Dodaj do ulubionych

Zobacz i oceń

10.08.10, 20:18
Witajcie,
W końcu i ja zapragnęłam obiektywnych opinii obcych ludzi. Niżej początek
mojej hm powieści ;)Dziękuję.

***
Środek nocy. Leżę w łóżku. Półmrok. Mały strumień światła dochodzi zza
przymkniętych drzwi.  Chce mi się spać. Nic dziwnego, połknęłam przecież
wieczorem końską dawkę środka nasennego. Ile razy w ciągu nocy zmieniamy
pozycję? Pięć?  dziesięć? Dwadzieścia? Ja budzę się co półtorej godziny.
Czuję, że muszę wyprostować nogę. Najpierw usiłuję zignorować to uczucie. Po
kilku minutach czuję, że zwariuję, jeśli jej nie wyprostuję. Wołam pielęgniarkę.
- Siostro!
 Panie leżące w mojej sali przestają na chwilę chrapać i przewracają się na
druga stronę.  Czekam. Jest ciemno i cicho, nie słychać nawet kroków.
 - Siostrooooo!
Znów mija kilka minut. Ja leżę. Po twarzy zaczynają mi płynąć łzy. Ciekawe,
która jest godzina.
- Siostroooo!
Staram się sobie tłumaczyć, że od zdrętwienia nikt nie umarł. Prędzej czy
później ktoś do mnie przyjdzie.
- Siostrooooo! – wołam cicho łykając łzy.
Na łóżku pod oknem budzi się sąsiadka.
- Zadzwonić po pielęgniarkę?
- Tak poproszę – mówię zawstydzona.
Przy moim łóżku też jest przycisk przywołujący pielęgniarkę. Zwisa koło
poduszki. Nawet, jeśli uda mi się złapać kabelek z przyciskiem, nawet, jeśli
przesunę rękę na przycisk – to nie jestem w stanie go przydusić. A przecież do
tego nie potrzeba siły … Jestem beznadziejna.
Do pokoju wpada światło z korytarza. Wchodzi pielęgniarka.
- Kto znowu mnie woła? – pyta niezadowolona
- Ja - mówię cicho.
Nie wiem czy powinna odpowiadać na to pytanie, pielęgniarka wie dokładnie, kto
co półtorej godziny zawraca jej głowę.
– Czy może mnie Pani przewrócić na bok?
- Znowu? – pyta i robi wredną minę – koleżanka jest zajęta, a ja nie wiem czy
sama dam radę.
Fakt, ważę 56 kilogramów. Ale jeśli ona mi nie pomoże to kto? Czy proszę o tak
wiele? Czy zawsze będę prosić się o pomoc? Czy to, że leżę na oddziale
neurologicznym ma znaczyć, że  przestałam być człowiekiem? Jestem tylko kupą
kłopotliwego, sparaliżowanego cielska.  Czy ktoś może wyłączyć mój mózg?
***
Choroba? Wystarczy pójść do dobrego lekarza, nie koniecznie na kasę chorych.
Wykupić lekarstwa. Wyzdrowieć. Co za problem? Chyba, że ktoś woli chorować niż
wyzdrowieć.
Człowiek na wózku inwalidzkim? To zwyczajny człowiek. Pracowałam kiedyś z
takim jednym facetem. Siedział przy biurku w salonie samochodowym. Normalny
facet. Z poczuciem humoru. Owszem nie chodził, ale ze wszystkim radził sobie
bardzo dobrze. Byłam wtedy młoda. Tolerancyjna. Jakoś zawsze uważałam, że
najłatwiej jest usiąść i płakać, że ma się problem, że jest się
niepełnosprawnym. Wyciągać ręce po pomoc od Państwa.
Później nie miałam bliższego kontaktu z niepełnosprawnością. Za to poznawałam
naturę człowieka. Homo biznesus. Jak zmienia zdanie, kłamie, oszukuje, unika,
wymyśla, żeby tylko zarobić. Jak mówi jedno a robi zupełnie coś innego.
Cały świat leżał w zasięgu mojej ręki. Nikt mi go nie podał na tacy. Nie
prosiłam o pomoc. Ale wiedziałam, że jak będę ciężko pracować to zrealizuję
swoje marzenia. Sama.
***
Mam katar i kaszel. Kiepsko się czuję. Leżę w łóżku. Udało mi się wyrwać z
pracy na dwa dni. Ktoś przywlókł  do domu paskudne bakterie, kaszle też moja
córka, kaszle mój mąż.
- Wiesz, chyba zostanę w domu – mówi mój mąż – czuję się masakrycznie.
Ktoś musi być w pracy, donieść jedzenie … Idę do pracy. Nie mam przecież
zapalenia płuc. To tylko grypa. Nie pierwsza i nie ostatnia. Twardym trzeba
być, nie miękkim … na kaszel się nie umiera.  Katar leczony trwa tydzień,
nieleczony siedem dni … z grypą pewnie jest podobnie.
Idę do pracy.
- Kiepsko wyglądasz – mówi moja psiapsióła
- Wiem – przytakuję – ostatnio słabo się czuję.
- A dokładniej?
- Ciągle jestem zmęczona, ciągle przeziębiona, podenerwowana. Bolą mnie plecy.
Jest mi źle. Nie mam czasu ani ochoty na radość.
- Aśka, tak być nie może!
- Wiem, wiem, coś z tym zrobię … ale na razie nie mam ani czasu, ani siły.
Później. To moje ulubione słowo.
Odbieram telefon od mojej mamy:
- Dziecko, jesteś chora, połóż się do łóżka, wygrzej.
- Ale mamo – bronię się – ja nie mogę, kto będzie za mnie pracował? Kto zrobi
obiad? Zakupy? Kto poda herbatę choremu mężowi?
Wymówki mieszają się z rzeczywistością. Bo kto teraz kładzie się do łóżka z
bolącym gardłem? Czy kaszlem? Nie ma na to czasu, wszyscy gonimy za czymś byle
szybciej, byle więcej.
A potem pojawił się ból pleców. Ale trochę inny niż zwykle. Po dwóch dniach
jakoś tak dziwnie było wstać od stołu.
Budzę się we wtorek rano. Cholera jest naprawdę źle. Z trudem wstaję z łóżka.
- Co się ze mną dzieje? – myślę przerażona.
Nie mogę podnieść nogi, żeby założyć spodnie. Mateusz zakłada mi spodnie,
skarpetki, buty. Jedziemy prosto do neurologa.
Pani neurolog w prywatnej klinice bada mnie. Puka. Dotyka.
- Dobrze, dobrze – mówi- dobrze.
- Proszę się położyć, uniosę Pani nogi, proszę je trzymać w górze tak długo
jak się da.
Siłą woli próbuję je utrzymać, niestety opadają zaraz po uniesieniu.
- Dobrze.
- Kurcze – myślę - jak dobrze? ledwo doszłam o własnych siłach do gabinetu.
Lekarka kończy badanie.
- Przyszła Pani sama?
- Nie, z mężem.
- To ja może zawołam męża – proponuje lekarka.
Ups. Chyba jest źle.
- Jest Pani w bardzo złym stanie. Proszę jechać prosto do szpitala.- mówi
lekarka -  Jest źle.
Widać, że jest również przejęta. Nie jak ja, czy Mateusz, ale zapewne na co
dzień przyjmuje marudnych pacjentów, z bólami głowy … aż tu nagle przywlekam
się ja …. Nie mogę unieść nogi, nie mam odruchów głębokich.
Cóż. Panicznie boję się szpitala. Resztka rozumu podpowiada mi jednak, że
sprawa jest zbyt poważna na lęki, histerie i wymyślania. Trzeba jechać. Jak
będzie trzeba to wytrzymam tam trzy dni. Będę dzielna.
Jedziemy na ostry dyżur neurologiczny. Szpital państwowy. Wszyscy mają czas.
Lekarza nie ma. Siedzę na krzesełku pod gabinetem. Czuję się coraz słabsza.
Ludzi przybywa. Mam wrażenie, że dziwnie się na mnie patrzą.
W końcu wchodzę do gabinetu. Wchodzę to chyba za dużo powiedziane. Szur, szur,
szuram nogami. Lekarz beznamiętnie ogląda moje słabnące ciało.
- Przyjmujemy Panią na oddział – wycedził i zajął się wypisywaniem papierków.
Jeszcze na izbie wkładają mi wenflon. Pielęgniarz każe mi zdjąć kozaki.
Próbuję dosięgnąć nóg.
- Sorry, ale nie dam rady.
Młody chłopak zdejmuje mi buty, rozpina spodnie do badania, zdejmuje bluzkę,
żeby założyć wenflon.
- Na oddziale pobiorą Pani płyn mózgowo-rdzeniowy, potwierdzi on diagnozę –
cedzi przez zęby lekarz.
- Ale co to może być – pytam, okropnie się stresuję, może jak się dowiem to
się uspokoję.
- Najprawdopodobniej to bardzo trudna choroba. Zespół Guillaina-Barrego.
- A kiedy wyjdę do domu?
- Proszę się uzbroić w cierpliwość.
Cholera. Chyba nie ma mniej konkretnej odpowiedzi.
- Ale ile muszę tu zostać – pytam, bo podstawowym problemem w tym momencie dla
mnie jest konieczność pozostania w szpitalu.
- Trudno powiedzieć, to zależy od organizmu….
- Niech mi Pan powie – napieram ostatkiem sił – trzy dni? tydzień?
- Przynajmniej trzy miesiące spędzi Pani w szpitalu, a potem czeka Panią
jeszcze dłuższa rehabilitacja – lekarz rzuca na odczepne, po czym otwiera
drzwi gabinetu i woła następnego pacjenta.
Mój świat legł w gruzach. Z trzech dni zrobią się trzy miesiące? Bez mojego
Mateusza, bez kochanej córeczki, bez pracy? W obcym miejscu, z obcymi ludźmi.
Nigdy.  Uciekłabym, gdybym tylko mogła biec …
Obserwuj wątek
    • zooloza Re: Zobacz i oceń 10.08.10, 22:49
      Zooloza ma dziś trudny dzień. Nie wie, czy to chandra, Psm, czy może po prostu
      zmęczenie? Kaleczy się przy otwieraniu kopert, obija boleśnie o sprzęty.
      Przezornie kładzie się spać dość wcześnie, by uniknąć katastrofy. Ale katastrofa
      to przeznaczenie, nieuchronny los Zoolozy. Jeżeli będziesz miała kiedyś
      Mamkajulci okazję przeczytać jej książkę, a raczej, początek jej powieści -
      zrozumiesz, jaką apokalipsę tego feralnego dnia zgotowałaś Zoolozie...
      • mamkajulci Re: Zobacz i oceń 11.08.10, 07:41
        Zooolzo? Jaką apokalipsę? :)
    • nobullshit Re: Zobacz i oceń 11.08.10, 00:42
      Matko boska. Ale to nie jest autobiograficzne? Nobull, jak Zooloza, też miała
      dziś nienadzwyczajny dzień.

      Ad meritum. Tu i ówdzie coś zgrzyta i można by lepiej*. (Zawsze można by lepiej.)
      *Np. to o wadze 56 kg - może trochę ironii, "aż" 56 kg, jakiś cudzysłów,
      cokolwiek, bo to jest waga wyścigowej gęsi! (Nobull zazdrości.)

      Ale ogólnie w porządku - językowo, psychologicznie, dramaturgicznie.
      I o takich sprawach trzeba pisać. (A określenie "homo biznesus" - rewelacja. Nie
      znałam.)
      Daj jeszcze jakiś kawałek. To trudny temat - na jakim łatwo się przejechać.
    • zooloza Re: Zobacz i oceń 11.08.10, 10:03
      Witam w ten piękny dzień, kolejny dzień studziennej depresji.
      Patrzę i widzę, że się nie rozumiemy. Pani mamkajulci, w odruchu pychy
      poszperałam w głowie, czy mnie na pewno nie znasz, czy mnie nigdzie nie
      czytałaś, miałam pewne podejrzenia, ale je ostatecznie porzuciłam. Wygląda na
      to, że konstelacje gwiazd skrzyżowały drogi naszych umysłów, które w tym samym
      czasie wygenerowały ten sam pomysł. Na początek powieści.
      Czytam więc to trochę tak, jakbym siebie czytała.
      No i będę bezwzględna tak samo, jak bym dla siebie była.

      Sekundeczkę, zaraz wracam.
      • mamkajulci Re: Zobacz i oceń 11.08.10, 10:13
        Zoolzolo, brzmi to trochę niepokojąco :) Nie czytałam Twojej powieści, czy ty
        też autobiograficznie piszesz o tym samym temacie? Czy tylko początek mamy
        "wspólny"? Może to efekt współśnienia?
    • zooloza Re: Zobacz i oceń 11.08.10, 11:12
      > Środek nocy. Leżę w łóżku. Półmrok. Mały strumień światła dochodzi zza
      przymkniętych drzwi.

      Coś mi w tym dochodzącym strumieniu nie pasuje. Wąski strumień? Strumień wątłego
      światła?

      Chce mi się spać. Nic dziwnego, połknęłam przecież wieczorem końską dawkę środka
      nasennego.

      "Środków nasennych" bym dała. Końska dawka... zbyt frazeologiczne.

      Ile razy w ciągu nocy zmieniamy pozycję?

      podczas snu raczej, bo w nocy, zwłaszcza sobotniej, to różnie może być...

      > Czuję, że muszę wyprostować nogę. Najpierw usiłuję zignorować to uczucie. Po
      kilku minutach czuję, że zwariuję, jeśli jej nie wyprostuję.

      czuję, czuję...

      Panie leżące w mojej sali przestają na chwilę chrapać i przewracają się na
      druga stronę.

      Niemożliwe. Wszystkie?

      Czekam. Jest ciemno i cicho, nie słychać nawet kroków.
      > - Siostrooooo!

      Tu jest zgrzyt. Bohaterka woła, ale nie wiem, jakim głosem. Krzyczy? Jęczy? To
      jest ciche wołanie, czy wrzask?
      Dopiero potem piszesz, że cicho, ale w tej chwili jest zgrzyt z tym wielokrotnym
      "o".
      > Znów mija kilka minut. Ja leżę.

      No wiadomo, że leży, nie sensu znów pisać.

      Po twarzy zaczynają mi płynąć łzy. Ciekawe, która jest godzina.

      Czy to na pewno ciekawi chorą, zdrętwiałą i bezradną bohaterkę?

      Nawet, jeśli uda mi się złapać kabelek z przyciskiem, nawet, jeśli
      przesunę rękę na przycisk – to nie jestem w stanie go przydusić. A przecież do
      tego nie potrzeba siły … Jestem beznadziejna.

      Tu brakuje dystansu. Bohaterka określa siebie jako "beznadziejna" - ale czy to
      szczere? Jesli tak, to za mało jest tu opisów tego uczucia, zbyt lakonicznie.
      > Do pokoju wpada światło z korytarza.

      Już wpadało. Trzeba jakoś inaczej

      Wchodzi pielęgniarka.
      > - Kto znowu mnie woła? – pyta niezadowolona
      > - Ja - mówię cicho.

      Bez "mówię cicho"


      > – Czy może mnie Pani przewrócić na bok?
      > - Znowu? – pyta i robi wredną minę – koleżanka jest zajęta, a ja ni
      > e wiem czy sama dam radę.

      Bez "wrednej miny". Narrator musi zostać bezstronny, aby tekst był wiarygodny i
      przejmujący. Wg mnie.

      Czy zawsze będę prosić się o pomoc?

      Prosić się???

      Jestem tylko kupą kłopotliwego, sparaliżowanego cielska. Czy ktoś
      może wyłączyć mój mózg?

      Kupą cielska... To nie brzmi dobrze. Biorac pod uwagę 56 kilo - absurdalnie
      niedobrze.


      > ***
      > Choroba? Wystarczy pójść do dobrego lekarza, nie koniecznie na kasę chorych.

      Niekoniecznie...


      - Wiesz, chyba zostanę w domu – mówi. – Czuję się masakrycznie.

      Masakrycznie?! Takie słowa w literaturze? ee

      > Ktoś musi być w pracy, donieść jedzenie … Idę do pracy. Nie mam przecież
      > zapalenia płuc. To tylko grypa. Nie pierwsza i nie ostatnia. Twardym trzeba
      > być, nie miękkim … na kaszel się nie umiera. Katar leczony trwa tydzień,
      > nieleczony siedem dni … z grypą pewnie jest podobnie.
      > Idę do pracy.

      Za dużo frazesów. Kolokwialnych i niefajnych. "Twardym trzeba być, nie miękkim.
      Katar nieleczony..." itp.

      > - Kiepsko wyglądasz – mówi moja psiapsióła

      Psiapsióła - to samo co nt "masakrycznie"


      > - To ja może zawołam męża – proponuje lekarka.
      > Ups. Chyba jest źle.

      Ups - nie pasuje.

      Widać, że jest również przejęta. Nie jak ja, czy Mateusz, ale zapewne na co
      > dzień przyjmuje marudnych pacjentów, z bólami głowy … aż tu nagle przywlekam
      się ja ….

      No to ja protestuje. Bolała Cię kiedyś głowa?

      Lekarz beznamiętnie ogląda moje słabnące ciało.
      > - Przyjmujemy Panią na oddział – wycedził i zajął się wypisywaniem papierków.

      Niezrozumiała i niepasująca zmiana czasu. I nie rozumiem, czemu "wycedził".
      Potem się to powtarza.
      Podsumowanie - w nast poście
    • zooloza podsumowanie 11.08.10, 12:12
      Po przeczytaniu tekstu wszystko mnie boli.
      Znam to wszystko i nie chodzi mi o pobyt w szpitalu na oddziale neurologicznym,
      ale o trudy pisania pierwszej powieści.
      Temat jest bardzo trudny - tu się zgadzam z Nobull. Twoje pisanie ma potencjał,
      choćby dlatego, że da się to przeczytać i wciąga. Ale poprawki są konieczne.
      Potrzebujesz nabrać dystansu, odciąć się od utartych sformułowań i jaskrawo
      oczywistych schematów.
      Jeśli ktoś jest nieczuły - opisz to bez emocji. Wtedy dopiero to "działa".
      Spróbuj pobawić się w 3 osobę - narratora.
      Jeśli jednak piszesz o trudnych uczuciach, łzach - pochyl się nad tym nieco.
      Rozpisz, poukładaj. Porównaj do czegoś. To są uczucia, niełatwa rzecz.
      • mamkajulci Re: podsumowanie 11.08.10, 12:27
        Zooloza - dziękuje pięknie za rozebranie na części pierwsze. Większość uwag
        bardzo celna, bardzo ich potrzebowałam. Czuję, że czasem mam problem z
        niepotrzebnymi przeskokami czasu.
        Schematy i nadmiar emocji są zastosowane celowo. Zdaję sobie sprawę, że po
        przeczytaniu książki składającej się tylko z takich opisów wstaje się z ogromnym
        bólem wszystkiego :)
        Taka okropna i boląca rzeczywistość skontrastowana jest luźnymi historiami.
        Dziękuję też za dobre słowa. Cieszę się, że wciąga. Mogę wrzucić jeszcze jeden
        kawałek? Tak, żeby Twój ból zamienił się w uśmiech?
    • mamkajulci Re: drugi fragment 1 11.08.10, 12:43
      hyba nie ma nic gorszego od przebywania ze stuprocentowo sprawnym umysłem na
      oddziale neurologicznym. W piątek jeszcze zupełnie normalnie funkcjonowałam w
      pracy a dziś otaczają mnie dziwni ludzie. Chwilami zastanawiam się czy na
      drzwiach wejściowych widziałam tabliczkę „oddział neurologiczny” czy przypadkiem
      ktoś zawiózł mnie na oddział psychiatryczny. Na początku łudziłam się jeszcze,
      że może zaprzyjaźnię się z którąś z sąsiadek i czas szybciej minie.
      Może z Iwonką? Przyjęto ją na oddział w tym samym dniu co mnie. Zakwaterowano
      nas w jednym pokoju. Iwonka narzekała na bóle głowy.
      - Boli mnie dziś głowa.
      - To poproś pielęgniarki o tabletki przeciwbólowe – początkowo próbowałam jej pomóc.
      - Już brałam. Nic nie pomaga. Muszę wypić kawę. Zrobić Tobie też?
      - Nie, dziękuję.
      Przyjęli ją z powodu bólu głowy. Kilka dni, seria badań i do domu.
      Iwonka podchodzi do swojego łóżka.
      - Co ja to chciałam?
      - Kawę chciałaś zrobić
      - Aaaa, najpierw pójdę się umyć a potem kawa.
      - Zapomniała po co szła do łóżka, ale z niej roztrzepana kobieta – pomyślałam.
      Iwonka wzięła przybory do mycia i poszła do łazienki. Długo nie wracała. Pewnie
      jak każda kobieta w łazience zapomina o upływającym czasie. W końcu do czego się
      spieszyć? Obiad będzie dopiero o 12. Do tej pory nie mamy w planie nic
      spektakularnego. Swoją drogą, bardzo jej zazdroszczę, że może sama iść do
      łazienki. Do mnie przychodzą dwie pielęgniarki i zabierają się za mycie i
      ubieranie mojego ciała. Tylko ciała. Duch ucieka gdzieś na bok, inaczej chyba
      nie zaakceptowałabym że dwie pary rąk w lateksowych rękawiczkach myją i kremują
      moje ciało. Dwie pary oczu patrzą się na moje gołe ciało.
      - Widziałaś tą w niebieskim szlafroczku? – pyta jedna pielęgniarka drugiej.
      - Taaa, chodziła po korytarzu.
      W niebieskim szlafroku? to chyba Iwonka.
      - Szukała łazienki.
      - I co zaprowadziłaś ją?
      - Tak.
      Zdaje się, że Iwonka nie jest roztrzepana. Ma ogromne problemy z pamięcią.
      Czyżby było to związane z jej bólami głowy?
      Mniej więcej po godzinie przychodzi jakaś Pani ubrana w pidżamę.
      - Dzień dobry, czy to w Pań pokoju mieszka ta Pani w niebieskim szlafroku? Bo
      chodzi biedna po korytarzu i nie pamięta numeru swojego pokoju.
      - Tak, tak, tutaj – potwierdzam.
      Zmęczona Iwonka dotarła do pokoju.
      - Cholera, nie mogłam trafić do pokoju.
      - To może zapamiętaj, że nasz pokój jest pomarańczowy, będzie łatwiej –
      zaproponowałam i od razu zrozumiałam dlaczego każdy pokój pomalowany jest w
      innym kolorze.
      Iwonka poszła zrobić sobie kawę a do mnie przyszedł Mateusz.
      - Posiedzę do 14 – tłumaczy – potem przyjedzie moja mama z rosołkiem, jutro
      przyjedzie Twoja mama. Będziemy się wymieniać, żebyś nie musiała siedzieć tu sama.
      - Super, bardzo fajnie. Porozmawiaj z lekarzem, może dowiesz się czegoś nowego?
      – proszę – zapytaj się też o łóżko. Mam takie starodawne, w którym żeby podnieść
      oparcie lub je opuścić trzeba wstać z łóżka i złapać metalowy stelaż rękami.
      Widziałam takie łóżka, które mają pilota. Może mogłabym zmienić łóżko na takie?
      Pielęgniarki marudzą, że muszą mi ciągle ten stelaż kłaść lub stawiać, a mnie
      nie jest zbyt wygodnie drzemać na siedząco.
      - Musimy czekać na działanie immunoglobulin – odpowiada Jacuś po spotkaniu z
      lekarzem – jeśli chodzi o łóżko, na razie wszystkie łóżka w szpitalu są zajęte,
      jeśli jakieś nowoczesne się zwolni to ci je dadzą…
      - Swoją drogą dziwne, na łóżku z pilotem leżą zupełnie sprawne fizycznie osoby,
      a ja muszę się męczyć.
      - Szpital państwowy, niestety.
      - Cholera jasna mnie bierze, przecież co miesiąc płacę kupę kasy na składki
      zusowskie, a w szpitalu państwowym wszyscy zachowują się jakby pracowali za karę
      i za darmo.
      Zaczynam się wkurzać, uogólniam więc bardzo. Niektóre pielęgniarki i lekarze są
      fajni. Rozumieją, że choroba może spotkać każdego, nawet ich. Porozmawiają,
      pośmieją się. Traktują jak człowieka. Inni ... szkoda gadać. Ciągle z miną
      niezadowoloną. Jakby byli w szpitalu za karę. No przepraszam - praca to praca.
      To nie jest tylko wina naszego systemu zdrowotnego. Niektóre osoby nawet gdyby
      zarabiały trzy razy tyle co teraz nie zaczęłyby traktować pacjentów jak ludzi.
      - Misiu, a może znajdziesz dla mnie jakiś szpital prywatny? – wpadam na dobry pomysł
      - No nie wiem – kochany Misiaczek chyba nie umie mi odmówić – nie wiem czy to
      dobry pomysł. Nie wiadomo przecież ile zostaniesz w takim szpitalu. A tam płaci
      się za każdy dzień.
      - Jak to nie wiadomo – płaczę już głośno – nie dłużej niż dwa tygodnie. Przecież
      tylko leżę. W domu też mogę leżeć. W prywatnym szpitalu dostanę pokój dla jednej
      osoby. Pielęgniarki będą milsze – snuję przed sobą i Mateuszem wizję
      alternatywnej, milszej rzeczywistości.
      - A pieniądze? Może nas nie stać?
      - Mam to gdzieś. Zbieram od kilku lat na wymarzoną hondę. Teraz mi nie jest
      potrzebny samochód. Możesz wydać te pieniądze na szpital.
      Przychodzi psiapsiółka.
      - Czemu płaczesz?
      - Bo Mateusz nie chce mnie zabrać do prywatnego szpitala. Chce żebym się tu męczyła.
      - Nie chcę, żebyś się męczyła!!! Nigdzie!!! – Mateusz chyba czuje się postawiony
      pod ścianą.
      - Nie płacz! – rozporządza rozsądnie psiapsiółka – rozmawialiście z lekarką, czy
      takie przeniesienie jest wskazane? Jeśli tak, to wszystko da się zorganizować.
      Przychodzi lekarka. Pytamy.
      - Pani Joanno, nie sądzę, żeby jakakolwiek karetka wzięła w tym momencie za
      Panią odpowiedzialność. Pani może w każdej chwili stracić możliwość
      samodzielnego oddychania albo serce może nagle przestać bić. Musi być Pani stale
      monitorowana, dlatego podłączyliśmy Panią pod monitory. Brak reakcji na czas
      będzie prowadził do śmierci. Jest Pani w stanie zagrażającym życiu.
      Cholera, tłumaczenia konieczności podłączenia mnie do monitorów nie były takie
      dosłowne i nie uświadomiły mnie, że mogę umrzeć. Myślałam, że to na wyrost, na
      wszelki wypadek.
      - Nie płacz – pociesz mnie psiapsiółka – jak Twój stan się ustabilizuje to Cię
      przeniesiemy! A Ty Mateusz idź do pracy. Nie będziemy tu siedzieć razem. Ja
      teraz siedzę z Aśka.
      - A Ty co się tak przy nim rozczulasz? – pyta mnie po wyjściu Mateusza.
      - Obiecujesz, że jak się ustabilizuję, to mnie przeniesiecie?
      - Obiecuję!
      - Przepraszam – do pokoju zagląda jakaś starsza pani – czy w Pani pokoju mieszka
      brunetka w niebieskim szlafroku?
      - Tak – odpowiadam, myśląc, że pewnie Iwonka znowu poszła do łazienki i nie może
      wrócić.
      - Ona chodziła w kółko po korytarzu – opowiada zdenerwowana Pani – a teraz
      poszła w stronę windy.
      O Boże, jak wsiądzie do windy to już się zgubi na amen. Muszę pobiec do
      pielęgniarki. O nie. Zapomniałam, że nie pobiegnę. Nawet nie pójdę. Proszę babkę
      by sama zawiadomiła pielęgniarkę. Po jakimś czasie pielęgniarka przyprowadza
      Iwonkę. Cholera, takie zaniki pamięci to już poważna sprawa, pewnie jakiś guz
      mózgu. To chyba dobrze, że ja mam sprawny mózg.
      - Ale się tu dzieje – śmieje się psiapsiółka.
    • mamkajulci Re: drugi fragment 2 11.08.10, 12:44
      Iwonka w łóżku. Teraz będzie spokój. Porozmawiamy sobie, mamy tyle zaległych
      tematów z psiapsiółką, kilka lat straconych i brak czasu na nadrobienie zaległości.
      Oj, chyba jednak nie porozmawiamy. Babcia leżąca na łóżku obok się ożywiła. Nie
      wiem jeszcze jak ma na imię. Przywieziono ją dzisiaj. Drobniutka i bardzo stara
      babcia wstała. Rozgląda się. Iwonka pyta się czego babcia szuka. Babcia nic.
      Nadal szuka.
      - Może torebki? – pyta Iwonka
      - Tak. Gdzie jest moja torebka? – podchwytuje babcia.
      - Pani torebkę zabrała Pani córka – tłumaczy Iwonka
      - Jaka córka? Ja nie mam córki
      - No ta kobieta, która Panią przyprowadziła.
      - Aha.
      Chwila ciszy. Patrzymy na babcię. Nadal szuka. Patrzymy się z psiapsiółka
      porozumiewawczo.
      - Może w czymś pomóc – pyta psiapsiółka babci.
      Babcia kładzie się na podłogę. Zagląda pod łóżko. Boimy się, że jak babcia się
      położy na podłodze to już nie wstanie.
      - Nie, nie, ja szukam – z opóźnieniem odpowiada babcia.
      I szuka dalej. W końcu psiapsióła podeszła do babci. Widocznie uznała, że nie ma
      co pytać, trzeba działać.
      - Ja Pani pomogę – mówi uprzejmie – Czego Pani szuka?
      - Szukam – pada odpowiedź.
      - Ale czego?
      - Szukam
      - Szuka Pani?
      - Szukam
      Przy każdym pytaniu w głosie psiapsiółki słychać coraz mniej uprzejmości a
      więcej złości. No kurcze, jak można szukać i nie wiedzieć czego? My zdecydowane
      babki jesteśmy, a tu taka porażka. Jak nie wiem czego szukać to nie szukam. W
      końcu wzrok psiapsióły pada na leżącą na łóżku kosmetyczkę.
      - OOO, może kosmetyczki Pani szuka? – to oooo powiedziała tak sugestywnie, że
      nawet ja uwierzyłam.
      - Tak, tak kosmetyczki - babcia siada w końcu na łóżku i zadowolona ogląda
      kosmetyczkę.
      Uspokoiła się. Psiapsióła siada zadowolona i roześmiana na moim łóżku. Kolejne
      udane negocjacje. Pamiętam jej pierwsze negocjacje, trafiła wtedy na godnego
      przeciwnika – mnie.
      • nawojek Re: drugi fragment 2 11.08.10, 14:33
        posłuchaj zoolzy i zmień tę psiapsiółkę/psiapsiółę na miłość Boską!:)
        przyjaciółka/koleżanka/znajoma/bliska mi dziewczyna - poza tym imię może mieć,
        tym bardziej, jeśli Mateusz ma dwa (Jacuś?).
        Co innego dialog - możesz wkładać komuś w usta różne dziwolągi (masakryczny
        itp), co innego narracja, gdzie język literacki powinien być.
        • nobullshit Re: drugi fragment 2 11.08.10, 19:08
          nawojek napisała:
          > posłuchaj zoolzy i zmień tę psiapsiółkę/psiapsiółę na miłość >Boską!:) (...)
          > Co innego dialog - możesz wkładać komuś w usta różne dziwolągi >(masakryczny
          itp), co innego narracja, gdzie język literacki >powinien być.

          Czy ja wiem? To jest narracja pierwszoosobowa, język może być potoczny,
          zindywidualizowany. Narrator nie musi od razu mówić "albowiem" i "azaliż".
          Skrajny przykład - "Trainspotting" Irvina Welscha. :)) Wydaje mi się, że
          dochodzą tu do głosu - u Ciebie i Zoolozy - indywidualne preferencje. Tzn.
          akurat nie lubicie słowa "psiapsiółka" itd.


          • nawojek Re: drugi fragment 2 11.08.10, 19:32
            Pewnie masz rację, "psiapsiółka" mnie razi, tym bardziej że powtarza się po
            wielokroć, zamiast określenie osoby jakimś innym zastąpić. Także by mi było
            ciężko czytać tekst pisany z męskiego punktu widzenia, gdzie plątałby się w co
            drugim zdaniu "kolo":)
            Masz i rację w tym, że jeśli narracja pisana w 1 os. więcej wolno, mój komentarz
            był do 'masakryczne' i tp, pewne słownictwo w dialogach określa bohaterów wszak
            i w tym duchu była moja wypowiedź. Oczywiście, że w 1 os można jechać po bandzie
            nawet:) Tyle, że temat poważny jest.
            • mamkajulci Re: drugi fragment 2 11.08.10, 19:43
              Macie rację. Psiapsióła może zupełnie niepotrzebnie zniechęcać do czytania, lub
              zostać źle odebrana - przykład z "kolo" jest dobry. Psiapsióła zostanie
              zmieniona :)
    • jeepwdyzlu oba fragmenty do bani 11.08.10, 17:06
      Niestety mnie się nie podoba nic
      Ani historia, ani język, ani dialogi..
      Nudy
      Poziom - maturalny.
      Temat za trudny. Poległaś z kretesem.
      jeep
      • wiio_lina Jeep 11.08.10, 19:13
        Może byś sobie poszukał innej piaskownicy do zabawy? Albo przynajmniej wkładał
        dżipa w dyzel, kiedy nie masz nic mądrego do powiedzenia?
        • zooloza Re: Jeep 12.08.10, 08:10
          Wio_lina, obawiam się, że jeep (pomijając obcesowy ton)ma jednak trochę racji.
          Tekst jest jeszcze niedobry. Albo: jeszcze nie jest dobry. On może będzie dobry,
          jeśli autorce starczy cierpliwości i sił i napisze go od nowa. Za jakiś czas...
          Bo temat jest ciekawy, widać potencjał. Ale, póki co, za dużo potknięć, wiele
          rzeczy nierozwiązanych. Według mnie - brak zdecydowania, jaki ton nadać
          narratorowi. Nie wiadomo, czy autorka myśli o chorych ludziach "dziwni", czy
          robi to prowokacyjnie, aby pokazać, jak myśli bohaterka? Z tym oddziałem
          psychiatrycznym - czuję, że jest coś nie tak, jakaś niezręczność.
          I za dużo komunałów. Całe zdania wyświechtane - np. to o Zusie. Takie
          oczywistości powinny być podane subtelniej. Zaraz potem: "Niektóre pielęgniarki
          i lekarze są
          fajni. " No i znów nie wiem, czy bohaterka to poważna osoba z korporacji, czy
          małe dziecko? Co to znaczy "fajni"? Razi mnie kolokwializm przy takim temacie.
          Oczywiście osobiści nie znoszę zdrobnień typu "kochany Misiaczek", o ile nie
          jest to ironia...
          No i takie zdanie:
          "Cholera, takie zaniki pamięci to już poważna sprawa, pewnie jakiś guz
          mózgu. To chyba dobrze, że ja mam sprawny mózg.
          - Ale się tu dzieje – śmieje się psiapsiółka."

          Czy Psiapsiółka ma coś nie tak z głową dla odmiany? Z czego ona się śmieje? Że
          Iwonka ma guz mózgu, czy, że ma zaniki pamięci?

          Do autorki: przemyśl to wszystko i najlepiej napisz od nowa. Poszukaj stylu jaki
          chcesz nadać tej historii. Nadaj jej jakiś ton, bo na razie: chaos.
          • mamkajulci Re: Jeep 12.08.10, 09:13
            zooloza napisała:

            > Wio_lina, obawiam się, że jeep (pomijając obcesowy ton)ma jednak trochę racji.
            > Tekst jest jeszcze niedobry. Albo: jeszcze nie jest dobry...
            > Bo temat jest ciekawy, widać potencjał. Ale, póki co, za dużo potknięć, wiele
            rzeczy nierozwiązanych.

            Zgadzam się, że trzeba nadać mu jeszcze szlifów i ponownie dziękuje wszystkim,
            którzy uzasadniali swoje krytyczne słowa.
            Z uwagi na to, że zamieszczone są tu tylko fragmenty wiele rzeczy może być
            nierozwiązanych czy nie do końca wyjaśnionych. Chociażby to czy dla osoby
            sparaliżowanej ważne jest która jest godzina.


            Według mnie - brak zdecydowania, jaki ton nadać narratorowi.
            Narrator jest uczestnikiem wydarzeń, głównym bohaterem.

            Nie wiadomo, czy autorka myśli o chorych ludziach "dziwni", czy
            robi to prowokacyjnie, aby pokazać, jak myśli bohaterka? Z tym oddziałem
            psychiatrycznym - czuję, że jest coś nie tak, jakaś niezręczność.
            > No i takie zdanie:
            > "Cholera, takie zaniki pamięci to już poważna sprawa, pewnie jakiś guz mózgu.
            To chyba dobrze, że ja mam sprawny mózg.
            > - Ale się tu dzieje – śmieje się psiapsiółka."
            > Czy Psiapsiółka ma coś nie tak z głową dla odmiany? Z czego ona się śmieje? Że
            Iwonka ma guz mózgu, czy, że ma zaniki pamięci?

            Szczerze przyznam, że rozbieranie rzeczywistości na części pierwsze może mieć
            podobny skutek, co zastanawianie się nad każdym akapitem każdej książki. Czy
            wczoraj na spotkaniu zachowałaś się całkiem logicznie? Czy bohaterka książki
            mogłaby się zachować tak jak ty? czy dla czytelnika byłoby to mało
            prawdopodobne? :)
            Przyjaciółka nie ma problemu z głową. Przychodząc do szpitala, do głównej
            bohaterki, widząc dookoła umierających ludzi, nie mając pewności czy bohaterka
            nie umrze ma dwa wyjścia - albo usiąść i płakać zbiorowo nad niesprawiedliwością
            świata, okropnymi chorobami itp., albo starać się oswoić rzeczywistość,
            rozświetlić i rozbawić załamaną przyjaciółkę. Chciałam pokazać absurdalność
            sytuacji i jeden ze sposobów zdystansowania się od otaczającego bohatera
            okrutnego świata.

            Wasza opinia jest dla mnie ważna! Dotychczas moje opowieści czytały tylko osoby,
            które znają z autopsji ten dziwny klimat oddziału neurologicznego.
            A tak swoją drogą Zooloza! z ręką na sercu - trafiasz jutro sparaliżowana do
            szpitala, w którym nawet nie możesz sobie porozmawiać z nikim, bo wszyscy
            zachowują się dziwnie. Jak reagujesz? Użalasz się nad ich tragedią?
            Solidaryzujesz się? O jaki okropny rak mózgu? Czy starasz się sobie wmówić, że
            tu nie pasujesz? że znalazłaś się w tym miejscu przez przypadek? Że przecież ty
            nie możesz umrzeć!


            • zooloza Re: Jeep 12.08.10, 09:29
              Oczywiście, że nie powinna ta psiapsiółka płakać, ale też nie powinna się
              zachowywać głupio. Chyba, że zależy Ci na tym, aby przedstawić ją jako negatywny
              charakter.
              Ja wiem, co Ty próbujesz opowiedzieć, bo znam podobną historię, jak już mówiłam.
              Ale widzę, że na razie to nie wychodzi tak, jak powinno.
              To trudny temat i nie da się go tak "oblecieć".
              A jesli o to chodzi:

              A tak swoją drogą Zooloza! z ręką na sercu - trafiasz jutro sparaliżowana do
              > szpitala, w którym nawet nie możesz sobie porozmawiać z nikim, bo wszyscy
              > zachowują się dziwnie. Jak reagujesz? Użalasz się nad ich tragedią?
              > Solidaryzujesz się? O jaki okropny rak mózgu? Czy starasz się sobie wmówić, że
              > tu nie pasujesz? że znalazłaś się w tym miejscu przez przypadek? Że przecież ty
              > nie możesz umrzeć!

              ... to potrafię sobie wyobrazić, co się dzieje w głowie chorej, bo akurat coś
              podobnego przeżyłam.
              Oczywiście, zależy od empatii, ale u mnie wyglądało to tak: "wszyscy są bardzo
              chorzy, oprócz mnie". Bo człowiek nie może uwierzyć, że coś mu poważnego jest.
              Ale już na pewno nie powinien traktować innych chorych jak "idiotów z
              psychiatryka." A jeśli tak chcesz zbudować charakter bohaterki - zmień styl,
              zrób to tak, żeby było widać, że ona się odcina. Daj więcej "walki z myślami".
              Bo na razie trudno polubić bohaterkę. I jeszcze trudniej - Psiapsiółę.
              Dla mnie na razie najsympatyczniejsza jest Babcia Szukająca, do której ta cała
              Psiapsióła się "rzuca". Osobiście bym ją wyrzuciła z Sali za to.
        • jeepwdyzlu założyciel forum ale mądry inaczej 12.08.10, 09:46
          Może byś sobie poszukał innej piaskownicy do zabawy? Albo
          przynajmniej wkładał dżipa w dyzel, kiedy nie masz nic mądrego do
          powiedzenia?
          ---------------------
          to forum
          czyli miejsce na rózne opinie - także krytyczne
          jedni mają talenty dydaktyczne - uzasadniają dogłębnie swoje tezy -
          inni nie
          Niemniej - autorka tekstu PROSI o opinie. Nie o POCHWAŁY.
          A złosliwości związane z moim nickiem - są na pewno niezwykle
          zabawne..
          Gratuluję poczucia humoru
          jeep

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka