m1024
09.05.04, 13:48
Od kilku miesięcy prowadzę "profesjonalny" kalendarzyk, choć mężatką jeszcze
nie jestem. Chcę się nauczyć własnego ciała. Staram się przekonać do NPR, ale
jeszcze mi się to nie udało. Owszem - uważam, że taki kalendarzyk prowadzić
warto. Gwałtowny spadek temperatury doskonale informuje mnie o mającej nadejść
miesiączce. Ale jak dotąd nie udało mi się z wystarczającą pewnością określić
dni płodnych - a tu nie ma przecież miejsca na grę w ruletkę. Co mają zrobić
osoby, które pracują na trzy zmiany (1. tydzień: 6-14, 2. tydzień 14-22, 3.
22-6 i tak cyklicznie) - kiedy mierzyć temperaturę (moje doświadczenie
wskazuje, że powinno się budzić codziennie o tej samej godzinie i wtedy
mierzyć, a w przypadku takiego trybu pracy jest to przecież niewykonalne).
Sama obserwacja śluzu przecież też jest bywa trudna - ale może się kiedyś w
końcu nauczę. No i jak sobie radzić z tym, że często nasze ciało pragnie
"wyrażać miłość" właśnie wtedy, gdy nam nie wolno, a tymczasem z innego wątku
na tym forum dowiedziałam się, że małżeńskie zbliżenia seksualne nie
prowadzące do współżycia są grzechem?
W moim liceum było kilka katechetek. I wierzcie mi lub nie - co rusz któraś z
nich była w ciąży. Gdy pewnego razu w czasie katechezy jedna z nich usiłowała
przekonać młodzież do NPR, ktoś zapytał "No dobrze. A ile ma pani dzieci?". I
padła odpowiedź "Siedmioro" (i właśnie była w ciąży). Klasa wybuchła śmiechem,
a pani na to "Ale właśnie tyle chciałam mieć!". Otóż to - ja wolę mieć dwójkę
dzieci - mam nadzieję, że to nie grzech. Niestety mam wrażenie, że NPR jest
dla tych, którzy chcą mimo wszystko mieć ich więcej.
Ja naprawdę chcę się przkonać do NPR, bo nie chcę łykać żadnych świństw. Więc
proszę - przekonajcie mnie.