wj2000
18.02.04, 22:39
Napisałem długi list, ale jak kliknąłem wyślij, okazało się że mnie serwer
wylogował, a tekst przepadł. Ten będzie krótszy.
Pominę uzasadnienie, przypomnę jedynie, że w diecie niskokalorycznej nie
tylko nie należy, ale i nie wolno pozbawiać organizmu potrzebnej porcji
protein (białka). Wręcz przeciwnie. Ponieważ wygłodzony organizm może, po
posiłku, zrobić błąd i zacząć zwyczajnie spalać część dostarczonego białka,
musimy codziennie dostarczać białka więcej niż zwyczajnie. A więc zamiast,
np. 70g dla kobiety wykonującej lekką pracę, trzeba zjadać ok. 100g – nie
mniej.
Wymóg by białka było nie mniej niż..., a kalorii nie więcej niż..., może
prowadzić do konfliktu. Przykładowo, gdybyśmy zdecydowali się dostarczać
białka pod postacią wyłącznie kurzego żółtka, które w 100g ma 356kcal i 16g
protein, musielibyśmy go zjeść aż 625g co by miało wartość 2225kcal!!
Ale, gdybyśmy chcieli zaspokoić potrzeby białkowe „białkiem” kurzym, trzeba
by go 900g o wartości 430kcal. Zostałoby miejsce na dużo warzyw i owoców
dopełniających dietę. Podobnie, niecałe 500g chudego twarogu dostarcza
wymagane 100g białka, a tylko 500kcal.
Oczywiście nie namawiam do takiej monokultury, zwracam jedynie uwagę na
produkty (chudy ser, białko jaj, dorsz, chude mleko, piersi kurczaka i
indyka, chuda cielęcina), za pomocą których można ułożyć całodzienną dietę
pozwalającą dostarczyć 100g białka nie tylko bez przekroczenia limitu
1000kcal, ale jeszcze z pewnym luzem na warzywa i owoce.
Szczególną rolę w mojej diecie odgrywa chudy twaróg, szczególnie po odkryciu
sera twarogowego MAŚLANKOWEGO (mławskiego, na wagę). Ma tylko 98 kcal a
smakuje jak twaróg pełnotłusty. Od wiosny poczynając jadam go codziennie na
drugie śniadanie (pierwsze to kubek chudego mleka z wywarem kawowym i
słodzikiem) z truskawkami, potem malinami, potem jagodami, jerzynami, znów
malinami. Późną jesienią z ogórkiem, pomidorem, cebulą. Zimą także z
mrożonymi truskawkami.
A na obiad – białe mięso z elektrycznego grila bez tłuszczu i sałata (dość
urozmaicona np. trochę lodowej + cykoria + gotowany w łupinie ziemniaczek,
albo pomidor + parę oliwek + szczypta koziego sera + sos z oliwy cytryny
musztardy czosnku). I przed snem jeszcze jabłko albo dwa. Albo dokończę
sałatę jeśli jej na obiad zrobiłem trochę więcej. Albo pajda twarogu z
ogórkiem.
Przy takiej diecie w pierwszym miesiącu (po odliczeniu pierwszych trzech dni
gdy waga zmniejsza się błyskawicznie, ale nietrwale) osiągam spadek wagi
1kg/5dni. W drugim miesiącu jest już gorzej. Kilkanaście deko na dzień.
Dłużej niż dwa miesiące odchudzać się nie warto, bo organizm robi się „za
cwany”. Choć czuję się dobrze i pełen werwy, zauważam spadek temperatury
ciała, nawet o 15 kresek. Ale te dwa miesiące to ok. 10kg. Starczało kiedyś
na 3 lata. Potem na 2. Ostatnio odchudzać się muszę przez dwa miesiące co
roku. Przez 10 miesięcy (szanując się z dietą, ale nie katując) odrabiam to,
co straciłem w 2. Taki los.