Dodaj do ulubionych

Koci wał i inne zwierzęta :)

    • berek_76 Re: Koci wał i inne zwierzęta :) 26.05.06, 17:36
      2 sztuki kociastych - małe, nakrapiane, chimeryczne cóś płci żeńskiej, imieniem
      Irokez oraz 9 kg tłustego czarnego potwora, płci niegdyś męskiej - Mrówek.
      Mrówek, kiedy do mnie trafił, ważył 20 deko i był jeszcze ślepy na jedno oko.
      Teraz trudno w to uwierzyć smile, a ja go uważam za swojego pierworodnego syna. Oba
      rasowe dachowce smile

      -----------------------
      Berek, mama Żaby (11.06.2002) i Dasi (19.03.2005)
      • asia.sthm Re: Koci wał i inne zwierzęta :) 26.05.06, 21:34
        czy ja juz mowilam jak bardzo was kocham?
        wiem wiem, to z kocim walem nie ma zuuupelnie nic wspolnegowink
        • groha Re: Koci wał i inne zwierzęta :) 27.05.06, 00:08
          Znalazł się dom dla ptaszyska? To super! Ktoś będzie miał sto pociech z
          odrobinką utrapienia z guankiemsmile) Nasz kochany szpasio, który trafił do moich
          rodziców, jako maciupki żółtodziób i rezydował w domu przez całą jesień i zimę,
          odleciał na wolność rok temu, a ostatnie ślady po nim usuwałam jeszcze w
          trakcie tegorocznych wiosennych porządków. Przerób miał niesłychany, jak
          elektryczna maszynka do mięsa: tu wkładasz, tam wylatujesmile) A wrona, czy
          sroczka (no właśnie, co to było?), trochę od szpaka większa, to i urobek też.
          Za to radochy wniesie do domu, ile wlezie, jestem tego pewna. Jeśli nie uda się
          jej wypuścić na wolność, rzecz jasna. A może się uda? Moi drodzy, patrzmy teraz
          pod nogi (i pod koła! W ubiegłym tygodniu mąż ręcznie usuwał z jezdni gołębia,
          młody był i głupi, nie umiał sam wystartować), bo zaczął się okres pierwszych
          nieporadnych lotów, nie zawsze kończących się szczęśliwie, a także jeszcze
          nielotnych pisklaków ze zniszczonych gniazd itp., więc spotkanie małego
          żółtodzioba, potrzebującego naszej pomocy jest bardzo prawdopodobne. A co nam
          szkodzi uratować ptaszka? Taki sam dobry uczynek, jak inne. I przyjemny, bo
          ptaszki są fajnesmile Jakby co, nasz azyl czeka i żadnej grypy się nie boi.
          Doktor, nomen omen, Wróblewski, to mądry człowiek i durnym psychozom nie ulega.
          Jako ciekawostkę powiem, że z wykształcenia jest specjalistą od...
          językoznawstwa, a ornitologiem z potrzeby serca i z zamiłowania. Daj nam Boże
          więcej takich ludzi. I takich, jak Marzenka teżsmile Której przesyłam całuski!
          P.S. Asiu, mów nam tak, mów, któż nie lubi być kochany...smile)
          • anmanika Re: Koci wał i inne zwierzęta :) 29.05.06, 08:28
            Moja mama odhodowała w roku ubiegłym pliszkę. Trafiła do azylu w zoo, bo za
            bardzo przywiązała się do człowieka, tam ja przeprogramowalismile) i wypuścili na
            wolność.
            • bumbecki Re: Koci wał i inne zwierzęta :) 29.05.06, 09:02
              oczywiście, że to była wrona smile nie wiedzieć czemu nazwałam ją sroczką ... móże
              dlatego że dla mnie drób zawsze drobiem zostaje bezimiennym ... smile
              Wrona trafiła pod Warszawę, do domku z ogrodem, do Pani Weterynarz co
              niejedenego nielota w lota zmieniła smile))
              • g0p0s Re: Koci wał i inne zwierzęta :) 29.05.06, 10:31
                > dla mnie drób zawsze drobiem zostaje bezimiennym ... smile
                A nie dzieli się na jadalny i niejadalny?
                • bumbecki Re: Koci wał i inne zwierzęta :) 29.05.06, 11:28
                  tak też się dzeli... chociaż ten podział to raczej kurczak (ewentualnei kura na
                  rosół) i cała reszta...
                  • anmanika Re: Koci wał i inne zwierzęta :) 29.05.06, 12:05
                    Przypomniała się mi jedna historia. Będąc na spacerze na naszej wsi
                    mazurskiej , witałam się z przejeżdżającym zaprzyjaźnionym lokalnym wetem. Na
                    tylnym siedzieniu miał pojemniki, więc zapytałam co tam wiezie. Rosołki -
                    odpowiedział wet pokazując pojemnik z małymi, piszczącymi żółtymi kulkami.
                    • groha Re: Koci wał i inne zwierzęta :) 29.05.06, 13:38
                      To zgoła inna historia o drobiu, dla równowagi z tymi rosołkamismile
                      W ubiegłym roku, kocica Nitka przyniosła do ogrodu pisklę. Dziwne dosyć: całe
                      czarne, ze śmiesznym czubkiem na głowie i z nogami czerwonymi, jak ugotowane
                      raczki. Chyba sama nie była pewna, czy to jadalne, czy wręcz przeciwnie, bo
                      wypuściła toto z pyszczka i tylko się przyglądała. A ono udawało trupka, od
                      czasu do czasu rozpaczliwie rodzierając dziób, dzięki czemu w końcu zwróciło
                      naszą uwagę. Kocica dostała potężny opiernicz za nieuzasadnione uleganie
                      pierwotnym łowieckim instynktom, a pisklę powędrowało do domu, w celach
                      reanimacyjnych. Wkrótce się okazało, że jest całe, nigdzie nie draśnięte, tylko
                      potwornie przerażone. No i zostało rozpoznane, jako kurczak. Dziwny, bo dziwny,
                      ale jednak. Pituliło i cipciało tak kurczakowato, że nie było żadnych
                      wątpliwości. Natychmiast ruszyły zwiady po okolicy, celem znalezienia
                      właściciela, które jednak na nic się nie zdały - nikt w promieniu 3 km się do
                      niego nie przyznał. Więc został do odchowania. Gwoli ścisłości - w kuchni u
                      mojej bratowej, którą sobie samo wybrało na mamuśkę. Łaziło za nią, albo
                      jeździło na jej stopie, jak na bagażniku, spało w rękawie, gdy siedziała nad
                      książkami, cały czas z nią gadało i w ogóle - pieszczoch był z niego
                      niesamowity. No i niestety, dekorowało mieszkanie w sposób zupełnie
                      niekontrolowany... Dobrze, że takie małe, to ilościowo nie były to jakieś
                      potworne pokłady, ale zawsze. Kłopotliwe i niezbyt higieniczne. Więc po
                      tygodniu kurczaczek powędrował na wieś, tam, gdzie jego miejsce, czyli na
                      prawdziwe podwórko. No i wyrósł z niego szalenie ozdobny i przystojny kogucik,
                      który natychmiast zdobył mir i uznanie wśród stadka kurek, nawiasem mówiąc -
                      dwa razy większych od niego, bowiem on jest miniaturka. Ale harem ma taki, że
                      ho, ho, koguty gigianty mogą mu pozazdrościć. No i dzięki tej swojej koguciej
                      piękności, ma zapewnione dożywocie u ludzi, bowiem właścicielka orzekła, że o
                      żadnym rosole mowy być nie może, chyba, że po jej trupie. Cóż, tak to już w
                      życiu bywa, że jedni mają fart, inni nie. A szczególnie dla tych pięknych i
                      wybijających się z tłumu, bywa jakby trochę łaskawszy. Jak widać, sprawdza się
                      to nawet wśród drobiusmile
                      • felis2 Re: Koci wał i inne zwierzęta :) 12.06.06, 13:34
                        Historia nieco przeciwna.
                        Dawno, dawno temu, u mojej babci na wsi, z iluś tam jaj wylęgło się tylko jedno
                        kurczątko. Nie wiem czy kwoka była macochą, czy moze od razu podłożyli jej nowe
                        jaja do wysiadywania, w każdym bądź razie kurczątku potrzebna była matka
                        zastępcza. Została nią kotka, dysponująca wtedy własnymi dwoma kociakami. Całe
                        towarzystwo sypiało na babcinej pierzynie, cała trójka smarkaczy była równo
                        przez kocią mamę wylizywana. Dyskryminacja była. Wredny kurczak, zwany Kaczką
                        Dziwaczką (to co, że kurczak, miałam 3 lata) dziobał przybraną mamę. I
                        upierdliwie łaził za nią krok w krok, uniemożliwiając gdakaniem skuteczne polowanie.
                        Ciąg dalszy nie jest mi znany. Prawdopodobnie Kaczka Dziwaczka dorosła i
                        zależnie od płci została włączona do stada albo zjedzona.
    • felis2 Re: Koci wał i inne zwierzęta :) 09.06.15, 12:07
      Odkopuję z okazji ostatnich perypetii zwierzęcych.
      Pies został Florkiem, chociaż Junior usiłuje nam wcisnąć Torina. Psu jest to obojętne, jednakowo na żadne nie reaguje i jak się do niego mów to jednakowo się cieszy, niezależnie od imienia smile Bardzo wygodny pies, u nas mieszka, a stołuje się chyba u sąsiada.

      Z okazji zderzenia dwóch ciężarówek i gigantycznego korka zrezygnowałam dziś z dojazdu do pracy. Od produkcji ciasta oderwał mnie zaprzyjaźniony robotnik.
      - Prezent ci przyszedł
      Kurczę, co oni wymyślili? Wyglądam za taras, a tam siedzi skulona kupka szarobrązowego futra. Kuna. Z przetrąconą łapką. Małż odział się w robocze rękawice i dzielnie zwierzątko złapał. Wpakowaliśmy do kociej klatki i czeka na wywóz do schroniska dla dzikich zwierząt. Myśleliśmy, że może jutro, z Katowic do Mikołowa już niedaleko, ale jakoś marnie wygląda, tak że zrobi się wycieczkę ekstra.

      Przy belce pod dachem mazurki miały gniazdo. Zarazy potrafią siedzieć na ścianie jak dzięcioł, ogonem się podpierając. A że na belce są druty antyptasie i siedzieć się na niej nie da, to trzymały się łapkami tych drutów i tak sobie wisiały, coś jak żeglarze wywieszeni przy halsach za burtę.

      Ktoś tu narzekał na brak pszczół. Jak to brak? Pchają się wszędzie. Mam wyprowadzony na taras przewód kominowy, ze niby kiedyś się tam podepnie grill. Żeby było wiadomo gdzie to jest, to jest tam taka mała dziurka w tynku. No i siedzimy sobie na tarasie, a tu coś bzyczy. Patrzymy co, bo szerszenie też tu latają, a tu pszczółki, obładowane pyłkiem, pakują się do dziurki. Wygryzły tę siatkę, czy co, ale jakoś się tam wpychały. Jeszcze nie wiem jak je wyprosić.
      Ja bardzo proszę, żadnych słoni!
      • ewa9717 Re: Koci wał i inne zwierzęta :) 10.06.15, 00:12
        Jak nie patrzeć, pozwoliłaś mi odżyć po śledziowych lodach wink
      • felis2 Jak pies z kotem... 17.06.15, 11:03
        ... chciał się bawić.

        Pańcia w końcu wyłączyła tę okropną kosiarkę i zajęła się zwierzyńcem. Do brzuszkanego Florka czym prędzej dołączył Czesio. Czesio jako jedyny spoufala się z psem, noski, baranki, ocieranie pyszczkiem, a nawet zaczął pozwalać na delikatne liźnięcie. To dla psa oznacza, że Czesio to kumpel.
        - Chodź się bawić! - zawołał Czesia Florek
        - ????
        - No chodź, będzie fajnie!
        Florek kłaniał się i zapraszał, a Czesio patrzył jak na głupiego i na wszelki wypadek stroszył ogon. Chyba również na wszelki wypadek postanowił oddalić się na z góry upatrzone pozycje. Na swoje nieszczęście zrobił to nieco zbyt przyśpieszonym krokiem.
        - Nareszcie! - ucieszył się Florek. - Berek?
        Czesio przyśpieszył.
        - Super! Ja gonię! - wrzasnął Florek i ruszył za coraz szybciej oddalającym się Czesiem. Pańcia oczywiście nie nadążała.
        - No coś ty? - rozległo się zza domu. - Wyłaź, w berka bawi się inaczej. Jak chcesz to możesz ty gonić, ale wyjdź spod tego samochodu...
        Ruszyłam na pomoc.
        - On mnie goni - poskarżył się Czesio.
        - To pies, chce się bawić w berka, psy tak lubią. Nie chciał cię zeżreć.
        - Nie życzę sobie - obraził się Czesio.
        Minęło trochę czasu, Czesio się udobruchał i znów zwierzaki przyszły na głaskanie.
        - Gonimy się! - zerwał się nagle Florek.
        Zabawa była krótka, Czesio opracował już strategię.
        - Ale ja tam nie umiem wejść - zamarudził Florek pod drzewem.
        - Wiem - prychnął Czesio.
        - Czesiek kantuje - pożalił się Florek, wystawiając brzuch do głaskania.
        - Niech on mnie nie goni - zażądał Czesio, dla którego brzuszkanie Florka działa jak magnes.
        - Dogadajcie się jakoś - poprosiłam dość beznadziejnie. - W końcu, Czesiu, też się czasem chcesz bawić w berka, a dziewczyny wtedy na ciebie syczą. Tak miałbyś kumpla. I razem moglibyście przeganiać obcych.

        Czy to będzie początek pięknej przyjaźni?
        • ewa9717 Re: Jak pies z kotem... 17.06.15, 18:05
          Tak! Czasami szorstkiej, ale bardzo męskiej wink
          • papuga_ara Re: Jak pies z kotem... 18.06.15, 14:49
            Jakie to ładne!!!!
            Pozdrów proszę Obu od Cioci papugi!!!! big_grin
            I co, i co, i co zrobili?..... Czesio się wziął i przemógł, czy Florek wziął i wymyślił nową zabawę?
            • yvi1 Re: Jak pies z kotem... 19.06.15, 06:55
              Dlugo mnie tu bardzo nie bylo.Lat i zmarszczek przybylo no i domownikow tez.
              Na stanie : 2 myszki pustynne,1 kot i pies.
              U nas to wyglada troche inaczej.
              - Chodz tu,chodz tu,no szybko !
              - Nie chceeeee mi sie.
              - Chodz,wyszly myszy!
              - E taaaaaam,spac bede
              - No chodz,poatrz jak Toffie biega,to takie fajne !
              - Kot,ty mnie zostaw w spokoju,patrz sie na te myszy ,drap sobie two slupek albo gon pileczke ....
              Na scene wkracza ukochana pancia vel sluzaca .
              - O,halo Toffie !
              - Toffie,hafa ,hafa,hafa .Myszki wyszly ? Gdzie,gdzie ????
              Pies staje na tylnych lapakach obok kota,ktory wpatrzony jest w akwarium.Kot go paca lapa po glowie.- Ty ,frajer przeciez od godziny ci mowie ,ze program z myszami leci.
              smile,smile,smile
              Pozatym liza sie po lbach i lepkach,gonia jak wariaty.Czesto 7 - letni pies ma dosyc rocznego kocura.
              Acha i naturalnie zgodnie mnie obydwa sledza w wc.
              Maz i dziec ich nie interesuja smile.
              Pozdrawiam wszystkich serdecznie smile
            • felis2 Re: Jak pies z kotem... 19.06.15, 08:50
              papuga_ara napisała:

              > czy Florek wziął i wymyślił nową zabawę?
              Florek wziął i zaprosił kolegę/koleżankę. Mam nadzieję, że to nie na stałe, wcale nie chcę mieć schroniskasad
              https://fotoforum.gazeta.pl/zdjecie/3842765,2,1,Florek-i-kumpel2.html

              • felis2 Re: Jak pies z kotem... 19.06.15, 08:52
                coś naknociłam z obrazkiem
                https://fotoforum.gazeta.pl/photo/9/gj/aa/c7kl/7i5HPj7a5UGeJkPwwB.jpg
                • papuga_ara Re: Jak pies z kotem... 19.06.15, 10:44
                  Nie wierzę!!! Rzeczywiście, Florki dwa! A jakie ładne! A Florek to z prawej czy z lewej? No zażyłość bije z tego obrazka, rzekłabym wręcz, że przyjaźń...! No i uderzające podobieństwo, przynajmniej w postaci "zwinięci w kłębki" wink
                  • felis2 Re: Jak pies z kotem... 19.06.15, 11:31
                    Florek z prawej. Rozwinięci się różnią, kumpel jest mniejszy, grubszy i bardziej brązowy.
                    Rozwinięty Florek wygląda tak:
                    https://fotoforum.gazeta.pl/photo/9/gj/aa/c7kl/U1Puw2yPToT55qacNB.jpg
                    • ewa9717 Re: Jak pies z kotem... 19.06.15, 12:24
                      Z której strony nie spojrzeć: przystojniak! I z pycha mu dobrze patrzy wink
                      • papuga_ara Re: Jak pies z kotem... 19.06.15, 23:25
                        Piękny jest Florek! Miło poznać! smile
                    • minerwamcg Re: Jak pies z kotem... 20.06.15, 16:26
                      Fajny psiuk, nie za duży, nie za mały, w sam raz. Historię ma piękną smile
                    • felis2 Re: Jak pies z kotem... 22.06.15, 09:00
                      Cholerny kumpel Florka jest koleżanką. Tudzież mamusią, bo coś tak sąsiad przebąkiwał. To dlaczego one się wprowadzają do mnie, ja się pytam?! Jeszcze jednego Florka ostatecznie mogłam przygarnąć, ale dodatkowa suka to już gruba przesada. Wypasiona jest, to czemu do siebie nie wraca?! I co z tego, że ogólnie grzeczna i przymilna, jak bydlę wredne uważa, że można gonić koty?! I jeszcze Florka do złego namawia! Jak był sam to grzecznie Czesia zapraszał do zabawy, a z tą głupią suką gonią. Wyganiana zaraza udaje, że nie rozumie i wraca okrężną drogą, a biedne koty boją się wyjść na własny taras i do własnego ogrodusad
                      • embepe Re: Jak pies z kotem... 22.06.15, 17:51
                        Felis, Ty musisz mieć w swojej posiadłości jakiś magnes, który przyciąga ten cały zwierzyniec! smile smile smile
                        Dzięki za cudne relacje i obrazki!
                        Powodzenia z całą tą fauną!

                        • papuga_ara Re: Jak pies z kotem... 23.06.15, 00:05
                          O raju, trzymamy kciuki, żeby nie miał rodzeństwa......
                          • ewa9717 Re: Jak pies z kotem... 24.06.15, 10:43
                            Myślałam, myślałam i nic nie wymyśliłam. Florek nadal jest duszą towarzystwa?
                            • felis2 Re: Jak pies z kotem... 24.06.15, 12:18
                              Stan aktualny: na tarasie urzędują dwa psy, w domu cztery koty. Suka twierdzi, że jest najgrzeczniejszym psem świata. Koty boją się wychodzić. Sugestie, żeby spuściły po prostu psom potworny łomot są ignorowane. Nie wiem co dalej.
                              Chciałam zrobić suni zdjęcie, ale wyjście do psów wywołuje u obu natychmiastową eksplozję szczęścia. Przestają kręcić się, podskakiwać i merdać jak są głaskane, ale jak są oba głaskane to ja nie mam wolnej ręki. Sunia jest przeraźliwie grzeczna, przymilna i kochana. Możliwe, że to faktycznie mamusia Florka, psy są trochę do siebie podobne z wyglądu i mocno z zachowania.
                              Żal mi suni, że straciła swój dom. Bo ona musiała mieć dobry dom i dobrego człowieka, ale coś się musiało stać. Żal mi kotów, że straciły swój bezpieczny teren. Zwariować można.
                              Co tym kundlom do łbów strzeliło, żeby wprowadzać się akurat do nas? Nie mogły poszukać sobie jakichś psiarzy?
                              • papuga_ara Re: Jak pies z kotem... 25.06.15, 15:55
                                Jesteście najkochańszymi Kociarzami na świecie, tylko co na to koty? Są na sali jacyś zwierzęcy behawioryści? Jak się opanowuje takie ustalanie dominacji w stadzie? Inaczej - czy da się z tego zrobić stado?
                              • asia.sthm Re: Jak pies z kotem... 25.06.15, 16:04
                                Uwielbiam to czytac i z zapartym tchem sledzie rozwoj. Felis, czapke z glowy i klaniam sie w pas.
                                • ewa9717 Re: Jak pies z kotem... 25.06.15, 17:39
                                  Przykład Damy pokazuje, że się da wink A Pana Czesia, niewątpliwie kota, wkurzają nie Wronka I Szopek (niewątpliwie psy), lecz dwa małe kocie tymczaski wink
                                  wwwtrembil.blox.pl/html
                                  • damakier1 Re: Jak pies z kotem... 25.06.15, 23:25
                                    Oczywiście, że się da!
                                    Ale nie ukrywam, że trzeba trochę czasu.
                                    • asia.sthm Re: Jak pies z kotem... 26.06.15, 10:24
                                      Oo, Dama ma racje, bo ma!

                                      Damo, kocham twojego bloga i wszystkich ktorzy w nim wystepuja.
                                      Mowili tu, ze lubisz pochwaly - wszystkie pochwaly swiata ci sie naleza, plaw sie poki tymczasek znow sie nie obesra.... latwiej ogarnac wiedzac ze innym to sie podoba. big_grin Buziaki.
                                      • damakier1 Re: Jak pies z kotem... 26.06.15, 13:11
                                        Bardzo dziękuję. Pochwały rzeczywiście kocham nad życie. A jeszcze bardziej komentarze na blogu. Jakbyś się kiedyś odezwała, byłabym przeszczęśliwa.
                                        • asia.sthm Re: Jak pies z kotem... 26.06.15, 14:38
                                          > Jakbyś się kiedyś odezwała, byłabym przeszczęśliwa.

                                          Gotowe! Tym sposobem uszczesliwiamy sie nawzajem. big_grin
                                          • papuga_ara Re: Jak pies z kotem... 28.06.15, 19:17
                                            Felis, dzięki za domknięcie historii.
                                            A Lala najwyraźniej woli u Was. Jak tak czytam, co piszesz, to też bym wolała u Was.....
                              • felis2 Psia historia 26.06.15, 11:38
                                Siedzę sobie w ogrodzie, wydłubuję chwasty z kwiatków, a tu z domu telefon słychać. A tam, nie chciało mi się ruszyć, kocha to zadzwoni jeszcze raz. Ale wytrwale dzwonił, więc w końcu po niego poszłam. Sąsiadka. No, taka trochę odleglejsza, ale jak na wiejskie odległości pół kilometra czy kilometr to wciąż sąsiadka.
                                - Cześć, była u mnie A. i mówiła, że się do was przybłąkały dwa psy.
                                - Zgadza się.
                                - Takie kundle, podobne do siebie, suka trochę mniejsza od psa?
                                - Zgadza się.
                                - To chyba nasze, bo nam zginęły.
                                - Ale pies jest prawie od miesiąca! A suka już prawie tydzień! I zaraz po tym jak pies przyszedł, to jakiś facet przyjechał i go zabrał, ale pies wrócił
                                - No, zgadza się, to mój mąż był. Pies to syn od Lali, daliśmy go do ludzi, ale nam oddali. Chcielibyście go może zatrzymać?

                                Odprowadziłam pieski i wysłuchałam historii.
                                Lala jest typowym wiejskim kundelkiem. Podwórkowym, na ogół nie uwiązywanym, ma swoją budę, ale lubi się włóczyć. Z włóczęg przynosi sobie prezenty w postaci dzieci. Urocza jest, więc dzieci bez problemu znajdują domy. W zeszłym roku zrobiła gwiazdkowy prezent i urodziła szczeniaczki tuż przed Bożym Narodzeniem. Jednego pieska zaklepali sobie pewni ludzie. Wzięli go w lutym. A jakoś dwa miesiące później oddali... Chyba miał być prezentem, ale obdarowany nie był zachwycony. Człowieki Lali też nie były zachwycone, ale jak usłyszeli, że piesek trafi do schroniska, to go wzięli z powrotem. I tak Lala zaczęła się włóczyć w towarzystwie synka. Więc oboje zostali uwiązani. Lala się obraziła i nie rozmawiała z ludźmi, a synek się urwał (odgryzł?) i przyszedł mieszkać do nas. Lalę w końcu spuścili, dobra mamusia znalazła synka (okolice znane, zdaje się że po sąsiedzku mieszka tatuśwink) i też się wprowadziła.
                                Zostawiłam Lalę w jej domu, Florka dostałam niejako oficjalnie, do kompletu z psem dostałam budę, z którą go oddali niedoszli właściciele. Przynajmniej wiem, gdzie oddawać Lalę. Bardzo przydatna wiedza, bo rano na tarasie miałam znów dwa psy.
                                Sugerowano mi wyganianie, "Jak się na nią krzyknie, to ona pójdzie", ale chyba nie jesteśmy w tej roli przekonujący.

                                Nadal nie rozumiem psów, dlaczego Florek postanowił się do nas wprowadzić i dlaczego Lala do niego dołączyła.
                                Nie rozumiem też ludzi, ani dużych, którzy nie szukali zaginionych sierściuchów, ani tym bardziej młodszego pokolenia. Junior miał w szkole powiedzieć, że się pies przybłąkał i popytać dzieciaków, czy takiego nie kojarzą - i nie popytał. Jego kolega jeszcze lepszy, psy mu poginęły i też nic nie mówił. Ojciec też niezły, owszem, mógł nie kojarzyć, że zabrał psa sprzed domu kumpla syna, ale co, nie powiedział gdzie go znalazł? Przecież małolaty się odwiedzają, wiedzą, gdzie mieszkają.

                                Mówiłam, nie znam się ani na psach, ani na ludziach.
                                • ewa9717 Re: Psia historia 26.06.15, 12:26
                                  Ale psy się na was poznały wink
                                  Jak nie patrzeć, zawszeć jakiś hepyendzik wink
                                • franula Re: Psia historia 26.06.15, 14:10
                                  Cudowna historia. I w sumie happy end?

                                  A ludzie są różni to prawda.... ja czasem nie próbuję nawet zrozumiećsmile
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka