Dodaj do ulubionych

OT Nemeczek

01.06.17, 17:20
Dziś u nas dzień wolny, więc się byczymy. Także przed telewizorem. Mój ulubiony mężczyzna szukał sobie czegoś podchodzącego i nagle mówi - o, popatrz, węgierski film. Popatrzyłam przez chwilę i usztywniło mnie, bo nie tyle rozpoznałam (filmu nie widziałam nigdy), co wyczułam po paru kadrach, z sytuacją raczej ogólną i bez imion, "Chłopców z Placu Broni". Zeznałam, że to u nas lektura obowiązkowa była i że dla mnie dołujące, po czym wycofałam się do kuchni, bo i tak miałam robotę. Po jakimś czasie wróciłam, na ekranie było już co innego, zapytałam o wrażenia. Usłyszałam, że zmienił program, bo cholernie smutne i na dodatek według niego jakieś akcenty faszystowskie się w filmie pałętają. Książki nie czytał, w ogóle nie miał pojęcia o jej istnieniu, normalnie tabula rasa. Czysty odbiór.
A mnie echem zabrzmiała trauma z czasów, kiedy to czytałam, a lat miałam poniżej dziesięciu.
Czy ktoś wie, dlaczego ta książka trafiła do zestawu lektur obowiązkowych?
Obserwuj wątek
    • berrin Re: OT Nemeczek 01.06.17, 17:41
      Ona z niego nigdy nie wyszła.
      Dla mnie to też podstawowkowa trauma. Banda idiotow (dorosli) i najlagodniej mowiac dwie kibolskie ekipy faktycznie z jakimś wątkiem "niepodległościowym" w typie mocno przedwojennym. I obowiązkowy element w postaci besensownej śmierci szeregowca Nemeczka za honor i ojczyznę...
      Chyba tylko "oto jest Kasia" gorzej wspominam...
      • balamuk Re: OT Nemeczek 01.06.17, 20:37
        Ach, szajse, faktycznie dalej jest. Klasa V, lektura obowiązkowa, tak mi wynika ze strony MEN-u. No i jeszcze raz to samo pytanie: dlaczego? Po co? Cui bono? Czego to ma uczyć dziesięciolatków z XXI wieku? No zabijcie, nie rozumiem.
        A OtoKasię jakoś spontanicznie wyparłam, wiem, o co w niej chodzi z dyskusji na innych forach, brrr.
        • berrin Re: OT Nemeczek 01.06.17, 22:11
          Sądzę, że siłą rozpędu. Zawsze była ta groza w lekturze i jest, bo to niezmiernie szlachetna proza o patriotyzmie i poświęceniu. Czyli coś, co bazowo pasuje dowolnej wladzy. I może jeszcze dochodzi niechęć do zmiany i nieufność wobec wszystkiego, czego my sami/ nasi rodzice nie mieli w lekturze, więc trzymajmy się tego co mieli?
          Koszmarna książka w typie "specjalnie dla chłopczyków, żeby zostali żołnierzami", jak dla mnie... teraz budzi we mnie grozę i oburzenie, jako uczennicę znudziła mnie serdecznie i pozostawiła w poczuciu kompletnej nieadekwatnosci motywów do efektów. Może racjonalnie myśląca dziewczynka nie umiała dostrzec walorów śmierci (ŚMIERCI DZIECKA!) z honorem za coś, za co umierac NIE NALEŻY I NIE WOLNO? I żeby jeszcze ta śmierć Nemeczka była czymś innym niż sposobem manipulacji na czytelniku... Nigdy nie kupowałam takiego wymuszonego na słabych bohaterstwa...
          I gdzie do cholery byli dorośli?! Tatulek Gereba, który widząc rozpalonego z gorączki dzieciaka z luźnym kontaktem z rzeczywistością ma w głowie tylko natarczywe wypytywanie go o swiadectwo moralności jego syna...
          Ojej, zezloscilam się. Tam WSZYSCY są głupi jak... jak coś absolutnie głupiego, a do tego nie ma kogo polubić. I byłoby ok jako studium tego, co ludzie w dowolnym wieku potrafią ze sobą wyprawiać, a nie zestaw wzorów do naśladowania, ale nigdy nie widziałam, żeby tak to interptetowano...
          Dwie ekipy z dwu mlodocianych gangów ulicznych walczą o kawałek terenu. Gdyby nie byli "inteligentami" i gdyby nie sugerowano czytelnikowi aluzji do patriotyzmu, byłaby to zwykla nawalanka z chlopakami z innego podworka.
          • czekolada72 Re: OT Nemeczek 02.06.17, 06:25
            Tak, u bratanka Nemeczek wywowlal pewne zle emocje, notoryczny placz.
            ale ja widocznie gruboskorna, jako i moje dziecko, bo - bylo-minelo.
            Natomiast osobiscie chodzilam "zwalniac/usprawiedliwiac" toz wlasne dziecko z czytania "O psie...", bo tak ryczala, ze nie moglam jej uspokoic. zreszta TO do dzis jej pozostalo, nie wchodza w gre zadne ksiazki, filmy z ginacymi kudlaczami..... Tyle, ze dzis uspakaja sie juz sama....
            • berrin Re: OT Nemeczek 02.06.17, 08:38

              Za zmuszenie dzieci do lektury "o psie..." wszyscy ci, co za to odpowiadaja, powinni przez 300 godzin w miesiącu przez okrągły rok, bez urlopu, czyścic psie boksy w schroniskach. Ale przynajmniej książka sama w sobie, poza ostatnią, nieprawdziwą, niepotrzebną, idiotyczną "obowiązkowo bohaterską" sceną jest ok. Swoja drogą, co by było mniej wspaniałego w opowiesci, gdyby konczyła sie spokojna emeryturą na stacji? Albo, niech będzie, wsiadł w pociąg i nikt go więcej nie widział...? Bo juz nie jest modne, zeby na końcu koniecznie umarł dziecięcy bohater, więc "zastępczo" umiera pies?

              Kolejne niech to szlag, lektury to słynna "Kasia" czyli studium niedojrzałosci rodziców do posiadania chocby kaktusa (zabić! zabić! albo dawać przymusowo do czytania ekipom od list lektur z obowiązkiem napisania DOKŁADNIE I PO KOLEI, co spieprzyli kochani rodzice i na czym polega ich kompletna, całkowita wychowawcza niewydolnośc na granicy patologii, jakiej terapii wymaga OBOJE starszych dzieci (bo brat Kasi, piątoklasista, przeszedł to samo co ona, kiedy ona sie urodziłą, tylko poniewaz był młodszy, nie zdążono zrobić z niego rodzinnej gwaizdy, to może mniej go bolało totalne odtrącenie przez mamunię i debila tatunia, mających nową, śliczna zabaweczkę....)).
              A dzieciom od lat każe sie opisywac, dlaczego ta Kasia jest niedobra. Bo nie kocha siostry, z której powodu poszła w odstawkę, straciła wszystkie przywileje, mało przywileje, wszelkie prawa poza byciem grzeczną i niesprawianiem kłopotu ludziom, którzy juz ja mają gdzieś, ale od których w całości zalezy.
              Należałoby zapytać mamusię: Kochana, a gdyby twój małżonek, debil skończony, oczywiście, przyprowadził drugą, nową, młodszą zonę i powiedział Ci, że masz ja oczywiście kochać, a jak nie kochasz, to jest z tobą cos nie tak, bo on ja kocha, a poza tym jest tak młodziutka i sliczna, znacznie łądniejsza niż ty, jak możesz jej nie kochać... To co, kochałabyś, czy raczej wniosła o rozwód z jego winy? Tylko że Kasia nie może wnieść o rozwód...

              No i Pinokio, który uchodzi za lekture dziecięcą chyba z tych samych powodów, dla jakich wielu ludzi automatycznie uważa animacje za filmy dla dzieci. I nie, nie chodzi mi o bajkowe horrory, dobrze znosiłam bajkowe horrory, tylko o to, ze ten nieszczęsny dzieciak nie ma pojęcia, jak działa świat, nikt mu niczego nie tłumaczy, a wszyscy domagają się, żeby był posłuszny z wdzięczności, ze go tatuś zrobił - nawiasem mówiąc, zrobił go ewidentnie sobie do pomocy. A z grubej rury, choc o ile pamiętam, to "aż" szósta klasa: "Anielka" - cholera, najpierw umiera Karusek (wyłam histerycznie, nie mogąc rodzonej matce wyjasnić, co mnie tak zniszczyło) a potem Anielka (na szczęście zaszczepieni śmiercią Karuska nia samą już sie nie przejęliśmy). No i każda kolejna nowelka pozytywistyczna z obowiązkowym umarciem dziecka, żeby cholerni odbiorcy nowelki (to przecież nie miały być dzieci!!!) sie poczuli wzruszeni, winni i zainteresowali sie losem ludu. A dlaczego dajemy to dzieciom do czytania? BO KRÓTKIE!!!
              To, że cos ma poczesne miejsce w historii literatury, niekoniecznie oznacza, ze nadaje sie do omawiania przez dzieciaki, które w końcu nie uczą się na tym etapie o histroii literatury i nic ich ona nie obchodzi, tylko wczytują się w treść. A treść to koszmar.

              BTW. W "ChZPB" nie ma ani jednej dziewczynki. Ja wiem, ze to dlatego, ze w tamtej epoce dziewczynki się nie liczyły, bo nie były przyszłymi żołnierzami armii narodowych, ale gdyby tak na przykłąd zapytać teraz - a może dziewczynki inaczej widzą swoje obowiązki? Może naparzanie się dwu kibolskich gangów ich nie kręci? A może - obrazoburczo - w książce nie mogło być żadnej dziewczynki, bo dowolna dziewczynka kazałaby tym młodocianym idiotom natychmiast przestać?

              W efekcie tej analizy lekturowej wychodzi mi, że lektury mają uczyć dzieci: umierać bohatersko za ojczyznę (Nemeczek), byc posłusznym dzieckiem nawet, kiedy rodzice zawodzą na wszystkich frontach (Kasia, Pinokio) i umierać z żalu (Anielka). Super.

              Przepraszam za rozpisanie się, ale temat lektur szkolnych budzi we mnie wielkie emocje. Dzieci nie mam, ale mam bystrą siostrzenicę pierwszoklasistkę - i siostra juz się zastanawia, jak jej, miłośniczce wszelkich czterołapych, oszczędzić zakończenia historii Lampo...

              --
              Mama mnie uczyła, że z głupich nie wolno się śmiać. Teraz - na stare lata - jestem w totalnej rozterce... (by Kryweg)
            • bluzeczka.zamszowa Re: OT Nemeczek 02.06.17, 08:53
              Cześć, całkowicie się z Wami zgadzam.
              Największym idiotyzmem jest karmienie dzieci lekturami, których wartość jest zerowa.
              Zraża się w ten sposób dzieci do czytania.
              Chłopcy już w czasie, kiedy mi kazali to czytać byli zupełnie niezrozumiali, 55 lat temu!
              Parę miesięcy temu odświeżyłam sobie Kasię i poczułam się tak, jak pół wieku temu w czasie lektury Cudzoziemki Kuncewiczowej, po prostu opisany przypadek choroby psychicznej, bo jak to inaczej nazwać?
              • ewa9717 Re: OT Nemeczek 02.06.17, 09:05
                Bo w ogóle spis lektur jest od lat mniej więcej taki, żeby zabić chęć czytania chyba, tyle że mądry nauczyciel/ka z wielu propozycji nadobowiązkowych MOŻE wybrać książki fajne i sprawiające dzieciakom radość, ale najczęściej idzie się na łatwiznę, "przerabiając" od lat te same tytuły, bo się je ma opracowane w tę i z powrotem w różnych nauczycielskich brykach.
                A do "Chłopców..." mam jakiś może i dziwny sentyment, bo są smakiem dzieciństwa. I dzięki Salamce mam ich na półce, choć nie zaglądam wink
                • asia.sthm Re: OT Nemeczek 02.06.17, 10:46
                  Pamietam ze szkoly: po tych wszystkich lekturowych tragediach - Lysek z pokladu Idy dobil mnie dokladnie i Nasza szkapa - wiec po tych tragediach przynioslam na godzine wychowawcza wlasna ksiazke i dostalam pozwolenie odczytania urywka, Fizie Ponczoszanke. Urywek zrobil sie czytaniem w odcinkach a klasa zachwycona. Taka rewolucjonsta bylam. Bozesz co ja musialam juz od pieluch nabuntowac....jedzenie surowych jarzyn zamiast rozgotowanych paciaj tez uzyskalam na pierwszych koloniach.
                  A lektury, macie racje, sucks nadal tak jak ssaly, mowiac elegancko po angielsku wink.
                  Za moich czasow nie bylo, szkoda, bo bylabym wiedziala co z tym zrobic.
                  https://encrypted-tbn0.gstatic.com/images?q=tbn:ANd9GcSbBLf_Nu14P-nq0k6WuXb4QffaWOGC6XX1beIuLxeRfOeSpVoC
                  • balamuk Re: OT Nemeczek 02.06.17, 12:03
                    Rewolucjonisto ty nasza! wink
                    Końskie nowelki to kolejny koszmar, w ramach oswajania traumy poczytaj sobie alternatywne opracowanie Łyska: nonsensopedia.wikia.com/wiki/%C5%81ysek_z_pok%C5%82adu_Idy
                    Berrin, Pinokia nie znoszę z podobnych powodów. Dziecka dostały książeczkę w prezencie od jakiejś ciotki, odmówiłam czytania (to były czasy, kiedy jeszcze czytałam im do snu), a potem i tak musiały to przewalczyć w szkole. Konkluzja młodych czytelników - "Wyjątkowo debilne, oni tam wszyscy są jacyś niedorozwinięci, po co my to musimy czytać?" No właśnie, po co...
                    Z ciekawości weszłam sobie na bryk.pl żeby zapoznać się z wykładnią nieprzemijających wartości itp, bo w końcu na takich stronach piszą, co chce usłyszeć nauczyciel. To zacytuję.
                    *Pinokio: „Losy małego urwisa to przestroga przed zgubnymi skutkami próżniactwa i nieposłuszeństwa wobec dorosłych i zachęta do pilności w nauce i uczciwości.”
                    *OjK: „Książka mówi o tym, że nie warto starać się zyskać czyjejś uwagi niemiłym i nieprzyjaznym zachowaniem, bo w ten sposób tylko zniechęcimy do siebie innych. Nie trzeba być zawsze w centrum uwagi, aby dobrze się czuć i mieć przyjaciół - ludzi bowiem można sobie zjednać skromnością, uśmiechem i przyjaznym nastawieniem.”
                    *O psie: Książka uczy nas, jak wielkie serce mają zwierzęta i jak mocno potrafią kochać. Pokazuje, że wnoszą one do naszego życia radość i codzienny uśmiech, dlatego warto je szanować, chronić i dbać o nie.
                    Pozostawiam bez komentarza. ChzPB nie będę kopiować, bo za dużo, a co zdanie, to absurd.
                    Czasami mam wrażenie, że żyję w jakiejś równoległej rzeczywistości. sad
                    • felis2 Re: OT Nemeczek 02.06.17, 14:36
                      ChzPB znudzili mnie śmiertelnie.
                      Kasię wiem na pewno, że czytałam, ale pamiętam tylko, że była o dziewczynce której zafundowano siostrzyczkę, a jej to nie zachwyciło.
                      Nad Lampo uryczałam się straszliwie, po czym dorobiłam sobie zakończenie, że jak pociąg przejechał, to pies leżał schowany między szynami i nic mu się nie stało.
                      Dzięki babcinej węglowej kuchni z malutkim piekarnikiem Antka przyjęłam z totalnym politowaniem, stwierdzając, że autor popłynął nieziemsko. W końcu każdy głupi wie, że dziecko do piekarnika się nie zmieści.
                      Nie wiem jak to z tą obowiązkowością ChzPB, Juniora ominęli (VI klasa).
                      Jak się tak zastanawiam, to po pierwsze primo, o wszystkich lekturach szkolnych Junior mówi, że są mniej lub bardziej nudne, a po drugie primo, wszystkie są strasznymi starociami. Co może tłumaczy, dlaczego są uważane za nudy.
                      Usiłowałam parę razy dowiedzieć się od dzieciny, dlaczego jakaś książka mu się podoba, ale nie był w stanie dokonać żadnej analizy i musiało mi wystarczyć stwierdzenie 'no bo jest fajna'. Może słusznym byłoby poczytanie przez dorosłych literatury uważanej przez aktualna młodzież za fajną, i wyszukanie w niej pożądanych wartości do omawiana na lekcjach
                      • berrin Re: OT Nemeczek 02.06.17, 14:56
                        Czyli Lampo jest ok - chce mu sie tylko dorobić inne zakończenie. Bohater sam w sobie jest super (pies zawsze ujkradnie show). Do dziś zresztą nie pojmuję, dlaczego pies musiał zginąć i co do cholery autor sobie wtedy myślał. Może już nie chciał dalej pisac i potrzebował utłuc bohatera, jak Conan-Doyle swojego Sherlocka?
                        Reszta lekturowych ramot ja takoż proszę won!
                        • asia.sthm Re: OT Nemeczek 02.06.17, 15:15
                          Przypomnial mi sie sie wlasnie Pies Baskervillów i wlasnie on powinien byc lektura obowiazujaca....tylko nie wiem w ktorej klasie. Dzieci lubia sie bac, to niech sie porzadnie poboja, co im zalowac.
                          • jottka Re: OT Nemeczek 02.06.17, 16:13
                            nie pamiętam dokładnie, ale "nasi" 'Chłopcy z placu Broni' są wersją zmienioną w porównaniu z oryginałem - pierwowzór odwołuje się do jakichś żywych dla Węgrów powstań niepodległościowych (bodaj Wiosny Ludów, ale głowy nie dam) i zdaje się jest bardziej zrozumiały w sytuacji niejako bezpośredniej opresji. U nas to tłumaczyła w okolicach 1. wojny pani Mortkowiczowa i wtedy to miało sens jako - owszem, ponura acz metaforyczna - opowieść o nadciągającej grozie, losach, których się nie wybiera, śmierci ideałów etc. etc.

                            dzisiaj to jest lektura bodaj dla dziesięciolatków, ale raczej wymaga świetnego nauczyciela, żeby taką interpretację poprowadzić, choć zasadniczo można próbować w świecie ogarnianym przez szalejące nacjonalizmy, bezsilność jednostki bądź jej próby protestu, no trudne to jest. w dodatku nie mam pojęcia, czy i jak sam przekład się dziś broni, w sensie języka.
                            • balamuk Re: OT Nemeczek 02.06.17, 17:58
                              No właśnie, ale, ale... Wiosna Ludów dla Węgrów, zabory dla nas, kontekst historyczny, można było książkę traktować jako metaforę. Jak "Maraton" Ujejskiego. Ale teraz? Nawet świetny nauczyciel nie dotrze do dziesięciolatków, bo po prostu za mało wiedzą. Już raczej na poziomie liceum - na przykład w ramach lekcji historii - jak odbiło się w literaturze cośtam, to by było ciekawe. I, jak mówisz, z nawiązaniem do sytuacji aktualnej.
                              O przekładach Wiki mówi, że Istnieją dwa przekłady powieści na język polski: pochodzące z 1913 roku tłumaczenie Janiny Mortkowiczowej z przekładu niemieckiego oraz opublikowany w roku 1989 nowy przekład Tadeusza Olszańskiego z węgierskiego oryginału. Ktoś go wie?
                              A Pies z normalnym zakończeniem faktycznie byłby ok. Jeśli się nie da, jest cała masa normalnych książek o przyjaźni zwierzęco-zwierzęcej, zwierzęco-ludzkiej, nawet jeżeli w porywach (jak London) też bywaja stresujące. Ale nie powodują przeorania psychiki.
                              • jottka Re: OT Nemeczek 02.06.17, 19:16
                                podejrzewam, że dostępniejszy jest przekład Mortkowiczowej, z tego prostego powodu, że już nie podpada pod prawa autorskie (tj. panu Olszańskiemu trzeba by zapłacić za wznowienie przekładu), a on z natury rzeczy będzie archaiczny...

                                co do samej interpretacji tekstu - dzieło czytałam w zamierzchłej przeszłości, nic nie pamiętam (poza tym że Nemeczka szlag trafiłsmile, ale u nas jest raczej problem odgórnego traktowania lektur jako namaszczonej wykładni życia, której nie masz rozumieć, tylko Odnosić-Się-Ze-Czcią, a nie pretekstu do rozmowy. Nie jestem nauczycielem, ale można pogadać ciekawie z nieletnim i bez sięgania do skomplikowanych zaszłości, wystarczy podpytać o skojarzenia, tyle że to wymaga innego podejścia (do tekstu oraz podsądnych) i w ogóle innego traktowania szkoły. Tę nieszczęsną Kasię tez można ciekawie omówić z dziećmi, wystarczyłoby pozwolić im wyrazić zdumienie, ale tu zonk, w podobno tak potępianych brykach zapisano świętą prawdę, że Kasia jezd niedobra, mamusi nie kocha i dlaczego. No to to ubija dowolną dyskusję w zarodkusad

                                a te nieszczęsne mordowane obowiązkowo na zakończenie opowieści zwierzęta to też jest typowe dla dawno minionej epoki (chyba ok. 1.wojny się skończyło) - to, co nam się wydaje bezmyślnym okrucieństwem wobec zwierzęcego bohatera i czytelnika,traktowano kiedyś jako uwznioślenie i samego zwierzaka, i opowiadanych treści. Znaczy dopieszczano go, wskazując do jakich wyżyn człowieczeństwa się wzniósł, a nie flekowano bez sensu, jak nam się dziś wydajesmile
                                • berrin Re: OT Nemeczek 02.06.17, 19:54
                                  jottka napisała:

                                  > podejrzewam, że dostępniejszy jest przekład Mortkowiczowej, z tego prostego pow
                                  > odu, że już nie podpada pod prawa autorskie (tj. panu Olszańskiemu trzeba by za
                                  > płacić za wznowienie przekładu), a on z natury rzeczy będzie archaiczny...
                                  >
                                  > co do samej interpretacji tekstu - dzieło czytałam w zamierzchłej przeszłości,
                                  > nic nie pamiętam (poza tym że Nemeczka szlag trafiłsmile, ale u nas jest raczej pr
                                  > oblem odgórnego traktowania lektur jako namaszczonej wykładni życia, której nie
                                  > masz rozumieć, tylko Odnosić-Się-Ze-Czcią, a nie pretekstu do rozmowy. Nie jes
                                  > tem nauczycielem, ale można pogadać ciekawie z nieletnim i bez sięgania do skom
                                  > plikowanych zaszłości, wystarczy podpytać o skojarzenia, tyle że to wymaga inne
                                  > go podejścia (do tekstu oraz podsądnych) i w ogóle innego traktowania szkoły. T
                                  > ę nieszczęsną Kasię tez można ciekawie omówić z dziećmi, wystarczyłoby pozwolić
                                  > im wyrazić zdumienie, ale tu zonk, w podobno tak potępianych brykach zapisano
                                  > świętą prawdę, że Kasia jezd niedobra, mamusi nie kocha i dlaczego. No to to ub
                                  > ija dowolną dyskusję w zarodkusad
                                  >

                                  Sądzę, ze każdą z tych strasznych ksiązek dałoby sie omówic z sensem i bez traumowania. W taki sposób, jak Ty to proponujesz. Ale może praktyczniej byłoby dac dzieciakom do czytania coś, co nie wymaga pedagogicznej ekwilibrystyki?
                                  "Dzieci z Bullerbyn" powstały dawno, dawno temu. "Bracia Lwie serce" też. I co? I da się... I niepotrzbne sa historyczne wstępy...
                                  BTW. "Bracia" to -dla odmiany - nie jest lektura dla dorosłych, jako zupełnie dorosła czytałam to dziecko na głos - wytrzymywałam jeden umówiony rozdział i potem ryczałam w poduszkę...

                                  > a te nieszczęsne mordowane obowiązkowo na zakończenie opowieści zwierzęta to te
                                  > ż jest typowe dla dawno minionej epoki (chyba ok. 1.wojny się skończyło) - to,
                                  > co nam się wydaje bezmyślnym okrucieństwem wobec zwierzęcego bohatera i czyteln
                                  > ika,traktowano kiedyś jako uwznioślenie i samego zwierzaka, i opowiadanych treś
                                  > ci. Znaczy dopieszczano go, wskazując do jakich wyżyn człowieczeństwa się wznió
                                  > sł, a nie flekowano bez sensu, jak nam się dziś wydajesmile

                                  Ach, Jottko, wiem! Karusek, Lampo i inni! Bohaterska śmierć w imie wyższych ideałów. Maniera dziś równie niestrawna, jak te wszystkie obowiazkowo umierające dzieci w pozytywistycznych nowelkach. Sprowadzajaca się - teraz, ja naprawde rozumiem konteksty historyczne - do uwzniaslania samej śmierci w imie obowiązku.
                                  Wytłumaczyc to dzisiejszemu pierwszoklasiście, jednoczesnie dbając, zeby sam nie popadł w przekonanie, ze w imie obowiązku koniecznie trzeba umrzeć - no nie podejmuje się.

                                  ceterum senseo - nalezy zmienic zakończenie "Psa".
                                  • jottka Re: OT Nemeczek 02.06.17, 21:10
                                    > Ach, Jottko, wiem! Karusek, Lampo i inni! Bohaterska śmierć w imie wyższych ideałów. Maniera dziś równie niestrawna, jak te wszystkie obowiazkowo umierające dzieci w pozytywistycznych nowelkach.


                                    ale ty popełniasz anachronizm, dyskutując w zasadzie o czym innym (o złym doborze dzisiejszych lektur dla dzieci). to dla nas te kolejne jankimuzykanty i inne sierotki są wykańczające, a ich śmierć traktujemy jako męczącą figurę retoryczną, współcześnie to był czysty, brutalny realizm, który niekoniecznie cieszył się pożądaniem mas czytelniczych. znaczy to nie była maniera, tylko próby interwencji społecznej takimi środkami, jakie były dostępne - a zauważ, że się znęcamy nad utworami najlepszych pisarzy, bo te tylko do nas dotarły, i one są właśnie dobrze napisane, tylko nam w złej manierze przedstawiane.


                                    > Sprowadzajaca się - teraz, ja naprawde rozumiem konteksty historyczne - do uwzniaslania samej śmierci w imie obowiązku.

                                    co do zależności śmierć - obowiązek to niezupełnie o tak prostą relację mi chodziło. mówimy o świecie, gdzie śmierć (czy to na wojnie, czy wskutek choroby) była dużo częstsza i pospolitsza niż dla nas tu i teraz. w dobrych tekstach nie ma prostego nakazu 'umrzyj, bo tak trzeba', tylko jest pokazane, że czasem konsekwencją naszych wyborów jest śmierć i są ludzie, którzy zdecydowali się tę cenę zapłacić z takich a nie innych powodów. to dzisiaj się oburzamy, że taką zdolność przypisano dziecku, ale też nie wszyscy (patrz pomnik małego powstańca), ale to też może być podstawą dyskusji, tyle że właśnie dyskusji, a nie wtłaczania prostych prawd.



                                    > Wytłumaczyc to dzisiejszemu pierwszoklasiście, jednoczesnie dbając, zeby sam nie popadł w przekonanie, ze w imie obowiązku koniecznie trzeba umrzeć - no nie podejmuje się.

                                    dziecko nabywa zdolności myślenia abstrakcyjnego gdzieś na początku podstawówkismile znaczy w sensie normalnego rozwoju, da się mu w wieku lat 10 wyjaśnić, że przedziwne zachowania pewnych ludzi motywowane są zupełnie innymi przekonaniami niż nasze.
                                    • bluzeczka.zamszowa Re: OT Nemeczek 02.06.17, 21:53
                                      Kiedy ukazała się pierwsza część Harrego Pottera moja dziesięcioletnia wtedy znajoma orzekła, że Kamień filozoficzny powinien zostać lekturą szkolną.
                                      Po wydaniu H.P. i Komnaty Tajemnic cała jej klasa wystąpiła z tą propozycją do wychowawczyni wtedy już chyba piątej klasy. Dzieci argumentowały całkiem logicznie, że to jedyne książki, ktòre wszyscy przeczytali i w dodatku chętnie podyskutują z ciałem pedagogicznym, bo to przecież książki o szkole i uczniach, że byłoby fajnie, że...
                                      Pani dała się wygadać klasie i kròtko mòwiąc, spuściła ich po brzytwie!
                                      Dzieci zareagowały prawidłowo - Nauczycielom się nie chce czytać, wyłamywać z szeregu, są wygodni, sprawy dzieci ich nic nie obchodzą, itp.
                                      I po czymś takim kazano im czytać Anię z Zielonego Wzgórza, z czego głośno cieszyła się klasowa lizuska.
                                      Głośno, bo po cichu przyznała rację kolegom!
                                      • czekolada72 Re: OT Nemeczek 05.06.17, 20:58
                                        Hmmmm, ale Harry Potter BYŁ lektura szkolną, nie wiem jak obecnie, no bo to zła przecie książka, ale moje Dziecko, rocznik 92, gdzies w okolicach podstawowki/gimnazjum mialo HP na liscie lektur obowiazkowych!
                                        • bluzeczka.zamszowa Re: OT Nemeczek 08.06.17, 17:44
                                          czekolada72 napisała
                                          > przecie książka, ale moje Dziecko, rocznik 92, gdzies w okolicach podstawowki/
                                          > gimnazjum mialo HP na liscie lektur obowiazkowych!
                                          >
                                          Moja mała znajoma z 89 roku.
                                          Może po prostu ten rocznik się na HP nie zdążył jeszcze załapać!
                                          • czekolada72 Re: OT Nemeczek 28.06.17, 11:15
                                            moze.... chociaz Mala nie byla pierwszym rocznikiem z HP w lekturach obowiazkowych, no, niewazne.
                                            Natomiast bratanek, rocznik 04 - czytal w ramach obowiazku Anie smile
                                            Czytal tez Charlie i fabryja czekolady, ba! oboje czytalismy smile)
                              • berrin Re: OT Nemeczek 02.06.17, 19:40
                                No właśnie. Nawet dwunastolatki za mało wiedzą.
                                Przekład z 1913 r. jest zreszta starannie wyczyszczony z odniesień historycznych (nie żadni Czerwonoskórzy, tylko Czerwone koszule, jak garibaldczycy, a ekipa Nemeczka to byli hm... narodowcy, broniący swej ziemi...?). czyli autorka jprzekładu juz wtedy zakładała, że węgierskie odniesienia historyczne będa dla dzieciaków niezrozumiałe. ale bez nich - a prawdziwy kontekst książki jest chyba faktycznie niemozliwy do wyjasnienia przed wiekiem licealnym - naprawde zostaje walka dwu podwórek o plac budowy, z którego zreszta wyrzuca ich wszystkich prawoiwty właściciel. Troche mało, żeby uzasadnić śmierc głównego bohatera...
                                A jesli to ma byc okrutna satyra na nacjonalizm, wiernośc sprawie az po grób i walke o lesniczówke, z której w końcu wszystkich i tak wywala wracajacy do domu lesniczy - to NIE JEST TO KSIĄZKA DLA DZIECI.
                                Do ksiązki nie mam sentymentu, nowego przekładu nie tkne, chocby był najlepszy na świecie. W szkole omawiałam TAMTEN i niewiele mnie obchodzilo, co jest w oryginale - a potem sie dowiedziałam, ze tam jest jeszcze gorzej. Teraz to naprawdę "szacowna klasyka", co w książkach dla dzieci - skoro dzieło należałoby poprzedzić wykładem wprowadzającym, dłuższym niz sama książka - niestety dośc często oznacza historyczna ramotę.
                                I ponawiam zarzut braku dziewczynek. Żadnych. Kobiet też nie ma. Istoty żeńskie nie istnieją. Cała ta nawalanka o plac jest czysto męska. Nawet rodzice to przede wszystkim ojcowie, matki to ledwo (o ile w ogóle) widoczne tło. Nie chodzi mi o polityczna poprawność, tylko o zauważenie tego faktu. Zajrzałam do bryków - NIGDZIE nie uznano, ze to ważne. Znaczy sie, nauczyciele tego nie oczekuja.

                                Jestem za zmianą zakończenia "Psa". Lessie jakoś, cholera, mogła wrócić szczęśliwie, prawda?

                                O, przypomniało mi się. Był jeszcze "Ten obcy". Nikt w klasie nie wiedział, dlaczego mamy to czytać... Za to znam ludzi, którzy uważaja, że to swietnia literatura... ale tam przynajmniej nikt nie umiera.
                                • jottka Re: OT Nemeczek 02.06.17, 21:18
                                  berrin napisała:

                                  > Przekład z 1913 r. jest zreszta starannie wyczyszczony z odniesień historycznych (nie żadni Czerwonoskórzy, tylko Czerwone koszule, jak garibaldczycy, a ekipa Nemeczka to byli hm... narodowcy, broniący swej ziemi...?). czyli autorka jprzekładu juz wtedy zakładała, że węgierskie odniesienia historyczne będa dla dzieciaków niezrozumiałe.

                                  ale ty to oceniasz tak, jakby Mortkowiczowa była dzisiejszą tłumaczkąsmile w czasach jej współczesnych zasadniczo większość przekładanych tekstów, a już zwłaszcza dla dzieci, starano się "udomowić". To znaczy w sposób dla nas skandaliczny zmieniano imiona (Rachel Linde z 'Ani z Zielonego Wzgórza' ma na imię jak wiadomo Małgorzatasmile , w ogóle nazwy własne, część realiów, nie dlatego, że uważano że jakaś tematyka jest za skomplikowana dla dziecięcego odbiorcy, tylko dlatego że panował pogląd, że przesłanie utworu tym lepiej zostanie przyswojone, im bardziej dziecko się będzie mogło utożsamić ze znanym sobie bohaterem, środowiskiem itp. Uzus taki, Mortkowiczowa nie była wyjątkiem w swobodnym podejściu do tłumaczonego tekstu.


                                  > I ponawiam zarzut braku dziewczynek.

                                  ale to jest zarzut do kogo? jeśli do autorów obecnych kanonów lektur, to słuszny, ale jeśli do Molnara, to cokolwiek przestrzelonysmile
                                  • berrin Re: OT Nemeczek 02.06.17, 21:59
                                    jottka napisała:

                                    > berrin napisała:
                                    >
                                    > > Przekład z 1913 r. jest zreszta starannie wyczyszczony z odniesień histor
                                    > ycznych (nie żadni Czerwonoskórzy, tylko Czerwone koszule, jak garibaldczycy, a
                                    > ekipa Nemeczka to byli hm... narodowcy, broniący swej ziemi...?). czyli autor
                                    > ka jprzekładu juz wtedy zakładała, że węgierskie odniesienia historyczne będa d
                                    > la dzieciaków niezrozumiałe.
                                    >
                                    > ale ty to oceniasz tak, jakby Mortkowiczowa była dzisiejszą tłumaczkąsmile w czasa
                                    > ch jej współczesnych zasadniczo większość przekładanych tekstów, a już zwłaszcz
                                    > a dla dzieci, starano się "udomowić". To znaczy w sposób dla nas skandaliczny z
                                    > mieniano imiona (Rachel Linde z 'Ani z Zielonego Wzgórza' ma na imię jak wiadom
                                    > o Małgorzatasmile , w ogóle nazwy własne, część realiów, nie dlatego, że uważano ż
                                    > e jakaś tematyka jest za skomplikowana dla dziecięcego odbiorcy, tylko dlatego
                                    > że panował pogląd, że przesłanie utworu tym lepiej zostanie przyswojone, im bar
                                    > dziej dziecko się będzie mogło utożsamić ze znanym sobie bohaterem, środowiskie
                                    > m itp. Uzus taki, Mortkowiczowa nie była wyjątkiem w swobodnym podejściu do tłu
                                    > maczonego tekstu.
                                    >
                                    >
                                    > > I ponawiam zarzut braku dziewczynek.
                                    >
                                    > ale to jest zarzut do kogo? jeśli do autorów obecnych kanonów lektur, to słuszn
                                    > y, ale jeśli do Molnara, to cokolwiek przestrzelonysmile

                                    Ależ nie czynie żadnych zarzutów ani tłumaczce, ani Molnarowi! Kiedy każde z nich tworzyło, tak sie pisało i tak sie robiło przekłady, zwłaszcza w literaturze dziecięcej (choc nie tylko, "Błękitny zamek" nie ejst wszak dla dzieci, a zmiana imion i inszych drobiazgów go nie ominęła). To sie chyba wtedy nazywało - bardzo zreszta słusznie, ze ksiązkę "spolszczono". Jeśli już czemus cos zarzucać, to temu, że przeklad "z wtedy" książki z jeszcze głębszego "wtedy" funkcjonuje teraz i czyni książke podwójnie niezrozumiałą. To nie ejst wina jakości przekładu, tylko tego, że on sam ma ponad 100 lat.

                                    Zarzut braku dziewczynek odnosi sie tylko do twórców obecnego kanonu. Ten brak u Molnara to tylko - bardzo zresztą ciekawy - znak czasów. I przy omawianiu dzieła mozna by wręcz zapytać dzieciaki - dlaczego tam sa tylko chłopcy?

                                    I tak, wiem, ze popełniam anachronizmy. To wszytsko kiedys to był brutalny realizm, śmierć - zwłaszcza dziecka - była znacznie powszechniejsza i dzieci tez o tym wiedziały. W ksiązkach dla dzieci z wtedy często sie umiera (w "Ani" chociazby). Masz racje, ze w szale nieznoszenia części kanonu lektur pomieszałam dwa pojecia - to, jak pisano wtedy i to, jak obecny odbiorca rzecz przyjmuje.
                                    Noale. Chodzi teraz przeciez właśnie o tego obecnego odbiorcę kanonu lektur. dzieciecego odbiorcę, który czyta o psie, który ginie i Nemeczku, który umiera - ale jego "tło kulturowe" jest zupełnie inne.

                                    I tak, po strokroć tak, masz racje, o to mi chodzi: Wszelkie postawy moralne i konsekwencje wyborów - czasami śmierć - mogą byc podstawą do dyskusji. Dyskusji, zastanawiania się, rozważania i pozwalania na różne wnioski. Żeby mozna było samodzielnie dojśc do wniosku, że warto. albo, że nie warto. Albo, że to jest okropne i sam/sama nie wiem, co by należało zrobić, ale rozumiem/nie rozumiem czemu on tak zrobił. A "Chłopcy" sa ksiązka trudną w odbiorze (względnie może także dla znacznej części czytelników nudną) i obawiam sie, zachecającą do "pojechania" odwiecznymi schematami i interpretacją jedyną słuszną ...
            • czekolada72 Lampo 21.07.17, 10:01
              toskania.matyjaszczyk.com/2017/07/o-psie-ktory-jezdzi-koleja.html
    • minerwamcg Re: OT Nemeczek 02.06.17, 21:26
      A nie, ja Chłopców z Placu Broni dostałam jako nagrodę po I klasie podstawówki i przeczytałam kilka razy w kółko. Nie przeżywałam jakoś strasznie, bo w literaturze byłam zaprawiona, a i do chłopięcych bohaterów przywykłam. Literatura w tamtych czasach tak miała, była wyraźnie rozdzielnopłciowa, inne książki były dla dziewcząt, inne dla chłopców - czytałam jedne i drugie, a utożsamiałam się z tym bohaterem, który mi się najbardziej podobał, bez względu na pć. W tym wypadku oczywiście Boka smile W ogóle idealistka byłam i wszystkie te szlachetności znosiłam dobrze. Trochę głupia byłam przy aferze ze Związkiem Zbieraczy Kitu - nie mieściło mi się w głowie, że szkoła może mieć pretensje o taką pierdołę. Potem zrozumiałam...
      • berrin Re: OT Nemeczek 02.06.17, 22:08
        Och jej, popatrz, a ja nigdy sobie z tymi szlachetnosciami nie dawałam rady. Nie mam pojecia czemu,ale jak bohater był nadmiernie szlachetny, to miałam ataki zdrowego rozsądku, co nieco odbierało przyjemnośc z lektury. Nawet Winnetou mnie irytował, doprawdy, nie wspominając juz o Skrzetuskim, a biedny mój dziadek (ten od wycierania kogutoju) regularnie wysłuchiwał tych moich irytacji i próbował zaprowadzic w nich jakis ład...
        Niezaleznie od tego lepiej wchodziły mi książki z chłopackimi bohaterami, bo chyba robili ciekawsze rzeczy (no, poza Ronją, ale Lindgren to jest po całości zupełnie inna bajka). Taką "Anię" przeczytałam raz, bo uznałam, ze wypada, a dalsze części nie zaciekawiły mnie wcale...
      • zaisa Re: OT Nemeczek 27.06.17, 23:30
        U siebie pamiętam całkowite niezrozumienie tego bohaterstwa. Rozsądek mi protestował. Pomimo, że wychowałam się na stertach opowiadań z "Płomyczków"i wielu radzieckich książkach (oczywiście nie tylko, czytanie raczej mi szło) i próbowałam wcielać propagowane postawy w życie, np. nie ściągać lub szlachetnie nie podpowiadać... I ogólnie wierzyłam w parę rzeczy. Z czasem mi w jakimś stopniu przeszło. Ale mimo tego sensu śmierci Nemeczka nie widziałam.
        Co do Lampo, syn czytając to, w ogóle nie zrozumiał, że fakt, że Lampo został na torach, oznacza jego śmierć...
        Pierwszy raz popłakałam się nad losem Łyska. Na szczęście na koniec mogłam obetrzeć łzy.
        Nie wiem, czy pamiętacie "Cudaczka-Wyśmiewaczka"? Jako dorosłą, skręca mnie przy rozdziale o Beksie. Jest w nim opisane typowe dziecko z nadwrażliwością, które sobie nie radzi z rzeczywistością. No i oczywiście powinien sobie sam z tym poradzić, bo beksa jest ble... Tylko akurat w tym jednym wypadku, autorka sama nie ma pomysłu jak Władek mógłby sobie poradzić z sobą, albo jak ktoś mógłby mu pomóc, bo on jako jedyne dziecko z całej książki się nie zmienia i nawet Cudaczek od niego ucieka. .. Ech...
        • berrin Re: OT Nemeczek 28.06.17, 07:01
          Hm. No bo z tymi dziecięcymi lekturami to jest tak, że - poza absolutną elitą - starzeją się razem z koncepcjami wychowawczymi, które miały odzwierciedlać (albo i nie miały, ale autor i tak odruchowo wsadził tam to, w czym wychowywano jego samego), i to starzeją straszliwie. A ponieważ u nas często podstawą obecności w kanonie lektur teraz jest to, że coś w nim było wcześniej, nie zauważamy, że zaczynamy uczyć dzieciaka historii literatury dziecięcej, zamiast czytania i rozumienia. Stąd ten Lampo z czasów, kiedy bohaterska śmierć nobilitowała zwierzaka na czlowieka, bo bez niej zwierzaki były tylko czysto użytkowym zasobem, stąd ten Staś o mało co męczennik za wiarę, stąd ten nieszczęsny umierający za nic Nemeczek, powieszony Pinokio, Kasia odrzucona przez rodziców, bo mają nową, ładniejszą córeczkę...
          A do tego do tej listy uparcie dokładamy - dając wyraz calkowitemu niezrozumieniu kontekstu - rzeczy, które przecież na pewno są dla dzieci, bo są krótkie i o dzieciach - i mamy Janka Muzykanta, zakatowanego za pomacanie skrzypek, Anielkę konajacą, Rozalke w piecu (bo w tych dziełach dziecko też musiało umrzeć, tylko nie podmiotowo jak zwierzak pasowany tą śmiercią na omc człowieka, tylko przedmiotowo, jako wyrzut sumienia dla adresatów dzieła ,- dorosłych) i czytelnika lat 5-12, ktory albo nie przeczyta, bo nudne, albo przeczyta nie zawracając sobie głowy rozumieniem i zapomni albo będzie płakać, bo te wszystkie tragedie odbierze zgodnie z dzisiejszymi normami tego, co jest akceptowalne i normalne - a w końcu one się trochę różnią od tych z czasów powstawania dzieła...

          O umieraniu dziecka są Bracia Lwie Serce. To wspaniała książka (nie jestem w stanie jej czytac nie becząc histerycznie) i to, że ma juz swoje lata, niczego jej nie odbiera. Smierc w "Ani" to element swiata, a nie manipulacja. W "kamieniach na szaniec" mamy sytuacje graniczną, ale bohaterowie to nie dzieci, oni podejmuja decyzje świadomie i wiadomo, dlaczego takie. Ale tam, gdzie umieranie dziecka jest tylko pretekstem do jakichkolwiek innych celów, w tym do manipulacji wychowawczej, typu "bo tak było trzeba!" (Nemeczek czyli jak wychowac żołnierza...), dzieło nadaje sie tylko na półkę dla historyka, nie do kanonu lektur. O.
          • balamuk Re: OT Nemeczek 28.06.17, 08:50
            Zgadzam się. Chyba większość z nas się zgadza. W wieku jesteśmy różnym. No to powiedzcie mi, kto te debilne listy lektur zatwierdza? Komisja jakaś zapewne, i co, w tej komisji rówieśnicy Konopnickiej siedzą rządkiem???
            • berrin Re: OT Nemeczek 28.06.17, 09:26
              Mentalni, zapewne. Sporo ludzi ma skłonnośc do łatwego wchodzenia w bezpieczną koleine tradycji, a juz zwłąszcza ostatnio tej najgorszej, czyli Oto My Udręczeni A Zawsze Bohaterscy... Po co kombinowac, co pisanego teraz zaciekawi dzieciaki i pozwoli pogadać o bohaterach i ich wyborach i przemianie, skoro mamy gotowe schematy, a poza tym To Jest Wspaniała Literatura Która Zachwyca.
              No nie zachwyca...
              • czekolada72 Re: OT Nemeczek 28.06.17, 11:21
                Znaczy tak, moj rocznik nie docenil przeslania Janka, Anielki i Rozalki. A pieczenie dziecka w "piekarniku" przeslo z czasem do kanu zwrotow wsrod mlodych rodzicow.
                Roczniki pozniejsze - moje Dziecko czy tez bratanek - juz nawet nie łapały sie na dowcip, poprostu jest to tak niezrozumiale, ze szkoda gadac - podsumowanie krotkie i tresciwe - idiotyzm.

                Naraze sie jeszcze wam - ja Kasie zawsze lubiłam. Nie odbierałam jej w ten sposób.
                • berrin Re: OT Nemeczek 28.06.17, 11:30
                  Mnie OJK wprawia w stan wk... i nie mam na to delikatniejszego określenia, ponieważ o ile Nemeczka da się jeszcze odbierac jako "powieść historyczną" czyli nałożyć na nia filtr "ale to było bardzo dawno", o tyle Kasia udaje teraz książkę zupełnie wspólczesną. A nią nie jest.
                  Poza tym w chwili lektury szkolnej OJK miałam lat 7 i od 1,5 roku byłam starszą siostrą. I NIE ROZUMIAŁAM co się dzieje w tej książce, bo przecież tak się dziać nie może, świat tak nie działa, ci dorosli są jacyś głupi... Nauczycielka nie podzieliła moich wątpliwości i zganiła mnie za niezrozumienie tekstu (brawa dla tej pani!...), co odebrałam jako dodanie niesprawiedliwości do niezrozumienia i długo nie umiałam zapomnieć.
                  • ewa9717 Re: OT Nemeczek 28.06.17, 12:21
                    Od lat różni ludzie biją na alarm, że lista lektur skutecznie zabija chęć czytani i nic. Nadal takie same jełopy, choć opcje polityczne się zmieniają, wiedzą swoje. To coś tak, jak "Krzyżacy" chyba w plebiscycie Polityki zwyciężyli jako powieść stulecia. Miałam z tym do czynienia jeszcze dziesięc lat temu, nawet bawiłam się w zbieranie danych z ponad 20 szkół województwa (drogą prywatną, a więc mogłam liczyć na większą szczerość), jak się ma czytalność wink "Krzyżaków najpierw w kl. siódmej podstawówki, a potem chyba w drugiej gimnazjum. Odpowiedzi były własciwie takie same: jeśli na klasę przeczytały całość 3 sztuki, można było mówić o sukcesie.
                    • czekolada72 Re: OT Nemeczek 29.06.17, 06:28
                      Kasia jest ksiazka wspolczesna na OWE lata, nic nie udaje, natomiast jakby nie bylo - realia oddaje niezle. I tez jestem starsza siostra, o ile kojarze pierwszy kontakt z Kasia - wtedy od jakis 3-4 lat. I mialam w pojone, ze wlasnie TAK bywa, ale w mojej rodzinie rodzice starali sie aby wlasnie do TAKIEJ sytuacji nie doszło.
                      Od pani zas obrywalam za czytanie pod stolem Samochodzika i kolejnych tomow Ani oraz Guruy smile

                      Co zas do listy lektur - od lat jestem najszczesliwszym czlowiekiem pod sloncem, ze zakonczylysmy edukacje szkolna i bardzo, bardzo wspolczuje Bratu, ze przed nim jeszcze jakies 6 kolejnych lat.....
                      • berrin Re: OT Nemeczek 29.06.17, 07:52
                        Tak, na OWE czasy, w jakich powstawała. Już wtedy dowodziła ogromu empatii i zrozumienia dziecka u autorki. Ale ok, takie były czasy. tylko, ze omawiana jest teraz - i nadal udaje, ze jest współczesna.
                        Ja pod ławką czytałam Lesia i największym kłopotem było dla mnie powstrzymywanie napadów śmiechu. A polonistke irytowało chyba nie tyle samo czytanie, co fakt, ze wyrwana do odpowiedzi bezczelnie udzielałam prawidłowej, siadałam i czytałam dalej.
                        Ale czyż to była moja wina, że na lekcji omawiano niewłąściwe lektury?
                        • eulalija Re: OT Nemeczek 29.06.17, 08:42
                          Nauczyciele mieli problem z tymi uczniami z podzielną uwagą i wiedzą.
                          Przeszkadzaliśmy im.
                          Zajmowaliśmy się czymś innym.
                          Statki, gadanie, czytanie.
                          No ale to nie tylko nasza wina.
                          Lekcje były nudne.
                          • berrin Re: OT Nemeczek 29.06.17, 09:13
                            Nigdy nie gadałam. I nie grałam w statki ani w kropki. Bo to przeszkadzałoby innym, a nigdy nie miałam intencji przeszkadzania. Ale mjak się dowiedziałam, zę moje ciche czytanie tez przeszkadza, to nie przyjęłam do wiadomości. Nie przyjmowałam tez argumentu, ze nie uważam, byłam gotowa na każde wezwanie udowodnic, ze owszem, uważam. Przecież odpowiadam na temat i do rzeczy.
                            Potem zaczęłam na lekcjach, juz nie pod ławka, pisać opowiadania. To już było mniej irytujące dla nauczycileki, bo sadziłą, ze tak gorliwie notuję. Chryja zrobiła się raz, jakos w połowie ósmej klasy, jak mi zajrzała do tych "notatek".
                            • czekolada72 Re: OT Nemeczek 29.06.17, 12:44
                              U mnie bylo problemem to, ze omawiane czytanki(!) mnie nie interesowaly, tym bardziej czytanie w kolejnosci po kilka zdan. Ja bralam czytalam, i wracalam do swojej ksiazki, wlasnie tlumiac smiech na przyklad, a tu zonk - mam czytac kolezanka mnie szturcha, ale nie wiem na czym skonczyla poprzedniczka....
            • bluzeczka.zamszowa Re: OT Nemeczek 29.06.17, 09:26
              balamuk napisała:

              > Komisja jakaś zapewne, i
              > co, w tej komisji rówieśnicy Konopnickiej siedzą rządkiem???
              Cześć, i tu dochodzimy do meritum sprawy:
              Dzieci i młodzież tak naprawdę nie mają przyjaciół wśród jakichkolwiek rządzących, zresztą my pozostali również nie mamy! Rządzenie jest sztuką dla sztuki, jeżeli ktoś wierzy złotoustym, no cóż, jego rzecz...
              Pozostaje we własnym zakresie wdrażać dzieci do czytania i od najwcześniejszego dzieciństwa przyzwyczajać je do myślenia, że książka jest elementem życia równie niezbędnym jak, dajmy na to - chleb i wszystko, co się z nim kojarzy.
              Minerwa z Arthurem tak robią i jaki piękny rezultat osiągnęli!
              • berrin Re: OT Nemeczek 29.06.17, 09:34
                Moja Macierz swego czasu zaczęła z grubej rury. Miałam 3 lata (z haczykiem) i pojechałysmy razem na wieś, do chałupy zakupionej przez siostrę mojej babci i jej męza na wakacyjne siedlisko. Mama zabrała tam dla siebie róźne książki fachowe z zakresu zasiłków chorobowych, a dla przyjemności wzięła Cyberiadę i Mitologię Parandowskiego. A że dziecko koniecznie domagało się czytania przed zaśnieciem, czytała mi te dwa dzieła na zmianę, czasem wyjasniajac trudniejsze pojęcia, a czasami nie.
                Do dziś twierdzi, ze szczegolny rodzaj mojej czytelniczej osobowości ukształtował się właśnie w tamte wakacje...
                • ewa9717 Takie aportko lektur 29.06.17, 09:40

                  Należę do istot kiepskopotliwych i zawsze sądziłam, że słony pot zalewający oczy t takie zalewanie różnych żeromsko-konopnicko-orzeszkowych, a na stare lata doświadczam! Tyle że nie od obrabiania pańszczyzny, sam pobyt na słońcu mi starcza wink
                • asia.sthm Re: OT Nemeczek 29.06.17, 11:45
                  O tak, Cyberiada dala mi w kosc - czytalysmy sobie na zmiane z kolezanka chyba dopiero w trzeciej klasie i tak plakalysmy ze smiechu ze nas obie brzuchy potem dlugo bolaly. Cierpialysmy jak ci wszyscy dziciecy bohaterowie z lektur. Do dzis nie umiem przeczytac o maszynie do pisania wierszy bez skretu kiszek. Wdzieczna jestem Lemowi za te katorgi.
                  • berrin Re: OT Nemeczek 29.06.17, 12:20
                    No, osobiście jako jeden z pierwszych wierszyków w życiu opanowałam ten: Jam jest robot młody, nie boję sie wody, bo gdzie woda, to ja hyc, nie boję sie nic a nic, od nocy do rana, danaż moja dana. Nie byłam go zresztą w stanie wyrecytowac na jeden raz, bo za bardzo się zaśmiewałam. A ponadto skoro już tak wczesnie dowiedziałam się, co to jest masa krytyczna uranu, to bawiłam się potem w masę krytyczną, budując piramidy z klocków, które zupełnie prawidłowo, po przekroczeniu punktu krytycznego, sie przewracały.
                    A zaraz potem mama zaczęła mi czytać Dzienniki Gwiazdowe i nie zliczę portretów, jakie stworzyłam kurdlom (ośmioły jakoś mnie az tak nie zaciekawiły). O, i Pamiętnik znaleziony w wannie, czytałam go na lekcjach pod ławką, nie rozumiejąc nic i nie dając sobie odebrać dzieła.
                    A z lektur powazniejszych: do dzis nie wiem, czy samodzielne przeczytanie w wieku lat ośmiu "Edenu" było dobrym pomysłem, bo zrozumiałam zaskakująco za dużo, ale masowe groby to mi sie potem śniły po nocach...
                    • ewa9717 Re: OT Nemeczek 29.06.17, 12:44
                      Cóż to za robot piękny i młody
                      i cóż to za robotniczka?
                      Ona mu z dzbana daje pentody,
                      a on jej wtyczki z koszyczka.
                      A w siódmej klasie odkryłam, że Jul był wcześniej wink
                      • ewa9717 Re: OT Nemeczek 29.06.17, 12:49
                        ewa9717 napisała:

                        > A w siódmej klasie odkryłam, że Jul był wcześniej wink
                        Myśl w dzbanie zafiksowała się na malinach i palec niźli myśl śmiglejszy wyklawiszował Jula zamiast Adama M. crying
                        >
                        >
                      • bluzeczka.zamszowa Re: OT Nemeczek 29.06.17, 12:53
                        A wierszyk o robocie i robotniczce napisał Stanisław Lem, super!
                    • czekolada72 Re: OT Nemeczek 29.06.17, 12:46
                      Ja swoje kilkumiesieczne dziecko usypilama dzielami Fredry, przeplatanymi tworczoscia Guruy. dziecko było uprzejme i zasypialo niezaleznie od wszystkiego. ale mina Tescia, ktory wszedl do pokoju gdy ja wylam ze smiechu nad dzieckowym lozeczkiem - bezcenna!
                      • berrin Re: OT Nemeczek 29.06.17, 12:48
                        hej przeleciał robot, wydał cichy chrobot, małe śrubki na nim zadrżały!

                        Oraz Na szmelc rzucilismy masz życia felc na szmelc, na szmelc!
                    • asia.sthm Re: OT Nemeczek 29.06.17, 12:46
                      Ten mlody robot chetnie by dzis pourzedowal na twoim biurku big_grin
                      Od tego wierszyka od razu przyjemniejszy dzien mam.
                      • gat45 Re: OT Nemeczek 29.06.17, 13:50
                        Jeszcze czytać nieumiejący - a nauczyłam się gdzieś tak przed osiągnięciem lat czterech - domagałam się opowiastek przed snem. Opowiastek, bo miało być ciemno. Całkiem. I nie bajek, bo smoki i królewny jakoś mnie mało interesowały. Usypianie należało do tatusia, który opowiadał mi zamiennie mity greckie (plus wybrane fragmenty Iliady i Odysei, niekoniecznie po porządku) z osobiście wymyślanymi historyjkami, w których mała ja byłam świstakiem górskim, z francuska zwanym La Marmotte. Mieszkałam na turniach w gronie innych świstaków, a za najbliższego przyjaciela miałam kosmitę, który nazywał się Kaligula Krunks, dla przyjaciół Kali. Kali leciał z bardzo daleka jeszcze dalej, ale chwilowo musiał się zatrzymać na orbicie geostacjonarnej w układzie słonecznym. W gronie bliskich przyjaciół był także tygrys-podlotek (chłopak) oraz bardzo mądra, dorosła koza (dama). Nie macie pojęcia, jaką świetną ekipę tworzyliśmy we czworo i jakie cudowne mieliśmy przygody, tak ziemskie, jak i międzygalaktyczne... Eeeeeeeeeh......... Że też to nie zostało spisane! Szkoda. Ale wciąż mam kilka tatusiowych ilustracji do naszych przygód, głównie akwarelki. Świstak-wyrostek na nartach, w łapawicach i czapce z pomponem, a przy nim coś, co najbardziej przypomina pompę CPN - czyli Kali. Ale uwaga, Kaligula Krunks, jak to kosmita, nie zawsze wyglądał tak samo, jako że był po.li.mor.ficz.ny. Na innych ilustracjach wygląda jak skrzyżowanie ośmiornicy z krokodylem, na jeszcze innych jak wielka kula futra. Taka już ich natura, tych jego ziomków z oddali niewyobrażalnej.

                        PS "Chłopców z Placu Broni" musiałam czytać, choćby dlatego, że czytałam wszystko, co wydrukowane. Z banderolką wokół papieru klozetowego włącznie (fabryka Świecie - papier toaletowy marszczony.... itd), więc lekturę szkolną na pewno.
                        I nie pamiętam NIC. Ale to zupełnie nic. Zero nul. Nawet imię bohatera nic mi nie mówi. Czyżbym jednak jakoś się prześlizgnęła obok tek lektury obowiązkowej ?
                        • berrin Re: OT Nemeczek 29.06.17, 14:37
                          Mnie dziadek opowiadał mi w ramach bajek na dobranoc o partyzantach z Puszczy Kozienickiej, zwłaszcza o jednym młodym rusznikarzu, Laska mu było, wczesniej i później był stolarzem smile A tata tworzył dla mnie opowiaski cos a la Borchardt, na przykład o tym, jak sie Pewien Lis koledze na Zawiszy wmeldował do koi podczas przychyłu z wielka, mrozona rybą w objęciach... bo z chłodni do kambuza szło sie przez kubryk.
    • minerwamcg Re: OT Nemeczek 29.06.17, 21:41
      A czy ktoś pamięta dzieło "Chłopak na opak"? Perypetie bohatera, w założeniu zabawne, w szczególności zaś popełniane przez niego błędy (za które ponosi całkiem konkretne konsekwencje) wskazują na upośledzenie umysłowe, i to w stopniu nie lekkim, a umiarkowanym. Czytając dzieło miałam wrażenie, że nikt włącznie z autorką tego nie zauważył i każą czytelnikowi śmiać się z biednego, niedorozwiniętego dziecka. A fuuu.
      • balamuk Re: OT Nemeczek 29.06.17, 22:07
        To przynajmniej nie jest lekturą w roku 2017.
      • czekolada72 Re: OT Nemeczek 30.06.17, 07:28
        I Chłopaka, i Głowę , i Dziewczyne i chłopaka, i Tajemnicę, i Ucho, i pierwsza miłosc, a z calej tworczosci Ożogowskiej najbardziej lubiałam złota kulę, sama nie wiem nawet dlaczego wink chyba, dlatego, ze moj ulubiony ksztalt to wlasnie kula smile)))
        • berrin Re: OT Nemeczek 30.06.17, 07:47
          Chłopaka czytałam w wieku baardzo wczesnym, jakoś w połowie przedszkola - i odbierałam wyłacznie jako przyczynek do wyższości intelektualnej osobników żeńskich nad męskimi. Moi koledzy z grupy sredniaków zachowywali sie podobnie i nie oceniałam ich rozumności zbyt wysoko. Poza tym zdaje się uważałam, że bohater jest w moim wieku - jego zachowania świetnie pasowały do typowej przedszkolnej głupoty. No, był troche starszy... Z drugiej strony pamiętam doskonale z poczatków podstawówki podobnych mu pechowców, ściągających na siebie wszelkie możliwe klęski, niewazne, czy chcieli dobrze, czy wprost przeciwnie, czy może w ogóle nic nie chcieli i tylko wyszło jak zawsze. I oni chyba sie mieścili w szeroko pojętej normie...
          • ewa9717 Re: OT Nemeczek 30.06.17, 09:13
            Ja jako niedorozwinięta czytałam to później, pewnie była to druga klasa podstawówki. I była to druga rzecz, która zachwiała moją wiarę w boskość pisarzy (pierwsza była czytanka o niemożności znalezienia zielonego listka w październiku, Bbbzyta też pamięta).
            • berrin Re: OT Nemeczek 30.06.17, 09:37

              Moja wiara w boskość autorytetów została naruszona bardzo wcześnie. I pierwszym autorytetem, który wówczas legł w gruzach, był autorytet Pani Przedszkolanki.
              Nie wiem, czy zetknęłyście się kiedyś z piosenką na Dzień Matki: Kochana mamo, jak będę duży..., o chłopcu, którzy zamierza przywozić mamie z podróży różne zwierzątka, które będą jej pomagać w pracach domowych, małpka – zmywarka, wielbłąd – komunikacja miejska i cos tam jeszcze. I w ostatniej zwrotce on obiecuje mamie, ze jej przywiezie tapira, choć jakoś nie pamiętam, po co. W trakcie śpiewania przedszkolaki miały pokazywać kolejne zwierzątka, nie pamiętam jak które, ale tapira pani nam kazała pokazywać, strosząc sobie fryzurę. Wydało mi się to dziwne, bo w moim domu nikt się nie tapirował i nie znałam tego pojęcia, zapytałam ją zatem, dlaczego tak. I otrzymałam wyjaśnienie, ze nie ma takiego zwierzątka, jak tapir, więc nie ma co pokazywać.
              Straszliwie przejęta zajrzałam w domu do Małej Encyklopedii PWN i tam był tapir, jak najbardziej, z ryjem i wszystkim, za to nie miał żadnej takiej idiotycznej fryzury. Jeszcze bardziej przejęta zapytałam mamy i uzyskałam potwierdzenie, że tapir istnieje. Więc w przedszkolu ostrożnie - bo może ona wie coś, czego nie wie nikt inny – zawiadomiłam Panią, że tapiry istnieją i że (biedne, niedyplomatyczne dziecię pary harcerzy) SPRAWDZIŁAM W ENCYKLOPEDII.
              Zaraz potem było wyznaczanie ról do jakiegoś przedstawienia i dostałam niemą role kozy, której nikt inny nie chciał. Dobrze, że Pani nie stała na stanowisku, ze kóz też nie ma…
              • berrin Re: OT Nemeczek 30.06.17, 10:42
                Czytałam "Kulę" mając lat chyba dziesięc. Na jakichś wakacjach na wsi była jedną z kilku książek w gospodarstwie (druga był jakis poradnik rolniczy, też przez mnie przestudiowany od deski do deski i z powrotem, a pozostałymi chyba stare podręczniki szkolne). Nigdy juz potem do niej nie wróciłam, ponieważ z całej ksiązki najmocniej pamiętam scenę pobicia - czy raczej skatowania pasem - Bronka przez jego matkę. Krótką, mocną, realistyczną do bólu. Świetny opis rzeczywistości. Zapewne sporo dzieciaków w katowanym Bronku widziało siebie. A to wcale nie było tak dawno, prawda? Złota kula to 57 rok. Moja mama była rówieśniczka Bronka. A w chwili mojej lektury (połowa lat 80-tych) w tymże gospodarstwie zięć gospodarza bił swoich synów i był nieco zaskoczony, że mnie mu nie wolno tknąć. Też nie umiał pojąć, że mozna dzieci nie bić. Ale jako dziecko przeczytałam całą scenę ze zgrozą – to nie było jakieś tam mityczne lanie, które pojawiało się w co drugiej książce dziecięco-młodzieżowej jako groźba w tle, ale bezpośredni opis katowania dziecka (bo jeszcze nawet nie nastolatka) przez dorosłą kobietę pasem i to tak, ze dzieciak potem był cały siny. (Sine pręgi grube na palec, o ile pamiętam opis). I to było pokazane jako normalne, zero jakiejkolwiek sugestii, że może są jakieś inne metody, że katowanie dziecka do poziomu obdukcji sądowej nie powinno być karą pierwszego wyboru... (delikatnie mówiąc). I matce w tej masakrze nie przeszkadza młodsza córeczka, wyjąca i czepiająca się jej rąk, żeby bronić brata. Bo matka się tak strasznie zdenerwowała. I nie, nie jest to kobieta, która raz jeden totalnie, bezradnie straciła cierpliwość i zdolność panowania nad sobą, bo stało się coś ekstremalnego, ona tak właśnie rozwiązuje wszelkie problemy z dziećmi, choć nie zostawia wtedy aż takich siniaków. W końcu wcześniej, kiedy z Bronek z siostrą zjedli rydze, matka zamierzała ich za to pobić rózgą (lżejsza kara) - bo ośmielili się zjeść coś, co nie było dla nich. A sam pas od brzytwy jest „używany w poważniejszych przypadkach” – czyli, ze wcześniej tez się zdarzało.
                Zresztą to bicie nic nie daje. Bronek po egzekucji leży w łóżku i zastanawia się, za co właściwie oberwał, bo czuje się potraktowany strasznie niesprawiedliwie. I dopiero wtedy płacze , bo w trakcie bicia nawet nie jęknął. Bo to było niesprawiedliwe. Bo nikt nie dał mu się odezwać. Bo on wie – co jest moim zdaniem świetnie pokazane – że nikogo nie obchodzi, co się tam naprawdę stało. Zatem sam nie rozumie, co zrobił źle, a to jest gwarancją, że jak będzie okazja, to takie zachowanie – może troszkę w innej formie – powtórzy. Dziecko, które potraktowano tak, że gdyby potraktować tak dorosłego, skończyłoby się dwuletnim wyrokiem pierdla bez zawieszenia - zostaje zupełnie samo, i nie wskazuje mu się żadnej innej drogi ratunku poza byciem grzeczniejszym chłopcem. A nawet i to nie, bo on nie chciał być "niegrzeczny" - w tym wypadku to starszliwe bicie jest rodzajem jakiegoś naturalnego, niepowstrzymanego kataklizmu, burza, tornado, trzęsienie ziemi...
                I sceny tej nie łagodzi obecność tej babci-sąsiadki, która chowa u siebie młodych i głupich i pozwala im przeczekać furię rodziców, a potem idzie negocjować w ich imieniu i przedstawia konstruktywne rozwiązania. Rodzice na żadne konstruktywne rozwiązania sami nie wpadają. Dzięki bogini, ze taka osoba jest, ale nawet ona nie interweniuje, kiedy Bronek obrywa. I nie, scena, w której widziany, ze matka Bronka płacze, bo go zbiła, tez niczego nie łagodzi, bo ona nic nie robi poza płaczem. I wcale nie wiemy, czy czasem, nie płacze ze złości i bezradności – spoko, wiarygodne, ale jednocześnie to jakaś taka ohyda manipulacja na dziecku, ze nie dość że oberwało, to jeszcze mamusi jest z tego powodu przykro. O, żesz… Świetna obserwacja, świetnie napisana i bardzo prawdziwa, ale straszna.
                Na szczęście autorka nie wymaga, żebyśmy uważali mamę Bronka za wzór rodzica, możemy o niej myśleć co chcemy, a nawet trochę jej współczuć – na co ja nigdy się nie zdobyłam.
                W kolejnych książkach Ożogowska już tak nie robiła. W Tajemnicy zielonej pieczęci ojciec rozmawia ze Stefanem. Rozmawia. Ustala z nim zasady. Dzieciak nie jest może centrum rodziny, ale jest partnerem do rozmowy. W Głowie na tranzystorach ojciec w ogóle jako metodę wychowawczą stosuje rozmowę. W Dziewczynie i chłopaku ojciec nie rozmawia, ale to nie jest wyłącznie jego wina – cała rodzina stara się go oszczędzać, bo taki zapracowany – i w efekcie facet (mniejsza, czy to prawdopodobne) nie rozpoznaje swoich własnych dzieci. Za to w końcowej scenie dociera do niego, czemu doszło do podmiany – bo nie dla żartu, tylko ze strachu - i pyta ze zgrozą: to wy się mnie aż tak boicie? I jest mu chyba przykro. W Uchu od śledzia w ogóle dużo się rozmawia i wartość rozmowy, dogadywania się, sposobu na to dogadywanie, negocjacji na poziomie koleżeńskim oraz dziecko-dorosły jest masa. Więc ta Złota kula to taki eksces, zgodny być może z kolorytem epoki, ale dla dziecka wychowywanego bez bicia – przerażający.
                • czekolada72 Re: OT Nemeczek 30.06.17, 11:30
                  Zlota kula - coz, masz racje - to byl kiedys swoisty "koloryt". Np mlodszy brat mojego dziadka zostal zabity przez nauczyciela, ktory za kare zbil go linijka po dloni. Chlopak sie wykrwawil.
                • asia.sthm Re: OT Nemeczek 30.06.17, 11:43
                  Berrin, ciarki na plecach mi zrobilas przestraszliwe...

                  Fatalne traktowanie dzieci tez bodlo mi serce przy najrozniejszych lekturach z lat dzieciecych, plus fatalne traktowanie zwierzat. Kto pamieta Czarke?
                  Autorytety zas padaly mi gesto nawet bez wspolpracy encyklopedii. Mnie nauczycielka wyciagnela za rekaw z klasy, ustawila nosem do sciany syczac mi do ucha: Ja cie naucze ty bezczelna dziewucho.
                  Wczesniej w klasie szeptem, tez na ucho powiedzialam jej, ze wisi jej katar z nosa, bardzo dyskretnie, slowo daje.
                  Druga klasa, a ja juz mialam skiereszowana opinie o sprawiedliwosci.
                  • gat45 Re: OT Nemeczek 30.06.17, 13:30
                    Gorzej niż ciarki... Na wymioty mi się zebrało.
                    Jako malutki człowiek zobaczyłam pręgi na udach mojej równolatki. Wiatr podwiał spódniczkę, grałyśmy w klasy, jak dziś pamiętam. Druga koleżanka, jej sąsiadka, powiedziała mi na ucho, że tamtą i jej siostrę matka regularnie leje sznurem od żelazka. To by już wystarczyło, ale moja informatorka dodała coś, co było moim pierwszym w życiu zetknięciem z prawdziwie chorym okrucieństwem : bite dziewczynki na koniec seansu musiały jeszcze mamusi podziękować słowami "mamusiu, dziękuję, że mnie rozumu uczysz".
                    Zwymiotowałam wtedy na miejscu.
                    Do domu wróciłam rozgorączkowana i fizycznie odchorowałam to nowe zderzenie ze światem. Dwa tygodnie w łóżku. Ojciec-lekarz wypytywał, dwoił się i troił, ale żadnej diagnozy nie był w stanie postawić. Niestety ja nic nikomu nie powiedziałam. Nie byłam w stanie. Teraz mogę sobie myśleć, że być może - a nawet na pewno - moi rodzice coś by z tym zrobili, ale wtedy nie mogłam, no nie mogłam. I wiecie dlaczego ? Wstydziłam się. Z jakiego powodu to ja odczuwałam taki niemożliwy do pokonania wstyd ? Czyżbym już wtedy wstydziła się za wszechświat wraz z przyległościami ? Przecież wtedy jeszcze nie wiedziałam, do jakiego stopnia świat na to zasługuje.
                    I wiecie co ? Opowiedziałam o tym teraz po raz pierwszy w życiu sad
                    • berrin Re: OT Nemeczek 30.06.17, 14:09
                      I dobrze że opowiedziałaś. Choćby teraz.
                      Teraz możemy Ci powiedzieć, ze rozumiemy.
                      Bo ja naprawdę rozumiem.
                      Też się wstydziłam. Za wszechświat.
                      • asia.sthm Re: OT Nemeczek 30.06.17, 14:43
                        Dobrze ze nam powiedzialas - i tak za dlugo ci siedzialo. Ja rozumiem takiego ciernia w duszy, chyba kazdy cos podobnego ma, albo nie wie ze ma.

                        To jest wlasnie najlepszy dowod jak dzieci-ofiary najgorszych przestepstw milcza. Umieraja, ale pary nie puszcza.
                        Nawet dzis jeszcze ludzie sie dziwia po dekadach zgloszonych najobrzydliwszych przestepstwach wykonywanych na dzieciach. Swiat sie czesto dzieciom wali.
                        • gat45 Re: OT Nemeczek 30.06.17, 15:15
                          Ale ja dostałam tylko rykoszetem ! Cudzym życiem dostałam wtedy po łbie. Sama w puchu i w cieplarni chowana byłam i nikt mnie w życiu nie uderzył (stan ten trwa do dziś i nie przypuszczam, żeby teraz ktoś zaczął). Może za dobrze mi było i dlatego okrucieństwo i zadawanie bólu tak mnie dotąd przeraża, że aż klęsnę w sobie ?

                          PS Ja też nikogo w życiu nie uderzyłam.
                          • minerwamcg Re: OT Nemeczek 30.06.17, 17:00
                            Miałam starszego brata, tłukliśmy się co wlazło. Ale to było na równych prawach, potrafiłam mu przywalić równie mocno, jak on mnie. Może dlatego później w razie potrzeby potrafiłam się obronić i zdzieliwszy napastnika przez łeb pękiem kluczy uciekłam nieco zaskoczona własnym sukcesem. Napastnika nie zabiłam, nieboszczycy tak nie wrzeszczą.
                            • minerwamcg Re: OT Nemeczek 30.06.17, 17:07
                              Tfu, na psa nie, bo szkoda zwierzątka, na coś tam urok - brata oczywiście MAM dalej, ale już ani nie mieszkamy razem, ani się nie lejemy smile
                              • berrin Re: OT Nemeczek 30.06.17, 17:30
                                Bronić się przed większymi i silniejszymi przy uzyciu kluczy, parasolki, lakieru w sprayu, suwmiarki, a w pewnym znanym mi przypadku malej butli na propan-butan, to jest ok. NIE MÓC się bronić przed taka przemocą, bo dziecko ma byc posluszne.... to już czysta groza. A dziękować sadyscie za to że raczył się znecac, to nieogarnialna patologia "mamusi", bo bez cudzyslowu tego słowa w stosunku do tej formy zycia nizszej niz paleczka okrężnicy uzyc się nie da.
                                Bo tak, sporo rodziców lało. Moi nie, ale byłam raczej wyjątkiem. I oni wszyscy byli pewni ze jakos tak trzeba. Nie mieli z tego przyjemnosci. Ta "mamusia" na 100% miala, i jeszcze się rozgrzeszala tymi podziękowaniami corek, ze sa/beda jej wdzięczne. To nie ma nazwy.
                                Gat, wspieram. Dobrze, ze powiedzialas, po co trzymac w sobie cos takiego. Niech wylezie...
                                • berrin Re: OT Nemeczek 30.06.17, 17:33
                                  Najwiekszym s.., k... i wszystkie inne najgorsze slowa jest bowiem wmawianie ofierze, że to tylko ona sama jest winna. Ta blada krętka jest dokladnie tym samym, co gwalciciel, tlumaczacy się, ze tamta miala za krótką spódnicę i jakby się szanowała, to on, ale skoro się nie szanowala...
                                  • balamuk Re: OT Nemeczek 30.06.17, 18:44
                                    O rany. Czytam hurtowo i ciarki po mnie chodzą.
                                • gat45 Re: OT Nemeczek 30.06.17, 18:27
                                  Handryczenie się ze starszym bratem też mam opanowane, ale bez rękoczynów. On był duuuuży i silny, a Gat mały i chuderlawy, więc jakoś tak samo z siebie wynikało, że nie tędy droga w naszych konfliktach.
                                  We wczesnym nastolęctwie zajęłam się za to sportami walki i całkiem nieźle mi to szło, a umiejętność padania na glebę nadal mi służy (PT coś o tym wie....). W prawdziwym życiu dwa razy rzuciłam sporych facetów na ziemię. Raz z konieczności, a drugi tylko ze strachu. Z głupiego strachu. Scenka była fajna : facet w garniturze, chwyciłam go jakby był w kimonie, a więc jedną rączką za klapę marynarki i już w trakcie rzutu przez biodro zdałam sobie sprawę, że właśnie popełniam Wielką Głupotę i plułam sobie w brodę za brak opanowania. Upadek bidaka zamortyzowałam na ile się dało, a potem klęczałam na bruku przy lekko otumanionym dżentelmenie z jego klapą od marynarki w ręku i z troską pytałam, czy nic mu się nie stało i czy mogę mu pomóc... Nie wiem, które z nas głupiej wyglądało. W każdym razie przechodnie, którzy otoczyli nas wianuszkiem, uznali spektakl za bardzo udany sad Dotąd się tego rzutu wstydzę, ale to już taki normalny wstyd, bez wymiotów. Nie trza było Gata zaczepiać ręcznie na ulicy. A że on się z pewnością nie spodziewał Gacich umiejętności, to już jego sprawa. Niemniej moja reakcja była niewspółmierna, powinnam była się ograniczyć do wdzięcznego "spadaj, facet". Albo przynajmniej ostrzec delikwenta. A ja go od razu na ziemię... Dama tak nie robi.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka