Dodaj do ulubionych

Pani Bovary

12.01.05, 10:41
Tytuł tej książki oczywiście nie pojawia się na forum po raz pierwszy, ale
postanowiłam go przypomnieć, bo wszystkie poprzednie wątki na temat "Pani
Bovary" przepadły gdzieś w zarchiwizowanych otchłaniach.

Trudno co prawda napisać o "Pani Bovary" coś odkrywczego.
Wielka literatura, wspaniały styl, detale, którymi można się zachwycić...
Ale może czas, jaki minął odkąt przepadł ostatni wątek jej poświęcony
pozwolił komuś spojrzeć na powieść inaczej niż dotąd, odkryć coś nowego lub
po prostu po raz pierwszy ją przeczytać? :)

e
Obserwuj wątek
    • Gość: hyh Re: Pani Bovary IP: *.devs.futuro.pl 12.01.05, 11:55
      właśnie czytam (powinnam wczesniej, ale cóż). Można raczej powiedzieć ,,brnę"
      bo chyba mam ją na nocnej półce od 4 miesięcy. I co? I jakoś na kolana zupełnie
      mnie nie rzuca. Główna bohaterka mnie irytuje, zbyt rozwlekłe opisy jednego
      wątku nużą (książka okazuje się lepszym usypiaczem od melatoniny), całość nie
      ma tempa ni rytmu. Jestem mniej więcej za połową, ale przypuszczam, że w mojej
      ocenie niewiele się już zmieni. Nie myślcie, że jestem jakimś niedouczonym
      półanalfabetą, skończyłam kulturoznawstwo, przeczytałam masę klasyki -
      ,,Czarodziejską górę" pokochałam od pierwszych trzech stron, ,,Mistrz i
      Małgorzata", ,,Idiota", ,,Czerwone i czarne", ,,Kuzynka Bietka", 7-mio tomowy
      Proust, Colette - jakąż one przyniosły mi wszystkie radość! A może napiszecie
      za co cenicie ,,Mme Bovary'', a wtedy jak za sprawą czarodziejskiej różdzki
      przejrzę na oczy? Choć ja szczególnie cenię te książki, które po pierwszych
      przeczytanych linijkach wdzierają się w moje życie, a ,,Bovary"? Cóż, złośliwie
      możnaby napisać, że wdziera się w sen. Chociaż tyle dobrze.
      • jewoczka Re: Pani Bovary 12.01.05, 13:33
        >odkąt przepadł - hehe, świetnie mi to wyszło, czemu zawsze muszę coś
        takiego.. :)mogłam napisać otkąt przepat

        ---

        hyh, chętnie podyskutuję z Tobą

        Może zacznę od tego, że według mnie zupełnie niepotrzebnie usprawiedliwiasz się
        z tego, że książka Ci się nie podoba. Może nie wywierać na Tobie najmniejszego
        wrazenia, bynajmniej nie z powodu "nieoczytania". Myślę że istnieje dużo dzieł,
        których wartość jest niepodważalna, ale nie muszą bynajmniej podobać się
        wszystkim. Po prostu różne wartości literatury można cenić.

        >Główna bohaterka mnie irytuje,

        Mnie irytują wszyscy bohaterowie. Mam wrażenie że to zgodne z zamierzeniem
        autora i doceniam, że mu się udało :)

        >zbyt rozwlekłe opisy jednego
        > wątku nużą

        Podobają mi się pełne poezji, bardzo plastyczne i poruszające wyobraźnię opisy,
        podoba mi się też "regulowane" tempo akcji, "spowalniane" i "przyspieszane" w
        zależności od potrzeby pełnymi emocjonalnego napięcia scenami i "nużącymi"
        opisami; podobają mi się też płynne i sprytne przejścia pomiędzy poszczególnymi
        tematami i wątkami, rozmieszczenie na scenie różnych postaci, wyważenie relacji
        pomiędzy nimi i przyporządkowanie odgrywanych w całej historii ról.

        Nie twierdzę przy tym, że to moja ulubiona książka, ale to, że mi się podobała,
        musze przyznać.


        Przy okazji, choć może ten wątek to nieodpowiednie miejsce, chciałam spytać
        jakie wrażenie wywarł na Tobie Proust. Mam zamiar dopiero "zabrać się" za niego
        i jestem ciekawa opinii...

        e



      • Gość: kmicix Re: Pani Bovary IP: *.autocom.pl 12.01.05, 15:19
        Podpisuję się obiema rękami! Nie wiem cóż jest zachwycającego w "Pani Bovary".
        Dla mnie nudy ;(
    • protesilaos33 Re: Pani Bovary 12.01.05, 15:39
      Przeczytałem tę powieść kilka razy, ostatni raz dwa lata temu. Nigdy nie
      potrafiłem czytać je bez utożsamiania się z główną bohaterką, za Flaubertem
      mógłbym powiedzieć, że pani Bovary to ja! To książka o wielu rzeczach, ale dla
      mnie najważniejsza jest walka głównej bohaterki z otaczającym ją światem,
      niemożność przystosowania się do rzeczywistości wynikająca z pragnienia ideału,
      doskonałości. To nie jest powieść tylko realistyczna, ale także studium
      niespełnienia egzystencjalnego, za którym stoją metafizyczne potrzeby, które ma
      tylko tytułowa bohaterka. Najsmutniejsze jest jednak nie jej ostateczna klęska,
      lecz to, że próba realizacji marzeń kończy się popadnięciem w banał i kicz.
      Przecież formy jej marzeń: ślub z pochodniami, czy urządzony przez nią pokoik
      schadzek z Leonem są żałosne. To smutne, że próbując zrealizować pragnienia o
      czymś wyższym, ostatecznie zostajemy skazani na takie upokorzenia.
      A jednak ludzie, którzy nie potrafią płakać jak Rudolf są gorsi od Emmy, choćby
      nawet jej uczuciowość została ukształtowana na kiczowatych romansach.
      • Gość: mysz zgadzam się IP: *.bzmw.gov.pl / *.crowley.pl 12.01.05, 15:57
        Emma Bovary to już symbol
        nawet jeżeli przepadnie w niepamieci Flaubert to Pani Bovary zostanie
        niemożności spełnienia
        o walce o marzenia
        o nieuchronnej klęsce
        o nieadekwatności marzeń do rzeczywistości
        i można by tak jeszce długo...
        ważna powieść
        nawet jeżeli nudnawa
        • titerlitury Re: zgadzam się 12.01.05, 18:10
          powieść dla mnie magiczna
          piękna, mądra, pełna niespotykanego realizmu i poetyki
          może nie jestem bardzo obiektywna, bo poświęciłam książce rozdział w mojej
          pracy magisterskiej o Flaubercie.

          Czym tu sie zachwycać? Ano wcale zachwycać sie nie trzeba. Nie powinno się
          zmuszac do zachwytu.
          Co zachwyca mnie?
          Wspaniały opis romantyzmu, który przegrywa. Idelany obraz zmian zachodzących w
          świecie, które i dziś zdają się byc trudne do zaakceptowania (to nie miłośc,
          nie ideały, nie nauka wreszcie rządzą światem, ale pieniądz, to pieniądz
          ostatecznie wygrywa i to pieniądz jest spiritus movens wszytkich wypadków
          opisaqncyhc przez Flauberta)

          O czym jest ta książka? O Flaubercie (ojciec lekarz, matka zaczytana w
          romansach, całe zycie gonitwa za marzeniami, bieda) . O Normandii (trzeba z
          książka w ręku chodzić po Rouen i okolicach, by zobaczyc jak plastyczne sa
          opisy). O klęsce romantyzmu, ale i oświecenia wobec nowej ery - kapitalizmu. I
          jeszcze o Francji, takiej jaka była na prowincji w połowie XIX w.

          Może nie jest to książka dla wszytkich już dziś. Ale może tez warto wczytac sie
          w nia troszke głębiej?
          Pozdrawiam wielbicieli XIX wiecznej lit. franc.
          • Gość: lili Re: zgadzam się IP: *.intra / *.internetdsl.tpnet.pl 12.01.05, 22:25
            Dla tych, ktorych Mme Bovary nie zachwyca (choc powinna), polecam wydanie ze wstepem
            Parandowskiego-baardzo otwiera oczy.


            (ja natomiast musze przyznac nie przebrnelam przez Szkole Uczuc, inna rzecz, ze tlumaczenie mam
            jakies dziwne, raczej fatalne. Nawet nie wiem czy istnieja jakies inne, bo mam tylko stare wydanie)
        • Gość: jh Ja za nie IP: *.devs.futuro.pl 12.01.05, 22:57
          Emma Bovary to już symbol
          > nawet jeżeli przepadnie w niepamieci Flaubert to Pani Bovary zostanie
          > niemożności spełnienia
          > o walce o marzenia
          > o nieuchronnej klęsce
          > o nieadekwatności marzeń do rzeczywistości
          > i można by tak jeszce długo...
          > ważna powieść
          > nawet jeżeli nudnawa
          No tak, ale o Annie Kareninie też tak można napisać a czyta się jak nie jednym
          to dwoma tchnieniami. Strasznie egzaltowana z niej pannica moim zdaniem,
          zupełnie takiej psychiki nie rozumiem,a taka Scarlett to tak i owszem!





          • Gość: mysz scarlet to królowa egzaltacji IP: *.bzmw.gov.pl / *.crowley.pl 13.01.05, 11:02
            a co do anny kareniny zgoda
            jedna i druga to symbol
            może nawet tego samego ;-)
      • ydorius Re: Pani Bovary 13.01.05, 14:18

        O nie!
        Błagam, nie beatyfikujcie Mme Bovary!

        Po stokroć wolę jej męża, który horyzonty miał wąskie jak makaron na spaghetti
        od jego żony (eee... drugiej, oczywiście :-), która zdaje się być osobą
        zmanierowaną, nieszczerą, płytką i naiwną!

        Zgadzam się, że żaden z bohaterów tej powieści nie budzi sympatii, każda
        natomiast postać jest na swój sposób odrażająca. Oczywiście, najbardziej
        odrażające są te, których złe i brudne intencje widzimy na pierwszy rzut oka,
        dlatego postać aptekarza jest poziom niżej niż postać Karola. Nie zmienia to
        jednak faktu, że tytułowa bohaterka _nie_ jest osóbką zagubioną w rzeczywistości
        przeciw której sprzysięga się cały świat. Zgoda, może jest słaba, ale słabość
        nie jest przecież jeszcze dostatecznym usprawiedliwieniem dla oszustwa, brnięcia
        w oszustwo i w końcu do tragicznego końca (i nie mówię o jej końcu, bo jakoś
        zupełnie nie potrafiłem wykrzesać z siebie choć odrobiny litości dla tej pani).

        Mme Bovary jest osobą zakłamaną, która nie potrafi sprostać życiu, które sama
        wybrała. Ucieka do niskich a w końcu najniższych wybiegów, oszukując i kradnąc.
        Nie litujcie się nad nią, bo nie ma zupełnie nad kim...

        m,
        .y.

        -----------------------------
    • Gość: rastadam Re: Pani Bovary IP: *.mimuw.edu.pl / *.mimuw.edu.pl 13.01.05, 16:01
      Cóż... I mnie ta książka bardzo rozczarowała. Nie jest oczywiście słaba, ale od
      powieści okrzyczanej jedną z najgłośniejszych w dziejach spodziewałem się
      znacznie więcej.
      I tutaj pokuszę się o śmiałą (być może zbyt śmiałą) tezę. Otóż wielka
      literatura francuska XIX-wieczna widziana dziś moimi oczami skromnego studenta
      niejako rozwidla się w dwie strony. Jedną podążają Zola i Stendhal - pisarze
      niezmienni w swej wielkości, z równym zachwytem czytani na początku obecnego
      stulecia (to potwierdza mój przypadek) jak i 150 lat wcześniej (tu potwierdzają
      encyklopedie). Drugą drogą, niestety już nie tak chwalebną, przypada iść
      pisarzom tej miary co Balzac (już się boję komentarzy, ale co tam) i właśnie
      Flaubert (czytałem jeszcze Szkołę Uczuć - jeszcze większy zawód niż przy Pani
      B., tak więc Flaubert nieprędko doczeka się u mnie trzeciej szansy). Gdzieś tam
      jeszcze tkwią Maupassant, Hugo, Sue - niezdecydowani na którąś z dróg.
      Krótko mówiąc Flauberta dosięgło piętno czasu, jego książki mocno się
      zestarzały. Proszę się nie obrażać (zwłaszcza Pani, która Flaubertowi
      zawdzięcza tytuł magistra), nie twierdzę, że kto myśli inaczej nie ma racji.
      Tym niemniej jendak wydaję mi się, że mogę zdobyć się na obiektywizm. Do każdej
      właściwie książki podchodzę jak do potencjalnego arcydzieła, więc nie kierują
      mną uprzedzenia, ale gorzkie rozczarowanie (nic mnie tak nie denerwuję jak to,
      że nie spodoma mi się książka powszechnie uważana za wielką, zawsze mam
      wrażenie, że coś ze mną nie tak).
      I na koniec pytanie pozornie z innej beczki. Znacie jakiegoś wielkeiego
      rosyjskiego pisarza tego okresu, o którego twórczości można powiedzieć, że
      zestarzała się? Ja na szczęście nie.
      • titerlitury Re: Pani Bovary 13.01.05, 16:57
        Gość portalu: rastadam napisał(a):
        (... pokuszę się o śmiałą (być może zbyt śmiałą) tezę. Otóż wielka
        > literatura francuska XIX-wieczna widziana dziś moimi oczami skromnego
        studenta
        > niejako rozwidla się w dwie strony. Jedną podążają Zola i Stendhal - pisarze
        > niezmienni w swej wielkości, z równym zachwytem czytani na początku obecnego
        > stulecia (to potwierdza mój przypadek) jak i 150 lat wcześniej (tu
        potwierdzają
        >
        > encyklopedie). Drugą drogą, niestety już nie tak chwalebną, przypada iść
        > pisarzom tej miary co Balzac (już się boję komentarzy, ale co tam) i właśnie
        > Flaubert (czytałem jeszcze Szkołę Uczuć - jeszcze większy zawód niż przy Pani
        > B., tak więc Flaubert nieprędko doczeka się u mnie trzeciej szansy).(...)
        Proszę się nie obrażać (zwłaszcza Pani, która Flaubertowi
        > zawdzięcza tytuł magistra), nie twierdzę, że kto myśli inaczej nie ma racji.

        Oczywiście czasy krytyki literackiej opartej na zasadach scholastycznych
        bezpowrotnie minęły. Każdy może miec prawo do niecenienia
        nawet "nieocenionych" :) Ale mówic, że proza Flauberta sie zestarzała, a
        Stendhala nie, to grube naduzycie. Stendhal bowiem jest w istocie rzeczy
        pisarzem zakorzenionym w tradycji wieków powszednich. Nie ma u niego żadnego
        prawie pogłebienia postaci, sa one jak papierowe wycinanki targane wiatrami
        fatum. Flaubert to jeden z twórców powieści psychologicznej. Bez Flauberta nie
        byłoby Joyca, nie było by Prousta, nie byłoby monologu wewnetrznego itp. Czy
        znasz kogos kto przypomina ci kogos z bohaterów Czerwonego i Czarnego? Bo ja
        Emm znam wcale nie mało...;) Standhal opisuje wydarzenia, procesy zachodzące
        między ludźmi, Flaubert opisuje ludzi - czesto siedząc zgoła w ich głowach.
        Poza tym z punktu widzenia prowadzenia narracji Flauber grubo wyprzedza swoja
        epokę.
        Proponuję zaznajomic sie z Bouvard i Pécuchetem - pyszna ksiązka nawiązaujaca
        troszkę do renesansowej sowizdrzalskiej i pijackiej gawendy 9jak u
        Rabelais'ego).
    • Gość: rastadam Re: Pani Bovary IP: *.mimuw.edu.pl / *.mimuw.edu.pl 13.01.05, 17:16
      Być może przedstawienie się jako student zaciemniło nieco obraz sytuacji. Otóż
      nie stdudiuję żadnej filologii czy innego kulturoznawstwa i do książek
      podchodzę w najlepszy ze znancyh mi sposobów; w poszukiwaniu przyjemności
      czytania. Nic więcej. Nie interesuje mnie czy dzięki danemu pisarzowi zaczął
      się jakiś nowy nurt literacki, czy zainspirował innych, wielkich pisarzy.
      Nic mnie to nie obchodzi. Pozostaje tylko goła literatura czyli książka, o
      której przed przeczytaniem nie mam żadnego zdania, a po już kopletne i nie
      muszę doczytywać źródeł, interesować się jaki ona wywarła wpływ na potomnych.
      Jest to obcy mi, nazwę go "filologiczny" sposób oceniania książek. Co więcej
      twierdzę, że mój sposób lepszym jest i większą przyjemność z czytania daje, a o
      to tu przecież chodzi, nie o literki przed nazwiskiem, czyż nie?
      Z tych właśnie przyczyn twierdzę, że Flaubert zestarzał się bardziej niż
      Stendhal. Czytając tego drugiego nie miałem wrażenia, że umarł on na 100 lat
      przed moim urodzeniem, przemawiał do mnie, a ja go rozumiałem. Flaubert
      natomiast jak pani z Muzeum nudnym nieco, archaicznym językiem opowiada niby
      ważne rzeczy, ale jednak trudno utrzymać mi uwagę, chociaż uśmiecham się, bo
      przecież wypada. Wiadomo, dzieło sztuki, może nawet DZIEŁO SZTUKI itd...
      A to komu świat literacki więcej zawdzięcza pozostawiam w błogiej ignorancji.
      Albo nawet nie, świat literacki (i nie tylko) zawdzięcza więcej temu, którego
      książki lepsze były. Czyli w tym wypadku nie Flaubertowi a Stendhalowi (o Zoli
      nie wspominając).
      Wszystko oczywiście cały czas subiektywne zdanie, ale spróbujcie obalić moją
      logikę.
      Pozdrawiam i bez urazy.
      • ada08 A czytaliście może... 13.01.05, 17:26
        co o ''Pani Bovary'' pisze Nabokov w ''Wykładach o literaturze'' ?
        On tam, dość przewrotnie, zastanawia się, czy to w ogóle jest powieść
        realistyczna (ta cecha była w tym wątku poruszana), czy naturalistyczna,
        a może baśń ?
        Jeśli ktoś z Was nie czytał, to bardzo polecam ten wykład :-)

        Ja czytałam tę powieść po raz pierwszy w oryginale, ale słabowita
        wtedy byłam w tym języku, to jest miałam dość ubogie słownictwo i
        czytałam powieść ze słownikiem, do którego ustawicznie sięgałam,
        zwłaszcza przy opisach np. ogrodu, gospodarstwa, damskich strojów itd...
        mnóstwo nieznanych mi słów odkrywałam wtedy.

        To takie moje wspomnienie pierwsze o Mme B. :-)
        a.

        PS A porównanie Mme B. I Anny K. zupełnie do mnie nie trafia.
        To zupełnie różne kobiety !
        a.

        • karodzaj Re: A czytaliście może... 14.01.05, 11:18
          Podpisuję się pod tym, że to nietrafione porównanie.
          Po wykład pewnie sięgnę. zaintrygowała mnie ta teza...

          A "Pani Bovary"? moim zdaniem to jest piękna książka. Emmę lubię i zawsze jest
          mi jej żal. To jedna z najciekawszych bnohaterek literackich. Autor znakomicie
          oddał jej psychologię. Poza tym wart uwagi jest aptekarz Homais i jego uwagi o
          religii. Do tego styl Flauberta (ktoś pisał wcześniej o "Szkole uczuć"- świat
          książki wydał niedawno w tłumaczeniu Anieli Micińskiej), elegancja opisów...
          dla mnie cudo.
        • jewoczka Re: A czytaliście może... (Czytałam...) 14.01.05, 12:52
          Czytałam... No, dla Nabokova to w ogóle zestawienie słów "literatura
          realistyczna" jest oksymoronem, każde dzieło odzwierciedla tylko "realia"
          wyobraźni swego twórcy i świata który kreuje. Wykład jest ciekawy a Nabokov to
          bardzo uważny czytelnik.

          ----

          rastadam napisał:

          >do książek
          podchodzę w najlepszy ze znancyh mi sposobów; w poszukiwaniu przyjemności
          czytania

          Zgadzam się, że to dobre podejście, ale w szczegółach podejścia chyba się
          trochę różnimy. Przyjemność z czytania można czerpać również traktując
          właściwie całą literaturę (całą kulturę nawet, ale mówmy o literaturze) jako
          rodzaj tekstu. Poszczególne książki to pojedyncze elementy, przyjemnie jest
          dociekać powiązań między nimi, tropić swoiste "pokrewieństwo" pomiędzy
          niektórymi autorami, sprawdzać "kto kogo czytał :)". Nie chodzi mi o jakiś
          szczególny <"filologiczny" sposób oceniania książek>, ale po co traktując każdą
          książkę zupełnie odrębnie pozbawiać się szeregu przyjemności, które można
          czerpać z odczytywania zakamuflowanych komentarzy i aluzji odnoszących się do
          tego, co powstało wcześniej. Nie mówiąc o utworach, które np. parodiują inne i
          nie mają sensu jeśli nie odniesie się ich do pierwowzoru.

          Literatura jest piękna właśnie dzięki temu, że można czytać ją na tysiące
          sposobów i czerpać przyjemność o niezliczonej ilości odcieni

          э

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka