baloo
15.04.04, 14:23
Mam pytanko : czy czytajac ksiazke przetlumaczona z obcokrajowego obchodzi
Was choc ciut ciut , kto te ksiazke tlumaczyl ? Czy kupujac te ksiazke
rzucacie okiem na nazwisko tlumacza ?
Jesli tak, to czy nie razi Was , ze w niemal zadnych zapowiedziach czy
reklamach te nazwiska nie sa umieszczane ? Ze sa mniej wazne od formatu,
liczby stron i ISBN-u ?
taki drobiazg. kilka miesiecy ciezkiej roboty, dzieki ktorej ksiazkja albo
sie sprzeda, albo pojdzie na przemial jako gniot. Czesc z tych galernikow
(akurat ja sie do nich na szczescie nie zaliczam) jest Waszymi "kolegami z
forum" (ze posluze sie populistycznym chwytem apelujac do Waszego poczucia
nepotyzmu ;oD)
Moze warto pisac e-mejle do Wydawcow z niewinnym pytaniem, czy dany Autor o
obco brzmiacym nazwisku napisal swoje dzielo po polsku ? Moze w koncu to cos
zmieni ? Zwlaszcza , ze nie chodzi tu o zadna kase, tylko o zwyczajna
przyzwoitosc.
Klaniam nisko
B.
PS : przepraszam za ulotkowo-zwiazkowy styl. Ulalo mi sie wlasnie po
przeczytaniu recenzji "Nieskonczonosci w jednej dloni" (kilka watkow
ponizej), ale dotyczy to w zasadzie wszystkich wydawnictw.