Dodaj do ulubionych

Książki - furtki w dorosłość

16.04.14, 10:08
Wątek o książkach z dzieciństwa zainspirował mnie do zapytania jak wyżej. Z którą książką straciliście czytelniczą niewinność? Która była takim uchyleniem furtki w świat lektur dorosłych? Która sprawiła, że książki przestały być krainą beztroski i rzuciły na was mroczny urok dojrzałego czytelnictwa ?
Ja miałam jakieś 12-lat i przeszłam przez furtkę "Deszczowym latem" Anny Kamieńskiej. Niektóre zdania pamiętam do dziś.
Obserwuj wątek
    • nchyb Re: Książki - furtki w dorosłość 16.04.14, 11:01
      muszę przyznać, ze pytanie mnie zaskoczyło
      związane jest to chyba z tym, ze u mnie nie ma grubej kreski
      już jako dziecko podbierałam książki z biblioteczki rodziców i jako dorosła ciągle czytam również książki dla dzieci
      więc nie kojarzę takich wstrząsów i utrat czytelniczego dziewictwa :)
      • mutant12 Re: Książki - furtki w dorosłość 16.04.14, 11:20
        W podstawówce najbardziej dorosłe (często zbyt dorosłe) były lektury. Dla przyjemności czytałam raczej książki przygodowe - "Winnetou", Tomki, Niziurskiego, Chmielewską, Bahdaja. Czasem trafiła mi w ręce jakaś lektura dla starszych, np. dostałam pod choinkę "Miasto automatów" Drzeżdżona (kryzys był, a to wszędzie leżało), ale odbiłam się od niej i wróciłam dopiero pod koniec liceum, by ją docenić, a wręcz zapałać do niej uwielbieniem.

        Pod koniec ósmej klasy weszłam w okres słuchania punka i to było właśnie to dojrzewanie, odrzucenie takiego obrazu rzeczywistości, jaki wcześniej akceptowałam. Najpierw przez kilka miesięcy wcale nie czytałam (z wyjątkiem lektur), a potem przeczytałam "W oczach Zachodu" Conrada, które dostałam na zakończenie kolonii. Okazało się, że to idealna książka dla mnie na tamten czas, więc pojawiły się kolejne Conrady (przede wszystkim "Lord Jim"), Camus, Stachura. Z tym że furtką do przemiany u mnie była muzyka, a lektury następstwem.
      • fumica_turystyczna Re: Książki - furtki w dorosłość 16.04.14, 11:23
        Może ja to źle ujęłam... Oczywiście nie ma grubej kreski, oczywiście podbiera się książki od rodziców, dziadków, rodzeństwa i płynnie przechodzi się dalej. To jasne. Ale taka książka-olśnienie. Kometa. Że oto jest : Literatura. ;-)
        • mutant12 Re: Książki - furtki w dorosłość 16.04.14, 11:38
          Takiego olśnienia, o jakim piszesz, nie miałam. Wszak wielka literatura trafia się także wśród tej dla młodzieży, a nawet wśród lektur :) Na pewno książka Conrada była takim "bum", ale bardziej ze względu na identyfikację z bohaterem.

          Ale tak właściwie weszłam tu, żeby sprostować pewną rzecz napisaną w poprzednim wpisie: nie było całkiem tak, że przez tych parę miesięcy nie czytałam. Czytałam Zajdla i Conan Doyle'a :)
        • jeepwdyzlu latarka pod kołdrą... 16.04.14, 15:10
          Ale taka książka-olśnienie. Kometa. Że oto jest : Literatura. ;-)
          -----------
          Czytałem jak każdy - Niziurskiego, Bahdaja, Szklarskiego i Maya...
          Aż pewnego dnia wykradłem z pokoju rodziców "Noc Amerykańską" Christophera Franka...
          Przeczytałem ją z latarka pod kocem trwale niszcząc sobie wzrok, z drżącymi rękami, szczerze mówiąc - niewiele z treści nie rozumiejąc...
          Ale do dziś mam do tej powieści - niestety zapomnienej i w Polsce niedocenionej - spory sentyment...
          Niemniej - otworzyła mi oczy i uzmysłowiła, że istnieje świat książek zupełnie innego kalibru niż czytane równolegle (co dokładnie pamiętam) Czarne Stopy Seweryny Szmaglewskiej :-)

          jeep
          jeep
          • fumica_turystyczna Re: latarka pod kołdrą... 16.04.14, 17:18
            O to to to! Już się załamałam, że jestem totalnie osobna ....;-)
    • zwany_kiedys_drussem Re: Książki - furtki w dorosłość 16.04.14, 11:52
      Nie było chyba takiej książki - komety... Może to znaczy, że wcale nie dorosłem? :-) Ale to chyba dlatego, że czytałem dużo i te dorosłe książki wsączały się powoli pomiędzy literaturę dziecięcą, czy też młodzieżową. Może też dlatego wciąż jeszcze zdarzają się pozycję, które wzbudzają czysty, dziecięcy właśnie, zachwyt...
    • galene_ra Re: Książki - furtki w dorosłość 16.04.14, 12:55
      Chyba nie mam takiej książki. Płynnie przeszłam do czytania książek dla dorosłych.
      I dla mnie książki w dzieciństwie nie były krainą beztroski, najwyżej czasami bywały.
      • solaris_1971 Re: Książki - furtki w dorosłość 16.04.14, 14:35
        Ja ciagle czekam na taka ksiazke ..............
        • nchyb Na jagody Konopnickiej... 16.04.14, 21:00
          > Ja ciagle czekam na taka ksiazke

          a ja muszę przyznać, ze nie odczuwam potrzeby odnalezienia takie książki

          wiele książek teoretycznie dla dużo starszych - przeczytałam po raz pierwszy jako małe chyba dziecko, płynnie weszłam w świat literatury jako takiej,czytałam naprzemiennie i dzieła i kicz i dobrze mi z tym

          ale pamietam dokładnie jedną scenkę - początek klasy pierwszej - do szkolnej biblioteki nie wolno było przed 2 półroczem 1 klasy SP się zapisać, ale ja juz dużo i bardzo szybko czytałam (a jeszcze rok wcześniej, pół roku, w przedszkolu chyba nie potrafiłam czytać więc małoletnim geniuszem nie byłam ;) ), więc wychowawczyni w drodze wyjątku mnie zapisała.
          Pena nadziei poszłam - pani bibliotekarka dała mi Na jagody
          Nie lubiłam już wtedy wierszowanych tekstów, ale dali to na przerwie przeczytałam i poszłam na kolejnej wymienić na coś normalnego, grubszego i prozą.

          Pani nie uwierzyła w przeczytanie, kazała przeczytać i przyjść po skończeniu,nei wcześniej niż za tydzień
          Poskarżyłam się mamie, mama nad dzieciątkiem się ulitowała (pewnie chciała przeczytać w spokoju to co jej podprowadzałam) i do szkoły przyszła, wytłumaczyła skutki niewiary w moją prawdomówność co do czytania, jakiś tam egzamin treściowy mi zrobili, ale dokładnie ta książka staa się przepustką do sal pełnych regałów

          Od tego dnia miałam pełen i nieograniczony dostęp do szkolnej biblioteki, co większości uczniów nigdy się nie udało...

          Więc tak, w szkole to właśnie Na jagody otworzyły mi dostęp do literatury niezbędnej do mojego szczęścia i przyjemności :)

          I dodatkowo w tym czasie zapisano mnie jeszcze do biblioteki zakładowej domu kultury budowlanych, która oprócz dużego działu młodzieżowego miała o wiele większy dział dla dorosłych
          Znalazłam się w niebie i nikt już nigdy nie kontrolował, nie racjonował, nie ograniczał i nie sprawdzał wiekowego przyporządkowania itp...
          O dzięki za te cholerne Na jagody, które nigdy do mnie nie przemówiły i moim dzieciom ich nie przeczytałam...

          Chciałam książki.
          • jeepwdyzlu Re: Na jagody Konopnickiej... 16.04.14, 22:53
            No proszę...
            Potrafisz nie tylko szydzić i zionąć ogniem, ale zaciekawić, wzruszyć i rozbawić...
            Chyba idą święta :-)
            jeep
          • eeela Re: Na jagody Konopnickiej... 17.04.14, 21:28
            > Pani nie uwierzyła w przeczytanie, kazała przeczytać i przyjść po skończeniu,ne
            > i wcześniej niż za tydzień

            Też miałam podobne przejścia, chociaż mamy do biblioteki przyprowadzać nie musiałam ;-) Pani bibliotekarka nie chciała mi uwierzyć, że książkę przeczytałam, jak ją odniosłam następnego dnia po wypożyczeniu. Musiałam jej ją opowiedzieć. Potem przez jakiś czas zmagałam się też z tym durnym banem na wypożyczanie książek "dla starszych klas", ale niedługo, bo szybko wyczerpałam (nędzne) zasoby dla młodszych.

            Szkolne biblioteki ogólnie pamiętam jako bidę z nędzą. Miejskie były zdecydowanie bardziej kuszące :-)

            Jeśli miałabym decydować, która z książek przeczytanych w dzieciństwie najlepiej wprowadziła mnie na ścieżkę poszukiwań ambitniejszej literatury, to wybrałabym "Lalkę". Przeczytałam ją w jakiejś późniejszej podstawówce nie jedząc, nie śpiąc i odburkując niegrzecznie jak ktoś czegoś ode mnie chciał. Ale to nie była moja pierwsza "dorosła" książka, było ich sporo wcześniej, tylko żadna nie zrobiła na mnie aż takiego wrażenia.

    • anika772 Re: Książki - furtki w dorosłość 17.04.14, 17:35
      Pamiętam dwa utwory tego "furtki"- "Czarny szal", Pirandelli (to był cały tom opowiadań, ale "Czarny szal" był dla mnie najbardziej uderzający). Druga to "Dziennik panny służącej", Mirbeau.
      Obie mam dziś na swojej półce, dziś oczywiście mam inny odbiór, ale doskonale pamiętam to dziecięce uczucie zgorszenia i częściowego niezrozumienia pewnych kwestii.
      • solaris_1971 Re: Książki - furtki w dorosłość 22.04.14, 01:41
        U mnie bylo tak, ze wwieku 10 lat przeczytalam wszystko co bylo w domu, w bibliotece szkolnej byly ksiazki dla dzieci, czyli zupelnie nie dla mnie. Siedzialam i trulam ojcu ze sie nudze. Mial mnie dosc, wiec ruszyl d* z fotela, poszlismy do biblioteki miejskiej, ojciec sie zapisal i dal mi upowaznienie do swojej karty. Nie pamietam co takiego tam wynalazlam. Pamietam tylko niedowierzanie pan bibliotekarek gdy przychodzilam z lista ksiazek ktore chcialam wypozyczyc oraz ze spojrzeniami innych czytelnikow jako ze bylam jedynym dzieckiem.
        Dodam jeszcze, ze w liceum dostalam od wychowawczyni oficjalna nagane za niewypozyczanie ksiazek z biblioteki szkolnej. Tam po prostu nic nie bylo ale ja odpowiedzialam " ja to taki tluk jestem co nic nie czyta". Taki jeden prawdziwy tluk wypozyczal jakies 80 ksiazek rocznie. Dostal nagrode. Ksiazkowa oczywiscie :)) Cala klasa miala ubaw.
        • eeela Re: Książki - furtki w dorosłość 22.04.14, 10:02
          > Dodam jeszcze, ze w liceum dostalam od wychowawczyni oficjalna nagane za niewyp
          > ozyczanie ksiazek z biblioteki szkolnej.

          Niezłe :-) Twoja historyjka przypomniała mi, że rzeczywiście w mojej podstawówce były nie tylko limity wiekowe, ale też odgórnie narzucone wymagania czytelnicze. Jak się nie wypożyczyło bodajże minimum 5 książek rocznie, to nie można było uzyskać dobrej oceny z zachowania. Ale mnie te wszystkie limity i wymagania nie dotyczyły, bo i bibliotekarkę, i wychowaczynię miałam rozsądne. Jak już wyczytałam, co było, nikt mi oceny z zachowania nie obniżał.

          A wymóg wypożyczania książek sam w sobie może nie był aż tak strasznie głupi - w niektórych domach takie książki były jedynymi, które się tam pojawiały. Jasne, nie wszystkie dzieci je czytały, ale chyba jednak większy procent niż dziś.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka