Gość: Quest IP: *.cstnet.pl 23.01.05, 00:06 i proszę o komentarze. Odpowiedz Link Zgłoś Obserwuj wątek Podgląd Opublikuj
stooper Re: gniot 23.01.05, 14:08 Mialo byc o ksiazce, a Ty sie przedstawiasz. I to jednym slowem. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: qwerty Re: gniot IP: *.aster.pl / *.aster.pl 23.01.05, 14:34 To było o książce. Będę omijać ten wątek. Niby że pytają tu o zdanie, ale nic podobnego, żądają pochwał. Odpowiedz Link Zgłoś
stooper Re: gniot 24.01.05, 04:33 > Będę omijać ten wątek. Jakos to przezyjemy. > Niby że pytają tu o zdanie, ale nic > podobnego, żądają pochwał. Skad czepiesz swoja madrosc? Nawet poczciwy Holmes potrzebowal kilku poszlak na udowodnienie czegokolwiek. Ty po jednym zdaniu juz wiesz o co chodzi. Jasnowidz? Tacy nie musza uzasadniac. Swoja droga co za cholerny, bolszewicki obyczaj sie tu rozpanoszyl wsrod przeroznych "krytykow". Bluzgac i mielic jezorem kazdy bubek potrafi. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Handy Moja opinia. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 24.01.05, 07:27 Harlequin o tematyce political-fiction. Odpowiedz Link Zgłoś
yaddo Metody pana Waldemara Łysiaka 24.01.05, 11:59 ----------------------- Spróbuję przedstawić postać Waldemara Łysiaka widzianą poprzez metodologię stosowaną przez pana Waldemara Łysiaka. Nie zniżę się tylko do poziomu jego języka. Pewna kultura obowiązuje. ---------------------- Pierwsza połowa lat osiemdziesiątych. Więzienia pełne ludzi sprzeciwiających się stanowi wojennemu. A co porabia nasz kochany pan Waldemar. Wydaje książki w dziesiątkach tysięcy egzemplarzy i spokojnie wykłada na uczelni. Skrobie swoją rzepkę. W roku 1984 wychodzi “MW” Wydawnictwo KAW Kraków, nakład 50 000 egzemplarzy. We wstępie agent ps. Lachowicz chwali „poetycki język” autora. W tekście natykamy się na następujące zdanie: „Uczymy się złodziejstwa tak jak kłamstwa, stopniowo, od dziecka”. Panie Waldku, w kłamstwie faktycznie osiągnął pan niebotyczne mistrzostwo. Chylimy czoła. W wydawnictwie Polonia w roku 1986 wychodzi „Asfaltowy Saloon” w nakładzie 100 000 egzemplarzy. Ciekawe, komu i co, autor za to lizał. Ooo, może się mylimy, może tylko z tej naszej przebogatej czterowymiarowej przestrzeni wybrał tą jedną słuszną, czerwoną linię. Tę tezę potwierdza zdjęcie, na którym pan Waldek sfotografował się z czerwonoskórym. Panie Waldku, takie niedopatrzenie, taki dowód, że był pan czerwony. No i przejechał się pan po tych Stanach jak po „łysiakowatej kobyle”. Brawo! (Proszę jeszcze zwrócić uwagę na następujący dialog z tej książki: - „... czy Polska jest wolnym krajem? - Oczywiście!”). Przypomnijmy rok wydania: 1986. Jeszcze w roku 1984 w wydawnictwie PAX ukazał się „Empirowy pasjans”. Nakład tylko 30 000 egzemplarzy. Na obwolucie z jednej strony mały Walduńcio Napoleonik, a z drugiej pan Waldek w kurtce z wielkim kołnierzem futrzanym. Spójrzmy jeszcze na zdjęcie pana Waldka w „Asfaltowym saloonie” w stroju „dżinsowego kowboja”. Panie Waldeczku, no, no, no, takie przebieranki, bo jeszcze sobie coś pomyślimy. Teraz troszkę psychoanalizy. W tym czasie, gdy wydawano powyższe książki naszego bohatera, Adam Michnik siedział w więzieniu. Był poważany za swą działalność. Później w okresie przełomu znalazł się na świeczniku. A o panu Waldku ni słowa. A to przecież taki superbohater. A jeszcze, gdy Adam Michnik wybaczył swoim oprawcom, to miarka się przebrała. Taki ateista i lewus, a podąża śladami Chrystusa. Tego pan Waldek już nie zdzierżył. Jeszcze usłyszał śpiew: „Panie Waldku, pan się nie boi Całe KGB za panem stoi”. (Na marginesie: chodziły słuchy, że w Moskwie wszczepiono naszemu bohaterowi microchip, żeby był bardziej sterowalny, ale to wierutna bzdura, prawdziwy opis pobytu pan Waldka w Moskwie znajdziemy w przypisach.) I już wiedział, co trzeba zrobić. Taki Chrystusik z Michnika. Chrystus został ukrzyżowany za nasze grzechy, to niech Adam weźmie na swoje barki odpowiedzialność za całe zło, które wydarzyło się w naszym kraju. Co pan Waldek postanowił tak czyni. Skąd czerpie natchnienie? To ujawnili łysiomaniacy, tak tytułując ostatnie dzieło naszego bohatera: „Salon... kłamców - MŁOT NA RÓŻOWYCH!!!!”. Już wiemy, pan Waldemar czerpie duchowe wzorce z wielkopomnego średniowiecznego dzieła „Młot na czarownice”. P.S.1. Niedawno na stronach internetowych pojawiły się stenogramy z rozmów oficerów KGB z roku 1976. Pojawiły się i znikły. Widać w tym rękę KGB. Oficer Piutinko mówi o agencie „Łysiolu”: „Jest w tej chwili w Moskwie. Planowaliśmy zaangażować go w sposób jawny. Ale mam o wiele lepszy pomysł. Będzie nasz nie wiedząc o tym. Zwróćcie towarzysze uwagę, że to typowy polski warchoł o wyjątkowo wysokim współczynniku megalomaństwa. Trzeba by mu ten współczynnik „niemnożko” podwyższyć. Zamkniemy go na jakiś czas w więzieniu na Łubiance. A jak uczy historia, nic tak bardzo nie szkodzi polskiemu państwu jak taki warchoł”. P.S.2. Ta strona internetowa wyglądała na niewiarygodną. Żeby oficer KGB był taki mądry. No, nie. Pan Waldek był tylko agentem SB ps. „Łysik”. Parę znanych osób już o tym mówiło. I co na to pan Waldek. Napisał list otwarty do IPN’u, żeby zlustrować jego teczkę. Skąd taka hardość u pana Waldka. Tak, domyślacie się. Pan Waldek wie, że towarzysz Kiszczak zniszczył jego teczkę. Ale, agencik „Łysik” dostał ostatnie zadanie: niszczenie inteligencji polskiej (zdradza go tylko jego język). Nawet mu to nieźle idzie. Wystarczy spojrzeć na poziom naszego sejmu. Co było do dowiedzenia. Full Copyright: WŁ --------------------------- Odpowiedz Link Zgłoś
daro15 Re: Metody pana Waldemara Łysiaka 24.01.05, 12:24 He he, widz, że pod kopułką zaparowało dzisiaj ostro. > Niedawno na stronach internetowych pojawiły się stenogramy z rozmów > oficerów KGB z roku 1976. Pojawiły się i znikły. Widać w tym rękę KGB. Oficer > Piutinko mówi o agencie „Łysiolu”: Ta? A moze ci się przewidziało? I szybko zgasło jak kac minął? > Pan Waldek był tylko agentem SB ps. „Łysik”. P > arę znanych > osób już o tym mówiło. Jakich osób? Tych, podczas wódeczki, kiedy zlecenie brałeś na te brednie? Odpowiedz Link Zgłoś
daro15 Re: Metody pana Waldemara Łysiaka 24.01.05, 12:34 Tak mnie te brednie wypisywane przez yaddo w pierwszej chwili wprawiły w zdumienie, że przeoczyłem wstęp. > Nie zniżę się tylko do poziomu jego > języka. Pewna kultura obowiązuje. O kurczę. Co za artysta pióra nam tutaj wyrósł na forum! Ma tak samo giętki "język" jak każdą inną częśc ciała, łącznie z kręgosłupem. A tak naprawdę, to ci powiem, że to ani, w mordę, śmieszne było, ani ostre, takie byle co, jak dzisiejszy dzień. Już lepsze bywały paszkwile wypisywane przez różowych aktywistów o Łysiaku. Mogliście wystawić kogoś bardziej utalentowanego. Oddziały się przerzedziły, czy jak? No ale pracowity, to on jest, ten yaddo. Tak na mareginesie, płacili za słowa? Odpowiedz Link Zgłoś
pampelune Re: Metody pana Waldemara Łysiaka 24.01.05, 20:16 tak. myślę, że tak. to właśnie jest pisarski warsztat WŁ. wyrazy uznania za umiejętne wstrzelenie się w styl i retorykę a raczej erystykę Mistrza. mój ulubiony moment: > I już wiedział, co trzeba zrobić. Taki Chrystusik z Michnika. Chrystus został > ukrzyżowany za nasze grzechy, to niech Adam weźmie na swoje barki > odpowiedzialność za całe zło, które wydarzyło się w naszym kraju. ukłony zasyłam. ps. nie czytałam salonu. czytałam, dawno temu, "Wyspy bezludne" które bardzo mi się podobały, ale potem nieopatrznie przeczytałam prawdziwie naukowe opracowanie tematu jednego z rozdziałów "Wysp" i - boleść moja była wielka. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Plastuś Re: Metody pana Waldemara Łysiaka IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 25.01.05, 09:25 Ciekaw jestem co to był za rozdział "Wysp..." i to naukowe opracowanie tematu. Może pamiętasz co to było i podrzucisz tu jakiś namiar? Pozdrawiam. Odpowiedz Link Zgłoś
pampelune Re: Metody pana Waldemara Łysiaka 25.01.05, 14:03 był to rozdział o bolesławie śmiałym i biskupie stanisławie. a ksiązka o tem to "Bolesław Śmiały-Szczodry i biskup Stanisław. Dzieje konfliktu" Tadeusza Grudzńskiego. Łysiak zresztą powoływał się na tę książkę, wykorzystując zgrabnie wycięte z niej cytaty. padłam ofiarą Łysiaczej propagandy i do dziś nie cierpię Stanisława (mimo że wg Grudzińskiego biskup nie był AŻ TAK potworny), nie mogę patrzeć na tę srebrną trumnę w katedrze wawelskiej, odwracam głowę jak przechodzę... ja wiem że to niesłuszne. Odpowiedz Link Zgłoś
daro15 Re: Metody pana Waldemara Łysiaka 25.01.05, 16:17 pampelune napisała: > padłam ofiarą Łysiaczej propagandy i do dziś > nie cierpię Stanisława (mimo że wg Grudzińskiego biskup nie był AŻ TAK > potworny), nie mogę patrzeć na tę srebrną trumnę w katedrze wawelskiej, > odwracam głowę jak przechodzę... Biedatcwo. Nie czytaj broń Boże Jasienicy. Zawał murowany. Tam brat bratu oczy wydłubuje sztyletem. > ja wiem że to niesłuszne. Tak, masz rację. Jedyne słuszne zło, to zło czynione przez Łysiaka. Odpowiedz Link Zgłoś
pampelune Re: Metody pana Waldemara Łysiaka 25.01.05, 19:21 och człowieku, nie idzie mi o opisy tortur, nawet mi taki pomysł w głowie nie postał... chodziło mi o przedstawienie biskupa jako obmierzłego podleca. obraz stworzony przez Łysiaka był tak sugestywny, że nijak nie mogę się od niego wyzwolić, mimo że znam inne przekazy. moim zdaniem WŁ poprzykrawał fakty i materiały historyczne tak, żeby skomplikowany konflikt wyglądał na sytucję jednoznaczną. nie zamierzam drązyć tematu, bo nie mam przy sobie żadnej z w/w książek ani nie pamiętam szczegółów. przypominam sobie jeno, że Łysiakowy argument odpierający zarzut o porywczości króla Bolesława brzmiał: "To co, że targał za brodę [nie pamiętam kogo, jakowegoś księcia; przy oficjalnym powitaniu - sytuacja dyplomatyczna]? Też bym targał". no, rozumiecie, skoro sam Łysiak by targał, to nie mogło byc złe. takie są właśnie jego argumenty. > Tak, masz rację. Jedyne słuszne zło, to zło czynione przez Łysiaka. o rety. to nawet czynione przezeń zło jest jedynie słuszne? acha, a z Grzechem nie dyskutuję, nigdy bowiem nie jestem w stanie dobrnąć do końca jego komentarza. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Grzech Punkt widzenia IP: *.cro.citynet.pl 25.01.05, 18:33 Po pierwsze, Łysiak nie napisał, że biskup był "aż tak potworny". To był duchowny, ale w pewnym momencie okazał się zdrajcą - za to go sąd kapturowy skazał; brednią jest powtarzanie, że Śmiały osobiście ćwiartował biskupa. Po drugie, czy masz coś na wykazanie, że rząd polski w 1920 r. prosił ówczesnego papieża o skreślenie Św. Stanisława z listy świętych? Po trzecie, mam książkę Romana Grodeckiego "Sprawa Św. Stanisława" (napisana I wyd. w 1969 r. - owawiane sa tam: rozporawa prof. Władysława Semkowicza i studium Mieczysława Gębarowicza. Opracowanie dotyczy płaskorzeźb na szwedzkiej chrzcielnicy z II poł. XII, wieku oraz listu papieża Paschalisa II do arcybiskupa gnieźnieńskiego Marcina (rządził w latach 1092-1118), w którym papież chce złożenia przysięgi, gdy arcybiskup żąda od Stolicy Apostolskiej oznak swojej godności (paliasu arcybiskupiego). Papież uzasadniając swoją wolę napisał m.in. takie zdanie: "Czyż nie jest złem - odstępować od jedności Kościoła i sprzeciwiać się obdiencji papieżowi należnej? Czyż nie jest złem wykraczać przeciw statutom świętych kanonów? Czyż to nie twój poprzednik bez wiedzy rzymskiego papieża skazał sądownie biskupa?" Chodzi o poprzednika Marcina, metropiolitę (przełożony biskupa Stanisława, niestety nie wiadomo dokładnie kto to był), który stanął po stronie Śmiałego i skazał biskupa Stanisława poprzez sąd kościelny, jednak bez porozumienia z papieżem Grzegorzem VII (sprzymierzeńcem jego był Szczodry, ale za to z pewnością nie mógł liczyć na dobre słowo). Wykonanie wyroku pozostawiono władzy świeckiej. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Marek Superprzebój 2004 IP: *.net.wlnet.com.pl / 80.72.34.* 24.01.05, 12:57 Książka jest oczywiście super. Nie ma co sie przejmować zjadliwymi atakami, one tylko świadczą o sile książki. Zarzuty o służalczość Łysiaka dla PZPR czy ZSRR są tak groteskowe, że szkoda czasu na odpisywanie. Książkę "Salon" czytałem z zapartym tchem, zachwycony doskonałym stylem pisarza i zasmucony prawdą o III RP. Odpowiedz Link Zgłoś
dr.krisk Superprzebój - megaokazja - tania prawda! 25.01.05, 14:36 Rzeczywiście superprzebój. No i straszna taniocha! KrisK Odpowiedz Link Zgłoś
daro15 Re: Superprzebój - megaokazja - tania prawda! 25.01.05, 16:28 dr.krisk napisał: > Rzeczywiście superprzebój. No i straszna taniocha! A grubość książki? A połysk? A zapach farby drukarskiej, to co? Tylko co ma piernik do wiatraka? Odpowiedz Link Zgłoś
dr.krisk Taniocha.... 25.01.05, 18:02 Pisząc "taniocha" miałem na myśli treść panałysiakowej produkcji. Ktoś słusznie nazwał ją "harlequinem" - bo to ten poziom. KrisK Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Grzech "błysk" ynteligenta IP: *.cro.citynet.pl 25.01.05, 18:35 Nie czytałeś, to siedź cicho, UB-awiony. Odpowiedz Link Zgłoś
dr.krisk Ale tego nie da się czytać.... 25.01.05, 18:59 Gość portalu: Grzech napisał(a): > Nie czytałeś, to siedź cicho, UB-awiony. Nie da rady. Jak widzę cały tekst upstrzony kursywą (że niby cytaty), a odnośników brak, to okropnej abominacji do autora nabieram. No i nici z czytania... Jabym chciał potarzać się w błocie i pomyjach, to wolałbym zaplecze baru "U Józka" w Bolejewie. Serdeczne pozdrowienia i ukłony! KrisK P.S. Czy ty naprawdę myślisz, że ktoś czyta te p[owieści w odcinkach co to je wklejasz wszędzie? Twoja odpowiedź da mi pewien pogląd na twój Ogólny Stan. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Grzech Każdy powód jest dobry... IP: *.cro.citynet.pl 25.01.05, 19:09 To książka o charakterze publicystycznym, a nie naukowym. Podani są autorzy i daty publikacji, więc jak ktoś już bardzo chce szukać, ślady są podane. Powód jest wyssany z palca. Ale jakbyś miał ponownie tę książkę w rękach, zajrzyj jeno tylko na rozdział poświęcony Michnikowi. Może czegoś się dowiesz. Nie wklejam ich dla Ciebie, bo... nieważne. A co tam jest niezgodne z faktami? No chyba to, że mowa tam o kolaborantach, podczas gdy czerwoni i różowi nie mają problemów z kolaboracją i pełzaniem przed silniejszym wszelakiej maści intelektualistów. Odpowiedz Link Zgłoś
dr.krisk Hm.... 25.01.05, 19:16 Inaczej rozumiem publicystykę. Tu tez trzeba podać źródło każdego cytowania. U Łysiaka tak na oko 1/3 książki udaje cytaty, a są to często pojedyncze słowa! W podobnym stylu jak Łysiak pisano agitki w latach 50-tych. Pamiętam też Urbana jak ględził o "antypolskich działaniach" opozycji. Metoda Łysiaka pozwala na przyprawienie każdemu dowolnej gęby. Brzydkie to są zabawy, i niegodne porządnego człowieka. Tak uważam. Howgh. KrisK Odpowiedz Link Zgłoś
daro15 Re: Hm.... 01.02.05, 14:01 > Brzydkie to są zabawy, i niegodne porządnego człowieka. O Jezu! Kolejny autorytet moralny! Wskazał palcm, zaślinił się i myśli, źe zrobił wraźenie. > Brzydkie to są zabawy, i niegodne porządnego człowieka. A gdzie ta Wasza tolerancja? > Brzydkie to są zabawy, i niegodne porządnego człowieka. To już twój problem. Ja np. sądzę, że Ty też lubisz się brzydko zabawić. Tylko czy starczyłoby ci odwagi się do tego przyznać? Odpowiedz Link Zgłoś
daro15 Re: Taniocha.... 01.02.05, 14:09 > Pisząc "taniocha" miałem na myśli treść panałysiakowej produkcji. Ktoś słusznie > nazwał ją "harlequinem" - bo to ten poziom. Ja np. uwaźam Twój styl pisania za typowo harlequinowy, ciągle stylizujesz, ale treści tam nie znajduję, niczego odkrywczego. Taniocha to za mało powiedziane! Treścią zaś ksiąźki Łysiaka jest oszustwo salonu, którym się żywisz. I tylko o to tu chodzi. Powiedziałem i juź więcej nie dyskutuję z Tobą. Po prostu jesteś człowiekiem zakłamanym. To taka prosta prawda. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: xxx Re: Polecam "Rzeczpospolita kłamców - Salon" W.Ły IP: *.upc-j.chello.nl 24.01.05, 13:26 Bardzo dobra ksiazka. Nieustannie poraza mnie eurydycja autora, jego znajomosc rzeczy, oczytanie. Jestem pod wrazeniem. Nie jest ksiazka literacka, to raczej esej polityczny, literatura zaangazowana. Na pewno potrzebna zeby spojrzec na sytuacje z innej strony. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: kola Re: Polecam "Rzeczpospolita kłamców - Salon" W.Ły IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 24.01.05, 16:42 Choć "salonu" Łysiaka nie można porównywać z "Polactwem" Ziemkiewicza to zastanawiam się który z nich bardziej "pojechał" z różowymi w Polactwie zwanymi michnikowzszczyzną. www.rubikkon.pl Odpowiedz Link Zgłoś
stooper Okragly Stol 25.01.05, 05:45 Co tu sie bede rozpisywal? To trzeba koniecznie przeczytac! Nie wiem tego czy Lysiak byl agentem KGB. Jesli byl, powinien za to odpowiadac, tak samo jak Michnik wizyte w archiwum UB w 1989 i inne epizody z okresu PRL. Nie trzeba wielkich badan naukowych, zeby zrozumiec, ze to nie Lysiak, a Michnik pil wodke i zbratal sie (niegombrowiczowsko bynajmniej) z ludzmi, ktorzy przez 50 lat niewolili Polske. I robia to wspolnie przez 15 lat. O tym jest ta ksiazka. Czy Kiszczak spalil teczke Lysiaka? Brzmi to jak z gniota sensacyjnego lub z tygodnika "Nie". Jesli nawet to prawda, zalozmy dla wspolnej zabawy, i nie ma juz teczki Lysiaka, to jest po sprawie. Przykro. No ale nie mamy tez teczki Michnika, wiec jest remis. A jesli ocalaly jej resztki, to pan Lysiak powinien stanac przed sadem, ale wtedy koniec z gruba kreska. Cala alkoholowe towarzystwo Okraglego Stolu powinno zostac zlustrowane. Tylko po co agent KGB Lysiak mialby pisac taki "Salon"? To bezsensu. Czyzby jednak teoria spiskowa dziejow ... Odpowiedz Link Zgłoś
yaddo Re: Okragly Stol 25.01.05, 11:42 Chodzi mi o metody interpretacji faktów. Dobrą egzemplifikacją tej metodologii są odpowiedzi daro15. Nie mówi się o przedmiocie dyskusji, ale atakuje ad personam. Tak „dyskutowano” w okresie minionym z przeciwnikami jedynie słusznego „raju na ziemi”. Podobnie „dyskutuje” Waldemar Łysiak. Adwersarza pomawia się o najgorsze rzeczy i imputuje się jemu najnikczemniejsze motywacje. Dla mnie nie jest ważne czy pan Waldemar Łysiak był agentem. Chodzi o to, że szkalowanie najwybitniejszych Polaków na pewno szkodzi naszemu krajowi. Wystarczy przyjrzeć się jak obecnie wygląda nasz sejm. I co gorsze, trudno po nowych wyborach spodziewać się lepszego. Odpowiedz Link Zgłoś
daro15 Re: Okragly Stol 25.01.05, 14:24 yaddo napisał: > Chodzi mi o metody interpretacji faktów. Rozumiem, że dobra interpretacja, to taka, która prowadzi do oczekiwanych, poprawnych politycznie wniosków. > Dobrą egzemplifikacją tej metodologii są odpowiedzi daro15. Nie mówi się o > przedmiocie dyskusji, ale atakuje ad personam. Urwałeś się! Od miesięcy wałkowaliśmy fakty, powoływaliśmy się na źródła, których nie chcą uznać tacy jak Wy. Ty mówisz o interpretacji, a przecież nawet faktów nie chcecie uznać. Wobec tego nie ma sensu dyskusji. Albo uznamy, że podczas okrągłego stołu dogadano się, albo nie patrząc na fakty, wielbimy dalej A. Michnika jakby nic się nie stało. Poza tym, jeśli chcesz interpretować, to podaj wpierw fakty. U Ciebie fakty są już wnioskami. Bo dla Ciebie faktem jest to, że Michnik jest wielki i na podstawie tego "faktu" chcesz intrepretować rzeczywistość. Tak się nie da. Albo sam żyjesz w świecie iluzji, albo manipulujesz. > Tak „dyskutowano” w okresie minionym z przeciwnikami jedy > nie słusznego „raju na ziemi”. Znowu żarciki? Kiedy właśnie Twój styl mi to przypomina. Stawiasz przede mną Michnika jako wzór cnót, wielką postać, której nie można dotknąć. Już na szczęście coraz częściej dotykaną przez różnych odważnych publicystów i pisarzy. > Podobnie „dyskutuje” Waldemar Łysiak. Bzdura. Opiera się na udekumentowanych faktach. Zobacz co zrobił z Serbią. Opierał się wyłącznie na informacjach medialnych, zbieżnych ze sobą, zestawiał je i poakzywał manipulację. To samo zrobił w Salonie. Tylko, że to nie była praca naukowa, a publicystyka. Jak "Polactwo" RAZ'a. Czy RAZ też manipuluje wg. Ciebie? > Adwersarza pomawia się o najgorsze rzeczy > i imputuje się jemu najnikczemniejsze motywacje. Zgoda. W oparciu o fakty. Nie atakuje Geremka za wygląd, ani Michnika za pochodzenie. Gdyby tak zrobił, nie czytałbym Łysiaka. Tak jak nie czytam niejakiego Bubla czy Urbana. Moim zdaniem odwracasz teraz kota ogonem. > Dla mnie nie jest ważne czy pan Waldemar Łysiak był agentem. Nie jest ważne?!?! O rany, dla mnie jest! Nie tylko o Łysiaka chodzi, ale o Michnika, Kuronia czy Rokitę, czy kogo tam jeszcze! Przecież to jest najważniejsza sprawa dla naszego kraju! Kto był lub jest agentem!!!!! Jeśli dla Ciebie nie jest ważne, to jak chcesz mieć lepszą Polskę? > Chodzi o to, że szkalowanie najwybitniejszych Polaków na pewno szkodzi > naszemu krajowi. W oparciu o jakie fakty twierdzisz, że są oni najwybitniejsi??? To ma być argument, że Łysiak się myli? Widzisz, ja nie jestem tak łatwowierny jak Ty, więc wiarę zostawiłem dla sfery ducha. A do oceny sytuacji używam rozumu. Jak podczas jazdy samochodem. Owszem, kieruję się w życiu emocjami, sympatiami, ale życie zmusza mnie do ciągłej weryfikacji. A przecież prawdziwa cnota krytyki się nie boi... > Wystarczy przyjrzeć się jak obecnie wygląda nasz sejm. Przyczyna-skutek, skutek-przyczyna... Właśnie tak wygląda z powodów, o kórych Łysiak pisze od lat. > I co gorsze, trudno po > nowych wyborach spodziewać się lepszego. A tu się zgadzam w 100%. A to dlatego, że nic nie zrobiono w tym nadwiślańskim kurniku. Między innymi istnienie "salonu" jest dla Polski zgubne. Nie chcesz chyba publicznie powiedzieć, że w ciągu 15 lat III RP nastąpiła zmiana systemu, o którą podobno walczyli Michnik i Sp.? Bo ja twierdzę, że zmiana systemu nie nastąpiła. Tu nie chodzi o konkretne osoby, a o system, który uniemożliwia prawdziwe reformy, o które tak się podobno modlisz. Być moze Michnik byłby dobrym politykiem w innej konfiguracji dziejowej, nie wiem, ale w ciągu 15 lat ponosi odpowiedzialność razem z partnerami od kieliszka wypitego w Magdalence. Odpowiedz Link Zgłoś
yaddo Re: Okragly Stol 25.01.05, 15:37 Niestety, i w książce i na różnych forach widzę tylko interpretacje faktów. Proszę mi podać chociaż jeden fakt, który świadczyłby o tym, że macie rację. Odpowiedz Link Zgłoś
daro15 Re: Okragly Stol 25.01.05, 16:24 > Proszę mi podać chociaż jeden fakt, który świadczyłby o tym, że macie rację. Podam dwa. 1989 - okrągły stół i pierwszy kabaret, w wyniku którego Jaruzelski zostaje prezydentem. 1992 - JKM w Sejmie o lustracji... i reakcja różowych (plus Wałęsy). Może nie było Cię w kraju od 1989, ale łatwo sprawdziśz w BN, kto siedział przy okrągłym stole i co wtedy mówili Michnik i spółka. Odpowiedz Link Zgłoś
yaddo Re: Okragly Stol 25.01.05, 16:46 Akurat jesteśmy w temacie "Okrągły Stół". Więc możemy przy nim pozostać. Jaki był, każdy, kto chciał, widział i słyszał. Ja oceniam go pozytywnie. Nawet z dzisiejszej perspektywy trudno wyobrazić sobie inny sposób przejścia z poprzedniej epoki do III RP. Zatem, gdzie dostrzegacie to "zło"? Odpowiedz Link Zgłoś
dr.krisk Jak to????? A partyzanci??? 25.01.05, 18:12 yaddo napisał: > Ja oceniam go pozytywnie. Nawet z dzisiejszej perspektywy trudno wyobrazić > sobie inny sposób przejścia z poprzedniej epoki do III RP. > Zatem, gdzie dostrzegacie to "zło"? Chyba żartujesz!!! Przecież wszyscy wiemy, że wtedy po lasach partyzantka "Solidarności" stała w liczbie wielkiej, zaś przerażone komuchy siedziały zabarykadowane po komitetach. I już, już mieliśmy wielkim narodowym zrywem zerwać komusze kajdany i Ojczyznę miłą od jarzma wstrętnego uwolnić.. a tu masz: paskudy michniki nóż zdradziecki w plecy Narodowi Polskiemu wbiły, sprzedając Ojczyznę naszą w trakcie pijackiej libacji pod Okrągłym Stołem!! Judasze jedne! Ale Łysiak wszystko to widział w telewizorze, siedząc w swoim ulubionym fotelu, ubrany w ulubioną bonżurkę w papugi, i aż kapciami o ścianę prasnął!!! Na pohybel zdrajcom! KrisK Wzdęty Patriotycznie Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Grzech Ad hominem IP: *.cro.citynet.pl 25.01.05, 18:40 Ad Hominem. Znaczy tyle co: „przeciwko człowiekowi” i jest to oczywiście nazwa łacińska. Termin ten ukuli nasi starożytni przodkowie, co znaczy nie mniej nie więcej, iż metoda ad hominem ma swoich zwolenników już od bardzo dawna. Na czym zaś ona polega? Ano, w skrócie, chodzi o to, żeby w dyskusji, w debacie lub na forum publicznym dyskredytować adwersarza a nie argumenty. Najczęściej osoby używające ten rodzaj broni nie są po prostu w stanie obalić racji przeciwnika ze względów logicznych czy też historycznych i jest to dla nich, jak sądzą, jedyne wyjście z pułapki. Żeby daleko nie szukać przykładów, niżej podpisany również spotykał się z taką formą „dyskusji”. Kiedyś, pamiętam, chyba przy okazji naigrywania się z Politycznej Poprawności, jakiś czytelnik Typola był uprzejmy napisać w liście do redakcji, że się wyrwałem z zakładu psychiatrycznego. I od razu wszystko jasne, nieprawdaż; wiadomo, Koreywo to wariat i w związku z tym wszystko, co tam sobie wypisuje, nie ma najmniejszego znaczenia. I, jak powiadam, metoda ta ma do siebie to, że nie trzeba się gimnastykować przy pro i kontra dyskusji, wystarczy autorytatywnie oznajmić, że Koreywo to niedorozwinięty umysłowo osobnik wobec czego wszystko to co mówi, musi być bzdurą. Było też kiedyś o mnie, że absolwent Akademii Wychowania Fizycznego. No, a jak przecież wszyscy wiedzą, już od początku świata nikt z inteligencją wyższą od przeciętnego szympansa nie opuścił murów tej uczelni. I już, koniec, kropka, wiadomo - musi być gamoń. Zresztą Zenon Laskowik, absolwent poznańskiej AWF, też w takiej sytuacji musi być niedorozwinięty, choć założył i prowadził TEY, jeden z najlepszych kabaretów w starym kraju. Niemniej, trzeba to otwarcie przyznać, sztukę ad hominem znacznie udoskonalił w Polsce niejaki Adaś Michnik, zresztą syn Ozjasza Szechtera. Już od początku urzędowania na stanowisku redaktora naczelnego „Gazety Wyborczej”, zwolenników deratyzacji czyli dekomunizacji nazywał „oszołomami” i „dzikimi frustratami”. Poza tym przez łamy tego szlachetnego pisma przewijały się epitety w rodzaju „zwierzęcej nienawiści”, „ciemnogród” itd. a potem to był już tylko bruderszaft z W. Jaruzelskim, osobnikiem odpowiedzialnym za śmierć wielu setek Polaków plus popijawy z Jerzym Urbanem. I znowu, problem, jaki miał i w dalszym ciągu miewa Michnik polega na tym, że nie sposób zaprzeczyć racji tym, którzy mówią, iż system komunistyczny był do szpiku kości zły i zbrodniczy – prawdopodobnie ponad 100 milionów ofiar, jeśli wliczyć w to i Chiny. Zamordowano więc ponad dwa razy więcej ludzi niż liczy ich sobie Polska i do dziś nikt nie został za to pociągnięty do sprawiedliwości. Ba, za pomordowanych Żydów przepraszają wszyscy, włączając w to prezydentów Polski a i Szwajcaria grubo beknęła dolarami, choć jak pamięć sięga, zawsze była krajem neutralnym. A jak ktoś się chce upomnieć o męczenników komunizmu, to zaraz Michnik wraz ze swą gromadką okrzykną go „zdziczałym od nienawiści oszołomem” i już. Znaczy się, człowiek niby przestaje się liczyć w towarzystwie po takiej klasyfikacji. Z drugiej strony zdumiewające, jak bardzo wielu Polaków dało się nabrać na ten prosty chwyt i podkuliło pod siebie ogony jak zbite psiaki. No, ale trzeba też przyznać, że budowanie legendy KOR – owskim komsomolcom, w tym i Michnikowi, zaczęło się bardzo wcześnie bo już w 1976 roku i co tu gadać, cała ta akcja została przeprowadzona z militarną wręcz precyzją, o co zresztą nie tak trudno, mając do dyspozycji milicję, służby bezpieczeństwa, wywiad, wojsko itd. (fragment) Zbigniew Koreywo Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Grzech Czas próby II IP: *.cro.citynet.pl 25.01.05, 18:42 Andrzej Gwiazda – "Czas Próby II". Zbyszek Koreywo: Panie Andrzeju, w poprzednim odcinku rozmowy ze mną wspomniał pan o głodówce więziennej w Białołęce. O co panom wtedy chodziło? Andrzej Gwiazda: Wie pan, były wtedy dwie głodówki. Pierwsza, zaledwie czterodniowa, została sprowokowana przez władze więzienne i dotyczyła odmowy celebracji Mszy Świętych. Trzeba powiedzieć, że czwartego dnia głodówki, wieczorem, władze więzienne wydały pozwolenie na odbycie się Mszy, którą zresztą celebrował ksiądz Sikorski. Był to kapłan niezwykły. Zjawił się tego dnia rano przed więzienną bramą, zadzwonił i oznajmił, że on ma czas, żeby się nie spieszyć z jego powodu bo on sobie tu poczeka, na ulicy, aż go wpuszczą żeby odprawić Mszę Świętą. I tak czekał aż do zmroku. Myślę, że jego postawa i nasza głodówka spowodowała zmianę decyzji i wieczorem zaprowadzono nas do piwnicy, gdzie już czekał ksiądz Sikorski. Była to msza, którą będę pamiętał już na zawsze – ciemno, piwnica, ksiądz celebruje z niezwykłym wyczuciem, nas tylko czternastu i samotny kapłan, ołtarz zrobiony ze stolika przykrytego prześcieradłem – jednym słowem, tak chyba wyglądały pierwsze nabożeństwa w rzymskich katakumbach. Ciekawa rzecz, ale ci, co deklarowali się jako niewierzący a więc Michnik, Kuroń, Modzelewski nie tylko brali udział w Mszy ale znali także każde jej szczegóły. Klękali kiedy trzeba, odpowiadali poprawnie, łącznie z wyznaniem wiary, pełnym głosem tak, jakby co tydzień brali udział w nabożeństwach. Druga głodówka trwała jedenaście dni i była sensu stricte polityczna, jako, że otrzymaliśmy informację z zewnątrz, iż Tymczasowa Komisja Krajowa przygotowuje strajk generalny. Początkowo plan był taki, że w momencie ogłoszenia strajku my przestajemy przyjmować pokarmy. Natomiast ja sadziłem, że byłby to protest znacznie spóźniony i nie mający większego sensu. Byłem zdania, że głodówkę powinniśmy rozpocząć przed strajkiem, tak, by pobudzić ludzkie sumienia i przekazać im znak, że jesteśmy z nimi, solidarni, pomimo iż za kratami. W takim scenariuszu moglibyśmy przerwać nasz protest w momencie rozpoczęcia akcji strajkowej ale nie przed. Po dłuższych deliberacjach koledzy zgodzili się z moim punktem widzenia i rozpoczęliśmy głodówkę. No a później okazało się, że TKK z jakichś powodów opóźnia strajk, że jeszcze niby nie są gotowi i że to my wybiegliśmy przed orkiestrę, zamiast, tak jak wszyscy, iść za nią. Już po wyjścia z więzienia dowiedziałem się, że tak naprawdę TKK nie zamierzała w ogóle iść na całość i raczej koncentrowała się na negocjacjach z władzami. Ponoć wyglądało to w ten sposób, że kiedy Solidarność była już gotowa do strajku powszechnego, przychodziła propozycja rozmów ze strony rządu. Trochę się to przeciągało ale w końcu ustalono, że rozmowy z WRON – ą (Wojskowa Rada Ocalenia Narodowego) rozpoczną się w sierpniu. W związku z tym, całe podziemne kierownictwo Solidarności udało się już w czerwcu do leśniczówek na Mazurach by tam przygotować się psychicznie i fizycznie do trudów negocjacji. Kiedy 15 sierpnia zjawili się w Warszawie okazało się, że nikt z rządu nie będzie z nimi rozmawiał bo wszystkie wcześniejsze rokowania prowadzone były tylko na szczeblu kolegów doradców, którzy nie mieli ani kompetencji do podejmowania decyzji ani należytej wiarygodności. Wtedy TKK w desperacji wezwała do demonstracji, które zresztą w jakimś stopniu się powiodły. I znowu, już po wyjściu na wolność, w rozmowie z wieloma osobami przewijał się ten sam wątek: mówiono im cały czas, żeby czekali na sygnał z góry, od Tymczasowej Komisji Krajowej na rozpoczęcie strajku powszechnego bo oni tam wiedzą najlepiej. Tyle tylko, że sygnał ten nigdy nie nadszedł. Strategia komunistów wtedy była prosta i do przewidzenia. Kiedy kocioł niezadowolenia społecznego zaczynał kipieć, grożąc rozerwaniem ścian - rząd niby gotów był do rozmów. Wtedy TKK wyciszała nastroje a jak już stan krytyczny minął, wtedy okazywało się, że tak naprawdę nie ma o czym rozmawiać. No i taka taktyka trwała do 1989 roku. Natomiast my, w więzieniu, kiedy dostaliśmy informację, że strajku powszechnego nie będzie bo TKK woli raczej negocjować, nie mieliśmy innego wyjścia jak tylko zakończyć nasz protest. ZK: Jak długo trwał pana pobyt w areszcie śledczym? AG: Do września 82 roku. Po kolejnej wizycie Międzynarodowego Czerwonego Krzyża, przeniesiono nas na oddział zewnętrzny. Baraki, duże okna bez blindy, innymi słowy, ośrodek dla internowanych w Białołęce. Co prawda warunki nie były znowu tak wspaniałe jak w reszcie kraju i na nasz oddział często przysyłano ludzi z innych ośrodków internowania za karę, jak coś tam przeskrobali. Zresztą po jakimś czasie zrobiliśmy się modni i należało do “dobrego tonu” posiedzieć z nami. Z kolei dla nas było to o tyle dobre, że mieliśmy stosunkowo dobry dopływ informacji z zewnątrz czyli byliśmy dobrze zorientowani w tym, co się dzieje na wolności. Rzecz w tym, że koledzy, internowani w innych miejscach, mogli się swobodnie komunikować między sobą a przy ich ilości, gdzie każdy miał widzenie z rodziną raz na miesiąc, mieli dobry przekrój wydarzeń z całego kraju. Nie bez znaczenia na ogólne samopoczucie miała też różnica w odbywaniu spacerów; w areszcie śledczym było to malutkie, trójkątne podwórko przykryte siatką, tak, że nawet trudno było zobaczyć niebo. W dodatku stale pilnował nas strażnik z karabinem maszynowym, gotowym do strzału. Natomiast na oddziale zewnętrznym, choć spacer odbywał się w tym samym czasie ale plac był duży, gdzie można nawet było pobiegać, rozluźniona dyscyplina a więc mogliśmy pogadać z kolegami z innych cel, jako, że wtedy wylegał cały obóz na te ćwiczenia fizyczne. Po jakimś czasie pozwolono nam otwierać cele na krótki okres czasu a na sam koniec to praktycznie cele w ogóle nie były zamykane pomiędzy ósmą rano a szóstą wieczorem. W wyniku rozluźnienia tych rygorów więziennych natychmiast zabraliśmy się do organizowania odczytów, narad, zebrań w różnych sprawach itd. I, tak jak mówię, samo światło dzienne robiło ogromną różnicę. Pamiętam, jak kiedyś, jeszcze na oddziale wewnętrznym, udało się nam zrobić maleńką dziurę w blindzie, mniej więcej średnicy ołówka. No to spędzaliśmy przy tym otworze cały dzień, by choć trochę popatrzyć sobie na taki nadwiślański krajobraz. Potem, oczywiście, pracowicie powiększyliśmy sobie tę dziurkę. No, i jak w każdych warunkach, zdarzały się sprawy humorystyczne. Pamiętam, kiedyś dostaliśmy informację, że szykuje się kolejny kipisz czyli rewizja. Wtedy koledzy przygotowali na to wydarzenie specjalną “buzałę”. Muszę tu oczywiście wyjaśnić co to takiego ta “buzała”. Otóż w więzieniu dostawaliśmy rano zupę mleczną, kawę i chleb; obiad zwykle składał się z zupy i kartofli a kolacja to była zwykle porcja czegoś co szumnie nazywaliśmy kawą. Natomiast przez cały dzień do picia nic nie było, w związku z czym trzeba było zmajstrować grzałkę. Oczywiście trzeba było podłączyć ją do prądu. W praktyce wyglądało to w ten sposób, że albo wydłubywaliśmy dziurę w ścianie na linii przewodu elektrycznego i podłączaliśmy się do niego albo wykorzystywaliśmy połączenia żarówki. Potem były dwa przewody, odchodzące od dwóch blaszek, zwykle wyciętych z puszek po konserwach, związane nitką na odległość zapałki. Po zanurzeniu w wodzie, prąd przepływał pomiędzy tymi dwoma blaszkami i wiadro wody można było zagotować w stosunkowo krótkim czasie. I choć takie praktyki były surowo zakazane to przecież pić też coś trzeba było, niemniej w czasie rewizji klawisze starali się znaleźć, między innymi, właśnie te “buzały”. No i na wiadomość o nadchodzącym kipiszu, koledzy raz zrobili specjalną grzałkę. Specjalną, bo wykonaną z dwóch deseczek zamiast blaszek a w miejsce przewodów elektrycznych był zwykły sznure Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Grzech Re: Czas próby II IP: *.cro.citynet.pl 25.01.05, 18:43 No i na wiadomość o nadchodzącym kipiszu, koledzy raz zrobili specjalną grzałkę. Specjalną, bo wykonaną z dwóch deseczek zamiast blaszek a w miejsce przewodów elektrycznych był zwykły sznurek, tyle, że zakończony dwoma haczykami. No i proszę sobie wyobrazić, że “buzała” z drewna i na sznurkach też została skonfiskowana. ZK: Panie Andrzeju, mówił pan o czternastu osobach siedzących w areszcie śledczym Białołęki. Kto, oprócz pana, był w tej grupie? AG: O, wie pan, nie wiem czy będę wszystkich pamiętał. W każdym bądź razie ze mną w celi był Sobieraj i Antek Pietkiewicz. A ze znanych osób to był Jacek Kuroń, Adam Michnik, Heniek Wujec, Karol Modzelewski, Anatol Lawina, śp. Grzegorz Palka, Jaworski, Lech Dymarski…. A reszty teraz nie mogę sobie przypomnieć, ot, ludzka pamięć. ZK: A jak, w świetle tego, co robili po 89 roku, zachowywali się w wiezieniu Michnik i Kuroń? AG: W więzieniu zachowywali się bez zarzutu. Dlatego uważam, że po 1989 roku jakby zrobili zwrot o 180 stopni, stali się zaprzeczeniem tego wszystkiego, czym byli wcześniej. Gdyby nie ich wygląd, a miałbym ich oceniać tylko na podstawie tego co mówią, co robią to bym ich nie poznał. Pytanie oczywiście brzmi: kiedy byli prawdziwi a kiedy udawali? My z nimi przecież nie podjęliśmy współpracy na rozkaz a tylko dlatego, że podobało nam się to co mówili i robili. Natomiast w wiezieniu, być może z wyłączeniem ostatniego okresu, kiedy namawiano nas do podpisania “lojala”, to, jak mówię, byli tacy jak my. Co prawda Kuroń od czasu do czasu coś tam bredził o konieczności porozumienia z komunistami ale nie zwracaliśmy na to większej uwagi, bo każdy wiedział, że Kuroniowi czasami coś odbija i ma jakieś pomysły nie z tej ziemi. Zaś jeżeli chodzi o dwulicowość tych ludzi, to przekonaliśmy się o tym znacznie później. Pamiętam, kiedyś byliśmy zaproszeni na serię odczytów, rozmów z robotnikami z różnych zakładów itd. i pewien młody człowiek, który był uprzejmy nas wozić swoim samochodem opowiadał nam, że Michnik kiedyś namawiał ich w zakładzie do porozumiewania się z Sowietami ponad głową PZPR. Było to o tyle dziwne, że z podobnymi poglądami wyskakiwał czasem Kuroń ale Michnik, zresztą razem z nami w Gdańsku, też go zwalczał. Doszło do tego, że prosiliśmy naszego kierowcę, żeby nam Michnika opisał, bo trudno nam było uwierzyć, że mógłby być on aż tak dwulicowy. No i ten młody człowiek opisał nam go co do joty, włącznie z jego zacinaniem się w mowie. Tak więc był to człowiek, który w Gdańsku wyśmiewał i tłumił Kuronia a na Śląsku powtarzał jego pomysły. No, ale było to już wtedy, kiedy nie mieliśmy wątpliwości, że Michnik przeszedł na stronę wroga. (W tym momencie do rozmowy włączyła się pani Joanna Gwiazda, która stwierdziła, że nigdzie on nie musiał przechodzić, bo zawsze tam był) No, tak, jak się nad tym zastanowić to chyba rzeczywiście tak byo. Zresztą jak wiemy z analiz dokonanych przez byłego Ministra Spraw Wewnętrznych, Antoniego Macierewicza, Michnik był współpracownikiem Służby Bezpieczeństwa od 1968 roku. Natomiast na liście, ogłoszonej w sejmie pamiętnego czerwca nie znalazł się z tego prostego powodu, że nie był ani posłem, ani pracownikiem rządu czy też kancelarii prezydenckiej, jako, że lista dotyczyła tylko agentów, znajdujących się wtedy we władzach Rzeczpospolitej. ZK: Panie Andrzeju, skąd ta informacja, że Adam Michnik był agentem bezpieki już w 1968 roku? AG: Dostałem tę informację stosunkowo wcześnie ale nawet teraz nie chciałbym mówić od kogo jako, że była to informacja poufna. Niemniej na pierwszym Zjeździe Noe-Solidarności krążyła wśród uczestników lista agentów SB z byłego KOR-u, na której był Michnik, obok zresztą wielu innych, prominentnych nazwisk. Podobną listę opublikowano swego czasu w piśmie “Poza Układem”. (Cdn) Zbyszek Koreywo Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Wrruuum!! Re: Czas próby II IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 26.01.05, 10:48 Gość portalu: Grzech napisał(a): > ZK: Panie Andrzeju, skąd ta informacja, że Adam Michnik był agentem bezpieki > już w 1968 roku? > AG: Dostałem tę informację stosunkowo wcześnie ale nawet teraz nie chciałbym > mówić od kogo jako, że była to informacja poufna. No i wicie rozumicie - wiem ale nie powiem od kogo wiem i mi uwierzcie - bo wiem to od KOGOŚ KTO TO WIE ... tak można na okrągło ale skoro uznajesz, że to cokolwiek wnosi to kopiuj dalej. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: daria13 Re: Halo, Grzechu???!!! IP: *.crowley.pl 26.01.05, 15:26 Wciąż nie mogę się doczekac odpowiedzi na moje posty, więc znając Twoją skrupulatność w odpowiadaniu, pomyślałam, że może znudził Ci się wątek o Szymborskiej i go opuściłeś, pozostawiając mnie bez odpowiedz. Dlatego pozwalam sobie upomnieć się o odpowiedzi w nowo utworzonym, najbardziej przez Ciebie lubianym wątku, którego pewnie szybko nie opuścisz. Zważ proszę, że było tam kilka moich postów skierowanych do Ciebie, jak i do Twoich zwolenników. Niecierpliwie oczekująca D. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: pawel Re: Czas próby II-Wruuum IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 22.02.05, 12:04 Jak nie przekonuja Cie argumenty o Michniku na tym forum i w Salonie Łysiaka, to wejdz na strone IPNu i przeczytaj sobie szyfrogramy z Moskwy. Moze to dla Ciebie nie bedzie "wiem ale nie powiem". Poza tym wybacz, ale sam pamietam wystapienia Michnika w obronie tych, ktorzy mieli byc zlustrowani i jak sie pokazywal z Jaruzelem (o tym szeroko tez pisze RAZ w Polactwie), jak mowil ze Kiszczak to czlowiek honoru. Nie dziwie sie, ze ludzie walczacy o obalenie komunizmu kopneli Michnika w d... Nie dziwie sie, ze Herbert tez odcial sie od tej mendy. Poczytaj cos wiecej niz GW i RzP a dowiesz sie jak rosnie fala niecheci do tego "bohatera". Odpowiedz Link Zgłoś
yaddo Re: Czas próby II-Wruuum 22.02.05, 14:45 A Chrystusa to nawet ukrzyżowano!!! Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Wruuum Re: Czas próby II-Wruuum IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 22.02.05, 15:47 Jeśli wiesz w jaki sposób mogę na stronie IPN przeczytać te szyfrogramy to proszę o przepis - chętnie się z nimi zapoznam. Na razie udało mi się dotrzeć tylko do opinii o tych szyfrogramach A. Dudka a to nie to samo. Odpowiedz Link Zgłoś
rychu_z_przemysla Re: Czas próby II-Wruuum 22.02.05, 16:55 Kwietniowy numer Biuletynu IPN: www.ipn.gov.pl/ Odpowiedz Link Zgłoś
rychu_z_przemysla Polecam "Rzeczpospolita kłamców - Salon" W.Ły 22.02.05, 17:00 Kto zwolnil Lysiaka z pracy na Politechnice Warszawskiej? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: daria13 Re: Polecam "Rzeczpospolita kłamców - Salon" W.Ły IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 22.02.05, 17:18 W tej kwestii polecam ciekawe wypowiedzi i cytaty z forum na oficjalnej stronie Kaczmarskiego(www.kaczmarski.art.pl). Z tego co pamiętam, jakoś tak na początku dyskusji. Polecam wszystkim zafascynowanym postacią Łysiaka. Odpowiedz Link Zgłoś