Dodaj do ulubionych

Falaise 1944

IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 25.11.03, 00:26
Przestrzegam przed zakupem tej książki. Takiej liczby
najczarniejszych peerelowskich kłamstw, redaktorskiego
niechlujstwa, takiej liczby merytorycznych błędów, nieścisłości
i przemilczeń związanych z historią zamykania kotła Falaise, a
głównie opanowania Chambois, polski czytelnik jeszcze nie
widział. Przestrzegam przed zakupem tej książki, jako wieloletni
badacz historii opanowania przez Amerykanów i Polaków Chambois,
jako osoba pracująca na co dzień z amerykańskimi kombatantami
90. Dywizji Piechoty (partnerującej Polakom w Chambois), jako
osoba współpracująca z francuskimi, brytyjskimi i amerykańskimi
historykami nad zrewidowaniem całego zafałszowania w Polsce
zarówno historii opanowania Chambois, jak również udziału w tej
bitwie sił amerykańskich. Tak oto nie dowiemy się z książki
Jadwigi Nadziei, że niemal w zasięgu wzroku Polaków walczyło o
Chambois 10 różnych i różnej wielkości jednostek amerykańskich,
ale jak zawsze w polskiej pseudohistoriografii kotła Falaise, że
tylko jeden mityczny batalion mjr. Dulla.

„Falaise 1944” to praca nie napisana, lecz zredagowana z
akapitów najbardziej wytartej literatury starszej, lub wręcz
starej, generacji poświęconej kotłowi Falaise. To publikacja
napisana dla pieniędzy, nie zaś z pasji badawczej. Jest to
praca, podczas której nie odbył się żaden proces badawczy. Nie
przeprowadzono na jej potrzeby żadnego wywiadu – ani z polskimi
kombatantami, ani tym bardziej z kanadyjskimi i amerykańskimi.
Jak można było napisać wątek opanowania przez Amerykanów i
Polaków Chambois, skoro w bibliografii książki „Falaise 1944”
nie ma ani jednej monografii żadnej amerykańskiej jednostki
walczącej o zdobycie Chambois? W bibliografii takiej publikacji
powinny znaleźć się co najmniej następujące pozycje: „War from
the Ground Up” Johna Colby’ego, „Yankee Doodle” gen. Williama G.
Weavera oraz praca zbiorowa pt. „Battle History, 3rd Battalion
358th Infantry Regiment”. Podobnie od strony kanadyjskiej – jak
mogło w bibliografii zabraknąć tak cenionej obecnie na Zachodzie
najnowszej książki dr. Kena Touta pt. „A Fine Night for Tanks”.
Ów kanadyjski kombatant z kotła Falaise daje nowe spojrzenie na
wiele kwestii.

Nie prezentuje autorka polskiemu czytelnikowi fascynującego
procesu decyzyjnego, jaki doprowadził do tego, że Amerykanie
dostali od gen. Williama G. Weavera rozkaz zdobycia Chambois za
wszelką cenę. Szkoda, bo wówczas Polacy po raz pierwszy (po
półwieczu polskich kłamstw, że Amerykanie zabłądzili do
Chambois) dowiedzieliby się, skąd 1. DPanc w ogóle miała
amerykańskich towarzyszy broni w tym miasteczku. Ale nad
odkryciem skomplikowanych meandrów decyzji o wkroczeniu
Amerykanów do Chambois to dopiero trzeba się napracować! Po
stokroć więcej, niż nad całą nieszczęsną książeczką „Falaise
1944”. Nie mówi też autorka Polakom, iż nie 1. DPanc była
pierwszym aliantem w Chambois, lecz amerykański oddział
rozpoznawczy st. sierż. Clarence’a E. Adkinsa, który wkroczył do
Chambois 19 sierpnia 1944 r. ok. godz. 15.

Oto najważniejsze błędy merytoryczne książki Jadwigi Nadziei
pt. „Falaise 1944” dotyczące samego tylko wątku opanowania
Chambois:

Kim był Władysław Zgorzelski? Na stronie 140 jest majorem, na
141 podpułkownikiem, na 154 znowu majorem!

Kim był Michał Gutowski? Na stronie 161 jest rotmistrzem, zaś na
stronie 164 jest majorem!

Kim był Władysław Dec? Na stronie 157 jest pułkownikiem, zaś na
stronie 205 jest podpułkownikiem! Kombatant ów w swojej książce
nie wspomina, że został zdegradowany.

Str. 136 – Amerykański kpt. Laughlin E. Waters nie pochodził
z „kompanii czołgów”, lecz był dowódcą kompanii piechoty. Był
dowódcą kompanii G w 2. batalionie 359. Pułku Piechoty 90.
Dywizji Piechoty US Army.

Str. 138 – Nie jest prawdą, że Amerykanie kiedykolwiek w
historii nazwali się zdobywcami Chambois. To jest właśnie ten
gigantyczny paradoks historii, w którym Amerykanie mający w
swojej historiografii precyzyjne opisy swoich walk ulicznych w
Chambois (w tym o centrum miasteczka) nie nazywają się jego
zdobywcami, Polacy zaś, którzy mają w swojej literaturze
wspomnieniowej walki na terenach zielonych nazywają sami siebie
(albo są nazywani przez polskich pseudohistoryków) „zdobywcami
Chambois” już w uznaniu przejechania przez miasteczko wieczorem
19 sierpnia 1944 r.

Str. 140 – Bzdurą wprost kosmiczną jest informacja, że
amerykański 2. batalion 359. Pułku Piechoty wkroczył do Chambois
pod sam koniec walk o miasteczko. Batalion walczył tam na równi
z Polakami od pierwszych minut alianckiej obecności w Chambois.

Str. 141 – Nie poradziła sobie autorka z niezwykłym wątkiem
pojedynku artyleryjskiego pomiędzy Polakami, a jakąś tajemniczą
siłą w fazie podchodzenia sił polskich pod Chambois. Tę
fascynującą rzecz autorka rozmyła, bo też nie poradził sobie z
owym wątkiem gen. Skibiński, po którym Jadwiga Nadzieja swoją
pracę przepisuje. A toczył się ów pojedynek pomiędzy artylerią
polską a amerykańską. Badam obecnie tę kwestię z żołnierzami 90.
dywizji, jak również z amerykańskim pilotem korygującym nad
Chambois amerykański ogień artyleryjski.

Str. 140, 153 i 155 - Autorka serwuje tam najczarniejsze polskie
kłamstwo z mroków propagandy PRL, iż amerykański major Leonard
Dull rzekomo dokonał w Chambois zdrady stanu i oddał siebie,
wraz z całym 2. batalionem 359. Pułku Piechoty 90. Dywizji
Piechoty, pod rozkazy polskiego majora Władysława Zgorzelskiego.
Od wielu lat badam tę sprawę z amerykańskimi prawnikami
wojskowymi, historykami i politologami oraz z komisją
historyczną 90. dywizji US Army, która wprost nie posiada się z
oburzenia na tę polską obelgę i prawną bzdurę. Autorka wykazuje
skrajną ignorancję prawną, historyczną i wojskową. Gdzie w
amerykańskiej konstytucji i kodeksie wojskowym (z dowolnego
okresu historycznego) istnieje rozdział, paragraf, ustęp i
punkt, który zezwala żołnierzowi na oddanie się na polu walki w
dowolnej chwili pod zagraniczne dowództwo? To rzecz obłożona
sądem polowym i karą śmierci. Żadne prawodawstwo wojskowe świata
nie zezwala na takie kuriozum – także polskie. Tę brednię
kompromitującą polską kulturę historyczną, publicystyczną i
prawną spreparował w PRL gen. Franciszek Skibiński i wszyscy
pseudobadacze historii ją po nim przepisują.

Str. 161-162 – Pada tam błąd w imieniu i nazwisku
najznamienitszego jeńca Polaków pod Chambois. Generał ów nazywał
się Otto Elfeldt, nie zaś Otto von Elfeldt. Sprawdza się takie
rzeczy nie w źródłach alianckich, lecz niemieckich.

Str. 163-164 – Z bojaźnią prześliznęła się autorka po temacie
jeńców, jakich Polacy mieli oddać Amerykanom, a oddali zaledwie
ich połowę. Boi się autorka nawet przepisać jakieś konkretne
wartości liczbowe co do ilości jeńców pojmanych przez Polaków
pod i w Chambois. Było ich 2-2,5 tys. W dwóch turach i w dwóch
różnych miejscach oddano Amerykanom tylko ok. 1000 jeńców, co
można udowodnić nawet dziś wbrew polskim półwiecznym dogmatom
książkowym, iż oddano w jednej turze 2 tys. jeńców. Reszta
została w Chambois zgładzona. Od kilku lat trwa w tej sprawie
coś w rodzaju amerykańsko-polskiego pojedynku na słowa, a być
może przed nami także kombatancki skandal.

Na fotografii sąsiadującej ze stroną 192 amerykańskiemu kpt.
Laughlinowi E. Watersowi autorka zmieniła obywatelstwo. Według
niej to Kanadyjczyk.

Boi się autorka rozstrzygnąć (albo nie jest do tego zdolna), czy
odbyło się coś w rodzaju kapitulacji Chambois, czy też nie. Fakt
ten wyraźnie opisuje amerykański kombatant Wilton H. Barger. 21
sierpnia 1944 r. ok. godz. 14 ostatnia grupa Niemców, jaka
znalazła się w potrzasku uliczek Chambois przebiła się z białą
flagą do Amer
Obserwuj wątek
    • Gość: Grzegorz Czwartosz Re: Falaise 1944 IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.11.03, 11:54
      Autorkę książki pt. „Falaise 1944”, jak również wszystkie osoby
      sprawujące merytoryczną kontrolę nad tą kuriozalną publikacją,
      należy zapytać o wszystkie wątki kanadyjskie historii zamykania
      kotła Falaise. Gdzie one się podziały?! Tytuł tej książki nie
      brzmi wszak „Polska 1. Dywizja Pancerna w kotle Falaise 1944”,
      ale „Falaise 1944”. Ponieważ nie Polacy zamknęli kocioł Falaise -
      jak od 59 lat głosi polska propaganda i mitomania - ale Polacy,
      Kanadyjczycy i Amerykanie pytam więc autorkę i redaktorów
      merytorycznych tego publicystycznego nowotworu, gdzie w tej
      książce jest informacja, że kocioł zamykało (dosłownie po
      sąsiedzku z Polakami!) 13 następujących pułków Kanadyjskich Sił
      Zbrojnych: 4. pułk artylerii Royal Canadian Artillery z 1. Armii
      Kanadyjskiej); 6. pułk pancerny (1st Hussars) z II Korpusu
      Kanadyjskiego; Highland Light Infantry of Canada z 3. Dywizji
      Piechoty; 22. pułk pancerny (Canadian Grenadier Guards) z 4.
      DPanc; 28. pułk pancerny (British Columbia Regiment) z 4. DPanc;
      29. pancerny pułk rozpoznawczy (South Alberta Regiment) z 4.
      DPanc; Lake Superior Regiment z 4. DPanc; Princess Louise’s
      Argyll and Sutherland Highlanders of Canada z 4. DPanc; Lincoln
      and Welland Regiment z 4. DPanc; New Brunswick Rangers z 4.
      DPanc; Algonquin Regiment z 4. DPanc; 5. pułk przeciwpancerny
      Royal Canadian Artillery z 4. DPanc; 15. pułk artylerii polowej
      Royal Canadian Artillery z 4. DPanc.

      Dlaczego nie ma świadomości, że historia opanowania Chambois to
      w Polsce taki sam patologiczny przypadek jak „historia” obrony
      Westerplatte lub „historia” bitwy pod Trygubową vel Lenino,
      które to „historie” na szczęście wylądowały na polskim
      historycznym śmietniku i powoli zaczynają być pisane od nowa? Za
      to, co Franciszek Skibiński uczynił pod patronatem b.
      Wydawnictwa MON z historią zamykania kotła Falaise Dom
      Wydawniczy Bellona powinna się czuć choć trochę odpowiedzialny i
      powinien zacząć wreszcie dawać naszym byłym sojusznikom z kotła
      Falaise choć minimalne zadośćuczynienie moralne. Przecież
      niewiele lepiej niż amerykańskiego majora Leonarda Dulla
      (rzekomego zdrajcy stanu z Chambois) traktował Skibiński przez
      dekady kanadyjskiego bohatera narodowego mjr. Davida V.
      Currie’ego i jego zgrupowanie bojowe walczące pod Chambois
      niemal ramię w ramię z Polakami. Przecież to najsławniejszy
      Kanadyjczyk z kotła Falaise. Jako jedyny Kanadyjczyk w całej
      kampanii normandzkiej dostał za swoje bohaterstwo pod Chambois
      najwyższe odznaczenie wojskowe Brytyjskiej Wspólnoty Narodów –
      „Victoria Cross”.

      Franciszka Skibińskiego już się nie da zapytać dlaczego na
      kartach swoich polskocentrycznych i megalomańskich książek
      minimalizował siły Currie’ego podając nieprawdziwy ich skład
      (jeśli już w ogóle wspomniał gdzieś Currie’ego), jak również
      dlaczego minimalizował jego zasługi (a raczej w ogóle ich nie
      wspominał), ale można o to zapytać Jadwigę Nadzieję. Gdzie
      podział się u niej major David V. Currie i jego zgrupowanie
      bojowe złożone (w zależności od okresu) z pododdziałów różnych
      pułków kanadyjskich?

      Nie da się budować historii polskiej wojskowości na
      najczarniejszym polskim szowinizmie, megalomanii, mitomanii,
      propagandzie sukcesu, niedomówieniach, fałszerstwach
      przypisywaniu sobie zasług nienależnych, arogancji i
      lekceważeniu narodów nam życzliwych. Tak się jednak dzieje w
      przypadku historii kotła Falaise i opanowania Chambois. Nikt i
      nigdzie na świecie nie neguje przecież kolosalnych dokonań
      polskiej 1. DPanc w kotle Falaise – przeciwnie. Do dziś ukazują
      się na temat Polaków dobre i serdeczne wspomnienia, jak te
      kanadyjskiego pancerniaka z 4. DPanc, które mówią o najwyższym
      podziwie Kanadyjczyków dla szaleńczej wprost odwagi Polaków i
      ich zachowania pod ogniem.

      Z tym większym wstydem czyta się wszystkie polskie
      publikacje na temat Falaise AD 1944. Z dwoma wszakże chlubnymi
      wyjątkami – Jacka Solarza i Wojciecha Zalewskiego – którzy
      swoimi jeszcze niewielkimi publikacjami o Falaise/Chambois
      zaczynają wnosić nową kulturę pisania o tej operacji i kulturę
      nowego postrzegania w niej 1. DPanc.

      Grzegorz Czwartosz
      publicysta „Polski Zbrojnej”, „Żołnierza Polskiego” i
      miesięcznika „Decydent”
      • Gość: feran Re:007 IP: *.txucom.net 29.11.03, 01:05
        Czy mozesz cos napisac na temat kto zabil czolg 007.
        Ja czytalem tylko Steel Inferno(stalowe pieklo) by Michael Reynolds,gdzie spomina ze chyba zostal
        zniszczony przez Polakow.

        Michael Wittmann to najwiekszy czolgowy as Niemeicki.Ma kredyt na 138 czolgow.Krzyz rycerski
        z mieczmi..

        Jego Tygrys mial numer 007(niektorzy utrzymuja,ze stad wzials sie # 007 James Bonda).
        Zginal z cala zaloga 8 Sierpnia 44 pod Falaise.
        Szczatki odkopano w 1983.

        Wiele jednostek twierdzi ze go odstrzelilo.

        Moze troche wyjasnien?
        • Gość: Grzegorz Czwartosz Re:007 IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.11.03, 23:44
          Niestety, chyba żaden na świecie odpowiedzialny za słowo badacz
          historii nie zaryzykuje w tym przypadku konkretnej odpowiedzi.
          Przy ówczesnym zamieszaniu w kotle Falaise i przy tylu
          dzisiejszych teoriach na temat śmierci Wittmanna nie podejmuję
          się odpowiedzieć na to pytanie i nikt już na nie niestety nie
          odpowie. Mam kontakt z historykiem Anthonym Kempem, który "zjadł
          zęby" na przesłuchiwaniu niemieckich weteranów, którzy
          nieopatrznie stanęli na drodze naszej 1. DPanc, ale on także nie
          zaryzykowałby teorii, co stało się z Wittmannem.

          Grzegorz Czwartosz

          -----------------------------------------------
          Gość portalu: feran napisał(a):

          > Czy mozesz cos napisac na temat kto zabil czolg 007.
          > Ja czytalem tylko Steel Inferno(stalowe pieklo) by Michael
          Reynolds,gdzie spomi
          > na ze chyba zostal
          > zniszczony przez Polakow.
          >
          > Michael Wittmann to najwiekszy czolgowy as Niemeicki.Ma
          kredyt na 138 czolgow.
          > Krzyz rycerski
          > z mieczmi..
          >
          > Jego Tygrys mial numer 007(niektorzy utrzymuja,ze stad wzials
          sie # 007 James B
          > onda).
          > Zginal z cala zaloga 8 Sierpnia 44 pod Falaise.
          > Szczatki odkopano w 1983.
          >
          > Wiele jednostek twierdzi ze go odstrzelilo.
          >
          > Moze troche wyjasnien?
        • Gość: Grzegorz Czwartosz Re:007 - ostrożnie z Reynoldsem IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.11.03, 13:11
          Jeszcze w nawiązaniu do gen. Michaela Reynoldsa - ostrożnie z
          informacjami pochodzącymi od tego albo hipokryty, albo też
          pięknoducha. Według niego w Normandii nie było alianckich
          zbrodni wojennych. Tylko dlaczego nie było w Normandii jeńców z
          Waffen SS? Jest przecież tyle przekazów, relacji publikowanych i
          niepublikowanych na temat masowych mordów alianckich na
          niemieckich jeńcach, a pan generał z dobrym samopoczuciem o nich
          nie słyszał. Są nawet prace naukowe na ten temat.

          Charles Lutton z amerykańskiego Institute for Historical Review
          pisze w jednej ze swoich prac, jednocześnie będącej omówieniem
          książek Maksa Hastingsa i Davida Irvinga na temat inwazji na
          Francję: „Zakwestionować należy legendę, iż tylko Niemcy ponoszą
          winę za rozstrzeliwanie jeńców. Wprawdzie kanadyjskich jeńców
          notorycznie rozstrzeliwała 12. Dywizja Pancerna SS, jak również
          inne niemieckie jednostki w Normandii, ale trzeba wreszcie
          powiedzieć, że aliancka propaganda wypaczyła proporcje
          wzajemnych win. Podczas przeprowadzania wywiadów do niniejszego
          opracowania z alianckimi kombatantami, prawie każdy stwierdził,
          iż dysponuje osobistą wiedzą na temat rozstrzeliwania
          niemieckich jeńców, albo wręcz, że w tym uczestniczył podczas
          kampanii normandzkiej. Wiele brytyjskich i amerykańskich
          jednostek rutynowo rozstrzeliwało jeńców z Waffen SS w odwecie
          za ich fanatyczny opór i to właśnie tłumaczy fakt, iż jeńców z
          SS prawie nie było w alianckich obozach jenieckich.”

          I jeszcze jeden cytat. Mówi amerykański korespondent wojenny
          Holbrook Bradley: „Najpowszechniejszym rozwiązaniem problemu
          jeńców w jednostkach pancernych było rozwiązanie najprostsze i
          radykalne. Przecież czołgiści nie mieli możliwości odstawiania
          jeńców na tyły. Ale coś musieli z nimi zrobić. A więc robili.
          Wszystkich rozstrzeliwano bez pardonu”. Robili to wszyscy bez
          wyjątku alianci. Także polska 1. DPanc.

          Reasumując - ostrożnie z tym Reynoldsem.

          Pozdrawiam

          Grzegorz Czwartosz


          Gość portalu: feran napisał(a):

          > Czy mozesz cos napisac na temat kto zabil czolg 007.
          > Ja czytalem tylko Steel Inferno(stalowe pieklo) by Michael
          Reynolds,gdzie spomi
          > na ze chyba zostal
          > zniszczony przez Polakow.
          >
          > Michael Wittmann to najwiekszy czolgowy as Niemeicki.Ma
          kredyt na 138 czolgow.
          > Krzyz rycerski
          > z mieczmi..
          >
          > Jego Tygrys mial numer 007(niektorzy utrzymuja,ze stad wzials
          sie # 007 James B
          > onda).
          > Zginal z cala zaloga 8 Sierpnia 44 pod Falaise.
          > Szczatki odkopano w 1983.
          >
          > Wiele jednostek twierdzi ze go odstrzelilo.
          >
          > Moze troche wyjasnien?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka