Niby nic mu się nie stało, ponoć tylko otrzepał się i poleciał
      dalej, chociaż sąsiedzkiego malucha z lekka z przodu pogiął. Nie
      miał żadnych znaczących śladów poza paroma wyrwanymi kłakami, itp.

      Ale...
      Tydzień później nagle pisk i straszny, przeciągły lament.
      W Dino strzelił paraliż, zapewne opóźniony skutek potrącenia.
      Tylne nogi dosłownie rozjechały mu się bezwładnie. ;(

      Moja mateczka była akurat wtedy sama w domu.
      Szybka akcja, telefon do lecznicy.
      I zaraz pędziła z powrotem do psa, bo dopóki go głaskała i siedziala
      obok, leżał spokojnie i lizał po rękach. Ale gdy tylko odchodziła
      wył, piszczał, skowyczał nieznośnie.

      Zaprzyjaźniony weterynarz przyjechał jak pogotowie ratunkowe, w
      kwadrans. Dał zastrzyk przeciwbólowy, zaczekał aż głupi jaś zacznie
      działać, obejrzał, pomacał, pokręcił głową. :/

      No i moja dzielna mateczka, ośliniona [przez psa], zasmarkana i
      uryczana po same uszy, głaskała, przemawiała i trzymała łeb na
      kolanach, dopóki Złoty Strzał nie zadziałał...

      W takim ciężkim momencie, to jest ponoć najważniejsze -> żeby
      zwierzak odchodził otoczony miłością, wtulony przez właściciela, nie
      pozostawiony w samotności, sam na sam z obcymi.

      Acz trzeba być twardym i w tym momencie nie rozklejać się, żeby nie
      niepokoić bidaka. Akurat to jest cholernie trudne. :/

      Oryś, dzielny bądź!
    • niknejm A ja mam zgryz... 23.05.08, 14:35
      Mieszkają z nami 2 papużki, nimfy (takie średnie, większe od
      falistych, mniejsze od duzych egzotycznych papug). W dodatku w
      okolicy błąka się kotek, który ukochał moją małżonkę. Póki co, kotka
      karmimy i poimy, a on nas często odwiedza... Ale wziąć go do domu
      się boję... Bo mam poważne obawy, że będzie molestował papużki. Co
      Wy na to?

      Pzdr
      Niknejm
      • bassooner Re: A ja mam zgryz... 23.05.08, 15:47
        Molestował raczej nie, choć przez wiele lat "dziewczyną" mojego psa Dinga była
        nasza domowa, siedmioletnia...kura...;-)))
        Raczej przejdzie od razu do konsumpcji.
        • niknejm Re: A ja mam zgryz... 23.05.08, 16:22
          No właśnie. A ja lubię te papużki :-(

          Pzdr
          Niknejm
      • sniperslaststand Re: A ja mam zgryz... 23.05.08, 16:40
        niknejm napisał:

        > Co Wy na to?

        Będzie. Koleżanka miała kiedyś kota i papugę. Wyszła na impezę. Następnego dnia papuga wypadła kotu spod ogona.
      • rapid130 Re: A ja mam zgryz... 23.05.08, 16:57
        Będzie problem. :/ Wystarczy obejrzeć kreskówkę z nieśmiertelnym
        tekstem:
        - I saw a pussy cat (?)... I did, I did!!
    • dr.verte Pitbull 23.05.08, 18:03
      tu słodka scenka pitbulla z kurczakami:

      www.youtube.com/watch?v=GbcafpZalLQ

      więc nawet ptaszki , kotki i pieski potrafią (r)zyc ze sobą we
      zgodzie


      a tu kultowa scenka z "Prawdziwch psów" na których oparty był serial
      "Pitbull" Vegi :

      www.youtube.com/watch?v=GY3yxgV_mMM

      a tak btw.trzecia seria pitbulla jest beznadziejna niestety...


      w straszne dygresje popadłem
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka