groha
20.07.06, 22:11
Bajeczka dla Krzysia
W pewnym mieście żył sobie mądry, inteligentny i wrażliwy chłopczyk.
Niestety, kraik w którym leżało jego miasteczko, był malutkim i smutnym
kraikiem, więc chłopczyk też był smutny. Tak, jak wcześniej jego rodzice, a
przed nimi – dziadowie, a przed dziadami – pradziadowie, którzy byli jeszcze
smutniejsi. Jak bowiem wieść niosła i różni bajarze opowiadali, mieszkańcom
tego dziwnego kraiku nigdy nie działo się dobrze, a jeśli nawet, to nie
wszystkim. Kłótliwi, ulegli, albo głupi władcy, wciąż sprowadzali na kraik
różne nieszczęścia, z którymi pozostali musieli dzielnie walczyć, a kiedy nie
musieli, to wtedy narzekali na swój podły los, aż w końcu wszyscy przestali
ich lubić, nie tylko sąsiedzi. Przez co mieszkańcy kraiku stawali się jeszcze
bardziej ponurzy, jak noc listopadowa, która, nawiasem mówiąc, była w tym
kraiku wyjątkowo ciemna, długa i paskudna.
Oj, nielekko było żyć w tym kraiku ludziom mądrym, inteligentnym i wrażliwym,
nielekko. Więc i chłopczykowi, gdy rósł i rozglądał się dookoła, było coraz
ciężej na duszy. Ach, jak bardzo chciał nauczyć się śmiać, bawić, być
beztroskim, jak motylek i myśleć o niebieskich migdałach! Niechby chociaż od
czasu do czasu... Lecz co spojrzał wokół, to znowu smutniał. I nie mógł
spokojnie jeść, ani spać, przez co strasznie wychudł i zrobił się bardzo
nerwowy. Nie wiadomo, jak dalej potoczyłyby się jego losy, gdyby pewnego dnia
nie spotkał tajemniczej kobiety. Była piękną blondynką o ciemnych oczach i
uroczym uśmiechu. Nagle wyszła spośród szeleszczących kartek książki, którą
czytał w zatłoczonym tramwaju, usiłując nie widzieć otaczającego świata. Ale
ją zobaczył, nie mogło być inaczej. Była na wysokich szpilkach. Wzięła go
delikatnie za rękę, położyła mu na dłoni malutki kluczyk i szepnęła prosto do
ucha:
- To kluczyk do drzwi, za którymi zapomnisz o wszystkim, co złe i smutne.
I znikła. Ale nikt inny z obojętnego, tramwajowego tłumu jej nie zauważył. Bo
to dobra wróżka była, więc wiedziała do kogo ma przyjść.
A chłopczyk mocno zacisnął dłoń z kluczykiem i nagle znalazł się w zupełnie
dziwnym miejscu. Zamiast obcych ludzi z tramwaju, otoczył go roześmiany,
rozgadany i dość hałaśliwy tłumek, w większości złożony z czegoś w rodzaju
duchów, ale niezbyt strasznych, bo zrobionych z ładnych liter. Nieliczni byli
znajomi, a nawet mieli prawdziwe ciała, z krwi i kości. Też ładne i różnej
płci. Wszyscy rzucili się do powitań, głaskali chłopczyka po główce,
opowiadali różne śmieszne historie i obiecywali wspaniałą zabawę. Potem
kobiety nakarmiły chłopczyka pierogami, a mężczyźni rozpalili ognisko i
zrobiło się tak wesoło, że chłopczyk zapomniał o smutku. To całkiem łatwe,
gdy otacza nas ciepło i życzliwość, a radosny śmiech, jest jak promyczek
słońca - potrafi stopić lód w każdym serduszku.
- Będę często do was wracał – powiedział chłopczyk, chowając kluczyk do
kieszeni.
- Wracaj, wracaj – zakrzyknęli zachęcająco roześmiani – Gdziekolwiek
będziesz, z każdego większego kawałka świata. Możesz nawet bocznymi
drogami...
A ktoś dodał całkiem poważnie:
- To zaczarowane miejsce. Nie zapomnij o nim. I nie zgub kluczyka. U nas
nigdy nie zabraknie ci książek, bobu, czereśni i uśmiechu...