ja być stanowczy?

21.11.09, 09:42
Mam 31, żona 30 lat. Mamy 6 letnie dziecko, ustabilizowaną sytuację
materialną, spoko pracę... Tylko siebie nie mamy w zasadzie...

Znamy się od 13 lat, małżeństwo od 8. Początki były fantastyczne...
Pełna werwy, chęci, napięcia i podniecenia wyczyniała ze mną w łóżku
rzeczy o których każdy facet marzy.

A dzisiaj? Totalny brak życia intymnego!
Ostatnio kochaliśmy się w połowie lipca na wakacjach...

Jest piękną kobietą. Na ulicach faceci oglądają się za nią, stróżki
śliny z kącików ust itp. Serio jest jak niezła modelka... Ale co mi
z tego?

Po domu potrafi biegać w samej bieliźnie, kusząc mnie
niemiłosiernie. Te dwie kule do kręgli przedzielone paseczkiem
stringów zaczynają mnie coraz bardziej frustrować... Dlaczego? Bo
nie mam do nich dostępu...

Moje potrzeby są duże, tymczasem ona ma je za nic. Wie doskonale jak
bardzo jej pragnę, chyba nawet trochę ją to bawi... A ja nie wiem
już co ze sobą zrobić...

Jakiś czas temu postanowiłem być twardy, nie dawać się sprowokować
do jakiejkolwiek formy zbliżenia... Miało to spowodować, z tego co
na tym forum wyczytałem jakąś przemianę w kobiecie... ale mi to nie
idzie... z resztą nie jestem pewien że to właściwa droga...

Jednak jak już to zacząłem, chcę spróbować to trochę pociągnąć. A
nóż coś się uda zmienić.

Mam jednak straszne problemy z silną wolą w tej sprawie... Jest tak
kusząca, seksowna... nie potrafię się oprzeć próbom podejścia do
niej...

Wróciłem z delegacji wczoraj. Strasznie chciałem żeby położyła się
przy mnie blisko. Chciałem poczuć jej ciepło, zapach, dotyk... Młody
zasnął w naszym łóżku, ja z nim leżałem i czekałem kiedy wreszcie
przyjdzie... Siedziała w necie chyba do północy po czym weszła do
sypialni, okryła kołdrą młodego i poszła się położyć u niego w
pokoju. Nie wytrzymałem... poszedłem za nią... położyłem się za nią
i przytuliłem całym ciałem... Taaak.. tego właśnie chciałem. Przez
10 minut spokojnego leżenia blisko jej fantastycznego ciała czułem
jej ciepło, zapach, oddech... i co? No jak to co... Powiedziała po
chwili żebym poszedł do sypialni do dużego łóżka. Na tapczanie może
rzeczywiście zbyt dużo miejsca nie ma, ale co z tego? mi to wcale
nie przeszkadzało... jej owszem...


Powiedzcie mi proszę jak przezwyciężyć swoje pożądanie? Jak być
zimnym, oschłym draniem nie widzącym piękna żony, Jak zabić (albo
chociaż zamrozić) swoje wielkie pożądanie?
A może to nie tędy droga? Może to nie działa?

HELP
    • noxnegra Re: ja być stanowczy? 21.11.09, 10:57
      Czy poza tym macie ze sobą jakikolwiek kontakt? Twoja relacja sprawiała
      wrażenie, że nie ma między wami bliskości nie tylko fizycznej. Rozmawiacie?
      Stawiałabym na jej romans.
      • massivehehe Re: ja być stanowczy? 21.11.09, 11:43
        Tak, to prawda... jesteśmy coraz dalej od siebie...
        Rozłąka seksualna powoduje również brak bliskości innego rodzaju.
        Odstawiony od łona mojej żony, staję się coraz gorszy... tak, sam
        też to widzę... Dostaję kosza za każdym razem... I rośnie we mnie
        ból, który w jakiś tam sposób z siebie wylewam. Nawet niechcący ale
        wylewam...

        nie życzę najgorszemu wrogowi...
    • wilczypajak Re: ja być stanowczy? 21.11.09, 10:58
      > Powiedzcie mi proszę jak przezwyciężyć swoje pożądanie? Jak być
      > zimnym, oschłym draniem nie widzącym piękna żony, Jak zabić (albo
      > chociaż zamrozić) swoje wielkie pożądanie?
      >


      redtube.com + rekodzielo powtarzane w zaleznosci od potrzeb
      • massivehehe Re: ja być stanowczy? 21.11.09, 11:44
        Nie, dziękuję... Czasami owszem, masturbuję się dla rozładowania
        napięcia. Zawsze to jednak ją mam w głowie gdy to robię...
    • gladys_g Re: ja być stanowczy? 21.11.09, 11:25
      > i przytuliłem całym ciałem... Taaak.. tego właśnie chciałem. Przez
      > 10 minut spokojnego leżenia blisko jej fantastycznego ciała czułem
      > jej ciepło, zapach, oddech... i co? No jak to co... Powiedziała po
      > chwili żebym poszedł do sypialni do dużego łóżka.

      i co, tak leżałeś 10 minut i nic nie zrobiłeś? to się nie dziwię kobiecie, że poprosiła, żebyś sobie poszedł, bo nie zapowiadało się ani na dobry seks ani na to, że się wyśpi.

      Odniosłam wrażenie, byc może mylne, że kobieta z jakiegoś powodu przestała inicjować zbliżenia, a nie że straciła popęd.


      A Ty inicjujesz ten seks jakoś konkretnie, czy tylko przytulasz się albo tęsknie patrzysz i czekasz aż ona coś z tym zrobi?

      > Znamy się od 13 lat, małżeństwo od 8. Początki były fantastyczne...
      > Pełna werwy, chęci, napięcia i podniecenia wyczyniała ze mną w łóżku
      > rzeczy o których każdy facet marzy.

      Ona wyczyniała z Tobą. A Ty z nią też?
      • massivehehe Re: ja być stanowczy? 21.11.09, 11:47
        Tak. Leżałem chłonąc tą bliskość wytęsknioną... Nie mam już czasem
        sił by zabrać się do niej jak dawniej. ciągle mam w głowie to że za
        chwilę dostanę po uszach...

        Ja z nią też. Na pewno w tamtych czasach oboje byliśmy bardzo
        zadowoleni z naszych relacji łóżkowych.
        • herbatka.jasminowa Re: ja być stanowczy? 21.11.09, 13:13
          massivehehe napisał:

          "Powiedzcie mi proszę jak przezwyciężyć swoje pożądanie? Jak być
          zimnym, oschłym draniem nie widzącym piękna żony, Jak zabić (albo
          chociaż zamrozić) swoje wielkie pożądanie?"

          a dlaczego zdrowy, 31 letni , zakładam normalny pod względem psychicznym , facet rząda od nas odpowiedzi, jak ma zabić pożądanie w sobie? po co ?

          może odpowiedź jest prosta: żona ma kochanka, nie pomyslałes o tym ?
          • kag73 Re: ja być stanowczy? 21.11.09, 16:08
            Zgadzam sie z herbatka, calkiem mozliwe, ze ma kochanka. Miej oczy i
            uszy szeroko otwarte. Jak bedziesz mial pewnosc albo bedziesz mogl
            wykluczyc te opcje, bedziesz dzialal dalej.
    • bcde Zgubiłeś jaja, czy zastawiłeś w lombardzie? 21.11.09, 18:51
      > Jakiś czas temu postanowiłem być twardy, nie dawać się sprowokować
      > do jakiejkolwiek formy zbliżenia...

      Toś mnie rozśmieszył swoją "twardością". Byłeś twardy wobec siebie, a nie wobec
      niej.

      > Moje potrzeby są duże, tymczasem ona ma je za nic. Wie doskonale jak
      > bardzo jej pragnę, chyba nawet trochę ją to bawi...

      Bawi ją? To niech przestanie ją bawić. Zabierz się za nią bez pytania, a jak jej
      się nie podoba, to ona niech dostanie po uszach od ciebie. Jeśli się powtórzy,
      mówisz jej - albo seks albo kończymy tę farsę. A później rozwodzisz się i
      znajdujesz kobietę, która będzie chciała się seksić. To proste.
      • efi-efi Re: Zgubiłeś jaja, czy zastawiłeś w lombardzie? 21.11.09, 21:57
        Ty nie być stanowczy.
    • mujer_bonita Re: ja być stanowczy? 22.11.09, 00:55
      A może tak wykazać stanowczość w szczerej, otwartej rozmowie z żoną na temat
      Twojej i jej wizji dalszego trwania tego związku oraz wzajemnego zaspokajania w
      nim potrzeb?
      • avide Re: ja być stanowczy? 22.11.09, 19:24
        Zgadzam się z Bonitą w 100 %.

        Sposób w jaki przedstawiłeś wasz związek wyraźnie sugeruje, że zagubiliście się
        gdzieś w natłoku spraw codziennych. Kiedyś było dobrze i gdzieś to umknęło.
        Macie zatem fundament do którego można powrócić.
        Pytanie tylko jak ?
        Moim zdaniem żadne próby zabicia w sobie popędu nie przyniosą zamierzonego
        efektu. Wręcz przeciwnie. Dalsze oddalanie się spowoduje postępującą oziębłość,
        aż nagle stwierdzicie, że nic już was nie łączy. Poznasz jakąś laskę, zauroczysz
        się w niej i ... dalej wiesz co będzie.

        To czego wg mnie wam trzeba to właśnie takiej szczerej rozmowy w cztery oczy o
        Tobie, niej, was, Twoich potrzebach seksualnych, jej potrzebach seksualnych,
        zmianach w postrzeganiu siebie wzajemnie oraz o przyszłej intymności waszego
        związku.
        Pytanie tylko czy wy kiedykolwiek rozmawialiście o seksie, seksualności w
        związku, o potrzebach ? Wcale bym się nie zdziwił gdyby żona bagatelizowała i
        zmieniała temat mówiąc "o co ci chodzi", "przestań przesadzać" itp.
        Powinieneś ją poinformować że jak tak dalej pójdzie skończycie z kochankami na
        boku itp.
        Także rozmowa, rozmowa i jeszcze raz rozmowa.
        Tylko pamiętaj, że w tej rozmowie musisz wykazać JAJA. Nie skomleć ale na
        spokojnie artykułować punkt po punkcie co cię boli i dlaczego oraz ŻĄDAĆ
        odpowiedzi co ona na to.

        Co do przyczyn jej oziębłości co do Ciebie. Zastanów się jak w trakcie tych lat
        mogła zmienić się postrzeganie Twojej osoby w jej oczach ?
        Chodzi o to czy ona widzi w tobie tego samca za jakiego wyszła X lat temu.
        Pamiętaj że niewiele jest kobiet lubiących "ciepłe kluchy" czy Piotrusiów Panów.
        Chodzi o to byś był dla niej partnerem a nie dodatkiem, byś z nią dyskutował,
        miał własne zdanie a nie tylko przytakiwał i godził się na jej propozycje i JEJ
        styl życia. Byś miał własne zainteresowania, hobby, pasje. Byś czasami był
        niedostępny, pochłonięty czymś zupełnie innym niż tylko lataniem za jej słodkim
        soczystym tyłkiem. Jest tego więcej. Maż być mężczyzną a nie sierotką. Z tego
        jak piszesz o niej wyglądasz mi bardziej na takiego ubezwłasnowolnionego dużego
        chłopca. Kochasz ją, zgoda, ale naucz się kochać ją mądrze. Tak by z jednej
        strony była Ciebie pewna, ale z drugiej nigdy do końca nie miała.

        Z własnego doświadczenia powiem Ci że im bardziej "odlecę nad czymś" w domu
        zapominając o całym świeci tym bardziej żona upomina się o moją uwagę skierowaną
        w jej kierunku. Przekłada się to też na jej zaangażowanie seksualne.

        Poza tym czy wy aby nie jesteście dla siebie pierwszymi partnerami ? No i czy
        często bywasz w tych delegacjach ? Jeśli nie zaklasyfikowała Cię jako
        przyjaciela a co za tym idzie straciłeś w jej oczach jak mężczyzna-kochanek
        przez co wygasiła swoje pożądanie w Twoim kierunku to wg mnie ma kochanka.

        No i czy ja dobrze zrozumiałem że ona śpi z dzieckiem ? 6-cio letnim dzieckiem ?
        Cy coś źle doczytałem ? Jeśli tak to się już niczemu nie dziwię. A tak właściwie
        kiedy zaczęły się te zmiany ? Potrafisz określić ? jakiś wyraźny moment czy może
        jednak stopniowy proces ?

        (Pytania oczywiście skierowane do autora wątku a nie Bonity ;-))
        • herbatka.jasminowa do avide 22.11.09, 19:48
          "Powiadają, że jeśli człowiek bardzo czegoś pragnie powinien to wypuścić z rąk,
          jeśli do niego wróci będzie już jego na zawsze, jeśli nie wróci to nigdy do
          niego nie należało" - (wiem, plagiat, ale za to jaki piękny).


          Ja wolę tak:-)))

          "Jeśli coś kochasz, puść to wolno, jeśli powróci jest twoje, jeśli nie- nigdy twoje nie było"
        • marek_gazeta Re: ja być stanowczy? 22.11.09, 21:59
          > "Leżałem chłonąc tą bliskość wytęsknioną"

          Jesteś poetą?

          > To czego wg mnie wam trzeba to właśnie takiej szczerej rozmowy w cztery oczy o
          > Tobie, niej, was, Twoich potrzebach seksualnych, jej potrzebach seksualnych,
          > zmianach w postrzeganiu siebie wzajemnie oraz o przyszłej intymności waszego
          > związku.
          > Co do przyczyn jej oziębłości co do Ciebie. Zastanów się jak w trakcie tych lat
          > mogła zmienić się postrzeganie Twojej osoby w jej oczach ?
          > Chodzi o to czy ona widzi w tobie tego samca za jakiego wyszła X lat temu.

          Dokładnie tak. Z opisu wygląda cierpiętnik, wysychający jak źdźbło zboża na targanym suchymi wiatrami stepie (ja też mogę być poetą). Dodałbym: jeśli zdiagnozuje "zmianę postrzegania", proponuję najpierw spróbować poprawić swój wizerunek w oczach żony, a dopiero potem zabrać się za rozmowę.

          Swoją drogą - paradowanie kobiety w erotycznej bieliźnie przy jednoczesnym odrzucaniu zalotów męża wygląda na jakiś subtelny ero-sadyzm.
          • bi_chetny Re: ja być stanowczy? 26.11.09, 11:38
            to może być nawet związek sado-masochistyczny. Facet tak naprawdę lubi to cierpienie
        • bcde Re: ja być stanowczy? 28.11.09, 03:38
          Avide, już raczej na to za późno. Kobieta przejrzała na oczy i wie, że ma w domu
          poetę, a nie faceta, który potrafi ją zerżnąć. Rozmowa nic tu nie zmieni.
Pełna wersja